Zacieśnianie więzi

W ramach lepszego zapoznania się ze sobą realizujemy comiesięczny projekt losowania osób, do których można napisać op. i dostać dzięki temu +3 pkt. do każdej z umiejętności (+1 pkt. do mocy).
Link do osób, które zostały wylosowane znajduje się tutaj. :)

piątek, 26 czerwca 2015

Od Mizuki "Co tu robisz?" cz.5 (cd. Nari)

- Nie mogę odpowiedzieć, bo naraziłabym Cię na niebezpieczeństwo - powiedziałam patrząc w ziemię
- Nie narazisz mnie na niebezpieczeństwo, proszę powiedź mi - nalegała Nari.
- Wybacz ale nie mogę, poza tym czas już na mnie - powiedziałam po czym oddaliłam się.
Dlaczego Nari aż tak bardzo chcę to wiedzieć? Czy to ją uszczęśliwi? Wręcz przeciwnie - raczej zasmuci. Szłam dalej myśląc o Nari i o mojej przeszłości pełnej krwi, rozpaczy i cierpienia. Byłam wówczas zła i smutna za razem, gdybym tylko była silniejsza może udało by mi się go uratować! Myśli te nie dawały mi spokoju. Byłam tak zamyślona że nawet nie zauważyłam że doszłam do Wodospadu. Lecz skoro już tam byłam postanowiłam wziąć szybką kąpiel. Biorąc pod uwagę fakt, że nie na widzę ciepłej wody to delikatnie zmroziłam ją moją mocą lodu. Po niedługiej kąpieli wyszłam z wody i otrzepałam się. Następnie zdecydowałam, że pójdę na chwilę do Tajemniczego Podziemia, by zaszyć się w jakieś miejsce i zaznać odrobinę samotności, ciszy i spokoju. Położyłam się na ziemi obok wody i rozmyślałam. Nim się zorientowałam nastała noc, lecz ja chciałam jeszcze zrobić sobie nie za długi trening. Zaczęłam więc biegać dookoła niektórych miejsc, a następnie używać ognia w różne sposoby. Po treningu poszłam do jaskini i poszłam spać. Obudziłam się jakąś godzinę przed wschodem słońca i poszłam do Zielonego Lasu i upolowałam trzy zające. Gdy je zjadłam kręciłam się jeszcze tu i tam, w pewnym momencie spotkałam Nari. Powoli zaczęłam rozmyślać czemu gdziekolwiek idę zawsze ją spotykałam. Nie mogła mnie przecież śledzić bo bym wyczuła jej energię, musiałam uznać to za zwykły przypadek.

 <Nari?> 

Uwagi: Porównaj sobie te wypowiedzi (powyżej Twoja wersja, poniżej prawidłowa) i znajdź błędy:
-Nie narazisz mnie na niebezpieczeństwo, proszę powiedź mi-nalegała Nari

- Nie narazisz mnie na niebezpieczeństwo, proszę powiedź mi - nalegała Nari.

Od Idonny "Jak dołączyłam" cz.1 (cd. Kiiyuko)

Jak zawsze szłam sobie w wilczej postaci, słuchając muzyki. No, może nie było tak jak zawsze. Przed chwilą zostałam wygnana z watahy - zupełnie nie wiem dlaczego. Mówili coś o sprowadzeniu koni, podszywaniu się pod Alfę... Ale mnie to zbytnio nie obchodziło. Nie pałałam sympatią do tej watahy. Najwyżej znajdę sobie nową. Postanowiłam iść dalej, jak zawsze słuchając muzyki.
- Kim jesteś? - spytał jakiś głos. Spojrzałam na waderę, która stała przede mną. Zmierzyłam ją wzrokiem.
- Kimś. - odpowiedziałam krótko.
- Co robisz na moich terenach? - zadała kolejne pytanie.
- Twoje tereny? A więc jest tu wataha?
- Tak, jest.
- Wolno dołączyć?

<Kiiyuko?>

Uwagi: "Alfa" to zwrot grzecznościowy - pisz więc ten wyraz z wielkiej litery.

