Zacieśnianie więzi

W ramach lepszego zapoznania się ze sobą realizujemy comiesięczny projekt losowania osób, do których można napisać op. i dostać dzięki temu +3 pkt. do każdej z umiejętności (+1 pkt. do mocy).
Link do osób, które zostały wylosowane znajduje się tutaj. :)

środa, 12 lipca 2017

Od Leah "Śmiertelnie ważne obowiązki" cz. 2 (cd. Suzanna)

Kwiecień 2020 r.
Kolejna nieudana próba samotnego polowania. Po nocy. Naprawdę trochę przesadzam. Nie mogę złapać nawet ryby, a uganiam się za zającem. Dysząc ciężko przeszłam z biegu do truchtu. Natrafiając na polanę, usiadłam pod drzewem. Patrzyłam w gwiazdy. Zmieniłam się w człowieka, spoglądając na fioletowy kwiat, rosnący przede mną. Jak ktoś normalny może żyć przy takiej temperaturze powietrza? A podobno to nie koniec, ma być jeszcze cieplej. Chyba przeniosę się na ten czas do Śnieżnego Lasu. Gdyby teraz tak powiał wiatr…
Jak na zawołanie zimny podmuch uderzył w mój pysk. Lodowaty wiatr wył w koronach drzew. Poczułam nagle dziwne uczucie… Świadomości? Coś wdarło się do mojej głowy, wiedza, pojawiająca się znikąd. Nagle całym moim umysłem zawładnęła jedna myśl – śmierć. Bez uprzedzenia wszystko co wokół siebie widziałam zaczęło umierać. Kwiaty więdły, drzewa próchniały, zwierzęta upadały. Śmierć. Śmierć. Śmierć.
Uchyliłam powieki. Wszystko było nietknięte. Zielona trawa błyszczała w świetle księżyca. Stado zajączków po drugiej stronie łąki szukało pożywienia. Fioletowy kwiatek przede mną lśnił od rosy.
Zmieniłam się w wilka, tym samym płosząc zające. Co to było? Może to ze mną jest coś nie tak? Dlaczego widziałam jak wszystko umiera? Gorączkowe myśli plątały się nieubłaganie. Zerknęłam na kwiatek. Podeszłam do roślinki i położyłam się przed nią. Przez resztę nocy wpatrywałam się w jej płatki, by się uspokoić. Przynajmniej tak mi się wydawało. Zasnęłam po jakimś czasie.
***Kilkanaście godzin później***
Przyglądałam się bursztynowym liściom, których ogromny baldach rozpościerał się nad naszymi głowami. Podejrzewam, że wczorajsze zdarzenie było objawieniem nowej mocy. Ale pewności nie mam. Muszę poczekać na powtórkę z przedstawienia.
Wtem, zza pnia Pomarańczowego Drzewa wyłoniła się Alfa. Spojrzała na nas trudnym do określenia wzrokiem.
- Fermitate umarł! – krzyknęła donośnie. – Sprawował władzę w Watasze Magicznych Wilków przez okres około trzech lat. Niestety wilki z Watahy Czarnego Kruka w dużej mierze szybko przemijają. Ich życie jest znacznie krótsze od naszego… Pogrzeb odbędzie się jutro wieczorem. Prosiłabym o obecność. Ponadto wtedy zdecydujemy, kto ma zostać nowym samcem Alfa. Obawiam się, że nie zdołam pełnić tej funkcji sama. – na chwilę się zatrzymała. – Ponadto chciałabym wiedzieć, czy jest tu ktoś, kto zechciałby się udać do naszego mieszkania w Mieście i nieco posprzątać. Jest mocno zaniedbane…
Nastała cisza. Rozejrzałam się. Wszyscy milczeli. No jasne, część wilków w ogóle nie może się tam udać, a reszta ma mnóstwo na głowie.
- Ja się zgłaszam. – powiedziałam, patrząc na Alfę.
- Dobrze. Na dziś to koniec. Możecie się rozejść! – powiedziała Suzanna. Wilki zaczęły odchodzić, więc udałam się w stronę Miasta.
