Zacieśnianie więzi

W ramach lepszego zapoznania się ze sobą realizujemy comiesięczny projekt losowania osób, do których można napisać op. i dostać dzięki temu +3 pkt. do każdej z umiejętności (+1 pkt. do mocy).
Link do osób, które zostały wylosowane znajduje się tutaj. :)

środa, 7 stycznia 2015

Od Shaylin "Pierwsze spotkanie" cz. 6 (cd. Midnight)

Norwegian dotrzymywał mi kroku, jak zwykle. Nudziło mnie to jego spojrzenie. Nic nie mogłam zrobić, bo nie powiem mu "przestań się na mnie gapić", było by to nie grzeczne.
Chciałam być wolna, lecz tak się jednak nie stało. Coraz bardziej go nie lubiłam. Aż wnerwiał mnie.
- Shaylin ja... nie wiem jak to się stało, ale nigdy nie umiałem... kogoś pokochać. Shaylin ja... ja cie kocham. Jesteś fantastyczna, mądra, piękna... niczego ci nie brakuje.
Stanęłam jak wryta. Nie umiałam nic wykrztusić z siebie. Boże... myślałam że upadnę. Biegłam przed siebie... nie myślałam nad tym co robię. Wołał mnie, ale ja bałam się tych słów...
Wpadłam na jakiegoś wilka. Ten wilk chyba chciał mnie ugryźć. A przecież to Patty... byłam tak ślepa, że nawet jej nie zauważyłam.
- Dlaczego to robisz? Shaylin... proszę... Dlaczego...? Wiesz jak ja się czuję. Ja go kochałam, a ty mi go zabrałaś... - warknęła na mnie. Już wiedziałam o co jej chodzi... Ona kocha Midnight'a.
- Uspokój się Patty. Ja nic nie zrobiłam złego
- Skrzywdziłaś mnie. Mogliśmy być taką świetną para, a ty wszystko zniszczyłaś... - miała taką minę, jakby mnie zabić chciała, no i wskoczyła na mnie. Broniłam się...
Usłyszałam szelest zza krzaków wyłonił się Midnight, a po boku szedł Norweg. Co się stanie? Nikt chyba nie wie, oprócz mnie...

