Zacieśnianie więzi

W ramach lepszego zapoznania się ze sobą realizujemy comiesięczny projekt losowania osób, do których można napisać op. i dostać dzięki temu +3 pkt. do każdej z umiejętności (+1 pkt. do mocy).
Link do osób, które zostały wylosowane znajduje się tutaj. :)

czwartek, 23 sierpnia 2018

Od Navri "Jestem młodsza, ale nie gorsza" cz. 22

Maj 2021 r.
Zaraz potem zalała nas fala gorąca, a następnie uderzającego zimna. Nawet spod powiek widziałam, że otoczył nas blask. Aoki wydała zduszony odgłos, jakby łapanego oddechu, ale nie brzmiało aż tak niepokojąco, bym rzuciła się jej na pomoc. Później odczułyśmy coś, jakby rozsadzanie kości od środka. Ostatnie było ciepło w głębi piersi. Wtedy również blask opadł, niczym wyjątkowo ciężka kurtyna na scenę. Rozchyliłam powieki, by zobaczyć, że z niewiadomej przyczyny moje okulary zaparowały.
- Nie zastanawiajcie się zbyt wiele, tylko uderzcie w ścianę - podpowiedział nauczyciel magii.
Poczyniłam wedle jego rady. Przeszło mi przez myśl, by raz jeszcze skupić się na tym bólu kości sprzed kilku chwil, a następnie skumulować go we wciąż nie mijającym cieple w piersi, które na którejś lekcji magii Kai określił jako nasze uaktywnione źródło mocy. Zrobiłam to z całych sił, jakie tylko posiadałam. Zacisnęłam zęby, później powieki. Ostatnią rzeczą, jaką widziałam, były drgające cząsteczki powietrza wokół mnie. Falowały tak, jakby cały świat się topił.
Nagle poczułam, że coś się zmienia. Straciłam grunt pod łapami, a ciepło było coraz mocniejsze, rozprzestrzeniło się po całym moim ciele. Niespodziewanie wszystko minęło, a mnie uderzyło zwykłe, letnie powietrze. Zamrugałam powiekami, po czym z zaskoczeniem dostrzegłam, że byłam za tarczą Kai'ego. Dokładnie w miejscu, w które mieliśmy celować. Falująca powierzchnia pozwoliła mi dostrzec nadal napiętą sylwetkę Aoki, która próbowała wywołać jakikolwiek czar, oraz przerażonego nauczyciela. Podbiegł do tarczy i coś krzyczał, ale nie słyszałam co. Byłam zbyt zaskoczona, by zrobić cokolwiek. Wyglądało na to, że się teleportowałam. Dlaczego przeskoczyłam przez solidnie wyglądającą tarczę dużo potężniejszego magicznie wilka? Tego nie wiedziałam. Może jednak nie była tak stabilna jak mu się wydawało...? Podeszłam, jednak Kai dawał znaki, abym nie dotykała falującej powłoki. Odsunęłam się więc. Aoki już przestała próbować wywołać jakikolwiek czar, odsunęła się speszona w kąt jaskini. Dopiero po chwili dostrzegłam, że ona również miała szeroko otwarte oczy ze strachu. Możliwe, że nauczyciel na nią nakrzyczał, byleby tylko nie użyła mocy. Mogłaby mi w końcu zrobić wtedy krzywdę.
Kai gorączkowo próbował coś zrobić, wertował księgi, a ja spokojnie usiadłam. Naprawdę było tutaj cicho. Aż zaczęło mi dzwonić w uszach. Nieznacznie nimi poruszyłam, wciąż wpatrując się beznamiętnym wzrokiem w Aoki. Podeszła do Kai'ego, rozmawiali o czymś. Rzadko kiedy widywałam u niej takie poruszenie. Właściwie to wbrew wszystkiemu, co by się mogło wydawać, wciąż pozostawałam spokojna. Wiedziałam, że prędzej czy później mnie stąd wyciągną, bądź zrobię to sama...
Właśnie, mogę zrobić to sama. Jak to właściwie się stało? Czy to by oznaczało, że przed chwilą odkryłam swój żywioł? Tylko do czego można by zakwalifikować teleportację? Może to oddzielny żywioł i niczego poza tym nie mogę się spodziewać? Nie, coś mi się zdawało, że to nie wszystko. Mogę jeszcze czekać na dalsze postępy.
