Zacieśnianie więzi

W ramach lepszego zapoznania się ze sobą realizujemy comiesięczny projekt losowania osób, do których można napisać op. i dostać dzięki temu +3 pkt. do każdej z umiejętności (+1 pkt. do mocy).
Link do osób, które zostały wylosowane znajduje się tutaj. :)

czwartek, 20 kwietnia 2017

Od Shenvedő Ashe "Lekcja Obrony" cz.1

Sierpień 2019 r.
 Obudziłem się. Eh. Życie. A co myślałeś? Że pojawisz się w niebie? Tak, w niebie z Navri. Oczywiście. Ehhh. Wstałem, wyczyściłem skrzydła, wyszedłem. A tu co? Oczywiście brzask. Zero słońca. Zero. Ehhhhhh. Poszedłem do Wodopoju. Wypiłem trochę wody. Ciekawe gdzie mieszkają szanowne panie Aoki i Moone. Poszedłem przez Wrzosową Łąkę. Zacząłem szukać ich jaskiń. Szukając tak w końcu odnalazłem jaskinie Monne. Może tak coś jej zrobić? Wiem! Podszedłem do niej. Chwyciłem ją za kłąb, tak by się nie obudziła. Zacząłem ją ciągnąć, co szło mi z wielkim trudem. Była taka ciężka. Gruba bym powiedział. Na jej miejscu ograniczyłbym spożywany tłuszcz. Jęknęła. Usłyszałem, że ktoś nadchodzi. Wszystko działo się tak szybko.
- Hej, Mo... - zobaczyłem nadchodzącą Aoki. Spojrzała się na mnie. - co ty TU robisz? - warknęła.
- Przecież to jest moja jaskinia - powiedziała przez sen Monne. Zaśmiałem się pod nosem.
- Monne! - krzyknęła Aoki, a ja zestresowany ominąłem Aoki i zacząłem uciekać. Po chwili zaczęły mnie gonić. Skoczyłem, rozwinąłem skrzydła i poleciałem w górę. Leciałem tak, a gdy byłem pewny, że za mną nie podążają, wylądowałem w dziwnym miejscu.
- Miau, miau - usłyszałem miauczenie. Podążyłem w tamtą stronę. Zobaczyłem wejście do jaskini. Niepewnie wychyliłem głowę. Zobaczyłem Navri udającą kotka. 
- Mrrrrrmrr - mruczała wtulając się w futro, jej ojca? Chyba tak. Chociaż wcale nie była podobna. Patrzałem na to co wyprawia. TO było dziwne. Był już ranek. Wycofałem się i poleciałem do szkoły. Tooo było dziwne.... Bardzo dziwne. Teraz lekcja obrony. Poczekałem chwile na innych. Dosłownie po paru sekundach przyszedł szaro-czarny basior. Nauczyciel. 
- Dzień dobry - przywitał się.
- Dzień dobry - przywitałem się.
- Jesteś dziś bardzo wcześnie - powiedział.
- Wiem.
- To se poczekamy na resztę - powiedział. I czekaliśmy. Po paru minutach usłyszałem głosy. 
- A kto tu jest? - Obróciłem się w tył. Nikogo nie było. Do przodu też. Odwróciłem się w bok. Zobaczyłem Aoki.
- Zbok - prychnęła Monne - jeżeli następnym razem to zrobisz, to urwę ci te skrzydła zanim piśniesz - zagroziła
- Bo uwierzę - powiedziałem.
- O co ta gównoburza? - zapytał nauczyciel.
- O nic - powiedziały razem i prychnęły.
- A wy co, konie jesteście? - Zaśmiałem się. Zabiły mnie wzrokiem.
- Idź się utop - powiedziała Aoki.
- Jesteście na lekcji uspokójcie się - powiedział Pan Nauczyciel.
- Dobsze- powiedziała obrażona Aoki. Na lekcji było nudno. Mówił co i jak. Nie słuchałem się. Po nudnym ranku przyszła pora na inną nudną lekcje...
 
C.D.N

Uwagi: Nie "poszłem", tylko "poszedłem"! Z tym "d" w środku! W opowiadaniach raczej nie powinno się pisać "se", no chyba, że to cecha charakterystyczna postaci, a takowa do stylu mowy Fermitate nie należy...

