Zacieśnianie więzi

W ramach lepszego zapoznania się ze sobą realizujemy comiesięczny projekt losowania osób, do których można napisać op. i dostać dzięki temu +3 pkt. do każdej z umiejętności (+1 pkt. do mocy).
Link do osób, które zostały wylosowane znajduje się tutaj. :)

czwartek, 9 marca 2017

Od Moone „Kiedy zaśpiewa słowik” cz. 2 (c.d. Dante)

Zima 2018
Któregoś dnia spóźniałam się na lekcje logiki. Biegłam nie patrząc czy ktoś idzie i nagle w połowie drogi usłyszałam przewracające się książki. Odwróciłam się i zauważyłam jak jakiś wilk próbuje podnieść stertę książek. Podeszłam do niego,
- Mogę pomóc? - spytałam się.
Gdy pomogłam mu pozbierać książki to zamienił on się w inne stworzenie. Na początku nie wiedziałam o co chodzi, ale później zorientowałam się, że to ta sama osoba. Przedstawił się, nazywał się Dante. Dowiedziałam się, że książki nie były dla niego, lecz dla jego partnerki. Z moim nowym przyjacielem poszłam do jego domu odwiedzić jego partnerkę, która była w ciąży. Bardzo chciałam zobaczyć małego szczeniaczka, chociaż widziałam już noworodka, ale już tego za bardzo nie pamiętam, gdyż urodził się dzień później od moich narodzin. Chciałabym, żeby to była dziewczynka. Mogłabym być jej przyjaciółką. Będąc już tam w jaskini zauważyłam wilczycę, przy której leżało małe, białe stworzonko. Dante podbiegł do niej i zauważył, że jego partnerka urodziła szczeniaka-albinosa. Przez chwilę rozmyślał nad czymś, a ja podbiegłam zobaczyć wilczątko.
- Mogę się z nią pobawić? - wypytywałam podekscytowana.
Jednak uciszali mnie, żebym nie obudziła maleństwa. Położyłam się obok niego i przypatrywałam się. Jednak nie robił nic innego jak spał i oddychał. Dante położył się obok partnerki. Wszyscy usnęliśmy. W nocy obudziłam się. Porozglądałam się jeszcze po jaskini i wyszłam z niej. Poszłam do lasu. Nie chciałam aby oni się dowiedzieli, że co noc nawiedza mnie demon. Tej nocy jednak Sagope do mnie nie przyszedł. Kolejnego ranka wróciłam do nich. Wskakując do ich jaskini witałam się. Obudziłam tym wszystkich. Malucha też.
- Czemu przychodzisz tak wcześnie? - spytała się mama szczeniaka.
- Przecież nie jest już rano! Pora wstawać! - wykrzyknęłam – Chciałam się coś jeszcze spytać.
- Tak?
- A jak będzie się nazywać moja nowa koleżanka?
- Najprawdopodobniej Narvi.
W głowie powtarzałam sobie ciągle te imię, żeby nie zapomnieć. Niestety, mam troszkę słabą pamięć do imion. W ich jaskini zachowywałam się jak bym była w swojej. Trochę nieładnie.
- A czy przypadkiem nie miałaś iść do szkoły? - wtrącił Dante.
Tak, właśnie. Znowu zapomniałam o szkole. Dlatego pożegnałam się i pobiegłam w stronę jaskini, gdzie miały odbywać się lekcje wilczej historii. Na szczęście zdążyłam, chociaż było już tam kilka wilków. Usiadłam sobie na kamieniu. Po chwili przyszedł nauczyciel, Kai.
- Dzień dobry, witajcie na kolejnych lekcjach. Dziś opowiemy sobie o powstaniu magicznego wilka. - odparł Kai.
Pomyślałam sobie, że my nie będziemy musieli opowiadać, tylko on, ale okazało się, że nie. My też musimy. Trochę mnie to przeraziło, przecież jestem nieukiem i nigdy nie opowiadałam czegoś. Basior rozdał nam książki przyniesione z biblioteki i mieliśmy otworzyć na stronie, gdzie są obrazki z różnymi zwierzętami i wilkiem z inną łapą. Nauczyciel wskazał na mnie, żebym opowiedziała jak mogło wyglądać stworzenie magicznego wilka.
- Pewnego dnia... eee... - jąkałam się a wszyscy się na mnie patrzyli - … był sobie wilk, który urodził się ze skrzydłem zamiast łapy. Koniec.
Po chwili podszedł do mnie Kai. Spytał się, czemu tak krótko. Nic nie odpowiedziałam. Kontynuował lekcję.
- Jedną z legend jest o stworzeniu magicznego wilka jest to, że gdy bóg stwarzał różne zwierzęta to przy stwarzaniu trzeciego wilka popełnił mały błąd. Zamiast lewej przedniej łapy miał skrzydło nietoperza. Inne zwierzęta go omijały, gdyż bały się go. Jednak miał on partnerkę nie zwierzę, lecz nimfę. Wtedy urodziły się wilczki z magicznymi mocami. Jednak one ukrywały się przed ludźmi.
Przynajmniej czegoś się dowiedziałam. Ale myślałam też, co robi Narvi. Kiedy się w końcu ze mną pobawi...

