Zacieśnianie więzi

W ramach lepszego zapoznania się ze sobą realizujemy comiesięczny projekt losowania osób, do których można napisać op. i dostać dzięki temu +3 pkt. do każdej z umiejętności (+1 pkt. do mocy).
Link do osób, które zostały wylosowane znajduje się tutaj. :)

środa, 25 lutego 2015

Wojna

W dniu jutrzejszym rozpoczynamy wojnę z Watahą Ciemnej Nocy!
Proszę o pojawienie się na watasze.
Szczególny jutro w godzinach porannych.

poniedziałek, 23 lutego 2015

Od Sohary "Czy jeszcze...?'' cz.2 (cd. Telleni)

Pokręciłam z uśmiechem głową.
- Nie mieszkam z tobą. Jeśli mnie nie będzie w jaskini, oznacza to, że jestem na misji.
- Jakiej misji? - zaciekawiła się Tell. Niech mnie, w stosunku do tej waderki nie potrafię trzymać języka za zębami. No cóż, muszę skłamać.
- No wiesz... Polowania dla watahy i takie tam. W końcu już rozpoczyna się wiosna i wkrótce zwierzyny będzie coraz więcej i więcej, a polować w końcu ktoś musi.
- No w sumie racja... A będziesz mnie nadal odwiedzać? - zapytała unosząc łepek, by móc mi popatrzeć głęboko w oczy.
- Jeśli tylko znajdzie się chwila wytchnienia, to owszem. Postaram się.
- A teraz pewnie masz dużo pracy... - rzekła smutno Tell spuszczając wzrok do ziemi.
- Niestety, ale tak. Jakoś wyrabiam, a dla ciebie spróbuję poświęcić każdą wolną chwilę. Stoi?
- A nie będziesz zmęczona po ciężkim dniu w pracy?
- Nie będzie aż tak źle... - zaśmiałam się cicho, po czym dokończyłam, gdy już krótko przemyślałam własne słowa:
- ...znaczy się chyba.
Szczerze to nie bardzo wierzyłam, by moja praca była prosta i obywało się bez problemów czy kłopotów, a szczególnie wtedy, kiedy zostałam tajną agentką. Tak, dobrze słyszysz. Wilczą tajną agentką. Zapisałam się do tajnej organizacji mającej na celu ochronę ludzi i dobry watah przed złymi wilkami, czy większymi awariami i tym podobnymi. Jednym słowem: wszelkiego rodzaju problemami technicznymi. Organizacja ta nazywa się Wilcza Pomoc Biednym, Słabym i Bezbronnym, po angielsku Wolf Help the Poor, Weak and Vulnerable, a w skrócie WHtPWaV. Wiem, strasznie długaśna ta nazwa, ale to nie ja ją wymyślałam. Organizacja zrzesza ona wilki chcące z całego serca pomóc bliźniemu, być może i także z własnym poświęceniem. Jesteśmy tam trenowani na prawdziwych tajnych agentów. We większości jesteśmy wilkami, reszta to inne zwierzęta, z typu lisy, szczury, myszy, króliki i takie tam.
Można by pomyśleć, że to kolejne wcielenie Asasynów, którym jest Midnight i Yusuf należący do tej watahy, lecz każdy, kto tak uzna jest w głębokim błędzie. Kiedy oni korzystają z broni tradycyjnej z typu miecz czy kusza, my wykorzystujemy karabiny, miotacze ognia, maski przeciwgazowe, bomby i całą resztę najbardziej nowoczesnych sprzętów. Asasynami trudno nas nazwać, ze względu na znaczącą różnicę przesłania i przebiegu misji ratunkowych. Z nikim właściwie nie konkurujemy, dlatego też istnienie Bractwa nam ani trochę nie przeszkadza. Możliwe jest też, że kiedyś będziemy walczyć razem z nimi u boku... Lecz to na razie dalekie plany.
No cóż, wracając do teraźniejszości...
- Jak to chyba? - zmartwiła się Tell. - Nic ci się nie stanie, prawda?
- Nie. W każdym razie mam taką nadzieję. - posłałam jej pocieszający uśmiech.
- Przez ciebie jestem jeszcze bardziej zdenerwowana o twoje zdrowie. - mówiąc to na jej pyszczku pojawił się wyraźny grymas wyrażający głębokie niezadowolenie.
- Nie masz o co się martwić. Nic mi nie będzie. Ale wiedz, że nigdy nie zamierzam cię zostawić samej na lodzie.
- Obiecujesz?
- Obiecuję. - rzekłam przytakując przy tym głową. Na pyszczku waderki pojawił się nikły uśmiech. Przytuliła się na nowo do mojej piersi.

