Zacieśnianie więzi

W ramach lepszego zapoznania się ze sobą realizujemy comiesięczny projekt losowania osób, do których można napisać op. i dostać dzięki temu +3 pkt. do każdej z umiejętności (+1 pkt. do mocy).
Link do osób, które zostały wylosowane znajduje się tutaj. :)

sobota, 5 stycznia 2019

Od Asgrima "Echa przeszłości" cz. 8

Czerwiec 2019r.
Od zniknięcia Tori dni zdawały się jednocześnie biec jak szalone i wlec niemiłosiernie. Brakowało mi tej radosnej kulki ognistorudej sierści, lecz z drugiej strony byłem tak zajęty wkuwaniem zielarstwa i tworzenia eliksirów, że nie miałem zbyt wiele czasu na tęsknienie. Poza tym nie zostałem  przecież całkiem sam - moja przyjaźń z Edel zdawała się być z każdym dniem coraz mocniejsza, dużo rozmawiałem też z Ióanem i kilkoma młodszymi szczeniakami z mojej jaskini. W dodatku Vestar okazała się wspaniałą towarzyszką długich dyskusji na temat magii i Zakonu, choć nigdy nie chciała powiedzieć zbyt wiele.
Wydawało się, że wszyscy zapomnieli o mojej dawnej przyjaciółce. Nawet kapłani przestali mnie tak czujnie obserwować widocznie pewni, że dałem sobie spokój i zapomniałem o całej tej sprawie. No cóż, byłem w końcu pilnym uczniem, bardzo uzdolnionym we wszystkim, co cenił sobie Zakon. Młodym wilkiem czekającym z niecierpliwością na dzień, w którym zostanę mianowany jednym z kapłanów. Szczeniakiem stale dążącym do poprawienia swoich umiejętności oraz nauczenia się całkiem nowych mocy.
Podlizywanie się i pilna nauka okazały się najprostszymi sposobami na osiągniecie tego, o czym marzyłem - idealnym braku wątpliwości co do mojej osoby. Mogłem w ukryciu obserwować, jak niektóre nieuzdolnione szczeniaki znikają, uczyć się rozmawiać telepatycznie i wypytywać o samo funkcjonowanie Zakonu.
Przydatną rzeczą było również to, że moja mentorka zdawała się mnie szczerze lubić, a jakby nie było - pozycja Vestar stale rosła. Wielu sądziło, że wadera zostanie wkrótce przybocznym doradcą samego Mistrza. Gdy pewnego dnia spostrzegłem, jak samiec wodzi wzrokiem za smukłą sylwetką wilczycy, również przestałem w to wątpić. Jednak był jakiś powód dla którego wszystkie najwyższe kapłanki były nie tylko uzdolnione, a także całkiem ładne.
Nie tak dawno temu postanowiłem zapytać Vestar o pewną kwestię, która nie dawała mi spokoju praktycznie od początku wiosny. Zagnieździła się w moim umyśle, nie dając spać i atakując w chwilach, gdy moje myśli samoistnie wracały do znikających szczeniaków.
- Nawiązywanie łączności telepatycznej nie widząc swojego celu? - powtórzyła wówczas, mierząc mnie chłodnym spojrzeniem lodowych tęczówek.
- Czy to nie byłby idealny sposób na porozumiewanie się podczas podróży, w które wysyłani są niektórzy z kapłanów? - odpowiedziałem bez mrugnięcia okiem. Mój głos pobrzmiewał szczerym entuzjazmem, jednak nie był on wcale związany z samymi ekspedycjami.
Wilczyca powoli pokiwała łbem, nadal nieprzekonana.
- Moglibyśmy chociaż spróbować? Proszę cię, Vestar! To byłoby coś całkowicie niesamowitego!
Podniosłem na nią  wzrok i zrobiłem najbardziej uroczą minkę, jaką potrafiłem. Kapłanka na ten widok uśmiechnęła się delikatnie.
- Nauczyłeś się już, jak rozmawiać telepatycznie w stopniu, który znamy. Potrafisz obronić swój umysł... - zaczęła samica. Wpatrywałem się z nią oczekiwaniem. - Nie widzę przeciwwskazań, ale tylko pod warunkiem, że nie powiesz o tym nikomu.
Słowa te początkowo nie wzbudziły we mnie żadnych wątpliwości co do tego, dlaczego właściwie padły. Byłem tak szczęśliwy, że mentorka zgodziła się pomóc mi w nauczeniu się tego, że nie myślałem do końca racjonalnie. Dopiero znacznie później zrozumiałem ich sens...
Od tamtego dnia zaciekle trenowałem. Na początku Vestar kazała mi się po prostu odwracać i tak jak na początku nauki magii wyobrazić sobie aurę. Nie było to takie trudne, jak początkowo się spodziewałem. Szybko jednak okazało się, że im dalej znajdowała się postać, tym trudniej było nawiązać łączność. Zwykle nie sprawiało to tak dużego problemu, w końcu można było z łatwością zobaczyć aurę otaczającą wilka. Tutaj trzeba było ją sobie dosłownie wyobrażać daleko od siebie. Zdecydowanie nie należało to do najprostszych rzeczy.
Vestar zdawała się wiedzieć, co powinienem robić, by jak najlepiej wyszlifować tą umiejętność. Było to o tyle zastanawiające, że podobno żaden wilk nie umiał zrobić czegoś podobnego. Gdy spytałem ją o to, wilczyca jedynie zmierzyła mnie spojrzeniem, a na jej pysku zadrgał przez chwilę grymas przypominający smutny uśmiech. Nie rozumiałem tego wszystkiego, ale jedno wiedziałem: Nie mogłem nikogo o to zapytać.

