Zacieśnianie więzi

W ramach lepszego zapoznania się ze sobą realizujemy comiesięczny projekt losowania osób, do których można napisać op. i dostać dzięki temu +3 pkt. do każdej z umiejętności (+1 pkt. do mocy).
Link do osób, które zostały wylosowane znajduje się tutaj. :)

środa, 26 kwietnia 2017

Od Shiryu "Przeziębienie w końcu każdego złapie "

Sierpień 2019
Wczorajszy dzień spędziłem z szczeniakami, pilnując ich. Podczas zabawy szczeniaki próbowały mnie zrzucić do wody. Na szczęście nie miały takiej siły. Lecz szczęście nie trwało zbyt długo. Zobaczyłem wadery wracające z wieczornego polowania. A kto to mógł być? Oczywiście Zirael i Yuki. To było jednak ciekawe. Ostatnio się jakoś zaznajomiły. Gdy ja nie spuszczałem oka nad młodymi, zepchnęły mnie z pomostu. No jasne.
W nocy źle mi się spało. Obudziłem się rankiem. Głowa mi pulsowała oraz było mi zimno. Co za pech! Niedawno wyzdrowiałem z złamanej nogi i zagoiły mi się ślady pazurów. A co teraz? Przeziębienie. Rozpaliłem ognisko i wrzuciłem do kociołka trochę zielska typu mięta i rumianek. Przysunęłam legowisko bliżej ogniska i położyłem się na nim. Musiałem się zagrzać. Jakiś moment później woda zagotowała się razem z naparem. Nalałem sobie trochę do glinianego naczynia. Położyłem się ponownie na legowisku i popijałem sobie napar zrobiony z mięty i rumianku. Nie był on dobry. Za sprawą lewitacji wziąłem jakiś węgiel i zacząłem coś rysować na ścianie jaskini. Nawet, nawet mi wyszedł ten autoportret. Do jaskini nagle zapukała Zirael.
- Cześć, a ty dlaczego jeszcze w legowisku? - zapytała energicznie
- Witam cię. Jestem chory po tym jak mnie wrzuciłyście z Yuki do jeziora.
- Och, przepraszam. Ty się ciesz, że nie do Jeziora Zapomnienia - wydelegowała trochę obrażona
- Dobra, dobra przepraszam. W jakiej sprawie do mnie przyszłaś? - obejrzałem dokładnie waderę wzrokiem
- Na polowanie, ale widzę że nie pójdziesz - po chwili dodała - Może ci w czymś  pomóc ?
- Nie ma chyba w czym. Ogólnie jak ci życie  mija? Dawno cię nie widziałem od czasu przygody z Azu
-A trochę się powłóczyłam po watasze. A tobie? - czekała na moją odpowiedz z zaciekawieniem.
- A tam polowania, opieka nad szczeniakami, hipogryf - właśnie w tym monecie przerwała mi Zirael.
- Hipo co?
- Hipogryf, takie połączenie orła i konia czy jakoś tak.
- A, dobra. A co z hipogryfem? - zapytała Ariz
- A mam zamiar takiego zwierza adoptować - odpowiedziałem dumnie
- Nie lepiej szczeniaka? Przybyło ich trochę, bardzo dużo z nich potrzebuje opiekunów bardziej niż ten ptako-koń
- W sumie mogę takiego zaadoptować, ale nie mam jakiś zadziwiających warunków bym musiał przygotować drugi pokój.
- Robiłeś pułapki, domki, liny, drzwi i inne rzeczy ty mi mówisz o pokoju, wygodnisiu?
I w tym dialogu przerwało nam pukanie. Dosyć głośne wołanie.
- Shiryu! Jesteś tam? - od razu rozpoznałem znajomy głos Alfy.
- Tak, jestem - odpowiedziałem przez chrypę
Niska, lecz smukła wadera weszła do mojej jaskini.
- A co to tak pachnie jakimś zielskiem? Shiryu, czas na polowanie, nie pogaduszki z Zirael i jakieś dziwne napary - mówiła Suzanna
- Jestem chory, chyba mam prawo do tego, by mieć wolne od stanowiska, kiedy jestem chory
- Ty chyba zawsze jesteś chory i będziesz. Kiedy ostatnio byłeś na polowaniu? A ogólnie o czym tak rozmawiacie?
- Wyzdrowieję za jakieś kilka dni. Na polowaniu byłem, hm, dwa tygodnie temu. - i tu wtrąciła się Zirael:
- Rozmawiamy o adopcji hipogryfa czy jakoś tak, oraz o tym że Shiryu zamiast uganiać się za jakimś ptako-koniem, byłby opiekunem szczeniaka.
- Ej - popchałem Ariz
Alfa spojrzała  z nie dowierzaniem na mnie, na Zirael i jeszcze raz na mnie z jakby ironią:
- On i opiekun szczeniaka! Padnę ze śmiechu. On i tak nie jest odpowiedzialny, zarówno jak ty. Już nie wspomnę jak przyprowadziliście tu jakiegoś basiora, nie wiadomo skąd, który chciał was zabić. Z resztą, ja was zostawiam. Zirael, idziesz ze mną na polowanie. Teraz - wyburmuszyła Suzanna i wyszła z jaskini.
- Ja też lecę. A, Shiryu, zdrowiej szybko - i pogalopowała w stronę wyjścia.
Po dwóch dniach chorowania wyzdrowiałem. I od razu wyruszyłem na polowanie.