Po drodze znowu poczułam tajemniczy, lodowaty podmuch wiatru. Tym razem napadła mnie inna myśl, bardziej złożona. To będzie naprawdę nudny dzień. Nie miałam pewności, czy zdanie nie było wypowiedziane na głos. Wiatr się urwał. Jak gdyby nigdy nic ruszyłam dalej.
Wchodząc do wspólnego domu, rozglądałam się wokoło. Jednym słowem – brudno. Niewyobrażalny chlew tak kłuł w oczy, że niemal od razu rzuciłam się po szczotkę do zamiatania. Naprawdę, można było tu częściej sprzątać.
***
Wycierałam właśnie kurz na lodówce, gdy usłyszałam jak ktoś otwiera drzwi. Wyjrzałam z kuchni, by zobaczyć kto to. Do domu weszła Allive i Suzanna.
- Dzień dobry! – powiedziałam.
- Dzień dobry! Przyszłyśmy sprawdzić czy nie potrzebujesz pomocy. – odparła Allive.
- No… Przydałoby się. Trzeba jeszcze opielić i podlać ogródek, zamieść w sypialniach i wyrzucić śmieci. Nawet nie chce myśleć ile już mają. Śmierdzą jak spocony słoń! – zaśmiałam się.
- A więc, wezmę na siebie to zadanie. Żegnajcie! – powiedziała Allive, śmiejąc się.
- Żegnaj! – odpowiedziałam, udając smutek.
- Pójdę zamieść. – Mruknęła Alfa. Chyba nie ma zbyt dobrego humoru. Pewnie z powodu śmierci Fermitate. No tak, ja też powinnam być żałobnym nastroju.
Po skończonej robocie, poszłam powłóczyć się trochę po Mieście. Udałam się w stronę centralnego parku. Po drodze nie spotkałam nic interesującego – ludzie, domy, sklepy… Sklepy. Strasznie mi żal, że nie mogę nic kupić. Wchodząc do parku, zauważyłam znajomą twarz. Nikt inny, jak Artur, we własnej osobie. Śledzi mnie czy co?
Natychmiast zawróciłam, ale oczywiście musiał mnie zauważyć i zaczepić.
- Dzień dobry! – powiedział wścibski człek.
- Dzień dobry. – odparłam.
+++Pół godziny później+++
Oczywiście, zamiast powiedzieć po prostu, że nie mam czasu rozmawiać, przez ponad dwadzieścia minut męczyłam się rozmową. W końcu udało mi się wymknąć. Było już późno, więc wróciłam do watahy. Przechodząc przez Wrzosową Łąkę omal się nie przewróciłam, przez silny zapach kwitnących kwiatów. Był piękny… ale taki mdlący.
Był późny wieczór. Wchodząc do swojej jaskini, mimo prowizorycznego umeblowania, cały czas czegoś tu brakowało. Mój dom ział pustką. Ale czemu? Czego mi tu brakuje?
- Rodziny. - Szeptem odpowiedziałam na myśl. Na to, niestety nic nie poradzę. Moja rodzina znajduje się wiele kilometrów na północ stąd.
Położyłam się na posłaniu. Znowu gapiłam się bezcelowo w sufit. Jutro muszę iść na zbiórkę, na polowanie i do ludzkiej pracy. Trochę tego jest... Powoli zamknęłam oczy.
+++Następnego dnia, wczesnym wieczorem+++
Wyszłam ze szpitala w wyjątkowo złym humorze. Sprzątanie łazienek nie jest przyjemnym zajęciem, nawet wtedy, gdy trzy małe smarkacze nie robią mi ciągle psikusów. Żebym tylko nie zaczęła zrzędzić jak stara woźna.
Wybiegłam z miasta. Wykonałam długi skok, jednocześnie zmieniając się w wilka. Muszę biec na pogrzeb Fermitate... Nie muszę nawet udawać żałobnego nastroju. Znowu napadła mnie szara obojętność.
Wbiegłam truchtem na Cmentarz. Czułam się jakoś niewyraźnie. Dopiero po chwili zauważyłam, że przyszłam jako jedna z pierwszych. Spojrzałam na wilki. Było ich może... pięć. Trochę poczekamy.
<Suzanna?>

