Zacieśnianie więzi

W ramach lepszego zapoznania się ze sobą realizujemy comiesięczny projekt losowania osób, do których można napisać op. i dostać dzięki temu +3 pkt. do każdej z umiejętności (+1 pkt. do mocy).
Link do osób, które zostały wylosowane znajduje się tutaj. :)

piątek, 3 sierpnia 2018

Podsumowanie lipca

Lipiec okazał się być całkiem produktywnym miesiącem. Może i loteria straciła nieco na zainteresowaniu, co w pewnym sensie jest dobre - mamy mniej spamowych postów, a więcej z samymi opowiadaniami. Jestem dumna z kilku osób z czołówki pod względem wyniku ilości opowiadań i liczę na to, że dotrwacie do końca swojego maratonu, o którym mi wspominałyście.
Generalnie festyn nadal trwa i (nie wiem czy mówiłam to już wcześniej) zakończy się prawdopodobnie na przełomie sierpnia i września. Jako kolejny zawita do nas kolejny event, ale nie przedstawię póki co szczegółów. Niektórzy może już wiedzą o co chodzi. Jeśli pokażecie zaangażowanie (mimo nieuchronnie zbliżającej się szkoły i nauki) w to wydarzenie, mogę ich organizować nieco więcej, starając się o to, by były możliwie jak najciekawsze.
Nadciągają wielkie zmiany w WMW, więc w związku z zapowiedzianą przeprowadzką stada prosiłabym o stopniowo kończenie swoich wątków fabularnych związanych z tym konkretnie położeniem watahy. W innym wypadku będziecie musieli pisać w czasie przeszłym, bądź całkowicie z nich zrezygnować.
Jeżeli chodzi o ten miesiąc, mianowicie sierpień, to przepraszam za brak wstawionych opowiadań, jednak jak już mówiłam na discordzie - byłam na różnego rodzaju wyjazdach, co można zobaczyć w tabelce. Moje postacie mają w tych terminach wpisane nieobecności. Postaram się stopniowo nadrabiać opóźnienia we wstawianiu Waszych tekstów, jednak prosiłabym o odrobinę wyrozumiałości. Bywam dość leniwym człekiem... Z moją własną aktywnością też chcę się podciągnąć, szczególnie jeśli chodzi o Joela. Pewnie nie wszyscy jeszcze wiedzą, że mam zamiar sprawić mu 6 lub więcej szczeniąt. Samych chłopców.
Po co właściwie to piszę, skoro połowa to wie, a drugiej połowy pewnie to nie obchodzi? Odpowiedź jest prosta: Thor i Val uparły się, że podsumowanie ma być długie, a ja nie mam pojęcia o czym pisać. Wybaczcie mi za to lanie wody, ale chyba inaczej się nie da. No, powiedzcie mi: co ja mam innego pisać?
Jakby ktoś chciał dołączyć (nie zaniedbując jednocześnie WMW, rzecz jasna), może dołączyć do Klanów Kotów Magicznego Kryształu. Mamy zamiar za niedługo go przywrócić do życia. (Ja mam pod opieką Klan Deszczu, więc tam najbardziej zapraszam, hehe.) O, i do mojego blogu cyberpunkowego też baaardzo serdecznie zapraszam. Mamy mało ludzi, a przydałyby się nowe postacie. Linki do wszystkich blogów znajdują się poniżej.
Zachęcam do brania udziału w loterii. Na coś musicie wyrzucać te SG, no nie?
Ach, i po przewidzianej wielkiej przeprowadzce mają nastąpić pewne zmiany, pewne aktualizacje w niektórych systemach. Przewiduję pojawienie się zwiadowców, a także w końcu dokończę system własnoręcznego wykonywania eliksirów. Muszę się też poważnie zastanowić nad statystyką zdrowia, bo może nie każdy zauważył, że ta dość kuleje.
Pożywienie zaś nie kuleje (no chyba, że ktoś ugryzie sarnę. Wtedy może trochę kuleć). Po raz kolejny przypominam o konieczności karmienia wilków! Jeszcze trochę i wszyscy zmienimy się w jedno wielkie stado anorektyków. Nawet mam pomysł na nową nazwę: "Wataha Anorektycznych Wilków". Nawet ta Kiiyuko na nagłówku nam pasuje.
Okej, mam już ponad 3 tys. znaków. Chyba wystarczy. Mam nadzieję, Val mi nie przywali i że Thor co ma loki mnie nie zabije swoim młotem. Jejku, mam jakieś dziwne poczucie humoru dzisiaj. Może to po przeczytaniu tych moich starych opowiadań.
Do zobaczenia w kolejnym podsumowaniu!
Pozdrawiam, Suzanna/Hitam/Kai/Joel

Zapraszam na moje trzy inne blogi:
(o ile oczywiście ktoś ma sporo czasu i będzie nadal aktywny i tu, i tam)
Cyberpunk: Jeden z moich najnowszych i za razem aktywny blog w klimacie cyberpunk. Ma dość aktywną fabułę, gdyż prowadzę ją niemal nieustannie, więc sądzę, że jest to dość ciekawe jeśli chodzi o strony tego typu. Każda nowa osoba odgrywa bardzo ważną rolę w akcji. PILNIE POSZUKIWANI NOWI CZŁONKOWIE!
Klany Kotów Magicznego Kryształu: Cztery kocie klany w klimatach książek Erin Hunter pt. "Wojownicy". Niezwykle klimatyczne miejsce. Blog nie całkiem mój, bo jestem tam wyłącznie moderatorem oraz przywódcą Klanu Deszczu. PILNIE POSZUKIWANI CHĘTNI DO DOŁĄCZENIA!
Wataha Purpurowej Róży: Choć blog jeszcze nie jest ukończony, poszukujemy chętnych do dołączenia. Może to zmotywuje nas do kończenia tej strony, która swoją drogą prezentuje się dość obiecująco. Blog powiązany fabularnie z WMW. POSZUKIWANI CHĘTNI DO DOŁĄCZENIA!

