Zacieśnianie więzi

W ramach lepszego zapoznania się ze sobą realizujemy comiesięczny projekt losowania osób, do których można napisać op. i dostać dzięki temu +3 pkt. do każdej z umiejętności (+1 pkt. do mocy).
Link do osób, które zostały wylosowane znajduje się tutaj. :)

środa, 29 sierpnia 2018

Od Asgrima "Fantastyczni idioci" cz. 1 (Cd. Valkoinen)

Oba opowiadania z serii były wymyślane na bieżąco przez autorki, które siedziały razem w pokoju i wymieniały się głupimi pomysłami.

Sierpień 2021r
Podszedłem do wysokiego wilka o niebieskim futrze. Miałem przyjemność wziąć udział w wielu konkurencjach, ale nigdy jeszcze nie zajmował się żadną z nich Dante. Dzisiejszego popołudnia nie mogłem powstrzymać ciekawości i łapy same zaniosły mnie w stronę stanowiska samca.
Szybko okazało się, że basior zajmuje się aktualnie konkurencją jednoosobową polegającą na znalezieniu ukrytego przedmiotu. Nie powiem, brzmiało to interesująco, ale nie czułem się chyba wystarczająco pewnie w tropieniu. Niby Tori – moja partnerka, w co nadal nie potrafiłem uwierzyć. Na samą myśl, czuję jak uśmiech wkrada się na mój pysk – uczy mnie polowania i innych tego typu bzdur, ale... To chyba jeszcze nie był ten czas...
Inną konkurencją był konkurs wiedzy o magicznych stworzeniach. To brzmiało już naprawdę interesująco i choć przeczuwałem, że z moją nikłą wiedzą na ten temat nie miałem szans, to naprawdę chciałem wziąć w tym udział.
Według Dana już jedna osoba zapisała się na listę oczekujących. Była to moja kochana Aokigahara, o której wiedziałem więcej niżbym chciał. A raczej o tym, jak się zachowywała, gdy Mała dołączyła do watahy. Cóż, choć wcześniej nie spotkałem jej ani razu, nie poznałem jej od tej dobrej i pozytywnej strony. Ba, ten mały rudzielec w niczym nie dorównywał temu mojemu i był jeszcze bardziej irytujący niż Pan Idealny...
Dan chyba wyczytał z mojego pyska, że nie jestem zbyt zadowolony z pomysłu, żeby dać się pokonać Aoki.
- Możesz też znaleźć kogoś na własną rękę – zaproponował z uśmiechem.
Skinąłem łbem, wzdychając z ulgą. Na szczęście.
Tylko kogo? - chciałem zapytać, jednak zanim otworzyłem pysk, wtrącił się czyiś niski i dość ciepły głos. Jak zwykle, gdy go słyszałem, nie wiedziałem, czy się uśmiechnąć, czy też jęczeć i wzywać pomocy.
- Cześć, Młody. Cześć... Animatorze...
Już po chwili biały samiec stał po mojej prawej stronie i mierzył nas spojrzeniem. Blizna na jego twarzy sprawiała wrażenie uśmiechu, ale w tym momencie basior nadal zachowywał powagę. Tak, słowem kluczem jest słowo „nadal”.
Przywitaliśmy go w sposób nieszczególnie wylewny, ale przecież nie byliśmy waderami, żeby się przytulać na powitanie. No i z tego co wiedziałem, żadnego z nas nie łączyła przyjaźń czy coś w tym stylu.
- Co to za zebranie?
Wymieniłem nieco zdezorientowane spojrzenia z Dante. Na pysk samca wkradł się jednak uśmiech.
- As pytał o konkurencje. Jak wnioskuję, ty również po to przyszedłeś.
- Nieee... Po prostu stęskniłem się za Asgrimem – wilk posłał mi oczko, a ja jęknąłem teatralnie – Na żadne konkurencje się nie pisałem. Ale jeżeli muszę...
Widziałem blask w jego jasnoniebieskich oczach i jak zwykle wywoływało u mnie to jednocześnie irytację oraz rozbawienie.
- Nikt cię do niczego nie zmusza – wzruszyłem ramionami.
- Oj, no przyznaj się, że bardzo tego chcesz. To jakie są te konkurencje?