Uwagi: Brak daty i dopisku na końcu.

wtorek, 11 lipca 2017

Od Scirron „Nowa ścieżka” cz. 1 (dla chętnych)

Kwiecień 2020
Moja podróż trawa już długo. Ostanie tygodnie wlokłem łapę za łapą dniem i nocą powoli. Przede mną rozpościerała się wielka pustynia, a ja ze spuszczonym łbem brnąłem w morzu piasku. Ostatni postój miałem trzy dni temu w oazie z drobnym obiadem w postawie wyczerpanego gołębia czy tam sępa. Ptak to ptak nie ma różnicy jaki. Teraz zrozumiałem, że wpakowałem się niezłe bagno. Pustynia była większa, niż przypuszczałem. Wiedziałem, że jak najszybciej muszę się z niej wydostać, bo skończę marnie. Wędrowałem bez wytchnienia przez piaski pustyni, by dojść do kolejnej oazy lub rzeki, nie wiedząc, tak naprawdę gdzie dokładnie się kieruje, czy na północ? Południe? Wszystkie wydmy wyglądały tak samo, wręcz miałem wrażenie, że ciągle wspinam się na tą samą kupę piachu. Byłem spragniony, czułem tylko kurz w pysku zamiast śliny. Horyzont nic się nie zmienił, podróż była czystym piekłem. A nocą lodowato, gdyby nie puszyste futro zamarzłbym.
Po kolejnych gorących dniach padłem na ziemię wyczerpany. Po chwili poczułem zapach wilgoci, wody. Podniosłem łeb. Na moim pysku malowało się wielkie rozczarowanie oczywiście moją osobą. Parę metrów dalej znajdowała się mała rzeczka z drobnymi krzaczkami. Scirron, jak zawsze patrzysz w ziemię, a nie przed siebie - pomyślałem, wstając. Podchodząc do wody, rozglądałem się. Nic szczególnie ciekawego. Oprócz tego, że piaszczyste pagórki zmieniły się w niziny z drobnymi kępami wysuszonej trawy i paroma kaktusami. Zanurzyłem cały pysk w wodzie, by trochę się odświeżyć i ożywić umysł zimną wodą. Gdy piłem, zauważyłem ryby pływające w wodzie. Takie to ma życie, wyłowisz jej całą rodzinę, a ona i tak nie będzie pamiętać. Spojrzałem przed siebie. W oddali malowały się wysokie skaliste góry. Dobry znak, góry mogą oznaczać zmianę klimatu po ich drugiej stronie.
Postanowiłem chwilę odpocząć, zanim wyruszę w tamtą stronę. Robiło się ciemno. Położyłem się obok dużego kamienia mdlącą się by nic przed sem, nie zajęło mojego umysłu. Choć raz mógłbym przespać całą noc porządnie. Jednak nie było mi to dane również dzisiaj. Położyłem swój kamień obok siebie i przez jakiś czas wzrok spoczywał tylko na nim. Mienił się kolorami tak jak skupisko gwiazd w drodze mlecznej. Znów targały mną silne emocje bezsilności i smutku.
Przerwało je bladoniebieski blask dobiegający z wody. Zwróciło to moją uwagę. To, co zobaczyłem, było naprawdę dziwne i jeszcze do tą tego nigdy nie widziałem. Cała woda była pełna świecących jasnoniebieskich punkcików. Najpierw przyjęły kształt ryby potem, wyskoczyły na ląd pod postacią wilka, a ich kolor zmienił się na śnieżno biały. Stwór spojrzał na mnie błękitnymi oczami i uśmiechnął się. Zjeżyłem się, pokazałem kły nie. Byłem przygotowane na spotkanie tu kogokolwiek. Dałem to do zrozumienia, warcząc. Postać się zaśmiała i pobiegła za siebie. Sylwetka i śmiech przypominał mi jakąś waderę. Nie wiem, co mnie napadło, ale pobiegłem za nią. Zauważyła to, więc zwolniła. Przypominała szczęśliwego szczekania skała z kamienia na kamień, oglądając czy ja za nią podążam.
Nie zauważyłem, kiedy zmieniała się sceneria na las. Rozejrzałem się zdziwiony, gubiąc białego wilka z oczu. Las był bardzo gesty i ciemny. Poczułem niepokój, zostałem sam a wszędzie ciemno. Wtedy przez mglę, zobaczyłem kolejną waderę inną… Nagle obudził mnie huk burz. Zerwałem się z miejsca. Byłem nadal nad rzeką. Czy ja zawsze muszę mieć dziwne sny? Jeszcze brakuje tańczących myszy na lodzie. Burza przechodziła obok gór była strasznie daleko, ale przez pustkowia dobrze nosiło się echo. Resztę nocy nie zmrużyłem już oka.
***
W końcu dotarłem na tereny po drugiej strony góry. Trochę je zwiedziłem. Kawał dobrego terenu z dobrym klimatem. Obserwowałem okolicę z lotu paka. Zauważyłem parę wilków, pewnie jakaś wataha. No fajnie, jak zawsze mam szczęście. Wylądowałem dużo dalej od nich, nie miałem ochoty wchodzić im w drogę. Okręciłem trochę głową i resztę trasy postanowiłem iść. Nie uszyłem daleko, coś wbiło się w moją łapę. W myślach wykrzyczałem wszystkie przekleństwa, jakie znam. Spojrzałem na łapę, nic nie widziałem. Zrobiłem krok, łapa bolała. Przewróciłem oczami i kulejąc, toczyłem się dalej. Jednak po pewnym czasie łapa mi zaczęła puchnąć. Ciągle patrząc na swoją łapę, a nie na drogę wpadłem na jakąś waderę.