Ponadto zapraszam do korzystania z zapoznania oraz innych przygód. Przypominam również o konkursach.

*****************************
Leniwe Alfy:
Suzanna: 0
Hitam: 0
---------------------------------------------
Navri: 6 (+3 = 9) <-- Beta
Lind: 2 (+7 = 9) <--- Gamma
Asgrim: 6 (+2 = 8) <--- Delta
Gaja: 0 (+8 = 8)
Torance: 5 (+1 = 6)
Valkoinen: 4
Bona Caeli: 1 (+2 = 3)
Joel Treunis: 1 (+1 = 2)
Cess: 1
Dante: 0 (+1 = 1)
Magnus Arvid Eriksen: 0 (+1 = 1)
Aokigahara: 0 (+0 = 0)
Leah: 0 (+0 = 0)
Karou: 0 (+0 = 0)
Yuki: 0 (+0 = 0)
Kai: 0 (+0 = 0)
Sohara: 0 (+0 = 0)
Za zostanie Betą dostaje się 15 SG i 40 pkt., Gammą 10 SG i 30 pkt., a Deltą 5 SG i 20 pkt.

Okres próbny ukończyli:
Magnus: 0 (3) (masz czas do 26.08 na napisanie 2 op.!)
Asgrim: 6 (8)
**********
Cess: 1
Valkoinen: 4

Skreślone są te, które nie przeszły. Wilki, które napisały poniżej 4 op. i są dość długo na watasze zostają wyrzucone, a te mające powyżej 4 op. są już pełnoprawnymi członkami. Zaznaczone na fioletowo mają drugą szansę.
Tak, ilość napisanych op. podczas okresu próbnego też ma znaczenie! 

Dodaję po 6 pkt. umiejętności i 3 pkt. mocy każdemu wilkowi (jak to zawsze czynię po podsumowaniu) za kolejny miesiąc członkostwa. 

