Zacieśnianie więzi

W ramach lepszego zapoznania się ze sobą realizujemy comiesięczny projekt losowania osób, do których można napisać op. i dostać dzięki temu +3 pkt. do każdej z umiejętności (+1 pkt. do mocy).
Link do osób, które zostały wylosowane znajduje się tutaj. :)

sobota, 1 września 2018

Od Torance "Czarne chmury imigrują do nas jak uchodźcy" cz. 8

Listopad 2019r.
Chcę się zemścić w odpowiedni sposób... - słowa te kołatały się po mojej głowie bez przerwy. Byłam przerażona tym, co miało mnie teraz spotkać. Aoki i Moone nie należały do osób, które odpuszczają łatwo, zwłaszcza gdy ich ofiara jest od nich słabsza. Swoją niechęć potrafią pielęgnować wręcz z niesamowitą starannością.
Teoretycznie to były moje przyjaciółki i szczeniaki. Nie posunęłyby się do czegoś takiego jak na przykład morderstwo, ale przemoc psychiczna, od czasu do czasu fizyczna? Jeśli byłaby jakaś lista chętnych, to wilczyce wpisałyby się na pierwsze miejsca. A gdyby te pierwsze miejsca już wcześniej byłyby zajęte, to skreśliły tamtych. Tak, to chyba dobrze obrazuje, czego się spodziewałam...
Podczas biegu nie zwracałam uwagi na to, co mijałam i dokąd mnie to prowadziło. Byłam wykończona, ale byłam gotowa zmusić się do wszystkiego, byle być jak najdalej od moich byłych przyjaciółek.
Policzymy się z tobą, gdy będę zdrowa, zdrajczynio.
Wielokrotnie potykałam się o wystające korzenie, kamienie, stare gałęzie czy po prostu o własne łapy. Póki jednak byłam w stanie biec, nic mnie to nie obchodziło. Liczyło się jedynie, żeby uciec, znaleźć się daleko od Wilczego Szpitalu. By dać radę wykrzesać z obolałych mięśni kolejny krok.
Nie poddawałam się nawet, gdy dopadła mnie kolka, a łapy praktycznie padały ze zmęczenia. Dopiero, gdy wpadłam po brzuch w zaspę śnieżną, postanowiłam przestać. Znajdowałam się chyba dość wystarczająco daleko, żeby nikt mnie nie odnalazł – choćby przypadkiem. Aoki i Moone nie tropiły jakoś bardzo dobrze, więc jeśli postanowiłyby mnie poszukać, sprawdziłyby miejsca, które lubiłam najbardziej – Góry, Wrzosową Łąkę, Wodospad lub po prostu naszą jaskinię. A tutaj? Śnieżny Las był miejscem, w które mało wilków się zapuszczało, zwłaszcza gdy nadchodziła zima. Byłam bezpieczna.
Uśmiechnęłam się nadal niespecjalnie spokojna i wzięłam śnieg do pyska. Był on znacznie czystszy i smaczniejszy od tego znanego mi z Miasta. Gdyby był chociaż troszkę cieplejszy, to nadawałby się na jedną z najlepszych wód, jakie piłam. Hm, jakby się tak zastanowić, to tylko ta u ludzi nie była tak dobra. Na terenach watahy wszystko smakowało o wiele, wiele lepiej.
Nie zmienia to jednak tego, że tęskniłam za dawnym życiem. Brakowało mi głaskania, ciepłego domu, rodziny... Nie miało to sensu, ale traktowałam Piotrka i jego rodziców jak również moją rodzinę. Tak, oni byli ludźmi, ja psem, ale... To miłość, którą widziałam w ich oczach, przyjaźń, którą łączyła mnie z Piotrkiem... To wszystko było prawdziwe i tak wspaniałe...
Rany, chciałabym móc z nim chociaż raz porozmawiać. Zwykły człowiek, którym niewątpliwie był mój właściciel, nie był w stanie zrozumieć słów psa. Ba, nawet magicznego wilka, gdy ten znajdował się w swojej formie wilczej...
Nawet nie zdawałam sobie sprawy, że po moim pysku spływały łzy. Otrząsnęłam się dopiero, gdy kilka z nich spadło na pokrytą śniegiem ziemię. Uniosłam wówczas łapę i zaczęłam ocierać pysk. Nie chciałam płakać. Nie powinnam płakać. Płacz oznaczał słabość, a ja nie mogłam być słaba. Nie teraz. Miałam zamiar jakoś sobie poradzić z pewnymi dwoma zołzami – którymi były. No kto z takiego powodu zaczyna planować zemstę!? - a żeby tego dokonać musiałam wziąć się w garść.
Wygrzebałam się z zaspy, w której nadal się znajdowałam i porządnie otrzepałam. Następnie ruszyłam w stronę centrum watahy. Co prawda byłam wyczerpana, a strach nadal się gdzieś czaił, w każdej chwili gotowy, by przejąć nade mną kontrolę, ale... Zimno, duma i poczucie winy, jeśli Sohara znowu będzie się przeze mnie zamartwiać... Uznajmy, że te kilka rzeczy miało zdumiewającą wręcz siłę przekonywania.

