Moja historia zaczyna się w zwyczajnej, wilczej rodzinie. Zaraz po
urodzeniu, rodzice włożyli mi na łapkę opaskę, bym zawsze o nich
pamiętał. Postanowiłem nigdy nie ściągać tej opaski.
- Pamiętaj, że gdy nosisz opaskę, zawsze będziesz o nas pamiętał - powiedziała mama
- Już wkrótce nauczymy Cię nowych wilczych rzeczy! - Dodał tata.
I tak było. Do 1 roku życia rodzice uczyli mnie wszystkiego, co wilk musi umieć.
- Zacznijmy od nauki opieki nad roślinkami! - wykrzyknęła mama.
- Proszę synku, oto doniczka, trochę ziemi i nasiona. Codziennie dbaj o
roślinkę, bo może kiedyś zostaniesz medykiem - powiedział tata i wręczył
mi doniczkę z ziemią i nasiona. Nie za bardzo chciałem się tego uczyć,
bo wolę zostać terminatorem, a nie medykiem. Jednak dbałem o roślinkę
przez cały miesiąc, aż wyrósł piękny kwiat.
- Brawo synku! Umiesz opiekować się roślinkami - wykrzyknęła mama.
- Teraz czas na naukę czytania w myślach - powiedział tata
Wow! Zawsze chciałem czytać w myślach! Tata i mama opowiedzieli mi o
wszystkich tego zasadach. Nauczyłem się tego w kilka minut.
- Gratulacje! Teraz teleportacja! - powiedział tata i wytłumaczył mi zasady.
To też było proste i nauczyłem się tego w kilka minut, a może nawet
sekund! Kolejna lekcja była ostatnią lekcją. Była dość trudna, więc
uczyłem się jej przez cały miesiąc. Było to uleczanie. Uleczyłem siebie,
gdy spadłem z wysokiego dębu i małego kocurka, którego rozszarpały
wiki. Gdy opanowałem wszystkie swoje umiejętności miałem dokładnie 2
lata. Rodzice przypomnieli mi o opasce, oraz o tym, że czas na
poszukiwanie watahy. Odszedłem od rodziny, i szukałem watahy. Znalazłem
tą, i postanowiłem zostać na zawsze!
Zacieśnianie więzi
Link do osób, które zostały wylosowane znajduje się tutaj. :)
sobota, 20 grudnia 2014
Od Percy'ego "Ucieczka cz.1" (cd. Desari)
Księżyc wolno wschodzi na czarne niebo z milionami małych punktów. Wlokę
za sobą zakrwawioną nogę ostatkiem sił. Docieram na polanę, dobrze
oświetloną. Niezbyt dobre miejsce na krycie się, ale zdolność kamuflażu
nie jest bezużyteczna. Siadam pod drzewem maskując się chwilę po tym.
Opieram głowę o chropowaty pień. Przede mną rozciąga się pas zarośli, a
za nim magiczny widok na góry. Mimo późnej pory słychać tylko grające
świerszcze. Dyszę ciężko łapczywie pobierając powietrze.
Grajki ucichły nieco, lecz na drugim końcu polany nadal było je słychać. Przez środek przewinęło się kilka wilków, ale dzięki zamaskowaniu jeszcze mnie nie ujrzały. Wpatrywałem się w nie, a w duszy szeptałem: ''Pomóżcie mi, proszę...''. Trwałem tak w bezruchu przez chwilę, aż ujrzałem znajomego wilka. Kiiyuko. Na krótki czas odszedłem od watahy, ale zapewniłem ją że wrócę. Chciałem wrócić na tereny, w których rozegrało się moje dzieciństwo i tam, gdzie stała się tragedia życia. Słowa dotrzymuję, tak się dzieje teraz.
- Kiiyuko... - szepczę, lecz wadera jest za daleko. - Kiiyuko! - mówię na głos z wyraźną chrypą w głosie.
Wstaję ociężale, stawiam pierwsze kroki po czym upadam pod ciężarem ciała.
- Kiiyuko! - zdołałem wydrzeć się jak najgłośniej się dało.