Od Shayd'a ''Pierwsze spotkanie'' cz.3 (cd. Mizuki)

Wilczyca, która się mną zaopiekowała była dość specyficzna. Taka oschła, ale jednocześnie w głębi duszy czułem, że jest przyjazna. W końcu mi pomogła, zawsze mogła zostawić mnie samego, pewnie bym zdechł, jednak ona mnie ocaliła. Wadera powiedziała mi jak dojść do jaskini Alfy tej watahy, ostrzegła też, że Kiiyuko z rana nie lubi odwiedzin. Mogłem zostać z waderą lub pozwiedzać tereny watahy. Czułem się nieco zmęczony, jednak postanowiłem przejść się po najbliższych terenach watahy.
Powietrze było rześkie, wychodząc z domu gdzie medytowała wadera, natknąłem się na dwóch osobników, dokładnie basiora i waderę, którzy wesoło o czymś dyskutowali. Kiedy nieznajomi zobaczyli mnie spojrzeli po sobie zdziwieni. Basior, który wydawał mi się o wiele starszy i silniejszy ode mnie spytał:
- Czego tutaj szukasz? - jego głos był stanowczy, budzący strach. Odwróciłem wzrok skupiając się na płynącym po niebie obłoku.
- Mam zamiar wybrać się do Alfy waszej watahy i prosić o przyjęcie - Mruknąłem cicho. Wilk przypatrywał mi się po czym powiedział.
- Kiiyuko już wstała, wiesz jak trafić? - Wydawało się, że basior pragnie, żebym zniknął mu z oczu. Skinąłem jedynie głową po czym ruszyłem do jaskini Alfy, chcąc mieć już to wszystko za sobą. Sam nie wiem co ja tutaj robię, nie wiem nawet czy tu pasuję. Może moim przeznaczeniem było zdechnąć w tym lesie? Jestem zmiennokształtny, wataha się mnie przez to pozbyła, według nich jestem zagrożeniem. Chwila doznaję chyba olśnienia, przecież Desari, która mnie uratowała także jest zmiennokształtna, czy inni o tym wiedzą? A może ukrywa to? Tyle pytań, a żadnych odpowiedzi.
Przez moją nie uwagę wpadłem na jakąś waderę, zatoczyłem się i podniosłem łeb, żeby spojrzeć na wilczycę.
- Przepraszam - Wydukałem po czym wyprostowałem się dumnie. Samica zmierzyła mnie surowym spojrzeniem i powiedziała niebywale oschle.
- Uważaj jak łazisz - Spojrzałem na nią zdziwiony, przecież to był wypadek, nie musi być od razu taka niemiła. Rozejrzałem się w około, raczej nie byłem bliski znalezienia jaskini Alfy. Brawo Shayd, jak zawsze musisz być beznadziejny.
- Jeszcze raz przepraszam, zamyśliłem się i nie patrzyłem gdzie idę - Powiedziałem chcąc zdobyć przychylność wadery, która nawet na mnie nie patrzyła - Jestem tutaj nowy i nie za bardzo orientuje się jeszcze we wszystkim, szedłem właśnie do jaskini nie jakiej Kiiyuko, chyba się zgubiłem - Stwierdziłem nieco skrępowany, nie lubiłem swojej niezdarności. Zawsze zdarzało się tak, że to ja byłem tą ofiarą losu, gubiłem się, nie wychodziły mi polowania, nawet nie umiałem opanować swoich przemian w człowieka.
- Pokażę ci gdzie to jest, za mną - Rozkazała wadera i ruszyła przodem. Milusia, zupełnie jak Desari.
- Tak w ogóle jestem Shayd - Przedstawiłem się doganiając waderę i wyrównując z nią krok. Nie odpowiedziała, nawet na mnie nie spojrzała. Westchnąłem cicho, doszliśmy już do jaskini Alfy.