<Dante...?>

Uwagi: Jak już wcześniej ustaliłyśmy - przydałoby Ci się robienie dokładniejszego riserczu podawanych prze siebie informacji. Ponadto komentarz "odparł" używany jest w takim samym wypadku jak "odpowiedział", czyli ktoś musiał już wcześniej skierować do danej osoby wypowiedź. Kwestia zaczynająca dialog nigdy nie może być komentowana jako "odparł", bo nie miał na co. To trochę jak odpierać nieistniejący atak.

niedziela, 5 marca 2017

Od Kai'ego "Powrót" cz. 3 (cd. Sierra)

Wiosna 2018 r.
- Tobie tym bardziej mogła stać się krzywda - powiedziała przez wyraźnie zaciśnięte gardło. Cała się trzęsła.
- Miałem mniejsze szanse na poniesienie w tym strat, a poza tym, to chyba normalne, że troszczę się o życie moich przyjaciół - mruknąłem cicho. Sierra zaczęła truchtać w moją stronę. Trudniej było mi łapać oddech, serce biło jak szalone. Nie wygląda to dobrze...
Nagle wadera przytuliła swój pysk do mojej piersi. Otworzyłem szerzej oczy, zdumiony.
- Dziękuję - wydyszała wymęczonym z nerwów głosem.
- Nie ma za co - odpowiedziałem bez namysłu. Chciałem o coś zapytać, chciałem się zastanawiać nad tym, dlaczego to zrobiła, ale uczucie ciepła pochodzące z jej bliskości zaczynało szybko znikać. Znowu było mi przeraźliwie zimno. Przed oczami zaczęły mi się pojawiać białe plamy. Ból zaczął ustawać, a ja usuwać się w błogą nieświadomość... to znak, że zaraz utracę przytomność. Może i nawet na zawsze.
- Sierra...
- Tak? - zapytała, nie odrywając się ode mnie.
- Słabo mi... Mogłabyś pójść po pomoc? Ktoś mógłby przynieść Błękitny Napój...
Raptownie się odsunęła, wpatrując się w ranę z której sączyły się strumienie krwi.
- Tak, tak... już idę. Tylko najpierw musimy jakoś to... zatamować. Żebyś nam tu się w międzyczasie nie wykrwawił.
Gorączkowo rozejrzała się dookoła. W końcu wypatrzyła długi, zdający się być wytrzymałym, liść. Zmieniła się w człowieka, co o mało mnie nie zwaliło z łap. Nigdy nie widziałem jej jeszcze w tej postaci. Może gdybym sam umiał przemieniać się w tę formę i umiał oceniać urodę ludzi, mógłbym ją uznać za całkiem atrakcyjną. Z jakiegoś powodu moją uwagę na dłużej przykuły jej włosy. Wyobrażałem sobie, że w tej postaci ma inną fryzurę... choć sam nie umiałem zdefiniować, jaką dokładnie.
Zerwała liść, co jej zajęło dobrą chwilę, gdyż jego łodyga była wyjątkowo mocna, po czym ściągnąwszy pasek od swoich spodni, zrobiła mi prowizoryczny opatrunek. Nie było to zbyt wygodne, ale przynajmniej lało się mniej krwi, więc nie narzekałem.
- Siedź tutaj spokojnie, nie zasypiaj. Ja pójdę po kogoś, kto nam pomoże.
Skinąłem głową. Sierra pospiesznie zniknęła za krzakami. Zostałem sam. Próbowałem skupić swoją uwagę na czymś, co zniweluje poczucie, że to koniec. Szum strumyka, trawy i korony drzew jest zbyt uspakajający. Zwróciłem swój nieprzytomny wzrok na dwellinga, który dryfował na tafli stawu Wodospadu. Trzeba będzie jakoś usunąć ciało, żeby nie zatruwać wody. Chwyciłem w zęby jego leżący nieopodal ogon i pociągnąłem. Miałem za mało siły i o mało nie upadłem. Nie powinienem się przemęczać... Z drugiej strony chciałem zapobiec ewentualnemu zakażeniu wody. Nigdy nie wiadomo, gdzie wcześniej chodził ten dwelling i czy jego krew nie jest toksyczna. W końcu w Wodospadzie wilki brały rutynową kąpiel... Trzeba będzie to w jakiś sposób skontrolować.