Uwagi: "Przeziębienie" piszemy przez "z", a nie "ź"... Dlaczego Shiryu zajmuje się szczeniakami, choć wyraźnie ma inną funkcję w stadzie? Wciąż w złych miejscach stawiasz Spacje... Proszę, to już zaczyna się robić nudne. Okropnie zniechęca do poprawiania. Podobnie jest ze starannością (literówki chociażby czy Enter pojawiający się bez powodu w środku zdania), więc jeśli jeszcze raz zobaczę coś w tak opłakanym stanie, będę zmuszona to zwrócić do poprawy... Shiryu umie zmieniać postać, ale nie lewitować przedmioty! Jeśli mowa o grupie złożonej z wyłącznie dziewczyn, używamy formy żeńskiej, a nie męskiej (np. zamiast poszli, mówimy poszły). "Jezioro Zapomnienia" to nazwa, więc należy ją pisać wielkimi literami! Znowu pojawił się syndrom Wszechmogącego Shiryu (chodzi dokładniej o fragment, kiedy to Zirael wychwala jego umiejętności), a poza tym zauważyłam, że zmieniasz charakter niemalże wszystkim innym postaciom... Dialogi są irracjonalne, a jedyną zdającą się myśleć osobą jest nie kto inny, jak Shiryu. To właśnie przed tym tak przestrzegałam. Pojawienie się Suzanny mnie dość mocno dotknęło, bo nie masz za bardzo wyczucia w jej humorze - nie byłaby AŻ tak wredna. Tu sprawia wrażenie niezadowolonej ze złamanego paznokcia nastolatki, kiedy chociażby w odświeżonym formularzu czy najnowszym op. wspomniałam o tym, że nieco wydoroślała i zachowuje się bardziej neutralnie w stosunku do członków stada.

niedziela, 23 kwietnia 2017

Od Zirael "Porzucona" cz. 2 (c.d. Torance)