Niebieskie lice zwracają się w moją stronę. Natychmiastowo zmieniam kolor sierści, aby mnie dostrzegła. Na wszelki wypadek podnoszę się na przednich łapach, po czym opadam bezładnie na trawę. Słyszę tupot jej łap. Przewraca mnie gwałtownym ruchem na plecy nie wiedząc o co chodzi. Wołał coś, lecz nic nie rozumiem. Świat staje się zamglony. Po chwili jednak znów odzyskuję zmysły, wszystko staje się wyraźniejsze. Podrywam się w górę.
- Musisz leżeć. - mruczy przyciskając łapą moją szyje do ziemi.
Jako iż to alfa, poddaję się. Leżę spokojnie patrząc w gwiazdy. Czuję ból w nodze, ale na chwile uśmierza je jakaś maź. Wadera podchodzi do mojego łba, po czym podaje kilka liści.
- To nie nasze tereny, więc jak najszybciej się stąd wynoś. Jeśli ból się nasili, żuj to po czym rozsmaruj na nodze. A teraz wstawaj i kieruj się na południe. - ciągnęła półszeptem.
- Powiedz mi tylko jakiej rośliny są te liście... - mówię patrząc jej w oczy.
Wtem rozbrzmiewa nie znajoma mi melodia. Samica zrywa się do biegu. Zatrzymuje się na chwilę, obraca się.
- Na co czekasz?! Uciekaj! Teraz, już! Uciekaj!
Czołgam się najsprawniej jak umiem. Wpadam w zarośla, robię dużo hałasu, ale to nic. Czekam z niecierpliwością, co się stanie. Przez polanę nagle przetacza się stado wilków na dziwnych stworzeniach.
- Wróg. - szepczę do siebie.
Przebiegają z taką prędkością, że nie zdążam zobaczyć szczegółów. Za nimi widnieje tylko biała smuga pyłu, który znika po jakimś czasie. Wyczołguję się na środek. Badam pozostałości po smudze. Proch ma ostry zapach, lecz piękny. Rozglądam się. Ani żywego ducha...
Kilka chwil potem, wstaję obolały kuśtykając w stronę południa. Nagle przede mną pojawia się czarny wilk o złotych ślepiach. Desari.
<Des?>
Grajki ucichły nieco, lecz na drugim końcu polany nadal było je słychać. Przez środek przewinęło się kilka wilków, ale dzięki zamaskowaniu jeszcze mnie nie ujrzały. Wpatrywałem się w nie, a w duszy szeptałem: ''Pomóżcie mi, proszę...''. Trwałem tak w bezruchu przez chwilę, aż ujrzałem znajomego wilka. Kiiyuko. Na krótki czas odszedłem od watahy, ale zapewniłem ją że wrócę. Chciałem wrócić na tereny, w których rozegrało się moje dzieciństwo i tam, gdzie stała się tragedia życia. Słowa dotrzymuję, tak się dzieje teraz.
- Kiiyuko... - szepczę, lecz wadera jest za daleko. - Kiiyuko! - mówię na głos z wyraźną chrypą w głosie.
Wstaję ociężale, stawiam pierwsze kroki po czym upadam pod ciężarem ciała.
- Kiiyuko! - zdołałem wydrzeć się jak najgłośniej się dało.
Niebieskie lice zwracają się w moją stronę. Natychmiastowo zmieniam kolor sierści, aby mnie dostrzegła. Na wszelki wypadek podnoszę się na przednich łapach, po czym opadam bezładnie na trawę. Słyszę tupot jej łap. Przewraca mnie gwałtownym ruchem na plecy nie wiedząc o co chodzi. Wołał coś, lecz nic nie rozumiem. Świat staje się zamglony. Po chwili jednak znów odzyskuję zmysły, wszystko staje się wyraźniejsze. Podrywam się w górę.
- Musisz leżeć. - mruczy przyciskając łapą moją szyje do ziemi.
Jako iż to alfa, poddaję się. Leżę spokojnie patrząc w gwiazdy. Czuję ból w nodze, ale na chwile uśmierza je jakaś maź. Wadera podchodzi do mojego łba, po czym podaje kilka liści.