(kilka dni później)
Aoki nadal nie wracała. Podobno w ranę wdało się jakieś zakażenie i potrzebna jest jej stała opieka. Gdyby była dorosła, wysłaliby ją z zapasem ziół i kazali samej się leczyć. Wilczyca była nadal szczeniakiem i musiała tam zostać na przynajmniej kilka następnych dni. Moone z tego powodu była niezadowolona, Navri jak zwykle nic nie zdawało się ruszać, a Shen próbował maskować uśmiech, gdy czarna wadera opowiadała nauczycielom o stanie swojej najlepszej przyjaciółki.
Och, byłam jeszcze ja, no nie? To w takim razie ja czułam wręcz nieopisaną ulgę. Chociaż smutno mi się robiło na myśl, że aktualnie jedynym szczeniakiem, który się do mnie odzywał był As, który i tak znikał co jakiś czas. Ćwiczył jakieś zabezpieczenia przed czytaniem myśli i tak dalej. Według niego szło mu perfekcyjnie, ale nie miałam pewności... Kilka razy nawet mi udało się przedrzeć przez jego bariery ochronne, czy jak to powinnam nazywać.
Niby mogłabym pogadać z Shenem, ale od pamiętnych odwiedzin u Aokigahary nie rozmawialiśmy zbyt wiele. Tak naprawdę to w ogóle. Wyglądało na to, że oboje chcieliśmy wykonać jakiś krok, ale każde z nas się bało. No i kończyło się to na niezręcznej ciszy, pełnej wielu niewypowiedzianych słów, które ktoś w końcu musiał skierować do drugiej osoby. A jak wspominałam, żadne z nas nie kwapiło się do tego.
W końcu, gdy As nie odzywał się już prawie cały dzień, nie dałam rady znieść samotności. Potrzebowałam rozmowy, ba, chociażby obecności kogoś innego niż ja sama lub Sohara. Niestety, nadal nie byłam w stanie odezwać się do Shena, a samo zbliżenie się do Moone pozbawiało mnie tchu z nerwów, więc zostało mi jedynie zagadać do Navri. Jeśli i ona mnie przegoni, to trudno. W sumie nawet bym się nie zdziwiła.
Cały ranek próbowałam zmotywować się do podejścia, ale cały czas był przy niej Shen. W końcu, po długiej przerwie, gdy biała samica zjawiła się już w jaskini - w której mieliśmy mieć zajęcia ze względu na obfity deszcz - a Shen nie nadchodził, zebrałam się w sobie.
Podeszłam do niej na uginających się z nerwów łapach. Niby nie miałam nic do stracenia, ale... Rany, chyba jej zdanie obchodziło mnie bardziej niż myślałam. Nie chciałam usłyszeć uprzejmego, lecz zdecydowanego „Nie chcę z tobą rozmawiać” czy czegokolwiek innego w tym stylu.
Już miałam się wycofać, gdy samica zauważyła, że się zbliżam i skierowała w moją stronę wzrok. Jej mina była jak zwykle obojętna i poważna, jednak gdzieś tam kryło się zaciekawienie. Dobrze skrywane, ale jednak nie wystarczająco.
- Em... Hej? - mój głos był trochę wyższy niż zwykle, zabarwiony emocjami. - Mogę się dosiąść?
- Cześć. Tak – skinęła głową wilczyca.
Powoli usiadłam w pewnej odległości od niej, czego samica zdawała się nie zauważać.
- Nie przeszkadzam ci? - spytałam w każdej chwili gotowa, by się zerwać i odejść.
Navri w odpowiedzi wzruszyła ramionami, a ja poczułam, jak serce podchodzi mi do gardła. Czy to ten moment?
- Nie.
- Wiedziałam... Przepraszam cię, już i... - zaczęłam, spuszczając uszy. Dopiero po chwili dotarł do mnie sens jej odpowiedzi. - Co? Poważnie?
Samica skinęła głową, mrużąc przy tym oczy, jakby chciała dostrzec, czemu tak zareagowałam. Mnie natomiast zaczęła zalewać ulga i radość. Rany, Navri – Navri, z którą praktycznie nie rozmawiałam, trzymając się z wilczycami, które bynajmniej nie darzyły ją sympatią – nie miała nic przeciwko, żebym chociaż się do niej zbliżyłam. Czułam w tym momencie taką radość, że ledwo powstrzymałam się, żeby jej nie przytulić.
No i w tym właśnie momencie zauważyłam zbliżającą się w naszą stronę sylwetkę pewnego skrzydlatego szczeniaka płci męskiej. Na pysku Shena widniał uśmiech, jednak ja dostrzegałam jego zdziwienie. Nie ogarniał, czemu siedziałam tuż obok Navri, ale zdawało się, że moja obecność mu nie przeszkadzała.
- Cześć, Navri. Cześć, Tori – powiedział, siadając po mojej lewej, a prawej Navri, tworząc przy tym jakiś dziwny trójkąt.
Navri odpowiedziała kiwnięciem głowy i delikatnym uśmiechem, na co samiec wyszczerzył się jeszcze bardziej.
- Hm... Cześć... Shen? - zdecydowanie miałam problemy z wysłowieniem się. Obecność basiora była w tym momencie znacznie bardziej onieśmielająca, niż samych Alf.
- Co?
- Przepraszam, że wtedy... Wiesz, gdy byliśmy u Aoki... Nie poszłam za tobą – mówiąc to, skuliłam się.
Shen natomiast posłał mi dziwne spojrzenie i... roześmiał się?!
- Wyluzuj, Tori. Nie mam ci tego za złe. Przynajmniej nie aż tak jak myślisz.
- N-nie masz? - powtórzyłam, zerkając na Navri, która przyglądała się wszystkiemu ze skrywanym zaciekawieniem.
Wilk pokręcił łbem z uśmiechem, a ja westchnęłam z ulgą i nie mogąc powstrzymać radości, przytuliłam go. Ku mojemu zaskoczeniu ten nie odskoczył, a na dodatek delikatnie opatulił mnie łapą, gdy wyrwał się z chwilowego oszołomienia. Było to nieco dziwne, ale... Kogo to obchodziło?
Na Eydis... Nie ma mnie przez niecałą dobę, a ty już obściskujesz się ze Skrzydlatym... - słysząc ciche westchnięcie Asa, nie mogłam powstrzymać uśmiechu. Odsunęłam się od basiora i usiadłam na swoim miejscu. No może trochę bliżej Navri i Shena, ale to nie było tak ważne.
Skoro wrócił ten idiota... - pomyślałam.
Hej, wypraszam sobie! Wybaczę ci tylko dlatego, że jesteś moją małą przyjaciółeczkę i widziałem, że tęskniłaś.
Hę? Co? Jak? - posłałam pytania. Byłam z lekka zdezorientowana.
Czytanie wspomnień – wyjaśnił samiec, a ja mogłabym się założyć, że wzruszył przy tym ramionami.
Mhm. Ekstra. Wiesz, że tak się nie robi?
Zamiast odpowiedzi, usłyszałam ciche prychnięcie. Cudem powstrzymałam się, żeby nie wywrócić oczyma. Drań, ale skoro on wrócił oraz już całkiem pogodziłam się z Shenem, a nawet pogadałam z Navri, która okazuje się mnie tolerować... Powiedzmy, że czułam ulgę oraz chęć do życia. Może jednak coś miało się ułożyć? Może te czarne chmury, które zdawały się nade mną wisieć od śmierci Piotrka się rozwieją? Nie obraziłabym się w sumie.