Wstałam, ponownie zamknęłam oczy i bardzo skupiłam się na swoim ciele. Wyobraziłam sobie, że przemieszczam się w powietrzu na drugą stronę tarczy, ale już po chwili uświadomiłam sobie, że nic się nie stało. Właściwie racja, nauczyciel magii wspominał o tym, że możemy użyć magii jedynie jednostronnie. Nie możemy jej odbić z powrotem. Najwyraźniej tarcza zinterpretowała moją sztuczkę nie jako przemieszczenie mnie samej, a przemieszczenie fali mocy. Musiałam się zdematerializować...
Nagle tarcza z cichym bzyczeniem zniknęła. Kai patrzył na mnie z ulgą wymalowaną na pysku. Aoki z kolei wróciła do poprzedniego obojętnego wyrazu. Udawała, jakby nic się nie stało. Poprawiła jedynie futerko na piersi.
- Och, udało się! - Nauczyciel podbiegł do mnie. Powoli pokiwałam głową, a on się nerwowo zaśmiał. - Tak się zestresowałem, że myślałem, że nie uda mi się skupić na tyle, żeby cię wyciągnąć.
- Ważne, że się udało - Wzruszyłam ramionami.
- Tak, tak... I udało ci się odkryć swój żywioł! Gratuluję! - oznajmił wesoło nauczyciel magii. Mówił bardzo szybko. Naprawdę cieszył się z mojego sukcesu.
- Żywioł? - powtórzyłam, patrząc na niego wyczekująco.
- Materia! - Oświadczył równie rozentuzjazmowany, na co ja uniosłam brwi. - Jeden z rzadszych, silniejszych i trudniejszych do ujarzmienia żywiołów! Zaledwie kilka razy w dziejach Watahy Magicznych Wilków zdarzyło się, abyśmy witali przedstawiciela materii.
Przysłuchiwałam się temu z wysoko uniesionymi brwiami. Kątem oka dostrzegłam, że Aoki aż przestała przygładzać futerko. Wpatrywała się na mnie najpierw z konsternacją, a później się uśmiechnęła rozbawiona. Miałam poczucie, że musiałam mieć idiotyczny wyraz pyska.
- Materia... - powtórzyłam, nie wiedząc jak inaczej to skomentować. Nie przerabialiśmy tego na lekcjach, byłam pewna. Popatrzyłam na Aoki, poszukując pomocy. W końcu to ona spędzała najwięcej czasu z nauczycielem. Może jej o czymś wspominał.
- Ojej, Navri czegoś nie wie! - Powiedziała z rozbawieniem ruda wadera, ale coś mi się zdawało, że gdzieś tam w środku cieszyła się z szansy przekazania wiedzy - W zakresie zdolności wilka materii jest teleportacja, telekineza, tworzenie swoich klonów, korzystanie z cudzej energii, a także niewidzialność czy przechodzenie przez ściany.
- Wszystko jest możliwe jedynie za odpowiednią praktyką - stwierdził Kai, patrząc na mnie wyczekująco. Popatrzyłam to na Aoki, to na niego. Nie wiedziałam co zrobić, więc wzruszyłam tylko ramionami.
- Zrobię co w mojej mocy, by się nauczyć. Zapowiada się na żmudną i trudną pracę, ale ostatecznie powinnam podołać - odparłam, wcale nie przejmując się tym, że zabrzmiało mało skromnie. Nauczyciel pokiwał głową, nadal z dużym przejęciem w oczach.
- A ja dalej nie wiem jaki mam żywioł - burknęła z niezadowoleniem Aoki. Kai czym prędzej do niej podszedł i otulił łapą.
- Na wszystko przyjdzie czas. Trochę cierpliwości, wytrwałości, i powinnaś się dowiedzieć. Może to jeszcze ciekawsza moc, kto wie? Szykuje się na coś dużego, skoro tak się przed nami chowa - stwierdził. Na te słowa wadera lekko się uśmiechnęła, choć widziałam, że stara się to zamaskować. Ładnie wyglądała z takim wyrazem pyska. Delikatniej, bardziej nieśmiało... Wyglądało to na szczere i wcale nie ironiczne. Chciałabym, by była taka na co dzień... Niespodziewanie podniosła na mnie wzrok, a mnie zrobiło się jakoś niekomfortowo. Miałam nadzieję, że nie umie czytać w myślach, w innym wypadku miałabym dość spory problem. Jak mogłabym wtedy objaśnić te wszystkie szczegółowe rozważania na jej temat?