<ktoś?>

Uwagi: Brak daty i części w tytule! Liczby i cyfry w op. zapisujemy słownie. "Kurz" piszemy przez "rz". Nie rób z op. ściany tekstu, dziel je na akapity. Literówki.

 
Od Adminki: Wstawiłam to bez poprawek i uwag dlatego, że tak trochę laptop mi zdechł i nie wiem, kiedy zmartwychwstanie (tak, robię to z telefonu). Jak już będzie wszystko ok, możecie się spodziewać edycji tego posta z wymienieniem wszystkich błędów, które wypatrzę.

poniedziałek, 10 lipca 2017

Od Desperado'sa "Czy ja jestem inny?" cz. 1 (cd. chętny)

Kwiecień 2020
Budząc się o czwartej nad ranem zastanawiasz się co do cholery skłoniło cię aby wstać o tej godzinie. Siadając na łóżku przecieram dłońmi zmęczoną twarz, po czym wzdycham ciężko zaciągając na siebie jakąś koszulkę z szafy.
Czy ja mam dzisiaj coś do roboty?
Zastanawiam się, idąc do kuchni po duży kubek kawy, który pozwoli mi się przebudzić do końca.
Coś czuję, że ten dzień będzie ciężki.
- Ty już na nogach? - usłyszałem za sobą głos Jareda, który jest dla mnie jak przyjaciel w tym świecie, choć on czasem zachowuje się jak by łączyło nas coś więcej. Nawet nie zorientowałem się kiedy jego dłonie znalazły się na moich biodrach.
- Muszę zniknąć na jakiś czas - powiedziałem, niepewnie odwracając się do niego.
- Na ile tym razem? Znowu cię nie zobaczę przez pół roku?
- Nie mam bladego pojęcia, Jared, ale wrócę. Zawsze wracam, wiesz o tym doskonale.
- Chcesz mnie doprowadzić do załamania nerwowego, stary...
- Nie przejmuj się, szybko ten czas minie - uniosłem jego głowę do góry i szczerze się uśmiechnąłem.
- Oby - westchnął zrezygnowany.
Wiem, że go załamuje w tych chwilach podwójnie. Nie widzi mnie przez długi okres czasu, a na dodatek ja nie pałam do niego takimi uczuciami jak on do mnie.
- Ej, uszy do góry - zaśmiałem się, poklepując go lekko po ramieniu, gdzie zauważyłem, że moja ręka zmienia się powoli w wilczą łapę.
Serio, akurat teraz? Pół roku w ludzkim ciele mi najwidoczniej nie służy. Pewnie zastanawiacie się dlaczego tyle czasu spędziłem po tej stronie świata...
To jest oczywiste, będąc kapitanem jednostki potrzeba czasu aby nauczyć czegoś rekrutów, zdarzyły się również wyjazdy, które nie były planowane pod żadnym pozorem, więc to wszystko się przeciągało. A jak wrócę teraz do mej podstawowej formy, to na wakacje wrócę do Jareda, który boi się o mnie jak cholera. Skąd to wiem? Nie raz mi o tym mówił, że nie lubi jak znikam tak nagle i nic nie mówię, gdzie się podziewam. Jest to młody chłopak, on da sobie radę beze mnie, choć różnica wieku to osiem lat ludzkich. Czuję się jak dziadek w tym ciele, ale co ja na to poradzę? W wilczej skórze mam tylko cztery wiosny, a tutaj dwadzieścia osiem. Jest różnica czyż nie?
Z rozmyślań wyrwał mnie on, przytulając mnie. - Jesteś głupi tak odchodząc, bez słowa, gdzie cię szukać..
