Zacieśnianie więzi

W ramach lepszego zapoznania się ze sobą realizujemy comiesięczny projekt losowania osób, do których można napisać op. i dostać dzięki temu +3 pkt. do każdej z umiejętności (+1 pkt. do mocy).
Link do osób, które zostały wylosowane znajduje się tutaj. :)

sobota, 7 lutego 2015

Od Wondersa "Jak dołączyłem do watahy?" cz.2 (cd. Tamorayn)

Odwróciłem się w jego stronę, a już rozumiałem czemu mnie gonił. Był inny:

http://magicznawataha.blog.onet.pl/wp-content/blogs.dir/928656/files/blog_iy_4775421_8053554_tr_quazer_5.jpg

Nie mając pojęcia czemu uciekałem gdzie pieprz rośnie, a on coraz bardziej mnie doganiał. Gdy miał się na mnie rzucić, wzleciałem w niebo a on trafił w skałę. Gdy miałem pewność że nic mu nie jest odleciałem.
***
Zmęczony lataniem zasnąłem na najniższej gałęzi drzewa. Po 3-4 godzinach spadłem plecami na ziemie, łapy miałem w górze, i o dziwo, ciągle spałem co trwało tak długo, że usłyszałem szelest w krzakach. ''Skoczyłem'' już rozbudzony na równe łapy, zza krzaków wyszedł basior. Zacząłem na niego warczeć:
- Kim jesteś?! - warknąłem na niego
- Uspokój się mały. - mimo mojego warknięcia powiedział to łagodnie
- Nie jestem żaden mały!
- Dobrze, ale się uspokój - tym razem powiedział poważnie - wiesz w ogóle gdzie się znajdujesz?
- Nie mam bladego pojęcia.
- Jesteś na terenie Watahy Magicznych Wilków.
- Serio? No to ja się stąd zmywam. - odwróciłem się, miałem zamiar ruszyć, lecz on mnie powstrzymał
- Czekaj.
- Co? - odwróciłem łeb w jego stronę
- Może zechcesz dołączyć?
- A co mi zaszkodzi. - powiedziałem bez jakichkolwiek emocji, lecz ciągle myślałem "No w końcu jakiś miły gest od strony świata".
***
Szliśmy kilka minut, a mi się tak nudziło że w końcu zapytałem:
- Jak ty się w ogóle nazywasz?
- Tamorayn, w skrócie Rayn, a ty?
- Ja jestem Wonders, ale lubię jak mi się mówi Wol.
- A więc Wol, zaprowadzę cię do Alfy, właściwie dwóch Alf.
- Dobrze.
- Oto jaskinia, tylko bądź miły - popatrzał na mnie z sarkazmem
- Ja nie miły... pf... kiedy ja byłem nie miły? - powiedziałem dosyć dziwnie, on tylko na mnie popatrzał ciągle sarkastycznie - Dobra... nic nie mówiłem.
Stanąłem przed jaskinią a tam ujrzałem waderę i basiora, pewnie Alfy. Rayn stał obok jaskini ''nasłuchując'' całej rozmowy.
- Witam. Jestem Wonders, a pan i pani pewnie jesteście Alfami.
- Tak jesteśmy Alfami. A ty po co przyszedłeś? - spytał się basior
- Ja przyszedłem spytać się czy mogę dołączyć.
Alfy chwilowo milczały, nagle odezwała się wadera:
- Możesz do nas dołączyć. - powiedziała trochę poważnie, trochę wesoło, ja natomiast wyszedłem z jaskini i potruchtałem do Tamorayna

<Tamorayn?>

Uwagi: Cudzysłowie piszemy za pomocą znaku ", a nie dwóch przecinków. Piszesz za długie i zbyt zawiłe zdania.

Od Telleni "Czy jeszcze...?'' cz.1 (cd. Sohara)

