Gdy Mey wstała, szturchnęła mnie, żebym popatrzyła na to co ona:
- Myśliwi...
- Mey, to nie myśliwi, przyszli zrobić "Przegląd" wilków.
- Ale... po co? - zapytała.
- Sprawdzają czy urodziły się nowe młode. Często jest tak że zabierają wilki i przywożą je do innych parków - odpowiedziałam.
- Nie rozumiem ludzi, i nigdy nie zrozumiem.
Zajęłyśmy się rozmową, przez to nie zauważyłyśmy, że myśliwi już celowali
do nas. Spoglądnęłyśmy w ich stronę, na szczęście nie było zbyt mało
czasu na ucieczkę. Pobiegłyśmy do Alfy i szybko oznajmiłyśmy:
- Myśliwi są tu - powiedziałam stanowczo.
- Gdzie? Niech zgadnę... w lesie?
- Tak. Ostrzec innych? - zapytałam.
- Powiedz tym, których spotkasz w lesie, żeby dla swojego bezpieczeństwa wrócili na dwie godziny do jaskiń - odpowiedziała.
Pobiegłyśmy do lasu i zaczęłyśmy krzyczeć:
- Do jaskiń! Myśliwi idą! - wykrzyczałam.
- Zostańcie w jaskiniach przynajmniej na dwie godziny! - krzyknęła Mey.
Po dwóch godzinach wszystko się uspokoiło. Wszyscy wrócili do swoich zajęć.
Ja z Mey postanowiłyśmy przejść się na spacer:
- Dobrze, że myśliwi w nas nie trafili - powiedziała Mey.
- No... Nie wiadomo co by z nami zrobili.
- Wywieźliby nas... Daleko stąd - powiedziała po cichu.
- Robi się późno. Dziś muszę spać z watahą, tak jak prosiła mnie Suzi.
- Widzimy się jutro?
- No pewnie! Przyjdziesz po mnie? - zapytałam.
- Ok, będę około dwunastej - odpowiedziała.
- To pa - powiedziałam po cichu.
- Do jutra!
Rzuciłam się Mey na ramiona. Pobiegłam szybko do jaskini. Gdy poszłam
spać przyśniła mi się siostra. Ktoś ją zaatakował... ja stałam nad nią i
płakałam. Zaczęłam wyć na znak że umarła. Obudziłam się w środku nocy i
powiedziałam do siebie:
- Nie... To nie może być prawda.
Spróbowałam zasnąć, cały czas się wierciłam bo nie mogłam znaleźć
odpowiedniej pozycji do spania. Gdy w końcu zasnęłam zobaczyłam pięknego
Wilka. Skojarzyłam sobie go z kimś... Jak on się nazywał? Nie pamiętam.
Pomyślałam sobie: Kto by mnie pokochał? Zakręciła mi się łezka w oku. Inne wilczyce już się upodobały innym, nie chce im przeszkadzać...
Uwagi: Nie tworzymy cudzysłowie za pomocą dwóch przecinków! Liczby i cyfry w op. zapisujemy słownie. Nie zapominaj o stawianiu przecinków. "Stąd" piszemy razem, przez "s" i "ą". WMW nie mieści się w żadnym parku narodowym, a ludzie raczej tam nie zaglądają... Zwykle to faktycznie są myśliwi, ale rzecz jasna nie są tam mile widziani. A dlaczego? Głównie dlatego, żeby nie wydało się, że w Zielonym Lesie mieszkają tajemnicze istoty zwane magicznymi wilkami...
Zacieśnianie więzi
Link do osób, które zostały wylosowane znajduje się tutaj. :)
niedziela, 3 kwietnia 2016
sobota, 2 kwietnia 2016
Alfie "Światłość w ciemności świeci" cz 2
Ujrzałam więcej "podobnych" wilków. Przecież każdy był innym. Każdy
miał jakiś swój żywioł, moc, historię... niesamowite! W końcu znalazłam
kogoś podobnego do mnie. Nie miałam już wątpliwości. To jest Wataha
Magicznych Wilków.
