Zaczęłam zrywać piękne, fioletowe kwiaty. Łąka była duża, a kwiatów
pełno zwłaszcza tych ładnych. Co jakiś czas odwracałam głowę w stronę
Kai'a, ale jak tylko on obracał głowę w moją stronę odwracałam wzrok na
kwiaty. Jak już mówiłam było tutaj pełno kwiatów, jak i liści. Z Kai'em
tak się zabraliśmy do tego, że nawet nie zauważyliśmy jak mijały
godziny. Wszystkie nasze "zdobycze" kładliśmy na 2 osobne kupki. Jedna
na wrzosy, druga na liście. W końcu kiedy kupki były takie wielkie jak
my, uznaliśmy, że starczy. Usiedliśmy między kupkami i wzięliśmy się do
robienia bukietów. Kiedy na niebo wchodziły już pierwsze gwiazdy
skończyliśmy. Zaczęliśmy je liczyć. Było 50 małych bukiecików i 15
dużych.
- Padam z łap. - westchnęłam i położyłam się na (w tym miejscu prawie
samej trawie, niby dużo uzbierałam kwiatów, ale i tak łąka była ich
pełna) trawie. Kai położył się koło mnie.
- Sam bym tyle nie zrobił. Dzięki za pomoc. - przymknął oczy
- Kurza twarz. Ty mi dziękujesz?! To ja ci dziękuje, że dzięki tobie
miałam takie zajęcie. - powiedziałam - I super towarzystwo. A więc:
dziękuję. - powiedziałam po czym spojrzałam na basiora. Wyglądał, jakby
chciał coś powiedzieć.
<Kai?>
Zacieśnianie więzi
Link do osób, które zostały wylosowane znajduje się tutaj. :)
piątek, 10 października 2014
Od Kiiyuko "Piekło się otwiera cz.11" (cd. Tsume)
- Chwila... Syna Śmierci? - uniosłam brwi nic nie rozumiejąc.
- Długo by gadać... - mruknął - Możemy już iść?
- Tak, tak, oczywiście... Byle szybko, bo możemy nie zdążyć na czas.
- Właśnie! - powiedział idąc szybkim krokiem przed siebie. Ruszyłam za nim, próbując dotrzymać mu kroku.
- Tylko... Jaki mamy plan?
- Oczywiście powiedzieć Michałowi i Gabrielowi o "zgrai z piekieł" i ich planie. Dalej nie wiadomo, bo nie wiemy, co na to poradzą i jakie dadzą rozkazy. - wyjaśnił krótko i zwięźle. No bo w sumie, po co się przesadnie wysilać?
- Jasne... A co z tobą i z Łaską? Nie chcesz jej odzyskać?
<Tsume? Nie wiedziałam co dalej napisać xd>
- Długo by gadać... - mruknął - Możemy już iść?
- Tak, tak, oczywiście... Byle szybko, bo możemy nie zdążyć na czas.
- Właśnie! - powiedział idąc szybkim krokiem przed siebie. Ruszyłam za nim, próbując dotrzymać mu kroku.
- Tylko... Jaki mamy plan?
- Oczywiście powiedzieć Michałowi i Gabrielowi o "zgrai z piekieł" i ich planie. Dalej nie wiadomo, bo nie wiemy, co na to poradzą i jakie dadzą rozkazy. - wyjaśnił krótko i zwięźle. No bo w sumie, po co się przesadnie wysilać?
- Jasne... A co z tobą i z Łaską? Nie chcesz jej odzyskać?
<Tsume? Nie wiedziałam co dalej napisać xd>
wtorek, 7 października 2014
Od Kai'ego "OMG! Ja się zakochałam! cz.2" (cd. Patricia)
Zamyśliłem się na "sekundkę", po czym
zapytałem:
- Co robisz w taki piękny jesienny dzień na
Wrzosowej Łące?
- Postanowiłam się przejść, bo tak jak mówiłeś,
mamy piękny dzionek. A co ty porabiasz? – uśmiechnęła się sympatycznie. Całkiem urocza
jest…
- Wyszedłem pozbierać trochę liści i wrzosów, by
cieszyć się nimi jak dzieciak. - wybuchnęliśmy zgodnym śmiechem.
- A może chcesz ze mną pozbierać trochę tych
kwiatów? – wskazałem łapą na pole niezliczonych fioletowych roślin, kołyszących
się delikatnie na jesiennym wietrze.
- Mam chwilę wolnego, więc tak. Nie mam w sumie
nic ciekawszego do roboty.
- Spoko, ułożymy z nich kilka ładnych bukietów,
dołożymy trochę liści, i będziemy mieli piękny jesienny bukiet.
- Co potem z nimi zrobimy?
- Możemy nimi przyozdobić jaskinie, bądź zanieść
do Kii, żeby wymyśliła dla nich jakieś praktyczne zastosowanie. – wyjaśniłem.
- Super pomysł. – krótko zapauzowała, a następnie
kontynuowała - Zbierać teraz liście czy wrzosy?
- Jak wolisz, mi to obojętne.
- No to w takim razie ja zaklepuję kwiaty! –
roześmiała się głośno i popędziła do miejsca, w którym upatrzyła najładniejsze okazy,
a ja zabrałem się za szukanie żółtych, pomarańczowych i brązowych liści.
<Pati?>
Od Desari ''Odejść czy zostać cz.15'' (cd. Percy)
Siedziałam po turecku, słuchając jego opowieści. Milcząca wpatrywałam
się w ogień, rozcierając zimnymi dłońmi ręce, w celu ogrzania się.