Uwagi: Brak.

Podsumowanie sierpnia

Wakacje minęły w mgnieniu oka, już mamy wrzesień. Szkoła i nasze męki są już bliskie... Przyznam, że ja się boję tym bardziej, bo słyszałam, że liceum to bardziej zobowiązująca szkoła niż by się mogło zdawać. Może to pochłonąć sporo mojego czasu, więc z góry przestrzegam, że nie wiem jak to będzie. Nie zapowiadam jednak zamknięcia strony, tak dla jasności. Nawet jeśli przede mną jeszcze dodatkowy angielski (jeszcze nie wiem kiedy, więc nie oszacuję ile mi to zajmie) i próby chóru, które pochłoną mi od 5 do 7,5 godzin tygodniowo. Nie wspominając już o moich własnych zajęciach, innej działalności poza WMW. Zapowiada się mały koszmarek, heh...
Przejście do roku szkolnego oznacza również dla Was system dwutygodniowy na WMW, co oznacza, że nie dostaniecie uwag za niepisanie od tygodnia, a dopiero od dwóch. Ot, takie ułatwienie. Mam nadzieję, że będzie Wam łatwiej dotrzymać tempa.
Odnosząc się do tego, co było w minionym miesiącu powiem, że wynik w postaci aż 37 opowiadań to naprawdę rzecz godna podziwu, szczególnie na takim blogu jak nasz. Nie ukrywam, że prezentujemy dość wysoki poziom, opowiadania nierzadko bywają długie, a także nasza ekipa nie dysponuje jakimś zadziwiająco liczebnym składem, zatem należą się wielkie oklaski dla wyjątkowo aktywnych i zaangażowanych członków. Co prawda wciąż pozostaje kilka osób, które robią prawdę powiedziawszy niewiele, ale to może jedynie oznaczać wyrzucenie z bloga w najbliższym czasie. To chyba oczywiste dla wszystkich.
Niebawem (czyli być może jutro) także dodam każdej z osób zaległe punkty za opowiadania, wszelakie zdobyte bonusy i inne tego typu rzeczy. Ostatni raz miałam okazję to robić na końcu kwietnia, więc możecie się przygotować na dość spory skok. Prosiłabym także o szybkie dodanie swoim postaciom bonusów za zdobyte levele, gdyż szykują się zmiany. Wówczas te nagrody prawdopodobnie będą mieć nieco mniejszą wartość. Wynika to z tego, że niedługo już trzeci wilk wbije sobie 1000 punktów, co jest równoznaczne z zakończeniem się skali. Obiecywałam, że wraz z tym momentem zwiększę ilość poziomów.
Na podstawie ankiety odnośnie zakończenia festynu także ustaliłam ostateczny termin oraz moment rozpoczęcia kolejnego eventu. Nie są to daty do końca zgodne, jednak zbliżone. Objaśnienie jak postępuje ulewa będziecie się orientować na podstawie moich notatek u góry lewej strony bloga. Kolejną fazę wprowadzać będę dopiero po opisaniu przez Was każdego ze zjawisk  w opowiadaniach. Nie ważne kto to będzie, byleby pchał akcję do przodu. Może to być także kilka osób, zależy jak ustalicie. Albo i nie. Części osób już objaśniałam jak to ma wyglądać w praktyce, więc sądzę, że powinno się obyć bez problemów.

Rozpoczęcie burzy:
20 września 2018 r.

Koniec festynu:
30 września 2018 r.