Koniec lipca 2019r.
Tego dnia podczas zwyczajowej lekcji z Vestar, ta kazała mi iść za nią i nie zadawać pytań. Ciężko było się przed tym powstrzymać, ale skinąłem łbem i szedłem za nią w wypełnionej domysłami ciszy. Zastanawiało mnie dokąd szliśmy i dlaczego.
Po dłuższym czasie zatrzymaliśmy się w niewielkim zagajniku na jednej z niższych gór, zdecydowanie daleko od granicy terenów zajmowanych przez Zakon. Przyglądałem się z zainteresowaniem młodym paprociom i wysokim sosnom. Próbowałem odnaleźć wzrokiem jakąś magiczną roślinę i gdy już chciałem podejść do - jak podejrzewałem - niewielkiego krzaczka Igielicy Żółtej, Vestar zwróciła się do mnie:
- Wyobraź sobie postać jednego ze szczeniaków z twojej groty. Najlepiej jednego z najmłodszych i spróbuj się z nim skontaktować.
Skinąłem łbem, próbując powstrzymać zalewające mnie podekscytowanie.
- Dobrze.
Po krótkim zastanowieniu zdecydowałem się Niilo, niskiego, lecz nadal dość masywnego jak na swój wiek basiorka o ciemnoszarej sierści. Wilczek miał zacząć naukę dopiero w połowie jesieni, więc zdawał się idealny do przetestowanie mojej nowej umiejętności. Nie był za młody, a jednocześnie jego słowa nie wywołałyby żadnego większego poruszenia.
Wyobraziłem sobie jego roześmiany pyszczek i wiecznie merdający radośnie ogonek. Gdy kompletny obraz samca stanął tuż przed moimi oczami, dodałem do niego świetlistą, białą aurę, której kolor powoli się zmieniał. Na początku bladoróżowy, już po kilku chwilach osiągnął głęboką, wiśniową barwę.
Cienki, fioletowy dym podleciał w stronę ciemnoczerwonej aury i cicho w nią wkroczył. Praktycznie od progu zauważyłem, że szczeniak, którego właśnie nawiedzałem, opowiadał kilku młodszym koleżankom jaki jest odważny. Poczułem jak na mój pysk wkracza uśmiech.
Zobaczymy, jak bardzo jesteś dzielny - pomyślałem i zbierając przez chwilę moc odezwałem się w środku umysłu basiorka:
BU!
Samiec zerwał się na równe nogi, a w jego głowie natychmiast pojawiły się szaleńcze myśli.
- C-c-co to było?! - zapytał swoje rozmówczynie. Te jednak nie wiedziały, co samiec miał na myśli. Niilo ogarnęło jeszcze większe zdezorientowanie.
To tylko ja - powiedziałem cicho, starając się, żeby mój głos brzmiał poważnie i dojrzale.
- Jaki "ja"!? Odejdź!
W odpowiedzi przesłałem mu obraz wielkiego, masywnego wilka o długiej czarnej sierści i fiołkowych oczach. Pysk basiora przecinała długa, biała blizna. Wyglądał groźnie i bardzo majestatycznie.
Szczeniak aż zaskomlał z przerażenia.
- Cz-czego chcesz?!
Obserwowałem w ciszy, jak Niilo złości się na swoje koleżanki, które zaczęły teraz wypytywać, czy przypadkiem nie oszalał. Był tym zirytowany. W końcu z nim było wszystko w porządku tylko jakiś wielki, straszny basior włamał mu się do umysłu!
Niczego - wyszeptałem i opuściłem szczeniaka. Nie warto było się dłużej nad nim pastwić.
Otworzyłem oczy i od razu spojrzałem na obserwującą mnie w ciszy wilczycę. Mój pysk od razu rozświetlił uśmiech, a gdy oznajmiłem jej, że mi się udało i ona się uśmiechnęła.
- Bardzo dobrze - powiedziała, a ja poczułem, jak wypełnia mnie duma. Vestar rzadko mnie chwaliła, ale tym razem sam zauważyłem, że na to zasłużyłem. Udało mi się. - W takim razie to tyle na dziś.
Skinąłem jej łbem i pożegnawszy się, chciałem odejść w stronę terytorium Zakonu, gdy nagle wilczyca ponownie się odezwała:
- Kiedy będziesz jej szukać... Musisz uważać, żeby nie zrobić jej krzywdy. Nie będzie nic pamiętać, a nagły zalew wspomnień może być tragiczny w skutkach.
Spojrzałem zdezorientowany na pysk kapłanki. Na jej pysku widniał smutny uśmiech.
- Wiedziałaś?
Vestar powoli skinęła głową. Pierwszy raz widziałem, by w jej oczach tliło się tyle ciepła.
- Od początku.
- I... - przestąpiłem nerwowo z łapy na łapę - Nie powiesz Wielkiemu Mistrzowi?
- A dotychczas powiedziałam? - spytała z uśmiechem. Pokręciłem głową - Bądź ostrożny, As.
- Będę - zapewniłem ją.
Zanim odszedłem, przyjrzałem się jeszcze raz jej tęczówkom w kolorze lodu, teraz bijącym nienaturalnym dla niej, ciepłym blaskiem. Wpatrywałem się im tak długo, aż brunatna sierść samicy przybrała rudą barwę, a przy czarnych uszach pojawiła się ognista grzywka.
To właśnie tamtego dnia dowiedziałem się, dlaczego wilczyca postanowiła mi pomóc, dlaczego za każdym razem, gdy wspominałem o mojej przyjaciółce, w jej oczach widniał ból.
Vestar była jej matką.