<Mid?>

Od Wissy "Czarna Chwila" cz.1

Chodzę samotnie po terenach watahy, jak zwykle bez skutecznie i bez żadnego powodu. Lubię takie samotne spacery, zwłaszcza po pięknym złocistym lesie.
Nudno. Nie ma tutaj zupełnie nic interesującego, żadnej nowej rzeczy, wszystkie Alfy poznikały, szczenięta wolą bawić się ze sobą, każdego akceptują - oprócz mnie... - małej, bojaźliwej waderki. Jak tak sobie pomyślę... po co ja tu jestem? W jakim celu? W watasze dzieje się wiele rzeczy, i miło mi nawet popatrzeć na nie wszystkie... Tylko po co?
- Sama dałabym radę, bez nikogo. Jestem w tej watasze jak piąte koło od wozu - czyli bez znaczenia i większych możliwości - powiedziałam sama do siebie idąc dalej.
Właśnie wkroczyłam w pewien las. Dość ciemny i nieprzyjazny... Ja - jak to ja - popatrzyłam się i bez chwili większego namysłu uciekłam. Cisza tam była przerażająca i głucha, nie czułam tam żadnego żywego zwierzęcia.. Nie lubię takich miejsc, więc postanowiłam po prostu odejść. Tamorayn nauczył mnie polować. Niedaleko wyczułam świeżo upolowane mięso, bez wahania zaczęłam iść w kierunku zapachu. Szłam pewnym szlakiem, a raczej ścieżką. Doszłam w końcu do oczekiwanej ofiary. Był to najzwyczajniejszy w świecie biały, puszysty królik, który ku mojemu zdziwieniu był jeszcze żywy. Machał błagalnie swoimi mięciutkimi łapkami o pomoc, o darowanie życia.. Ale przypomniałam sobie, jak to mojej rodzinie nikt go nie darował, a także prosili o pomoc, o łaskę. Wzięłam królika do pyska, i zacisnęłam na nim mój pyszczek tak mocno, jak tylko potrafiłam. Jego krew napływała do mojego pyska... A ten zapiszczał, powierzgał trochę łapkami i najzwyczajniej w świecie - zdechł. Odstawiłam ciało na ziemię i zaczęłam zjadać.
Po zakończonym posiłku oblizałam się i poszłam dalej zostawiając za sobą resztki królika.
Nagle zdałam sobie sprawę, że nie jestem na terenach watahy. Nie wiem, gdzie jestem. Szłam przed siebie tak długo, że straciłam orientację, a byłam na terenach obszernych, pustych, ciemnych. Co jakiś kawałek rosła pojedyncza trawa, a w oddali widziałam drzewo. No cóż, tam gdzie drzewo, tam musi być wodopój. Pobiegłam w jego stronę, już dobiegałam, zobaczyłam malutkie jeziorko, już czułam smak pysznej wody w pyszczku...
Ale nagle wyskoczył przede mnie biały jak śnieg wilk, z perłowymi oczyma, futrem ułożonym w jak najlepszym porządku i z zębami jak mniejsza wersja sztyletu.
Wydawał mi się znajomy...
- K-kim jesteś? - zapytałam niepewnie oczekując na odpowiedź.
- Twoim koszmarem... - odpowiedział, a już po chwili leżałam, nieprzytomna.
***
Ocknęłam się w tym samym miejscu, w którym go spotkałam. Ta sama szara gleba, ten sam kamień leżący obok mnie, to samo drzewo, to samo malutkie jeziorko... Ale wilka brak. Nie było go nigdzie, a przynajmniej pod moim kątem widzenia. W końcu dla pewności poruszyłam lekko łapą.
Nie, nie było nikogo. Byłam sama.
Czym prędzej się podniosłam, i po cichu podeszłam do jeziorka się napić. Piłam, cały czas w niepewności.
- Pij, pij malutka, przyda Ci się, przed Tobą długa podróż. - Usłyszałam głos dochodzący zza moich pleców.
- Ż- że co?!
- W tej torbie masz wszystkie potrzebne rzeczy, a teraz chodź, nie ma czasu. - nie zdążyłam nawet zapytać o co dokładnie chodzi, kiedy biały wilk chwycił mnie za kark i pobiegliśmy w głąb tego szarego pustkowia.

<C.D.N.>

wtorek, 6 stycznia 2015

Od Alexandra "Czy to koniec watahy?" cz.5

C.D. op. Moonlight, Lithium Vane, Kiiyuko i Shadow'a

Jakiś czas później, siedząc u siebie w jaskini stwierdziłem, że już Kiiyuko naprawdę długo nie zaszczyca nas swoją obecnością, a uświadomiła mi to dopiero lekko stuknięta Lithium. Może rzeczywiście coś się jej stało? Nie, nie mogę tego tak po prostu zostawić. Wyszedłem prędko z jaskini i powędrowałem do pierwszego lepszego wilka, jaki mi przyszedł do głowy, udając, że nie widzę wściekłego spojrzenia Lithium czającej się za krzakami. Poszedłem do Moonlight, by ją poinformować o moim planie.
- Witaj Moon.
- Cześć. - rzekła zdezorientowana z jaskini.
- Chciałem ci powiedzieć, że mogę zniknąć na jakiś czas.
- Zniknąć to znaczy?...
- Idę na tereny Asai. Martwię się o Kiiyuko. Przekaż reszcie, żeby wszelkie ważne sprawy kierowali do Bety.
- Dlaczego mówisz to akurat mi?
- Bo mieszkasz najbliżej. - wyjaśniłem krótko i pobiegłem tam, gdzie miałem w planach. Teraz to już Lithium Vane była zapewne święcie przekonana, że jestem zły...

