Zacieśnianie więzi

W ramach lepszego zapoznania się ze sobą realizujemy comiesięczny projekt losowania osób, do których można napisać op. i dostać dzięki temu +3 pkt. do każdej z umiejętności (+1 pkt. do mocy).
Link do osób, które zostały wylosowane znajduje się tutaj. :)

piątek, 5 maja 2017

Od Zirael "Wśród traw i krzewów" cz. 1 (cd. chętny)

Wrzesień 2019 r.
Powoli widać było pierwsze oznaki jesieni, choć słońce nadal przygrzewało. Zwierzyny w lesie nie brakowało, tylko chęci, by ją upolować były znikome. Przeciągnęłam się, by za chwilę pobiec w głąb cienistego lasu i rzucić się na najbliższą zdobycz. Była nią sarna. Została już wcześniej zraniona, nie była w stanie umknąć. Zaciągnęłam ją do jaskini, w której chowaliśmy nasze zapasy - przywitała mnie zimna pustka - i pobiegłam po więcej. Niedawno zostałam wybrana do grupy polowań, a że ostatnio nikt nie polował, chciałam zebrać trochę zapasów. Zmarszczyłam brwi, widząc wylegujące się wadery niedaleko spiżarni.
- Hej! Jak nie macie co robić, to może pomożecie z zapasami? - zapytałam uśmiechając się przyjaźnie. Chciałam zrobić dobre wrażenie, żeby dały się przekonać, jednak po chwili odbiegły chichocząc.
- Nie to nie! - krzyknęłam i rzuciłam się pędem na polanę. Ile już wilki głodują? Nikt mi nie wmówi, że nie musi jeść. Za tydzień może dwa ktoś padnie jak nic. Nie zmieniało to jednak nastawienia wilków, które teoretycznie nie były przydzielone do tej profesji - ale czy to znaczy, że nie mogą pomóc?
Odetchnęłam głęboko omiatając wzrokiem polanę. Liście nadal mieniły się zielenią, a trawa pozostawała żyzna. Położyłam się na brzuchu i czekałam. Wdychałam wciąż świeże powietrze czekając na ruch. Zmrużyłam oczy. W końcu po chwili zauważyłam jelenia. Skrzywiłam się. Nie pamiętam żebym na nie polowała od wypadku. No cóż - z brzuchem przy ziemi powoli i bezszelestnie zbliżałam się do mojej ofiary. Wyprężyłam się i skoczyłam na grzbiet. Wgryzłam się, a zwierzę zawyło z bólu. Jeleń jeszcze przez chwilę próbowała mnie zrzucić, kiedy się przewrócił. Dobrałam się do jego szyi i jego jęki ucichły. Dumnie stałam i spoglądałam na martwe oczy zwierzęcia. Jeszcze nigdy polowanie nie sprawiło mi takiej przyjemności. Aczkolwiek zaciągnięcie go do spiżarni nie było już takie przyjemne.
Było mi mało. Dawno nie miałam świeżej krwi w pysku, nie chciałam przestać. Wybrałam się na łąkę gdzie odszukałam kotlinki. Bardzo powoli poruszałam się w ich pobliżu aż natrafiłam na dwa zające. Wyczaiłam się. Wiedziałam, że wyczuwają ruch, choć wzrok mają słaby. Zbliżałam się bardzo powoli, prawie wcale. W końcu skoczyłam miażdżąc jednego pod łapami a drugiego raniąc kłami. Skręciłam pierwszemu kark i rzuciłam się za drugim. Dogoniłam go po paru metrach i wróciłam z obiema zdobyczami do jaskini. Byłam wyczerpana całym uganianiem się za zwierzyną, zwłaszcza że dawno tego nie robiłam. Skierowałam swe kroki do jaskini.
Na skraju lasu zobaczyłam wilka.
- Nocne polowanie, co? - rzuciłam i zmęczona weszłam do chłodnej jaskini.

<Do kogokolwiek z grupy polowań kto lubi polować nocą :)>

Uwagi: Nieprawidłowo zapisujesz tytuł op.: brakowało aż kilku elementów. Ponadto istnieje dokładny podział, kto jaką funkcję w polowaniach pełni, więc o ile Zirael faktycznie przypada dyżur wieczorny, tak niezbyt mi pasuje do Sierry i Suzanny lekceważenie swoich nowych obowiązków. Dodam jeszcze, że bonus w postaci dodatkowych SG czy ogólnie przyjętym po 5 pkt. pożywienia dla wszystkich aktualny jest wyłącznie w wypadku opisania WSPÓLNEGO polowania grupy polowań (czyli musisz opowiedzieć o tym, jak dany wilk wypełnił swoje zadanie na danym dyżurze). Tak czy inaczej zebrałaś łącznie 60 pkt., co daje po 4 pkt. dla każdego. Niby różnica niewielka, jednakże tak na przyszłość przestrzegam.

