Zacieśnianie więzi

W ramach lepszego zapoznania się ze sobą realizujemy comiesięczny projekt losowania osób, do których można napisać op. i dostać dzięki temu +3 pkt. do każdej z umiejętności (+1 pkt. do mocy).
Link do osób, które zostały wylosowane znajduje się tutaj. :)

środa, 1 lipca 2015

Od Rafaela "Łzy beznadziei" cz.7 (cd. Suzanna)

- Musimy jak najszybciej dostać się do naszej jaskini. - powiedziałem. - Chodź!
Ruszyliśmy. Biegłem ile sił w łapach. Nie mogę dopuścić, aby ten oślizgły gad, który aktualnie siedzi w moim ciele zrobił Kii krzywdę. Nie zniósłbym tego. Starałem się odpędzić od siebie wszystkie złe myśli związane z moją partnerką. Pędziłem przed siebie, ocierając się o ostre gałęzie i krzewy nie zwalniając tępa, ani na chwilę.
- Muszę tam być! Teraz, zaraz, natychmiast!
***
Gdy dotarłem na miejsce zorientowałem się, że Suzi zniknęła.
- Ch*lera, przecież biegła tuż za mną. - myślałem. - Pewnie zaraz mnie dogoni.
Wszedłem do jaskini i...zabolało.
Tak bardzo nie chciałem tego widzieć. Jasper obejmował Kiiyuko. Całowali się. Na jej policzkach błyszczały już suche ślady po łzach. Płakała. Co on jej naopowiadał?! Poczułem ogarniającą mnie złość.
- Nosz k*rwa mać zabije gnoja!
Cały zesztywniałem. Sierść na grzbiecie mi się zjeżyła. Zawarczałem ukazując rząd ostrych kłów. W tym samym momencie "para" oderwała się od siebie i spojrzała w moim kierunku.
- Ty... - wyszeptała Kii. - TY!!!
Rzuciła się na mnie.
- CO?!
W jej oczach widziałem tyle nienawiści. Wadera chciała zadać pierwszy cios, lecz w porę udało mi się zrobić unik. Nie chciałem z nią walczyć.
- PRZEZ CIEBIE MOJA CÓRKA NIE ŻYJE! - wrzasnęła odwracając się w moją stronę.
Wyglądała jak opętana.
- Nie! Kiiyuko to ja...RAFAEL! - starałem się wybronić, ale ona zaczęła się śmiać.
- Niby mam ci uwierzyć?! -była jak w transie.
Po raz kolejny zaatakowała. Starannie unikałem płonących kul, którymi we mnie rzucała.
- Kii przestań! Nie chcę cię skrzywdzić!
- JUŻ TO ZROBIŁEŚ! ZABIŁEŚ MOJE DZIECKO, A TERAZ JA ZABIJĘ CIEBIE!!!
Nagle wilczyca zniknęła mi z pola widzenia. Rozglądałem się gorączkowo jej wypatrując, ale nigdzie jej nie było. Chwilę później poczułem ostry ból w kręgosłupie, z którego zaczęła lecieć krew. Wadera rozcięła mi plecy. Upadłem na ziemię. Poczułem metaliczny posmak czerwonej cieczy w pysku.
Nie miałem z nią najmniejszych szans.
- Kiiyuko proszę wysłuchaj mnie. - powiedziałem cicho. Czułem jak uchodzi ze mnie życie. No tak...w ciele Jaspera nie jestem już nieśmiertelny, czyli...to KONIEC.
- Nie ma o czym mówić. - odparła lodowatym tonem, powoli zmierzając w moją stronę.
Spojrzałem jeszcze w stronę wejścia do jaskini, gdzie stał Jasper. Patrzył. Śmiał się.
- Nienawidzę cię. - mówiąc to, obcięła mi ucho.
Jej oczy były czarne jak noc.
- Jesteś nic nie wartym śmieciem. - straciłem łapę.
- Zasługujesz na śmierć. - wypaliła mi oko.
- Proszę... - wykrztusiłem to jedno słowo razem z krwią.
Nagle zza drzew wyłoniła się Suzi.
- Nie mamo, nie!
- GIŃ!!!

