Zacieśnianie więzi

W ramach lepszego zapoznania się ze sobą realizujemy comiesięczny projekt losowania osób, do których można napisać op. i dostać dzięki temu +3 pkt. do każdej z umiejętności (+1 pkt. do mocy).
Link do osób, które zostały wylosowane znajduje się tutaj. :)

sobota, 27 grudnia 2014

Od Sohary "Jak dołączyłam do watahy? [Telleni]" cz.3 (cd. Ice lub Telleni)

Siedziałam tak i udawałam, że słucham bezsensownego gadania mojego brata (Wissy i Valka gapiły się na niego z zafascynowaniem), gdy nagle dostrzegłam jakiś podejrzany, jaśniejszy punkt na pobliskim drzewie. No nic, nie mając niczego innego do roboty podniosłam się z ziemi i potruchtałam pod konar.
- Hej, ty tam! Jak się nazywasz? - rzuciłam zadzierając głowę do góry próbując wypatrzyć, co tam się przede mną chowa. Zwierzątko poruszyło się trochę. Wyglądało na zbyt przestraszone, by zejść na dół.
- Słyszysz?
- Słyszę. - pisnęło cicho.
- Kim jesteś?
- Telleni.
Wyglądało na to, że był to wilk. Wytężyłam bardziej wzrok, próbując jak najwięcej zobaczyć przez gęste liście. Nic z tego... Zbyt gęsto.
- Zejdziesz tu do nas na dół? Chciałabym cię zobaczyć.
- Boję się... I główka mnie boli.
Hm... Najwyraźniej była to malutka wadera, bo mało jaki dorosły lub nastoletni (tak jak ja) mówi tak cicho i piskliwie. Nie używam już zdrobnień tak jak kiedyś, gdy byłam jeszcze małym szczenięciem. Dobrze, że potrafiłam się dobrze wspinać na drzewa. Wbiłam pazury w korę i sprawnymi ruchami podciągałam się do góry. Już za kilka sekund siedziałam na tej samej gałęzi co ona.
- A więc, Telleni nie jesteś stąd, mam rację?
- Tak...
- Ja nazywam się Sohara. Jesteś na terenach Watahy Magicznych Wilków. Skoro głowa cię boli, to chyba dobrze by było, jakbym cię zabrała do naszego lekarza. - uśmiechnęłam się.
- Nie wiem czy sama dojdę.
- W takim razie wskakuj na mój grzbiet i mocno się trzymaj. Możesz wbić nawet swoje pazurki.
- Ale to będzie cię boleć...
- A ile masz miesięcy?
- Zdaje się, że 3.
- No więc nie powinnaś mieć raczej zbyt długich pazurów. To po prostu dla twojego bezpieczeństwa. Nic mi nie będzie.
- Skoro tak mówisz... - mruknęła i wdrapała się na mój grzbiet. Tak jak myślałam, jej pazury nie były jeszcze zbyt długie, więc praktycznie ich nie poczułam. Ostrożnie zeszłam na dół, pilnując, aby małej Telleni nic się nie stało. Zaczęłam iść w stronę jaskini, w której przyjmowała Ice, ale reszta szczeniaków mnie zaczepiła.
- Gdzie byłaś? Szukaliśmy cię! - wykrzyknął Dante.
- Pomagam Telleni.
- To ta mała na twoim grzbiecie? - zapytał wpatrując się w skuloną waderkę.
- Tak... - pisnęła.
- Siemasz Tell! Jestem Dante! - wyszczerzył się. Jak zawsze zachowuje się tak jak na głupka przystało. Wywróciłam oczami.
- A teraz pozwólcie, że zaprowadzę ją do Ice, bo źle się czuje.
- Mam nadzieję, że do nas dołączy i że będziemy miały z kim się bawić! - zaśmiała się Valka. No tak, Wissy i Valka są najmłodsze z naszej całej watahy, bo ja i Dante niedługo wkroczymy w dorosłość i będą musiały się bawić tylko we dwie, a tak to będą miały kolejną koleżankę.
Za 3 minuty już byłam u Ice. Na szczęście była w swojej jaskini, więc nie musiałam jej daleko szukać.
- Dzień dobry, Ice. Mam tutaj dla ciebie małą pacjentkę... Mogłabyś się nią zająć?

