Obudziłam się. Otworzyłam oczy i spojrzałam na swoją rodzicielkę. W jej oczach ujrzałam strach tak wielki, jak nigdy dotąd, dlatego sama zaczęłam się bać. No w końcu byłam szczeniakiem. Czułam zawsze to co matka. Nigdzie nie widziałam swojego rodzeństwa. Matka popchnęła mnie delikatnie nosem, abym wstała. Już po kilku chwilach biegłyśmy w kierunku północnym, chociaż nie wiedziałam dlaczego. W pewnym momencie ze ślizgiem wpadłam do błotnistej kałuży. Moje białe futerko było całe pomazane błotem. I tak musiałam podnieść się i biec dalej.
Szukałyśmy już chyba całe wieki pozostałych, raz wyła matka, raz ja. Odpowiadały za to nieznane
mi wilki, matka na pewno musiała je znać. Byłyśmy już daleko od naszej
nory.
Mijały sekundy, minuty, godziny a może nawet dni. Tak bardzo tęskniłam za
moimi siostrami i braćmi, marzyłam by ich znaleźć - by byli bezpieczni.
Zawsze narzekałam na ich obecność i teraz żałuję. Chciałabym się z nimi
pobawić, ale ich teraz nie ma. Mam nadzieję, że oni wrócą.
Gdzieś, kilometry przed nami padły strzały... Moja matka przyśpieszyła, ledwie dotrzymawałam jej kroku. Byłam już tak zmęczona i padnięta, że ledwie co żyłam. Mój brzuch przypominał o głodzie, lecz
ja musiałam o nim zapomnieć. Potykałam się o własne łapy, nawet
czasem przewracałam. Matka za każdym razem pomagała mi podnieść się. Byłam na siebie zła -
tylko ją spowalniałam.
- Mamo, biegnij! - krzyknęłam zdyszana - Zostaw mnie!
Padłam ze zmęczenia na ziemię. Nie miałam już siły nawet unieść łba. Stała nade mną. Polizała mnie po pysku. Wiedziała, że już nie wstanę, więc wyszeptała mi do ucha
- Kocham cię na
zawszę.
Ostatnimi resztkami siły spojrzałam na nią. W jej oczach malował
się smutek oraz pojawiły się łzy.
Jedna z nich spadła na mój nos. Chciałam powiedzieć jej, wszystko - że ją
kocham, że wszystko będzie dobrze. Mój pysk nawet nie drgnął. Powieki mi
opadły. Zanim jeszcze zasnęłam usłyszałam kolejne dwa strzały...
<C.D.N.>
Zacieśnianie więzi
Link do osób, które zostały wylosowane znajduje się tutaj. :)
sobota, 13 grudnia 2014
piątek, 12 grudnia 2014
Od Ajaxa "Jak dołączyłam do watahy? [Rose] cz.6" (cd. Rose)
Obudziwszy się wstałem, po czym (potykając się o własne łapy) ruszyłem w
miejsce, w którym miałem spotkać Rose. Ciekawiło mnie, co będziemy
robić na miejscu, bo pogoda dzisiaj nie była tak idealna jak
poprzedniego dnia. Raz było mi zimno, raz ciepło, a w takie dni coś
szczególnie jestem agresywny. Mam nadzieję, że Rose tak nie ma, bo nie
wiem jak skończyłoby się spotkanie dwóch agresywnych wilków.
- Cześć! – Przywitałem ją, truchtając w jej stronę. Chwilowo siedziała i się na mnie patrzyła, ale zaraz uśmiechnęła się lekko i odpowiedziała:
- Hej!
Usiadłem obok i popatrzyłem na nią, czekając aż zaproponuje jakieś zajęcie. Nie miałem pojęcia co możemy robić.
<Rose? Wybacz, że dopiero teraz...>
- Cześć! – Przywitałem ją, truchtając w jej stronę. Chwilowo siedziała i się na mnie patrzyła, ale zaraz uśmiechnęła się lekko i odpowiedziała:
- Hej!
Usiadłem obok i popatrzyłem na nią, czekając aż zaproponuje jakieś zajęcie. Nie miałem pojęcia co możemy robić.
<Rose? Wybacz, że dopiero teraz...>
Od Alexandra "Jak znalazłam watahę cz.2" (cd. chętny)
- Um... Mówisz Ripple, tak?
- Tak! - wykrzyknęła z szerokim uśmiechem na twarzy. Najwidoczniej była naprawdę zachwycona faktem, że napotkała na swojej drodze jakąś watahę.
- I chcesz dołączyć?
- Zgadza się!
- Hm... - popatrzyłem na nią. - Zgoda.
- Hurrra! - wykrzyknęła odtańcując dziki taniec radości.
- Sprawa pierwsza: jestem tutaj tymczasowo Alfą, a zwą mnie Alexander. Prawdziwą przywódczynią jest Kiiyuko, która niestety obecnie jest zajęta swoimi własnymi, prywatnymi sprawami.
- Ok...