<C.D.N.>

Uwagi: Brak.

środa, 22 sierpnia 2018

Od Valkoinen "Zaczynamy problemy" cz. 4 (CD. Asgrim)

maj 2021
- Jeżeli mówimy już tak na poważnie – rozpoczął samiec z lekką nutką zawiedzenia w głosie. Widać, że nie był zadowolony lub coś go trapiło. Nie pasowało to do jego osobowości. Przynajmniej na tyle, ile go poznałem, ale chyba każdy musi się czasem czymś zamartwić, no nie? Zdawało mi się, że westchnął i kontynuował – nie mam żadnej.
Powietrze było nawet jakieś inne. Może nawet cięższe? Utrzymywało jego niewypowiedziane słowa. Jednak słowa nie mogły do mnie dotrzeć, ponieważ była to tylko jego sfera pomiędzy nami. Dla mnie była ona zamknięta.
Coś mnie ukłuło w pierś i nie mogłem zostawić tak tego zmartwionego samca z własnymi myślami. Musiałem ponownie powrócić go do wcześniejszego humoru.
- Nie uwierzę ci, musisz chyba sobie ze mnie żartować – powiedziałem, ale nie wyczułem różnicy w jego zachowaniu. Powietrze nadal było ciężkie, no cóż, trzeba wytoczyć cięższe działa. Mogłem sobie darować gadki w stylu "to nie twój czas". Totalnie mnie wkurzały. Byłem taki stary, a nadal nikogo nawet sobie nie wypatrzyłem. Latka dalej leciały, nie zatrzymywały się, a wręcz miałem wrażenie, że nabierały tempa. - Tak mało macie tu wader?
- Naprawdę, nie żartuję – powiedział już odrobinę się rozchmurzając. - A, no tak, mamy ich całkiem sporo. W końcu mamy tutaj połączone dwie całkiem spore watahy. - Na jego słowa prawie zaświeciły mi się oczy. Może nawet tak się stało? Od razu jakoś stałem się żywszy.
- Nawet jakaś dla mnie mogłaby się znaleźć? - Wiedziałem, że nie byłem jakimś niedołężnym staruszkiem, ale stary to ja byłem i w tym się nawet nie oszukiwałem, moi rodzice w moim wieku już posiadali dwójkę dzieci! To chyba coś znaczy.
- Och, no powiem ci, że jakaś się znajdzie. - Cieszyłem się, że basior nie widział mojej reakcji, moja buzia była tak rozszerzona, że zmieściłyby się tam nawet dwa zające! Mało w życiu znałem wader spoza rodziny. Może dlatego tak zareagowałem. Coś dziwnego stało się nawet z moim ogonem. Nie siedział grzecznie tak jak zawsze. - Przeszukaj dokładnie cmentarz i może jakąś odpowiednią dla siebie znajdziesz.
Na jego pysk wstąpił niewinny uśmiech jeszcze mniej winnego młodzieniaszka. Może to tylko ja widziałem siebie takiego starego. On przecież o wiele młodszy ode mnie nie był, a pałał życiem. Na moim futrze wcale nie widniała siwizna, a kości też miałem w niesamowitej formie. Nic mnie nie łupało ani nawet nie bolało. Przynajmniej tak sprawa miała się z kośćmi. Mięśnie stanowiły zupełnie inną sprawę.
Zaświeciłem ostrzegawczo kłami w stronę Asa. Zagryzłem je mocniej i zadałem pytanie.
- Daleko jeszcze? - Samiec chyba już powoli ze mną nie wytrzymywał. Wziął głośno powietrze, zamknął powieki i powoli wypuszczał to, co wcześniej wziął haustem. Chyba się uspokajał w myślach, ale nie byłem co do tego taki pewny. Na końcu tylko przewrócił oczami.
- Stary, nie denerwuj się. - Przypomnijmy sobie, kto tu był zdenerwowany. Dobra, byłem bardziej, ale to wcale nic nie znaczy. - Widzisz tamtą wysoką skałę?
No faktycznie, coś tam takiego byłego. Jakaś ogromna skała, którą zaczęły narastać rośliny. Co prawda nie znałem się aż tak bardzo na roślinach, jak to było w mojej rodzinie. Jednak umiałem ocenić, które mi się podobają, te co były na skałach od szczeniaka bardzo mi się podobały. Zawsze dodawały miejscu jakiegoś uroku, który swoją drogą był naprawdę niesamowity. Niektórzy twierdzili, że to obrzydza miejsce, jednak ja nigdy tak nie sądziłem. Czasami nadawał mrok, jednak zazwyczaj wspomagała miejscu tak jak tutaj.
- Właśnie tam jest Jaskinia Alf – powiedział co najmniej tonem wykładowcy na jakimś ogromnym zebraniu. Mógłbym przyrzec, że nikt by go wtedy i tak nie słuchał. W szczególności ja.
Za bardzo skupiłem się na wpatrywaniu w roślinę. Przysiadłem na ziemi i w spokoju mogłem się jej wpatrywać, ale wybrałem lepszą z opcji. Samiec jeszcze przez moment biegł, ale kiedy zauważył, że usiadłem zwolnił i zirytowany zawrócił.
- Chyba sobie ze mnie żartujesz – prawie wykrzyczał. Chciałem odpowiedzieć, że tak, ale zepsułoby to całą magię wszystkich moich podłych pomysłów. Westchnął i głośno wypuścił powietrze. - Gościu, jesteśmy już prawie na miejscu, a ty sobie robisz przerwę? Ruszajmy się lepiej stąd, zanim zrobi się naprawdę ciemno.
- Masz może dla mnie wodę? Jestem naprawdę spragniony. - W tym, akurat trochę prawdy było. Całkiem sporo prawdy, nic nie piłem od momentu, w którym słońce zaczęło wędrować w dół. Było to naprawdę sporo czasu, patrząc na to, że już zaczynało się ściemniać.