C.D.N.

Uwagi: "Podniosłem na nią łeb" powinno być raczej "wzrok".

środa, 2 stycznia 2019

Od Asgrima "Echa przeszłości" cz. 7

Początek marca 2019r.
Zatrzymałem się dopiero przed samą jaskinią Wielkiego Mistrza. Z moich płuc wydobywał się urywany oddech, ale nie przejmowałem się tym. Zwróciłem szybko pysk, w stronę nadbiegającej Edel, próbując zdecydować, czy powinienem na nią zaczekać. Samica była daleko, a my mogliśmy być już teraz spóźnieni…
Nie. Nie myśl o tym – nakazałem sobie w myślach, próbując uspokoić oddech.
Już miałem podchodzić do środka, gdy usłyszałem ciężkie dyszenie. Odwróciłem się i zobaczyłem zmachaną Edel, która mierzyła mnie zaniepokojonym spojrzeniem.
- As… Co… ty…? – dyszała samica. Przerwałem jej tą i tak już mało składną wypowiedź:
- Był u nas taki basior, gdy byłem jeszcze mały. Też się nie odznaczał się takimi umiejętnościami magicznymi, co my. Władał ziemią – zacząłem szybko wyjaśniać. Edel słysząc ostatnie zdanie, otworzyła pysk, by coś powiedzieć, ale nie pozwoliłem jej na to – Gdy Zakon się dowiedział, on zniknął. Ślad po nim zaginął. Ja…
Poczułem, jak i tak buzujące emocje odbierają mi zdolność mowy. Mój głos się złamał, a w oczach stanęły łzy. Spojrzałem na swoje ubłocone łapy.
Dopiero po chwili zdołałem zmusić się do kontynuowania myśli.
- Nigdy nie wybaczę sobie, jeśli nie przyszliśmy na czas – wyszeptałem, podnosząc niepewnie wzrok na przyjaciółkę.
Edel pokiwała współczująco głową i położyła swoją łapę na mojej. Był to całkiem miły i pokrzepiający gest, który dodał mi odwagi. Uśmiechnąłem się smutno i uwolniwszy łapę, wskazałem na wejście do groty, z której wydobywało się światło świec.
- Chodźmy.
Zbliżałem się powoli do jaskini, a moje serce biło jak szalone. Zapewne byłbym przerażony, gdyby nie obecność młodszej koleżanki i przejmujące zmartwienie o Torance. Ruda samica znaczyła dla mnie znacznie więcej, niż mógłbym to kiedykolwiek podejrzewać.
- Dobry wieczór? – zawołałem nieco niepewnie, zatrzymując się kilka kroków od wejścia. Widziałem w środku sylwetki dorosłych wilków, które teraz zwróciły pyski w moją stronę. – Możemy wejść?
Z jaskini wydobył się szmer cichych rozmów, niewątpliwie na temat niespodziewanych, nocnych przybyszy. Dopiero po kilku chwilach podszedł do nas wysoki wilk o jasnej sierści. Podniosłem wzrok i ku własnemu przerażeniu, rozpoznałem w nim samego Wielkiego Mistrza.
- Proszę – powiedział cicho, wskazując łapą wejście do jaskini.
Wymieniłem przestraszone spojrzenia z Edel i przełknąwszy głośno ślinę, wlazłem do jaskini. Ciche kroki powiedziały mi, że wadera nie postanowiła mnie jednak zostawić. Było to naprawdę pocieszające.
Gdy tylko moje oczy przyzwyczaiły się do – choć jedynie połowicznej, to jednak znacznie większej od tej na dworze – panującej wewnątrz groty jasności, zacząłem się rozglądać w poszukiwaniu Tori. Mijałem wzrokiem kilku najwyższych rangą kapłanów, skinąłem z przyzwyczajenia głową, kiedy zauważyłem Vestar, jednak byłem całkowicie skupieniu na odnalezieniu choć drobnej, to nadzwyczaj puchatej sylwetki Małej.
Jednak kiedy przebiegłem wzrokiem całą jaskinie kilka razy i nadal jej nie dostrzegłem, poczułem jak moje serce zamiera. Nie było jej tu. Zabrali ją nie wiadomo gdzie i w jakim stanie. Już nigdy jej nie zobaczę. Mogli ją nawet zabić, a ja nic nie mogłem na to poradzić.
Miałem ochotę krzyczeć, kazać im ją oddać i przysiąc, że to był tylko jeden głupi żart. Byłem tak wściekły na nich za to, co zrobili, na siebie, że na to pozwoliłem i na cały ten durny świat. Wiedziałem jednak, że mój atak złości nie przyniósłby nic dobrego, ba! Jedynie całkiem pogrzebałby mo... Nasze szanse na dowiedzenie się czegokolwiek.
Odetchnąłem głęboko, próbując uspokoić skołatane nerwy. Czułem na sobie wzrok wielu wilków, co dawało mi jeszcze większą motywację, by nie dać po sobie poznać, jak bardzo ta sytuacja wyprowadziła mnie z równowagi.