- Sprawa druga: ktoś powinien cię oprowadzić po okolicy, żebyś nam się nie zgubiła.
- Spoko! - rzekła, a ja spojrzałem na pozostałe towarzyszące mi do tego czasu wilki.
- Ktoś chętny do oprowadzenia nowicjusza?
<chęny?>
- Tak! - wykrzyknęła z szerokim uśmiechem na twarzy. Najwidoczniej była naprawdę zachwycona faktem, że napotkała na swojej drodze jakąś watahę.
- I chcesz dołączyć?
- Zgadza się!
- Hm... - popatrzyłem na nią. - Zgoda.
- Hurrra! - wykrzyknęła odtańcując dziki taniec radości.
- Sprawa pierwsza: jestem tutaj tymczasowo Alfą, a zwą mnie Alexander. Prawdziwą przywódczynią jest Kiiyuko, która niestety obecnie jest zajęta swoimi własnymi, prywatnymi sprawami.
- Ok...
- Sprawa druga: ktoś powinien cię oprowadzić po okolicy, żebyś nam się nie zgubiła.
- Spoko! - rzekła, a ja spojrzałem na pozostałe towarzyszące mi do tego czasu wilki.
- Ktoś chętny do oprowadzenia nowicjusza?
<chęny?>
Od Kiiyuko "Impreza w klubie cz.8" (cd. Rafael)
Zamyślony Rafael wpadł na drzewo. W pierwszej chwili myślałam, że rozbił sobie głowę, więc trochę napędził mi "stracha", ale gdy podniósł się i ze śmiechem stwierdził, że nic mu nie jest, i to, że wszystko przez to, że się zagapił. Również zaczęłam się śmiać.
- Mogłabyś opowiedzieć trochę o sobie lub o twojej watasze? - zapytał za jakiś czas.
- Zastanówmy się... Jestem Kiiyuko, mam 4 lata, jestem Alfą Watahy Magicznych Wilków. Założyłam ją w wieku 2 lat, a wcześniej błądziłam sobie po świecie. W tej chwili moja wataha liczy sobie ponad 40 wilków. Rodziców nie znam, jestem Wilkiem Pogody, urodziłam się w już nieistniejącym Królestwie Pór Roku.
- Wilk Pogody?
- Tak, panowałam "na chmurze" nad pogodą, którą otrzymywały Ziemskie Wilki, czyli na przykładzie ty. - uśmiechnęłam się pod wpływem ciągu wspomnień związanych z miejscem, gdzie spędziłam pierwszy rok swojego życia.
- Ciekawe... - mruknął zamyślony. - Nie chcę być niegrzeczny, ale mogę o coś cię zapytać?
- No, dawaj.
- Skoro jesteś Alfą i tak długo już sprawujesz władzę, to jak nazywa się twój mąż i dzieci?
- Eh... - westchnęłam. - Jestem sama, a starość już się zbliża.
- Starością bym tego nie nazwał, skoro jesteś nieśmiertelna i wiecznie młoda. Mnie to akurat niestety, ale ominęło. Mało kto uzyskuje tak duży zaszczyt. Ja akurat jestem zwyczajnym śmiertelnikiem.
- Każdy na swój sposób jest wyjątkowy. - puściłam mu oczko. Rafael był całkiem... słodki.
<Rafi? Sorka, że tak długo. Obiecuję poprawę. ;-;>
- Mogłabyś opowiedzieć trochę o sobie lub o twojej watasze? - zapytał za jakiś czas.
- Zastanówmy się... Jestem Kiiyuko, mam 4 lata, jestem Alfą Watahy Magicznych Wilków. Założyłam ją w wieku 2 lat, a wcześniej błądziłam sobie po świecie. W tej chwili moja wataha liczy sobie ponad 40 wilków. Rodziców nie znam, jestem Wilkiem Pogody, urodziłam się w już nieistniejącym Królestwie Pór Roku.
- Wilk Pogody?
- Tak, panowałam "na chmurze" nad pogodą, którą otrzymywały Ziemskie Wilki, czyli na przykładzie ty. - uśmiechnęłam się pod wpływem ciągu wspomnień związanych z miejscem, gdzie spędziłam pierwszy rok swojego życia.
- Ciekawe... - mruknął zamyślony. - Nie chcę być niegrzeczny, ale mogę o coś cię zapytać?
- No, dawaj.
- Skoro jesteś Alfą i tak długo już sprawujesz władzę, to jak nazywa się twój mąż i dzieci?
- Eh... - westchnęłam. - Jestem sama, a starość już się zbliża.
- Starością bym tego nie nazwał, skoro jesteś nieśmiertelna i wiecznie młoda. Mnie to akurat niestety, ale ominęło. Mało kto uzyskuje tak duży zaszczyt. Ja akurat jestem zwyczajnym śmiertelnikiem.
- Każdy na swój sposób jest wyjątkowy. - puściłam mu oczko. Rafael był całkiem... słodki.
<Rafi? Sorka, że tak długo. Obiecuję poprawę. ;-;>
Subskrybuj:
Posty (Atom)