Samiec wymruczał coś do siebie. Pewnie jakieś modły, żeby ktoś mnie zabił. Nie ma tak łatwo, pomyślałem. Jeszcze trochę będzie musiał się ze mną poużerać.
- Uważasz, że niby skąd miałbym mieć wodę? - Powiedział trochę piskliwie. W połączeniu z jego naturalnie piskliwym głosem o mało co nie ogłuchnąłem. Czy on mnie chce w taki właśnie sposób ukarać? - spytałem samego siebie.
- Nie wiem, coś tam czarujesz, no nie? - Widać było zawód w jego oczach. Nie wiedziałem, czemu akurat jego lubiłem tak wkurzać.
- Stary, moim żywiołem jest umysł, nie żadna woda, pogoda czy co tam sobie jeszcze życzysz. - Położyłem pysk na ziemi licząc, że magicznie wypłynie stamtąd woda. Jednak tej ani widać, ani słychać. Wypuściłem nosem powietrze. Właśnie tak, chciałem oglądać pyłek, ponieważ aż tak mi się nie chciało iść.
- To wiesz co? Ja mam genialny pomysł – powiedziałem, po czym Młody spojrzał się na mnie jakbym nie mógł wymyślać genialnych pomysłów. - Ja sobie tutaj zostanę, a ty możesz przenieść mój umysł do Alf, co ty na to? - Uśmiechnąłem się jeszcze kwaśno na koniec. Co najmniej tak jakbym zjadł cytrynę, obrzydlistwo.
- Słuchaj ty mnie, gdybym tak mógł już dawno spałbym sobie wygodnie w mojej jaskini. - Przewróciłem oczami. Chciałem mu powiedzieć, że się z niego nabijałem przez cały ten czas, ale jakoś stwierdziłem, że to nie jest dobra chwila. - Myślisz, że tak świetnie mi się ciebie słuchało przez całą drogę? Nie. Także jazda, ruszaj się.
- Czy ty uważasz, że to było tak dużo? – spytałem prześmiewczym tonem. - Nigdzie nie byłeś mało widziałeś, tyle ci powiem.
Znowu coś tam wymruczał do siebie, dokładnie tak jak niedawno. Zgromiłem go wzrokiem i uśmiechnąłem się w duchu. Jak mnie rozpierała duma!
- Słuchaj Valk, nie będę bawił się w to już drugi raz – zaczął groźnym tonem. - Mam już dość twojego jęczenia i stękania. Zamiast tracić cenną ślinę, mógłbyś się może ruszyć, co? Kto wie, może dostaniesz wodę?
To już był naprawdę przekonujący argument. Chyba nawet zaświeciły mi się oczy. Woda, już tak blisko mnie. Była, prawie że na wyciągnięcie moich łap. Byłem zmobilizowany i wiedziałem, że dla dobra wyższego trzeba ruszać. Nie chciałem przecież umrzeć z pragnienia.
- Chyba nie jesteś aż taki – zacząłem, jednak nie brzmiało to dobrze więc szybko urwałem. - Jesteś całkiem mądrym samcem.
- Dzięki niech będą Eydis. - No, a ten znowu o tym samym. Już nawet nie chciałem się go pytać, co to tak właściwie jest. Ciekawość to okropna cecha.
- Co ty tam gadasz?
- Nic – odparł nie chcąc zaczynać ze mną kolejnej rozmowy. Nawet mnie to nie zdziwiło. Czy ruszyło? Nie, mnie takie coś nigdy nie rusza. Przynajmniej tak sobie powiedziałem. Jak było naprawdę? No cóż...
- Chodź szybciej – powiedziałem wzdychając na jego ignorancję. Już chciałem to wszystko mieć za sobą. As uśmiechnął się szeroko i bardzo chętnie przystanął na moją propozycję.
Jednak mój niewiele młodszy koleżka narzucił takie tempo, że po niedługiej chwili już zaczynałem sapać. Jak to jest, że on ma aż taką dobrą kondycję? Może nie siedział większość czasu w domu? - podpowiedział szyderczo jakiś zakamarek mojego umysłu.
- No, ale Młody – wysapałem w jego stronę ledwie słyszalnie. - Po co ten pośpiech? Nie musisz od razu biegać aż tak szybko.
- Rany, wytłumacz mi, jak to jest. Kiedy masz gdzieś iść, zachowujesz się jak umierający wilk. Jednak nie wyglądasz na dużo starszego.
- Twoje towarzystwo nie za bardzo mnie zachęca – odpowiedziałem świniowatym tonem. - Wiesz, jestem zmęczony po podróży, którą dzisiaj przeszedłem.
- Co nie skłoniło, dziadziusiu? - Puściłem jego słowa między uszami. - Obstawiam, że z własnej woli nosa z jaskini nie wyściubiasz.
- Nieprzyjemne towarzystwo mało przyjemnych wilków. - Westchnąłem na jakąkolwiek wzmiankę o tym, jak to było. - Czasem zdarza mi się ruszać.
- Po wodę, papu i z powrotem? - powiedział z nutką wścibskości, co za wspaniała zemsta.
- Po wodę było całkiem daleko. - Nikt mi już nie mógł zarzucić, że siedziałem ciągle w jaskini! - Także proszę o gromkie oklaski.
- Jakże mógłbym zapomnieć. - Basior klaskał przez krótką chwilę i zaczął się kłaniać. - Jakiż to z ciebie niesamowity podróżnik jest. Już jesteśmy na miejscu.
Faktycznie, miał rację, znajdywaliśmy się tuż przed jaskiniami. W środku było całkiem jasno, szczególnie jeżeli porównać to z porą dnia, a tak właściwie nocy. Nareszcie spokój.