czwartek, 2 sierpnia 2018

Od Joela "Deszczowy przybysz" cz. 3

Wrzesień 2020 r.
Zmierzyła mnie wzrokiem od stóp – czy raczej łap – do głów. Analizowała każdy detal. Ostatecznie chyba uznała moją sztuczkę za autentyk. Wciąż jednak nie była zbyt przyjaźnie nastawiona.
– Co ty tutaj robisz, hę?
– Z-zwiedzam – odpowiedziałem, tym razem wstając z siadu i odsuwając się o kilka kroków. Czułem, jak moje wilcze ciało intuicyjnie reaguje na lęk: zacząłem się kulić. Ta samica mnie przerażała. Im dłużej stała nieopodal mnie, tym więcej detali, choćby mięśni, widziałem. Sprawiała wrażenie silniejszej ode mnie i zdecydowanie bezwzględniejszej. Ja nie byłbym w stanie zabić żadnej w pełni świadomej istoty, ona pewnie nie miałaby żadnych skrupułów...
– Nie powinno cię tu być – warknęła. Zrobiłem jeszcze jeden krok w tył.
– D-dlaczego? – wydukałem. Dopiero zwróciłem uwagę na trzęsący się głos. Dodatkowo ulizane przez deszcz futro powinno potęgować żałosny efekt. Niemal sobie współczułem.
– Jesteś na terenie Watahy Magicznych Wilków. Lepiej by Suzanna nie dowiedziała się o twojej obecności – oznajmiła lodowatym tonem. Nieznacznie uniosła podbródek. Miałem wrażenie, że patrzy na mnie z nienawiścią, może obrzydzeniem.
– W takim razie wrócę i nie będę tutaj przechodził... – Wymamrotałem, chyląc jeszcze bardziej głowy. Nie przestawałem na nią patrzeć, oczekując na jakąkolwiek reakcję. Wciąż miałem cichą nadzieję, że pozwoli mi tu zostać.
– Tylko żartowałam – Oznajmiła po chwili milczenia, nadal patrząc na mnie tym bezwzględnym wzrokiem. Wypuściłem powietrze, ale nadal coś mi nie dawało spokoju:
– Z czym żartowałaś?
– Z Suzanną – bąknęła i obróciła się do mnie tyłem. Zamiotła mokrym ogonem równie mokrą ziemię i zaczęła iść przed siebie, zapewne albo załatwiać swoje sprawy, albo schronić się pod jakimś drzewem, jaskini, czy gdzie tam jeszcze wilki by się mogły chować...
– Czyli mogę tutaj zostać?! – krzyknąłem, wciąż nie będąc zorientowanym do końca w tej wyjątkowo nieszczęsnej sytuacji. Dopiero wtedy moja poza nieco się rozluźniła. Już nie byłem zbitym wilczkiem.
– Tak, zostawaj sobie na ile chcesz, lecz nie ręczę za to, co inni z tobą zrobią.
Ta wiadomość trochę mnie przygnębiła. Czyli lepiej jakbym się stąd wynosił...? Niespodziewanie dokończyła moją myśl, przekrzykując nadal bębniący o liście drzew deszcz:
– Dlatego lepiej byś trzymał się kogoś z tych stron!
Obróciła w moją stronę głowę. Jej oczy zdawały się złowieszczo świecić nawet w ciemnościach. Może ona nie była aż taka zła? Nigdy nie wiadomo kim jest ta cała Suzanna i jakie ma podejście do nowych... Podobnie sprawa się ma z całą resztą stada. Nie brzmiało to obiecująco, a ja miałem dalej do domu niż do prawdopodobnego schronu.
– Mógłbym iść z tobą? – zapytałem z nikłą nadzieją.
– Jeżeli chcesz – odrzekła obojętnie, wciąż idąc leniwie przed siebie. Poderwałem się z miejsca i do niej podbiegłem. Nie wyglądała jednak na skorą do rozmowy, toteż milczeliśmy. Postanowiłem wsłuchiwać się w deszcz. Czasem to on przynosił najlepszą inspirację.
Niekiedy zdarzało się, że zasłuchany potykałem się o jakiś korzeń, którego nie zauważyłem. Yuki komentowała to cichym prychnięciem lub zwyczajnie ignorowała.
– Tak w ogóle, dokąd właściwie idziemy? – zapytałem, gdy już ułożyłem w głowie do końca nową piosenkę. Byłem pewien, że ją zapamiętam. Spiszę ją zaraz po powrocie do domu...
– Do mojej jaskini – odparła wciąż tym zimnym i nieprzyjemnym tonem. Przełknąłem ślinę. Raz się żyje.
– Nie przeszkadzałoby ci gdybym poszedł razem z tobą?
– Rób co chcesz – rzekła po raz kolejny równie obojętnie. Jeszcze chwilę przyglądałem się jej badawczo, a później, potyknąwszy się o kolejny kamyk, skupiłem się na drodze.
Jak się okazało, wieloma leśnymi ścieżkami płynęły cienkie strumyki wody. Miałem także wrażenie, że wchodzimy coraz wyżej i wyżej... Z czasem okazało się, że rzeczywiście mam rację, bo strumyki przybierały na sile, a nasza wspinaczka robiła się coraz trudniejsza i bardziej niebezpieczna. Waderze szło to znacznie lepiej. Zazdrościłem jej kondycji. Sprawnie przeskakiwała z kamienia na kamień, a mnie łapy się non stop ślizgały.
Z czasem drzewa nad nami zaczęły się przerzedzać, aż w końcu całkiem nie zniknęły. Wtedy ujrzałem szczyt jakiejś góry. Jak to możliwe, że mieszkając w Mieście nigdy jej nie dostrzegłem? Może to jakieś czary...? Właściwie, to miałoby sens... Chwila, to stado zostało nazwane Watahą Magicznych Wilków. Czy to by oznaczało, że nie jestem jedyny łączący wilkołactwo z czarami? Przelotnie zerknąłem na dzwoniący cicho medalion samicy. Może on również miał jakieś zdolności?