Do zobaczenia w kolejnym podsumowaniu!
Pozdrawiam, Suzanna/Hitam/Kai/Joel

Zapraszam na moje trzy inne blogi:
(o ile oczywiście ktoś ma sporo czasu i będzie nadal aktywny i tu, i tam)
Cyberpunk: Jeden z moich najnowszych i za razem aktywny blog w klimacie cyberpunk. Ma dość aktywną fabułę, gdyż prowadzę ją niemal nieustannie, więc sądzę, że jest to dość ciekawe jeśli chodzi o strony tego typu. Każda nowa osoba odgrywa bardzo ważną rolę w akcji. PILNIE POSZUKIWANI NOWI CZŁONKOWIE!
Klany Kotów Magicznego Kryształu: Cztery kocie klany w klimatach książek Erin Hunter pt. "Wojownicy". Niezwykle klimatyczne miejsce. Blog nie całkiem mój, bo jestem tam wyłącznie moderatorem oraz przywódcą Klanu Deszczu. PILNIE POSZUKIWANI CHĘTNI DO DOŁĄCZENIA!
Wataha Purpurowej Róży: Choć blog jeszcze nie jest ukończony, poszukujemy chętnych do dołączenia. Może to zmotywuje nas do kończenia tej strony, która swoją drogą prezentuje się dość obiecująco. Blog powiązany fabularnie z WMW. POSZUKIWANI CHĘTNI DO DOŁĄCZENIA!

Ponadto zapraszam do korzystania z zapoznania oraz innych przygód. Przypominam również o konkursach.

*****************************
Leniwe Alfy:
Suzanna: 0
Hitam: 0
---------------------------------------------
Asgrim: 10 (+6 = 16) <--- Beta
Valkoinen: 7 (+4 = 11) <--- Gamma
Navri: 5 (+6 = 11) <--- Delta
Torance: 3 (+5 = 8)
Lind: 3 (+2 = 5)
Joel Treunis: 2 (+1 = 3)
Magnus Arvid Eriksen: 2 (+0 = 2)
Cess: 1 (+1 = 2)
Yuki: 1 (+0 = 1)
Leah: 1 (+0 = 1)
Bona Caeli: 0 (+1 = 1)
Gaja: 0 (+0 = 0)
Dante: 0 (+0 = 0)
Aokigahara: 0 (+0 = 0)
Karou: 0 (+0 = 0)
Kai: 0 (+0 = 0)
Sohara: 0 (+0 = 0)
Za zostanie Betą dostaje się 15 SG i 40 pkt., Gammą 10 SG i 30 pkt., a Deltą 5 SG i 20 pkt.

Okres próbny ukończyli:
Magnus: 2 (5)
Cess: 1 (2) (masz czas do 23.09 na napisanie 2 op.!)

Skreślone są te, które nie przeszły. Wilki, które napisały poniżej 4 op. i są dość długo na watasze zostają wyrzucone, a te mające powyżej 4 op. są już pełnoprawnymi członkami. Zaznaczone na fioletowo mają drugą szansę.
Tak, ilość napisanych op. podczas okresu próbnego też ma znaczenie! 

Dodaję po 6 pkt. umiejętności i 3 pkt. mocy każdemu wilkowi (jak to zawsze czynię po podsumowaniu) za kolejny miesiąc członkostwa. 