- Nic mi nie będzie. Jared, ja przepraszam ale muszę już iść.. - powiedziałem trzymając za sobą prawą łapę.
~☆~
Ubierając buty wybiegłem z domu i ruszyłem w stronę lasu, aktualnie mój organizm ma dość zabawy w człowieka i chcę wrócić tam gdzie jego miejsce.
Gdy byłem już w głębi lasu zamieniłem się w moją prawdziwą postać. Niesforne kosmyki z nieułożonych włosów opadły na me złote oczy. Przejechałem przez nie łapą po czym ruszyłem dumnie przed siebie. Błądząc między potężnymi drzewami oraz krzakami dotarłem do wodopoju, nad którym zawsze zatrzymywaliśmy się z ojcem i podziwialiśmy widoki.
Schyliłem się aby dać łyka krystalicznie czystej wody, po czym usłyszałem za sobą szelest i deptanie gałązek. Osz w mordę... chyba szykuje się zabawa.
Odwróciłem się w stronę zagrożenia, przyjmując postawę gotową do mordu.
Dwa wilki, które wyszły zza krzaków stanęły jak wryte. W kłębie jestem wyższy niż większość wilków, lecz mam drobną posturę, ale niech was to nie zmyli, mam strasznie dużo siły.
- Co tutaj robisz?! - do mych uszu dotarł głos, który był dość piskliwy.
- Wędruję - mówię grzecznie, ale przez zęby.
- Nie masz wstępu na te tereny, tu jest wataha!
- Phi, jaka niby? Jakoś tu nie widzę stada, które mnie otacza...
- Magicznych Wilków.
- Super nazwa - prychnąłem.
- Masz coś do tego? - jeden z nich podszedł bliżej.
- Nie, bo mój ojciec do niej należał.
- Kto niby? - zapytał marszcząc nos.
- Naaz, ale chyba jesteś zbyt smarkaty aby wiedzieć kto to.
- Możemy to sprawdzić.
- Proszę bardzo.
Dwa wilki ruszyły przodem, a ja wlokłem się i zastanawiałem czy dobrze robię idąc do watahy. Czy Kiiyuko jeszcze jest alfą, przecież minęło kilka lat, a znałem ją tylko z opowieści ojca.
Przecież wszystko mogło się zmienić, nikt nie jest wieczny.
Droga była długa a ja, jak niewolnik szedłem za wilkami i czekałem aż dotrzemy, do tego miejsca, gdzie mam spotkać się z Alfą.
Minuty ciągnęły się niczym godziny, a ja nadal miałem mętlik w głowie.
- Mogę wiedzieć chociaż jak was zwą? - warknąłem
- Torance i Shen, tyle powinno ci wystarczyć, a ciebie jak zwą?
- Desperado - wycedziłem przez zęby i nadgoniłem kroku.
~☆~
Gdy dotarliśmy na miejsce, spotkałem się z Alfą, która zastanawiała się czy mogę dołączyć, ale w końcu zgodziła się.
Walić już to wszystko, jestem tutaj i jest dobrze. Mogę iść zwiedzać, bądź się z kimś zapoznać.
Przecież nie będę tutaj sam jak palec, prawda?
Minęła godzina, a ja wpadłem w końcu na kogoś. Wilk był jak każdy inny, ale może ja chociaż pysk odezwę?
- Cześć - powiedziałem pewnym siebie głosem, a po chwili ujrzałem jak ten patrzy na mnie pytającym wzrokiem.

<Ktos?>

Uwagi: Brakowało jednego elementu w tytule. Nie wiem, czy można "zaciągać na siebie koszulkę". Literówki, przecinki... Nie sądzę, by wilk zdołał poprawić grzywkę łapą. "Alfa" w WMW piszemy wielką literą.

