Zacieśnianie więzi

W ramach lepszego zapoznania się ze sobą realizujemy comiesięczny projekt losowania osób, do których można napisać op. i dostać dzięki temu +3 pkt. do każdej z umiejętności (+1 pkt. do mocy).
Link do osób, które zostały wylosowane znajduje się tutaj. :)

sobota, 14 marca 2015

1000 postów!!!

Świętujemy! Mamy 1000 postów!!!
Każdy wilk otrzyma po bonusowe 10 pkt. (jak będzie 1100 postów - 11 pkt., 1200 postów - 12 pkt. itd., więc naprawdę watro)!

No i się udało! Wreszcie ten upragniony tysiak! Zakładając WMW szczerze nie myślałam, że kiedykolwiek uda mi się aż tyle opublikować... Myślałam, że 100 postów i do widzenia. Widzicie jakie to było dla mnie zdziwienie? ;p
Ciekawostka? Tak wyglądał post tyczący się opublikowania 100 postów. Podobny, prawda? Trzeba się trzymać dawnych zwyczajów... Można i to nawet już uznać za tradycję. Należy również pamiętać o tym, że kiedyś pkt. miały inną wartość:

Świętujemy! Mamy 100 postów!!!
Każdy wilk otrzyma po 10 pkt. (jak będzie 200 postów - 20 pkt., 300 postów - 30 pkt. itd., więc watro)!

Dziękuję Wam serdecznie za współpracę i pisanie op.,
Kiiyuko

Od Kai'ego "Spacer czy randka?" cz. 6 (cd. Nari)