Kilka dni temu usłyszałam od Wissy, że Sohara i Dante dorośli. Sohary takowej nie mogłam nigdzie znaleźć, szukałam dosłownie na każdym terenie, zawiedziona udałam się do Ice
- Ice - powiedziałam idąc w stronę wadery z spuszczonymi uszami
- Co się stało mała?
- Sohara już dorosła - powiedziałam, po czym usiadłam obok niej
- Nie przejmuj się, na pewno jeszcze dużo czasu spędzicie zanim dorośniesz.
- Ja coś w to nie wierze - powiedziałam już doszczędnie załamana
- Oh... Tell ja wiem że czujesz się smutna i osamotniona, ale to nie powód by się załamywać.
- Masz racje Ice
- A szukałaś jej?
- Tak, na każdym terenie
- Na każdym? - powiedziała z przerażeniem
- Spokojnie, tylko na tych bezpiecznych. - spojrzałam na nią z uśmiechem
- To dobrze. No a teraz leć, niedługo będzie wieczór, na pewno będzie w jaskini.
Zanim Ice zdążyła dokończyć zdanie ja wybiegłam z jaskini krzycząc:
- Dobra Ice! Miłej nocy!
***
Jest już chyba dwudziesta druga, Sohary ciągle nie ma, byłam na tyle zawiedziona że udałam się na spacer, chodziłam tak z pół godziny, gdy zauważyłam waderę leżącą na Wschodnim Klifie. Pobiegłam w krzaki i po cichu podchodząc do niej nie zwróciłam uwagi na to co mam pod łapami, nadepnęłam na gałązkę. Wadera szybko odwróciła łeb w moją stronę, ja widząc jej twarz z uśmiechem i ogromnym szczęściem krzyknęłam:
- SOHARA! - pobiegłam do niej
- Cześć Telleni. - powiedziała z równie wielkim uśmiechem
- Tęskniłam za tobą. - powiedziałam wtulając się w nią
- A co ty tu robisz o tej porze? Myślałam że już śpisz.
- Nie mogłam zasnąć, nie spałam nawet u Ice bo myślałam że przyjdziesz.

<Sohara?>

Uwagi: Piszesz za długie zdania.

Od Kiiyuko "Narodziny" (cd. Rafael)

Z samego rana stwierdziłam, że jest mi koszmarnie słabo. Brzuch niemiłosiernie bolał, lecz trudno było to nazwać naturalnymi skurczami, które oznaczały narodziny malucha. Może tylko mi się wydaje, może tylko panikuję, bo przecież w końcu to moja pierwsza ciąża... Jeszcze wczoraj z Rafaelem dyskutowaliśmy o tym, jakie imię wybierzemy. W końcu skończyło się na Michaelu lub Suzannie.
- Rafael... - wykrztusiłam do jeszcze śpiącego partnera. Wyglądało na to, że jego sen był płytki, bo od razu podniósł łeb i na mnie bystro popatrzył, zupełnie jakby wcale przed chwilą jeszcze nie drzemał.
- Tak?
- Już chyba czas... - odrzekłam opuszczając trochę łeb, gdyż zaczynał się ból jeszcze mniej znośny. Napięte mięśnie nie polepszały sprawy.
- To szybko, chodźmy do Ice. - powiedział automatycznie podnosząc się z ziemi.
- Nie mogę się podnieść... Niech lepiej ona przyjdzie tutaj. - odpowiedziałam czując płynące po moim ciele grube krople potu, wynikające z dużego wysiłku, stworzonego przez mój organizm, by trochę ulżyć ból. Drżałam, ledwo co znosząc te męczarnie. Wyglądało na to, że tego rodzaju bólu Medalion się nie pozbędzie... Tak dawno już nie czułam tego, jak to jest cierpieć fizycznie.
- Ok. - rzekł od razu wybiegając z jaskini tak, że aż się za nim kurzyło. Ja opuściłam łeb na łapy, piszcząc cicho, wmawiając sobie w duchu, że za jakiś czas będzie po wszystkim i że będę już miała ukochanego szczeniaka.
***
- Bardzo mi przykro... - wyszeptała Ice patrząc na nieruchomego basiorka. Ja i Rafael również się w niego wpatrywaliśmy. Do moich oczy pocisnęły się pieczące łzy, nie starałam się nawet ich zatrzymać. Pozwoliłam im płynąć po policzkach.
- Mój Michaelek... Mój mały synuś... Nie żyje! - wrzasnęłam w wyraźnym szoku, smutku i wściekłości. Wtuliłam roztrzęsiony łeb w pierś partnera i głośno szlochałam.