<Asgrim?>

Uwagi: Brak.

wtorek, 21 sierpnia 2018

Od Torance "Czarne chmury imigrują do nas jak uchodźcy" cz. 7

Listopad 2019r
Wpadłam do Wilczego Szpitala tuż za Shenem. Biegliśmy przez całą drogę, więc nic dziwnego, że teraz mieliśmy problem ze złapaniem oddechu. Lekarz, którego imienia nie potrafiłam zapamiętać, zmierzył nas obojętnym wzrokiem. Czując na sobie jego spojrzenie, czym prędzej skinęliśmy mu na przywitanie.
- My... My do Aoki... - wydyszałam. Basior wskazał łapą na jeden z kątów jaskini.
- Postarajcie się jej nie zamęczyć. Niedawno się obudziła.
- Jasne. Będziemy grzeczni – odparł Shen, a jego oczy zalśniły.
- Coś masz zamiar zrobić? - spytałam cicho.
Basior zmarszczył brwi zaskoczony. Jednak jego błyszczące oczy nadal budziły we mnie małe wątpliwości.
- Nie. Skąd ten pomysł?
Nie zdążyłam odpowiedzieć, zanim przerwało nam głośne odchrząkniecie. Czym prędzej skierowaliśmy wzrok w stronę, z której się wydobyło i ujrzeliśmy Moone z niezadowoloną miną oraz Aoki, która mierzyła nas spojrzeniem spod zmrużonych powiek.
- Co tak długo? - odezwała się Moone.
Zmusiłam się, żeby na mój pysk wkradł się przepraszający uśmiech, co okazało się znacznie trudniejsze, niż myślałam. Jak przypuszczałam, było to spowodowane niedawno usłyszanymi rzeczami na temat moich koleżanek.
- Przepraszam – mruknęłam i spuściłam wzrok. Następnie popchnęłam lekko Shena, żeby podszedł. Czułam na sobie jego zdziwione spojrzenie, ale na szczęście nie skomentował mojego zachowania. Zamiast tego ruszył w stronę wader.
- Hm... Żyjesz? - spytał po chwili milczenia.
Aoki w odpowiedzi prychnęła i ostentacyjnie przewróciła oczami.
- Jak widać. Możesz mi powiedzieć, co tutaj robisz? - jej głos był lodowaty, a oczy błyszczały groźnie. Na miejscu Shena podkuliłabym ogon, jednak samiec zamiast tego dzielnie odpowiadał spojrzeniem. Nie bał się jej, za co zaczęłam go w tej chwili podziwiać.
- Też zadaję sobie to pytanie – mruknął. Następnie odpowiedział samicy znacznie pewniejszym tonem – Chciałem zobaczyć, czy po upadku jakoś się zmieniłaś. Niestety, jesteś nadal tak głupia jak zawsze...
Wilczyca prychnęła z pogardą.
- Świetny tekst. Ile nad nim myślałeś?
Shen zmrużył groźnie oczy i nie odpowiedział. Bałam się, że zaraz rzuci się z kłami na rudą samicę. A to nie skończyłoby się dobrze.
- Uspokójcie się, proszę.
Wilki nie zareagowały na moje słowa. Aoki wydawała się nieco rozbawiona całą sytuacją, chociaż jak zwykle w towarzystwie skrzydlatego basiora była też zirytowana. Shen natomiast był już całkiem zdenerwowany. A Moone? Czarna samica przyglądała się wszystkiemu z zainteresowaniem. No dobra, może była tam jeszcze pogarda w stosunku do basiora.
- Pomyśleć, że zamierzałem cię przeprosić... - mruknął basior i wyszedł, kręcąc łbem z niedowierzaniem. Miałam ochotę za nim pobiec, ale powstrzymałam się ze względu na przyglądające mi się teraz wilczyce.
Porozmawiam z nim po tym wszystkim – postanowiłam.
- Nareszcie poszedł – westchnęła z ulgą Aoki – Czemu go przyprowadziłaś, Torance?
Wzdrygnęłam się, słysząc, jak wymówiła moje imię. Pomimo tego, że wielokrotnie mówiłam jej, jak nie lubiłam pełnej formy, wilczyca używała jedynie jej. Dodatkowo w tej chwili brzmiało ono jak obelga.
- Pomyślałam, że skoro też był przy twoim... - zaczęłam nieco niepewnym tonem - wypadku, to powinien przyjść się z tobą zobaczyć...
Moje przyjaciółki wymieniły ze sobą rozbawione spojrzenia.
- Tak? To bardzo... miłe - powiedziała Aokigahara. Jej głos wyraźnie zdradzał, że nie jest przekonana - Dlaczego zajęło ci to tyle czasu?
- Rozmawialiśmy - wzruszyłam ramionami. Szybko pożałowałam swoich słów, gdy wilczyce ponownie wymieniły spojrzenia - Oczywiście o tym, czy powinien cię odwiedzić - dodałam szybko. Nie było to zgodne z prawdą, ale kto by się tym przejmował?
Aoki pokiwała delikatnie łbem, jednak jej niebieskozielone oczy były zimne. Nie odniosła się jednak do moich słów i przeszła do bardziej ciekawego - przynajmniej jej zdaniem - tematu, czyli jej samej. Opowiadała nam o tym, jak się czuła, gdy spadła, że była co jakiś czas trochę świadoma i jak zajął się nią Alvarleg (okazało się, że właśnie tak miał na imię lekarz, który siedział teraz w drugim końcu jaskini i pochylał się nad jakimiś ziołami).
- Ten wypadek to wszystko wina tego pieprzonego pchlarza. Za kogo on się uważa? Powinien mnie za to przeprosić. Ba! Błagać o wybaczenie! - powiedziała w pewnym momencie samica.
- Właściwie to chciał cię przeprosić, ale ty nie mu na to nie pozwoliłaś... - wtrąciłam się, czego niemal od razu pożałowałam, gdy Aoki zwróciła na mnie swoje lodowate spojrzenie.