czwartek, 4 maja 2017

Od Dante "Kiedy zaśpiewa słowik" cz. 3 (cd. Moone)

Grudzień 2018 r. i styczeń 2019 r.
Obudził nas szczenięcy wrzask:
- Pobudka!
Jednocześnie poczułem na grzbiecie małe łapki, delikatnie przyciskające mnie mocniej do ziemi. Odruchowo zerwałem się z ziemi, o mało nie zrzucając Moone, o której wizycie uświadomiłem sobie chwilę potem. Nocowała u nas? Nie mogłem sobie przypomnieć.
- Czemu przychodzisz tak wcześnie? - zapytała Astrid. W tym czasie pozwoliłem waderce zgramolić się z mojego grzbietu.
- Przecież nie jest już rano! Pora wstawać! - wrzasnęła, niezdarnie zeskakując na ziemię. Nagle znieruchomiała, namyślając się nad czymś zawzięcie. - Chciałam się coś jeszcze spytać.
- Tak?
- A jak będzie się nazywać moja nowa koleżanka?
- Najprawdopodobniej Narvi - oparła Astrid z uśmiechem. Zerkała w kierunku małej Navri, która ku mojemu zaskoczeniu wciąż całkowicie niewzruszenie drzemała. Była taka drobna... Maleńka kruszynka.
- A czy przypadkiem nie miałaś iść do szkoły? - zapytałem, przypomniawszy sobie, że Moone musiała być w wieku szkolnym. Uśmiechnęła się głupkowato, wyraźnie przyłapana na gorącym uczynku.
- No... powinnam.
- Więc idź! - powiedziałem, udając srogość. Zaśmiała się i wybiegła z jaskini.
- Do widzenia!
- Do zobaczenia, Moone - odpowiedziałem, jednak ona już tego nie usłyszała. Za to Navri się ocknęła, czym powiadomiła nas głośnym popiskiwaniem. Wyglądało na to, że zgłodniała.
***
Słońce już chyliło się ku zachodowi, kiedy wróciłem do jaskini. Cały dzień jak zwykle ganiałem to za naszą Alfą, to za niezwykle chyżym Fermitate. Było go wszędzie pełno, a po jego sposobie prowadzenia rozmowy z wilkami z dawnej Watahy Czarnego Kruka, nie mogłem przewidzieć, czy szykują się do bójki, czy może braterskiego uścisku. Wciąż niecałkowicie opanowałem zwyczaje tam panujące, więc zdarzało się, że stojąc z boku i pilnując bezpieczeństwa Alfy, miałem tak namącone w mózgu, że później nawet przyjmowanie prostych poleceń do wiadomości było wyzwaniem.
Wystające skały w jaskini rzucały długie cienie na postacie się tam znajdujące. Prócz Astrid ze zwiniętą białą kulką u boku, która wciskała się w jej bok jak tylko mogła, w środku ujrzałem również znajomą waderkę z krótkim, czarnym futerkiem. Skakała wesoło to w prawo, to w lewo, na co Navri patrzyła z szeroko otwartymi oczami.
- Moone! - powiedziałem z nieskrywanym zaskoczeniem. Spojrzała na mnie z przestrachem, ale kiedy zobaczyła, że się uśmiecham, nieco się uspokoiła.
- Przyszłam się pobawić!
- Mówiliśmy, że...
- Próbowałam jej to wyjaśnić, ale się uparła - wtrąciła As - Navri raczej nie chce się bawić, ale też jej nieszczególnie przeszkadza.
- Czemu nie chce się bawić? Wszystkie szczeniaki to uwielbiają - jęknęła młoda.
- Jest jeszcze za mała - powtórzyłem, zerkając na partnerkę. Była dziwnie zamyślona.
- Ile mam czekać? Miesiąc? Chcę już! - narzekała dalej.
- Masz chyba inne koleżanki. Navri dołączy do was trochę później, kiedy wystarczająco dorośnie do wspólnych zabaw - upierałem się dalej. W końcu westchnęła ze zrezygnowaniem.
- W sumie pan Kai kazał nam zapytać starszych członków watahy o to, jak powstała Wataha Magicznych Wilków.
- Naprawdę? - aż usiadłem, zainteresowany.
- Tak, może za to podwyższyć ocenę - Spojrzała na mnie z nadzieją.
- I rozumiem, że ty bardzo tego potrzebujesz?
Pokiwała pospiesznie głową. A więc to tak - pomyślałem, uświadomiwszy sobie, że Moone musiała być strasznym nieukiem. To pewnie przez brak opiekuna. Nie miał kto jej kontrolować i zachęcać do działania. Może by tak...? Zerknąłem na As, jednak nie umiała czytać w myślach. Wciąż wyglądała na dość nieobecną. Przyrzekłem sobie w duchu, że gdy tylko Moone zajmie się czymś innym, zapytam, w czym rzecz.
- Miło, że uważasz mnie za dość starego, by pytać o takie rzeczy - zaśmiałem się nieco ironicznie. Wyrwało jej się westchnięcie wskazujące na zawstydzenie.
- Muszę cię rozczarować, bo nie mam aż tylu lat, by być tego świadkiem. Z tego co mi wiadomo, nikt z Watahy Magicznych Wilków nie pamięta takich rzeczy.
Wyglądała na tym bardziej zdołowaną.
