Był słoneczny dzień złote liście poopadały na ulice, a ja miałem do
wykonania przechwyt. Super. Mój biały płaszcz w sumie trochę już
ubrudzony. Powiewał na chłodnym wietrze. O, mam cel. Normalnym krokiem
podszedłem do blondyna z prostymi włosami długości chyba jakoś jak ja.
Wybierał jabłka ze straganu. Mhm to na pewno on. Szybko sięgnąłem do jego
kieszeni, wyjąłem jakieś zawiniątko i szybszym krokiem sobie poszedłem, myśląc, że tego nie zauważył. Skręciłam do uliczki między kamienicami. A
ktoś mnie przygwoździł do ściany, był to ten sam mężczyzna. Jak to,
przecież jestem najlepszym złodziejem! Jak mógł poczuć?!
- Co ty sobie myślałeś?! - krzyknął.
- A bo ja wiem - uśmiechnąłem się wzruszając ramionami. Naglę na jego szyi
zauważyłem znamię, miałem takie samo. Hmm... A jeśli? Nawet głupi nie
jest, więc może...
- Gadaj, albo pożegnasz się z życiem - warknął i wyciągnął pistolet, którego wcześniej nie zauważyłem.
- Nie tylko ty masz takie cacko - zaśmiałem się odpychając go od siebie i sam pokazałem mu pistolet - Należysz do zakonu?
Stał moment z otwartą buzią. No tak, zwykły człowiek nie wie kim
jesteśmy, w przeciwności do templariuszy i innych ludzi z bronią. Wyjął
miecz.
- Spokojnie nie jestem templariuszem - uśmiech nie schodził mi z twarzy.
- Udowodnij - warknął.
Pokazałem znak zakonu na mieczu. Łączył moment wątki, ale zaraz znowu powrócił jego wrogi wyraz twarzy.
- Mogłeś go ukraść - nie zmieniał tonu.
- Ugh, ale ty uparty - westchnąłem i odsunąłem trochę koszule ukazując moje
inicjały i znak assassynów na obojczyku. Złagodniał, schował miecz i
pistolet.
- No to witam bracie - powiedział już normalnie.
- Witam i przepraszam bardzo za to - odpowiedziałem oddając mu jego własność - pomyliłem cię, wybacz.
- Zapewne jakaś misja, rozumiem - powiedział uśmiechając się. Odetchnąłem z
ulgą. Po chwili zastanowienia spytał się mnie - Czy ty też umiesz tak?
Nie zdążyłem zapytać co, a on był już w postać białego wilka ze
skrzydłami. Matko Boska, nie jestem sam! Zaśmiałem się i również
zamieniłem się w nie wiem psa? Wilka?
- Tak umiem.
- No to cóż mam do ciebie propozycje - uśmiechnął się - Chodź!
Nie zdążyłem zapytać co, a on już ruszył biegiem w kierunku obrzeży
miasta, nie miałem wyjścia, pobiegłem za nim. Trzymałem się tuż za nim.
Ludzie odsuwali się krzycząc "Hycla!" albo "Co za paskudne bestie!".
- Idioci - prychnąłem.
- Nawet nie wiesz jak bardzo - dodał.
- Co chcesz mi pokazać zaproponować czy co tam? - spytałem się w pośpiechu.
- Zobaczysz sam - rzucił przez ramie.
***
Po godzinie biegania i sprintowania dotarliśmy do drzewa, na którym były
pomarańczowe liście, może by to nie było nic nie zwykłego gdyby nie to,
że powinny one już dawno opaść, a one nadal uporczywie trzymały się
drzewa, zaciekawiony, zerwałem jednego, a drzewo zaskrzypiało. Ups. To
chyba magiczne drzewo.
- Zostaw, to je boli - powiedziała wadera wychodząca zza drzewa.
- Kiiyuko - powiedział basior i schylił głową, naśladując go zrobiłem to samo.
-Nie wiedziałem - powiedziałem cicho w swojej obronie.
- Zauważyłam - powiedziała - Mid, mogę wiedzieć czemu przyprowadziłeś tutaj tego wilka?
- Chciałbym, aby dołączył - powiedział poważnie.
Aby dołączył do czego? A dobra, już wiem.
- Ja też - dodałem.
- Hmm niech się zastanowię-mruknęła okrążając mnie, na pewno mnie oceniała.