- Coś mówiłaś?
Skuliłam się przerażona. Aoki mogła być osłabiona i młodsza, ale była wilkiem. Zawsze będzie silniejsza od takiego kundla, jakim byłam ja.
- Nie, przepraszam...
Ruda samica uśmiechnęła się rozbawiona, a jej myśli od razu skierowały się w stronę jej samej i Shena.
- Za kogo on się uważa? Że niby jest fajny? - prychnęła z pogardą - Moje drogie, nie jest. Ten kretyn to największa padlina, jaką w życiu widziałam. Nie tknęłabym go łapą, ale okoliczności czasem do tego zmuszają...
Na pysku Aoki pojawił się szeroki uśmiech, na którego widok zrobiło mi się niedobrze.
Co ona chciała...?
- Moone, Torance, chcę pokazać temu psu, że ze mną się nie zadziera, a wy mi pomożecie.
- Hm... - mruknęłam, starając się nie myśleć o tym jak go nazwała - A może on nie jest taki zły?
- Oczywiście, że jest! Nie widzisz, co jej zrobił? - włączyła się Moone i wskazała łapą na Aokigaharę. Pokiwałam łbem, jednak nie dałam się tak łatwo.
- No tak, ale... Pomógł nam ją przenieść. Objął przewodnictwo. Gdyby nie on, Aoki najprawdopodobniej dalej tam leżała, bo my nie wiedziałybyśmy co zrobić...
- Twierdzisz, że ja nie potrafiłabym czegoś takiego zrobić? Że jestem głupsza od Shena?! - Moone zmrużyła gniewnie oczy - Może to my jesteśmy idiotkami bez jakichkolwiek przejawów inteligencji?!
Całkiem zszokowana przeniosłam wzrok na najmłodszą samicę. Patrzyła na moją sprzeczkę z czarną waderą z czystym rozbawieniem.
- C-co? Tego nie powiedziałam!
- Ale może tak myślisz, hm? Obserwowałam cię cały dzień. Widziałam jak na niego patrzysz. Może ci się spodobał, co?
- Moone, proszę... Jak możesz mnie o to posądzać? - czułam jak do moich oczu napływają łzy. Ta samica była dla mnie pewnym oparciem. Lubiłam ją za jej wieczny spokój, a teraz...? Teraz wszystko wyparowało i byłyśmy tylko my dwie, moje zmieszanie, jej wściekłość oraz zaciekawiona i rozbawiona Aoki.
- Skoro wolisz jego, nikt cię nie zatrzymuje. Możesz do niego pójść. Proszę. Tylko pamiętaj, że to kretyn i z nim nie da się przyjaźnić. Jeszcze wrócisz do nas z łzami w oczach i nie mów, że cię nie ostrzegałam.
- Moone, przestań - wtrąciła się Aoki. Obie podniosłyśmy na nią zdumiony wzrok. Żadna się nie spodziewała jej ingerencji - Torance nie miała tego na myśli.
Skrzydlata wadera prychnęła w odpowiedzi, jednak pod zimnym spojrzeniem Aoki zamilkła.
- Torance, czuję, że nie mówisz nam wszystkiego, więc chciałabym, żebyś założyła mój Naszyjnik Prawdy i wyznała kilka rzeczy.
Poczułam, jak wypełnia mnie strach. Co ona chciała mi zrobić?!
- Czy... Czy to konieczne?
Aokigara nie odpowiedziała, tylko zrzuciła z szyi gruby naszyjnik o niemożliwej do zliczenia ilością kryształków. Następnie skinęła łapą na Moone, która czym prędzej założyła go na mnie. Następnie odeszła, a na jej pysku widniał uśmiech, który nie zwiastował niczego dobrego.
- Dobrze, powiedz nam, o czym rozmawiałaś z Shenem.
Nie chciałam jej tego mówić, tak bardzo nie chciałam. Wiedziałam, że reakcja jej i Moone może być straszna, że może się to dla mnie źle skończyć, jednak jakaś część mnie czuła, że muszę powiedzieć prawdę. Tak, prawda to coś niesamowitego i idealnego. Nigdy nie można kłamać. Kłamstwa są tak bardzo fuj.
- O was.
Gdy tylko się odezwałam, poczułam jak serce podchodzi mi do gardła. Nie chciałam tego mówić! Głupi naszyjnik.
- O nas? - powtórzyła Aoki, marszcząc przy tym nos.
- Tak.
- Co dokładnie?
- Opowiadał mi o początkach waszej znajomości.
Wilczyce wymieniły spojrzenia. Ich pyski nie wyrażały żadnych emocji, co przeraziło mnie chyba najbardziej. Gdy ponownie zwróciły się w moją stronę, spuściłam wzrok. Nie chciałam na nie patrzeć. Nie teraz.
- Czy przedstawił nas w złym świetle? - spytała Aoki, a ja kiwnęłam powoli głową. Nie chciałam się więcej odzywać, a mowa ciała nie kolidowała z tym, co kazał mi mówić Naszyjnik Prawdy - Wierzysz mu?
- Ja... Chyba... Chyba tak.
Czułam na sobie dwa rozwścieczone spojrzenia. Napięłam mięśnie gotowa w każdej chwili do jakiejkolwiek obrony, gdyby wilczyce postanowiły mnie zaatakować.
- Wyjdź i nigdy nie wracaj, Torance - usłyszałam jak Aoki tamuje wściekłość. Jej głos był lodowaty i ostry bardziej niż kły.
- Ale... - zaczęłam, jednak nie dane było mi skończyć.
- Powiedziałam, że masz wyjść. Policzymy się, gdy będę zdrowa, zdrajczynio - wysyczała, a ja czym prędzej zsunęłam z siebie ten durny naszyjnik i uciekłam.
Słyszałam jeszcze głos Moone, która pytała, dlaczego nie zrobić mi coś na miejscu, od razu. Odpowiedź Aoki wywołała u mnie czyste przerażenie.
- Chcę się zemścić w odpowiedni sposób.