Podeszłam bliżej. Wprawdzie nie wiem czego oczekiwałam. Pragnęłam tylko zwykłej rozmowy z jakimkolwiek wilkiem. To by mi wystarczało.
Jakiś wilk mnie zobaczył. Jego reakcja była natychmiastowa.
- Obcy wilk! - krzyknął.
- Łapać go! - odpowiedział inny i zapanował chaos.
- Nie mam złych zamiarów! - spróbowałam załagodzić sytuację.
Wilki już same nie wiedziały komu wierzyć. Oczywiście znalazło się kilka śmiałków i postanowiło mnie zaatakować. Jeden z nich podszedł bliżej. Był gotowy do ataku. Dźgnął mnie pazurem w pysk. Oddałam mu tym samym i uciekłam.
Nie mogłam pozostać na terytorium watahy. Wilki za mną pobiegły, chciały pewnie mnie zabić, ale byłam szybsza. Schowałam się w lesie. Zaczęłam płakać.
- Mogłam się domyślić, że tak właśnie będzie... - mówiłam do siebie płaczliwym głosem - przecież ja jestem im obca.... mamo? Dlaczego kazałaś mi tu przyjść? - zaczęłam głośno szlochać.
Nie wiedziałam, że śledzi mnie wilk. Byłam zrozpaczona. Nagle go ujrzałam. Automatycznie wstałam i przetarłam łapą łzy. Byłam gotowa do ataku w każdej chwili.
- Co, przyszedłeś mnie dobić, tak? - powiedziałam z pogardą.
- Taa... znaczy nie! Znaczy tak! Zaraz... co?
Zdziwiłam się i stanęłam normalnie.
- Znaczy co...? - zapytałam.
- Nie... nie chcę Cię bić... wprawdzie chciałbym Cię przeprosić...
- Za to że mnie uderzyłeś, czy za to, że mnie śledzisz?
- Za to dźgnięcie... mam nadzieję, że nic Ci nie jest?
- Nie ukrywam, że bolało, ale przeżyłam już gorsze rany.
- A jak Ci na imię?
- Alfie... - odpowiedziałam nieśmiało. Nie byłam pewna czy dobrze robię, ale jego lśniące oczy mnie zahipnotyzowały - A ty?
CDN
Uwagi: "Chaos" piszemy przez "ch".
Podeszłam bliżej. Wprawdzie nie wiem czego oczekiwałam. Pragnęłam tylko zwykłej rozmowy z jakimkolwiek wilkiem. To by mi wystarczało.
Jakiś wilk mnie zobaczył. Jego reakcja była natychmiastowa.
- Obcy wilk! - krzyknął.
- Łapać go! - odpowiedział inny i zapanował chaos.
- Nie mam złych zamiarów! - spróbowałam załagodzić sytuację.
Wilki już same nie wiedziały komu wierzyć. Oczywiście znalazło się kilka śmiałków i postanowiło mnie zaatakować. Jeden z nich podszedł bliżej. Był gotowy do ataku. Dźgnął mnie pazurem w pysk. Oddałam mu tym samym i uciekłam.
Nie mogłam pozostać na terytorium watahy. Wilki za mną pobiegły, chciały pewnie mnie zabić, ale byłam szybsza. Schowałam się w lesie. Zaczęłam płakać.
- Mogłam się domyślić, że tak właśnie będzie... - mówiłam do siebie płaczliwym głosem - przecież ja jestem im obca.... mamo? Dlaczego kazałaś mi tu przyjść? - zaczęłam głośno szlochać.
Nie wiedziałam, że śledzi mnie wilk. Byłam zrozpaczona. Nagle go ujrzałam. Automatycznie wstałam i przetarłam łapą łzy. Byłam gotowa do ataku w każdej chwili.
- Co, przyszedłeś mnie dobić, tak? - powiedziałam z pogardą.
- Taa... znaczy nie! Znaczy tak! Zaraz... co?
Zdziwiłam się i stanęłam normalnie.
- Znaczy co...? - zapytałam.
- Nie... nie chcę Cię bić... wprawdzie chciałbym Cię przeprosić...