- Poszukiwanie ukrytego przedmiotu i konkurs wiedzy o fantastycznych stworzeniach – wyjaśniłem krótko, a Dan skinął łbem w podziękowaniu. Chyba nie chciało mu się tego tłumaczyć kolejny raz w ciągu zaledwie kilku chwil.
- Konkurs? - powtórzył Valk. Jego głos chyba miał być obojętny, ale pobrzmiewało w nim zaciekawienie.
- Pokazuję uczestnikom kartki z rysunkami różnych istot, a oni muszą je odgadnąć. Za każdą przypasowaną poprawnie istotę zyskuje się jeden punkt. Wygrywa ten, kto pierwszy uzyska dziesięć punktów – wyjaśnił Dante. Oboje słuchaliśmy go z zainteresowaniem. To brzmiało naprawdę ciekawie...
- To co, bierzemy udział? - Valky zwrócił się w moją stronę.
- Nie boisz się porażki, staruszku?
- Nie – na pysk samca wkradł się pewny siebie uśmiech – Zwykle starsi odznaczają się rozleglejszą wiedzą.
- Właśnie... Zwykle. Jednak u ciebie mądrość i wiek chyba nie idą w parze.
- Masz rację. Moja inteligencja znacznie przerasta mój wiek.
- Chciałbyś – nagle przypomniałem sobie o Danie, który przysłuchiwał się naszej wymianie zdań z rozbawieniem – To chyba znalazłem swojego przeciwnika. Kiedy możemy wziąć udział?
Ostatnie pytanie było skierowane do Valky'ego. Mnie pasowałoby nawet teraz, więc wszystko zależało od niego.
- Teraz – głos wilka był stanowczy. W odpowiedzi wzruszyłem ramionami i skinąłem w stronę Dantego. Niebieski basior uśmiechnął się i zmienił w człowieka.
Podszedł w stronę stosu kartek i usiadł koło nich. Po chwili milczenia i stania jak totalni idioci, usiedliśmy naprzeciwko mężczyzny.
- Gotowi? - spytał, przekładając w połowie kartki.
Wymieniłem spojrzenia z Valky'm. Na moim pysku widniał wesoły uśmiech, a oczy mojego znajomego błyszczały pewnością siebie.
- Gotowi – zdecydowałem, zanim wilk zdążył się odezwać.
Dante odwrócił pierwszą kartkę, ukazując nam tym samym dziwne stworzenie. Przypominało ono splątane ze sobą węże, które błyszczały w naszą stronę ostrymi zębami, jakby specjalnie pozowały z uśmiechem. Był to zdecydowanie nieprzyjemny uśmiech, może nawet bardziej przerażający od srogiego spojrzenia Suzanny. Pewności nie miałem.
- Ja wiem! - zawołał samiec, a ja omal nie ogłuchłem. Jego przednie łapy uderzyły rozmachem o podłoże i gdybym nie cofnął swojego ogona, to trafiłby prosto w niego. Nie dość, że się drze, to jeszcze chce mnie obmacywać. I to niby ja jestem dziwny... - To są przecież węże! One się ze sobą po prostu poplątały!
Ledwo przełknąłem natychmiastowy komentarz. Zamiast tego kiwałem delikatnie łbem, jakbym rozważał niewyobrażalnie głupią odpowiedź mojego przeciwnika. Owszem, to wyglądało jak węże, ale było tam jeszcze ciało, z którego te okropne stworzenia wyrastały.
- Debilu, nie widzisz, że nie są to żadne węże?! - krzyknąłem, zbliżywszy się w stronę Valkoinena. Wilk zachwiał się ze strachu, czy też z zaskoczenia. Nie miało to znaczenia. Zemsta była słodka i tylko to się liczyło.
- No to może, panie geniuszu, powiesz mi, co to takiego jest? - powiedział, gdy się uspokoił.
Otworzyłem szerzej oczy. Kurde, tego się nie spodziewałem. Nie miałem pojęcia, co to było za stworzenie, ale na pewno nie były to żadne węże. Co do tego byłem pewien.
- Kto wymyśla takie głupie obrazki? - spojrzałem wymownie w niebo, by po chwili przenieść wzrok na Valka. Byłem ciekaw, czy się ze mną zgodzi.