***

Czułem, że święci się coś złego. O tak, bardzo złego. Gnałem mrocznymi korytarzami w zamczysku Asai, w którym niestety, ale musiała mieszkać. Nabrałem jeszcze większej prędkości widząc zamknięte drzwi do sali, na której wyraźnie wyczuwałem obecność Kiiyuko. Może wiedziałem gdzie jest ze względu na to, że mam taki żywioł? Może tak, może nie... Wyrwałem z olbrzymim hukiem drzwi. Moim oczom ukazały się przerażone pyski Asai niosącej jakąś miskę, parszywego Shadow'a i Kiiyuko jakimś cudem zamkniętej w klatce.
- Grrr... Co tu się wyrabia? - warknąłem.
- Tu? Nic. - uśmiechnął się Shadow.
- Gdzie jest medalion?
- Może jest, może go nie ma. - zaśmiała się przebiegle Asai.
- Nie denerwuj mnie! - krzyknąłem rzucając się na waderę tak, że ta zdumiona wylądowała na ziemi.
- Oddawaj medalion i uwolnij Kiiyuko!
- Uh... - tylko sapnęła próbując się uwolnić z mojego uścisku.
- Słyszysz co do ciebie mówię?!
- Słyszę, słyszę... Nie dramatyzuj. - syknęła przewracając oczami. - Zrobię co każesz pod jednym warunkiem.
- Jakim?
- Wypijesz zawartość miski. - wskazała łapą na srebrne naczynie. Nie miałem pojęcia, co robi zawarty w niej płyn, ale Kiiyuko i jej medalion był ode mnie ważniejszy.
- Zgoda. Ale najpierw zapłata.
- Eh... - mruknęła. Klatka zniknęła, a ona podniosła się z podłogi. Rzuciła medalion Kiiyuko, który wcześniej miała zawieszony na szyi. Różowa wadera prędko pochwyciła go w pysk. Ja po upewnieniu się, że zrobiła co kazałem, powoli podszedłem do miski i przez chwilę wpatrywałem się w swoje odbicie.
- No pij, pij.
Jednym haustem wypiłem zawartość. Smakowało jak zwykła woda. Już 3 sekundy później chwycił mnie koszmarny ból głowy, brzucha i wszystkich mięśni. Czułem, jak moje wszystkie wspomnienia giną. Kiiyuko szybko uciekła przerażona widokiem, który zobaczyła patrząc na mnie...
- Jestem Xander. Nikt, a to nikt mi się nigdy nie sprzeciwi... - powiedziałem sam do siebie uśmiechając się szatańsko, gdy już złe samopoczucie minęło.

Od Alexandra "Jak dołączyłem? [Anuriti]" cz.2 (cd. Anuriti)

- Po co tutaj przyszedłeś? - warknąłem groźnie.
- Eeee... - "zawiesił się" zastanawiając się nad tym, co ma dalej powiedzieć. - ...po jedzenie.
- Po jedzenie? Sam sobie upolować czegoś nie możesz?
- Nie za bardzo. Za wolny jestem, żeby cokolwiek dogonić. - wyszczerzył się szeroko. Przewróciłem dramatycznie oczami. Im młodsze pokolenie, tym głupsze. Coraz gorzej szkoleni do walki i polowań... Eh, co się z tym światem porobiło.
- A moje pazury są zbyt tępe, aby przebić skórę i... - kontynuował, ale ja mu przerwałem unosząc łapę na znak, aby się łaskawie zamknął.
- Sprawa pierwsza: wstawaj.
Wykonał polecenie otrzepując się niezdarnie z piasku.
- Sprawa druga: ty sobie w takim razie w życiu nie poradzisz. Nie przeżyjesz więcej niż tydzień. Jakim cudem jeszcze trzymasz się przy życiu?
- Moja inteligencja oraz podświadoma medytacja daje mi moc i...
- Ale ja się pytam naprawdę.
- Padlina.
- Eh... - westchnąłem. - Chyba jestem zmuszony cię przyjąć do watahy.
- Serio? - ucieszył się merdając ogonem.
- Serio. A teraz poszukaj Ajaxa, jest tutejszą Betą lub Rose będącą Gammą. Poproś, aby któryś z nich oprowadził cię po terenach. - rzekłem niechętnie.
- Ok!
- A teraz pozwól, że sobie pójdę, bo nie mam za bardzo czasu na pogawędki. - odparłem odchodząc.

<Anuriti?>