Zacieśnianie więzi

W ramach lepszego zapoznania się ze sobą realizujemy comiesięczny projekt losowania osób, do których można napisać op. i dostać dzięki temu +3 pkt. do każdej z umiejętności (+1 pkt. do mocy).
Link do osób, które zostały wylosowane znajduje się tutaj. :)

wtorek, 26 czerwca 2018

Od Lind "Replay" cz. 2 (cd. Magnus)

Wrzesień 2020
Zbliżyłam się do krawędzi rowu, odsłaniając ostrzegawczo kły. Niewinny się nie tłumaczy, ani tym bardziej nie ucieka. Obcy basior dał mi solidny powód, żebym pochodziła do niego z wyjątkową rezerwą. Zachowywał się dziwnie i czuć było od niego czymś nadwyraz... nietypowym. 
- Ranny czy nie, nie mogę cię tutaj zostawić - odparłam sucho. 
Wilk uwięziony na dnie głębokiego dołu wlepił we mnie stalowoszare oczy. Dostrzegłam w nich srebrzyste przebłyski. Klatka piersiowa samca szybko unosiła się i opadała. 
Bez słowa skupiłam się i użyłam mocy, żeby schwycić tego delikwenta wiatrem i wyciągnąć z głębokiej, błotnistej pułapki, w którą sam się wpakował. Kiedy jego grafitowe ciało uniosło się o parę centymetrów, basior na chwilę zastygł w bezruchu, po czym zaczął rzucać się jak w ukropie. 
- Co się dzieje?! To magia?! Zostaw mnie! - wykrzyknął. Jego jasnobrązowy szalik opadł mu na pysk. 
- Opanuj się, to tylko wiatr. Pomagam ci - wyjaśniłam poważnym tonem. Wilk znalazł się już w połowie drogi na powierzchnię.
- Czy ja prosiłem o pomoc?! - znowu wierzgnął, po czym niezdarnie spróbował złapać się łapami wystającego z ziemi korzenia. Oczywiście nic z tego nie wyszło, kto używa łap w takiej sytuacji?
- Nie utrudniaj mi pracy, nie masz wyboru. Na razie jesteś tutaj intruzem.
Wkrótce wydostałam tego panikarza z rowu i odłożyłam go na trawie obok siebie. Dałam mu wyraźnie do zrozumienia, że lepiej dla niego, jeśli nie będzie już próbował uciekać.
- To co teraz ze mną zrobisz..? - zapytał, powoli wstając. Patrzył w moją stronę, jednak odnosiłam wrażenie, że robi to niechętnie. 
- Muszę cię zaprowadzić do Alfy - oznajmiłam. Skoro już go mam, mogę się tym zająć sama, chociaż przepisowo to patrol odprowadza obce wilki na przesłuchanie. Ponadto, bazując na obserwacji, byłam prawie pewna, że nie znajdę teraz w pobliżu nikogo pełniącego wspomnianą funkcję.
- Więc już tutaj jest ta wataha..? - mruknął ubłocony basior. 
Zdziwiłam się, słysząc takie zdanie, jednak nie dałam tego po sobie poznać. Czyżby ten osobnik naprawdę szukał Watahy Magicznych Wilków? Nie odpowiedziałam mu na pytanie, pewna, iż sam wyciąga wnioski. Zamiast tego, zapytałam:
- Dasz radę iść? 
- Chyba. Mam tylko nadzieję, że nie złamałem sobie niczego - dodał coś po cichu w innym języku, poruszając łapą. Bolało go, nie próbował tego ukrywać. 
- Później zobaczymy co sobie uszkodziłeś - spojrzałam na niego. 