Ostatecznie wadera zatrzymała się przed jedną ze szczelin w skale. Bez problemu weszła do środka. Ja jednak musiałem wciągnąć brzuch, ale na szczęście okazałem się dość szczupły, by nie musieć się przeciskać. Zacząłem wodzić wzrokiem po wnętrzu. Nie było zbyt wytwornie, bo była to zwykła, szara jaskinia z jakimiś porostami. W zasadzie nie było tam żadnego większego wystroju. Zresztą... czego ja się spodziewałem? Kryształowych sal?
Z zadumy wyrwało mnie ochlapanie drobnymi drobinkami wody. To wadera otrzepywała się z deszczówki. Naszła mnie myśl, że ja również powinienem. Szkopuł w tym, że nie umiałem. Samica ułożyła się na czymś, co mogło być jej posłaniem, bo składało się w dużej mierze z mchu. Ja ten moment wykorzystałem na własną próbę wysuszenia się. Szło mi to jednak delikatnie mówiąc słabo. Prawdopodobnie z boku wyglądało to jak jakiś dziwny taniec, bądź też skurcz. Nie miałem bladego pojęcia jak psy to robią.
– Co ty niby masz zamiar osiągnąć? – Skomentowała wadera. Zamarłem i obróciłem w jej stronę łeb. Poczułem się jak dziecko przyłapane na jakiejś głupocie.
– Próbuję wytrząsnąć wodę...? – chciałem oznajmić, ale zabrzmiało to raczej jak pytanie. Roześmiała się.
– Jeżeli chcesz się tak wytrzepać to chętnie popatrzę – powiedziała równie ironicznie. Uśmiechała się w sposób idealnie pasujący do jej tonu głosu. Wpatrywałem się w nią jeszcze przez chwilę. Nie było sensu by dalej się ośmieszać. Smętnie poczłapałem pod ścianę jaskini, z której miałem widok na ulewę. Było w niej coś dziwnie hipnotyzującego. Ponownie w mojej głowie zabrzęczała melodia, którą ułożyłem po drodze. Umiałem sobie wyobrazić, jak przebiegam palcami po strunach gitary, jak dźwięk by brzmiał, jakbym grał we własnej sypialni...
– Jak ci na imię? – zapytałem z nostalgią w głosie. Nadal miałem w głowie cały akompaniament. Przydałby się też jakiś tekst...
– A co cię to obchodzi? – warknęła.
– Jeśli już mamy spędzić ze sobą jakieś kilka godzin, to chyba warto poznać choćby własne imiona.
– Niedoczekanie – mruknęła i prawdopodobnie przekręciła się na drugi bok. Wciąż wpatrzony w deszcz, zmrużyłem oczy. Może by tak zaśpiewać o dziewczynie, która nie chce wyjawiać swojego imienia?
– Hm... Powiedz mi... Co robi twój wisiorek?
– Nie twój interes.
"Nie mój interes" też brzmiało jak dobra linijka tekstu piosenki, pomyślałem. Zawahałem się przed ostatnim pytaniem. Ostatecznie stwierdziłem, że jednak wolałbym się upewnić.
– Skoro to Wataha Magicznych Wilków, to wszyscy z was są wilkołakami i umieją czarować, tak?
– Co ty taki ciekawski? – zapytała ironicznie, obracając w moją stronę głowę, co zarejestrowałem kątem oka.
– Intryguje mnie to. Nigdy nie byłem w żadnym stadzie... – Przy drugim zdaniu zwiesiłem nieco głowę.
– Samotnik? Czy może mieszczuch? – zakpiła.
– Mieszczuch, jeśli masz na myśli mieszkańca Miasta... – mruknąłem pod nosem. Coś o byciu samotnikiem czy też samotnym też by mogło być..., myślałem dalej.
– Wychowany wśród ludzi... żałosne – wypowiedziała to tak jadowitym tonem, jakby chciała splunąć. Aż na usta cisnęła mi się uwaga, że ludzie są rasą jednak wyższą intelektualnie od jakichś wilków, ale stwierdziłem, że jednak lepiej trzymać nerwy na wodzy. Z tą waderą nigdy nic nie wiadomo.
Znowu jedyne, co słyszałem, to jedynie głuchy deszcz. Drobniutkie kropelki, które rozprysły się przy wejściu do jej jaskini delikatnie zraszały moje futro. Było to uczucie nawet przyjemne. Rzadko kiedy miałem okazję siedzieć tak blisko deszczu. Nadal myślałem nad piosenką i układałem logicznie brzmiący tekst. Chciałem, by opowiadał o dziewczynie, która nie chce wyjawić zbyt wielu rzeczy o sobie i regularnie powtarza zainteresowanemu nią chłopakowi, że to nie jego interes. Ona zaś o nim wie wszystko i naśmiewa się z jego szarej codzienności, lecz to jemu nie przeszkadza szczególnie. Sądzi, że znoszenie tego to droga do lepszego poznania tej dziewczyny... Ostatecznie na końcu wyjawia mu swoje imię i jest to początek co najmniej przyjaźni.
Z tą wiedzą i połowicznie ułożonymi linijkami poczułem się nieznacznie lepiej w towarzystwie niczego nieświadomej wadery.
– Wiesz, twoja obecność jest inspirująca. Pomogłaś mi napisać tekst piosenki – oznajmiłem w końcu. Nabierając nieco pewności siebie, postanowiłem na nią spojrzeć. Gwałtownie obróciła się w moją stronę.
– Co?
– Jestem muzykiem. Czasem piszę piosenki.
– W jakim sensie pomogłam? – zapytała, marszcząc w niezrozumieniu brwi.
– Wspomogłem się niektórymi twoimi wypowiedziami, co ciekawszymi ich fragmentami... Jak wrócę do domu, postaram się zapisać i stworzyć coś sensowniejszego. Melodię ułożyłem już po drodze.
– Jakie to romantyczne – Wywróciła oczami i znowu położyła głowę na łapach.
– Wcale nie chciałem, by było romantyczne – Znowu popatrzyłem na ulewę. Zdawała się nie słabnąć. – Inspiracji trzeba szukać wszędzie – Zrobiłem pauzę. Dalszą część zdania wypowiedziałem już bardzo cicho: – Choć chciałbym kiedyś układać piosenki specjalnie dla swojej miłości życia...