Znajdowałem się pod powierzchnią wody przez dobre kilka sekund, machając łapami, usilnie starając się wynurzyć. W szarej, zmąconej wodzie wirowały bąbelki powietrza uchodzące z mojego nosa. Było niesamowicie zimno, więc prędko stwierdziłem, że zaraz zamarznę na kość! Machałem jeszcze mocniej łapami, tak, że udało mi się trochę unieść w górę. Jeszcze bardziej się wysiliłem. Bum! Uderzyłem się głową z dość sporą siłą w lód. Skrzywiłem się z bólu. Gdzie była ta dziura, przez któą przed chwilą tu wpadliśmy?! Nerwowo przyglądałem się białej "desce", którą miałem nad głową. Zniknęła! Jak to jest możliwe?! Uderzyłem mocniej, raz, drugi... a za trzecim lód pękł i wreszcie mogłem oddychać. Chwilę odsapnąłem sobie, opierając łeb o krawędź. Dopiero po chwili uświadomiłem sobie jedną okropną rzecz...
- Nari!... - szepnąłem sam do siebie i ponownie zanurkowałem. Prędko poruszałem łapami, by nie okazało się, że się spóźniłem. Nieprzytomna wadera powoli szła na dno. Niech to szlag! Dlaczego nie mogłem mieć żywiołu wody?! Na szczęście udało mi się pochwycić waderę pod pachy i pociągnąć ku górze. Kosztowało mnie to wiele wysiłku, lecz w końcu udało mi się ją "wyrzucić" na brzeg. Przemoczony jak mops wyskoczyłem zaraz obok niej, o mało się nie wywracając na śliskim lodzie. Wadera dała znak życia tym, że niemalże natychmiast zaczęła kaszleć i tym samym wykrztuszać zaległą w płucach wodę. Drżała. Niestety ponownie lód zaczął pękać. Widząc to, pospiesznie ułożyłem sobie Nari na grzbiecie i popędziłem ku lądowi. Myślałem, że zaraz połamię sobie z wysiłku łapy! Zasapany upadłem na ziemię. Udało się! Zamarznięte jezioro popękało już na dobre. Z wycieńczenia zamknąłem oczy i straciłem przytomność.
***
Ocknąłem się dość późno. Nie wiem nawet kiedy, bo nie mam pojęcia jak długo tak leżałem. Tylko... czy ja jestem wciąż obok Jeziora? Nie, jest zdecydowanie zbyt ciepło, bym był na zewnątrz. Wytężyłem bardziej wzrok, bo dostrzec coś więcej, gdyż było prawie całkowicie ciemno, a moje oczy nie były przyzwyczajone do mroku. Znajdowałem się najpewniej w jakiejś jaskini. Poruszyłem się lekko, a wtedy poczułem, że byłem czymś przykryty. Czyżby był to stary koc z miasta? Tak, zgadza się.
- Eee... halo? - powiedziałem zachrypniętym głosem i jeszcze bardziej otuliłem się kocem. Zimno. Nagle poczułem jakiś ruch po mojej prawej stronie. Spojrzałem w tamtą stronę.
- Nari?
- Uhum...? - mruknęła jeszcze bardziej przybliżając się do mnie. Wtulała się w moje furto w celu znalezienia jak największej ilości ciepła.
- Co się stało?
- Wyciągnąłeś mnie z Jeziora, czyż nie?
- Tak.
- No więc później zasłabłeś, a ja się wtedy obudziłam. Zwołałam pomoc no i przenieśli cię. Ice poleciła, że najlepiej, jakbyś się ogrzał, ja zresztą też i przyniosła nam ten koc.
- Gdzie jesteśmy? - zapytałem niemrawo rozglądając się dokoła.
- W mojej jaskini. Masz. - powiedziała przesuwając w moją stronę wydrążony orzech kokosowy. Powąchałem.
- Co to?
- Herbata.
- Czym jest ta cała... Herbata? - zapytałem z typowym dla mnie zainteresowaniem.
- Można ją przyrządzić z co niektórych ziół czy liści, zalewając wrzącą wodą. Można do niej dolać świeży miód, bądź wrzucić owoce, aby była jeszcze smaczniejsza...
- Skąd wzięłaś w takim razie jakieś zioła?
- Ususzyłam pozbieraną w lecie miętę.
Popatrzyłem na parującą... herbatę. Kolejna rzecz, o której nie miałem zielonego pojęcia, której istnienie uświadomiła mi dopiero Nari. Powąchałem raz jeszcze, niezbyt pewien, czy to przypadkiem nie jest trujące. Wadera widząc moją minę wybuchnęła śmiechem.
- Po prostu spróbuj. - powiedziała. W końcu jednak zacząłem pić. Początkowo bardzo wolno, kosztując każdym kubkiem smakowym, czy jednak napój jest smaczny. Już po chwili piłem duszkiem, o mało nie wywracając "kubeczka". Nari ponownie się zaśmiała.
- I co? Smakuje?
- I to jak! - wykrzyknąłem uśmiechając się od ucha do ucha, gdy herbata się skończyła.
- Widzę, że już ci lepiej... - powiedziała Nari z dumą ponownie wtulając się w moje futro.
- Jesteś śpiąca? - zapytałem patrząc na jej przymykające się oczy.
- Uhum...
Odsunąłem kubek i ułożyłem wygodnie łeb na łapach.
- A więc dobranoc.
- Dobranoc. - szepnęła w odpowiedzi już na wpół śpiąc. Całe szczęście, że ta cała przygoda z lodowiskiem w końcu skończyła się dobrze, i że nic się nie stało Nari...

<Nari?>

Od Ice "Już nie potrafię kochać" cz.2 (cd. Sagrina)