Zrobiło mi się trochę szkoda tego wilka. Nie czułam od niego fałszu w tym momencie. 
- Za mną - Skierowałam się powoli na południe, w stronę Jaskini Alf. 
Na szczęście szary basior już nie próbował stawiać oporu, podążył za mną, wlokąc ogon po ziemi. Obcy wilk, jak już się przekonałam, nie umiał latać, więc musiałam prowadzić go nieco okrężną drogą, żeby uniknąć zalanych obszarów. Nie miałam ochoty znów go przenosić w powietrzu. Kiedy byliśmy już blisko Jaskini Alf, dostrzegłam Suzannę, siedzącą przed swoim lokum. 
- Kogo dziś do mnie przyprowadziłaś, Lind? - zapytała przywódczyni na nasz widok.
- Wtargnął na teren watahy - skinęłam na grafitowego basiora. - Nie jest jednym z naszych.
- Niewątpliwie - odparła Alfa, mierząc wzrokiem towarzyszącego mi wilka. - Więc, jak ci na imię? - zwróciła się do niego.
- Magnus - odparł, spoglądając na Alfę watahy.
- Czego szukałeś na terenie Watahy Magicznych Wilków? 
- Chciałbym dołączyć do tego stada, jeżeli jest taka opcja. 
- Jest - odparła Suzanna. - Możesz zostać członkiem naszej watahy, jednak nie zapomnimy, że wciąż jesteś dla nas obcym wilkiem - zaznaczyła. - Jeśli natomiast okażesz się zdrajcą, zostaniesz ukarany z najwyższą surowością.
- Będę miał to na uwadze - zapewnił Magnus. - Dziękuję. 
- Możesz już odejść. Jutro wybierzesz stanowisko. Lind - zwróciła się znów do mnie. - Odprowadź go do jego jaskini - poleciła.
- Oczywiście - kiwnęłam głową. - Tylko jeszcze złożymy wizytę w Szpitalu.
- Jeżeli sytuacja tego wymaga, idźcie.
Po tych słowach pożegnaliśmy Suzannę i zaczęliśmy oddalać się od Jaskini Alf.
- Macie tutaj szpital? - zapytał Magnus, nieco zdziwiony.
- Tak. Dobrze zorganizowany i wyposażony - oznajmiłam, schodząc niżej po skałach. 
- Lekarzy też macie...? 
- Pewnie, że tak.
- Wilczy lekarze... ciekawe... - mruknął.
"Co w tym takiego dziwnego?", pomyślałam.
*** 
Czekałam, siedząc z boku, aż Alvareg skończy zabezpieczać bandażem okład z ziół na barku Magnusa. Lekarz o ciemnoszarym futrze wykonywał swoje zadanie w absolutnej ciszy, zerkając tylko raz po raz w moją stronę. Zajęłam swój czas nucąc jedną z piosenek, które grywał ostatnio Ting w mojej jaskini. To niezwykłe, jak bardzo wpadają w ucho. 
- Gotowe - oznajmił w końcu pracownik Wilczego Szpitala. 
- Świetnie - wstałam z miejsca. Tymczasem Alvareg od razu zabrał się za porządkowanie niewykorzystanych bandaży i pozostałych liści leczniczych roślin.
- Mówiąc wtedy o motylach... - zaczęłam, podchodząc do Magnusa.
- Hm? Co z tymi motylami? - grafitowy basior wlepiał teraz wzrok w podłoże. 
- Chciałeś tak podkreślić, że jesteś absolutnie niegroźny, prawda? - dokończyłam.
- Tak. To chyba oczywiste... - nowy członek watahy poruszył przednią kończyną, niepewny, czy opatrunek się nie zsunie.
