Nadchodzi wrzesień. Czas mija. Nie długo zabrzmi pierwszy dzwonek. Nie wiem za bardzo co to za dzwonek, ale wiem chociaż, że powiadamia o końcu i rozpoczęciu lekcji. Dobra i tyle.
- Co tu jeszcze...? - mruknęłam stojąc jako człowiek w mojej jaskini. Pakowałam się teraz na pierwsze lekcje, to znaczy języki obce, które wypełniają całe poniedziałki. Uczyć się mam zamiar na pedagogice wczesnej edukacji, by potem iść do przedszkola i się zajmować dziećmi lub do szkoły podstawowej gdzie będę pracować razem z I, II i III klasistami.
W pewnym momencie spojrzałam na swego rodzaju zegar słoneczny stworzony przeze mnie z patyka wbitego w ziemię.
- O nie już 8! - pomyślałam zdenerwowana - Za 15 minut mam lekcje!
Wystraszona perspektywą spóźnienia się szybko wybiegłam z lasu, by znaleźć się w dużym, szarawym mieście. Ruszyłam biegiem po chodnikach wybitych szaro-różową kostką. Ludzie gapili się na mnie jak na wariatkę.
- Ej, niebieskowłosa, gdzie ci tak śpieszno?! - zawołał jakiś chłopak na oko w moim wieku.
- Na zajęcia! - odkrzyknęłam nie zwalniając kroku. Chłopak podbiegł w moją stronę stając przede mną.
- Nie za stara jesteś na szkołę? - spytał przekręcając głowę w bok.
- Chodzę na studia. - odparłam.
- No widzisz ja też. Jeśli można spytać to na jakim kierunku? - spytał. Spojrzałam do góry na chłopaka o czarnych, rozczochranych włosach i ciemnobrązowych oczach.
- Pedagogika Wczesnej Edukacji. - wyrecytowałam - A ty?
- Ja też, a tak w ogóle jestem Seth. - uśmiechnął się promiennie.
- Astrid. - przedstawiłam się.
- Ładne imię... - powiedział spoglądając w moje oczy.
- Seth, przepraszam cię, ale za... - spojrzałam na zegarek - 3 minuty są zajęcia.
Chłopak mruknął coś przeciągle co prawdopodobnie było przekleństwem. Po czym złapał mnie za nadgarstek i pociągnął do szkoły.
- Co robisz? - spytałam zaskoczona. Seth nie odpowiedział, rozluźnił za to trochę uścisk, jednak nie na tyle bym dała rady się z niego wyrwać.
Po półtora minucie wchodziliśmy po kremowych schodach do szkoły. Wbiegliśmy przez drzwi, pędziliśmy po korytarzach aż w końcu znaleźliśmy salę 105. Po przekroczeniu jej progu usiadłam byle gdzie. Seth uczynił to samo. Znalazł się w rzędzie po prawej trochę z przodu.
- Cześć! - przywitała mnie siedząca obok dziewczyna o długich, brązowych włosach związany w trylion warkoczyków - Jestem Sandy, a ty jesteś...?
- Astrid. - powiedziałam dysząc lekko.
- Miło cię poznać. - uśmiechnęła się dziewczyna.
- Ciebie też mii... - zaczęłam. Przerwało mi jednak głośne i przeciągłe "DRRRRRRRYN...". Wystraszona zwiłam się z bólu.
- Nic ci nie jest? - spytała Sandy.
Nie byłam w stanie jej odpowiedzieć. To za bardzo bolało.
- Cisza, zaczynamy lekcje. - powiedział starszy mężczyzna o "puszystej" postawie.
- Ostrzegam cię, że bardzo zanudza. - szepnęła blondyna siedząca po mojej drugiej stronie.
- Skąd wiesz? - spytałam ją głośnym szeptem.
- Proszę pana! A one gadają! - zawołała popielata we włosach okularnica.
- Dość! Astrid Wolf, Shelby Greenstorn, Sandy Mikety i Miranda Geburty mają być cicho i to w tej chwili! - zawołał opasły nauczyciel.
- No to fajny początek. - pomyślałam rozglądając się jak cała "klasa" obserwuje mnie, Sandy, Shelby i Mirande. Po paru minutach wszyscy w końcu się odwrócili w stronę nauczyciela, który napisał na tablicy swoje nazwisko.