<Kii? Mid?>
Zacieśnianie więzi
Link do osób, które zostały wylosowane znajduje się tutaj. :)
wtorek, 6 stycznia 2015
Od Soni "Co nam przyniesie dzień"
Pewnego
razu postanowiłam odejść od swojej rodzinnej watahy i zacząć swoje
nowe, lepsze życie. Chciałam przybyć do watahy, która zachowuje
się podobnie do mnie. Przybyłam też w celu umilenia złych wilków. W
swojej rodzinnej watasze byłam tkz. "Malutką królewną" Wszyscy mieli
mnie za kogoś naprawdę ważnego, ponieważ byłam córką Alfy. Na początku musiałam odbyć
długą podróż, jednak potem, gdy ujrzałam progi swojej nowej watahy zaczęła
dygotać z radości. Teraz czeka na wiadomość, którą otrzymuje każdy nowy w
watasze. Podczas czekania modliłam się też do Greckich Bogów o to by
strażnik, który wskazał mi drogę do jednej z lepszych watah wyzdrowiał, ponieważ ciężko zranił go wtargający się do dworu watahy zbójca
Alhemant. Długo nie czekałam za odpowiedzią z uśmiechem na pysku
przyjęli mnie do watahy. Nie wiedziałam, czy uda mi się udobruchać złe
wilki, ponieważ dawno już tego nie robiłam. Alfa poprosiła Betę, aby
pokazał mi, gdzie jest moja jaskinia. Bardzo się ucieszyłam, gdy ujrzałam
błękitną jaskinie wokół której rosły kwiaty i płynęła rzeczka. Jestem
bardzo ciekawa swojej przyszłości.
Od Norwegiana "Pierwsze spotkanie" cz. 5 (cd. Shaylin)
Powinienem się tak nie narzucać. Ale jej oczy... te piękne oczy nie dawały mi spokoju.
Po jej wyrazie twarzy widziałem że jest wkurzona. Byłem zbyt nachalny, zrobiłem jej przykrość, lecz nie chciałem. Nie chciałem skrzywdzić tej delikatnej dziewczyny. Była zbyt cenna... nie skrzywdzę jej - pomyślałem. Byłem tak ciekaw o to że pomyliła mnie z duchem.
Ona widzi je. Chciałem ją pocieszyć. Była zbyt załamana... przeze mnie. Nie wiedziałem że jest taka krucha i wrażliwa. A może ona kogoś ma. Może go kocha. I on ją? Czy jest w ogóle taki basior? Poczułem że cały się palę w środku. Jej spojrzenie. To przez to.
- Proszę... odejdź na chwilę... ja muszę ochłonąć... Zrobię ci krzywdę... - upadła na ziemię.
Biło od niej gorącem. Nienawidziłem się w tym momencie. Cofnąłem się. Bałem się o nią... była mi bliska. Nie chcę jej zabić. Usiadłem po turecku. Nie chcę aby pomyślała że ją prześladuję, czy coś. Ale czułem coś do niej. Jęknęła, że nic jej nie jest. Patrzyła mi w oczy.
- To nie twoja wina, ja jestem... dziwna i chyba... - nie dokończyła zdania bo na naszej drodze stanęła czarna puma. Shaylin chciała się na nią rzucić ale ją powstrzymałem popychając ją do tyłu. Sam o nią zawalczę. Wyjąłem z kieszeni spodni poręczny sztylecik i wbiłem go w serce tego nieokrzesanego zwierza. Zanim padła zadrapała mnie aż do krwi.
Bynajmniej policzek też ucierpiał.
- Nie musiałeś. Sama bym sobie poradziła - rzekła. Wyrwała mi z ręki sztylet i rzuciła nim w drzewo. Prosto w środek.
- Niezły rzut... - zaśmiałem się.
- Nieźle to ty zabiłeś tego zwierzaka. Szkoda, że nie jestem głodna... - dotknęła wgłębienia w drzewie. Była niesamowita. Chyba się zakochałem.... No i poszliśmy gdzieś gdzie śpiewają drzewa.
<Shay?>
Po jej wyrazie twarzy widziałem że jest wkurzona. Byłem zbyt nachalny, zrobiłem jej przykrość, lecz nie chciałem. Nie chciałem skrzywdzić tej delikatnej dziewczyny. Była zbyt cenna... nie skrzywdzę jej - pomyślałem. Byłem tak ciekaw o to że pomyliła mnie z duchem.