- To źle dobrałeś porównanie - kontynuowałam. - Inwazja motyli oznaczałaby też inwazję gąsienic - ich larw - wyjaśniłam.
- Wiem co to gąsienica - mruknął Magnus.
- No to wiesz... Gdyby nagle pojawiło się ich dużo, pożarłyby dużą część roślinności, więc i zwierzyna nie miałyby co jeść. Wszelkie sarny, jelenie uciekłyby z tego terytorium, a my - wilki, padlibyśmy z głodu - sprecyzowałam, co mam na myśli. 
- Teoretycznie... Możesz mieć rację - wstał z miejsca.
"Parzystokopytne już stąd uciekają przez te powodzie" - przypomniałam sobie. Dobrze, że chociaż nie zalało drogi do Szpitala i Jaskini Alf. "Szkoda, że moje lokum znalazło się idealnie w połowie poziomu wody." - westchnęłam w duchu. Magnus znów odwrócił głowę, żeby jakkolwiek ogarnąć wzrokiem bandaż. 
- Nie spadnie ci, Alvareg zna się na swoim fachu - zapewniłam basiora. - Powinno wytrzymać.
- Nie wygląda, ale teraz sam sobie tego lepiej nie zawiążę... - westchnął. -To gdzie jest moja jaskinia?
- Właśnie, jaskinia - wyminęłam lekarza odstawiającego na miejsce słoiczki zabezpieczające zapasy ziół przed szkodnikami. - Chodź, to niedaleko - poszłam do wyjścia. 
- Mam nadzieję - grafitowy wilk ruszył za mną. 
Wybór wolnych, większych jaskiń był dość szeroki, jednak nie wszystkie znalazły się dość wysoko, żeby nie zostać doszczętnie zalane. 
- Szukasz czegoś dobrze oświetlonego, czy niekoniecznie? - zapytałam, dotarłszy do pierwszej zdatnej do zamieszkania jamy. 
- Trochę światła zawsze mile widziane, ale zawszę mogę poszukać latarki w razie czego - odparł Magnus. 
- Mówi się "latarni" - poprawiłam go, nieświadoma, że miał na myśli zupełnie inny przedmiot. - No to... - odwróciłam się do basiora. - Oto twoje lokum.
Wskazałam łapą grotę. Nowy członek watahy podszedł bez pośpiechu do wejścia i ocenił wzrokiem miejsce, w którym będzie od dzisiaj mieszkał. Westchnął cicho i wszedł do środka. Zgadywałam, że w myślach porównał to do czegoś innego. Może tak jak ja, mieszkał w czymś wybudowanym przez człowieka. Hm... może nawet w zamku? 
- Jakbyś miał jakieś pytania, możesz zwrócić się do mnie, lub innego strażnika terenów - poinformowałam. 
- Zapamiętam.
- Chcesz żeby ktoś cię oprowadził po terytorium? - dopytałam. W końcu to też należy do moich obowiązków. 
- Jak coś, dam znać jutro - odpowiedział Magnus. - Na razie muszę odpocząć - wyjaśnił.
- Jasne. Jak coś, moja jaskinia jest tu niedaleko - dodałam na odchodnym i skierowałam się do swojego miejsca zamieszkania. 
Po drodze spojrzałam w niebo i odnalazłam wzrokiem, gdzie znajduje się obecnie tarcza słoneczna. Ucieszona dostrzegłam, że moja warta już dobiegła końca i mogę wreszcie wrócić do zajmującej lektury "Jesieni Tysiąclecia". Przywołałam skrzydła i poleciałam czym prędzej do siebie, żeby zdążyć przed następną falą deszczu. 