Deszcz i chłodny wiatr utrudniał mi dodatkowo to zadanie. Gdy basior
skończył, nasze spojrzenia znów się na krótko skrzyżowały.
- Współczuję Ci z powodu utraty watahy... Wiem, jak to jest, kiedy tracisz kogoś, kogo kochasz. - spuściłam głowę.
- Desari... Mogłabyś mi powiedzieć, kim był ten człowiek, z którym rozmawiałaś? - spytał, podczas gdy ja przeczuwałam najgorsze, że mógł słyszeć naszą rozmowę, mógł mnie znienawidzić za to, że utajniłam tak ważne informacje o sobie.
- Ja... Nie mogę Ci powiedzieć. - zacisnęłam pięści, zdenerwowana.
- Czy Ty Nas słyszałeś? - dodałam szybko.
- Nie. - mruknął cicho. Poczułam się trochę głupio, że myślał, że mu nie ufam. Zaufałam mu już dawno, ale to było dla mnie za trudne. Nastała cisza przerywana grzmotami i mocnymi podmuchami wiatru. Zmarznięta mimowolnie usiadłam bliżej ognia i tym samym bliżej Percy'ego. Krople wody w coraz większych ilościach dostawały się do jaskini, a ognisko zaczęło gasnąć. Raczej nikt z nas nie chciał wychodzić na zewnątrz w taką pogodę, a mokre już drewno nie zapłonęłoby tak szybko, więc postanowiłam przetestować nowe zdolności. Wyprostowaną dłoń skierowałam w stronę słabych płomieni i wymówiłam pod nosem swoją starą mantrę, której już od dawna nie używałam. Ogień wzrósł znacznie, przypalając mi końcówki włosów, po czym zgasł pozostawiając po sobie tylko dym i moc, która odepchnęła nas delikatnie do tyłu. Przestraszona osunęłam się na ścianę jamy. Samiec patrzył na mnie zaskoczony. Zerknęłam na niego całkowicie czerwonymi, załzawionymi oczami i wybiegłam.
- Te ataki zdarzają się coraz częściej, jestem coraz silniejsza... Mój Ojciec z każdym dniem jest bliżej, muszę odejść. - Biegłam w kierunku swojej groty, nie wiedziałam, czy Percy ruszył za mną. Przemoczona do suchej nitki przesunęłam głaz prowadzący do środka i złapałam szybko torbę oraz kilka przypadkowych książek, jakie wpadły mi w ręce. Z jaskini wyszłam równie prędko, jak weszłam. Na pożegnanie musnęłam palcami jedną z jej ścian i zniknęłam. Pojawiłam się dopiero przed granicą naszego stada. Tam zatrzymałam się, żeby przygotować się mentalnie do dalszej drogi i powstrzymać łzy oraz kłótnię, która kłębiła się w mojej głowie.
<Percy? Nie daj jej odejść, trzeba ciągnąć tasiemca. :I>
- Współczuję Ci z powodu utraty watahy... Wiem, jak to jest, kiedy tracisz kogoś, kogo kochasz. - spuściłam głowę.
- Desari... Mogłabyś mi powiedzieć, kim był ten człowiek, z którym rozmawiałaś? - spytał, podczas gdy ja przeczuwałam najgorsze, że mógł słyszeć naszą rozmowę, mógł mnie znienawidzić za to, że utajniłam tak ważne informacje o sobie.
- Ja... Nie mogę Ci powiedzieć. - zacisnęłam pięści, zdenerwowana.
- Czy Ty Nas słyszałeś? - dodałam szybko.
- Nie. - mruknął cicho. Poczułam się trochę głupio, że myślał, że mu nie ufam. Zaufałam mu już dawno, ale to było dla mnie za trudne. Nastała cisza przerywana grzmotami i mocnymi podmuchami wiatru. Zmarznięta mimowolnie usiadłam bliżej ognia i tym samym bliżej Percy'ego. Krople wody w coraz większych ilościach dostawały się do jaskini, a ognisko zaczęło gasnąć. Raczej nikt z nas nie chciał wychodzić na zewnątrz w taką pogodę, a mokre już drewno nie zapłonęłoby tak szybko, więc postanowiłam przetestować nowe zdolności. Wyprostowaną dłoń skierowałam w stronę słabych płomieni i wymówiłam pod nosem swoją starą mantrę, której już od dawna nie używałam. Ogień wzrósł znacznie, przypalając mi końcówki włosów, po czym zgasł pozostawiając po sobie tylko dym i moc, która odepchnęła nas delikatnie do tyłu. Przestraszona osunęłam się na ścianę jamy. Samiec patrzył na mnie zaskoczony. Zerknęłam na niego całkowicie czerwonymi, załzawionymi oczami i wybiegłam.
- Te ataki zdarzają się coraz częściej, jestem coraz silniejsza... Mój Ojciec z każdym dniem jest bliżej, muszę odejść. - Biegłam w kierunku swojej groty, nie wiedziałam, czy Percy ruszył za mną. Przemoczona do suchej nitki przesunęłam głaz prowadzący do środka i złapałam szybko torbę oraz kilka przypadkowych książek, jakie wpadły mi w ręce. Z jaskini wyszłam równie prędko, jak weszłam. Na pożegnanie musnęłam palcami jedną z jej ścian i zniknęłam. Pojawiłam się dopiero przed granicą naszego stada. Tam zatrzymałam się, żeby przygotować się mentalnie do dalszej drogi i powstrzymać łzy oraz kłótnię, która kłębiła się w mojej głowie.
<Percy? Nie daj jej odejść, trzeba ciągnąć tasiemca. :I>
Subskrybuj:
Posty (Atom)