- Nietrudno ją znaleźć, mogłeś sam się domyślić, że to ta - Rzuciła wadera niby od niechcenia i ruszyła w swoim kierunku.
- Dzięki nieznajoma - Powiedziałem uśmiechając się lekko. Miała trudny charakter, jednak była intrygująca.
Wszedłem do jaskini, rozejrzałem się wokoło. Była ładna. Dostrzegłem idącą w moim kierunku waderę, jak przypuszczałem to Alfa Kiiyuko. Ukłoniłem się, w poprzedniej watasze zawsze robiłem to przed osadzonymi wyżej w hierarchii wilkami.
- Witaj czego tutaj szukasz? - Usłyszałem jej melodyjny głos, wyprostowałem się nieco onieśmielony jej dostojnością.
- Ja...emm...nooo....błąkałem się po lesie i no... spotkałem wilczycę Desari... pomogła mi i powiedziała, że jeśli chcę dołączyć to muszę się udać tutaj - Jąkałem się co było w moim stylu, już chyba czasem taki jestem, przy jednych potrafię być opanowany, a przy innych już nie.
- Czy na pewno chcesz dołączyć? Wydajesz się być niezdecydowany, roztargniony, jakby coś cię trapiło - Zauważyła wilczyca, westchnąłem ciężko i postanowiłem opowiedzieć jej co nieco o sobie.
- Moja poprzednia wataha mordowała zmiennokształtne wilki, zamordowali całą moją rodzinę, teraz polują na mnie, uciekłem i szukam schronienia jednak boje się, że oni wkroczą tutaj...nie chcę nikogo narażać na niebezpieczeństwo - Spuściłem głowę czując się źle ze swoją przeszłością.
- Tutaj nic ci nie grozi, jeśli jesteś zdecydowany by dołączyć to witam - uspokoiła mnie Alfa, uśmiechnąłem się i odpowiedziałem.
- Dziękuję bardzo za przyjęcie, jestem Shayd - Przedstawiłem się krótko, a z mojego pyska nie schodził uśmiech.
- Miło cię poznać Shayd, jestem Kiiyuko - Była taka miła, podziękowałem jeszcze raz za wszystko i postanowiłem przejść się w końcu po watasze. Wychodząc z jaskini wpadłem na tą samą waderę, która mnie tu zaprowadziła
- I znów się spotykamy - Stwierdziłem puszczając jej oczko. Samica wywróciła oczami, z jej pyska uleciało warknięcie. Ruszyła w swoim kierunku, pobiegłem za nią - Ej no, nieznajoma nie bądź taka! Chce się tu z kimś zaprzyjaźnić!
- Na pewno nie ze mną - Warknęła. Zagrodziłem jej drogę uśmiechając się nonszalancko
- A właśnie, że z tobą, no dalej mała to nie takie trudne - Zachęciłem ją, wilczyca jedynie odepchnęła mnie lekko łapą.
- Nie jestem ''mała'' tylko Mizuki - Powiedziała znów nie zaszczycając mnie spojrzeniem. Zaśmiałem się ruszając ponownie za nią.
- Niezły początek Mizuki, ja już ci się przedstawiłem, ale możliwe, że zapomniałaś: jestem Shayd - Po raz kolejny wadera wywróciła oczami.
- Świetnie Shayd, pamiętam twoje imię, jednak chciałabym, żebyś zostawił mnie teraz w spokoju! - Krzyknęła biegnąc gdzieś. Postanowiłem nie denerwować jej bardziej, od samego początku była nie w humorze, nie wiem czy to moja wina, czy już taka jest. Intrygująca Mizuki, zapowiada się ciekawie.