<Magnus?>

Uwagi: Brak.

niedziela, 24 czerwca 2018

Loteria do 29.06

Loteria będzie się odbywać regularnie co 5 dni (wtedy również pojawią się wyniki z poprzedniego losowania), a losy można zakupić zwyczajnie informując mnie o tym. Nie istnieje limit, ile kto może ich zakupić, jednak ograniczająca może być dostępna ilość.
Startowo jest to 6 małych, 4 średnie i 2 duże, jednak kolejne można odblokować pisząc opowiadania na festyn. Nie ważne kto, grunt, byleby ktoś. 1 op. = +3 małe, +2 średnie i +1 duży do zakupu możliwego dla każdego z członków stada.
Nie ma pustych losów, a wygrać można naprawdę wiele rzeczy: nie tylko SG, towarzyszów, punkty doświadczenia, pożywienia czy magiczne przedmioty, ale także całkowicie nowe obiekty, których nie można normalnie zdobyć. Zawartość losów przewyższa koszt losu.
Nie musicie się martwić o oszustwo z mojej strony, bo numerki przeznaczane wszystkim postaciom losuję, a listę nagród stworzyłam już wcześniej. Co prawda wyniki znam prędzej, ale oczywiste jest, że nie zdradzę - ot, tajemnica zawodowa.