- ALE - zacząłem głośno, przez co gwałtownie uniosła łepek - Krąży wiele opowieści na ten temat, a jako, że leży to w podstawie programowej nauczania szczeniaków, posiadam takie informacje. W razie, jakbym coś pomylił, Astrid może mnie zawsze poprawić. Przyznaję, że nigdy do najlepszych uczniów nie należałem.
I trochę tego żałuję - przemknęło mi przez myśl, ale nie wypowiedziałem tego na głos. Moone patrzyła na mnie lśniącymi, różowymi oczami. Może były one fioletowe...? No, nieistotne.
- Watahę Magicznych Wilków założyła kilkanaście lat temu Kiiyuko, która jakiś czas temu nas niestety opuściła - zacząłem - Prawdopodobnie powodem była po prostu chęć zrzeszenia jakichś towarzyszów i osiedlenia się na stałe. Chadzały plotki, iż Kiiyuko w rzeczywistości nie pochodzi z Ziemi, stąd jej przesadzone zainteresowanie światem.
- Jak to? - poruszyła się waderka o ciemnym futerku.
- Niektóre jej zachowania początkowo rzekomo nie wskazywały, aby była Ziemianką.
- Jakie na przykład?
- Moja mama - To słowo z trudem przeszło mi przez gardło - Była jedną z pierwszych członkiń tego stada. Kiedy byłem mały, czasem żartobliwie wspominała o tym, że Kiiyuko czasem skakała z drzew, sądząc, że poleci. Innym przykładem była próba jedzenia siłą woli lub narzekanie na typowo wilcze posiłki. To jednak pozostaje dla mnie zwykłą teorią, bo nie jestem w stanie ocenić, czy miała rację, czy po prostu zebrało jej się wtedy na żarty.
- Nie masz mamy? - zapytała po chwili wahania Moone. Wyglądało na to, że zauważyła zmianę tonu mojego głosu. Pokręciłem przecząco głową. Poczułem, że As porusza się niespokojnie. - Ja też nie. Ale nie martw się, w watasze jest fajnie.
- To na pewno - zaśmiałem się, starając się zamaskować zbierające się do oczu łzy. Łzy za kimś, kogo nawet dokładnie nie pamiętałem, bo odszedł tak dawno. Uśmiechała się przyjacielsko, zerkając to na mnie, to na Navri, która zdążyła w międzyczasie zasnąć.
- Dziękuję za pomoc - skłoniła się lekko - To mogę się z nią pobawić?
Zaśmiałem się.
- Jeszcze nie teraz.
Nieco rozczarowana wyszła, ale po postawionych uszach poznałem, iż była jednak zadowolona świadomością możliwości nabycia pozytywnej oceny.
- Może byśmy ją tak przygarnęli? - zagaiłem, kiedy miałem pewność, że nas nie usłyszy.
- Jeśli chcesz, by była szczeniakiem bez matki, to proszę bardzo - odpowiedziała As cicho. Spojrzałem na nią w zdumieniu.
- O czym ty mówisz?
- O tym, co słyszysz. Muszę odejść - oznajmiła, podnosząc wzrok. Dopiero teraz dostrzegłem, że ciemne kręgi spod jej oczu wcale nie zniknęły, a co jedynie się pogłębiały. Zadrżałem. Moja mama też z dnia na dzień zniknęła. Nie chciałem powtórki z rozrywki.
- Ale... dlaczego?
- Tego już nie mogę powiedzieć - Pokręciła głową - Zostanę jeszcze kilka tygodni, aż Navri nie będzie mogła chociażby częściowo jeść jak inne wilki. Grzmiało mi w głowie. As miała odejść...?
- Wierzę w ciebie. Jesteś dość silny, by sobie z tym poradzić - Posłała mi zmęczony uśmiech. Wciąż nie wierzyłem w to, co właśnie dane było mi usłyszeć.
*** Miesiąc później ***
Leżałem w jaskini, dając się nieco nagrzać słabymi, styczniowymi promieniami słońca. Topiły śnieg pokrywający cienką, lepką warstwą całą okolicę. Choć świat o tej porze roku powinien być biały, tak ten nasz był szaro-zielono-biały. Dziwnie wyblakły i bez wyrazu. Może sam sobie to wmawiałem, od kiedy odeszła As. Pożegnała się z nami raptem kilka dni temu, a ja miałem wrażenie, jakbym był sam od wieków. 
Navri o dziwo w ogóle się tym nie przejęła. Całkowicie spokojnie spała u mojego boku. Nieznacznie urosła od swoich urodzin, jednak wciąż wyglądała na tak samo słabowitą, jak wcześniej. Jako, że miewałem długie dyżury na stanowisko, często zostawiałem ją u Sohary. I ją ostatnimi czasy opóźniły siły, ale wiedząc, że nie uzyskam odpowiedzi na pytanie, co się stało, nawet nie próbowałem zagadywać. Grunt, że przyjmowała Navri z otwartymi ramionami.
Postawiłem uszy, słysząc, że ktoś się zbliża. Już chwilę później zza rogu wyłoniła się drobna, acz doskonale mi znana sylwetka waderki, która odwiedzała nas tak często, jak tylko mogła. Lubowała się w szczególności bawić kolekcją srebrnych łyżeczek Astrid.
- Tooo... mogę się pobawić z Navri?
Po chwili wahania skinąłem głową. Wiedziałem, że raczej nic z tego nie wyjdzie, ale wyglądała na uradowaną. W końcu obiecywałem jej to już od miesiąca.