piątek, 31 sierpnia 2018

Od Navri "Jestem młodsza, ale nie gorsza" cz. 24

Sierpień 2021 r.
Tego dnia miałam odbyć ostatnie spotkanie z moimi nauczycielami na lekcjach. Już za kilka kolejnych mogłam oficjalnie zacząć pracować na upragnionym stanowisku. Podejrzewałam, że będą mieli zamiar mnie jeszcze przeszkolić. Hitam być może o tym coś wspominał... W każdym razie nie miałam zamiaru celebrować szczególnie mojego przejścia w dorosłość. Chciałam się skupić na płynnym przyzwyczajeniu się do nowych warunków, do przeprowadzki do oddzielnej jaskini, a za pojedyncze gratulacje w związku z zakończeniem życia jako szczeniak dziękować w mało entuzjastyczny, jednocześnie dość typowy dla mnie sposób. Nie chciałam wyprawiać przyjęcia, nie byłam Shenem. Nie kręciło mnie to szczególnie, a zaproszone przeze mnie osoby mogłyby nie mieć nawet czasu na spędzenie go ze mną.
Ostatecznie wylądowałam na lekcjach magii prowadzonych jak zwykle przez Kai'ego. Tym razem siedziała razem z nami Gaja, nie mogąc się już doczekać pierwszych zajęć. Dla mnie były to ostatnie... Chciałam dać z siebie wszystko. Basior przywitał nas radosnym uśmiechem. Wzrokiem przeskakiwał z wilka na wilka, jakby nie mógł się na nas napatrzeć. Ostatecznie skupił się na mojej sylwetce. Wytrzymałam jego spojrzenie bez mrugnięcia okiem.
- To twoja ostatnia lekcja, prawda? - dopytał. Skinęłam bez słowa głową.
- Będziesz mieć zamiar kontynuować edukację u starszych wilków? - dopytywał dalej. Uniosłam brew.
- Jest taka możliwość?
- Z tego co mi wiadomo, to tak... - Mówiąc to, popatrzył na resztę szczeniąt. Gaja wyglądała na już zniecierpliwioną. - Szczegóły mogę ci podać po lekcji, żeby już nie tracić czasu.
- Rozumiem, odpowiada mi taki układ - odrzekłam spokojnie.
- Dobrze... w takim razie... - Kai przeszedł się po jaskini - Dzisiaj będziemy próbować zmieniać się w człowieka. Nie każdy wilk posiada tę zdolność, więc nie martwcie się, jeśli się wam nie powiedzie. Ja przykładowo nie mam takiej możliwości. Próbowałem naprawdę długo, ale wciąż nie mogę się uwolnić z mojej wilczej skóry. Nie użalajcie się nad sobą, jeżeli wam dokucza to samo. To nie oznacza niczego złego i można przywyknąć. Nigdy nie miałem z tym większego problemu. Jedynie musiałem uczyć się pewnych rzeczy tylko z opowieści, prosić zmiennokształtnych o pomoc... Ogólnie mogę wam powiedzieć, że jest to często uwarunkowane genetycznie, więc o ile musimy do tego dojść w waszym wypadku... - Mówiąc to, popatrzył w kierunku Aokigahary i Gai - ...tak jeśli chodzi o Navri, to jestem niemal przekonany, że wystarczy tylko odpowiednia determinacja oraz wysiłek. I Astrid, i Dante, i Valixy byli wilkołakami. Jedynie jest szansa na przejście genu braku zmiany postaci od Leonarda... - Ostatnie zdanie wypowiedział nieco ciszej.
- I co? Ta lekcja będzie się kręcić wokół Navri? - zapytała nieco zgryźliwie Aoki. Kai potrząsnął głową.
- Nie, oczywiście, że nie. Próby wyzwolenia zdolności przemiany mogą prowadzić także do odkrycia mocy, bo wymagają podobnego skupienia. Pierwsza przemiana jest najtrudniejsza, bo wymaga aktywowania ogólnego źródła energii. Mam nadzieję, że dzięki temu dowiemy się jeszcze czegoś ciekawego na temat waszych zdolności - Nauczyciel magii uśmiechnął się serdecznie do wader. Gaja entuzjastycznie pokiwała głową, jednocześnie niespokojnie przebierając łapkami. Już zdołałam się zorientować, że zawsze reagowała tak na nadmiar emocji.
- Czyli robimy jak zawsze? Skupiamy się na źródle energii i staramy się ją uwolnić do kończyn? - dopytywała ruda wadera. Kątem oka cały czas ją obserwowałam. Jej pysk wyrażał mieszankę znużenia i rozbawienia. Nie wiem z czego ona wynikała. Możliwe też, że po prostu mi się wydawało.
- Zgadza się - potwierdził nauczyciel. Aoki się nieznacznie uśmiechnęła, prawdopodobnie zadowolona z tego, że miała rację.
- Aoki, Navri, możecie się już brać do roboty. Ja w tym czasie zajmę się Gają, bo spędziła na zajęciach znacznie mniej czasu niż wy i nie jest do końca zorientowana. Wy sobie już poradzicie bez mojej pomocy, ale będę was w razie czego obserwować.
Aoki pokiwała głową ze zrozumieniem i spojrzała na mnie z drobną niechęcią. Dopiero wtedy uświadomiłam sobie, że przewyższałam ją o dobre pół głowy. Zawsze to ona była wyższa... Wyglądało na to, że muszę przywyknąć do nowego stanu rzeczy.
- Pracujemy razem czy oddzielnie? - zapytałam cicho.
- Oddzielnie - odrzekła, jakby to było oczywiste i odeszła ode mnie na odległość kilku kroków. Westchnęłam z zrezygnowaniem, ale nie pozostało mi nic innego jak tylko wykonać polecenie nauczyciela. Miałam nadzieję, że pójdzie mi łatwiej, choćby z racji tego, że już znałam swój żywioł i wiedziałam dokładnie jakim uczuciem jest uwalnianie energii, o którym Kai regularnie wspomina. Zacisnęłam powieki i skupiłam się najbardziej jak tylko mogłam. Odruchowo wbiłam pazury w twardą skałę, myśląc o tym, że rosnę, rosnę, rosnę... Mimo, że wydawało mi się, że mogłam osiągnąć swój cel, skupiałam się dalej, jakby chcąc utrwalić efekt. Po uchyleniu oczy jednak się rozczarowałam. Co prawda moje futro pokryte było czymś na wzór bąbelków świecących trudną do opisania żółtą poświatą. Spojrzałam na Kai'ego, ale tego nie zauważył. Następnie skierowałam wzrok na Aoki, ale stała ona do mnie tyłem. Dopiero jak odchrząknęłam basior zwrócił na mnie uwagę. Otworzył szerzej oczy w głębokim zdumieniu.
- Wygląda jak... pył lub piana - powiedział zmieszany i zaśmiał się nerwowo - Nigdy czegoś takiego nie widziałem.
W tym samym czasie Aoki ryknęła na całe gardło "nienawidzę mojego żywiołu!" i cisnęła czymś bardzo jasnym prosto we mnie. Nawet nie zobaczyłam co to mogło być. Odskoczyłam przestraszona, pewna, że trafi. Tak się jednak nie stało. Kai wyglądał na jeszcze bardziej zaszokowanego i patrzył to na mnie, to na Aoki. Wadera prawdopodobnie nawet nie dostrzegła, że cokolwiek zrobiła. Gaja zapewne też była świadkiem zdarzenia, bo wyrwał się jej zdławiony pisk.
- Przeniknęło przez ciebie - stwierdził Kai, patrząc na mnie - Podejrzewam, że to aura ochronna... Przepraszam, ale muszę póki co porozmawiać z Aoki.
- Nic nie szkodzi... - odrzekłam cicho, ponownie zerkając na tę złocistą powłokę. Miałam teorię, że mogła neutralizować cudzą moc... Jednocześnie straciłam skupienie nad utrzymaniem zaklęcia, więc obserwowałam jej powolne znikanie. Interesujące, pomyślałam w zadumie. Gdybym umiała czytać, na pewno zagłębiła się w temat. Wygląda na to, że nawet nauczyciel magii nie jest pewien co do moich zdolności.
Zerknęłam na Aoki. Jej mina wyrażała to, że rzeczywiście nawet nie dostrzegła, że cokolwiek zrobiła. Zaraz potem wstąpiła w nią złość. Powoli przeniosłam wzrok na Gaję. Wciąż była porządnie przestraszona.
- Nic się nie stało... - Powiedziałam, podchodząc bliżej - Nie ma co tracić czasu na przejmowanie się.
Wciąż wbijała we mnie wzrok tych wielkich fioletowych oczu. Chyba jej nie pomogłam. Nie jestem najlepszym wsparciem... Powinnam się nauczyć pocieszania, skoro mam zamiar zostać nauczycielem - pomyślałam niezbyt zachwycona. Ukończenie szkoły nie było równoznaczne z automatycznym posiadaniem pełnych kompetencji na dane stanowisko... Jeszcze przede mną wiele nauki, w dodatku tej dużo trudniejszej, zwanej doświadczeniem życiowym...