- Za to że mnie uderzyłeś, czy za to, że mnie śledzisz?
- Za to dźgnięcie... mam nadzieję, że nic Ci nie jest?
- Nie ukrywam, że bolało, ale przeżyłam już gorsze rany.
- A jak Ci na imię?
- Alfie... - odpowiedziałam nieśmiało. Nie byłam pewna czy dobrze robię, ale jego lśniące oczy mnie zahipnotyzowały - A ty?
CDN
Uwagi: "Chaos" piszemy przez "ch".
piątek, 1 kwietnia 2016
Od Yuki "Mroczny zamek" cz.4
- Przynieś mi kurczy liść z zielnika na dachu czarnej wieży, ale
uważaj, liść ten jest pilnie strzeżony przez kruki i wrony - powiedział.
Zaczęłam szukać czarnej wieży. Gdy znalazłam pierwsze lepsze schody - od
razu nadzieja powróciła. Pobiegłem na górę schodów, które OCZYWIŚCIE
musiały być kręcone. Gdy weszłam na górę zobaczyłam pustkę. Czułam
wiatr. Byłam na dachu jednej z wież. Na drugim końcu zamku była czarną
wieża. Zauważyłam czarny klucz blisko krańca
dachu. Do klucza była przyklejony kartka z napisem "czarna wieża".
Uważając na każdy krok, zbliżyłam się do krańca dachu i zabrałam w pysk
klucz. Od razu się cofnęłam i zeszłam z schodów. Zaczęłam znowu błądzić
po pokojach. Wchodziłam do pokoi, wychodziłam... Minuty mijały, aż w
końcu znalazłam czarne schody. Od razu na nie weszłam. A schody kręcone...
Gdy weszłam na górę schodów zobaczyłam czarne drzwi. Włożyłam klucz i
przekręciłam szyją tak, aby zamek się zwolnił. Drzwi
się otworzyły a ja usłyszałam trzepot skrzydeł. Moim oczom ukazało się
miliony wron i kruków. Nad
wieżą latały kruki i wrony, a na samym dachu wyrastał ogromny dąb z czarnymi liśćmi. Podeszłam do drzewa i już chciałam urwać liść, kiedy wielki kruk wylądował przede mną. Przyglądał się mnie bardzo uważnie. Naglę parę wron wylądowało za mną. To nietypowe zachowanie ptaków mnie niepokoiło. Po chwili jedna z wron dziabnęła zakrwawiony bandaż wyrywając go. Próbowałam wydać jakiś odgłos, ale nie mogłam. Czułam strach że te wrony mnie zeżrą. Moje oczy były rozszerzone. Naglę inna wrona wyrwała inny bandaż. Po chwili cała gromada wron zaczęła wyrywać bandaże. Ja stałam nieruchomo jak słup soli, jakbym nie wiedziała o tych wronach. Skrawki bandażu latały po całej wieży. Po paru minutach wrony odleciały zostawiając mnie. Gdy spojrzałam nie miałam ŻADNYCH ran. Jak bym wyzdrowiała. Ale czułam dziwny ból głowy. Zauważyłam kątem oka, że wielki kruk pochylił głowę. Odwróciłam głowę w jego stronę. W dziobie trzymał kruczy liść z czymś na nim. Położył liść i popatrzał na mnie. Zdezorientowana popatrzyłam na liść.
Na nim leżał srebrny medalion z piórami wron i kruka. Największe pióro było krucze. Zbliżyłam się do liścia i lekko pochyliłam szyję spoglądając na kruka. Stał i się przyglądał. Złapałam liść i medalion w pysk i uniosłam głowę. Odwróciłam się i weszłam w klatkę schodową. Gdy już zamknęłam drzwi odetchnęłam z ulgą. Przeteleportowałam się do "Sali tronowej". Rycerz zapytał:
- Masz już to, co miałaś przynieść? - położyłam przed nim liść z medalionem
- Dzięku... a po co przyniosłaś kruczy medalion? - zdziwił się
- Wielki kruk mi go podarował... chyba... - odpowiedziałam
- Jeżeli Król kruków ci go dał, pilnuj go niczym oka w głowie, ponieważ jeżeli coś się złego z nim stanie, kruki się zemszczą - powiedział i podniósł swój miecz, doprowadzając mnie do tronu, na którym był klucz. Chwyciłam "kruczy medalion" i go założyłam na szyi, a potem podeszłam i zabrałam klucz w pysk.