Sierpień 2019 r.
Dzień był upalny, wręcz nie do zniesienia. Nie zamierzałam iść tego dnia na zbiórkę, choć wiedziałam, że mi się za to oberwie. Zmrużyłam oczy. Powoli wciągnęłam zatęchłe powietrze, w którym było czuć powoli rozkładające się jedzenie i kurz. Wyszłam z półmroku dusznej jaskini jednak na zewnątrz, mimo że powietrze było świeże, byłam bezpośrednio wystawiona na słońce. Postanowiłam poszukać jakiegoś cienia. Spojrzałam tęsknie w głąb lasu gdzie drzewa stały gęściej, tworząc skuteczną ochronę przed słońcem. Było tam zdecydowanie więcej potworów niż w innych częściach lasu, ale wizja wylegiwania się w chłodnym, cichym miejscu, zamiast iść biegać w kółko w pełnym słońcu była kusząca. W końcu i tak postanowiłam nie iść, a tam mnie raczej nie będą szukać - pomyślałam. Skierowałam tam więc swe kroki i już po chwili poczułam przyjemne orzeźwienie na całym ciele. Wdychałam głęboko chłodne powietrze, przymykając oczy. Zastanawiałam się, czy to możliwe, że w tak upalny dzień można znaleźć takie miejsce. Magia czy wybryk natury? Nie wiem, ale błogosławię to miejsce.
Obudziłam się z nieprzyjemnym uczuciem. Nie potrafiłam tego określić, ale w powietrzu unosił się smutek. Odrzucenie. Cierpienie. Pozostawienie na śmierć. Były mi dobrze znane. Rozejrzałam się. Nie wiedziałam kiedy zasnęłam, ale nie dziwiło mnie to zważając, że całą noc przewracałam się z boku na bok, nie mogąc zasnąć przez gorąco, jakie panowało nawet w nocy. Lato zdecydowanie nie było moją ulubioną porą roku. Obejrzałam się i zorientowałam się jak niedaleko zaszłam. Nikt najwyraźniej nie zawracał sobie głowy szukaniem mnie. Było mi to obojętne zważywszy, że każdy miał swoje obowiązki. No, ja też. Odgoniłam poczucie winy związane z ucieczką od treningu i dzisiejszego polowania i zajęłam głowę niewyraźnym uczuciem, z którym się obudziłam. Od kogo dochodziło? Co się z nim teraz działo? Czy znałam tego wilka? Czy był daleko? Nie wiedziałam. Zdziwiłam się kiedy zauważyłam, że mu współczuje. Może nawet wszyscy czują się dobrze! Nie mogę szukać kogoś, posiadając tak wybrakowane informacje. Co ja o nim wiem? Że czuje się źle. To nic, słaby powód, żeby go szukać, każdy może mieć słabszy dzień. Ten argument mnie jednak nie zadowalał. Nie potrafiłam przyjąć myśli, że ktoś cierpi podobnie jak ja kiedyś, a ja będę jak wszyscy członkowie mojej dawnej watahy: nie zauważać, nie słyszeć, nie interesować się. Zostawić i zająć się sobą. Ha! To moja wataha potrafiła najlepiej. Porzucać nie podając powodu. Nie chciałam być jak oni. Byli jak potwory, jak Dwelling, Obscura czy inne byty. Potrząsnęłam głową. Nie ma potrzeby o tym myśleć, nic mi to nie da. Tylko żal. Jeszcze bardziej zmotywowało mnie to do odnalezienia danego wilka. Ruszyłam, coraz bardziej oddalając się od watahy.