W końcu podniosłem wzrok na najwyższego wilka w jaskini. Chudy basior mierzył mnie spokojnym oraz pełnym zainteresowania spojrzeniem. Trochę tak jakbym był ciekawym obiektem badań, który szalony lekarz ma zaraz zamiar rozciąć, by przejrzeć wnętrzności. Niezbyt przyjemna myśl.
- Mistrzu - powiedziałem, chyląc z szacunkiem łeb. Mój głos brzmiał nadzwyczaj pewnie, tak, jak jeszcze nigdy w całym moim życiu. - Chciałbym cię bardzo przeprosić za nasze najście o tak późnej porze i przerwanie odbywającego się zebrania.
Wilk skinął jedynie głową, każąc mi tym samym kontynuować.
- Przyszliśmy tutaj, ponieważ bardzo martwimy się o naszą przyjaciółkę, Torance. Jeden ze szczeniaków powiedział nam, że może być tutaj.
Wielki Mistrz zmierzył mnie spojrzeniem spod zmrużonych powiek. Jego oczy były jak zwykle lodowate i groźne, toteż trudno było mi powstrzymać się przed drżeniem. A na to nie mogłem sobie pozwolić. Jeśli chciałem uzyskać jakieś informacje, musiałem odznaczać się zdecydowaniem i pewnością siebie. Wpatrywałem się więc dzielnie w jego szaroniebieskie tęczówki.
- Asgrimie... - samiec spojrzał na Edel, która dotychczas siedziała, wpatrując się na zmianę we mnie i Nevrę.
- Edel, Mistrzu - podpowiedziała, również chyląc delikatnie głowę.
- Także Asgrimie, Edel, zapewne zauważyliście, że Torance tutaj nie ma - odpowiedzieliśmy mu szybkim skinieniem łbami. Basior czekał jeszcze przez chwilę, lecz gdy poza tym został jedynie obdarzony wyczekującymi spojrzeniami, westchnął nieco teatralnie i kontynuował - Ona odeszła z Zakonu.
Poczułem, że mój pysk mimowolnie się otwiera w niemym okrzyku zdziwienia.
- Jak to odeszła? Przecież jest szczeniakiem!
Basior wzruszył ramionami, widocznie niezbyt chętny do podzielenia się z nami prawdą.
- Już nigdy tutaj nie wróci, a wy - oczy Wielkiego Mistrza zalśniły groźnie, a jego głos był bardziej lodowaty od śniegu w najmroźniejszą, zimową noc - powinniście skupić się na nauce, zamiast biegać w poszukiwaniu byłych członków Zakonu. Rozumiemy się?
Wpatrywałem się zszokowany w pysk samca. Wiedziałem, że nie należał do najmilszych osób w Zakonie, ale co innego słuchać mrożących krew w żyłach opowieści, a co innego widzieć to na własne oczy i czuć na sobie jego lodowate spojrzenie.
- Rozumiemy się? - powtórzył. Jego głos był cichy, niewiele głośniejszy od szeptu. Basior nie musiał krzyczeć, by przerazić swojego rozmówce.
Przełknąłem głośno ślinę, zanim zdołałem zmusić się do wypowiedzenia tego krótkiego zwrotu.
- Rozumiemy się.
- R-ro-rozumiemy się... - powtórzyła po mnie Edel. Nietrudno było usłyszeć lęk w jej głosie. Jedno krótkie spojrzenie oznajmiło mi również, że samica drży. Poczułem jak robi mi się jej szkoda.
Nie powinna tutaj w ogóle być. Mogłem spróbować zmusić ją do zostania w jaskini - pomyślałem, tak naprawdę wiedząc, że i tak nie miałbym szans. E była uparta.
- Wyjdźcie, proszę.
Pokiwaliśmy pospiesznie głowami i pożegnawszy się z Mistrzem oraz kapłanami, wyszliśmy z jaskini. Czułem się jak przepełnia mnie poczucie beznadziei. Nie udało nam się. Już nigdy jej nie zobaczymy.
Wracaliśmy w ciszy. Każde zanurzone w swoich, choć zapewne niemal identycznych myślach. Gdy znaleźliśmy się w miejscu, w którym Edel musiała skręcić w prawo, a moja jaskinia była jeszcze kawałek dalej na wprost, wilczyca odezwała się:
- Co teraz zamierzasz?
Wzruszyłem ramionami i spojrzałem w pokryte dziesiątkami gwiazd niebo.
- Znajdę ją.
- Jak?
- Nie wiem, ale zrobię to - powiedziałem i ruszyłem w stronę mojej groty. - Dobranoc.
- Dobranoc.
Gdy kilka chwil później odwróciłem się, by ostatni raz spojrzeć na drogę prowadzącą do jaskini Wielkiego Mistrza, spostrzegłem szczeniącą sylwetkę wpatrzoną w upstrzone gwiazdami nocne niebo.