Uwagi: Brak.

czwartek, 30 sierpnia 2018

Od Valkoinena "Fantastyczni idioci" cz. 2 (CD. Asgrim)

Oba opowiadania z serii były wymyślane przez autorki, które siedziały razem w pokoju i wymieniały się głupimi pomysłami.

Sierpień 2021
Ukłoniłem się i rozejrzałem po sali. Twarze były bardzo znajome, jednak z imienia rozpoznałem tylko jedną osobę, Cess. Siedziała w jednym z dalszych rzędów, gdy nasz wzrok się skrzyżował pokiwała delikatnie głową z uznaniem. Skierowałem się za czerwoną kurtynę, zawieszoną wysoko nade mną, na dole była lekko zawinięta. Poczłapałem bardzo wolnym krokiem zwanym u mnie jako krok "jestem bardzo elegancki i dostojny" do przebieralni. Gaja podeszła do mnie i pogratulowała występu. Niedawno jeszcze taka młoda, teraz rosła w oczach. Pokłoniłem się nawet bardziej teatralnie niż na samej scenie. Wadera zaśmiała się swoim jeszcze dziecięcym głosikiem i ruszyła do wyjścia z małą torbą. Zdawało mi się, że jest starsza, niż zawsze podejrzewałem, jednak nie wypadało mi o to pytać.
Podszedłem do lustra i przyglądnąłem się mojemu "strojowi". Nie był on do końca przebraniem. Coś takiego to chyba nieprzebranie. Wyglądałem... dziwacznie, powiedziałem w duchu tylko dlatego, żeby nie powiedzieć jak debil. Na sierści namalowane miałem szare pasy w odstępie jednej łapy. Codziennie przed występem Gaja rysowała mi coś takiego na ciele. Wydawać by się mogło, że nasza praca nie jest wymagająca, jednak musimy już godzinę przed występem być na miejscu. Wyglądało to jak jeden ze śmieci, które czasem znajduję w lesie. Ludzie porzucają tego pełno w lesie, nigdy nie wiesz, co znajdziesz. Ostatnio znalazłem przed wejściem do smoczych podziemi jakiś dziwny medalion. Moja babcia kiedyś nosiła podobny. Dowiedziałem się, że to jakiś medalion ognistych smoków, cokolwiek to znaczy. Dzisiaj po pracy chciałem go dokładniej zbadać. Zastanawiałem się, czy ktoś go czasem nie zgubił.
Wziąłem do mojej ogromnej łapy malutką, różową buteleczkę i wylałem trochę jej zawartości na ciało. Szybko zmazałem wszystkie ślady. Co prawda nie było to tylko wylanie płynu na ciało. Rzuciłem na siebie ponownie okiem. W takim stanie mogłem już wyjść.
Z wielkim uśmiechem na pysku wyszedłem z małej jaskini. Spojrzałem na ślady moich łap na piasku. Były bardzo mocno wgłębione, jakbym ważył więcej, niż naprawdę. Sączyła się z nich woda, a ja tylko wzruszyłem na to obojętnie ramionami. Co prawda to nie był jeden z cieplejszych dni tego miesiąca, ale kiedyś na pewno wyschnę.
Przed moimi oczami ukazał się basior ze średnio ciemnym futrem. Obok niego stał drugi. Jego futro było już nieco bardziej unikalne, nawet o wiele bardziej. Niebieski bardzo do niego pasował. Jak to ja oczywiście bardzo miło powitałem moich dwóch szanownych kolegów. Kiwnęli tylko głowami, a tak, chyba właśnie przeszkodziłem im w rozmowie.
Nie kontynuowali jej dalej, tylko czekali, aż ja coś powiem. Także jak to ja, musiałem coś genialnego odpalić. Nie byłbym sobą, gdybym coś takiego nie powiedział.
- A to co za zebranie? - Spytałem jakoś w tym stylu. Na pewno byłem bardziej elokwentny niż zazwyczaj, a przynajmniej się starałem taki być. Jak mi wyszło, to już druga, zupełnie inna, odmienna sprawa.
Po dłuższej rozmowie obydwoje, a bardziej ten wredny As wkopał mnie w konkurencję o jakiś magicznych stworzeniach. Był całą sprawą bardzo zaciekawiony, a ja nie mając na dzisiaj nic do roboty oprócz wisiorka. Stwierdziłem, że nawet może być. Oczywiście musiał, ale to musiał mi trochę podokuczać. Nie byłby inaczej sobą. Taki młody, a taki cwaniaczek.
- To co? Bierzemy udział? – Zwróciłem się w jego stronę. Mogłem przyrzec, że dostrzegłem błysk w jego oczach.
- Nie boisz się porażki, staruszku? - Uniósł tylko jeden kącik wargi w górę. Pokpiwał sobie ze mnie w żywe oczy!