- Do wiedzenia - powiedziałam (to nie było w moim stylu) i poszłam w podskokach. Gdy byłam koło drzwi wejściowych, pełna nadziei włożyłam klucz w zamek i przekręciłam, jednak nadzieja znikła, ponieważ klucz nie chciał do końca zaskoczyć, co świadczyło o tym że klucz nie był do tych drzwi. Usłyszałam nagle głos co powiedział "Jeżeli drzwi nie chcą się otworzyć musisz odnaleźć inną drogę ucieczki". "Ale jaka droga ucieczki?" spytałam sama w myślach. Nagle ten sam głos powiedział "Twoja droga ucieczki nie jest zbyt łatwa, musisz przejść przez terytorium wroga, terytorium Gallery". "O jaką Gellere mu chodziło?" rozmyślałam. Spojrzałam na medalion, a on zaczął promieniować, po czym głos się odezwał "Galler'a potrafi się przemieniać w wilki, które były tobie bliskie, tym samym podstępnie psuć twoją psychikę i żywić się twoim cierpieniem". "TEN MEDALION GADA" odskoczyłam, gdy o tym pomyślałam. "Chwila chwila.... tamta wadera przemieniła się najpierw w moją matkę, a później w Ripple. Tamta wadera jest Galler'ą" od razu poszłam w stronę wejścia do piwnicy. Gdy znalazłam się w pokoju z zegarem, dłuższa wskazówka była koło liczby dziewięć, a krótsza na liczbie cztery. Weszłam do piwnicy. Nie było tu żadnej żywej duszy. Nawet te kobiety gdzieś znikły. Czułam się samotna. Weszłam do pokoju ze schodami. Zaczęłam z chodzić na dół. Poczułam nieprzyjemny odór gnicia, który się nasilał za każdym schodkiem. Gdy zeszłam na dół zobaczyłam dziwne stworzenie.
Odwróciło głowę w mą stronę, Poczułam na mnie jego wzrok, choć nie miało to oczu. Zimny dreszcz przeleciał po mym grzbiecie. Dziwny skręt w brzuchu świadczył o tym, że zaczęłam się bać. Słyszałam o tych stworzeniach - bezlitosne, krwiożercze, dzikie, jadowite i demoniczne. Jak hieny kradną zdobycze, zabijają śpiące wilki, męczą psychicznie, zatruwają i czekają na śmierć i jeszcze to, że atakują w stadach. Częsty widok na terenach mojej starej watahy. Zaczęło się skradać w mą stronę wydając przy tym dziwne dźwięki. "Muszę się bronić" pomyślałam "ale jak?". Byłam usztywniona przez strach. To coś nazywało się jak roślina - Ambrozja. Nagle zwierze ruszyło do ataku.