- Jestem Adolf Schenkey i będę was uczył języków obcych. - powiedział mężczyzna.
- Nie martwcie się jednak on uczyć będzie was tylko J. Niemieckiego, Rosyjskiego Hiszpańskiego i Francuskiego. Mi przypada Angielski, Polski, Czeski i Włoski. - powiedziała kobieta o brązowych, falowanych włosach i jasnej cerze. - A na imię mam Francesca. I macie mi mówić po imieniu!
Dwóch nauczycieli, hmmm... Ciekawe... Jak sobie poradzą...?
<C.D.N>
Uwagi: czasami zapominasz o przecinkach.
Zacieśnianie więzi
Link do osób, które zostały wylosowane znajduje się tutaj. :)
poniedziałek, 27 kwietnia 2015
niedziela, 26 kwietnia 2015
Od Nari "Spacer czy randka?" cz.7 (cd. Kai)
Obudziłam się krótko przed wschodem słońca. Zauważyłam, że Kai jeszcze spał. Postanowiłam go nie budzić, bo w końcu zasłużył na długi sen. Rozejrzałam się dookoła jaskini i stwierdziłam, że była za mało przystrojona. Wzięłam koszyk i wyszłam z jaskini. Na początku poszłam na Wrzosową Łąkę po wrzosy. Uwielbiałam, gdy wiatr sprawiał, że one cichutko szumiały. Dokładnie tak jakby sprawiały, że uśmiechałam się. Zerwałam ich kilka. "Przepięknie będą wyglądały" - pomyślałam. Następnie postanowiła pójść nad Wodospad. Podobno było tam kilka zwykłych i szlachetnych kamieni. Nabrałam powietrza i wskoczyłam do wody. Była wprost idealna, ciepła, ale nie aż tak bardzo. Zanurzyłam łeb i zaczęłam szukać kamieni. Przeszukałam całe dno, szukając diamentów, szmaragdów, rubinów lub jakichkolwiek cudeniek. Po kilku sekundach w końcu je znalazłam i od razu wypłynęłam na powierzchnię. Jeszcze trochę i bym nie wytrzymała pod wodą. Leżąc na ziemi przyglądałam się moim łupom. Następnie poszłam po resztę kwiatów i wszystko schowałam do koszyka. "Kai'emu się na pewno spodoba" - pomyślałam. Jeszcze dokładnie przy promieniach słońca dokładnie przejrzałam kamienie szlachetne czy żaden nie jest uszkodzony lub czy nie ma rysy. Rozpoznałam każdy diament, szmaragd, rubin, szafir, topaz, aleksandryt, akwamaryn, heliodor, morganit, beryl, turmaliny, biksbit i spinel. Po godzinie wróciłam do jaskini. Na szczęście Kai jeszcze spał, a ja zdążyłam przystroić jaskinie. Była teraz cała we wrzosach, różowych kwiatach i błyskotkach, które uwielbiałam najbardziej na świecie. Położyłam się, czekając na pobudkę mojego bohatera. Obudził się po pół godzinie. Jego nagła reakcja była bezcenna. Ten jego szok.
- Co to? Gdzie ja jestem? - zapytał zszokowany.
- W naszej jaskini - odparłam z wielkim wilczym uśmiechem. - Podoba ci się?
- Nie jestem gejem...
- Czyli ci się nie podoba? - zapytałam z łzami w oczach.
- Tylko tęczy mi tutaj brakuje.
- A ja tyle się nad tym napracowałam, jesteś taki niedobry.
<Kai?>
Uwagi: czasami przekręcasz końcówki i zamiast "om" czy "on" piszesz "ę" czy "ą".
- Co to? Gdzie ja jestem? - zapytał zszokowany.
- W naszej jaskini - odparłam z wielkim wilczym uśmiechem. - Podoba ci się?
- Nie jestem gejem...
- Czyli ci się nie podoba? - zapytałam z łzami w oczach.
- Tylko tęczy mi tutaj brakuje.
- A ja tyle się nad tym napracowałam, jesteś taki niedobry.
<Kai?>
Uwagi: czasami przekręcasz końcówki i zamiast "om" czy "on" piszesz "ę" czy "ą".