Wyniki poprzedniej loterii

Yuki
1x duży los: towarzysz: xeral, samiec
1x średni los: Naszyjnik Pożywienia


Aktualne losowanie
Małe losy (10 SG)
Numerek 19: wolny
Numerek 20: wolny
Numerek 22: wolny
Numerek 23: wolny
Numerek 24: wolny
Numerek 25: Joel
Numerek 26: wolny
Numerek 27: wolny

Średnie losy (25 SG)
Numerek 14: wolny
Numerek 16: Joel
Numerek 17: wolny
Numerek 18: wolny

Duże losy (50 SG)
Numerek 9: Yuki

sobota, 23 czerwca 2018

Od Navri "Jestem młodsza, ale nie gorsza" cz. 13

Marzec 2020
Oto i nadszedł czas, kiedy zapanował u nas względny spokój, nikt nikomu nie dokuczał, a my mogliśmy nareszcie w spokoju się uczyć. Tym razem przyszedł czas na lekcje historii, na które narzekało wiele szczeniąt, a szczególnie Moone. Naprawdę nie lubiła tego przedmiotu. Strasznie marudziła na Kai'ego, na co Aoki wyjątkowo reagowała sykami. To był chyba jedyny nauczyciel, którego tolerowała, a może i nawet lubiła. Brzmiało to w jej ustach aż nienaturalnie, szczególnie, że ta sama ruda wadera jeszcze nie tak dawno obrażała całą kadrę.
Winteren za to już dorósł i opuścił nasz szczenięcy skład na rzecz przyjęcia poważniejszego, już dorosłego stanowiska. Nie usłyszałam jednak co to dokładnie było i właściwie to nieszczególnie mnie to interesowało. Nawet go nie widywałam, kiedy wychodziliśmy z Shenem, Torance i Sakurą na sporadyczne spacery, więc raczej zajmowało mu to sporo czasu.
- Dzisiaj zajmiemy się historią ludzi - oznajmił Kai, jednocześnie wyrywając mnie z zamyślenia. Akurat kładł na ziemi jakąś dziwnie niezniszczoną książkę. Miała lśniącą, twardą okładkę z obrazkiem pozbawionej futra istoty i dziwacznie spłaszczonym pyskiem, a nieznany mi dotąd, dziwaczny zapach kartek czułam aż w miejscu, w którym siedziałam. Wzięłam kilka głębszych wdechów, by lepiej go wyłapać, lecz wciąż nic kompletnie mi nie mówił. Aoki zaś, jako, że siedziała na samym przedzie, nachyliła się do dość grubego tomiszcza i je obwąchała.
- Jaka dziwna książka... - wymamrotała.
- Dziwna, bo nowa. Jest najnowszym dobytkiem naszej biblioteki. Suzanna była łaskawa udać się do Miasta w poszukiwaniu nowej literatury przydatnej do naszego zbioru - wytłumaczył z uśmiechem nauczyciel historii.
- Czyli jest z Miasta? Zrobili ją ludzie? - dziwiła się Aoki. Spojrzałam na nią, marszcząc brwi. Zachowywała się zdecydowanie nienaturalnie jak na siebie. Nie przywykłam do takiej jej wersji.
- Zgadza się. Z wydawnictwa, do którego wcześniej została nadesłany przez autora treść... Nie jest to rękopisem, jak większość tworów w naszej bibliotece - objaśniał, ale nim Aoki zdążyła zapytać o to, czym są wydawnictwa, przerwała mu Moone:
- Historia ludzi, tak? Ten przedmiot nie czasem nazywa się WILCZA historia? Nie mam zamiaru słuchać o tych łysych...
- Dość, Moone - Uniósł łapę ostrzegawczo - Warto poszerzać horyzonty, a sądzę, że większość z was jest zaintrygowana naszymi sąsiadami. Im więcej wiedzy posiadacie, tym lepiej. Będziecie lepiej rozeznanymi dorosłymi waderami i basiorami. Pomyślcie tylko, że staniecie się bardziej wszechstronni od większości, nawet starszych od was, wilków - Rozmarzył się. Chyba powoli zaczynałam rozumieć, co takiego Aoki w nim widziała. Wyróżniał się zaskakującym zaangażowaniem. Uczył z samej przyjemności przekazywania wiedzy.
- A jeśli ja nie chcę wiedzieć nic o ludziach, mogę wyjść? - zapytała Moone.
- Wtedy będziesz miała nieobecność, którą zgłoszę do Alfy. Jesteś już w takim wieku, że decyzja zależy od ciebie. Możesz mieć za dalsze unikanie szkoły poważne problemy u Alfy, nie zapominaj - stwierdził neutralnym tonem. Moone westchnęła zrezygnowana i już nie odzywała się więcej. Najwyraźniej musiała być w międzyczasie na rozmowie... To by wyjaśniało, dlaczego w ostatnich dniach miała pełną frekwencję.