<C.D.N... Jak polsat :'D>
Uwagi: Wypowiedzi z małych liter, pisanie wyrazów prawidłowo, a później z błędem, Spacje przed przecinkami, literówki w prostych wyrazach, np. "nię", "przyglądywał", złe końcówki, np. "oczą", błędy ortograficzne, np. "króków", "puźniej", powtórzenia, brak przecinków, wszystko walnięte w jednym akapicie - a to wszystko w op. Yuko! Dziewczyno, mam wrażenie, że ty po tej przerwie znacznie cofnęłaś się w rozwoju... ;__; Mam już dość wrażeń po Twoim poprzednim op... a tutaj kolejne, z jeszcze większą porcją byków! Tradycyjnie w akurat Twoich op. nie poprawiam powtórzeń, żebyś je po prostu zobaczyła. O czasowniku "odkluczyć" palnęłam Ci nawet wykład... a to najwyraźniej poszło na nic. Powtórzę, a może Ci się przypomni - TAKI WYRAZ NIE ISTNIEJE W PRAWIDŁOWEJ POLSZCZYŹNIE! Zauważyłam również, że źle używasz wyrazu "jak". Ostatnio w ogóle jest plaga osób, które nie potrafią z tego korzystać... Np. "chciałam wstać, jak na mnie wpadł". Powinno być "chciałam wstać, kiedy na mnie wpadł"... Tak samo jest ze zdaniem "potrafi się przemieniać w wilki, co były tobie bliskie", w którym powinno użyć zamiast "co", "które". "Zapytał się"? Znaczy zapytał siebie? Ostatnimi czasy takie formy również mnie zastanawiają, bo wiem, że nie mają większego sensu. "To coś nazywało się jak roślina - Ambrozja." - ale że co? Kto? Ten potwór się przedstawił, a ja o niczym nie wiem? Dziwne jest jeszcze to, że medalion najpierw tłumaczył jej jak głupiej, czym są Gallery, na co ta zareagowała spowolnionym łączeniem faktów, a później Yuko sama oznajmiła, że dużo o nich wie i to był codzienny widok w jej dawnej watasze. To w końcu zna się na tym, czy nie? Ja już zgłupiałam. Następnym absurdem jest to, że nie potrafi tutaj odczytywać godzin, a podczas polowania wykonuje dość skomplikowane (jak na osobę, która matmy nigdy się nie uczyła) obliczenia.
Ponadto... gratuluję, pobiłaś rekord ilości błędów! I nie ciesz się, bo to nie wróży niczego dobrego. ;_;
wieżą latały kruki i wrony, a na samym dachu wyrastał ogromny dąb z czarnymi liśćmi. Podeszłam do drzewa i już chciałam urwać liść, kiedy wielki kruk wylądował przede mną. Przyglądał się mnie bardzo uważnie. Naglę parę wron wylądowało za mną. To nietypowe zachowanie ptaków mnie niepokoiło. Po chwili jedna z wron dziabnęła zakrwawiony bandaż wyrywając go. Próbowałam wydać jakiś odgłos, ale nie mogłam. Czułam strach że te wrony mnie zeżrą. Moje oczy były rozszerzone. Naglę inna wrona wyrwała inny bandaż. Po chwili cała gromada wron zaczęła wyrywać bandaże. Ja stałam nieruchomo jak słup soli, jakbym nie wiedziała o tych wronach. Skrawki bandażu latały po całej wieży. Po paru minutach wrony odleciały zostawiając mnie. Gdy spojrzałam nie miałam ŻADNYCH ran. Jak bym wyzdrowiała. Ale czułam dziwny ból głowy. Zauważyłam kątem oka, że wielki kruk pochylił głowę. Odwróciłam głowę w jego stronę. W dziobie trzymał kruczy liść z czymś na nim. Położył liść i popatrzał na mnie. Zdezorientowana popatrzyłam na liść.
Na nim leżał srebrny medalion z piórami wron i kruka. Największe pióro było krucze. Zbliżyłam się do liścia i lekko pochyliłam szyję spoglądając na kruka. Stał i się przyglądał. Złapałam liść i medalion w pysk i uniosłam głowę. Odwróciłam się i weszłam w klatkę schodową. Gdy już zamknęłam drzwi odetchnęłam z ulgą. Przeteleportowałam się do "Sali tronowej". Rycerz zapytał:
- Masz już to, co miałaś przynieść? - położyłam przed nim liść z medalionem
- Dzięku... a po co przyniosłaś kruczy medalion? - zdziwił się
- Wielki kruk mi go podarował... chyba... - odpowiedziałam
- Jeżeli Król kruków ci go dał, pilnuj go niczym oka w głowie, ponieważ jeżeli coś się złego z nim stanie, kruki się zemszczą - powiedział i podniósł swój miecz, doprowadzając mnie do tronu, na którym był klucz. Chwyciłam "kruczy medalion" i go założyłam na szyi, a potem podeszłam i zabrałam klucz w pysk.