Nie wiem, jak długo szłam, ale w końcu zauważyłam zwiniętą kulkę futra, przywiązaną nieznaną mi liną do drzewa. Mała wadera. Nie podobała mi się. Nie wyglądała na groźną, ale miała zapach ludzi. Zatrzymałam się w bezpiecznej odległości i obserwowałam ją. W końcu wstała i otrzepała się niezdarnie. Rozglądała się, ale nie mogła odejść przez linę. Wyczuła mnie i przemówiła drżącym głosem:
- Yyy... Kim jesteś? Co tu robisz?
Wyszłam z ukrycia i położyłam się przed nią. Wsparłam łeb na łapach i lekko przechyliłam. Przyglądałam się jej z ciekawością. Jej futro przypominało lisie, ala było bardziej... dzikie. Czarne futro na szyi było raczej niespotykane wśród lisów. Jednak była chyba zbyt niska na wilka... A może?
- Lis? - zapytałam.
- N-nie... - odpowiedziała zaskoczona.
- Pies!? - wykrzyknęłam z wahaniem. Wydawało mi się, że w końcu wpadłam na rozwiązanie. Spotkałam się z nimi w przeszłości. Były to mniejsze wilki towarzyszące ludziom. Nie miałam z nimi nic do czynienia, więc byłam bardzo podekscytowana.
- Tak.
Uśmiechnęłam się. Wadera była chyba zdezorientowana taką sympatią ze strony nieznajomej wadery.
- Zirael - wstałam i wyszczerzyłam zęby - Wilk z Watahy Magicznych Wilków.
Dopiero po chwili zrozumiałam, jak głupio to musi brzmieć.
- Tori - przeciągnęła ostatnią literę.
Podeszłam do drzewa i rozgryzłam linę. Chciałam też usunąć pasek ze skóry wokół jej szyi, ponieważ to do niego był przywiązany drugi koniec, ale zaprzeczyła. Pozostały kawałek zwisał do ziemi.
- Jak chcesz - wzruszyłam ramionami. Nie wiedziałam, po co jej to ale szanowałam jej decyzję. Może noszą to wysoko postawione psy? A może to symbol przynależności do psiej watahy? Postanowiłam później zapytać.
- Chcesz pójść ze mną do mojej watahy? - Byłam tak podekscytowana. Miałam nadzieję, że się zgodzi. Zauważyłam, że zachowuje się infantylnie i bardzo... otwarcie? Czy to dlatego, że jest młodsza? A może to dlatego, że przywiodły mnie tutaj uczucia, które sama czułam w przeszłości. Pomyślałam, że musiałam być w jej wieku, kiedy mnie wyrzucili. Darzyłam ją raczej nieodwzajemnioną sympatią.
- Chyba nie mam wyboru... - spojrzała tęsknie w przeciwną stronę od tej, z której przyszłam. Zastanawiałam się, czy przypadkiem nie boi się mi odmówić. Dopiero teraz zauważyłam przy niej wodę i coś, co pachniało może jak jedzenie, ale i tak bym tego nie tknęła. Zastanawiałam się czemu ma tak małą wydzieloną część i to jeszcze na srebrnym czymś... Czy na kogoś czekała?
- Czy ktoś po ciebie przyjdzie? - zapytałam niepewnie. Moje słowa chyba sprawiły jej ból, po jej pysku przeszedł cień. Chyba właśnie sobie coś uświadomiła. Spuściła głowę i nieznacznie zaprzeczyła. Chciałam jej pomóc. Serce mi się ściskało, bo widziałam w niej dawną siebie. Chciałam dać jej dom, tak jak Wataha Magicznych Wilków dała mi. Byłam gotowa się za nią wstawić w razie, gdyby Alfa nie chciała przyjąć psa do watahy.
- No to w tę stronę - powiedziałam łagodnie i obróciłam się w stronę, z której przybyłam. Spojrzałam na nią przez ramię, a ona podążyła za mną, ciągnąc za sobą krótki kawałek liny, którym była niedawno przywiązana.