- Wilki głosu nie mają – naszą rozmowę przerwał głos animatora. Zwróciliśmy w jego stronę lekko zdezorientowane pyski. Przecież on też był wilkiem... W każdym razie zazwyczaj. Teraz się wcale nie liczyło! - Nie mogę żadnemu uznać odpowiedzi. Jest to hydra.
Hydra... - stłumiłem prychnięcie – Dziwniejszych nazw nie mieli?
Czułem na sobie wzrok Valky'ego, więc zwróciłem w jego stronę pysk. Jeśli myślał o tym samym, co ja...
Gdy jego oczy zalśniły, na mój pysk wkradł się uśmiech. Tak, zdecydowanie, myśleliśmy o tym samym.
- No to teraz to – Dante nie zważał na nasze konspiracyjne spojrzenia i pokazał następną kartkę. Tym razem obrazek przedstawiał białego konia o tęczowej grzywie oraz długim, złotym rogu. Przypasowanie nazwy rasy nie było tym razem ani trochę trudne, ale milczałem wraz z białym basiorem. Mężczyzna w pewnym momencie dostrzegł ciszę oraz lekkie uśmieszki na naszych pyskach – Czemu siedzicie cicho?
- Mieliśmy się nie odzywać – odpowiedziałem, uśmiechając się jeszcze bardziej.
- Tęczowy jednorożec! - wtem usłyszałem czyiś krzyk. Valkoinen perfidnie wykorzystał nasz cichy układ, by zdobyć punkt... Co za menda.
- To nie jest fair – mruknąłem urażony – Ja też to wiedziałem przecież...
Dante wzruszył ramionami z uśmiechem.
- Według zasad jest sprawiedliwe.
Stłumiłem warknięcie. No poważnie? Przecież tak się nie robi! Więcej nie idę w żadne układy tego typu. Nikomu nie można ufać. Własną matkę by zabili, byleby podać nazwę tęczowego jednorożca...
Animator pokazał nam kolejny obrazek, na którym było coś w rodzaju lisa. Różnił się on jednak od tego zwykłego dużą ilością ogonów, które wyglądały interesująco, ale przy tym trochę... Ohydnie. Zimne barwy futra nie dodawały mu typowego, lisiego wyglądu. Oczy stworzenia spoglądały w naszą stronę i wydawały się wręcz palić. Na miejscu Dante, wolałbym nie tykać całej kartki w obawie przed poparzeniem. Oczywiście miałem na myśli to ogniste spojrzenie.
- Czy to jest coś w rodzaju... białego lisa? - spytałem, zanim ugryzłem się w język. Miałem nadzieję, że tym samym nie zniszczyłem mojej szansy na zdobycie punktu – Z dużą ilością ogonów...?
- Poważnie? - Valk prychnął z rozbawieniem, słysząc moje słowa.
- A co ci to przypomina? - zmrużyłem gniewnie oczy. Nadal byłem zdenerwowany tym, jak basior wystawił mnie do wiatru.
- Białego lisa z kilkoma ogonami – powiedział z dumą wilk, a ja parsknąłem śmiechem – Znaczy... No tak. Patrz, jakie ma oczy!
- To Kitsune Zenko – zlitował się nad nami animator.
- Co?! - z mojego i Valky'ego gardła wyrwał się zgodny okrzyk.
- Kitsune Zenko – powtórzył najstarszy wilk, a my wymieniliśmy ze sobą porozumiewawcze spojrzenia. Komu nudziło się tak bardzo, że wymyślił tak dziwne nazwy?
Następny był ogromny gad ze skrzydłami. Jego realistycznie narysowane łuski były barwy granatowej, a długie kły zdawały się błyszczeć. Nie czekałem tym razem z odpowiedzią i od razu zawołałem:
- Smok latający!
- Smok! - usłyszałem głos Valka w tym samym czasie. Na Eydis, czy naprawdę przegrywałem z tym idiotą? Ach, no i jeszcze ta głupio-irytująca synchronizacja... Tragedia.
- Przykro mi, Valk. Zbyt mała precyzja. Punkt zdobywa As – Dante skinął łbem w moją stronę, a ja wydałem z siebie krótki okrzyk zwycięstwa. Wolałbym diametralne prowadzenie i pewną wygraną, ale remis też nie był zły.
Słyszałem, jak mój przeciwnik nabiera powietrza, by po chwili zacząć je powoli wypuszczać. Ktoś tu nie lubił przegrywać. Och, jak mi przykro... Dobra, jednak nie, ale liczą się chęci. Chyba.