<Yuki?>

środa, 1 sierpnia 2018

Od Torance "Nauczycielka na pół etatu" cz. 1

Marzec 2021r
Wychodziłam właśnie z jaskini Alf po codziennym raporcie, gdy usłyszałam jak ktoś mnie woła. Męski głos wydobywał się z dołu, trochę na prawo. Uśmiechnęłam się, słysząc go. Świadomość, że mogliśmy się teraz widzieć – a nie tylko słyszeć – codziennie była bardzo przyjemna.
Zerknęłam w stronę młodego basiora. Jego brązowe futro zdawało się odrobinę przygaszone, gdy nie padały na nie promienie słoneczne. Na pysku samca widniał jak zwykle wesoły uśmiech, a oczy błyszczały się radośnie. Miałam wrażenie, że nic i nikt nie jest w stanie zabić w nim entuzjazmu. Jednak nagle zauważyłam, że to tylko pozory. Jego sylwetka zdradzała napięcie. Jego zwykłą radość coś tłumiło...
- Młoda, ruszaj się! - zawołał basior.
W odpowiedzi przewróciłam oczami i uśmiechnęłam się lekko. Widząc jednak zniecierpliwienie wilka, przyspieszyłam odrobinę.
- Czego chcesz, As? - spytałam, gdy się do niego zbliżyłam.
Basior nie odpowiedział od razu. Zamiast tego ubijał ziemię swoimi wielkimi – przynajmniej moim zdaniem – łapami. Wydawał się trochę zdenerwowany i... Dobrze widziałam? Asgrim, mój ukochany przyjaciel, znany również jako Staruszek, był zawstydzony? Cóż się właśnie działo?
- Bo... Ja... - zaczął niepewnie. Patrzył się wprost na swoje łapy, a nie jak zwykle w moje oczy.
- Ty co?
As podniósł na mnie wzrok. Był zgarbiony, więc nie musiałam zadzierać łba do góry, by odwzajemnić spojrzenie.
- Wiesz, że nie umiem polować, prawda? - spytał cicho.
Pokiwałam głową. Wyznał mi to już jakiś czas temu. Byłam wówczas więcej niż zdziwiona i już chciałam rozwinąć temat, ale samiec mi na to nie pozwolił. Wiedziałam, jak bardzo się tego wstydził i nieraz próbowałam mu wytłumaczyć, że to nic takiego. Ucinał jednak każdą rozmowę na ten temat. Z tego powodu, byłam jeszcze bardziej zszokowana, że teraz sam rozpoczął ten temat.
Samiec przełknął głośno ślinę. Widziałam, że to, co ma zamiar powiedzieć, wiele go kosztuje. A dokładniej jego ogromną dumę.
- Ty natomiast polujesz tak, no wiesz... Zawodowo – spojrzał na mnie wyczekująco, więc czym prędzej przytaknęłam zaciekawiona, do czego zmierzał. As odchrząknął zmieszany i dopiero po chwili znowu się odezwał – Może mogłabyś dać mi jakieś korki czy coś? Nie chciałbym przymierać głodem, a głupio mi wyjadać jedzenie dla tych, którzy sami nie mogą.
Basior mówił szybko i cicho, jak zwykle kiedy się wstydził. Dopiero po chwili zrozumiałam, co powiedział.
Miałam być jego nauczycielką? Przecież sama dopiero skończyłam szkołę, a w polowaniach nadal nie byłam najlepsza. Popełniałam naprawdę wiele błędów, które Yuko nie puszczała mi płazem, odkąd jesteśmy w tej samej grupie. Ta wilczyca chyba nadal nie ogarniała, że nie jestem już jej małą uczennicą i podopieczną. Było to na swój sposób urocze z jej strony. Może odczuwała syndrom pustego gniazda i z tego powodu czepiała się nawet najdrobniejszego błędu...? Nie, dobra nie. Bardziej prawdopodobne, że po prostu lubi się wszystkiego czepiać.
Przydałoby się niedługo ją odwiedzić... - pomyślałam.
- Tor? - głos Asa wyrwał mnie z zamyślenia. Rany, w jaki sposób od jego pytania doszłam do rozmyślania o mojej kochanej opiekunce?
- Co? Ach, tak – zamrugałam, jeszcze nie do końca ogarniając, co się dzieje – As, nie poluję tak dobrze, jak ci się wydaje. Powinieneś zapytać o to Yuko. Jest w końcu nauczycielką polowań.
Basior spuścił uszy zawiedziony.
- Nie chcę jej narzucać... - mruknął.
- A mi już możesz? - spytałam lekko rozbawiona.
- Tak. Jesteś moją najlepszą przyjaciółką. Liczyłem na to, że mi pomożesz...
Głos basiora brzmiał żałośnie. Wyczuwałam, że naprawdę jest mu trochę smutno i czuje ogromną niechęć do lekcji u prawdziwej nauczycielki.
- Czy ty musisz mnie brać na litość? - spytałam, udając niezadowolenie. Jednak nie trzeba było być mistrzem obserwacji, by dostrzec, że grałam.
As nie odpowiedział, tylko podniósł szybko łeb. Jego oczy ponownie rozbłysły radośnie i właśnie ten błysk był ostatnim, co widziałam, zanim samiec zamknął mnie w ucisku. Jego sierść otarła mi się o zęby, na co parsknęłam cicho.
- Dziękuję! Jesteś najlepsza! - zawołał samiec, przytulając mnie jeszcze mocniej.
- Wiem, wiem... - mruknęłam, opatulając go delikatnie jedną łapą – Możesz nie zmiażdżyć mi wszystkich organów? Z góry dzięki.
Czułam, jak ciało basiora się napięło. Z jego gardła wyrwało się krótkie „och” i już po chwili się odsunął. Poczułam, jak robi mi się z tego powodu trochę przykro. Lubiłam się przytulać...
Zwłaszcza z nim, co? - usłyszałam w myślach swój głos, przez co zrobiło mi się głupio.
Zamknij się – odpowiedziałam samej sobie, mając nadzieję, że nie widać po mnie jak bardzo byłam zawstydzona.
Jeśli As zauważył moje zmieszanie, nie odniósł się do tego, za co byłam mu bardzo wdzięczna.
- To kiedy mógłbym zacząć, proszę pani? - roześmiał się.
Podniosłam wzrok i zaczęłam wypatrywać słońca za chmurami. Niedawno minęło popołudnie, a że nie miałam żadnych planów na ten dzień...
- Teraz.
- Teraz? - powtórzył zaskoczony samiec. Takiej odpowiedzi się nie spodziewał...
- Tak. Chyba że masz już jakieś plany...?
- Nie, nie mam. To dokąd idziemy? Od razu polować?
Roześmiałam się, słysząc, że nadal był trochę skołowany.
- A znasz pozycje myśliwskie i teorię?
Asgrim pokręcił głową.
- Normalnie zaproponowałabym Wrzosową Łąkę, ale ze względu na festyn odpada. Możemy poszukać jakiejś polany w Zielonym Lesie, jednak wszystkie, które by się nadawały, też są zajęte przez festyn... - myślałam na głos. Czułam na sobie wyczekujące spojrzenie mojego przyjaciela – Pójdziemy do parku.
- Mamy tutaj park? - basior zmarszczył brwi.
- Ostatnim razem, kiedy tam byłam, był trochę w rozsypce... Myślę, że będzie odpowiedni ze względu na niewielką ilość wilków, które tam przychodzą. Nikt nie będzie nam przeszkadzał – słysząc ostatnie zdanie, mój przyjaciel parsknął cicho, na co zmroziłam go spojrzeniem i dokończyłam beznamiętnym tonem - ...w lekcji.
- Oczywiście. Niech pani prowadzi – skłonił się wilk.
Przewróciłam oczami i ruszyłam w stronę naszego wilczego parku.