<Rafael? Nie dokończyłeś jeszcze op. o ciąży, a już masz o narodzinach...>

piątek, 6 lutego 2015

Od Etera "Pierwszy dzień" cz. 3


Znowu coś się w moim życiu zadziało, od kilku dni budzę się w środku nocy i wychodzę na spacery. Niektórych to zaczyna przerażać, ale się tym nie przejmuje, i im powtarzam:
- Moje życie, moja sprawa.
Oni dalej swoje w końcu poszedłem trochę na dłuższy spacer, wychodziłem na 5-10 minut. Tym razem wyszedłem i nie wróciłem na noc, gdy nad ranem wróciłem, każdy się na mnie patrzył jak na obcego. Zdziwiło mnie to, przecież nie muszę każdemu mówić gdzie idę, o której godzinie itp. Zawsze ktoś do mnie podchodził i się pytał
- Gdzie byłeś?
- Po co byłeś?
- Z kim byłeś?
To wkurzające... Nie chcę być kontrolowany, jestem niezależny, chcę być wolny. Tak, cieszę się że mam watahę, ale bez przesady. Po kilku dniach znowu wyszedłem, znalazłem się nad jakimś strumieniem, ktoś podszedł od tyłu i mnie chciał złapać i chyba wepchnąć do wody, ale byłem szybszy. Złapał mnie, ja go za łapę i przewróciłem go przez plecy i to ja go wrzuciłem do wody, a nie on mnie. Wypłynął na brzeg i się na mnie wydarł:
- Jak?! Skąd?! Skąd wiedziałeś że tu byłem?!
- Przepraszam, że cię wrzuciłem, to jest już odruch, gdy ktoś mnie tak złapię od razu się bronię, tak mnie nauczyli.
- Nic się nie stało, to miał być tylko żart, ale jak widzę do niektórych to lepiej nie żartować.
- Lubię żarty, ale...
- Rozumiem.
- A tak w ogóle to ty jesteś z naszej watahy?
- Nie, nie jestem, ale mam swoją watahę.
- Aha, jestem Eter,a ty?
- Ja mam na imię Assassin.
- Ja się idę przejść dalej, idziesz za mną?
- Tak, chętnie się przejdę.
Szliśmy przez las. Nagle zobaczyłem, że coś jest na drzewie. Niestety, nie latam więc nie mogłem tego dosięgnąć, na całe szczęście Assassin jest wilkiem natury, poprosił (jakoś) drzewa aby zdjęły to z gałęzi, zgodziły się gdy już mieliśmy ten medalion z wiszącego drzewa. Był ładny, błyszczący, zabrałem go. Po powróceniu na tereny watahy każdy się gdzieś śpieszył, szykowali się jak do wojny. Spotykałem się z nowym kolegą, byliśmy najlepszymi przyjaciółmi. Gdy byłem już w swojej watasze, zapytałem:
- Co się dzieje?
Kiedy powiedzieli, że szykujemy się na wojnę, zapytałem:
- Z kim?
- Z Watahą Gwiezdnych Wilków.
Wtedy zrozumiałem, że to wataha Assassina. Nie chciałem z nim walczyć, przecież to mój przyjaciel...
Wyruszyliśmy na wojnę, mnie nie było. Zaczęli wojnę, nagle ja i Assassin weszliśmy na sam środek pola bitwy, nakazali przerwę i każdy wilk przestał skakać drugiemu do gardeł. Ja zacząłem jako pierwszy mówić:
- Czy musimy walczyć? Co się stało kiedyś, to teraz legenda.
Assassin mówił teraz:
- Po co ten rozlew krwi? Nie żyjmy przeszłością, żyjmy teraźniejszością, cieszmy się życiem.
Ja dalej ciągnąłem:
- Prosimy was abyście przestali, możemy się jakoś dogadać. Dlaczego nie możemy rozwiązać tego pokojowo, a nie wojną?
Teraz Assassin podszedł do swojej watahy a ja do swojej, ja powiedziałem:
- Proszę cię, przestańmy się zabijać.
Assassin mówił do swojej watahy:
- On ma racje, Proszę was, was wszystkich, pokój jest szczęściem, wojna jest żałobą, nienawiścią i przegraną. A ja znowu mówiłem ale już do wszystkich
- Nie ważne czy wy, czy my wygramy, wojna jest przegraną dla wszystkich, pokój jest wygraną dla każdego.
Assassina wataha zapytała nas
- Skąd mieliście tyle odwagi aby wyjść tu razem i nam to powiedzieć?
- Jesteśmy najlepszymi przyjaciółmi. - powiedziałem
Ze zdziwieniem się na nas patrzyli. Poi wojnie przypomniałem sobie o medalionie, pobiegłem do Assassina i dałem mu ten medalion (a raczej połowę, pogłówkowałem nad nim i odkryłem że on ma 2 części, nazwałem go Medalionem Przyjaźni). Ja miałem 1 część, a on 2.

Uwagi: "W ogóle" piszemy osobno i przez "ó". Zdziwiło mnie to, że wilk, którego spotkał Eter nazywa się Assassin, a za chwilę został nazwany Frivusem. Pilnuj przecinków i literówek. Spróbuj pisać mniej chaotycznie i bardziej zrozumiale, bo nie wiem, jak takie błędy mam poprawiać.