- Do wiedzenia - powiedziałam (to nie było w moim stylu) i poszłam w podskokach. Gdy byłam koło drzwi wejściowych, pełna nadziei włożyłam klucz w zamek i przekręciłam, jednak nadzieja znikła, ponieważ klucz nie chciał do końca zaskoczyć, co świadczyło o tym że klucz nie był do tych drzwi. Usłyszałam nagle głos co powiedział "Jeżeli drzwi nie chcą się otworzyć musisz odnaleźć inną drogę ucieczki". "Ale jaka droga ucieczki?" spytałam sama w myślach. Nagle ten sam głos powiedział "Twoja droga ucieczki nie jest zbyt łatwa, musisz przejść przez terytorium wroga, terytorium Gallery". "O jaką Gellere mu chodziło?" rozmyślałam. Spojrzałam na medalion, a on zaczął promieniować, po czym głos się odezwał "Galler'a potrafi się przemieniać w wilki, które były tobie bliskie, tym samym podstępnie psuć twoją psychikę i żywić się twoim cierpieniem". "TEN MEDALION GADA" odskoczyłam, gdy o tym pomyślałam. "Chwila chwila.... tamta wadera przemieniła się najpierw w moją matkę, a później w Ripple. Tamta wadera jest Galler'ą" od razu poszłam w stronę wejścia do piwnicy. Gdy znalazłam się w pokoju z zegarem, dłuższa wskazówka była koło liczby dziewięć, a krótsza na liczbie cztery. Weszłam do piwnicy. Nie było tu żadnej żywej duszy. Nawet te kobiety gdzieś znikły. Czułam się samotna. Weszłam do pokoju ze schodami. Zaczęłam z chodzić na dół. Poczułam nieprzyjemny odór gnicia, który się nasilał za każdym schodkiem. Gdy zeszłam na dół zobaczyłam dziwne stworzenie.
Odwróciło głowę w mą stronę, Poczułam na mnie jego wzrok, choć nie miało to oczu. Zimny dreszcz przeleciał po mym grzbiecie. Dziwny skręt w brzuchu świadczył o tym, że zaczęłam się bać. Słyszałam o tych stworzeniach - bezlitosne, krwiożercze, dzikie, jadowite i demoniczne. Jak hieny kradną zdobycze, zabijają śpiące wilki, męczą psychicznie, zatruwają i czekają na śmierć i jeszcze to, że atakują w stadach. Częsty widok na terenach mojej starej watahy. Zaczęło się skradać w mą stronę wydając przy tym dziwne dźwięki. "Muszę się bronić" pomyślałam "ale jak?". Byłam usztywniona przez strach. To coś nazywało się jak roślina - Ambrozja. Nagle zwierze ruszyło do ataku.
<C.D.N... Jak polsat :'D>
Uwagi: Wypowiedzi z małych liter, pisanie wyrazów prawidłowo, a później z błędem, Spacje przed przecinkami, literówki w prostych wyrazach, np. "nię", "przyglądywał", złe końcówki, np. "oczą", błędy ortograficzne, np. "króków", "puźniej", powtórzenia, brak przecinków, wszystko walnięte w jednym akapicie - a to wszystko w op. Yuko! Dziewczyno, mam wrażenie, że ty po tej przerwie znacznie cofnęłaś się w rozwoju... ;__; Mam już dość wrażeń po Twoim poprzednim op... a tutaj kolejne, z jeszcze większą porcją byków! Tradycyjnie w akurat Twoich op. nie poprawiam powtórzeń, żebyś je po prostu zobaczyła. O czasowniku "odkluczyć" palnęłam Ci nawet wykład... a to najwyraźniej poszło na nic. Powtórzę, a może Ci się przypomni - TAKI WYRAZ NIE ISTNIEJE W PRAWIDŁOWEJ POLSZCZYŹNIE! Zauważyłam również, że źle używasz wyrazu "jak". Ostatnio w ogóle jest plaga osób, które nie potrafią z tego korzystać... Np. "chciałam wstać, jak na mnie wpadł". Powinno być "chciałam wstać, kiedy na mnie wpadł"... Tak samo jest ze zdaniem "potrafi się przemieniać w wilki, co były tobie bliskie", w którym powinno użyć zamiast "co", "które". "Zapytał się"? Znaczy zapytał siebie? Ostatnimi czasy takie formy również mnie zastanawiają, bo wiem, że nie mają większego sensu. "To coś nazywało się jak roślina - Ambrozja." - ale że co? Kto? Ten potwór się przedstawił, a ja o niczym nie wiem? Dziwne jest jeszcze to, że medalion najpierw tłumaczył jej jak głupiej, czym są Gallery, na co ta zareagowała spowolnionym łączeniem faktów, a później Yuko sama oznajmiła, że dużo o nich wie i to był codzienny widok w jej dawnej watasze. To w końcu zna się na tym, czy nie? Ja już zgłupiałam. Następnym absurdem jest to, że nie potrafi tutaj odczytywać godzin, a podczas polowania wykonuje dość skomplikowane (jak na osobę, która matmy nigdy się nie uczyła) obliczenia.