- Nie. - Byłem bardzo pewny tego, że moja ogromna wiedza rozmiecie go na łopatki. Padnie i nie wstanie. - Zwykle starsi odznaczają się rozleglejszą wiedzą – powiedziałem dumny z siebie.
- Właśnie, zwykle... jednak u ciebie wiek i mądrość chyba nie idą w parze.
- Masz rację, moja inteligencja znacznie przerasta mój wiek. - Wypiąłem pierś przed siebie i byłem jak prawdziwa wadera.
- Chciałbyś – skomentował krótko i spojrzał na samca obok. Bardzo grzecznie stał obok. - To chyba znalazłem swojego przeciwnika.
Spojrzałem na niego jeszcze raz dogłębniej. Czy ja aby na pewno chcę brać w tym całym zadaniu udział? Pomyślałem prawie na głos. Nie chciałem przecież go pogrążyć. Biedny pewnie jeszcze nie wie na co się pisze.
- Kiedy możemy wziąć udział? – Spytał przebierając łapami, a ja prawie wykrzyczałem, że natychmiast. Moja duma i honor jednak mi na to nie pozwoliły. Wziąłem głęboki wdech, zanim się odezwałem. Może nawet kilka.
- Teraz – powiedziałem z nonszalancją i ogromnym spokojem jak na mnie.
Basior tylko niby obojętnie wzruszył ramionami. Samiec, który ciągle przysłuchiwał się naszej rozmowie zamienił się w człowieka. Szczerze mówiąc brzydziły mnie te istoty. Tylko śmiecą lub cmokają do mnie. Tacy durni, a uważają, że to ja nie mam mózgu. Zbiorą trujące grzyby i uchachani próbują mnie nakarmić. Ja z zadowoleniem zawsze odmawiałem. Patrzyłem ciekawie jak chowają to do swoich toreb. Później nie przychodzili. Nie smakowały grzybki?
- Gotowi? - Tym razem z odpowiedzią wyrwał się Młody.
Drugi samiec, którego imienia nigdy nie pamiętałem (jego istnienia również) spojrzał na nas wyczekująco.
No to zaczynamy.
Basior wyciągnął pierwszą kartkę z uśmiechem. Co tu dużo mówić, przecież nawet ludzkie szczenię by to odgadło. Kilka węży wpadło w pułapkę, zaplątały się ze sobą przypadkowo. Chyba że po prostu się ze sobą wspaniale bawiły przyjaźnie przytulając. W końcu każdy gatunek bawi się w inny sposób, chociaż większość na siebie skacze, a oni robią chyba co innego.
- Ja wiem! - Krzyknąłem zdzierając sobie gardło i klepiąc obydwoma łapami o podłoże. - To są przecież węże! One się ze sobą po prostu poplątały!
Mogłem przyznać, że zauważyłem kątem oka mały ruch ciała basiora. Może się hamował? Przemknęło mi pytanie. Kiwał twierdząco głową, może nawet nieświadomie, ale zdawało mi się, że potakuje na moją niewiarygodnie mądrą odpowiedź.
- Debilu, nie widzisz, że to nie są żadne węże?! - Krzyknął na mnie, a ja o mało co nie poleciałem z zaskoczenia w tył i na ziemię. Na szczęście tylko się zachwiałem. Ten wilk jest okropny!
- No to może panie geniuszu powiesz mi co to takiego jest? - Wiedziałem, że nie wie. Byłem tego prawie pewny.
Wilk zamknął pysk. Już chciał mnie dalej zjechać z góry do dołu. Jednak on na pewno nie znał odpowiedzi na te pytania.
- Kto wymyśla takie głupie obrazki? - Spytał, patrząc na mnie i szukając w moich oczach uznania. Gdyby nie fakt, że właśnie ze sobą rywalizowaliśmy, to śmiało bym przyznał mu rację.
- Wilki głosu nie mają – powiedział animator. Chyba sam nie do końca pamiętał, że jest wilkiem. - Nie mogę żadnemu uznać odpowiedzi. Jest to hydra.
Zgodnie z jego słowami wilki nie mają głosu. Porozumieliśmy się z Asem wzrokiem i obydwoje zamieniliśmy się w posągi.
- No to teraz to. - Wyciągnął coś jeszcze dziwniejszego. Mieliśmy siedzieć cicho i właśnie to robiliśmy. - Czemu siedzicie cicho?
Żaden nie zamierzał nic mówić. Patrzeliśmy się tylko po sobie.
- Mieliśmy się nie odzywać – odrzekł Asgrim z bestialskim uśmieszkiem.
- Tęczowy jednorożec! - Wykrzyczałem, korzystając z nieuwagi rywala.
Obydwoje ze zdziwieniem spojrzeli się na mnie.
- To jest nie fair – powiedział urażony. - Ja też to wiedziałem przecież.
- Według zasad jest sprawiedliwe – powiedział prowadzący.
Asowi najwyraźniej nie spodobało się moje zachowanie. Jednak chciałem, chociaż teraz coś odgadnąć, w głębi serca wiedziałem, że nie znam się na tym. To mogła być jedyna okazja, żebym coś zgadnął.