<Torance?>

Uwagi: Rozwijaj skróty (np. WMW). Zapomniałaś o kilku przecinkach (np. przed a lub że). "Zważywszy" piszemy przez "ż". Wilki nie mają twarzy!

Od Moone "Szkoła: Polowania" cz. 1

Sierpień 2019
Któregoś dnia, konkretnie w czwartek, poszłam na lekcję polowań. Ten przedmiot był jednym z ciekawszych, gdyż polubiłam zabijanie. Jedzenia, nie wilka. Zajęcia odbywały się na Szczenięcej Polance. Na miejscu była już Aoki i nowy wilk, Shen. Dziś mieliśmy praktykę. Nauczycielka kazała nam upolować rybę, dlatego poszliśmy nad Jezioro. Shen, widać nie był zainteresowany już nami tak jak wcześniej. W połowie drogi doszła jeszcze do nas Narvi, szła pośpiesznym krokiem. Nagle basior przystanął i ją podziwiał.
- Chodź! Nie stój tak! Nie czekaj na nią, dojdzie. - powiedziała Yuki.
- Dobrze, już idę. - odpowiedział.
Pomyślałam sobie, że widocznie Shen się w niej zakochał. Dobrze, że do nas już tak nie chciał zarywać. Gdy byliśmy już na miejscu, to ustawiliśmy się naokoło jeziora.
- Musicie być cicho i skupieni. Inaczej ryba do was nie podpłynie. - wytłumaczyła nam pani.
Przyczaiłam się i wyciągnęłam jedną łapę. Obserwowałam, czy jest coś w wodzie, lecz po chwili przypomniało mi się, jak wyprzedziłam i pobiłam Shena. Chciałam powstrzymać śmiech, lecz wybuchłam i wpadłam do wody. Wystraszyłam nie tylko ryby, ale i też moje koleżanki.
- Co ty wyrabiasz! - wykrzyknęła Yuko.
- Przepraszam... - mówiłam.
Basior się zaczął ze mnie wyśmiewać, a ja tylko się na niego popatrzyłam i szczerzyłam kły. Nagle z mojej blizny wydostał się fioletowy, falujący dymek. Z moich oczu także. Wyszłam z wody. Shen wystraszył się tego, bo na chwilkę za mną pojawił się duch Sagope'a. Ale tylko na chwilkę. Gdy znikł, to zasłabłam. Po przebudzeniu się, wstałam i otrzepałam się, a wilki patrzyły się na mnie zdziwione.
- No co? Ja tak czasem mam. - rzekłam, wymawiając smutno ostatnie słowo. 
- Ciekawe, czy kiedyś tak zaśniesz na zawsze. - powiedział sobie pod nosem.
Popatrzyłam się krzywo na niego z lekkim uśmieszkiem. Kontynuowaliśmy tę lekcję. Czekaliśmy jeszcze długo, aż ktoś złowi pierwszą rybę. Pierwszym wilkiem była Aoki. Była z siebie dumna. Kolejna byłam ja. Łapą uderzyłam o wodę i przyciągnęłam ją do siebie. Wtedy zdobycz wyskoczyła z wody, a ja chwyciłam ją do pyska. Jeszcze się trzepała, ale odeszłam trochę od wody, żeby w razie czego nie uciekła. Pod koniec lekcji zauważyłam, że wszyscy mieli przynajmniej po jednej. Nauczycielka poinformowała nas o tym, że można zjeść swoją ofiarę, lecz jeśli ktoś nie chce, to może ją oddać. Ja jeszcze nie jadłam ryby, więc chciałam ją spróbować. Wzięłam jednego gryza i stwierdziłam, że jest niezła. Zjadłam resztę, gdyż byłam głodna. Pożegnałam się z waderami, a z basiorem nawet nie miałam zamiaru. Wróciłam do siebie. Ułożyłam się do snu. W nocy obudziłam się i popatrzyłam w księżyc. Wtedy mój tata znowu się pojawił. 
- Tato... ja... - jąkałam się- ...tak za tobą tęsknię...
- Ja też, moja kochana. - odpowiedział.
- Też miałeś wrogów? Za szczeniaka?
- Tak, czemu pytasz?
Opowiedziałam tacie o wszystkim co mnie spotkało. Jego głos stał się bardziej, jak by tu ująć, zmartwiony. Brzmiał na zaniepokojonego. Jednak kiedy rozmawiałam z tatą, to usnęłam.