Wtedy zza krzaków wyłoniła się Sierra, już w postaci wilka. Choć nadal wyglądała dość mizernie, przynajmniej jej futro było czyste. Trochę przerzedzone... ale powinno się zregenerować w przeciągu kilku tygodni.
- Jakaś wadera o pudroworóżowym futrze kręciła się w okolicy. Powiedziała, że wie, gdzie masz jaskinię. Powinna przyjść za kilka minut.
- Zirael? - zapytałem zachrypniętym głosem.
- Nie wiem, nie pytałam o imię.
Pokiwałem w zamyśleniu głową. Dopiero teraz ponownie do mnie wróciło wspomnienie Sierry przyciskającej swój łeb do mojej piersi. Czy aż tak zależało jej na mnie? Poczułem ukłucie w sercu. Może po prostu brakowało jej bliskości drugiego wilka po prawdopodobnie długiej tułaczce w samotności? Zerknąłem na nią. Wadera uparcie wpatrywała się w ziemię.
- Gdzie biegłeś, kiedy widzieliśmy się po raz ostatni? - zadała w końcu pytanie. Wziąłem głęboki oddech. Przez chwilę układałem w myślach odpowiedź, po czym oznajmiłem tylko:
- Miałem za zadanie śledzić tamtą waderę.
Mruknęła ze zrozumieniem. Nie mogłem wyczytać z jej pyska tego, o czym pomyślała i jak się poczuła. Cały czas wyglądała dziwnie neutralnie. Zastanawiałem się, czy warto jej mówić o tym, co odkryłem podczas śledzenia czarno-czerwonej wadery. Czy to, co nas łączyło faktycznie można było już nazwać prawdziwą przyjaźnią? Czy może Sierra tylko czeka, aż otrzyma możliwość wbicia mi noża w plecy? Zdążyłem już zauważyć, iż była samicą wyjątkowo nieobliczalną. Są rzeczy, które lepiej zachować dla siebie... Jednak chciałem się z kimkolwiek podzielić tym, co odkryłem.
- Chciałbym ci coś powiedzieć... Tylko obiecuj mi, że nikomu nie powiesz.
Spojrzała na mnie zaskoczona, po czym skinęła głową.
- Wadera, której śledzenie mi polecono okazała się być Achitą, moją córką.
Sierra wydała z siebie zdławiony odgłos.
- To ty miałeś szczeniaka?
- Nawet dwa - zaśmiałem się bez cienia radości - Draven jak się okazało należał do tej samej watahy, co ona. Z tym, że jemu całkowicie odbiło.
- Och - mruknęła. Chyba nie mogła zebrać swoich myśli w słowa. Wodziła wzrokiem po krzakach. Zdecydowanie unikała mojego spojrzenia. - Przykro mi.
Niespodziewanie krzaki zaszeleściły. Zza zarośli wychylił się smukły pysk Zirael, która trzymała w zębach szklaną buteleczkę wypełnioną błękitnym płynem. Spoglądała to na mnie, to na dwellinga, a kiedy pojęła, co tutaj się mogło stać, wytrzeszczyła szeroko oczy. Sierra wstała i odebrała od niej Błękitny Napój. Wróciła i ułożyła buteleczkę obok mojej łapy.
- Możesz już wracać. Poradzę sobie - syknęła Sierra. Posłałem skruszone spojrzenie różowej waderze, która już chwilę później ponownie zniknęła w krzakach.