Kai otworzył książkę na pierwszej stronie. Mimo, że tomiszcze było obrócone przeciwną stroną do mnie, a tekst widziałam do góry nogami, dostrzegłam, że literki znacznie różniły się od tych, które kojarzyłam. Nie wiedziałam co oznaczają, ale te przypominały raczej hieroglify niż właściwe pismo...
Przebiegł wzrokiem po literkach, odchrząknął i zaczął czytać:
- Ludzie powstali od małpy wiele milionów lat temu. Poprzez stopniową ewolucję przekształcili się w obecną formę, czyli w postać poruszającą się pionowo, na tylnych kończynach, nazywaną człowiekiem rozumnym. Zdolny on był wytwarzać bardziej zaawansowane narzędzia, jednak wiele rozpoczęło się od wynalezienia ognia.
- Ludzie umieją czarować? - zapytał zdezorientowany Shen.
- Nie, ale początkowo nie mogli ujarzmić tego żywiołu. Aktualnie umieją go wywołać poprzez pocieranie krzemieni, różnego rodzaju reakcje, choćby dzięki zapałkom, zapalniczkom... - wyliczał.
- Zmienia się pan w człowieka? - zainteresowała się Torance. Kai pokręcił przecząco głową.
- Wszystko wiem z opowieści. Lubię dociekać - Tym razem jednak na jego pysku nie pojawił się nawet cień radości. Miałam wrażenie, że to dla niego delikatny temat.
Dopiero po chwili, jakby koniecznej na jakieś drobne rozważania, kontynuował czytanie na głos:
- To właśnie on pozwolił ogrzać jaskinie tak zwanych "jaskiniowców" w trakcie zimowych mrozów i pozwolił na przetrwanie wiele kolejnych wieków. Następnym znaczącym wynalazkiem, zaraz obok broni, dzięki której możliwe było polowanie, było koło. Umożliwiło przewożenie towarów na większe odległości bez konieczności wykorzystania siły roboczej. Dzięki temu wiele prac było wykonywano znacznie sprawniej.
- Ludzie to jednak prymitywne istoty. Cieszyć się z istnienia kółka - Prychnęła pod nosem Moone.
- Wcale nie tak prymitywnych. Są gatunkiem starszych od nas, nie zapominaj. Gdyby nie oni, nie mielibyśmy prawdopodobnie jeszcze długo świadomości istnienia czegoś takiego jak koło i nosilibyśmy towary na plecach. Pomyśl tylko, że nadal to robimy, choć istnieje wiele innych, znacznie praktyczniejszych i bardziej nowoczesnych rozwiązań. Jakbyś zobaczyła Miasto, zrozumiałabyś może o co mi chodzi. Ludzie posiadają zdolność rozwoju i z niego korzystają, a my czerpiemy z nich jedynie drobną inspirację, bo nie potrzebujemy aż tyle techniki w życiu. Momentami stanowimy ich marną imitację. Sądzę, że zagarnianie sobie ich urządzeń to nic złego i jeszcze co najmniej kilka by nam się przydało na co dzień. Nie można sobie jednak przypisywać zasług wynalezienia ich.
- Wymyślają sobie te głupoty, bo są słabi - oświadczyła tonem wskazującym na dużą pewność swego Moone.
- Nie lekceważ ich siły, pomimo nieposiadania zdolności magicznych - Kai pokręcił głową z dezaprobatą - Nigdy nie powinno się lekceważyć przeciwnika. Nie uczyli was na lekcjach obrony, że nie należy tak postępować, bo łatwo się przeliczyć?
Zapanowała cisza. Oczywiście, że Fermitate nam to mówił, ale najwyraźniej teraz nikt nie chciał się do tego przyznać. Kai westchnął.
- Nie możecie też podchodzić do pewnych spraw tak sceptycznie. Rozumiem, że pewne kwestie wam nie odpowiadają, ale takie jest już życie. Nie ze wszystkim musimy się zgadzać, nie wszystko musi się nam podobać. Czasem to jednak zwykłe zbieranie doświadczeń... Powiedzcie mi, czy jest lepsza nauka niż uczenie się na błędach własnych, lub poprzednich pokoleń? Poprzez dociekanie jakie wystąpiły w przeszłości możemy uniknąć kolejnych katastrof. To właśnie ta wiedza często przyczynia się do wrażenia, że jesteśmy ponad ludźmi. Prawda jest taka, że nie różnimy się aż tak bardzo, a historia jest bardzo ważnym elementem edukacji każdego z gatunków. Jest to temat rozległy, ale niezwykle istotny...
Przerwał, wpatrując się tępo w otwartą książkę. Nie słyszeliśmy niczego prócz naszych własnych oddechów.