<Moone?>

Uwagi: Brak.

środa, 3 maja 2017

Od Navri "Jestem młodsza, ale nie gorsza" cz. 4

Wrzesień 2019 r.
Kolejne kilka dni później miała się odbyć moja pierwsza lekcja logiki. Trochę się bałam ośmieszenia niewiedzą, bo tata mówił, że jest dość ciężko, ale starałam się nie zniechęcać zbyt prędko. Z drugiej jednak strony zawsze mogło się okazać, że radzę sobie lepiej od pozostałych i będę rozumieć bzdury, które wygadują. Zajęcia odbywały się po południu, więc tata zaoferował, że mnie zaprowadzi. Zgodziłam się. Kiedy tylko pojawiliśmy się na polanie, szczeniaki mierzyły mnie dziwnymi spojrzeniami. Pewnie przez to, że nie chciałam chodzić sama. Co ja za to mogę, że jestem młodsza od nich? Miałam pełne prawo do przychodzenia na zajęcia w obecności taty. Co prawda byłam już prawie w wieku, w którym normalnie rozpoczyna się naukę, a pozostałe szczeniaki przychodziły same, bo zwyczajnie były sierotami, ale ja zwyczajnie chciałam korzystać z tego, że mam wsparcie w postaci rodzica. Nie czułam się zobowiązana do przepraszania ich.
Usiadłam w pewnej odległości od nich, żeby uniknąć rozmowy. Tata odszedł z powrotem do pracy. Westchnęłam cicho i zwróciłam wzrok w kierunku rówieśników. Aoki przepychała się po przyjacielsku z Moone, a Shen się tylko temu przyglądał. Dopiero teraz zwróciłam uwagę na to, że coś się między nimi zmieniło od czasu, kiedy spotkaliśmy się po raz pierwszy. Utkwiłam w nim spojrzenie, lecz kiedy zerknął na mnie, od razu udałam, że z zacięciem obserwuję niebo. Próbowałam przekonać samą siebie, że niczego nie widział.
- Proszę zająć miejsca! - usłyszałam znajomy, wiecznie jakby niezadowolony z życia, ton głosu. Szczeniaki zebrały się z trawy i usiadły przed większymi kamieniami wystającymi spod ziemi. Ja tylko na nich patrzyłam, nie wiedząc, co ze sobą zrobić. Odwróciłam się do Alfy. Wskazała mi kamyk na samym tyle. Chyba był to odpowiednik ludzkich ławek w szkole.
- Dziś, ze względu na to, że mamy nową uczennicę, pobawimy się w trudne pytania.
Szczeniaki zareagowały raczej neutralnie na to oświadczenie. Cierpliwie czekałam na wyjaśnienia.
- Ja pytam, wy odpowiadacie. Pytania są podchwytliwe, więc musicie się skupić - Oznajmiła, przechodząc między kamieniami - Na początek coś prostego. Aoki! Masz osiem ciastek, zjadłaś trzy. Ile masz lat?
- Nie umiemy liczyć, proszę pani! - zbulwersowała się ruda. Alfa westchnęła dramatycznie. Z trudem powstrzymałam kpiący uśmieszek.
- Shenvedő! Jeśli są dwie grupy wilków. Jedne są białe, drugie czarne. Jakiego koloru jest przywódca?
- Czarny!
- Źle! Moone, który wielki wilczy przywódca stał do dołu łapami?
- Yyy... Piorun!
Alfa aż przystanęła. Niestety nie bardzo wiedziałam, co ją tak zastanowiło. Może żaden przywódca nie miał tak na imię? Shen wydał z siebie coś w rodzaju prychnięcia. Moone zrozumiawszy swój błąd, zawstydziła się.