Samica o ciemnym futrze obluzowała zapięcie paska i ostrożnie ściągnęła z mojego boku opatrunek, na co zareagowałem cichym syknięciem. Liść ten musiał mieć jakieś właściwości znieczulające. Albo Sierra o tym wiedziała, dlatego się na niego zdecydowała, albo po prostu był to zwykły przypadek. Zmieniła się w człowieka. Tym razem wystraszyła mnie tym znacznie mniej. Zerknąłem na ranę. Krew już zaczęła krzepnąć.
- Błękitny Napój nie czasem działa tylko na drobne urazy? - zapytała Sierra, obracając w dłoni buteleczkę.
- To prawda, jednak na taką ranę powinien zaradzić przynajmniej w połowie. Z tym, że trzeba użyć aż trzech kropel. Utraconej kończyny nie odtworzy. Ponadto działa wyłącznie na świeże rany, które mają poniżej dwóch dni.
Nie odpowiadając ni słowa, odkręciła butelkę i według mojego polecenia wlała do rany trzy niewielkie krople. Poczułem się tak, jakby wszystkie mięśnie dookoła się napięły, nawet te już nieistniejące. Tak, jakby niewidzialna siła ciągnęła za futro i skórę za razem. Rana powoli zaczęła się zmniejszać przez tkanki budujące się na naszych oczach.
- Trochę jakby oglądało się przyspieszony film - powiedziała cicho Sierra, również zapatrzona w to zjawisko. Futro też zaczęło odrastać, jednak było dużo krótsze i rzadsze od pozostałego na moim ciele.
Kiedy cały proces trwający niespełna minutę się zakończył, ból zaczął stopniowo zanikać. Zostało tylko kilka drobnych zadrapań, które przypominały ślady po pazurach kota. Sierra wydała z siebie cichy okrzyk zdumienia. Niepewnie przejechała palcami po moim nowym futrze, jednak nie spotykając się z moim sprzeciwem, jej ruchy nabrały większej stanowczości.
- Niesamowite - wyszeptała.
Wydałem z siebie cichy pomruk poparcia. Zabrała rękę, założyła pasek i przemieniła się na nowo w postać wilka. Uniosła wysoko podbródek, patrząc na mnie z wyższością.
- Skoro teraz już jest wszystko w porządku, koniec tego dobrego.
- Oczywiście - zaśmiałem się cicho.
- Teraz pan "zrobię to sam, nie potrzebuję pomocy, pokonam każdego" musi sprzątnąć te zwłoki, nim szczeniaki tutaj przyjdą i zejdą na zawał.
- Właściwie, to przydałyby się takie na zajęcia... chociażby obrony. Mogłyby opracować system chronienia się przed dwellingami. Mogłoby się to przydać całej watasze, szczególnie, że nikt jeszcze tego nie dokonał. Wystarczą oględziny pazurów, skóry, poszukiwanie słabych punktów, skład poszczególnych substancji...
- Kai, przystopuj trochę. Sądzisz, że te dzieciaki zdołają tego dokonać? - prychnęła.
- Kto wie, może między nimi są jacyś geniusze - odpowiedziałem z uśmiechem. Westchnęła.
- Po prostu pomóż mi go stąd wyciągnąć.
Nie musiała powtarzać dwa razy. Wspólnymi siłami zdołaliśmy wyciągnąć dwellinga. Właściwie z zasklepioną raną zdołałbym teraz zrobić to w pojedynkę, ale nie chciałem sugerować Sierze, że jest słaba. Rozumiałem jej zmęczenie po długiej podróży. Lepiej by było, gdyby wierzyła w swoje możliwości i stopniowo wracała do formy.