- W rozsypce, mówisz? - zapytał As, gdy doszliśmy na miejsce.
Nie odpowiedziałam zbyt zdumiona widokiem, który roztaczał się tuż przed nami. Drewniane ławki były podreperowane, a fontanna w miarę czysta. Rośliny, choć dopiero odżywające, nie rosły już tak dziko. Park wyglądał na znacznie mniej zaniedbany, niż gdy byłam tutaj ostatnim razem.
- Taa... Ktoś musiał się nim zająć... - mruknęłam dalej trochę zszokowana – Chyba już nie jest odpowiednim miejscem do nauki. Za bardzo wypiękniał...
- To... Gdzie idziemy?
- Nie wiem – westchnęłam. Dziwnie się czułam w tym miejscu. Wydawało się one zbyt piękne i ludzkie jak na nasze tereny – Może poszukamy jakiejś polany w Żółtym Lesie? Jest znacznie bliżej niż Zielony.
As w odpowiedzi wzruszył ramionami i nie oglądając się za siebie, ruszył z powrotem. Ja natomiast ponownie rozejrzałam się po parku, by po chwili westchnąć i dogonić mojego przyjaciela. Zastanawiała mnie ta zmiana...

Gdy dotarliśmy na jakąś niewielką polanę, nie mogłam powstrzymać uśmiechu. Teoria, którą próbowałam wtoczyć mojemu przyjacielowi do łba, była męcząca. Wiedziałam, że gadanie jest ważne, ale wprost nie mogłam doczekać się akcji. Albo przynajmniej pozycji myśliwskich. Musiałam coś robić.
Nagle usłyszałam szelest po lewej stronie. Postawiłam uszy i zaczęłam nasłuchiwać, jednocześnie wdychając powietrze. Do moich nozdrzy wkradł się zapach wiewiórki. Mijaliśmy je już wielokrotnie, ale wtedy opowiadałam i nie było czasu na prawdziwe polowanie.
- As, widzisz tę wiewiórkę? - spytałam szeptem. Dostrzegłam kątem oka, jak Staruszek zamiera i nasłuchuje. Po chwili delikatnie skinął łbem - Spróbuj ją upolować. Będę mogła ocenić twoje umiejętności.
Basior czym prędzej ruszył w jej stronę. Wzrok miał wlepiony w zwierzątko, kryjące się wśród liści, więc nie patrzył, gdzie stawia łapy. Owszem, co bardziej doświadczeni łowcy potrafili stawiać ciche kroki bez konieczności spoglądania w dół, ale Asgrim z pewnością do nich nie należał. Wiewiórka szybko zauważyła zbliżającą się do niej sylwetkę wilka i zaczęła uciekać w stronę drzewa. Samiec przyspieszył, jednak nie udało mu się dogonić zwierzątka. Zirytowany przejechał pazurami po korze drzewa, na którym skryła się jego niedoszła ofiara.
Czeka nas sporo pracy – pomyślałam i westchnęłam cicho. Następnie podeszłam do mojego przyjaciela, który nadal wyżywał się na niewinnym drzewie.
- Prawie była moja – mruknął, kiedy położyłam mu łapę na grzbiecie. Musiałam lekko podnieść się na tylnych łapach, by go dosięgnąć. Gdy go dotknęłam, wyczułam tak wielkie poczucie porażki, że aż namacalne.
- Zbyt wiele nie widziałam, ale na pewno masz spore problemy ze skradaniem się. Nie patrzysz, jak idziesz, poruszasz się zbyt szybko, a zwierzęta nie są głuche.
Basior wypuścił głośno powietrze. Był naprawdę niezadowolony z siebie.
- Nie ma dla mnie nadziei, co? - spytał, kiedy się odwrócił. W jego głosie pobrzmiewał smutek.
- No coś ty – uśmiechnęłam się pokrzepiająco – Nauczysz się. Kiedy dołączyłam, szło mi o wiele, wiele gorzej niż tobie. Dalej nie jest idealnie, co lubi uświadamiać mi Yuko, ale na pewno znacznie lepiej. Dasz radę, stary.
- Pewnie, a dziki zaczną latać – mruknął pod nosem.
Roześmiałam się cicho, słysząc jego słowa. As w odpowiedzi zmierzył mnie zarówno pytającym, jak i ponurym spojrzeniem jednocześnie.
- Wyobrażenie lochy ze skrzydłami jest dość interesujące.
As w odpowiedzi pokręcił głową, jakby nie mógł uwierzyć w moją głupotę.
- W każdym razie... Wiesz, w jaki sposób powinieneś poruszać się, żeby tyle nie hałasować?
- Em... No mówiłaś, żeby patrzeć w dół i poruszać się wolno. Muszę przyznać, jest to logiczne...
- Chodziło się na te lekcje polowań – wtrąciłam się z uśmiechem.
- No tak. Sama byś na to nigdy nie wpadła, antyinteligencie.
- Anty-co?
- Nieważne...
Pokręciłam łbem z pobłażaniem. Miałam wrażenie, że przy tym samcu cofam się w rozwoju i znowu jestem małą waderą. Wiedziałam, że nasze rozmowy są bardzo dziecinne, ale w sumie... Chyba właśnie to w nim mi się tak podobało.
- Wracając do nauki polowania... Mógłbyś spróbować? - powiedziałam po chwili.
As nie odpowiedział, tylko od razu zamknął oczy. Dopiero gdy się wyciszył, ponownie je otworzył. Na jego pysku widniał wyraz pełnego skupienia, kiedy postawił powoli łapę na ziemi. Spod niej wydobył się cichy szmer. Niektóre zwierzęta byłyby w stanie go usłyszeć, ale większość by się nie przejęła. Czułam, jak wypełnia mnie duma, gdy basior zrobił kolejny cichy krok.
Zamknęłam oczy, żeby skupić się lepiej na zmyśle słuchu. Przyjemnie było móc słyszeć jedynie ciche szmery, a nie typowe dla tego samca głośne kroki. Nawet nie zdawałam sobie sprawy, że sposób chodzenia Asa tak mnie irytował.
Nagle usłyszałam głośne „łup”. Otworzyłam oczy i rozejrzałam się zdezorientowana. Dostrzegłam mojego przyjaciela siedzącego pod drzewem i pocierającego łapą swój łeb.
- Auć – mruknęłam i podbiegłam do basiora – Nic ci się nie stało?
Asgrim potrząsnął łbem.
- Głupie drzewo. Nie widziało, że szedłem czy co?
- Miało zejść ci z drogi? - zmarszczyłam brwi.
- Tak.
- Jesteś dziwny – stwierdziłam, jednak dalej nie spuszczałam wzroku z samca. Miałam nadzieję, że naprawdę nic mu się nie stało – Może na dzisiaj starczy, co?
Cynamonowy wilk przytaknął i ruszył w stronę Zielonego Lasu. Po moich namowach zgodził się pójść prosto do jaskini i odpocząć. A gdyby coś mu się stało, miałby zgłosić się do Wilczego Szpitala. Naprawdę się martwiłam, a on mnie jedynie wyśmiewał przez pół drogi. Pewnie miał rację, ale to nic nie zmieniało!
Dla pewności odprowadziłam go pod samą jaskinię. Tam też umówiliśmy się na kolejną lekcję polowania. Dziwnie się czułam jako jego prywatna nauczycielka, ale skoro prosił o pomoc z polowaniami, to nie było tak źle. Chyba.