Jak co wieczór wybrałam się na klif, żeby obejrzeć zachód słońca. Idąc leśną ścieżką zauważyłam Sagrinę. Wyglądała na kompletnie wyprutą z emocji. Grzebała łapą w ziemi myśląc... nie mam pojęcia o czym.
- Sagrina? - zawołałam ją. Nie zareagowała. Musiała mnie usłyszeć, jednak dalej pozostawała ze wzrokiem wbitym w glebę. Podeszłam do niej po cichu i usiadłam obok niej. - Wszystko w porządku?
Wadera zastygła w bezruchu, bijąc się z myślami. Zgadywałam, że musi to być coś poważnego. Jej kamienna twarz przybrała smutny wyraz. W jej oczach pojawił się ból i pustka. Po chwili ciszy wyszeptała:
- Nie. - i rzuciła się na mnie wtulając w moje futro, jak mały, bezbronny szczeniak. Zaczęła cichutko płakać. Pierwszy raz widziałam kogoś tak rozdartego. Objęłam ją i pogłaskałam po głowie.
- Chcesz mi powiedzieć, co cię gryzie? - wadera pociągnęła nosem i spojrzała na mnie oczami pełnymi łez.
- Ja chyba nie potrafię już kochać i myślę, że jestem niekochana. To okropne uczucie pustki mnie rozsadza. Nie mam rodziców, straciłam mojego ukochanego Dragona, a z siostrą to raczej nie chcę rozmawiać.
Uniosłam brew zdumiona.
- A dlaczego nie chcesz rozmawiać z Sorą? Przecież jesteście rodziną, siostrami... BLIŹNIACZKAMI! Powinnyście się wspierać w takich sytuacjach.
- Ale ona wielu rzeczy nie bierze na poważnie. Zgaduję, że rzuci mi coś typu: "Hej siora, nie spinaj dupy... na pewno znajdzie się jeszcze wielu takich, jak on!" - burknęła.
- Myślę, że jednak powinnaś z nią porozmawiać. Wiem, że czasami Sora jest... cóż... jest sobą, ale na 100 % zorientuje się, że jesteś w poważnej rozsypce i takie gadki nic nie wskórają. Wbrew pozorom ona nie jest głupia. Mogę cię do niej zaprowadzić, jeśli chcesz. Sądzę, że rozmowa z bliźniaczką pomoże ci, a nawet jeśli nie, to chociaż trochę złagodzi twoje cierpienie. - powiedziałam i jeszcze raz pogłaskałam ją po głowie. Sagrina spojrzała na mnie na początku nie wierząc w moje słowa, ale zaraz wstała i ocierając zaschnięte łzy powiedziała:
- Może masz rację... dobrze. Chodźmy.

<Sagi?> 

Uwagi: Po znakach interpunkcyjnych, w tym po "..." używamy Spacji.

Od Patricii "Impreza się skończyła" cz.3 (Cd.Sarah lub Yusuf)

Zza rogu wyłoniły się dwa wilki. Na pewno były z watahy jednak nie kojarzyłam ich zbytnio. Pewnie nowe. Zmierzyłam ich wzrokiem.
- Mówiłam! - zawołała jasnobrązowa wadera.
- Miałaś racje. - odparł szary basior.
- Kim jesteście? - zapytałam.
- Ja to Sarah, a to Yusuf. - powiedziała wadera - A ty to...?
- Patricia. - przedstawiłam się
- Nie kojarzę cię chyba... - pomyślał głośno Yusuf.
- Tak, nikt już nie kojarzy starych członków, bo tyle tu natrętnych nowych. - westchnęłam przewracając oczami.
Wilki nie odpowiedziały.
- Co czytasz? - spytała Sarah.
Spojrzałam na grubą książkę o żółtych stronach w czarnej oprawie.
- "Śmierć - zagadki, historia, ciekawostki" - przeczytał powoli basior
- No dobrze. Hmm... Ciekawa? - zapytała Sarah z wybałuszonymi oczyma.
- Tak. Bardzo. Ja już chyba pójdę. - powiedziałam i odeszłam.
Nie poszli za mną. Dzięki Bogu! Temu samemu co chciał mnie stąd zabrać. Jestem wierząca czy nie wierząca...? Bóg to Bóg szanuje go i miłuje (?), ale za co kazał mnie zabrać do Nieba, Piekła lub Czyśćca.
Postanowiłam nie wychodzić z biblioteki tylko odejść kawałek dalej. Schować się w kąt i zagłębić się w lekturę.
Pochodziłam trochę po bibliotece i w końcu znalazłam. Oddalony od wszystkiego kąt. Pokój zrobiony z regałów książek.
Usiadłam na ziemi i otworzyłam księgę. Jednak nie było tam literek. Puste strony. Zaklęłam i rzuciłam książką. To zwabiło do mnie Sarah i Yusufa.
- Książką sobie rzucasz? - spytali
- A co nie mogę? - odpowiedziałam zadziornie
- No nie bardzo. - powiedziała Sarah
- A kto mi zabroni?
- My.
Roześmiałam się na tę słowa.

<Sarah? Yusuf?> 

Uwagi: brak