<Sierra? Kurczę, jakoś mi nie idzie ostatnio pisanie. Przepraszam, jeśli jest napisane dziwnym stylem, a niektóre sytuacje są pozbawione sensu.>

sobota, 4 marca 2017

Podsumowanie lutego

Dobra. Nie wiem, co napisać. Serio. Chyba coś jest ze mną nie tak.
Spróbujmy może tak: luty był tak samo mało aktywny, jak styczeń czy kilka poprzednich miesięcy. Pisało na dobrą sprawę tylko kilka osób, do których prawdopodobnie przemówiła wiadomość od Yuko, która próbowała Was zmotywować do działania poprzez prywatną prośbę o aktywność. Tak, o wszystkim wiedziałam.
Wciąż czekam na "to coś", co sprawi, że wszyscy się ockną i wezmą w garść... Rozumiem, jest rok szkolny, sama nie piszę wcale tak dużo, ale rozumiecie, że moje opowiadania są bardzo zajmujące, prowadzę kilka stron i mam inne zajęcia. Wy pewnie też, ale... skoro się zobowiązaliście do aktywności na tej stronie, to warto byłoby tego dotrzymać. Teraz mam zawieszony jeden z blogów (mianowicie CK - jeśli ktoś chciał dołączyć, to możecie się wpisać na listę chętnych, wtedy może wróci do życia), więc może uda mi się naskrobać trochę więcej opowiadań... Pożyjemy, zobaczymy. Tak czy inaczej powtórzę raz jeszcze - możecie pisać opowiadania do moich postaci.
Trochę niżej macie tak jakby docelowe ilości opowiadań. Sądzę, że się połapiecie, o co chodzi. Co miesiąc będę Wam podwyższać poprzeczkę pod względem ilości op., do których możecie dążyć w danym miesiącu. Niektórym takie cele pomagają (np. mnie), stąd taki pomysł. Może to sprawi, że się lepiej zgramy i zaczniemy pisać tak, jak należy. ;D
Aha, właśnie: w styczniu zapomniałam opublikować wyniki wyborów na wilka roku. Poniżej macie rozpiskę. Zwycięzcy nie otrzymali co prawda żadnej nagrody, ale za to na profilu ich postaci pojawił się specjalny dopisek. :)

Aktualnie: 15/30 (cel osiągnięty w 50%)
Łącznie: 15/30 (wszystkie cele osiągnięte w 50%)
Docelowa liczba op. na marzec: 45
◀ 30 op. = wprowadzenie fabuły
◀ 40 op. = dodanie nowej playlisty na watasze
◀ 50 op. = wymiana nagłówków
◀ 60 op. = wymiana bannera
◀ 70 op. = aktualizacja 2 zakładek
◀ 80 op. = wykonanie 3 ilustracji
◀ 90 op. = aktualizacja 2 zakładek
◀ 100 op. = wymiana magicznymi przedmiotami z innymi blogami (CK/BK, WPR, WCW, WNS)
◀ 110 op. = wykonanie 3 ilustracji
◀ 120 op. = aktualizacja 3 zakładek
◀ 130 op. = wykonanie 3 ilustracji
◀ 140 op. = aktualizacja 2 zakładek
◀ 150 op. = zmiana menu
Co muszę już zrobić za Waszą aktywność?: na razie nic~