Od Etera "Cierpiała za tych, którzy próbowali ją uratować" cz.6 (CD. Lithium)
Znałem to imię, zbyt dobrze by wiedzieć czego chcę. On przyszedł po Lithium, a ja miałem spełnić przepowiednie... Wpadł do mojej jaskini. Zabrał Lithium. A ja... a ja próbowałem się ruszyć, lecz czas jak gdyby się zatrzymał. On patrzył mi prosto w oczy, widać było strach, cierpienie... Nagle zmieniłem się w demona. Ale moja podświadomość ujarzmiła go. Widać było że ten, który ją zabrał już nie był tak pewny siebie. Widać było w oczach strach... nie wiem czy przede mną, czy przed tym, że może zginąć. Odłożył Lithium, która była nadal nieprzytomna. Ja przeszedłem przemianę, demona. Zaczął biec, ja byłem o wiele szybszy i zanim się obejrzał byłem przed nim. O zaczął biec w drugą stronę. Stanąłem przed nim i powiedziałem:
- Jeśli coś się jej stanie, pożałujesz tego do końca swojego, krótkiego, nędznego ŻYCIA! - Echo rozniosło się na cały las.
- Hahahahaha!!! - Roześmiał się jakby nie znał mnie.
- Wiem kim jesteś! To twój brat mnie uratował! - Wykrzyczałem.
On zaniemówił... Wiedział co jego brat mu obiecał "Obiecuję, on jej nie pozna, i zginie...".
Lithium obudziła się.
<Lithium?>
Uwagi: małe szczegóły
- Jeśli coś się jej stanie, pożałujesz tego do końca swojego, krótkiego, nędznego ŻYCIA! - Echo rozniosło się na cały las.
- Hahahahaha!!! - Roześmiał się jakby nie znał mnie.
- Wiem kim jesteś! To twój brat mnie uratował! - Wykrzyczałem.
On zaniemówił... Wiedział co jego brat mu obiecał "Obiecuję, on jej nie pozna, i zginie...".
Lithium obudziła się.
<Lithium?>
Uwagi: małe szczegóły
sobota, 25 kwietnia 2015
Od Lithium "Cierpiała za tych, którzy próbowali ją uratować" cz.5 (cd. Eter)
Widząc Etera, mało nie fiknęłam ze szczęścia! Wrócił! Żyje! Matko, tak się bałam, chciałam już niedługo ruszać, ale usłyszałam jego myśli. Cierpliwie czekałam, aż w końcu stał teraz przede mną ze zdziwieniem w oczach.
- Tęskniłam, idioto! Tęskniłam! - krzyknęłam i rzuciłam się basiorowi na szyję. - Miałam zamiar użyć zaraz medalionu. Bałam się...
- Że co? - zapytał zaskoczony.
- Że nie wrócisz... - szepnęłam. - Eterze...
Teraz zaczynały się schodki. Było mi ciężko się tym podzielić. Trzeba przyznać, nie było to łatwe. Ale on podzielił się ze mną kawałkiem siebie. Ja też jestem mu takie coś winna.
"Falla powróciła do swojego normalnego wcielenia - Rei. Widząc zwłoki Spirit'a, nie miała pojęcia, co ma zrobić. Najpierw pochowała swego przyjaciela, później odeszła. Nocami wyła, zrozpaczona po ogromnej stracie. Wilki mawiają, że do dziś słychać pełne żalu wycie Falli, a deszcz symbolizuje łzy Rei."
"Czyli teraz, gdy pada deszcz, to Rea płacze?"
"Nie wiem. Może... Chodź mój Duszku!"
Puściłam basiora, po czym spojrzałam mu głęboko w oczy. Nie byłam pewna, czy jeśli pozna prawdę o mnie, nie zostawi mnie. Nie mogę mieć pewności, czy na pewno zostanie.
- Co się stało...? - zapytał z przejęciem.
W tej chwili coś we mnie pękło. Uciekłam jak najszybciej i zaszyłam się w lesie przy tamtym jeziorku. Słońce powoli wschodziło, oświetlając moją osobę pierwszymi swoimi promieniami. Usłyszałam szelest liści. Machinalnie odwróciłam się, może myślałam, że zobaczę Etera. Jednak... zobaczyłam coś, właściwie kogoś, kogo nie powinnam już nigdy zobaczyć. Czarna postać. Wielki, czarny jak serce Otchłani, ze skrzydłami zdolnymi zakryć połowę świata, gdy tylko On tego zechce.