- Teraz ty, Navri - spojrzała na mnie bardziej pobłażliwie - Jabłko spada. W którą stronę?
- Chyyba w dół - mruknęłam ledwo słyszalnie, ale to było zbyt oczywiste, więc zwątpiłam. Z drugiej jednak strony cieszyłam się, że się nie przejęzyczyłam. Alfa stanęła na przedzie klasy i podsumowała:
- Trzy na cztery odpowiedzi były nieprawidłowe. Czy potraficie wskazać, które i dlaczego?
- No... tylko Navri odpowiedziała dobrze, bo miała najprostsze - powiedziała z niechęcią Aoki.
- Tak? A dlaczego wasze w takim razie były nieprawidłowe?
- Aoki ma rok z kawałkiem, a to nie wymaga większych umiejętności liczenia - stwierdziła Moone - Pierwsza część pytania była dodana w formie haczyka.
- Mhm - mruknęła Alfa.
- Na podstawie tych dwóch danych nie da się stwierdzić koloru futra przywódcy - poprawił swój błąd Shen.
- Jesteś pewien?
Po chwili wahania przytaknął.
- A wy? Zgadzacie się? - zwróciła się do mnie, Aoki i Moone. Tylko czarnowłosa się powstrzymała od poparcia wniosku Shena. Chyba zwątpiła.
- Co z tym władcą? - dopytywała nauczycielka.
- Wszystkie wilki chodzą z łapami do dołu - oznajmił Shen.
- Czy zgadzacie z podanymi przez was uzasadnieniami? Ktoś chce wnieść jakieś poprawki?
Szczeniaki pokręciły przecząco łebkami, więc zrobiłam dokładnie to samo.
- W takim razie muszę wam przyznać rację. Teraz przejdziemy do innej kategorii trudnych pytań.
Tu rozległy się jęki niezadowolenia. Wyglądało na to, że ten etap był bardziej wymagający. Aż zadrżałam z podniecenia. Nie mogłam się doczekać.
- Skoro twierdziliście, że Navri miała najprostsze pytanie, niech teraz zacznie - Zbliżyła się do kamyka, przy którym siedziałam. - Musisz uzasadnić swoją opinię na podany przeze mnie temat. Otóż chciałabym cię zapytać, co sądzisz o przeniesieniu terenów watahy w inne miejsce.
Zapowietrzyłam się aż. Nie umiałam w pełni mówić, więc mimo, że w mojej głowie układała się już odpowiedź, nie mogłam wydusić z siebie nic poza jednym zdaniem:
- Weeef porząttttkuuu.
Zabrzmiało to na tyle idiotycznie, że wszystkie szczeniaki zaczęły się śmiać. Miałam ochotę zapaść się pod ziemię. Spuściłam łepek, starając się go ukryć między ramionami.
- Spokój proszę! - zarządziła Alfa, a wszyscy uczniowie zamilkli. Widziałam, że powstrzymuje się od skomentowania tej sytuacji, ale ostatecznie nie powiedziała nic. Zrobiłabym im kazanie?
- Moone, a ty co sądzisz o stałym, choć częściowym zamieszkaniu członków watahy wśród ludzi?
- Że... - zaczęła, ale urwała, formułując odpowiedź - ...że wszystko zależy od decyzji większości. Ma to swoje wady, jak i zalety.
- Shen, jakie są te wady i zalety?
- Wadą jest unicestwienie wilczej kultury, zaniedbanie naszych magicznych zdolności, zbytnie ucywilizowanie się i pozbycie się naszej godności przodków. Zaleta to... em... możliwość stałego zarobku?
- Aoki, chcesz coś dodać?