Od Manahane "Nowy Świat" cz. 3 (CD. Leah)

Luty 2020
- Witaj w Watasze Magicznych Wilków! Suzanna wyznaczyła mnie, abyś mogła zapoznać się z zasadami, obowiązkami i atmosferą panującą tutaj! - powiedziała jakaś wadera. Tak przynajmniej mi się zdaje, ponieważ dopiero co zostałam podle obudzona... Ale mniejsza... Wstałam ospale i podeszłam do... naprawdę, ale to naprawdę wysokiej wadery! Dosięgałam jej zaledwie do łap... Ech... Mam tu chyba małe kompleksy. Popatrzyłam na nią, mając nadzieję, że uda mi się zamrozić ją wzrokiem. Czekaj... Przecież tego nie potrafię!
- Jestem Leah! - niemalże krzyknęła nie przestając się szczerzyć.
- Manahane. - mruknęłam od niechcenia. Widać było, że mój wzrost ją fascynował. Przynajmniej nie warczy na mnie jak ta Alfa, gdy weszłam jej do jaskini. Uśmiechnęłam się pod nosem.
W sumie, nie zaprzeczę, że wzrost Leah też mnie zainteresował. Ma także bardzo ładne oczy, choć nie lubię tego koloru. Leah nie przyszła mnie chyba tylko obudzić.
- Na początek zwiedzimy tereny. - No super... - Najpierw Zielony Las. Tu odbywa się większość polowań. Można stąd dostać się na Cmentarz, nad Wodospad, do Pomarańczowego Drzewa, na Wrzosową Łąkę, do Śnieżnego Lasu oraz do Miasta. Czasami można też trafić do Tajemniczych Podziemi. - przystanęła. Brakuje jeszcze, aby zemdlała. Nawijała tak długo, że poczułam ucisk w żołądku. No tak, przecież jadłam wczoraj rano. - Jesteś głodna? - jakby czytała mi w myślach...
- Trochę. - odparłam bez większego entuzjazmu.
- To chodź, upolujemy coś. - powiedziała znów się szeroko uśmiechając. Czy ją to nie boli? Cały czas się szczerzy... Ja jedynie potrafię posłać ironiczny uśmiech wraz z prowokującym spojrzeniem.
Upolowałyśmy dwa zające, które jadłyśmy, patrząc na Wodospad. Opowiadała mi o zwyczajach Watahy Magicznych Wilków, lecz ja nie bardzo ją słuchałam. W między czasie szybko skoczyłam do Wodopoju, aby się napić. Leah chyba nawet nie zauważyła mojej nieobecności, ponieważ zachwycała się widokami. Gdy wróciłam, zadałam jej kilka pytań.
- Nie jesteś w watasze zbyt długo, nieprawdaż? - uśmiechnęłam się podstępnie - Okres próbny, prawda? - były to bardziej stwierdzenia, niż pytania. Jej mina była bezcenna.
- Tak... Skąd wiedziałaś? - spytała zmieszana. Ja jedynie odpowiedziałam jej kolejnym pytaniem, na które zresztą nie potrzebowałam odpowiedzi:
- Leah, nie wyglądasz na taką co lubi lato, wiesz? - ciągnęłam dalej - Nie jest ci zbyt gorąco?
- Nie - odrzekła zgryźliwie, lecz po chwili jej grymas zamienił się w lekki uśmiech. - Możemy iść dalej? - zapytała pełna nadziei, że przestanę mówić. Pewnie wkurzało ją moje gadanie, a jeszcze przed chwilą sama nie mogła się zamknąć... Ale musi wiedzieć, że ostatnie zdanie należy do mnie.
- No dobrze... Zaskakujące jest, jak szybko można rozgryźć wilka. - zwróciłam się do niej - Chcąc szybko znaleźć przyjaciół, nie budź nikogo tak gwałtownie i... - przystanęłam, jakbym się zawahała. Czekaj... Ja? Zawahałam się?! No nie możliwe... - i przestań tyle nawijać. - odwróciłam się i zaczęłam iść przed siebie. Czy nie byłam dla niej zbyt ostra? Mam nadzieję, że szybko się do mnie nie zrazi... Chyba przyjemnie mieć kogoś, z kim można się zaprzyjaźnić. Wzdrygnęłam na samą myśl, że ja, Hane potrzebuję kogoś...
***
- A to jest Rzeka Przyjaźni i Śnieżny Las. - wskazała na ośnieżony las. Ale czy nie każdy las i zakątek tej watahy nie był ośnieżony? - Chodź! - krzyknęła wskakując do wody. Zorientowałam się, że Śnieżny Las nie został tak nazwany przypadkiem. Pewnie śnieg i niska temperatura występowały tutaj przez cały rok. Mnie było już i tak wystarczająco zimno, więc nie ruszyłam się z miejsca. Dodałam także szybkie "Dziękuję, zostanę po tej stronie".