C.D.N.
(Przepraszam za to, jak przedstawiłam Aoki. Nie miała wyjść na tak okrutną, ale nie umiem tego inaczej opisać :( Po prostu Tori odbiera wszystko wiele razy gorzej, bo się jej boi. I to bardzo :|)

Uwagi: Brak.

poniedziałek, 20 sierpnia 2018

Od Valkoinena "Zaczynamy problemy" cz. 3

maj 2021
Spoglądałem zmęczonym wzrokiem na wilka, który kazał mi iść. Co ja w życiu zawiniłem, stęknąłem sam do siebie. Byłem wymęczony długą podróżą przez góry. Najpierw przedzieranie się przez las, w którym kilkukrotnie musiałem "przytulić się" z ziemią. Później góry, w których już nie padałem na pysk ze zmęczenia. Na kolejny, wspaniały dodatek do tego koszmaru byłem niesamowicie głodny. Basior uśmiechał się od ucha do ucha. Chciałem zgromić go wzrokiem, jednak na to również nie miałem siły. Mogłem tak po prostu się położyć i leżeć. Raczej nie mogłem, a chciałem. Głupi basior.
- Mógłbyś chodzić może nieco szybciej? - Na jego miejscu cieszyłbym się, że chociaż idę, a ten na dodatek narzeka. Zgromiłem niejakiego Asa wzrokiem, na tyle ile mi pozwalały przemęczone oczy.
- Mógłbyś może mniej peplać? - Przyrzekam na święte albinosy, ten gościu nic więcej nie robi tylko gada. No może jeszcze pędzi nie wiadomo gdzie. No przecież zdążymy! Jeżeli będzie mnie tak pośpieszał to zaraz sam będzie toczył mnie do tych jaskiń.
- Nie – odparł basior wyraźnie zadowolony z siebie. No świetnie. Mógłbym go bez tego paplania polubić, może.
- Daleko jeszcze? - Stwierdziłem, że przyda się trochę podenerwować tego wilka. Wiedziałem, że już się załamuje, wewnętrznie byłem bardzo zadowolony z siebie. Gdyby nie ból każdej części ciała, odtańczyłbym taniec deszczu. Pokręcił przecząco głową.
Jedyne, o czym marzyłem to patrzeć na jego załamujący się pysk. Właśnie tego było mi trzeba. To była chyba najlepsza nagroda dzisiejszego dnia. Co najlepsze była to nagroda-niespodzianka. Skąd mogłem przecież wiedzieć, że spotkam kogoś takiego... jak As. Musiałem przyznać, że wilk nie był aż taki zły, jak na pierwszy rzut oka mogło się zdawać. Śmieszyła mnie jego osobowość, a tym bardziej imię, no może zdrobnienie. Jego wydźwięk był krótki i próbował być groźny, ale czy ja wiem, czy to imię do niego pasowało? Z drugiej strony było całkiem zabawne i dziwne. Zupełnie jak ten wilk.
- Dzięki niech będą Eydis. - ŻE NIBY CO?! Krzyknęło coś w moich myślach, czym miało być tym całym... Nie ma opcji, że powtórzę to dziwne słowo. Takie coś przecież nie istnieje. Przez chwilę nic nie mówiłem i skupiłem się dalej na tym, co powiedział basior. Jednak zobaczyłem, że to chyba mnie przerasta i odpędziłem jakieś zupełnie nierealne słowo od mojego zbyt genialnego umysłu.
Rozglądnąłem się po okolicy. Nie wyróżniała się niczym szczególnym w porównaniu do tego, co było wcześniej. Na pewno było stromiej. To dało się odczuć z każdą łapą stawianą do przodu. W niektórych miejscach były też dziury, w które o mało co nie wpadłem. Jednak wilk biegnący z mojego boku zdawał się wcale tego wszystkiego nie odczuwać. Biegł dumnie z pełnym wyszczerzem na pysku. Było to bardzo denerwujące, nawet się nie potknął. Czułem, że powinienem coś powiedzieć i to nie w swoich myślach. Tylko do tego osobnika.
- Chciałbyś mi coś ciekawego jeszcze powiedzieć? - spojrzał na mnie prawie ze zdziwieniem. Chciałem być po prostu kulturalny, a nikt mi tego nie zauważa. Co za bezczelność z ich strony! Chyba się obrażę, niech zobaczą moją okrutność i przebiegłość, pomyślałem z uśmiechem na pysku.
- Zdaję mi się, że raczej nie – odparł samiec. Prawie nieznacznie przytaknąłem na to głową. Przynajmniej będę miał trochę spokoju, pomyślałem. - Resztę wyjaśnią ci Alfy.