<Mizuki? Chyba nieźle zaczęliśmy, nie?> 

Uwagi: poćwicz pisanie cząstki "nie". Porównaj sobie te wypowiedzi (powyżej Twoja wersja, poniżej prawidłowa) i znajdź błędy:
-Niezły początek Mizuki, ja już ci się przedstawiłem, ale możliwe, że zapomniałaś: jestem Shayd-Po raz kolejny wadera wywróciła oczami. 
- Niezły początek Mizuki, ja już ci się przedstawiłem, ale możliwe, że zapomniałaś: jestem Shayd - po raz kolejny wadera wywróciła oczami. 

czwartek, 25 czerwca 2015

Od Mizuki "Prawdziwa historia pełna krwi" cz. 2

Obydwoje staliśmy przed sobą około 5 minut. W końcu Ren powiedział:
- Mizuki, czemu się powstrzymujesz? Wiesz co masz robić - powiedział patrząc mi w oczy.
On miał rację, w końcu to tylko zwykła walka. Ruszyłam na niego, a on na mnie. Ren od samego początku walczył na poważnie, jednak ja tak nie potrafiłam. Przez to zostałam dość silnie poturbowana, wtedy doszłam do wniosku, że muszę zacząć walczyć na serio. Zwiększyłam swoją siłę i szybkość. Wtedy Ren nie nadążał z obroną przed moimi atakami, jednak ja nie zwolniłam. Oprócz zwykłej walki postanowiłam użyć moich żywiołów. Za pomocą lodu stworzyłam dwa swoje klony. Jeden z nich wybił go w górę, drugi podskoczył i wykopnął go jeszcze wyżej. Wtedy ja skoczyłam na niego i szybkim ruchem łap sprawiłam, że spadł na ziemię robiąc przy tym wielki hałas. Na szczęście przeżył, miał on jednak połamane wszystkie kości w łapach. Wylądowałam obok niego i powiedziałam:

- Wybacz Ren - powiedziałam szeptem, a po moim pysku spłynęła łza.
Przez to że Ren nie mógł się już poruszyć, zostałam ogłoszona zwycięzcą, jednak nie cieszyłam się z tego. Po naszej walce ogłoszono, że ja i Ren zdaliśmy egzamin. Po chwili na ring wbiegło kila medyków z noszami. Zabrali oni Rena do szpitala, został on tam cały miesiąc. Czasami po kryjomu tam chodziłam w odwiedziny, jednak Ren mówił, że lepiej by było, gdybyśmy nie byli już przyjaciółmi. Bardzo zabolało mnie to. Teraz już wiem dlaczego tak powiedział, jednak wtedy byłam taka głupia. Mój mistrz zawsze powtarzał: "Ból zazwyczaj przychodzi bez ostrzeżenia, dopiero później poznajemy jego przyczynę" - wtedy go nie rozumiałam. Po zdaniu tego egzaminu stwierdziłam, że muszę stać się silniejsza i obalić ten głupi przepis, który nakazywał wytępienie uczuć każdemu szczeniakowi. Dlatego każdą noc spędzałam na treningu. Po trzech miesiącach moje ataki stały się jeszcze szybsze i potężniejsze. W tę noc jak zwykle trenowałam, gdy poczułam ten zapach wrogów. Zaatakowali oni wioskę kiedy wszyscy spali. Szybko udałam się do naszego lasu i włączyłam alarm. Wtedy wilki z całej watahy zerwały się na równe łapy i w mgnieniu oka wszyscy byli gotowi by odeprzeć atak wroga. Liczebność wrogów przekraczała dwukrotnie naszą liczbę wilków. Stanęłam do walki. Jednak gdy większość watahy padła, Ren złapał mnie za kark i zawlókł z dala od watahy. Czekała tam na mnie moja rodzina, ale las w którym byliśmy zaczął się palić, wtedy Ren kazał mi biec dalej. Nim się obejrzałam nie widziałam nikogo z mojej rodziny. Zaczęłam się martwić, jednak Ren zapewnił mnie, że żyją. Sama później wyczułam ich energię. Stałam zamyślona, po chwili zobaczyłam strzały lecące w moją stronę, zamknęłam oczy gdy je otworzyłam ujrzałam przede mną Rena. Z jego pyska zaczęła cieknąć krew.
- Mizuki, uciekaj zanim cie dorwą - powiedział po czym runął na ziemię.
- Ren! - wykrzyczałam przez łzy
Po chwili w moją stronę zaczęło biec kilka basiorów. Uciekałam, a z moich oczu leciały krwawe łzy. Basiory w końcu mnie dopadły, jeden z nich szepnął mi do ucha:
- Zginiesz tak samo łatwo jak twój przyjaciel - po tych słowach wszystkie basiory zaczęły się śmiać

<C.D.N.>

Uwagi: Piszesz za długie zdania, pomijasz przecinki... A w momencie gdy Ren obronił Mizuki, momentalnie przed moimi oczami pojawiła się scena z Naruto i Sasuke z rozdziału 27. :I