- Nie, to nie! - odparła i wskoczyła w śnieg. Po całym ciele przeszły mnie ciarki. Chwilę jej nie widziałam, lecz po kilku sekundach znowu pojawiła się z tym uśmiechem na mordzie. Przepłynęła Rzekę Przyjaźni i powiedziała ciepło:
- Poznam ciebie teraz tak szybko z członkami watahy! - mówiąc to zaczęła iść ścieżką. Cały czas patrzyłam na nią z zaciekawieniem. Czy nadal jest zła? Czy w ogóle była zła? Teraz, poczucie, że byłam zbyt chamska nie pozwalało mi racjonalnie myśleć. Nagle postać Leah zdawała dawać od siebie jakąś dziwną, przyjemną energię...
Napotkane po drodze wilki, Leah starała się opisywać szybko, a ja starałam się zapamiętać jak najwięcej informacji dotyczących poszczególnych wader i basiorów oraz szczeniaków. Co do tych ostatnich... Byłam od nich zaledwie o niecałą głowę wyższa... To trochę dobija... Muszę też dodać, że prawie wszystkich zdziwił mój wzrost. Ba, nawet niektórzy myśleli, że jestem szczenięciem... Na co odwarkiwałam. Zostały nam tylko dwie wadery...
- Tamta to Allive, jest strażniczką terenów oraz tancerką, a dalej Aurelliah, zajmuje się tym samym...
Leah opowiadała mi jeszcze o wielu rzeczach, no i właśnie tak zleciało nam całe popołudnie... Choć teraz muszę przyznać, że jej paplanina jest znośna. Mówiła coś, że muszę wybrać sobie stanowisko, postanowiłam, że zostanę wojownikiem - aby mieć ją na oku... Chciałam być także szamanką, lecz Leah mówiła, że jestem zbyt krótko w Watasze Magicznych Wilków.
- Jesteś wojownikiem, tak? - zapytała, jakby nie pamiętała co przed chwilą ustaliłyśmy...
- No tak. - powiedziałam, patrząc na nią błagalnym wzrokiem.
- Wojownicy, mordercy i szpiedzy muszą się pojawić na jednej zbiórce dziennie. Odbywają się rano i wieczorem. Chodź. I tak muszę tam być. - zaczęła gdzieś iść (znowu), a ja potruchtałam za nią.
- Na czym polega taka zbiórka? - zapytałam, aby być przygotowana na to, na co się właśnie piszę.
- To po prostu trening. - uśmiechnęła się do mnie - Trzeba utrzymać kondycję.
Jedyne wilki znajdujące się na polanie to była Suzanna i Kai. Basior nie należał do wysokich, ale i tak w porównaniu do niego nie wyglądałam dobrze...
- W szeregu zbiórka! - wydała polecenie Alfa. - Dzisiaj przećwiczymy przede wszystkim umiejętność wspinaczki i kamuflażu. Na początek musicie wejść na te drzewa, zdjąć zawieszone na gałęziach chorągwie, zejść i położyć je tutaj. Tylko jedna uwaga - wchodzimy jako wilki, a nie ludzie. - spojrzała znacząco na Leah. No okej... Nie rozumiem czemu wataha znajduje się blisko miasta i czemu Leah zmienia się w człowieka. Ludzie to dziwne istoty...
Miałam wejść na dziesięciometrowe drzewo... No po prostu super... Wiadomo, że skończyłam to zadanie jako ostatnia... Następnym, było wejście na bardzo strome wzgórze. Nie chodziło tutaj o wyścigi, lecz o to by tam dotrzeć. Zajęło nam to ponad pół godziny. Potem musieliśmy się schować w krzakach, a Suzanna nas szukała. Oczywiście, za każdym razem znajdowała mnie ostatnią. Pod koniec musieliśmy przebiec kilka kółek wokół Wrzosowej Łąki, która nie należała do najmniejszych. Zmęczona tym treningiem usiadłam opierając się o drzewo obok Leah. Po chwili odetchnięcia zaczęłyśmy iść w stronę jaskiń rozmawiając ze sobą, choć i tu w większości ona gadała.
- Manahane... - powiedziała niepewnie, od razu wiedziałam, że coś się święci...
- Tak? - odpowiedziałam spięta.