C.D.N.

Uwagi: brak

poniedziałek, 31 grudnia 2018

Od Joela "Pomyłka" cz. 3

Sierpień 2022 r.
Potrząsałem jej prawą łapą, a ona obserwowała to w konsternacji.
- I tak się witacie?
- Tak. Głównie mężczyzna z mężczyzną, bo z kobietą raczej nie wypada, no ale zasada jest dokładnie taka - objaśniłem.
- Idiotyczne - podsumowała. Wzruszyłem ramionami, przestając poruszać jej łapą.
- Trochę.
Czekałem, aż ją zabierze, ale o dziwo tego nie robiła. Tylko dalej wpatrywała się w moją ludzką dłoń i swoją wilczą łapę. W półmroku była już ledwo widoczna. Siedzieliśmy już tak od kilku godzin, a jedynym źródłem światła zostawała wypalająca się już powoli świeca. Yuki okazała się być bardzo zainteresowana moimi opowieściami z Miasta. Zadawała sporo pytań. Przedstawiłem jej również nieco większy kawałek swojego życia prywatnego. Trochę o moich kumplach z ekipy, przy okazji powspominałem stare dobre czasy... Zacząłem nawet za nimi tęsknić.
Yuki zamknęła oczy, co od razu zobaczyłem. Nim jednak zapytałem, co robi, ta zaczęła lśnić bladożółtą poświatą, a ja odczuwałem nagły wzrost temperatury jej ciała. Obserwowałem to wybałuszając oczy, jednak nie zabrałem ręki. Nagle światło się wzmogło na tyle, że aż musiałem zmrużyć oczy. Kiedy poczułem, że ustało, zamrugałem, przyzwyczajając się do ponownego półmroku.
To co zobaczyłem sprawiło, że nieźle mnie zamurowało.
Przede mną już nie stał żaden psowaty, lecz piękna dziewczyna o gładkiej, jasnej cerze. W tym świetle niemal ją odbijała. Miała intensywnie zielone, dzikie oczy i bardzo długie rzęsy. Czarne włosy układały się kaskadami na jej ramionach i spływały aż na plecy, a z przodu... Odwróciłem głowę. Oglądanie jej naprowadziło mnie na nagie piersi... Ten widok mnie nieźle speszył. Poczułem się jak jakiś podglądacz. W zasadzie jedyne co miała na sobie to Medalion Nieśmiertelności...
- Przepraszam... - wymamrotałem. Wtedy też musiała to zobaczyć, bo zaczęła panikować. Wówczas wstałem i skoczyłem w kierunku narożnika mojej jaskini. Rzuciłem jej jakiś koc, który przytaszczyłem tu dobre kilka miesięcy temu, by nie marznąć zimą. Od razu się nim owinęła, starając się zasłonić ciało. Chyba zrozumiała, że dla ludzi nagość była krępująca...
- Um... Chyba mi się udało - podsumowała, chowając się aż po nos w kocu. Dopiero wtedy ostrożnie na nią zerknąłem. Była zawinięta jak w kokon. Trochę mi ulżyło... Choć nie zmieniało to faktu, że miałem w jaskini nagą kobietę.
- Tak, udało ci się... I nawet umiesz się posługiwać rękami - zaśmiałem się cicho. Czułem jak na moją twarz wstępuje rumieniec. Holender. Miałem nadzieję, że w tym świetle nie zobaczy go za dobrze.
- Czy obecność kobiet bez ubrań zawstydza mężczyzn? - Zapytała w końcu. Uśmiechnąłem się idiotycznie i skinąłem głową. - A jeśli ty byś się rozebrał, też powinnam się wstydzić?
- W sumie też... Jak doskonale wiadomo ludzie chodzą w ubraniach, więc musi być tego jakiś głębszy sens...
- Zastanawiałam się, czy się wstydzicie, czy jest wam po prostu zimno, ale... chyba chodzi o jedno i drugie - mruknęła, ukrywając się jeszcze bardziej - Strasznie mi zimno.
Zaproponowałbym, że ją przytulę, by ją ogrzać, ale chyba nie wypadało. No i nadal była dla mnie dość nieprzewidywalna. Z drugiej strony... Zdawała się być nieco pokorniejsza i spokojniejsza w tym wcieleniu. Taka... niewinna.
- Chcesz się zmienić znowu w wilka? - zapytałem ostrożnie.
- Nie... Cieszę się, że jestem człowiekiem. Później może mi się to już nie udać... - mówiąc to, wystawiła rękę poza koc i spojrzała na swoją dłoń. Powoli poruszyła palcami, co obserwowała w niemym zachwycie. Ja skupiłem się na jej twarzy. Nigdy nie dostrzegałem piękna zwierząt, nie w taki sposób. Podobali mi się ludzie, nie wilki. Inaczej bym się czuł jak zoofil. Ale... Yuki była naprawdę ładna. Piękna. Taka... inna. W życiu bym się nawet nie zastanawiał jak by wyglądała w formie ludzkiej. Teraz przypominała dwudziestolatkę. Młodziutka...