<Suzi?>

Przypinki??

Cześć, z tej strony Suzanna! :D
Tak sobie myślałam, WMW ma już ponad 100 tys. wyświetleń, 2 lata stażu... to może by coś wyjątkowego z tej okazji? Tak! Chodzi o tytułowe przypinki! Byłyby wtedy one sprzedawane na Allegro w kilku wzorach. I tym razem mówię zupełnie serio. Nie martwcie się o cenę... nie będą kosztowały więcej niż 10 zł, bo 5 bądź 7 zł (to zależy od tego, czy obrazek na przypince jest stary czy nowy ;p).

A to wzory, które jak na razie mam Wam do zaproponowania (oczywiście później będą przycinane, żeby pasowały do przypinki):

1


2

3

4, 5 i 6 (rysowane na szybko długopisem po 23:00 xD)
5



Wiem, że nie są za piękne, ale tu chodzi głównie o to, żeby miały coś wspólnego z historią WMW, żeby przypominały o starych czasach... Oczywiście pojawią się też nieco "nowsze" propozycje do wyboru. ;)

wtorek, 30 czerwca 2015

Od Suzanny "Koronacja"

Dwa dni później, po owym zamieszaniu z Jasperem, obudziłam się z uśmiechem na pysku zupełnie zapominając o nieszczęściach, które mnie wtedy spotkały. Miałam urodziny, co oznaczało również to, że od momentu koronacji przejmę stanowisko rodziców, czyli zostanę nową Alfą Watahy Magicznych Wilków. Raczej nie można tego uznać za oznakę chciwości, ale jednak mimo wszystko moje serce niezmiernie się radowało. Wstałam z dobrym humorem, z nie gorszym wzięłam kąpiel we Wodospadzie. Woda była bardzo przyjemna, a temperatura idealna. By mieć ładniejszy zapach do wody rozpyliłam najpiękniejsze kwiatki, jakie rosły w pobliżu.  Taplałam się tak dobre kilkanaście minut, a może kilkadziesiąt, bo w końcu uwielbiałam długie mycie się, by mieć stuprocentową pewność, że jestem czysta. Gdy w końcu udało mi się przekonać samą siebie do wyjścia (a o to było trudno) wytrzepałam się i podążyłam dalej patrząc w niebo. Nie było nawet śladu po okropnej burzy, która miała miejsce jeszcze 3 dni temu. Co prawda po błękitnym oceanie, który mamy nad głową majaczyły się drobne, białe chmurki, ale i tak dzień był śliczny. Warto było czekać do takiej pogody.
Trochę zgłodniałam, więc poprosiłam Tsume, by zorganizował polowanie na śniadanie dla całej watahy. Nieco zdziwiony basior kompletnie nowym rozkazem, którego nigdy nie wydawały stare Alfy pokiwał tylko głową i poszedł wezwać całą ekipę. Wydaje mi się, że to najlepsze rozwiązanie, by oszczędzić trochę czasu reszcie watahy, bo w końcu zespół do polowań powinien się tym zajmować.
Nieco wygłodniała podążyłam do swojej jaskini, wzięłam w pysk kiedyś znaleziony na terenach dzwoneczek i zaczęłam obchód po innych jamach. Musiałam obudzić każdego wilka, żeby nie zaspał na śniadanie! Tak jak podejrzewałam nikt nie wiedział po co to, ale z czasem się przyzwyczają, bo pobudki nie są wcale aż tak wcześnie, bo o 9. Tych, którzy wstaną wcześniej nie obowiązuje budzenie. Jakie było ich zdumienie, gdy wychodząc z jaskini zobaczyli, że zespół od polowań znosi wedle mojego rozkazu zabitą zwierzynę na polanę w centrum watahy, czyli kilka metrów od naszych mieszkań. Po chwilowym zaskoczeniu wszyscy wzięli się za jedzenie, w tym również i ja.
Po spożytym posiłku udaliśmy się nad Wodospad, by tam się umyć od krwi, od której byliśmy ubrudzeni po jedzeniu. Większość wilków postanowiło się umyć od razu całkowicie i właśnie dlatego ja zrobiłam to wcześniej, by nie musieć robić tego z innymi. Później każdy miał czas wolny, bo moja "koronacja" miała być dopiero po godzinie 22, ponieważ właśnie wtedy przyszłam na świat.