Gra była strasznie trudna. Widziałem, że Dante pod koniec zaczynał tracić cierpliwość. Chyba według niego byliśmy ogromnymi ignorantami, ale... No trudno się mówi. Ważne było, że chociaż się świetnie bawiliśmy. Gdy któryś raz gadaliśmy bzdury o jakimś magicznym stworzeniu, stwierdziłem, że ten irytujący basior, który czasem zachowuje się jak upośledzona wadera, nie jest aż tak zły. Może nawet bylibyśmy się w stanie zaprzyjaźnić?
- To co, za jakiś czas dogrywka? - uśmiechnąłem się zaczepnie, trzymając w pysku zdobyte karty.
- Kiedy zechcesz. Obserwowanie twojej przegranej, to będzie wspaniały widok.
- Zobaczymy, kto przegra – prychnąłem i nie czekając na odpowiedź, odszedłem w swoją stronę. Na moim pysku dalej widniał uśmiech.

<Valky? Teraz twoja perspektywa ^^)

Uwagi: Brak.

Od Magnusa "We mgle" cz. 2

Październik 2020r.
Jako pierwszy pojawiłem się na miejscu zbiórki grup polowań. Usiadłem na skraju polany, przyglądając się skaczącym po gałązkach krzaku bzu wróblom. Pochmurne niebo zaczęło czernieć, zwiastując kolejne opady. Z głębi lasu dobiegło mnie ciche pohukiwanie.
Około kwadrans później usłyszałem, jak jakiś wilk biegnie w moją stronę. Zastrzygłem uszami i odwróciłem głowę w jego stronę.
Zbliżała się do mnie wadera o futrze w kolorze gorzkiej czekolady. Uwagę przykuwały błękitne skrzydła, wyglądające, jakby miały rozpłynąć się w powietrzu. Wilczyca była ode mnie sporo wyższa.
– Cześć – uśmiechnęła się.
– Witam – obrzuciłem ją wzrokiem, stwierdzając, że jest ode mnie młodsza, nawet jak na wilcze standardy.
– Na kogoś jeszcze czekamy? – zapytała.
– Dante. Zaraz powinien być – odparłem, z powrotem wracając do obserwacji wróbli.
– Nazywam się Bona – dodała po chwili, siadając obok.
– Magnus. Miło poznać.
Dopiero po chwili zorientowałem się, że wadera patrzy na mnie wyczekująco. Musiałem się zamyślić.
– Słucham? – mruknąłem, spoglądając na nią.
– Nie słuchasz.
Z lekka zirytowało mnie to, że uznała, iż może przejść już na "ty". Kto ją wychował?
– Zamyśliłem się. – odwróciłem wzrok.
– Pewnie jesteś tu od niedawna? – spytała.
– Tak – odparłem beznamiętnym tonem.
– Od jak... – Bonie przerwało nadejście Dante, za co w duchu mu podziękowałem.
– Przepraszam za spóźnienie, musiałem pomóc Alfom – uśmiechnął się przepraszająco.
Kiwnąłem głową, a Bona stwierdziła, że "nie ma problemu". Omówiliśmy plan działania. Za dzisiejszy cel obraliśmy znajdujące się na południowym zachodzie stado saren, wytropione przez Dante dzień wcześniej. Rozpoczęliśmy wędrówkę na południe, w celu ominięcia Drzewa Wiedzy. Przez większą część drogi rozmyślałem o tym intrygującym bycie. Miałem wiele pytań dotyczących zarówno swojej przeszłości, jak i przyszłości. Rozważałem, czy warto podjąć ryzyko i ostatecznie się rozmyśliłem.
Po około godzinnym marszu dotarliśmy na granicę Zielonego Lasu. W pobliżu można było dostrzec już złociste korony. Spomiędzy masywnych pni wyglądały dwa tęczowe unipegi, przyglądające nam się z zainteresowaniem.
– Dziwne... – Dante rozejrzał się. – Nigdzie nie czuć ich zapachu, a mógłbym przysiąc, że jeszcze wczoraj tu były.
– Szukajmy dalej – zaproponowała Bona.
Przez dłuższy czas kręciliśmy się po okolicy. Deszcz pojawił się tak nagle, jak zniknął i zaczął tworzyć głębokie kałuże. Zdążyłem potknąć się trzy razy i wpaść do wody, doszczętnie przemakając.
W końcu natrafiliśmy na pojedynczy trop. Zbłąkana sarna była tak zdezorientowana, że darowaliśmy sobie gonitwę. Dante po prostu rzucił się na nią i rozszarpał jej gardło, nim zdążyła zareagować. Chwilę jeszcze pokręciliśmy się w okolicy, ale nie znaleźliśmy ani śladu po stadzie.
Basior trochę zmartwił się, Bona nie powiedziała nic. Skierowaliśmy się do Jeziora i złowiliśmy dwie ryby, w drodze powrotnej chwytając jeszcze starego zająca, wyglądającego tak żałośnie, że z pewnością długo już by nie pożył. Wróciliśmy do watahy sporo spóźnieni. Żaden z łupów nie trafił do spiżarni. Wszystkiego było za mało.
Powróciłem do swojej jaskini i wziąłem się za urządzanie swojego lokum. Posłanie przeniosłem pod lewą ścianę, obok wyjścia, tak, by jak najlepiej ochronić się przed wiatrem z zewnątrz i umieściłem na nim brązowy koc. Przyniosłem z Lasu przemoczony chrust, którego chciałem po wyschnięciu zrobić ognisko, a także kilka desek, z których w około godzinę godziny udało mi się zbić prowizoryczne, niezbyt stabilne biurko, które umieściłem przy prawej ścianie. Do wnęk w skale włożyłem książki i większość zabranych z domu drobiazgów. Po lewej stronie biurka znalazła się skrzynka na narzędzia i apteczka. Dostrzegłem też półkę w skale nad wejściem, do której nie miałem jak się w chwili obecnej dostać. Postanowiłem w najbliższym czasie zdobyć w Mieście w drabinę i wykorzystać dodatkową przestrzeń jako schowek.
Zadowolony ze swojego dzieła, usiadłem na legowisku. Obraz przez moimi oczami zaczął znajomo migać, zwiastując nadchodzący atak migreny. Westchnąłem i wlepiłem wzrok w zegar, czekając na rozpoczęcie swojego patrolu.
To będzie długa noc.