C.D.N.

Uwagi: Niekiedy stawiasz zbyt wiele przecinków.

Od Navri "Jestem młodsza, ale nie gorsza" cz. 20

Marzec 2021 r.
Rozpoczęto przygotowania do festynu. Zaczęto od sporządzenia listy kto chciałby nad nim pracować i w jakiej roli dokładnie. Ogłaszano to publicznie, dokładniej na zebraniu pod Pomarańczowym Drzewem. Swoją drogą miałam wrażenie, że widujemy się wraz całą watahą rzadziej niż kiedyś... Być może tata kiedyś coś na ten temat wspominał i z jego opowieści wynikało, że niegdyś panował nieco inny zwyczaj odnośnie oficjalnych przemówień Alf. Ja na takim spotkaniu byłam dwa, góra trzy razy w moim krótkim życiu. Jak na tak żywotną watahę było to według mnie dość mało. Najwidoczniej Alfy niewiele rzeczy chciały ogłaszać w taki sposób. Może problemem było też to, że w połączeniu z Watahą Czarnego Kruka staliśmy się stadem tak licznym, że nie mieściliśmy się na zebraniach i łatwiej było puścić wiadomość w obieg, mając nadzieję, że nie dojdzie do zabawy w głuchy telefon.
Mój tata zgłosił się na technika, jednak mnie nieszczególnie cieszyła wizja biegania i pomagania gdzie popadnie. Nadal byłam szczeniakiem (według mnie) dość kruchym. Wolałam robić coś, co pozwoli mi swobodnie rozmyślać. Niezbyt ruchliwe miejsce byłoby idealne... Tak trafiłam na stanowisko jako animator. Miałam pilnować kilku punktów, do których wilki mogły przybywać w celu otrzymania zadań. Ja miałam ich za to obdarowywać kartami. Objaśnienie mi, ile powinnam ich wydać było dość trudne, bo wciąż nie umiałam liczyć. Ostatecznie zapamiętałam wzrokowo.
Wilki patrzyły na mnie dziwnie z powodu okularów, które nie tak dawno otrzymałam od Magnusa. Póki co sprawowały się dobrze. Nawet w pochmurniejsze dni oraz w trakcie wypraw do zacienionego Zielonego Lasu widziałam całkiem wyraźnie. Musiałam jedynie udać się do taty o pomoc z oprawką, z której wysunęło się nieco jedno ze szkieł. Od tamtej pory wszystko zdawało się być w porządku. Magnus kilkakrotnie przychodził i wypytywał o nie, ale zapewniałam, że wcale nie pieką mnie oczy. Jak później przyznał, to właśnie tego skutku ubocznego obawiał się najbardziej przy wręczaniu mi wynalazku.
Jeśli chodzi o moje stoisko, to jednak przez większość czasu byłam sama. Niewykluczone, że niektóre wilki nawet mnie nie zauważały lub uznawały, że jestem za młoda na pełnienie tej funkcji i prawdopodobnie zastępuję właściwego animatora. W marcu przybyło do mnie raptem kilka wilków z Watahy Czarnego Kruka i w dodatku głównie szczeniaki. Nikt poza tym. Co prawda miałam więcej czasu dla siebie, ale dyżury po jakimś czasie zrobiły się zwyczajnie nudne. Tata i Joel mogli chociaż ze sobą porozmawiać. Ja zazwyczaj jedynie obserwowałam pogaduszki dorosłych. Czasem nawet się wygłupiali, zupełnie jak szczeniaki, a nie dorośli faceci. W pewnym momencie zauważyłam, że Joel próbuje nauczyć tatę tańca... Jego nieporadność trochę bawiła. Przestałam się śmiać w duchu dopiero jak poprosił i mnie. Okazało się, że jestem w tańcu jeszcze większą ciamajdą niż tata.
Tego dnia również po lekcjach musiałam się udać na dyżur. Ostatnimi zajęciami miały być sztuki walki. Zauważyłam, że Aoki bardzo często na tych zajęciach lubiła wylewać swój gniew. Miała go w sobie dość sporo. Później prawdopodobnie szła się umyć, bo nierzadko kończyła wybrudzona, a na festynie pojawiała się już czysta. Sztuki walki jako ostatnia lekcja były chyba jedynym przypadkiem, kiedy nie bała się brudzić swojego futerka.
- Dzisiaj zajmiemy się uderzeniami z wyskoku i blokowaniem ciosów - zaczął Hitam - Pierwszą rzecz wypróbujecie na manekinach, które dla was przygotowałem.