♔ WADERA ROKU ♔
I miejsce: Yuko
II miejsce: Sarah
III miejsce: Kirke

♕ BASIOR ROKU
I miejsce: Serill
II miejsce: Kai
III miejsce: Nirvaren

Zapraszam na moje trzy (właściwie prawie cztery) inne blogi:
(o ile ktoś ma sporo czasu i będzie nadal aktywny i tu, i tam)
Sposób na szkołę każdego dnia: Blog opowiada o codziennym życiu zwyczajnych, polskich uczniów szkoły podstawowej i gimnazjum. Jeśli ktoś chce odpocząć od siekanki japońskich animu&mango czarodziejek, magicznych wilczków, czy idealnych biszi boiów i kałai dziewczynek, jest to idealna odskocznia. PILNIE POSZUKIWANI NOWI CZŁONKOWIE!
Czarne Królestwo: To same uniwersum, co Wataha Magicznych Wilków, jednak w innym klimacie, bardziej zbliżonym do średniowiecza. Królestwo to dopiero budująca się kraina, którą możesz wspomóc swoją postacią. Wszyscy członkowie są wyjątkowo ze sobą zżyci. Uroki mniejszych blogów. PILNIE POSZUKIWANI CHĘTNI DO DOŁĄCZENIA!
Sekrety Magii: Tu akurat nie można dołączyć. Są tam moje opowiadania. Jeśli ktoś chce się bliżej zaznajomić z moją twórczością poprzez czytanie mojej ukochanej opowieści, którą plotę już od dzieciaka, to serdecznie zapraszam. Czekam również na komentarze z Waszymi opiniami na temat tej historii.
Aktualnie powstaje jeszcze jeden projekt. Ktoś może już go widział, ktoś może nie... W każdym razie zdradzę tyle, że wracamy na stare śmieci. Zobaczymy, co z tego wyjdzie.

Ponadto zapraszam do korzystania z zapoznania oraz innych przygód. Przypominam również o konkursach.

Wilki, które brały czynny udział w pełnionym stanowisku:
RADA ŻYWIOŁÓW
Obecni na zebraniu: -
Kto napisał op.: -

POLOWANIA
Rano: -
Popołudnie: -
Wieczór: -
Dodatkowo op. o polowaniu dla watahy napisała Zirael, dzięki czemu dla członków należy się łącznie 10 pkt. Jako, że jest nas aktualnie więcej, zostaną one przydzielone dopiero po napisaniu kolejnego op. o polowaniu dla wszystkich.

SZPITAL
Kto napisał op.: -

WOJSKO I PATROL
Kto napisał op.: Sierra

ROZRYWKOWE I INNE
Kto napisał op.:

SZKOŁA
Kto napisał op. (z nauczycieli): -

PRACA W MIEŚCIE
Kto napisał op.: Sierra

*****************************
Leniwe Alfy:
Suzanna: 0 (+0 = 0)
---------------------------------------------
Zirael: 6 (+2 = 8) <-- Beta
Sierra: 3 (+0 = 3) <--- Gamma
Shiryu: 1 (+2 = 3) <--- Delta
Aokigahara: 0 (+3 = 3)
Sarah: 0 (+2 = 2)
Moondance: 1
Miniru: 1 (+0 = 1)
Dante: 1 (+0 = 1)
Kai: 0 (+1 = 1)
Moone: 0 (+1 = 1)
Navri: 0
Sohara: 0 (+0 = 0)
Yuki: 0 (+0 = 0)
Serill: 0 (+0 = 0)
Renethrain: 0 (+0 = 0)

Za zostanie Betą dostaje się 15 SG i 40 pkt., Gammą 10 SG i 30 pkt., a Deltą 5 SG i 20 pkt.

Okres próbny ukończyli:
Sierra: 3 (4)
***
Navri: 0
Moondance: 1

Skreślone są te, które nie przeszły. Wilki, które napisały poniżej 3 op. i są dość długo na watasze zostają wyrzucone, a te mające powyżej 4 op. są już pełnoprawnymi członkami. Zaznaczone na fioletowo mają drugą szansę.
Tak, ilość napisanych op. podczas okresu próbnego też ma znaczenie! 