- Pamiętasz mnie, moje dziecię?
W tej chwili czas się dla mnie zatrzymał. Stał przede mną ten, który powinien przeklinać swój parszywy los. Podszedł niebezpiecznie blisko, mogłam poczuć woń Jego sierści. Ale... Duchy nie wydzielają zapachu. Czy to... czy mój koszmar właśnie się spełnia...?
- Pamiętasz mnie, moja córeczko? Witaj, Black Spirit.
Rzucił się na mnie, potem pamiętam, jak ledwo uciekałam. Nie mam pojęcia, jakim cudem znalazłam się w jaskini Etera. Byłam cała we krwi, na moim ciele widać było wiele śladów bójki. Basior popatrzył na mnie ze strachem w oczach. Zanim straciłam przytomność, zdążyłam coś powiedzieć.
- On powrócił. Debiru...
Potem urwał mi się film. Dalej ciemność, pustka i tak dalej.
<Eter?>
Uwagi: literówki
- Tęskniłam, idioto! Tęskniłam! - krzyknęłam i rzuciłam się basiorowi na szyję. - Miałam zamiar użyć zaraz medalionu. Bałam się...
- Że co? - zapytał zaskoczony.
- Że nie wrócisz... - szepnęłam. - Eterze...
Teraz zaczynały się schodki. Było mi ciężko się tym podzielić. Trzeba przyznać, nie było to łatwe. Ale on podzielił się ze mną kawałkiem siebie. Ja też jestem mu takie coś winna.
"Falla powróciła do swojego normalnego wcielenia - Rei. Widząc zwłoki Spirit'a, nie miała pojęcia, co ma zrobić. Najpierw pochowała swego przyjaciela, później odeszła. Nocami wyła, zrozpaczona po ogromnej stracie. Wilki mawiają, że do dziś słychać pełne żalu wycie Falli, a deszcz symbolizuje łzy Rei."
"Czyli teraz, gdy pada deszcz, to Rea płacze?"
"Nie wiem. Może... Chodź mój Duszku!"
Puściłam basiora, po czym spojrzałam mu głęboko w oczy. Nie byłam pewna, czy jeśli pozna prawdę o mnie, nie zostawi mnie. Nie mogę mieć pewności, czy na pewno zostanie.
- Co się stało...? - zapytał z przejęciem.
W tej chwili coś we mnie pękło. Uciekłam jak najszybciej i zaszyłam się w lesie przy tamtym jeziorku. Słońce powoli wschodziło, oświetlając moją osobę pierwszymi swoimi promieniami. Usłyszałam szelest liści. Machinalnie odwróciłam się, może myślałam, że zobaczę Etera. Jednak... zobaczyłam coś, właściwie kogoś, kogo nie powinnam już nigdy zobaczyć. Czarna postać. Wielki, czarny jak serce Otchłani, ze skrzydłami zdolnymi zakryć połowę świata, gdy tylko On tego zechce.

- Pamiętasz mnie, moje dziecię?
W tej chwili czas się dla mnie zatrzymał. Stał przede mną ten, który powinien przeklinać swój parszywy los. Podszedł niebezpiecznie blisko, mogłam poczuć woń Jego sierści. Ale... Duchy nie wydzielają zapachu. Czy to... czy mój koszmar właśnie się spełnia...?
- Pamiętasz mnie, moja córeczko? Witaj, Black Spirit.
Rzucił się na mnie, potem pamiętam, jak ledwo uciekałam. Nie mam pojęcia, jakim cudem znalazłam się w jaskini Etera. Byłam cała we krwi, na moim ciele widać było wiele śladów bójki. Basior popatrzył na mnie ze strachem w oczach. Zanim straciłam przytomność, zdążyłam coś powiedzieć.
- On powrócił. Debiru...
Potem urwał mi się film. Dalej ciemność, pustka i tak dalej.
<Eter?>
Uwagi: literówki
Subskrybuj:
Posty (Atom)