Ja przez ten czas leżałam z wywalonym brzuchem i próbowałam bez sensu się opalić, choć jak wiadomo wilki nie potrafią tego zrobić przez gęste futro, którym są porośnięte. W końcu wyczerpana samym nic nie robieniem podążyłam do Biblioteki. Tam za dębowym biurkiem siedziała czarna wadera. Pech chciał, że niestety nie znam wszystkich wilków, bo nie miałam zbytnio pamięci do imion. Miałam do tego prawo, bo przecież przez tą watahę przewijało się tyle wilków, że palców by nam nie starczyło. Z tego, co mówiła mama łącznie było ich ponad 200.
- Dzień dobry, w czymś pomóc? - zapytała z uśmiechem skrzydlata wadera widząc moje zagubienie.
- Em... tak... masz może do polecenia jakąś dobrą książkę?
- Kryminał? Fantasy? Biograficzną?
- Może fantastyczną... byleby bez obrazków. - oznajmiłam po krótkim namyśle.
- Bez obrazków? - zaśmiała się. - Wyróżniasz się spośród innych, bo większość bierze książki z ilustracjami.
Uśmiechnęłam się.
- Miło mi to słyszeć. Lubię się wyróżniać z tłumu. A obrazków nie lubię, bo wolę sobie wyobrazić daną rzecz lub zdarzenie własnymi oczami, a nie oczami ilustratora.
- Ja tak samo.
- Mam takie głupie pytanie... - rzekłam po chwili wahania.
- Słucham.
- Jak się nazywasz? Nie poznałam jeszcze dobrze wszystkich członków. Kojarzę cię z widzenia, lecz imienia nie mogę sobie przypomnieć.
- Jestem Lithium Vane.
- Lithium Vane? - zapytałam, żeby się upewnić. Zaraz pewnie i tak zapomnę jak się nazywała.
- Tak, skrótem Lith lub Li Vane. - zaśmiała się widząc moją wyjątkowo głupią minę.
- To dzięki, już pójdę. - rzekłam wychodząc. - Do zobaczenia.
- Pa! - odparła Lith. Szłam tym razem do Parku w watasze, by tam na spokojnie przeczytać wypożyczoną książkę. No może nie całą, ale chociaż część.
***
Po jakimś czasie czytania spojrzałam w górę, by uświadomić sobie, gdzie znajduje się słońce i oszacować godzinę. Było dość wysoko, a mój żołądek domagał się posiłku, więc stwierdziłam, że pora urządzić porę obiadową. Jak postanowiłam, tak zrobiłam, ale z taką różnicą, że tym razem musiałam wilki zganiać nie tylko z jaskiń, ale i także z pozostałych terenów, na których pełniły swoje stanowisko.
 ***
Do wieczora raczej nic szczególnego się nie działo, aż do wcześniej wspomnianej przeze mnie 22. Wtedy poszłam pod gałęzie Pomarańczowego Drzewa, żeby tam spotkać mamę. Członkowie watahy już powoli również zaczęli się schodzić, by obejrzeć ceremonię. Byłam pierwszym wilkiem, który urodził się we watasze i obejmował władzę. Coś czuję, że nieprędko pozbędą się mnie z tego stanowiska...
- No Suzi, jak się czujesz przed staniem się kimś ważniejszym od nas? - zapytała zatroskana mama.
- Hm... chyba dobrze. Jakoś żyję. - odparłam z uśmiechem.
- To teraz nie pozostaje nam nic innego jak czekać, aż wszyscy się pojawią. - powiedziała po chwili patrząc na zbierający się tłumek wokół drzewa. Lekko się denerwowałam, ale starałam się nie okazywać tego po sobie. Zrobiłam zaledwie dwa kroki na przód, by sprawdzić, ile osób jest z drugiej strony, gdy nagle poczułam, że w coś wdepnęłam. To coś było... chropowate? Spojrzałam w dół i ujrzałam czarną bransoletkę ze sznurków z wplecionymi w nią ładnymi, błyszczącymi "kamykami". Podniosłam ją prędko. Byłam całkowicie pewna, że to właśnie ona - Bransoletka Życzeń. Nie potrzebowałam żadnych upewnień, czy potwierdzeń, po prostu włożyłam ją na łapę i miałam wrażenie, że od teraz wszystko będzie się układać po mojej myśli, bo przedmiot ten zapewniał spełnienie wszelkich marzeń i życzeń. Kilka wilków dostrzegło moje znalezisko i rozpoznawszy przedmiot zaczęło klaskać. Ja nie wiedząc co zrobić po prostu się ukłoniłam i wróciłam do rodzica.