<Ice? Telleni?>

Od Moonlight "Jak dołączyłam" cz. 1 (cd. Alexander)

Szłam w poszukiwaniu jakiegoś schronienia czy czegoś podobnego. Nagle wpadłam na jakiegoś wilka, to był basior
- Oj przepraszam.
- To ja przepraszam, szukasz czegoś?
- Schronienia...
- Może chcesz dołączyć, do mojej watahy?
- TAK! - krzyknęłam jak jakaś psychopatka.
- To znaczy... Tak chętnie - poprawiłam się.
- To choć - zaczął iść w jedną stronę.
Szliśmy trochę czasu, ale dotarliśmy.

<Alexander?>

Od Telleni "Jak dołączyłam do watahy?" cz.2 (cd. Dante, Sohara, Valka lub Wissy)

Pod warstwą chmury było słychać tajemniczy głos, Rebecca powiedziała:
- Telleni, poczekaj tu.
- S-siostra... J-j-ja s-sie b-boje.
- Nie ma czego, dopóki jestem przy tobie.
Nagle ten sam tajemniczy głos się odezwał:
- KTO TAM JEST!!! GADAĆ!!!
Nagle mi się przypomniało, że ten głos wcześniej słyszałam
- Rebecca...
- Tak?
- To jeden z-z...
- Jeden z kogo?
- Tych... tych... wilków, co naszych rodziców... - przełknęłam z przestraszeniem ślinę.
Nagle Rebecca stała jak słup na chmurze, a ten głos był bliżej i bliżej.
- Rebecca... on tu idzie. Rebecca powiedz coś, REBACCA!
Gdy ugryzłam ją w łapę otrząsnęła się
- AAAAŁ!
- Przepraszam...
- Nic się nie stało... dobrze że to zrobiłaś.
Od razu po tym jak Rebecca odpowiedziała na samą góre chmury wdarł się wilk z resztą swoich kumpli.
- TO ONE! ŁAPAĆ JE!
- TELLENI! UCIEKAJ!
Rebecca złapała mnie za kark i odleciała w dół do gęstego lasu.
- Dobrze, tu nas nie znajdą. - wysapała.
- Jesteś pewna?
- Tak... jestem pewna - uśmiechnęła się do mnie.
- Idę po coś do jedzenia, zaczekaj tu.
Po czym Rebecca wyszła z nory, którą wykopała. Wkrótce nastała ciemna i zimna noc.
- G-gdzie jest R-rebecca? J-jest t-tu b-bardzo zi-zimno. - szepnęłam sama do siebie.
Obok przebiegło stado wilków które goniło Rebecce, rzuciła mi jedzenie, na którym wyryła jakiś napis.
Mam iść w głąb lasu? Ale po co? No ale tak kazała Rebecca to tak trzeba. - pomyślałam. Wychyliłam łepek, ale Rebecca znikneła razem z stadem w tumanach pyło i piasku.
- To głąb lasu jest w tą stronę. Raczej coś tam jest... chyba.
Gdy nastał dzień padłam pod drzewem jakbym umarła... Już mi się zdawało, że lecę w górę jako dusza, lecz było inaczej. Leciałam na grzbiecie białego wilka, nad jego głową było żółte kółko z dziurą w środku.
- Kim jesteś?
Wilk nic nie odpowiedział.
- Jestem Telleni, a ty?
- Kailes.
- Miło mi cię poznać Kailes
- Wiem kim jesteś,w jakim jesteś wieku, jaką masz rodzinę oraz kto zabił twoich rodziców.
- Wiesz kto to zrobił?
- Tak, to był Anastazy.
-Anastazy?
- Żądny krwi samiec Alfa bez współczucia, który ma serce dosłownie z kamienia.
- On jest zrobiony?
- Zrobił go Wilczed, był szalony, zjadł jagody Kamienta, stworzył go pod ich wpływem. To był niewypał.
- Dobrze, to powiedz mi jak dobrze mnie znasz.
- Masz na imię Telleni, jesteś waderą urodzoną pod wpływem magii. Twoja matka chciała mieć jeszcze jedną córeczkę, ale nie mogła zajść w ciąże. Poprosiła więc o miksturę, wypiła ją i po trzech miesiącach urodziłaś się ty, masz teraz dwa miesiące. Ojciec: Oliversi, Matka: Olejn, Siostra: Rebecca.
- A nie powinnam się urodzić się po dziewięciu miesiącach?
- Powinnaś, ale tak działa ten eliksir.
- Aha... A tak w ogóle, gdzie my lecimy?
- Do Watachy Ametystu, tam nauczą cie jak przetrchwać.
- Aaa... A muszę tam lecieć?
- Tak, musisz.
- No dobrze.
- Już jesteśmy, będziesz się uczyć z czwórką Wader: Alpen, Tessi, Wonder, Mensi oraz siódemką Basiorów: Ules, Wax, Moles, Perten, Toren, Kaun i Sedar.
- Raczej będzie fajnie - wybełkotałam pod nosem.