Ruda wadera wyglądała tak, jakby została wytrącona z jakiegoś transu. Nie uważała.
- Możliwość... znalezienia pracy?
- Teraz też jest to możliwe - powiedziała ze spokojem Alfa.
- No to... - zająknęła się - Zachorowanie od papierosów?
- To jest wada, a ja pytam o zalety - oznajmiła nauczycielka. Dopiero wtedy Aoki olśniło.
- No to... Rozwój wiedzy wszechstronnej, poznawanie zwyczajów ludzi, bezpieczeństwo przed napaściami kłusowników, brak większych konkurencji o teren między stadami, uwspółcześnienie zwyczajów, poznanie nowszych technologii i nie znanych nam dotąd rozwiązań.
Alfa skinęła głową.
- Ktoś chce coś jeszcze dodać?
Cisza. Wydała z siebie pomruk wyrażający zrozumienie i przeszła się po klasie.
- Aokigahara, proszę o uważanie na lekcji na przyszłość.
Zawstydzona pokiwała głową. Reszta lekcji przebiegała w podobny sposób. Szłoby mi naprawdę dobrze, gdyby nie kłopoty z mówieniem. Przy pytaniach wymagających krótkich odpowiedzi, pokroju "tak", "nie" i "może", szło mi bezproblemowo, ale kiedy było wymagane uzasadnienie, już zaczynał się problem. Chciałabym umieć rozmawiać z wilkami telepatycznie. Może wtedy życie byłoby prostsze. Nie byłam co prawda niemową, ale niesprawność języka była frustrująca. Nawet jeśli często bym trenowała, szanse na mówienie perfekcyjnie były nikłe. Przynajmniej tak mi się wydawało.
Dlatego też lekcje logiki były dla mnie czymś pomiędzy przyjemności, a koszmarem. Niby wszystko wiedziałam, rozumiałam bzdury, które zdarzało się palnąć reszcie klasy, ale przy każdej większej próbie odpowiedzi musiałam się nieźle najeść wstydu. Może powinnam się wybrać do nauczyciela magii? Może by coś zaradził i nauczył telepatii? Podobno ma żywioł, który na to pozwala, więc może by we mnie jakiś podobny pobudził? Kto wie? Właściwie to nie taki głupi pomysł.
- Navri, przybiega do ciebie wilk, który twierdzi, że zbliżają się obce wojska. Co robisz?
- Sprawdzzzam - mruknęłam, wyrwana z zamyślenia.
- Ty też powinnaś bardziej uważać na lekcji, ale część racji mogę przyznać. Jakieś inne pomysły?
- Można od razu iść do Alf, żeby one ustaliły, czy informacja jest prawdziwa, czy nie - zaproponował Shen.
- Albo kazać przekazać temu wilkowi tę nowinę Alfom, a samemu sprawdzić - dodała Moone, choć miała na myśli dokładnie to samo, co ja.
Na to również nauczycielka odpowiedziała zamyślonym skinieniem głowy.
- Waszym zadaniem domowym będzie zastanowienie się nad rozwiązaniem konfliktu, w którym jedna ze stron dokonała kradzieży na drugiej, a druga dopuściła się ataku w ramach zemsty.
Szczeniaki westchnęły zawiedzione. Mnie to nie robi żadnej różnicy, przynajmniej będę miała czym się zająć w wolnym czasie. Po zakończeniu lekcji Alfa odprawiła nas do jaskiń. Już słońce powoli zachodziło, ale udało mi się dotrzeć do domu. Jednak na coś zdało się bezcelowe bieganie po Zielonym Lesie.