Nawet nie wiem dlaczego równie delikatnie dotknąłem jej dłoni. Złączyłem nasze opuszki palców, co też obserwowałem w milczącym podziwie. Zerknęła na mnie, ale jakby tego nie dostrzegałem. W jednej chwili poczułem, jak cała moja wena powraca. Miałem ochotę śpiewać i grać o miłości dwóch cieni w świetle świec... Czułem się, czułem się... jakby Yuki była moją muzą. Już napisałem przecież coś pod jej natchnieniem. Wyszło naprawdę dobrze. Teraz też brzmiało to niesamowicie... Lepiej niż większość moich pozostałych utworów. Przymknąłem oczy, układając sobie melodię w głowie, słowa...
- Wiesz, ostatecznie nie pokazałem ci piosenki, którą napisałem o tobie... A teraz mam pomysł na kolejną... - powiedziałem cicho.
- Możesz mi pokazać teraz - odparła nieśmiało.
- Brakuje mi mojej gitary. Bez niej nie będzie brzmieć tak dobrze... - rzekłem odrobinę zasępiony.
- Nie masz jej ze sobą?
- Nie - Powoli odsunąłem dłoń, ale ona znowu ją chwyciła. Splotła nasze palce razem. Trochę mnie to zdziwiło, ale wolałem nie komentować.
- To po nią pójdziemy. Już nawet przestało padać. Jest w Mieście, czyż nie?
- Tak... W moim mieszkaniu - Zaśmiałem się nerwowo. Uniosła brwi w lekkim zaskoczeniu.
- Masz swoje mieszkanie?
- Mam... Jeszcze nim dołączyłem do watahy to je miałem. Słyszałem, że wykupiliście jakieś własne, ale nawet nigdy tam nie byłem... - Podrapałem się po karku. - I chyba masz kolejny argument za tym, że jednak nie jestem takim nieudacznikiem jak ci się wydawało. Utrzymanie mieszkania to jednak praca, praca i jeszcze raz praca...
- Nie musisz już mi tego udowadniać, Joel - stwierdziła, czujnie mnie obserwując. Trochę się zawstydziłem.
- Jasne... - Mój wzrok znowu powędrował w stronę koca, którym była wciąż szczelnie owinięta. - Dam ci coś do ubrania, dobrze?
Pokiwała głową. Wstałem z ziemi i powędrowałem do skalnej półki, na której miałem ułożone kilka ubrań. Na drugiej, dominującej niestety stercie leżały brudne. Znaczyło to dla mnie tyle, że nie miałem zbyt wielkiego wyboru... Zacząłem przeszukiwać pierwszą z nadzieją znalezienia czegoś odpowiedniego dla Yuki.
Ostatecznie padło na jakiś T-shirt ze spranym nadrukiem z tropikalną plażą, dresowe spodnie, szarą bluzę z kapturem i... kalosze. Najbardziej krępujące było dla mnie wybranie bielizny. Na stanik nie miała co liczyć, ale zamiast majtek podarowałem jej najmniejsze bokserki jakie posiadałem... Jak nie będą pasować to będzie zmuszona iść bez. Skarpetki zostały mi tylko dziurawe, co skwitowała przechyleniem głowy.
- Przepraszam, po prostu zabieram tutaj najbardziej znoszone rzeczy jakie mam... - wytłumaczyłem. Następnie wręczyłem jej rzeczy i odwróciłem się plecami do niej. - Nie będę podglądać, przysięgam.
Czułem na sobie jej wzrok. Dla większej pewności zasłoniłem sobie oczy i tak czekałem. Słyszałem jak ściąga i odkłada koc, po czym przebiera ubrania, a na końcu stara się założyć.
Potrzebowała dobrych kilku minut do uporania się z całym zestawem. Wtedy się przemieściła, prawdopodobnie do lustra, okręciła i dopiero wówczas odchrząknęła oraz powiedziała:
- Jestem gotowa.
Odsłoniłem oczy, a później się do niej obróciłem. Koszulka była za duża nawet na mnie, więc na niej tym bardziej wisiała... Choć nie tak bardzo, jak przewidywałem. Spodnie pasowały perfekcyjnie, nie licząc nadmiaru materiału wciśniętego do kaloszy. Bluzę miała założoną nieco krzywo. Wstałem i ją poprawiłem.
- No, chyba może być - Uśmiechnąłem się. Włożyła ręce do kieszeni i odwróciła wzrok.
- To idziemy?
- Idziemy - Skinąłem głową i skierowałem się do wyjścia. Rozejrzałem się i doszedłem do wniosku, że nawet nie jest tak źle. Ta dziwna woda wsiąkała zaskakująco szybko...
- Możemy ruszać.