- To kiedy ta koronacja czy coś?
- Zaraz... Poczekajmy jeszcze z 5 minut. - odparła mama.
- Jasne. - odrzekłam siadając na ziemi. Bawiłam się nową bransoletką, ale mama była zbyt przejęta tym, co miało nastąpić zaraz, by to zauważyć. Spokojnie odczekałam umówione kilka minut, a wtedy biało-różowa wadera powstała i uniósł łapę dając znak, żeby wszyscy umilkli. Niezwykłe, że ja już za kilka minut będę miała taką samą możliwość.
- Witam. Jak wszystkim wam tutaj zebranym wiadomo, dziś mamy zaszczyt uroczyście przekazać rządy nowej, młodej Alfie - Suzannie.
Rozległy się gromkie brawa, sama nie wiem, czy szczere, czy nie. Wolałam sobie tym nie zawracać głowy. Wstałam więc i ponownie się ukłoniłam.
- Dziś także chciałabym wyznaczyć nową Betę, Gammę i Deltę, które będą pełnić swoje stanowiska.
Znowu brawa.
- Najpierw lecz zajmijmy się mianowaniem na Alfę. Proszę powstać.
Wilki wykonały polecenie. Nawet ciotka Kazuma zrobiła to co trzeba dramatycznie wywracając oczami. Nie mogłam się nie uśmiechnąć. Wilkom odbijały się w oczach ciepłe płomyki porozstawianych wcześniej świec, które miały nam służyć za uroczyste oświetlenie. Niby takie nic, a i tak wyglądało to pięknie.
- Czy ty, Suzanno, ślubujesz pełnić sprawiedliwe rządy we Watasze Magicznych Wilków?
- Obiecuję.
- Czy ślubujesz działać dla dobra innych, a nie tylko dla własnych zysków?
- Obiecuję.
- A czy ślubujesz bronić wszystkimi swoimi siłami zdrowia i życia wszystkich członków i honoru słabszych?
- Obiecuję. - odparłam z powagą po raz ostatni.
- Takie są obietnice Suzanny i żywimy nadzieję do tego, że będzie je sumiennie wypełniać. Proszę o zawieszenie na szyi nowej Alfy Kryształowy Medalion - znak władzy we Watasze Magicznych Wilków.
Desari ze świecącymi ze wzruszenia oczami zawiesiła na mojej szyi ciężki, ale również piękny medalion. Funkcjonował on u nas dopiero od niedawna i Rafael bądź Kiiyuko nosili go tylko w przypadkach oficjalnych, ale wiedziałam, że to bardzo słusznie, że został zrobiony. Był niezwykle piękny i przypominał rozkwitającego kwiata, który nawet zdawał się mieć niesamowicie piękną woń. Nie wiedziałam tylko, kto go zrobił i do kogo mogłam posłać wyrazy podziwu. Mama wygłosiła jeszcze krótką przemowę na temat bycia Alfą, a następnie rzekła:
- A teraz przejdźmy do wcześniej obiecanego przeze mnie wyboru Bety, Gammy i Delty.
Wszystkie wilki wytężyły maksymalnie słuch, mając pewnie cichą nadzieję, że to oni zostaną wybrani.
- Zacznijmy od tyłu... Deltą zostaje... - tu dała dramatyczną pauzę. - ...Nari!
Zaskoczona wadera mile zaskoczona natychmiast przytuliła partnera, który był tak samo zachwycony co ona i chwalił ją za włożony w to wysiłek.
- Gammą z kolei... Lithium Vane!
Wcześniej odwiedzona przeze mnie wadera aż pisnęła z zachwytu. Czyżbym przynosiła szczęście?
- A Betą i zastępcą Suzanny... uwaga, uwaga... Astrid!
Wszystkie wilki zaczęły jej klaskać, a ona sama odtańczyła szalony taniec radości. Zabawnie mi było na to patrzeć. Kiiyuko powiedziała jeszcze przekrzykując śmiechy:
- Zebranie uważam za zakończone!