<C.D.N.>

Uwagi: "Pojedynczy" piszemy przez "n".

wtorek, 28 sierpnia 2018

Od Asgrima "Łowca spinek"

Październik 2021r
- Hej, Navri! Pamiętasz mnie? - podbiegłem w stronę animatorki. Musiałem przyznać, że wilczyca przez ostatnie miesiące wyładniała. Jej biała sierść powiewała za sprawą chłodnego wiatru. Złote oczy samicy spoglądały na mnie z pomocą dziwnych szkiełek.
- Witaj – kiwnęła łbem na przywitanie – W jakiej konkurencji bierzesz udział tym razem?
Zmrużyłem oczy trochę zdziwiony.
- Skąd wiedziałaś, że po to przyszedłem?
Samica wzruszyła ramionami.
- Jestem animatorką, a ty zbierasz karty. Po co innego miałbyś przyjść do mnie?
- Och, racja... - spuściłem wzrok. Biała wadera potrafiła mnie mocno zawstydzić, a pod naporem jej złocistych oczu, czułem się bardziej niż niepewnie. No po prostu było w niej coś takiego... - Szukanie przedmiotu.
Navri skinęła krótko łbem i podeszła w stronę niewielkiej kupki jakichś szpargałów. Pogrzebała w niej chwilę, a gdy wybrała odpowiedni, wróciła do mnie i położyła go tuż przed moimi łapami.
- Co to? - zainteresowałem się, widząc dziwną rzecz. Była czarna i lekko połyskiwała. Miała dziwny kształt; z jednej strony rozszerzała się, a z drugiej stykała się małymi ząbkami z samą sobą. Jedna jej strona była identyczna jak druga.
- Spinka. Kobiety używają jej spinania włosów – wyjaśniła wilczyca.
- Spinania włosów? Po co im to? - zmarszczyłem brwi, nadal niewiele z tego rozumiejąc.
Navri wzruszyła ramionami i sięgnęła po chustę, leżącą nieopodal. Obserwowałem jej poczynania, nadal marszcząc brwi.
- Muszę ci nią zasłonić oczy, więc usiądź, proszę.
Jak niby ma zamiar mi to zrobić w tej formie? - pomyślałem, jednak wykonałem grzecznie jej rozkaz czy też prośbę. U wilczyc to i tak jedno i to samo.
Co by nie było, że podglądam, zacisnąłem dodatkowo powieki. Czułem, jak Navri wykonuje dziwne ruchy, zaciskając mi z tyłu pyska chustę. Jeśli wcześniej widziałem chociaż światło, to teraz przed moimi oczami nastała całkowita ciemność.
- Jest dobrze? – usłyszałem gdzieś za sobą głos wilczycy. Przytaknąłem, czując, że zaczyna mi się kręcić w głowie. Totalne utracenie wzroku nie podobałoby mi się za bardzo, ale było za późno, by zrezygnować.
Wilczyca nic więcej nie powiedziała. Słyszałem jedynie jej oddalające się kroki i czułem, jak wypełnia mnie przerażenie. Co jeśli nie wróci i zostanę tak na zawsze? Chciałem do niej podbiec, ale nie wiedziałem, gdzie jest. Prosić o zdjęcie tej głupiej chusty, przywrócenie wzroku.
Ciche kroki oddaliły się jeszcze bardziej.
- Navri!? - zawołałem już całkiem przestraszony.
- Słucham? - chłodny głos samicy nie przychodził z tak daleka, jak myślałem, że jest. Kiedy zdałem sobie z tego sprawę, nie mogłem powstrzymać odetchnięcia z ulgą. Wiedziałem, że zachowuję się jak przerażony szczeniak, ale... Lubiłem widzieć, dobra?
- Nieważne – mruknąłem, uspokajając oddech. Nie wiedziałem, czy wilczyca w ogóle mnie usłyszała, ale nawet jeśli, to pewnie i tak moje małe dramaty ją nie obchodziły.