<C.D.N.>

sobota, 29 grudnia 2018

Od Joela "Pomyłka" cz. 2

Sierpień 2022 r.
- Zmiany w człowieka? - powtórzyłem zdumiony - Wiesz, raczej marny ze mnie nauczyciel... Nie lepiej jakbyś poszła do Kai'ego? On bardziej się zna na takich rzeczach. Chyba nawet uczy magii...
- Sam mówiłeś, że tutaj utknęliśmy. Chcę się czymś zająć - stwierdziła uparcie. Westchnąłem cicho. To nie jest tak proste jak się jej wydaje...
- Jestem trochę innej rasy niż ty. Ty jesteś magicznym wilkiem, ja jestem wilkołakiem-magiem. Zmieniam się w wilka, a nie odwrotnie. Przechodzi mi to trochę łatwiej... I chyba nie ma pewności, czy w ogóle możesz. Podobno nie każdy potrafi - próbowałem się bronić. Patrzyła na mnie znudzona.
- I tak nie mamy co robić. Chcę wiedzieć jak to jest mieć palce. Jak nie wyjdzie to trudno.
Patrzyłem na nią nie wiedząc co zrobić. Powinienem już jej wydać jakieś polecenie, czy coś? Nie, chyba nie... Zamiast tego sięgnąłem po jakiś ręcznik i zacząłem wycierać jej futro.
- Co ty wyprawiasz? - zapytała, starając się odsunąć. Ja jednak ponownie się przybliżałem, byleby nie zdołała się ode mnie uwolnić.
- Czyszczę cię. Inaczej możesz się pochorować.
W odpowiedzi warknęła, ale ostatecznie się uspokoiła i dała wytrzeć. Z satysfakcją odłożyłem ręcznik, układając na jednej ze skalnych półek tak, by mógł wyschnąć i nie zśmierdnąć.
- Więc - Zacząłem, kładąc dłonie na swoich kolanach - Musisz myśleć o tym, że rośniesz. Zamykanie oczu i bardzo duże skupienie pomaga na początku. Może też trochę zaboleć, ale to normalne, w końcu rozciągają ci się kości i skóra. Z czasem jest to coraz mniej bolesne, aż na końcu odczuwa się jako zwyczajne łaskotanie. Można to wtedy zrobić ot tak - Pstryknąłem palcami - Nawet nie musisz się skupić. Wystarczy pomyśleć "o, chcę się zmienić w człowieka" i gotowe.
Obserwowała mnie z przechyloną głową. Ze zmierzwionym, sterczącym futrem wyglądała jeszcze zabawniej, ale starałem się nie śmiać. Źle by to odebrała. W najgorszym wypadku pożegnałbym się z życiem.
- Czyli dla ciebie to proste?
- Bardzo - potwierdziłem. Zmrużyła oczy, jakby mi nie wierzyła. Zacząłem mieć poczucie, że próbowała tego już wiele razy, ale nigdy jej nie wyszło. Była zła, że mnie przechodziło to z taką łatwością. Chyba miała nadzieję na jakieś bardziej skomplikowane procedury.
- I... to tyle? - dopytała.
- Tyle. Nie stać mnie na dokładniejsze opisy czy wskazówki, bo ich nie znam. Tak jak mówiłem: u magicznych wilków może to wyglądać inaczej. U mnie przebiega to tak i nic ciekawszego ci nie wymyślę. Nie wspominając już o tym, że na początku moje ciało wymuszało na mnie przemianę. Nie mogłem jej powstrzymać, więc by uniknąć spontanicznych przemian musiałem nauczyć się ją kontrolować i ostatecznie realizować tę minimalną ilość godzin, którą musiałem spędzać jako wilk.
- Kiedy to było? - dopytywała. Oho, czyżby moja historia ją zainteresowała? Kolejne zdziwienie tego dnia. Może nie była tak zła, jak mi się dotychczas wydawało?
- Gdy byłem w szkole średniej. Trochę pogorszyły mi się oceny, ale jako, że chciałem się dostać na studia, byłem zmuszony dawać sobie większy wycisk. Miałem mniej czasu, więc to był moment, kiedy musiałem przestać być takim śmierdzącym leniem, jakim byłem do tej pory. Poważnie, umiałem leżeć pół dnia na kanapie i oglądać telewizję.
- Telewizję...? - powtórzyła ostrożnie.
- Telewizor to takie pudełko, w którym wyświetlają się obrazy. Są to filmy, czyli zapis obrazu z jakichś historii, w których grają aktorzy. Jak teatr, ale z efektami specjalnymi i takie tam... Fikcyjne, zupełnie tak jak książki, których również czasem robią ekranizacje.
Zamerdała ogonem, a raczej pozamiatała nim ziemię.
- Chciałabym zobaczyć telewizję.