Od Suzanny "Łzy beznadziei" cz. 6 (cd. Rafael)


Siedziałam skulona w kącie lochu i kołysałam się w przód i w tył. Byłam przerażona. Zaschnięte łzy czułam cały czas na swoich płonących policzkach, ale byłam już na tyle odwodniona, że nie mogłam płakać dalej. W głowie brzmiało mi tylko jedno pytanie: Co z tatą?. Bałam się okropnie nie tylko o niego, ale i także o siebie. Może i byłam nieśmiertelna, ale niestety nasz wróg jest inteligentny, więc i na to znalazłby lekarstwo, a raczej - trutkę. Wtedy ciężkie, skrzypiące drzwi lochu rozwarły się na oścież, a w nich stanął Jasper we własnej osobie. Nienawidziłam go. Nie cierpiałam. Chciał mi w końcu umyślnie zniszczyć rodzinę.
- Suzi... - przemówił ze spokojem. Nie miałam siły walczyć, więc powiedziała tylko cicho:
- Nie zbliżaj się do mnie... jeśli chcesz mnie zabić, to zrób to szybko.
- Wcale nie chcę cię zabić.
- A czego ode mnie chcesz? Oberwać ze skóry? Sprowadzić na swoją stronę? Po prostu powiedz...
- Chcę cię wypuścić. - rzekł uśmiechając się lekko. Podniosłam na niego wzrok.
- To ma jakiś haczyk, prawda?
- Nie ma.
Zmarszczyłam brwi zdezorientowana. To było niemożliwe, żeby tak nagle zmienił swoje poglądy i chciał mnie uratować. Gdyby chciał się pozbyć tylko mojego taty, to by mnie tutaj wcale nie zabierał. Czerwono-czarny basior podszedł bliżej mnie.
- Suzi... To ja, Rafael. Zamienili mnie na ciała z Jasperem. Nie chcę ci zrobić krzywdy.
Skuliłam się pod ścianą jeszcze bardziej, zupełnie jakbym chciała od niego uciec, ale jednak miałam świadomość z tego, że nie mam gdzie.
- Nie wierzę ci.
- To uwierz... nie mam pojęcia, jak miałbym ci to udowodnić, ale to ja... twój tata... - powiedział podchodząc bliżej mnie.
- To wymyśl coś. - odrzekłam nieco ostrzej. Wracała do mnie waleczność, odwaga i krnąbrność z być może i nawet większą siłą niż wcześniej. Złe traktowanie straży wobec mnie przesiadującej w celi przynosi właśnie takie niechciane skutki. Basior zatrzymał się i popatrzył na mnie w zamyśleniu.
- Może zadaj mi jakieś pytanie, a ja będę musiał na nie odpowiedzieć?
- No ok... Będzie jedno.
- A więc słucham.
Zamyśliłam się przez chwilkę. O co mogłabym pytać...? Ah, tak. Już wiem.
- Kiedy kończę 2 lata?
- Za dwa dni.
Skrzywiłam się. Niech to szlag. To było za proste. Muszę wymyślić coś trudniejszego.
- Słuchaj... na to akurat Jasper może też by potrafił odpowiedzieć. Mogę zadać inne pytanie?
- Możesz, oczywiście. - odparł ze spokojem.
- Jak się nazywa mój ulubiony zespół muzyczny?
Jasper uważający się za Rafaela skupił się najbardziej jak tylko może.
- Wulkanoid? - zapytał niepewien swego.