 ~Miesiąc później
Opuściłam to plemię razem z Wonder, Sedarem, Waxem i Alpen, cała reszta była nadal członkami watahy.
- Co teraz? - spytała Alpen.
-Raczej się rozejdziemy - odpowiedziałam.
-A musimy? - powiedział Sedar.
-Tak.. Tak musimy zrobić... - rzekłam.
Pożegnaliśmy się i po prostu... rozeszliśmy się
- Jestem zmęczona, może wejdę na to drzewo? Raczej nie dam rady, ale spróbować nie zaszkodzi.
Udało się wejść na drzewo z tamtą na skale siedział szczeniak lub dwa, może trzy, nie mam pojęcia nie byłam pewna, bo byłam bardzo obolała i rozkojarzona po polowaniu na jedzenie, w czasie poranka, gdy kopnął mnie w głowę młody jeleń.

<Dante? Sohara? Wissy?>

piątek, 26 grudnia 2014

Od Tamorayna "Pierwszy dzień w watasze cz.2 " (cd. Wissy)

Ujrzałem małą waderę. Siedziała zamyślona przyglądając się innym przerażonymi oczami. Podszedłem do niej.
- Witaj. - powiedziałem stając za nią.
Odwróciła się wystraszone.
- Kkk... Kim jesteś? - spytała
- Jestem Tamorayn. Przepraszam nie chciałem cię wystraszyć. Jak ty się nazywasz? - uśmiechnąłem się. Wadera źle to odebrała.
- W.... Wissy.
- Nie bój się mnie. Nie zjem cię przecież. - powiedziałem
Wadera nie odpowiedziała tylko uciekła.
- Wissy! - zawołałem ją. Uciekała jeszcze szybciej. Ruszyłem za nią. Szybko ją dogoniłem.
- Zostaw mnie! - powiedziała
- Mała. Ja ci nic nie zrobię.
- Zabiłeś kiedyś kogoś? - zapytała. Nie wiedziałem co mam powiedzieć. Chciałem powiedzieć "nie", ale to nie byłaby prawda. Siedziałem cicho.
- Wissy. Proszę, nie bój się mnie. Chciałem cię tylko zagadać, dodać otuchy, bo tak siedziałaś wystraszona. Nie chciałem cię jeszcze bardziej wystraszyć. Rozumiesz?

<Wissy?>