Po dźwiękach wnioskowałem, że wilczyca chodzi dookoła, jakby nie mogła się zdecydować, gdzie chciała ukryć tę jej całą spinkę. Jeśli chodzi tak tylko dla niepoznaki, to i tak nie miałbym pojęcia, w którym momencie ją schowała. A gdzie to już całkiem.
Starałem się skupić, w którą stronę szła i kiedy, ale było to naprawdę trudne. Podobno, kiedy jeden zmysł zanika, reszta się wyostrza. Gówno prawda. Nadal nic nie wiedziałem i wątpiłem, by miało się to kiedykolwiek zmienić. Czyli, gdy przyjdzie co do czego, to będę miał – delikatnie mówiąc – przechlapane.
W końcu, po zdecydowanie zbyt długim czasie, Navri wróciła do mnie i zaczęła odwiązywać materiał zakrywający mi oczy.
Szybciej, proszę. Zabierz to – błagałem w myślach.
Gdy chusta opadła, odetchnąłem z ulgą i jako bardzo inteligentny samiec, otworzyłem szybko oczy. To nie był dobry pomysł.
Pomimo chmur zakrywających od kilku dni niebo, było jasno. A już na pewno znacznie jaśniej, niż gdy ma się oczy zakryte jakimś materiałem.
Mrugałem, starając się, jak najszybciej przyzwyczaić do jasności. Przy okazji przeklinając w myślach tę głupią konkurencję. No bo kto to widział, żeby zabierać nam, biednym, bezbronnym wilkom, wzrok?!
- Spinka znajduje się w promieniu... - wilczyca zmrużyła nosek, by po chwili wskazać łapą na jedno z drzew – Jak stąd do tego drzewa.
Skinąłem łbem, przyjmując to do wiadomości i schyliwszy nos do ziemi, podążyłem tropem wadery. Wychwytywałem woń z naprawdę wielu dni i było mi naprawdę ciężko je rozróżnić. Gdy po raz któryś z kolei podążyłem za złym zapachem, poddałem się i postanowiłem po prostu przejść się po niewielkiej polanie w poszukiwaniu tej głupiej spinki.
Szedłem krok za krokiem, przeczesując uważnym spojrzeniem teren. Na szczęście nie był on aż tak duży, ale i tak zajęło mi naprawdę dużo czasu.
- Mam! - zawołałem w pewnym momencie. Znajdowałem się właśnie koło jakiejś starej gałęzi, która najpewniej upadła tu podczas jakiejś burzy. Tuż pod nią pobłyskiwał delikatnie mały, czarny przedmiot.
Nie mogłem powstrzymać podziwu, jak wilczyca go dobrze ukryła. Przechodziłem koło tej gałęzi wiele razy, a jednak dostrzegłem go dopiero teraz.
Spróbowałem wygrzebać go łapą, jednak nie szło mi to zbyt dobrze. Była ona chyba trochę zbyt duża... Już zaczynałem tracić mą anielską cierpliwość, gdy spinka odskoczyła i poleciała w swoją stronę.
Uśmiechnąłem się triumfalnie i podszedłem do niej. Następnie wziąłem jej do pyska i nadal z szerokim uśmiechem podszedłem do wilczycy, która przygotowała już kilka stosów kart. Odłożyłem ten wspaniały przedmiot koło Navri i wskazałem na jedną z kupek. Byłem z siebie dumny. Skoro zdołałem wytropić spinkę do włosów, to nic nie było mi straszne.
Już wyobrażałem sobie minę Małej, gdy opowiem ją moje polowanie na czarne, błyszczące rzeczy. Oczywiście z idealnym dla sytuacji dramatyzmem.

Wygrane karty: brązowe: Jezioro, Pielęgniarz, Medalion Rosnącej Potęgi, Kolczyki Żywiołu; srebrne: Białe Królestwo, Wataha Nuit Solitaire; złote: Fermitate.