Ponadto... gratuluję, pobiłaś rekord ilości błędów! I nie ciesz się, bo to nie wróży niczego dobrego. ;_;
Od Yuki „Głodna znaczy zła” cz. 1
Od ilu dni muszę oszczędzać na jedzeniu? Od dwóch? Trzech? Czy pięciu?
Czy wilk musi cierpieć z głodu bo
inne wilki są leniwe i nie chce im się ruszyć d*pska by coś upolować?
Dlaczego w tej watasze po prostu są egoistami niedbającymi o watahę i
gnijącymi w swoich jaskiniach, którzy marzą o pieniądzach i przetrzymują
jedzenie tylko dla siebie nie myśląc o innych. Ile wilków już głoduje?
Prawie cała wataha! Wataha liczy trzydzieści jeden członków i nie dość, że grubo ponad
połowa to, niektóre wilki wciąż mają całą spiżarnie mięsa! Czyż to nie
obrzydliwe? Być aż tak egoistycznym? Nawet
ja bym takiego czegoś nie zrobiła! Tak. Ja nie pozwolę by wilki
cierpiały, bo polującym nie chce się ruszyć więc postanowiłam wyjść na
polowanie. Był przepiękny ranek. Wilgoć unosiła się w zimnym powietrzu.
Trawa mokra od rosy łaskotała moje łapy i przenosiła chłód zawarty w
rosie na nie przez co zrobiło mi się zimno. Teraz jest najlepsza chwila
na polowanie na kozice. Skały są od rosy więc kozice mogą się śliznąć
(nie licząc mojej zdolności do teleportowania się). „Najpierw muszę
policzyć ile wilków głoduje” pomyślałam. „Kazuma odpada, bo niema
przewodu pokarmowego, tak samo jak nowi”. Naliczyłam się dwadzieścia
osób. Pewnie myślicie skąd wiem, że głodują. A ma się "znajomości". Muszę sobie ustalić cel. Hmm… każdy dostanie dwadzieścia kawałków mięsa. Jedna kozica - wykarmienie dwóch wilków. Dwadzieścia podzielić na dwa równa się dziesięć. Na pewno nie uda mi
się zapolować na dziesięć kozic więc upoluje pięć, a jeżeli mi się nie
uda to będzie problem. Ruszyłam w stronę Gór. Po paru minutach dotarłam.
Zaczęłam się wspinać zachowując się jak najciszej i zważając na każdy
mój ruch i czynniki zewnętrzne. Nagle usłyszałam stukanie. Odwróciłam
się w stronę źródła dźwięku. Zobaczyłam ranną kozicę z widocznymi ranami
na tylnej nodze. Wyglądało
jakby zaatakował ją jakiś wilk lub potwór. Zaczaiłam się na biedne
zwierze i w pewnym momencie skoczyłam. Kozica skapnęła się co się dzieje
pół sekundy przed śmiercią. Popatrzałam na zakrwawioną kozicę. Aż kusiło
by przekąsić sobie zwierzę. W ostatniej sekundzie powstrzymałam się.
Ostrożnie rozerwałam kozicę na pół i schowałam jedną część. Zabrałam w
pysk połowę kozicy i przeteleportowałam się do jaskini Alf. Kiiyuko
głodowała, a nie chce by był pogrzeb emerytowanej Alfy.