<C.D.N.>

Uwagi: Brak.

piątek, 22 czerwca 2018

Od Crane'a "Ja tylko tędy przechodziłem" cz. 1 (cd. chętny)


Kwiecień 2021
Leżałem na boku w swojej ciasnej jaskini. Doskwierało mi zimno, głównie przez szalejący wiatr. Na domiar złego, drażnił mnie od rana szum liści, których nawiało do mojego lokum. Traf chciał, że mieszkałem akurat pod usychającą brzozą. Obróciłem się na grzbiet i nabrałem w płuca nieco powietrza. Poczułem świeży zapach wczesnowiosennych ziół. 
Niedługo po przesiedleniach, wiele razy przed przebudzeniem spodziewałem się zapachu siarki i stęchlizny. Jednak czas mija, a ja w końcu odzwyczaiłem od tych duszących oparów. Teraz wiem, że zrobiłbym wszystko, żeby nie mieszkać na terenie Watahy Asai, obecnie przemianowanej na Watahę Czarnego Kruka. Czy ta zmiana to przeczenie historii początków tego stada? Może, ale to nie mój problem.
Przekręciłem głowę w stronę wyjścia. Świat na zewnątrz był spowity szarością. Mgła i zachmurzone niebo. Bez pośpiechu podniosłem się z posłania i usiadłem na ziemi. Zacząłem się zastanawiać, co powinienem dziś ze sobą zrobić. Już wcześniej planowałem odwiedzić Wrzosowisko - centrum terenów Watahy Magicznych Wilków i Zielony Las. Wszelkiego rodzaju pokazy, atrakcje festynowe, rozpoczynają się wcześnie, jednak bar i restauracja będą otwarte dopiero wieczorem. Nie mam ani grosza, ale nie wybierałem się tam na jakieś wymyślne posiłki. 
Właśnie... Wypadałoby coś zjeść z rana. 
Wynurzyłem się z jaskini i ruszyłem powoli wąskim, górskim szlakiem. Trasa w dół, którą wybrałem, biegła obok jednego z górskich źródeł. Wykorzystałem tę okazję, żeby ugasić poranne pragnienie. Oszczędziło mi to znacznie dłuższej wycieczki do Wodopoju. Kiedy skończyłem pić, w mojej głowie zawitał pomysł na posiłek: ryby. Wydały mi się być jedyną zdobyczą, którą mogę sobie zapewnić w pojedynkę. 
Znałem już bardzo dobrze te tereny, więc po dłuższej chwili marszu, bez problemu odnalazłem Jezioro. O tej porze nie było tam nikogo, poza jednym, znanym mi wilkiem. Siedział na niewielkim kamieniu, przy brzegu zbiornika wodnego. Charakterysowało go ulizane, czarne futro i czerwone szramy na bokach, wokół żeber. Spoglądał swoimi białymi, pustymi oczami w falującą taflę i uśmiechając się szeroko sam do siebie, mruczał pod nosem:
- Jedna ryba dla mnie, jedna ryba dla cienia - złapał szybkim ruchem pokryte łuską stworzenie i wyrzucił z powrotem do wody. - Cienie lubią ryby. Ja też lubię ryby. Kto ich nie lubi? Bezumstvo chce jeść ryby, cienie chcą jeść ryby z nim. Ryby są pyszne, ale cienie ich nie jedzą. Nie są głodne. Ja też nie jestem głodny. A cienie są głodne. Pyszne ryby, cienie też lubią ryby... - Bezumstvo znów zapętlał się w swoich głośnych przemyśleniach, co jakiś czas przecząc samemu sobie. 
Już dawno stwierdziłem, że jego nie warto obserwować; nie umiem rozpracowywać wariatów, których on jest dobrym przykładem. Jak dla mnie, szaleńcy podobni do niego, raz zachowują się tak, a raz inaczej. Bez żadnego schematu. 
Zawróciłem, żeby oddalić się, zanim czarny basior mnie zauważy. Dobrze wiedziałem, że sama rozmowa z nim jest niebezpieczna dla mojego zdrowia psychicznego. Ostatnio Corrid zaprzyjaźnił się ze swoim odbiciem, bo poprzedniego dnia chciał zapytać Bezumstvo o kilka rzeczy. Prawie mi szkoda tego nieszczęśnika. Nie był pierwszą ofiarą wiecznie roześmianego basiora, który nie rozstaje się ze swoimi cieniami. 
Postanowiłem, że poszukam jednak czegoś do jedzenia w Zielonym Lesie. To teren bogaty w pożywienie, może trafię na jakąś padlinę. Pozostawione tutaj mięso nigdy nie zdąży się zepsuć. W przeciwieństwie do resztek na terytorium, które niegdyś mieliśmy na wyłączność. 
Ciekawe, że pomimo wielkich różnic w ilości zwierzyny, czy choćby jakości powietrza, duża część wilków z Watahy Czarnego Kruka nadal trzyma się uparcie naszego rodzimego terytorium. Podejrzewałem, że to jakiś dziwny  sentyment, albo jedynie siła przyzwyczajenia.