- To nie nasze tereny, więc jak najszybciej się stąd wynoś. Jeśli ból się nasili, żuj to po czym rozsmaruj na nodze. A teraz wstawaj i kieruj się na południe. - ciągnęła półszeptem.
- Powiedz mi tylko jakiej rośliny są te liście... - mówię patrząc jej w oczy.
Wtem rozbrzmiewa nie znajoma mi melodia. Samica zrywa się do biegu. Zatrzymuje się na chwilę, obraca się.
- Na co czekasz?! Uciekaj! Teraz, już! Uciekaj!
Czołgam się najsprawniej jak umiem. Wpadam w zarośla, robię dużo hałasu, ale to nic. Czekam z niecierpliwością, co się stanie. Przez polanę nagle przetacza się stado wilków na dziwnych stworzeniach.
- Wróg. - szepczę do siebie.
Przebiegają z taką prędkością, że nie zdążam zobaczyć szczegółów. Za nimi widnieje tylko biała smuga pyłu, który znika po jakimś czasie. Wyczołguję się na środek. Badam pozostałości po smudze. Proch ma ostry zapach, lecz piękny. Rozglądam się. Ani żywego ducha...
Kilka chwil potem, wstaję obolały kuśtykając w stronę południa. Nagle przede mną pojawia się czarny wilk o złotych ślepiach. Desari.
<Des?>
piątek, 19 grudnia 2014
Od Kiiyuko "Czy to koniec watahy? cz.4" (wersja Kii)
Biegłam przed siebie, według wskazówek podanych przez Aromkie. Dzieje się ze mną coś złego, bo nie miałam żadnych wyrzutów sumienia... Po tym, jak mi grzecznie udzieliła pomocy, po prostu zabiłam ją, zupełnie jak bezduszny tyran. No cóż, nic na to nie poradzę... Najpewniej po prostu tak działa tutejsza okolica lub działające tu zaklęcia ochronne. Przyśpieszyłam jeszcze bardziej, nie chwiejąc się czy wahając ani trochę przy równym biegu. Już po chwili moim oczom ukazała się budowla, w której czelność miała mieszkać Asai. Budynek ten był mocno zaniedbany, miał chyba na celu przypominać zamek obronny, ale w tej chwili sypał się w oczach. Wzniesiono go z ciemnego kamienia, całą budowlę otaczał wysoki płot z żelaza. Przyłożyłam łapę do ogrodzenia, ale poraził mnie prąd.
Oj, nie postarała się, oj nie... - pomyślałam z wstrętnym uśmieszkiem na pysku. Użyłam właściwego czaru sprawiając, że elektryczność zniknęła, a ja używając jednego kopniaka wygięłam żelazne pręty, a za drugim całkiem je wyrwałam. To aż po prostu dziwne, że nikt z jej śmiesznej wataszki (o rety, zaczynam mówić tak jak ona) się tu nie kręci... No cóż. Warto zaryzykować. Co prawda nie jestem już nieśmiertelna, ponieważ mój naszyjnik odebrał mi Shadow, podczas tego, jak spałam. Medalion ten przejął właściwości Medalionu Nieśmiertelności, bym nie musiała nosić dwóch naszyjników. Być może to było dużym błędem, ale nie jestem Amzuką, by móc zmieniać przeszłość.
Przeskoczyłam przez wcześniej przeze mnie zrobioną dziurę i pognałam dalej, a następnie wbiegłam do wnętrza zamku. Poszło naprawdę łatwo... Aż za łatwo. Tym razem już powolnym krokiem ruszyłam dalej, rozglądając się po zagadkowych korytarzach. Wszystko było spowite gęstą warstwą mroku, tak, że musiałam wytężać wzrok, by cokolwiek dostrzec. Gdy już moje ozy przyzwyczaiły się do ciemności byłam w stanie zobaczyć odrobinę więcej. Krużganki były wąskie, bo miały zaledwie od trzydziestu centymetrów do pół metra szerokości, a sufit podtrzymywany spróchniałymi, drewnianymi deskami znajdował się półtora metra nad moją głową. No nic, nie pozostawało mi nic innego, niż dalej brnąć przed siebie.