W jej głosie pobrzmiewała dziecięca wręcz ciekawość. Zacząłem się obawiać, że w tym kompocie był Eliksir Wieku. Na mnie nie podziałał, bo i tak mam mentalność dziecka... Mimowolnie zerknąłem na swoje ciało, ale wyglądało dokładnie tak jak wcześniej. Nawet patrząc w popękane lustro, które kiedyś zawiesiłem na ścianie nie dostrzegłem choćby minimalnej zmiany.
- Wszystko w porządku? - zapytała.
- Tak, tak... - mruknąłem. Wtedy uświadomiłem sobie coś jeszcze. - Yuki, czy ty się o mnie martwisz?
Speszona postąpiła kilka kroków do tyłu. Skrzywiła się i powiedziała z obrzydzeniem:
- Skąd w ogóle ten pomysł?
Uśmiechnąłem się nieco wrednie. A może zamieniliśmy się charakterami? Nie, to idiotyczne. Choć nie ukrywam, że cała ta sytuacja nieco mnie bawiła.
- Yuki się martwi, Yuki się martwi - nuciłem. Prychnęła poirytowana.
- Jeszcze słowo, a rozdrapię ci tę śliczną buźkę.
- Śliczną? - powtórzyłem. Wtedy wrzasnęła wściekle i się na mnie rzuciła. Coś mi jednak podpowiadało, by nie bać się tak jak za pierwszym razem. I słusznie. Choć wiedziałem, że jest ode mnie silniejsza, to bez większego problemu zdołałem się bronić. Jej kłapanie zębami trochę mnie rozbawiło. Gdy ją "odepchnąłem" (a raczej sama odskoczyła), wyglądała na szczerze rozbawioną.
- Oj, Yuki, Yuki... Jak tak można bić swojego nauczyciela? - zapytałem, podnosząc się z ziemi.
- Skoro na to zasługuje, to chyba trzeba.
- Wyobrażasz sobie żeby twoi uczniowie atakowali cię przy każdym słowie, które im się nie spodoba?
- Ja przynajmniej mam jakiś autorytet u nich, w przeciwieństwie do ciebie - oznajmiła dumnie.
- Uuu... Czyli sugerujesz, że nie masz do mnie szacunku? - zadałem pytanie z udawanym zamiarem obrażenia się.
- Nie posiadasz żadnych cech godnych podziwu, więc... nie.
- Na pewno żadnych?
- Na pewno.
- Jesteś absolutnie przekonana? - droczyłem się.
- Jestem absolutnie przekonana.
- Skończyłem szkołę z dość wysokimi wynikami, jestem po studiach, występowałem wraz z własną kapelą, wygraliśmy kilka konkursów, piszę własne piosenki, naprawiłem Park...
- Czekaj, co?
Spojrzałem na nią z pytaniem w oczach.
- Naprawiłeś Park? - dopytała z niedowierzaniem w głosie - Ty?
- Ja i Magnus, jeśli miałbym uściślać... - dopowiedziałem skromnie - A co, widziałaś?
Zawstydzona pokiwała głową. Nie powiedziała nic więcej, więc sam postanowiłem wymusić od niej jakieś miłe słowa:
- Podobało ci się?
Uparcie milczała, co oznaczało tylko jedno: nie chciała się przyznać i nie chciała mnie chwalić. Uśmiechnąłem się z satysfakcją.
- Czyli jednak jest coś, za co mogę uzyskać u ciebie szacunek... i wychodzi na to, że nie wiedziałaś o moich wszystkich poczynaniach. Wiesz, że ludzka szkoła nie trwa niespełna dwóch lat jak u was, tylko dwanaście? A studia dodatkowe trzy. Wyobrażasz sobie ile to męczarni? Ułatwię ci robotę: dużo. Naprawdę dużo. Dodaj do tego prace domowe, sprawdziany, kartkówki i odpytywanie. Wszystko jest oceniane nie na oko i wedle ogólnych postępów, tylko właśnie według tych cząstkowych osiągnięć. Tak naprawdę możesz gówno wiedzieć, ale jak wykujesz dziesiątki definicji na blachę to masz w garści wszystko. Nie wystarczy siedzieć na lekcjach i grzecznie uważać. Trzeba ślęczeć później nad książkami i zakuwać regułki. Koszmar, naprawdę. Każdy kto ukończył ludzką szkołę powinien dostać jakiś order.
- Teraz to już zmyślasz.
- Nie, mówię serio. Świat ludzki jest trochę bardziej skomplikowany od wilczego. Jak chcesz to mogę ci opowiedzieć więcej... Na szczęście nie jest też tak ponury, jak teraz opisałem. Jest tam wiele rzeczy, których tutaj nie ma. Naprawdę cudownych rzeczy.
Po chwili namysłu skinęła głową. Uśmiechnąłem się. Zabawne, że zaczęło się od prośby o nauczenie zmiany w człowieka...

<C.D.N.>