Uwagi: Zbyt wiele przecinków.

Od Navri "Jestem młodsza, ale nie gorsza" cz. 23

Lipiec 2021 r.
Byłam niemal pełnoletnia. Od tego dzielił mnie raptem miesiąc. Już w głowie miałam ułożony plan: zostać nauczycielką obrony, być może zaangażować się w jeszcze jakieś stanowisko, ale nie byłam pewna jakie. Pewnie takie, na jakie będzie akurat zapotrzebowanie lub zależnie od moich chęci. Chciałam się w końcu do czegoś przydać, tego byłam pewna. W dodatku nauka Aoki musiałaby być ciekawym doświadczeniem, szczególnie, że jeszcze nie tak dawno była starsza ode mnie. Do teraz nie poznałam powodu tej zmiany. Miałam jedynie świadomość, że musiała być to wina Eliksiru Wieku. Jaka była szczegółowa historia? Tego nie wiedziałam.
Hitam akurat przenosił manekiny z miejsca na miejsce, a ja zadeklarowałam się mu pomóc przed lekcją, więc natychmiast przystąpiłam do pracy. Od razu szło sprawniej. Nie rozmawialiśmy zbyt wiele, prócz przekazywania sobie informacji, gdzie i co odstawić. Po zakończonej robocie nauczyciel obrony uważnie zlustrował mnie spojrzeniem.
- To jedna z twoich ostatnich lekcji, prawda?
- Prawda - potwierdziłam, siadając w wysokiej trawie. Był to jeden z powodów dla których lubiłam lato. Może i już nie byłam na tyle mała by się w niej ukryć, bo nie tak dawno zaczęłam rosnąć w znacznie szybszym tempie, ale i tak jakaś przyjemność z tej drobnostki została.
- Jak się z tym czujesz? - zapytał z uśmiechem samiec - Już niedługo sama zajmiesz moje stanowisko.
- Chyba dobrze - Wzruszyłam ramionami - Czekałam na ten moment. Staniemy się znajomymi po fachu.
- Tylko znajomymi? - zapytał, unosząc jedną brew. Miał na pysku wymalowany ten charakterystyczny lekki uśmiech.
- Przyjaciółmi?
- Tak, chyba przyjaciółmi - stwierdził basior, zerkając w niebo - No chyba, że masz inne pojęcie tego słowa.
- Nie, jest w porządku... Wydaje mi się, że jesteśmy przyjaciółmi - mruknęłam pod nosem, wodząc wzrokiem po okolicy. Słyszałam, że Aoki i Gaja się zbliżają. Przybyłam jeszcze przed czasem, więc nie było to żadne zaskoczenie, że dopiero teraz miały się pojawić.
- Idą? - zapytał basior, strzygąc uszami. Skinęłam głową.
- W takim razie koniec tych pogaduszek - dodał cicho - Pora się przywitać i rozpocząć lekcję.
Ponownie mu potaknęłam i potruchtałam w ślad za nim. Wydeptywał ścieżkę w tej gęstwinie traw. Zaraz później zajęłam swoje stałe miejsce na Szczenięcej Polance i oczekiwałam na rozpoczęcie zajęć.
- Dziś zajmiemy się skokami z wysokości na przeciwnika - Zaczął Hitam, kiedy już wszystkie się przywitałyśmy i zajęłyśmy miejsca. - Jak się pewnie domyślacie, musicie dobrze wymierzyć odległość i dopiero atakować. Jest duża szansa na wszelakie urazy, złamania... Musicie mieć odpowiednio wypracowaną tę technikę, inaczej może się to źle dla was skończyć. W najgorszym wypadku, w razie nieostrożnego poruszania się po drzewie, możecie również zostać dostrzeżone. Jeśli macie kontakt z wilkiem władającym nad załóżmy ogniem lub powietrzem chyba doskonale zdajecie sobie sprawę z tego, że to mogłoby się dla was skończyć tragicznie.
Gaja, jako, że była z nas najmłodsza, skrzywiła się. Podejrzewałam, że sobie to wyobraziła.
- Przejdźmy do zajęć praktycznych - zarządził Hitam - Zaczniemy od wspinaczki na drzewa, a następnie przejdziemy do skoków w stogi zeschniętej trawy, którą wcześniej przygotowaliśmy wraz z Navri.