<Telleni? Op. głupie i bez sensu, ale nie bardzo miałam pomysł jak odpisać.>

Uwagi: brak

Od Anuritiego "Nowa znajomość?" cz. 2 (cd Nina)

- Jestem Anuriti. - odpowiedziałem. Eh... Ja, jak to ja, oczywiście nie wiedziałem co odpowiedzieć. Nie chciałem powiedzieć czegoś "romantycznego", żeby się nie zraziła. No cóż, w każdym razie była piękna.
- Aha. A ja jestem... Nina. - odpowiedziała wadera piękna jak kwiat i biała jak śnieg.
- No to... ty jesteś nowa, tak? - zapytałem po kilku sekundach ciszy.
- Tak, zgadza się.
- No więc, co Cię tu sprowadza? - nie wiedziałem już o co pytać, a po ostatniej przygodzie z Sagriną byłem ostrożniejszy słowami.
- Długo by opowiadać...
- Mam czas.
- Ale... o, zobacz! Królik. - chyba nie chciało jej się opowiadać, bo zmieniła temat. Trudno.
- No i co z tego? Niech sobie skacze, i tak długo w tej okolicy nie pożyje. - kiedy zakończyłem to zdanie, Nina od razu rzuciła się w pogoń za zajęczakiem.
Po kilku minutach gonienia go, został złapany.
- Chodź, uwolnijmy tego biedaka. - powiedziała z królikiem w pysku. Dobra dusza, tak? Być może uda mi się jej zaimponować udając ową "dobrą duszę". Anu, weź się do roboty, dasz radę - myślałem.
- Idziesz ze mną? - rzekła nieco znudzona wadera.
- Ni... To znaczy TAK, tak, idę. Biedny mały, smacz... to znaczy bezbronny, królik jest w opałach! Chodź za mną, znam te tereny jak własną kieszeń. - odpowiedziałem. Chyba trochę się przejęzyczałem, ale mam nadzieję, że tego nie zauważyła.
- Ekhm... No to chodź. - po tych słowach wadera ruszyła przed siebie.
Wyprzedziłem ją, i prowadziłem poza tereny watahy, gdzie wypuściła królika.
- Może pójdziemy na spacer? - zapytałem.

<Nina?> 

Uwagi: brak

Od Rafaela "Wycieczka na basen" cz.3

Odwróciłem się na pięcie i chwyciłem Kii za dłoń, którą uniosłem na wysokość swoich ust i pocałowałem.
- Więc chodźmy. - powiedziałem i ruszyliśmy w stronę restauracji
- Co ona ma, czego nie mam ja? - dziewczyna trochę się spięła, co znaczy że również usłyszała słowa brunetki za nami tak jak ja.
- Ciekawa jestem, jak to jest z nim w "tych sprawach". - powiedziała druga.
- Ale ciacho - mruknęła jeszcze jedna.
Kiiyuko obróciła się w ich stronę ze złośliwym uśmiechem.
- To ciacho jest niesamowite w "tych sprawach", mogłabym nawet powiedzieć, że jest najlepszy. - odezwała się.
- Nie tylko "tych". - dodałem z głupim uśmiechem.
- Tsa, racja. - zaśmiała się. - Więc macie mi czego pozazdrościć.
- S**a. - powiedziała cała trójka "Barbie" jednocześnie. Kii parsknęła głośnym śmiechem.
- Słyszałeś jak mnie nazwały? - powiedziała z niedowierzaniem.
- Mam ochotę je za to uderzyć, ale to kobiety. - burknąłem.
Ruszyliśmy w stronę restauracji. Zamówiliśmy smażonego kurczaka z warzywami, po szklance soku pomarańczowego i czekaliśmy aż dostaniemy swoje porcje. Nie było nudno, bo cały czas rzucałem jakimiś głupimi żartami.
- Późno się robi. - powiedziałem po skończonym posiłku. - Wracamy?
- Tak. - dziewczyna wtuliła się we mnie i opuściliśmy lokal.
***
Wieczorem, kiedy wróciliśmy do domu zrobiłem nam kakao i położyłem się obok partnerki przykrywając nas oboje puszystym kocem.
- Muszę ci powiedzieć, że bosko wyglądałaś w tym czarnym bikini. - powiedziałem i cmoknąłem ją w czubek głowy. Zauważyłem, że lekko się zarumieniła. - Dzięki za cudne widoki. - dodałem poruszając zabawnie brwiami. Dziewczyna w akcie desperacji rzuciła we mnie poduszką i zaczęła się śmiać.

Uwagi: brak