<C.D.N.>
 
Uwagi: Nie "ździwione", a "zdziwione"! Nie "tą lekcję", a "tę lekcję". Przed "ale" stawiamy przecinek.

Od Tori "Porzucona" cz.1 (Cd. Chętny)

 Sierpień 2019 r.
Czułam na sobie wzrok dziewczyny. Przyglądała mi się z niechęcią, prawie pogardą. Była na mnie zła, zawsze. Nigdy nie wiedziałam z jakiego powodu. Kiedy słyszałam jak krzyczy, podkulałam ogon i uciekałam z dala od niej. Przerażała mnie. Teraz, pod samym jej spojrzeniem miałam ochotę się skulić. Jednak starałam się nie okazywać strachu, tak jak kazał mi Piotrek. Chłopiec zawsze wiedział co mówi, jest mądry i dobry. 
- Tori, idziemy. - powiedziała. Wyczułam w jej głosie, postawie, że ból, który tak głęboko skrywała, wzmocnił się. Wstałam cicho i zamerdałam ogonem. Podeszłam do Anny i pozwoliłam, by przypięła do mojej obroży smycz. Spacer - to z pewnością dobrze jej zrobi.
Wyszłyśmy z małego mieszkania. Dziewczyna zamknęła drzwi i zbiegła ze schodów. Mieszkanie było wysoko, co mnie zawsze przerażało. Nie miałam jednak wyjścia. Musiałam biec razem z nią. Po paru minutach byłyśmy już na dworze. Prawie czułam, jak żar bije z nieba. Było tak gorąco... 
Anna skierowała swoje długie kroki w stronę cmentarza. Wiedziałam dokładnie co to za miejsce. Anna lubiła tam chodzić. Lubiła tam płakać i mówić tam do Piotrka, mamy i taty. Chociaż ich tam nie było. Moim zdaniem to nie było zbyt fajne miejsce. Pachniało tam smutkiem i czymś rozkładającym się. Nie rozumiałam, co Annie tak podoba się w tym miejscu. Jednak byłam grzecznym psem, zawsze posłusznie truchtałam przy jej nodze. Na cmentarzu siedziałam i czekałam, aż dziewczyna zabierze mnie z tego strasznego miejsca. Czasem nawet bardzo długo.
Teraz jednak cieszyłam się samym spacerem. Wyczuwałam wokół siebie tyle ciekawych woni, że ledwie zdążyłam się powstrzymać, żeby nie stawać co chwilę i szukać ich źródeł. W końcu doszłyśmy do bramy cmentarza. Nie myśląc o tym długo skierowałam swoje kroki w tamtą stronę. Anna jednak szła w inną stronę. Pociągnęłam ją w odpowiednim kierunku. Może się zamyśliła?
- Tori, nie. Nie dzisiaj. - powiedziała i pociągnęła mnie w inną stronę. Co miałam zrobić? Poszłam tam, gdzie mi kazała. W końcu była... była moją... nową panią. Na wspomnienie tego poczułam łzy zbierające się w oczach. Tor, nie myśl o nim. Nie będziesz płakać. Nie teraz. Nie.
Spojrzałam w dół, na swoje łapy. Szłam bez namysłu tam, gdzie prowadziła mnie Anna. Straciłam ochotę na rozglądanie się i poznawanie świata. Nawet nie zdałam sobie sprawy, ale weszłyśmy do lasu. Tego zakazanego, nawiedzonego - jak zwykł mówić Pio... Nie, stop. 
Nie wiedziałam dlaczego tutaj idziemy, nie powinnyśmy tu być. Ten las jest podobno niebezpieczny. Nie wolno do niego wchodzić, a my w nim jesteśmy. Czułam jak strach formuje w moim brzuchu wielką kulę. Bałam się, tak bardzo się bałam. W pewnym momencie Anna się zatrzymała i kucnęła obok jakiegoś drzewa. 
- Idziemy? Proszę, powiedz, że wracamy! - powiedziałam. Dziewczyna spojrzała w moją stronę, jakby zrozumiała co powiedziałam. Wiedziałam jednak, że to niemożliwe. Ludzie mnie nie słyszą. Zaczęłam się dokładniej przyglądać jej poczynaniom. Właśnie wyciągała ze swojej wielkiej torby moją miskę, torebeczkę z karmą i butelkę wody. Ciekawe po co jej to? Anna, wcale się mną nie przejmując postawiła miskę, napełniła karmą i wodą. Następnie obróciła się w moją stronę i złapała mój pysk w dłoń. Zmusiła mnie, bym patrzyła się jej w oczy.
- Tori, Torance... Mała, to nie tak. Ja nie mogę cię dłużej trzymać, nie mogę cię oddać. Piotrek byłby na mnie zły. Kochany braciszek... On by nie zrozumiał. Muszę to zrobić. Przepraszam cię, psinko... - mówiła, a w jej głosie pobrzmiewał smutek i poczucie winy. Puściła mój pysk, a ja polizałam ją po dłoni. Nic z tego nie rozumiałam, nie darzyłam Anny wielką miłością, jednak zrobiło mi się jej szkoda. 
Nagle dziewczyna wstała i pobiegła w stronę, z której przyszłyśmy. Beze mnie. Próbowałam biec za nią, jednak coś pociagnęło mnie  z powrotem. Smycz. Była mocno przywiązana do drzewa, a wraz z nią i ja. Anna tymczasem znikła za drzewami. Nie było jej. Chciałam wierzyć, że wróci po mnie, jednak gdzieś głęboko słyszałam jak coś mówi "A co jeśli nie? Co jeśli cię tutaj zostawiła?" 
Nie wiedziałam co robić. Wiedziałam, że się nie uwolnię. Zaczęłam skomleć i wyć. "Anno, wróć..." Położyłam się na mchu i czekałam piszcząc. Nic innego mi chyba nie zostało...
***
Nie wiem, kiedy zasnęłam. Obudziło mnie uczucie, że jestem obserwowana. Może to Anna! Szybko wstałam i się otrzepałam. Zaczęłam się rozglądać wokoło i wąchać. Nie wyczułam jednak jej zapachu. Jej, ani żadnego ludzkiego. Za to bardzo dobrze wyczuwałam coś innego, dzikiego, a jednak podobnego do mnie. 
- Yy... - zająknęłam się wystraszona. - Kim jesteś? Co tu robisz? 
Zza krzaków wyszła jakaś postać. Większa ode mnie, psowata, podobna. A jednak nie do końca. Czułam jak jakieś wspomnienie, urywek informacji, próbuje przypomnieć mi o sobie. Bezskutecznie, aż w końcu mnie olśniło. To musiał być wilk, magiczny wilk...
<Ktoś chętny?>
Uwagi: Brakuje daty!