Zatrzymałam się nagle i nastawiłam słuchu, poruszając niecierpliwie uszami próbując wytropić jakiś dźwięk, bo zdawało mi się, że usłyszałam jakieś ciche szuranie za sobą... Powoli odwróciłam głowę w drugą stronę, by sprawdzić, czy ktoś nie stoi za mną, bo przez ostry zapach siarki panujący tutaj od zawsze niczego innego nie czułam. Niespodziewanie przed moimi oczami zapanował mrok, jakiego wcześniej tu nie było. Był on spowodowany mocnym uderzeniem w głowę, którym zostałam poczęstowana od pewnej zagadkowej postaci. Zemdlałam...
<C.D.N.>
Oj, nie postarała się, oj nie... - pomyślałam z wstrętnym uśmieszkiem na pysku. Użyłam właściwego czaru sprawiając, że elektryczność zniknęła, a ja używając jednego kopniaka wygięłam żelazne pręty, a za drugim całkiem je wyrwałam. To aż po prostu dziwne, że nikt z jej śmiesznej wataszki (o rety, zaczynam mówić tak jak ona) się tu nie kręci... No cóż. Warto zaryzykować. Co prawda nie jestem już nieśmiertelna, ponieważ mój naszyjnik odebrał mi Shadow, podczas tego, jak spałam. Medalion ten przejął właściwości Medalionu Nieśmiertelności, bym nie musiała nosić dwóch naszyjników. Być może to było dużym błędem, ale nie jestem Amzuką, by móc zmieniać przeszłość.
Przeskoczyłam przez wcześniej przeze mnie zrobioną dziurę i pognałam dalej, a następnie wbiegłam do wnętrza zamku. Poszło naprawdę łatwo... Aż za łatwo. Tym razem już powolnym krokiem ruszyłam dalej, rozglądając się po zagadkowych korytarzach. Wszystko było spowite gęstą warstwą mroku, tak, że musiałam wytężać wzrok, by cokolwiek dostrzec. Gdy już moje ozy przyzwyczaiły się do ciemności byłam w stanie zobaczyć odrobinę więcej. Krużganki były wąskie, bo miały zaledwie od trzydziestu centymetrów do pół metra szerokości, a sufit podtrzymywany spróchniałymi, drewnianymi deskami znajdował się półtora metra nad moją głową. No nic, nie pozostawało mi nic innego, niż dalej brnąć przed siebie.
Zatrzymałam się nagle i nastawiłam słuchu, poruszając niecierpliwie uszami próbując wytropić jakiś dźwięk, bo zdawało mi się, że usłyszałam jakieś ciche szuranie za sobą... Powoli odwróciłam głowę w drugą stronę, by sprawdzić, czy ktoś nie stoi za mną, bo przez ostry zapach siarki panujący tutaj od zawsze niczego innego nie czułam. Niespodziewanie przed moimi oczami zapanował mrok, jakiego wcześniej tu nie było. Był on spowodowany mocnym uderzeniem w głowę, którym zostałam poczęstowana od pewnej zagadkowej postaci. Zemdlałam...
<C.D.N.>
Od Karibu "Jak dołączyłam?" cz. 4 (cd. Rose lub Ajax)
Powoli zaczynałam dochodzić do siebie. Rozejrzałam się, ze zdziwieniem
zobaczyłam, że jestem w jakiejś jaskini, a w niedalekiej odległości ode
mnie znajdują się 2 wilki.
- Jak masz na imię? - spytała Rosa
- Karibu - odparłam
- Skąd jesteś? - spytał Ajax.
- Z miejsca w którym mieszkają demony - odpowiedziałam.
<Rose? Ajax?>
- Jak masz na imię? - spytała Rosa
- Karibu - odparłam
- Skąd jesteś? - spytał Ajax.
- Z miejsca w którym mieszkają demony - odpowiedziałam.
<Rose? Ajax?>
Subskrybuj:
Posty (Atom)