<C.D.N.>

Uwagi: Brak.

poniedziałek, 1 maja 2017

Podsumowanie kwietnia

Kolejny miesiąc istnienia WMW. Wiecie, że już za miesiąc ta strona skończy 4 lata? Ja nadal nie przyjmuję tego do wiadomości. Tak szybko zleciało, tak wiele się zdarzyło... No, ale ja nie o tym. Pewnie już spodziewacie się mojego słynnego kazania.
Pojawiła się propozycja sztafety, a nawet już opublikowałam tematy. Jednakże zgłosiło się raptem kilka osób, a wszyscy inni, którzy również wcześniej wyrazili chęć uczestniczenia, milczą. Może byście tak to najzwyczajniej w świecie przejrzeli już teraz, by później nie było płaczu, że ktoś o czymś nie wiedział i wszystkie miejsca są pozajmowane? Nie ma co zwlekać do wakacji, bo jak już pisałam - im wcześniej się tym zajmiecie, tym lepiej.
Kolejną sprawą jest kwestia pożywienia. Zrobiłam kolejną aktualizację i pomimo dodatkowych punktów od wilków, które napisały z własnej woli op., w którym polują dla reszty stada i tak przeszło połowa członków przymiera głodem. Osoba z najmniejszą ilością punktów pożywienia ma aktualnie jedynie 15% zdrowia... z wygłodzenia właśnie. Wiedząc, iż zajdzie taka sytuacja, zarządziłam zgłoszenia chętnych osób do stanowisk polowań. Pozostałe miejsca zostały zajęte przez losowo przeze mnie wybrane wilki. To, czy Wasza postać obrała jakąś funkcję, możecie zobaczyć tutaj. Wracając. Chodzi głównie o to, że jedyną osobą, która należała do grup polowań, był Shiryu, który w dodatku nawet nie pisał. Chciałam zaangażować w to więcej osób, by te miały możliwość ogarnięcia reszty watahy, bo to co się właśnie dzieje, jest jakąś masakrą. Niech ktoś zacznie serię o polowaniach, a pozostali niech to kończą, bo inaczej już za miesiąc będziemy zmuszeni powiedzieć "pa pa" wielu postaciom... Na zachętę powiem, że za jedno op. o grupowym polowaniu daje po 5 pkt. pożywienia na osobę, a członkowie danego dyżuru otrzymują po 5 SG wynagrodzenia.
Kolejna sprawa związana ze zmianami, tym razem już nieco przyjemniejszymi - w ostatnim op. Suzanny (tak, po pół roku w końcu coś napisałam) rozważała możliwość nauczania czytania i pisania. Dlaczego? Ano dlatego, że wilki NIE POSIADAJĄ TEJ ZDOLNOŚCI, a naprawdę wiele z Was tego wciąż nie rozumie i w ten oto sposób jest całe mnóstwo błędów z tym związanych. Skąd istoty wychowane w lesie dokładnie znają godziny czy dzień tygodnia? Nie wiecie? Ja też nie. Po dłuższym namyśle stwierdziłam, że te lekcje w sumie mają sens - w ten oto sposób zrobiłam ankietę z pytaniem, czy chcielibyście coś takiego i czy ma to być wyłącznie dla chętnych dorosłych i młodzieży, czy może ma to zostać dodatkowo wprowadzone do szkoły jako normalny przedmiot (choć przestrzegam, że wówczas zdobycie średniej 6.0 będzie trudniejsze). Czekam na Wasze opinie. To właśnie po przyjęciu tego pomysłu dodam punkt przy formularzu wilka, czy umie czytać i pisać. Na uzyskanie tych umiejętności należy napisać wcześniej wspomniane 6 op. Tylko żebyście mnie nie wystawili. Żadnych świerszczy wysłuchiwać nie zamierzam. Macie być aktywni i kropka.
Tak apropo aktywności... Dziś w sumie jest słodko-kwaśno, bo najpierw dostaliście ode mnie opieprz, a teraz na dobry początek miesiąca Was pochwalę. Był to najlepszy miesiąc w tym roku i najlepszy kwiecień w dziejach WMW (dla porównania: 2014 = 8; 2015 = 24; 2016 = 18)! Tak trzymać, a będzie naprawdę dobrze!
Ach, i proszę, odpisujcie na op. chociażby do chętnych. Przyjemnie się patrzy na osoby chętne do kończenia. Wiecie, sporo nowych wilków zniechęca się do watahy, kiedy nikt mu nie odpisuje na op. Bardzo chciałabym się tym zająć, ale nie bardzo mogę. Jak doskonale wiecie - posiadam również inne strony, którym administruję, a dodatkowo mam zaczęte dokładnie 29 serii... Wyręczcie mnie, błagam. Będzie mi niezmiernie miło.
To chyba tyle, co miałam do powiedzenia. Całkiem sporo tego wyszło i nawet nie tak beznadziejnie sformułowane, jak zwykle to mi wychodzi przy podsumowaniach... No, nieważne. See ya!

Aktualnie: 24/45 (cel osiągnięty w 53%)
Łącznie: 44/142 (wszystkie cele osiągnięte w 31%)
Docelowa liczba op. na maj: 100
◀ 33 op. = wprowadzenie fabuły
◀ 44 op. = dodanie nowej playlisty na watasze
◀ 55 op. = wymiana nagłówków
◀ 66 op. = wymiana bannera
◀ 77 op. = aktualizacja 2 zakładek
◀ 88 op. = wykonanie 3 ilustracji
◀ 99 op. = aktualizacja 2 zakładek
◀ 110 op. = wymiana magicznymi przedmiotami z innymi blogami (CK/BK, WPR, WCW, WNS)
◀ 121 op. = wykonanie 3 ilustracji
◀ 132 op. = aktualizacja 3 zakładek
◀ 142 op. = wykonanie 3 ilustracji
◀ 154 op. = aktualizacja 2 zakładek
◀ 165 op. = zmiana menu
Co miesiąc ilość wymaganych op. do zmian wzrasta o 10% (tak, żebym się nie napracowała zbytnio).
Co muszę już zrobić za Waszą aktywność?: wprowadzić fabułę, dodać nową playlistę