Dodaję po 6 pkt. umiejętności i 3 pkt. mocy każdemu wilkowi (jak to zawsze czynię po podsumowaniu) za kolejny miesiąc członkostwa. 

niedziela, 19 lutego 2017

Od Zirael "Polowanie"

Luty 2019 r.
Ostatnie parę dni spędziłam w jaskini. Nie ciągnęło mnie do nikogo ani niczego, oszczędzałam na jedzeniu, a że nigdy się nie obżerałam starczało mi jedzenia na przeciętne funkcjonowanie - znaczy się leżenie i nicnierobienie. Miałam gorszy dzień... znaczy się tydzień. Wcześniej każdy mój dzień tak wyglądał, jednak teraz byłam w watasze, więc przydałoby się nie być egoistyczną s*ką i zrobić coś pożytecznego. Mniej więcej dzień po tym, jak skończyło mi się pożywienie, postanowiłam zajrzeć do śpiżarni gdzie drużyna polowań miała obowiązek składać zapasy. Zaspana szłam powoli, a promienie światła drażniły moje oczy, przyzwyczajone do półmroku w jaskini. Również dźwięki powodowały w mojej głowie łomot. Zapach zimy drażnił mój nos, a łapy niezgrabnie poruszały się po cienkiej warstwie śniegu. Kiedy doszłam wreszcie do śpiżarni zauważyłam, że ta świeci pustkami od dłuższego czasu co mnie nie zdziwiło, choć zdenerwowało. Inne pracujące wilki nie mają czasu, żeby polować albo liczą, że ktoś, kto właściwie dostaje za to wypłatę wykona swoje zadanie. Nie mówiłam tu o sobie, ponieważ do moich jedynych zadań należało stawić się na zbiórce co już mi nie wychodziło. Zawiedziona, że nie będę miała łatwego obiadku ruszyłam na polanę. Po dotarciu zauważyłam, że nikogo nie ma. Nikogo znaczy się zwierzyny. Zirytowana nie chciałam czekać tylko poszłam do jeziora gdzie ostatnio udało mi się upolować sarnę i ponownie schowałam się w opuszczonej lisiej norze. Powietrze wewnątrz było zatęchłe, a ściany zdawały się tłumić zapachy. Zastanawiałam się, czy lisy, które tu mieszkały wykorzystały to, aby chronić swe młode i siebie? Nie wiem, ale po chwili udało mi się dostrzec zranioną sarnę. Myślę, że sarny tu częściej przychodziły, ponieważ w pobliżu nie było wielu innych wilków. Ta myśl sprawiła, że ogarnęło mnie podniecenie. To miejsce było tajemnicą, której byłam częścią. Niewyjaśnione zadowolenie z tego faktu sprawiło, że wybiegłam z nory nieco zbyt niezdarnie i wywaliłam się po paru metrach. Sarna gwałtownie obróciła głowę i spięła wszystkie mięśnie gotowa, aby uciec, jednak nora znajdowała się na dość wysokim wzgórzu, do tego ja sama wpadłam śnieg delikatnie się nim przysypując. Musiała czuć się tutaj naprawdę pewnie, że od razu nie uciekła, a po chwili wróciła do picia. Tym razem nieco już spokojniej wstałam i przygotowałam się do skoku. Naprężyłam się, głowę zniżyłam aż do ziemi, a tył uniosłam, aby po chwili wyskoczyć i rzucić się na zdobycz. Zraniona okazała się nawet nazbyt łatwym posiłkiem toteż miałam wyrzuty sumienia. Żeby się dowartościować część mięsa odstawiłam do śpiżarni, a resztę jak zwykle schowałam u siebie.

Uwagi: 27 linijek. Jak już wspominałam - dziś jest 19, więc to ostatnie op. poniżej 30 linijek, które przyjmuję. Przed "a" stawia się zazwyczaj przecinek.