Położyłam ostrożnie połówkę kozicy na podłodze i wyryłam na niej napis
„smacznego”. Oczywiście się podpisałam, bo inaczej pomyślałaby, że to
jakiś spisek i kozica jest zatruta. Przeteleportowałam się do kryjówki, w
której leżała druga część kozicy - tylna. Zaniosłam ją do najbliższej
jaskini i po kryjomu położyłam ją na zimnej ziemi. Nikogo tu nie było,
lecz wiedziałam, że to jaskinia jakiegoś basiora po zapachu sierści,
która była tu WSZĘDZIE. Uciekłam z
miejsca zdarzenia. Jeszcze osiemnaście wilków.Przeteleportowałam się w góry i zaczęłam węszyć. Po godzinie szukania
znalazłam starą kozicę. Gdy przygotowywałam się do skoku kozica
zobaczyła mnie i zaczęła uciekać. Zaczęłam gonić ją co chwile potykając
się o jakiś kamyk lub o swoje łapy. Byłam od niej hen hen daleko i
kozica już chciała triumfować, gdy zniecierpliwiona przeteleportowałam
się nad nią i chwyciłam jej kark ściskając jak najmocniej z gniewu.
Kozica zaczęła się szarpać. Zdenerwowała mnie na maksa.
Najlepiej by było gdyby połamała sobie wszystkie kości… Nie będzie wtedy
z nią problemu. Nagle usłyszałam chrzęst. Kozica wydała z siebie
ryk i znieruchomiała. Zdezorientowana puściłam zdobycz. Lekko ruszyłam
jej kopytem i zauważyłam, że jest cała połamana. W końcu idzie jak po
mojej myśli. Kozica jeszcze żyła, więc jest nadzieja na dobrą zabawę.
Zaczęłam rozrywać ciało biednego stworzenia. Gdy rozerwałam jej klatkę
piersiową zaczęła tryskać krew. Kozica ryczała, stękała i wydawała z
siebie dziwne ryki. W końcu ucichła, a strumień tryskającej krwi się
skończył. Rozniosłam dwie części do jaskiń następnych członków
powstrzymując się od jedzenia. Nie będę już opisywała dwóch innych
polowań bo były podobne do zwykłych - wytropienie, gonitwa, zaatakowanie,
zabicie i rozdzielenie na pół i zaniesienie do jaskiń. Jeszcze
dwanaście członków.
<C.D.N.>
Uwagi: Mnóstwo literówek. Znowu jest "tylnia łapa", chociaż istnieje tylko "tylna łapa"... Liczby i cyfry w op. zapisujemy słownie. "Obrzydliwe" piszemy przez "rz"! "Skąd" piszemy razem i przez "s". "Alfa" to tytuł, więc powinien być on zapisany z wielkiej litery. "Góry" to nazwa miejsca, więc to również zapisujemy z wielkiej litery. "Momencie" piszemy przez "en". "Triumfować" - jeśli masz problem z tym wyrazem, lepiej sprawdź w internecie pisownię, inaczej wychodzi z tego jakiś poplątaniec liter. "Chromotanie"? A co to znaczy? "W końcu" piszemy oddzielnie.
<C.D.N.>
Uwagi: Mnóstwo literówek. Znowu jest "tylnia łapa", chociaż istnieje tylko "tylna łapa"... Liczby i cyfry w op. zapisujemy słownie. "Obrzydliwe" piszemy przez "rz"! "Skąd" piszemy razem i przez "s". "Alfa" to tytuł, więc powinien być on zapisany z wielkiej litery. "Góry" to nazwa miejsca, więc to również zapisujemy z wielkiej litery. "Momencie" piszemy przez "en". "Triumfować" - jeśli masz problem z tym wyrazem, lepiej sprawdź w internecie pisownię, inaczej wychodzi z tego jakiś poplątaniec liter. "Chromotanie"? A co to znaczy? "W końcu" piszemy oddzielnie.
Subskrybuj:
Posty (Atom)