Basior od karteczek znowu zaczął coś tam mieszać w ludzkich łapach. Chociaż na miano łap to one nie zasługują. Pokazał lisa, albinoskiego lisa. Był bardzo... dziwny. To znaczy wszystkie lisy są nie fajne, ale ten chyba wygrywał. Dostał jednak plusa za bycie białym. Tak jakoś podświadomie go dostał, nawet tego nie planowałem. Miał kilka ogonów, jakby poobcinał innym i przykleił sobie. Miałem wrażenie, że nieruchome oczy na kartce niemal mrugały w moją stronę. Bardziej przypuszczałem opcję drugą, po prostu chciały mnie spalić.
- Czy to jest coś w rodzaju... białego lisa? - Spytał geniusz odkrywca. Miałem ochotę wstać i krzyknąć "klękajcie watahy, oto wasz geniusz się ukazał" – Z dużą ilością ogonów... ? - Stawał się coraz bardziej odkrywczy.
- Poważnie? - Prychnąłem w jego kierunku i o mało nie pokiwałem z niedowierzaniem łbem.
- A co CI to przypomina? - Jego oczy zamieniły się w kreseczki. Nadal był na mnie wkurzony, chyba nawet się wcale temu nie dziwiłem. Też byłbym na jego miejscu wkurzony. Chyba nawet o wiele bardziej.
Oczywiście obrazek przypominał mi to, co jemu. Jednak prawdziwa nazwa tego zwierzęcia gwizdała w moich myślach. Chyba chciała, żebym do niej przyszedł. Jednak zupełnie nie wiedziałem, gdzie ona może być.
- Białego lisa z kilkoma ogonami – wilk parsknął, a ja nie zrozumiałem czemu. Przecież wpadł na to samo. - Znaczy... No tak. Patrz, jakie ma oczy.
- To Kitsune Zenko – powiedział basior, który teraz stał przed nami jako człowiek. Mógłbym się założyć, że sam tego wcale nie wiedział. Musiał wyczytać to wszystko z kartki.
- Co?! - Z naszych gardeł wyrwał się równy okrzyk jak wojskowych.
- Kitsune Zenko – powtórzył człowiek. No gościu, to było przecież pytanie retoryczne.
Wymieniliśmy z Asem zgodne spojrzenia, ale nie wiedziałem, na co ja się zgadzam. Na następnej kartce była ogromna gadzina, taką znalazłem przed wejściem na smocze podziemia, ledwo uszedłem z życiem, kiedy zionął ogniem nad moją głową. Prawie przypalił mi uszy! Pochwyciłem medalion i zacząłem uciekać. Smok gonił mnie jeszcze trochę po wyjściu, po czym z powrotem powrócił do swoich podziemi.
Patrząc na moją niedawną przygodę, to zgadnięcie tego nie było trudne. Naprawdę, tym razem nie żartowałem, wiedziałem. To był smok. Zwykły najzwyklejsze smoczysko.
- Smok latający! - Krzyknął równo ze mną.
- Smok! - Dopiero w tym momencie zdałem sobie sprawę, że było już trochę za późno. Chyba powinienem powiedzieć latający.
- Przykro mi Valk. Zbyt mała precyzja. Punkt zdobywa As. - Dante skinął głową do Asa. To był jakiś spisek! As krzyknął głośno, nawet chyba aż za bardzo. O mało nie ogłuchnąłem.
Nabrałem powietrza po jego okrzyku, ledwo słyszałem! Kilka kartek potem zakończyliśmy grę. Wiedziałem, że Dante miał nas bardzo szybko dość. Pewnie miał nas za ogromnych debili. Jednak miałem wrażenie, że on wcale lepiej by sobie w tym nie poradził.
Stwierdziłem, że najbardziej wkurzający basior, jakiego w życiu poznałem, może nie jest taki zły. Może kiedyś bylibyśmy w stanie się zaprzyjaźnić? Nie denerwował mnie przynajmniej tak jak wcześniej.
- To co, za jaki czas dogrywka? - Wiedziałem, że będzie chciał! Najszczerzej mówiąc, całkiem przyjemnie się bawiłem. Cokolwiek bym nie mówił, właśnie tak było.
- Kiedy zechcesz. Obserwowanie twojej przegranej to będzie wspaniały widok. - Uśmiechnąłem się, ukazując rządek białych kłów.
- Zobaczymy, kto przegra.
Każdy z nas poszedł w swoją stronę. Byłem naprawdę zadowolony. Teraz tylko medalion.

<As, ale nie kończ za szybko>

Wygrał Asgrim!
Asgrim: brązowe: Sarny, Wojownik, Bibliotekarz, Medalion Rosnącej Potęgi, Róża Harmonii; srebrne: Woda, Powietrze, Świat Mroku; złote: Valixy i Leonard
Valkoinen: brązowe: Wodopój, Jezioro, Róża Hery, Niebieski Agrest; srebrne: Gamma, Xeral

Uwagi: Nie można "przykiwnąć", tylko "kiwnąć". Za dużo przecinków.