- Pudło! - krzyknęłam rzucając się w stronę drzwi, które zapomniał zamknąć. Biegłam na oślep przed siebie, zdając się na instynkt. Gdzieś tu musi być wyjście, no musi! Błądziłam ciemnymi korytarzami zatrzymując się co chwilę, bo musiałam zawracać, ponieważ niekiedy okazywało się, że to była ślepa uliczka. Po kilku minutach zagubienia stwierdziłam, że jestem już na tyle zmęczona, że muszę stanąć w miejscu. Zdyszana, zasapana, usiadłam na posadce. Korytarz był tak wąski, że tuż przy ramionach miałam dwie ściany. Przypominało to raczej wielki labirynt, niż wnętrze siedziby tej obrzydłej Asai.
 Zamknęłam oczy i uspokoiłam swój oddech. Skup się Ishi, skup no wreszcie... gdzie mogłabyś znaleźć wyjście? - myślałam. Skąd ta ksywka? Hm... Sama nie wiem. Jakoś tak mi wpadła do głowy. A może to kwestia tego, że poznana w mieście Suzi tak się do mnie zaczęła zwracać? W tej chwili poczułam pod powiekami dziwne mrowienie i pojawiła mi się wizja. Przedstawiała ona przyspieszona drogę do wyjścia z cuchnącego zamczyska. Otworzyłam oczy i wiedziałam już, gdzie mam iść. To tak przeczuciem, bo nie widziałam wcale aż tak długo każdego fragmentu drogi, ale mimo tego zobaczyłam właściwie wszystko.
Podniosłam się z podłogi i szybko zaczęłam iść drogą, jaką wskazała mi intuicja. Skręcałam wiele razy, ale tym razem nie trafiłam już na żaden ślepy zaułek. Moje nieopisane szczęście (którego nie ujawniłam na zewnątrz) pojawiło się w chwili, gdy wyszłam z budynku. Co z tego, że na terenach Asai wcale nie świeciło słońce, a niebo było krwistoczerwone. Przede mną była jeszcze długa droga do domu, ale i tak już czułam tą wolność. Tym razem ruszyłam biegiem trasą, jaką sobie upatrzyłam podczas oglądania wcześniejszej wizji.
Gdy byłam już prawie na granicy tej parszywej krainy poczułam zapach innego wilka - znajomego mi czerwono-czarnego basiora. Nie zatrzymywałam się, nie przyspieszałam, nie zwalniałam... po prostu pozwalałam, by mnie stopniowo doganiał. Minęłam granicę i kilka terenów Watahy Magicznych Wilków, gdy basior stanął centralnie przede mną, zmuszając tym samym do tego, bym się zatrzymała. Zahamowałam w ostatniej chwili, by na niego nie wpaść.
- Wiem, że wciąż mi nie wierzysz, ale nie jestem Jasperem... to tylko jego ciało i... - w tym momencie go mocno przytuliłam.
- Wiem tato, wiem... Nie nikt inny prócz ciebie mówi na "Vocaloid" "Wulkanoid".
Tata chyba naprawdę mocno się wzruszył, bo drżącym głosem powiedział:
- Mam taką mądrą córkę... to skarb.
Uśmiechnęłam się lekko słysząc tak miłe słowa. Chwilę później jednak uświadomiłam sobie pewną rzecz.
- Em... Czyli że Jasper jest teraz w twoim ciele?
- Tak...
- A dlaczego tak swoją drogą chciał się z tobą zamienić na miejsca? Wątpię, aby marzył o tytule Alfy. Przecież w końcu mamy nie zaatakował.
- Ty to masz łeb! - powiedział tata puszczając mnie z niedźwiedziego uścisku. - Możliwe, że Jasper jest zazdrosny, bo podoba mu się Kiiyuko.
- No oczywiście... czyli istnieje możliwość, że do niej poszedł i teraz podszywa się pod ciebie i wciska jakieś bajeczki na temat mojego zniknięcia. - podsumowałam.

<Rafi?>