***
Krótko po zakończeniu lekcji, już po posprzątaniu pozostałego bałaganu, postanowiłam odszukać Aoki. Podejrzewałam, że akurat brała kąpiel, więc pospieszyłam do Wodospadu. Jak się okazało na miejscu, nie pomyliłam się za bardzo. Przystanęłam za krzakami i obserwowałam pływającą koleżankę. Nie chciałam przegapić momentu, kiedy wyjdzie na brzeg... Swoją drogą w tej scenie było coś niezwykle hipnotyzującego. Ułożyłam się wygodniej i obserwowałam uważniej. Przez drzewa przebijały się promienie słońca złocące powierzchnię wody, która mącona była nie tylko przez wodospad, ale i również przez ruchy Aoki. Wydawały się być one pełne gracji. Na jej futrze odbijały się tęczowe refleksy...
Niespodziewanie zaczęła zmierzać do brzegu. Wycofałam się głębiej w krzaki, by możliwie jak najdyskretniej podejść do wadery. Nie miałam z tym większego problemu, gdyż Yuki zrobiła co mogła, bylebym tylko umiała poruszać się bezszelestnie. Jak widać jej szkoła, choć surowa, okazała się być skuteczna.
- Aoki - powiedziałam, kiedy w końcu się do niej zbliżyłam. Popatrzyła na mnie nieco przestraszona i oburzona za razem.
- Czego chcesz? Śledziłaś mnie? A może podglądałaś?
- Mam dzisiaj wolne, nie musisz przychodzić na moje stanowisko. Zamiast tego chciałabym cię zaprosić na obiad.
- Obiad? - powtórzyła odrobinę zdziwiona.
- Możesz zamówić co tylko zechcesz. Zapłacę - odparłam, starając się, aby w moim głosie nie pobrzmiewały żadne konkretne emocje. Jakby ta sprawa była mi całkowicie obojętna.
- Ty płacisz... - Mówiła z chytrym uśmieszkiem - Zgoda. Jestem głodna, więc możemy iść już teraz.
Nie odmówiłam. Udałyśmy się od razu na miejsce i zajęłyśmy ostatni wolny stolik. Nie od razu podeszła do nas Yuki, która, patrząc na nas spod zmrużonych powiek niezbyt przyjaznym wzrokiem, przedstawiła menu.
- Co jest najdroższe? - zapytała Aoki słodkim głosem. Ach, tak... To taki miała plan...
Yuki po chwili namysłu wymieniła kilka dań, a Aoki wybrała kilka z nich: padło na leczo z warzyw i mięsa, kawę czekoladową i czekoladowe wilcze łapki. Mnie również naszła ochota na leczo, jednak do tego zamówiłam mrożoną kawę. Kelnerka podała sumę trzydziestu ośmiu Srebrnych Gwiazdek. Podejrzewałam, że było to dużo, ale na szczęście miałam tyle oszczędności. Czego to się nie robi dla swojej symp... swojej koleżanki.
Aoki po odejściu Yuki popatrzyła na mnie z satysfakcją, ale nie zareagowałam na to w żaden sposób. Już po chwili wyglądała na zawiedzioną moją obojętnością. Nie wiedziałam o czym z nią rozmawiać, więc tylko obserwowałam. Po upływie kilku sekund jednak odwróciła głowę, zapewne poirytowana moim wzrokiem, więc sobie odpuściłam i również wypatrywałam powrotu kelnerki.
Pierwsze na stole pojawiły się nasze napoje. Mrożoną kawę kupowałam już kilkakrotnie, więc miała dokładnie taki smak, jak podejrzewałam. Obserwowałam zaś reakcję Aoki. Nigdy nie piłam czekoladowej kawy, ona najwyraźniej też nie. Początkowo spróbowała nieśmiało, a później już brała łapczywie łyki. Kiedy postawiono przed nami dwa talerze leczo jej kubek był już pusty. Coś mi mówiło, że nie zdoła zjeść wszystkiego. Tata już mi w trakcie wizyty w restauracji kilkakrotnie powtarzał, że nie należy pić przed posiłkiem...
Ostatecznie stało się dokładnie tak, jak przewidywałam. Sałatkę z owoców leśnych zjadłyśmy na pół, bo sama nie zdołała. Nie przeszkadzało mi to w żadnym razie. Było to co najmniej... interesujące doświadczenie. Nigdy jeszcze chyba nie miałam tak blisko pyska Aoki mojego. Mogłam również z bliska zobaczyć, że każdy owoc chwytała ostrożnie w zęby, by dopiero go skosztować. Uznałam to za na swój sposób słodkie...

<C.D.N.>

Uwagi: Brak.