Miałem już dość wszystkich spraw na dzisiaj. Najchętniej położyłbym się na ziemi i nawet nie zważał na wilka stojącego nad moją głową. Co on mi tak właściwie zrobi, prychnąłem sam do siebie. Na szczęście samiec chyba nie zdawał się tego słyszeć. Zrobiłbym wszystko, aby tylko wygodnie się rozłożyć na ziemi. Jednak nie mogłem jeszcze tego zrobić. Wygoda była dla mnie ważna, a tutaj sturlałbym się z górki, jak jakiś kamień, jeszcze czego.
- W takim razie może ty coś o sobie opowiesz o sobie, Valky? - Ledwo powstrzymałem się, żeby zachować spokój i nie zrobić nic czego później bym żałował. To zdecydowanie nie szło na moją korzyść, ale wilk mnie zirytował.
- Nie wiem, czy jestem na tyle ciekawy, żeby o sobie coś opowiadać – odparłem po chwilowym zamyśleniu. O ile jeszcze taka istota jak ja umiała myśleć. - Bardziej mogę powiedzieć, że liczyłem na twoje opowieści. Można uznać je za ciekawsze – powiedziałem posyłając dumny uśmiech do Asa.
Zamilknąłem i nie mogłem z siebie wydobyć żadnego słowa. Coś spowodowało, że szedłem cicho i totalnie mnie zatkało. Chyba było to pytanie, jak wiele mogę o sobie opowiedzieć?
- Pochodzę ze strasznie gorących lasów, jednocześnie są wilgotne. - Wspomniałem o tym, ponieważ nic innego nie przychodziło mi na myśl. Wiedziałem, co prawda, że to nie było jakieś ciekawe, ale na nic więcej nie mogłem się silić. - No i jestem tutaj totalnie sam.
- Ha! - Prawie krzyknął basior, przez co serce o mało nie wyskoczyło mi z piersi. Przysięgam, wypatroszę cię kiedyś, powiedziałem do niego w myślach. - Kłamca! A ja to co, zeszłoroczna kość?!
- Żeby tylko – odparłem unosząc delikatnie kącik ust i pokpiwając z niego w duchu. To nie tak, że go nie lubiłem. Teatralnie zlustrowałem samca wzrokiem.
- Dzięki – powiedział, po czym przewrócił oczami jeszcze bardziej teatralnie, niż to, co zrobiłem przed momentem.
Stwierdziłem, że nie mogę aż tak się pastwić nad biedaczkiem. Jeszcze by mu samoocena spadła, co bym zrobił z takim strasznym czynem? Miałbym go jeszcze na sumieniu, a wolę pozostawić je chociaż trochę czyste.
- No Młody, nie frustruj się tak. - Chciałem zabrzmieć przekonująco. Za dobrze mi to nie wychodziło. Stwierdziłem więc, że lepiej będzie pozostać przy tym, co mi wychodziło najlepiej. To znaczy wyśmiewanie się z innych i leniwienie się! Mogłem już chyba nauczać tej sztuki.
W całej mojej karierze, czy tam życiu, nie spotkałem nikogo tak lubiącego się wyśmiewać z innych i upartego. Leniwy jestem tylko od czasu do czasu. Moja upartość zdecydowanie czyniła mnie wyjątkowym. Kiedy w czymś się wyróżnia, zdecydowanie trzeba to pielęgnować. Wspaniałe cechy tym bardziej powinienem. Normalnie cały jestem wspaniały, nic tylko pokłony bić.
- Z pewnością masz jakąś tam waderę, no nie? - Sam w to wątpiłem, ale lepszy był ten temat, niż żaden, a jak się zdecydowałem na gnębienie jego, to mogę już to wykorzystać. Spróbowałem się jeszcze uśmiechnąć, żeby jakoś dodać mu odwagi w mówieniu. Chyba nie była mu konieczna.
- Żeby tylko jedną – powiedział bardzo rozbawiony. Trochę mnie to zdezorientowało, nie wiedziałem, z czego się śmiejemy. Chciałem się pośmiać! Chyba że... on śmieje się ze mnie! Już chyba nawet wiedziałem, o co chodzi. Mój piękny, zgrabny uśmiech, a pod nim wspaniała blizna, która już lepiej się uśmiechała ode mnie. Chyba muszę zacząć brać od niej jakieś lekcje lub wcale się nie uśmiechać. Ona bardzo dobrze odgrywa moją rolę.
- Sądzę, że tylko jedną – rzuciłem zaczepnie w stronę Asa. Wilk był bardzo spokojny w każdym momencie. Nawet był uśmiechnięty od ucha do ucha. Budził przez to we mnie respekt do niego. Szanowałem go za to, że jest taki spokojny, mimo że robię mu na złość przez całą rozmowę. Nawet jeżeli coś go uraziło, nie dał po sobie tego poznać.

C.D.N

Uwagi: Tylko ludzie mają twarz. Wilki mają pysk. "Alfa" w WMW piszemy wielką literą. Miejscami zbyt wiele przecinków.