Ona widzi je. Chciałem ją pocieszyć. Była zbyt załamana... przeze mnie. Nie wiedziałem że jest taka krucha i wrażliwa. A może ona kogoś ma. Może go kocha. I on ją? Czy jest w ogóle taki basior? Poczułem że cały się palę w środku. Jej spojrzenie. To przez to.
- Proszę... odejdź na chwilę... ja muszę ochłonąć... Zrobię ci krzywdę... - upadła na ziemię.
Biło od niej gorącem. Nienawidziłem się w tym momencie. Cofnąłem się. Bałem się o nią... była mi bliska. Nie chcę jej zabić. Usiadłem po turecku. Nie chcę aby pomyślała że ją prześladuję, czy coś. Ale czułem coś do niej. Jęknęła, że nic jej nie jest. Patrzyła mi w oczy.
- To nie twoja wina, ja jestem... dziwna i chyba... - nie dokończyła zdania bo na naszej drodze stanęła czarna puma. Shaylin chciała się na nią rzucić ale ją powstrzymałem popychając ją do tyłu. Sam o nią zawalczę. Wyjąłem z kieszeni spodni poręczny sztylecik i wbiłem go w serce tego nieokrzesanego zwierza. Zanim padła zadrapała mnie aż do krwi.
Bynajmniej policzek też ucierpiał.
- Nie musiałeś. Sama bym sobie poradziła - rzekła. Wyrwała mi z ręki sztylet i rzuciła nim w drzewo. Prosto w środek.
- Niezły rzut... - zaśmiałem się.
- Nieźle to ty zabiłeś tego zwierzaka. Szkoda, że nie jestem głodna... - dotknęła wgłębienia w drzewie. Była niesamowita. Chyba się zakochałem.... No i poszliśmy gdzieś gdzie śpiewają drzewa.
<Shay?>
Od Shaylin "Pierwsze spotkanie" cz. 4 (cd. Norwegian)
Szłam w ciągłym stresie. Nie wiedziałam co może się stać. Może
powinnam tak po prostu odejść. Zostawić go i zniknąć? Po jego słowach
''idealna'' nie umiałam nic z siebie wydusić
Potraktował mnie jak zabawkę. A przecież nią nie byłam. Rozzłościł mnie. Dlaczego był taki nachalny. Zrobiłam chyba błąd, że się do niego odezwałam. On także dotrzymywał mi kroku, nic nie mówiąc. Wyprzedziłam go i nie szliśmy równym tempem. Byłam zła, tak okropnie zła. Bardziej to chyba na siebie. Dlaczego życie jest takie wkurzające? Nie chcę zrobić nikomu krzywdy, a ja co zrobiłam? Ciągle to robię. Chyba powinnam odejść... tak by nikomu nie zrobić przykrości i bólu. Usiadłam pod drzewem. On szedł, ale potem także usiadł drzewa dalej. Zachowałam się tak głupio. Dlaczego tak głupio myślę? Nie jestem z natury wredna, ale wszystko mnie wkurza. Jak mogę się tak znęcać? Nie powinnam tak robić.
Już wiem dlaczego, ale to moja tajemnica. Gdzieś daleko wyczułam zapach wilka. Była to Sora... Jednak jej zapach już po kilku chwilach zniknął, a basior ponownie mi się ujawnił.
<Norwegian?>
Potraktował mnie jak zabawkę. A przecież nią nie byłam. Rozzłościł mnie. Dlaczego był taki nachalny. Zrobiłam chyba błąd, że się do niego odezwałam. On także dotrzymywał mi kroku, nic nie mówiąc. Wyprzedziłam go i nie szliśmy równym tempem. Byłam zła, tak okropnie zła. Bardziej to chyba na siebie. Dlaczego życie jest takie wkurzające? Nie chcę zrobić nikomu krzywdy, a ja co zrobiłam? Ciągle to robię. Chyba powinnam odejść... tak by nikomu nie zrobić przykrości i bólu. Usiadłam pod drzewem. On szedł, ale potem także usiadł drzewa dalej. Zachowałam się tak głupio. Dlaczego tak głupio myślę? Nie jestem z natury wredna, ale wszystko mnie wkurza. Jak mogę się tak znęcać? Nie powinnam tak robić.
Już wiem dlaczego, ale to moja tajemnica. Gdzieś daleko wyczułam zapach wilka. Była to Sora... Jednak jej zapach już po kilku chwilach zniknął, a basior ponownie mi się ujawnił.
<Norwegian?>
Subskrybuj:
Posty (Atom)