Zapraszam na moje cztery (właściwie prawie pięć) inne blogi:
(o ile oczywiście ktoś ma sporo czasu i będzie nadal aktywny i tu, i tam)
Sposób na szkołę każdego dnia: Blog opowiada o codziennym życiu zwyczajnych, polskich uczniów szkoły podstawowej i gimnazjum. Jeśli ktoś chce odpocząć od siekanki japońskich animu&mango czarodziejek, magicznych wilczków, czy idealnych biszi boiów i kałai dziewczynek, jest to idealna odskocznia. PILNIE POSZUKIWANI NOWI CZŁONKOWIE!
Czarne Królestwo: To same uniwersum, co Wataha Magicznych Wilków, jednak w innym klimacie, bardziej zbliżonym do średniowiecza (uściślając: można to uznać za mieszankę wszystkich epok). Królestwo to dopiero budująca się kraina, którą możesz wspomóc swoją postacią. Wszyscy członkowie są wyjątkowo ze sobą zżyci. Uroki mniejszych blogów. PILNIE POSZUKIWANI NOWI CZŁONKOWIE!
Klany Kotów Magicznego Kryształu: Cztery kocie klany w klimatach książek Erin Hunter pt. "Wojownicy". Niezwykle klimatyczne miejsce. Blog nie całkiem mój, bo jestem tam wyłącznie moderatorem oraz przywódcą Klanu Deszczu. OTWARCIE 7 MAJA (jednak już możecie się powoli zapoznawać z owym blogiem): PILNIE POSZUKIWANI CHĘTNI DO DOŁĄCZENIA!
Sekrety Magii: Tu akurat nie można dołączyć. Są tam moje opowiadania. Jeśli ktoś chce się bliżej zaznajomić z moją twórczością poprzez czytanie mojej ukochanej opowieści, którą plotę już od dzieciaka, to serdecznie zapraszam. Czekam również na komentarze z Waszymi opiniami na temat tej historii.
Aktualnie powstaje jeszcze jeden projekt. Ktoś może już go widział, ktoś może nie... W każdym razie zdradzę tyle, że wracamy na stare śmieci. Zobaczymy, co z tego wyjdzie.

Ponadto zapraszam do korzystania z zapoznania oraz innych przygód czy sztafety. Przypominam również o konkursach.

Wilki, które brały czynny udział w pełnionym stanowisku:
RADA ŻYWIOŁÓW
Obecni na zebraniu: -
Kto napisał op.: -

POLOWANIA
Rano: -
Popołudnie: -
Wieczór: -
Dodatkowo op. o polowaniu dla watahy napisał Dante, dzięki czemu dla członków należy się łącznie 199 pkt.

SZPITAL
Kto napisał op.: -

WOJSKO I PATROL
Kto napisał op.: -

ROZRYWKOWE I INNE
Kto napisał op.:

SZKOŁA
Kto napisał op. (z nauczycieli): -

PRACA W MIEŚCIE
Kto napisał op.: -

*****************************
Leniwe Alfy:
Suzanna: 1 (+0 = 1)
---------------------------------------------
Shenvedő Ashe: 9
Navri: 4 (+1 = 5)
Shiryu: 2 (+1 = 3) <-- Beta
Aokigahara: 2 (+0 = 2)
Kai: 1 (+1 = 2) <--- Gamma
Moone: 1 (+1 = 2)
Dante: 1 (+0 = 1) <--- Delta +szczeniak
Zirael: 1 (+0 = 1) 
Yuki: 1 (+0 = 1)
Torance: 1
Aurelliah: 1
Sohara: 0 (+1 = 1)
Sarah: 0 (+0 = 0)
Sierra: 0 (+0 = 0)

Za zostanie Betą dostaje się 15 SG i 40 pkt., Gammą 10 SG i 30 pkt., a Deltą 5 SG i 20 pkt.

Okres próbny ukończyli:
Navri: 4 (5)
**********
Shenvedő Ashe: 9

Skreślone są te, które nie przeszły. Wilki, które napisały poniżej 3 op. i są dość długo na watasze zostają wyrzucone, a te mające powyżej 4 op. są już pełnoprawnymi członkami. Zaznaczone na fioletowo mają drugą szansę.
Tak, ilość napisanych op. podczas okresu próbnego też ma znaczenie! 

Dodaję po 6 pkt. umiejętności i 3 pkt. mocy każdemu wilkowi (jak to zawsze czynię po podsumowaniu) za kolejny miesiąc członkostwa.