Manekiny? Po raz pierwszy mieliśmy takie lekcje. Wymieniłam z Aoki spojrzenia. Gdy wadera uświadomiła sobie co zrobiła, popatrzyła na mnie z niechęcią i odwróciła głowę. Czasem miałam wrażenie, że wcale mnie aż tak nie nienawidzi i wyżywa się na mnie dla samej reguły.
- Wiem, że jesteście zdziwione, ale miałem chwilę wolną... Kilku basiorów mi w tym pomogło - Uśmiechnął się lekko. - Chodźcie.
Zaprowadził nas w miejsce, gdzie nie tylko stały manekiny, ale i również, sądząc po bałaganie, zostały przygotowane. Były to kukły wielkości dorosłego wilka wypchane ususzoną trawą i obite jakimś materiałem. Miały cztery łapy, tułowie, koślawy ogon i równie krzywą głowę. Wyglądało raczej jak jakaś mała sarna ze zbyt krótkimi nogami...
Hitam wysunął się na przód naszej ekipy. Aoki była zajęta obwąchiwaniem jednego z manekinów. Na końcu prychnęła, marszcząc nos. Najwidoczniej nie miały zbyt przyjaznego aromatu.
- Aby wykonać silne uderzenie w locie, nie tylko za pomocą łap, ale i także mocy, trzeba umieć dobrze skakać. Znam jako tako wasze możliwości, więc jestem pewien, że podołacie zadaniu bez większego problemu. Musicie się odbić, wykonać zamach łapą i... uderzyć - Mówiąc to, wykonywał wszystkie czynności po kolei. - Możecie także wskakiwać na grzbiet i przeskakiwać napastnika. - To również zaprezentował. - Dzisiaj macie pewną dowolność, bo już ćwiczyliśmy skoki. Teraz możecie wypróbować wszystkie po kolei na manekinach. Nie bójcie się ich zniszczyć, bo można je wykonać bardzo łatwo i całkiem szybko.
Aoki wyglądała na uszczęśliwioną i zaraz zebrała się do ataku. Ja radziłam sobie nieco gorzej, bo nie czułam większej potrzeby wyżywania się. Po prostu próbowałam wszystkich chwytów, jakie zdołaliśmy poznać. Nie wykorzystywałam zbyt wielkiej siły... Aoki za to doszczętnie zniszczyła jeden manekin. Wtedy padła wykończona na ziemię. Hitam skwitował to cichym śmiechem. Kiedy się zebrała, oświadczył, że teraz skupimy się na blokowaniu ciosów. To akurat było mniej męczące, jednak nadal wymagało jakiegoś zaangażowania. Ja atakowałam Aoki, a ona miała mnie przed tym powstrzymywać. Później przyszła kolej na moje ciosy. Szło nam mniej więcej tak samo dobrze.
Następnie Hitam oświadczył o zakończeniu lekcji. Mogłyśmy się rozejść. Tego dnia postanowiłam potruchtać za Aoki. Czasem mi się to zdarzało, ale nigdy nie wyglądała na zachwyconą z tego powodu.
- Co tym razem? - zapytała niezbyt optymistycznie.
- Pracujesz na festynie?
- Nie.
- Nie chciałabyś...? - zaczęłam, ale nie dała mi dokończyć:
- Nie.
Westchnęłam cicho. Jak by ją zachęcić?
- Możesz chociaż do mnie przyjść w odwiedziny. Pracuję jako animatorka... - Zrobiłam krótką pauzę - Nie chcę, byśmy były wrogami. To chyba by był dobry sposób by zacząć znajomość od nowa.
Aoki spojrzała na mnie spode łba, więc dopowiedziałam:
- Proponuję przyjaźń.
Zmierzyła mnie wzrokiem, aż w końcu nie parsknęła śmiechem. Nie był on jednak śmiechem szczęścia. Starałam się nie dać po sobie poznać czegokolwiek, o czym myślałam. Po prostu dalej na nią patrzyłam zza szkieł okularów, mimo, że było mi odrobinę przykro.
- Przyjdziesz? - zapytałam.
- Zobaczę - odparła, wciąż nie starając się ukryć swojego rozbawienia.
- W takim razie będę czekać. Do zobaczenia - odrzekłam i skręciłam w kierunku festynu.
Miałam cichą nadzieję, że te dwa krótkie zdania skłonią ją do tego, by jednak przyjść... Żeby poczuła obowiązek spełnienia obietnicy... Tak bardzo bym chciała, by się pojawiła i dotrzymała mi choć przez chwilę towarzystwa...

<C.D.N.>

Uwagi: Brak.