Mijałem kolejne drzewa, co jakiś czas zbliżając nos do ziemi. Chwilowo odnajdywałem tylko tropy całych stad żywych zwierząt, a robiłem się coraz bardziej głodny. Kiedy podniosłem głowę i zacząłem się rozglądać na boki, nagle zahaczyłem o coś uchem. Przystanąłem i spojrzałem w górę, próbując zlokalizować przedmiot, o który się otarłem. Na pewno nie była to liana, ani żaden liść, co do tego miałem absolutną pewność. Zmrużyłem oczy. Na gałęzi, pod którą przed chwilą przeszedłem, wisiał naszyjnik. Był wykonany w dużej mierze z różnokolorowych, oszlifowanych kamieni, mieniących się w słońcu. Wiele z nich było ułożone w kształt kwiatów, według pewnego schematu. Schwyciłem znaleziony przedmiot w zęby i ściągnąłem na ziemię. 
"Więc jednak takim jak ja, też czasem dopisze szczęście" - pomyślałem. Znaleziony Naszyjnik Pożywienia był rozwiązaniem mojego obecnego problemu.
*** 
Dotarłem do Wrzosowej Łąki popołudniem. W centrum tego terenu znajdowała się teraz obszerna scena Amfiteatru. Chwilowo nikt nie występował na jej deskach, jednak i tak w pobliżu było dość dużo wilków z obu watah. Wypatrzyłem pośród nich niejakiego Kai'a. Zajmował gapiów na rożnorakie sposoby. Słowem, dobrze wykonywał swoje zadanie jako konferansjer. Basior reklamował dostępne konkurencje, za które można otrzymać karty, a także wspomniał coś o dzisiejszych występach. 
Bez pośpiechu podszedłem do ławek i usiadłem na jednej z nich. To idealne miejsce na "odpoczynek", czyli obserwowanie codziennych zachowań otaczających mnie wilków. Być może przyszedłem tu zbyt wcześnie, nie czułem się jeszcze na siłach, żeby już zaczynać towarzyskie rozmowy.
Spojrzałem ku scenie. Na jej brzegu usiadł mężczyzna, albo raczej basior w ludzkiej postaci. Znam go, to Joel Treunis, zwany Trumnisem. Muzyk i tancerz, po godzinach pracuje w Mieście. Dość interesujący osobnik, dołączył we wrześniu, kiedy jeszcze dużą część terenów zalewała woda. 
Zanim skończyłem przypominać sobie wszystkie fakty o Joelu, ten spojrzał w bok i podniósł rękę w geście przywitania. Zbliżał się do niego inny osobnik z Watahy Magicznych Wilków. Magnus, kolejny pochodzący z Miasta. Kiedy szary basior znalazł się obok sceny, też zmienił się w człowieka i założył na nos okulary. Wiedziałem dobrze, że potrafi przybierać taką formę, podobno woli ją od wilczej. Do tego momentu byłem pewien, że jeszcze nie miałem okazji go w niej zobaczyć.
Wtem coś wyłoniło się z mojej pamięci. Zdałem sobie sprawę, że jako człowiek, raz spotkałem Magnusa, a raczej minąłem go. Miało to miejsce w Mieście, w szpitalu.
Przechodziłem wtedy przypadkiem przez oddział, na którym leżał właśnie ten niski mężczyzna o mysich włosach i specyficznych rysach. Pokonując korytarz 12B, dostrzegłem Magnusa przez uchylone drzwi sali, w której się wówczas znajdował. Czyżby jednak istniały wilki, które leczą się u ludzi? 
Ten mężczyzna nie przykuł tamtego dnia mojej szczególnej uwagi. Pacjenci spoza oddziału, na którym "pracowałem", nie mieli dla mnie znaczenia. 
Szkoda, że w końcu się wydało, że nie byłem lekarzem, a mój dowód osobisty był sfałszowany. Obserwowanie zjawiska strachu u ludzi ze stanami lękowymi, było niezwykle zajmującym doświadczeniem. Ludzie są inni, niż leśne stworzenia i fantastyczne istoty...
Hm... znowu mnie wzięło na wspomnienia? Widać bardzo żałuję tego, że nie dopilnowałem tam w Mieście wszystkiego, jak należy. 
Mówi się trudno, straciłem tylko okazję i życie jako człowiek. Jak to mówią, "nie wolno się przywiązywać do niczego". Teraz już nie mogę tam wrócić. Jestem poszukiwany. 
Wstałem z ławki i ruszyłem z powrotem w stronę Lasu. Spojrzałem jeszcze raz ku scenie, przypomniawszy sobie, że tamten epizod miał miejsce grubo przed dołączeniem Magnusa do watahy. Zacząłem się znów nad tym zastanawiać, jednak wtedy wpadłem na jakiegoś innego wilka.
- Hej, uważaj jak chodzisz! - usłyszałem. 
- Przepraszam, rozkojarzyłem się - przyznałem, wyrażając głosem zakłopotanie. 

<chętny?>

Uwagi: "Zahaczyć" piszemy przez "h". Nie musisz pisać "konferansjer" wielką literą.