- Dość niedawno dołączyłam do watahy i... - przecież wiem... - jak by to ująć... Nie mam za bardzo nikogo bliższego. Zdajesz się być sympatyczna i pomyślałam... Może się zakumplujemy czy coś...? - spojrzała na mnie błagalnym wzrokiem. Naprawdę mnie zatkało. Nie wiedziałam co odpowiedzieć...
- Nie jesteś zła na mnie? - tylko te pytanie przyszło mi na myśl.
- Nie byłam zła. - uśmiechnęła się przyjaźnie - Rozumiem, że wzrost nadganiasz charakterkiem. - mrugnęła do mnie... W tym momencie czułam się niekomfortowo...
- Nie żartujesz z tym zakumplowaniem się? - mruknęłam.
- No nie, niby czemu? - spojrzała na mnie wzrokiem, którym można przejrzeć na wylot, lecz nie mnie...
- Nie boisz się? Nie boisz się zadawać z takim wilkiem jak ja? - miałam ochotę się do niej przytulić... Nie wiem dlaczego... - Uważaj, bo zaraz się na ciebie rzucę...
- Czekaj... Co? - zapytała, a ja od razu wskoczyłam jej na grzbiet. Zdezorientowana zerknęła na mnie oczekując wyjaśnień. Ja tylko powiedziałam " Dobrej nocy, Leah", zeskoczyłam z niej i poszłam do swojej jaskini. Zaczęłam się... śmiać? Tak przynajmniej mi się wydaje. To były takie ciche parsknięcia.
Późno w nocy, gdy wszyscy prawdopodobnie już spali, wybrałam się na Szczenięcą Polanę, czy jak ona się tam nazywała. Poszłam po prostu tam, gdzie szczeniaki miały odprawiane zajęcia i lekcje. Byłam na sto procent pewna, że znajdę tam jakąś kredę czy coś w tym stylu. No i oczywiście znalazłam - pudełko z paroma kredami. Wzięłam je w zęby i zaniosłam do siebie do jaskini. Zapaliłam parę patyków służących mi jako takie małe ognisko. Na jednej ze ścian napisałam imiona wszystkich wilków, ich zainteresowania i stanowiska. Zostawiłam też sporo miejsca na jakieś ważniejsze dopiski i uwagi dotyczące tych postaci. Nigdy nie wiadomo czy można komuś ufać... Zanim poszłam spać, przyniosłam sobie z lasu kilka grubszych gałęzi i mech - zrobiłam z nich posłanie. Jak można się domyśleć - jutro i tak zrobię sobie lepsze. Do najwygodniejszych nie należało, ale po jakimś czasie zasnęłam.
***
Obudziło mnie poranne słońce. Przypomniałam sobie, że rano na zbiórce będzie więcej wilków. Chciałam wykorzystać to do obserwacji. Znaleźć słabe punkty i mocne strony każdego i każdej z nich. To się kiedyś przyda. Idąc na trening, oczywiście musiałam się napić przy Wodopoju. Rozmyślałam czy przypadkiem nie spóźnię się znacznie i jakie będą tego konsekwencje. Może zlitują się nad małą, biedną Hane... Ha, ja biedna? No dobrze... Będzie, co będzie, ale nie powinnam się spóźniać.
Oczywiście byłam ostatnia, to znaczy tak mi się zdaje, ponieważ nie do końca wiem, kto przyjdzie wieczorem. Na początek musieliśmy zrobić kilka kółek wokół Wrzosowej Łąki. Dziś miałam wręcz niesamowity humor i bieganie sprawiło mi radość. W końcu naprawdę muszę popracować nad formą i kondycją. No może trochę zostawałam z tyłu, ale i tak byłam z siebie zadowolona. Nie zauważyłam, że nie było dziś na zbiórce Leah.
Po wyczerpującym treningu, poszłam zobaczyć, czy moja "kumpela" zaspała. Dziwnie to brzmi... Wolałabym "przyjaciółka", czy chociażby "koleżanka". Trochę szukałam jej jaskini. Tak, jak się spodziewałam - Leah spała w najlepsze. Powoli i cicho usiadłam obok i porozglądałam się po jej jaskini. Było widać, że wadera chciała doprowadzić ją do ładu. Ja chyba też powinnam. Gdy spojrzałam z powrotem na Leah ona miała otwarte oczy.
- Od kiedy nie śpisz? - zapytałam.
- Od kilku minut. - uśmiechnęła się lekko - Dzięki, że mnie nie obudziłaś tak... gwałtownie.

<Leah?>

Uwagi: Nie zaczynaj zdań od krótkich form (np. zamiast mi zaczynaj od mnie). Nie "zadkało", tylko "zatkało"! Nie "woków", tylko "wokół".