Od Suzanny "Wyłamanie ze schematu" cz. 2 (cd. Sierra)

Styczeń 2019 r.
Wyrzucili mnie z pracy. Tak jak myślałam. Dawno mnie w końcu nie było, musiałam się liczyć z tym, że się w końcu mnie pozbędą. Potarłam ręką zmęczoną twarz. Jakoś nie miałam głowy do dodatkowego biegania do pracy, podczas gdy miałam masę roboty w watasze. Samo pilnowanie byłych członków Watahy Czarnego Kruka było dość męczące, nie wspominając o rekrutacji czy kontrolowaniu wszystkich dyżurów. Nawet, jeśli pomagał mi Fermitate, było to niezwykle trudne. Przeszły mnie dreszcze na samą myśl, że wedle tego, co mówił, już za rok go ze mną nie będzie. Samodzielnie radzić sobie z nawałem roboty... Przecież się nie rozmnożę.
Otrząsnęłam się z tej myśli. Czas na rozważania, co zrobić, będzie później. W sumie stojąc tak pod dachem przy wejściu do huty szkła i czekając, aż przestanie tak lać, doszłam do wniosku, że praca robocza raczej nie była dla mnie. Lepsza by była jakaś mniej męcząca fizycznie, papierkowa... Trochę dorosłam, więcej zrozumiałam, więc wiem, co chcę w życiu robić. Udało mi się nawet nauczyć czytać. Byłam z tego powodu bardzo z siebie dumna. Bardzo przydatna umiejętność, jednak wymagała lat praktyki. Może powinnam uczyć tego w szkole? Nie, nie miałabym na to czasu. Westchnęłam w duchu. Tak wiele mogłabym osiągnąć, gdyby tylko dzień nie był tak krótki.
Nagle moje bystre oczy wypatrzyły dwójkę dość osobliwych ludzi. Szczupły mężczyzna, który przypominał mi nieco papugę, niósł równie barwy parasol, a tuż pod nim stała kobieta. Była średniego wzrostu, ubrana w żakiet i dopasowane spodnie o pastelowej barwie. Jej włosy były ciemnobrązowe, koloru gorzkiej czekolady, zebrane w luźny kok, a oczy jasne, przenikliwe. Pod lewym okiem miała dwa pieprzyki. Zastanowiło mnie to, czy nie jest im zimno, ale chwilę później uświadomiłam sobie, że musieli wysiąść przed chwilą z czarnego, wyraźnie drogiego auta.
- There's a perfect place for this scene. Take a photo and let's go to next road.
- That's right, Mrs. Vinyl - potaknął mężczyzna i zrobił zdjęcie chodnika. Ujęli na nim również i mnie. Posłałam im mordercze spojrzenie. Nie miałam pojęcia, o co chodzi, ale nie chciałam pojawić się na okładce żadnego z magazynów. Kiedy przechodzili tuż obok mnie, warknęłam:
- Hej, wy!
Obrócili się w moim kierunku. Ich oczekujące, choć nieco niewyrozumiałe miny wskazywały na to, że mam mówić.
- Usuńcie to zdjęcie.
Patrzyli na mnie jak na głupią.
- Can you speak in English, please? And we haven't got too much time, so you must be a fast.
Nic nie rozumiejąc, poczułam jeszcze większą złość. Zdecydowanie nie był to dobry dzień do denerwowania mnie. Szczególnie, że się nie wyspałam.
- Nie będziecie mnie tutaj zaklinać żadnymi czarami! Mówcie po polsku, inaczej sama wam zabiorę to... - zwróciłam wzrok na urządzenie, które mężczyzna wciąż ściskał w dłoniach - ten... aparat!
Dalej patrzyli na mnie tak, jakbym spadła z księżyca. W końcu kobieta włożyła ręce do kieszeni i na odchodnym rzuciła:
- I said: we haven't got time for a strangers.
Papuga oczywiście pognał za nią, a barwny szalik się za nim ciągnął, powiewając na wietrze. Pilnował, aby nie zalał jej deszcz. Rozzłoszczona kopnęłam pobliską puszkę wypełnioną deszczówką. Trafiłam w okolice nóg przybyszów, przez co ich nogawki były teraz zalane. Z ust kobiety wydobył się okrzyk zaskoczenia. Nie dowierzała w to, co właśnie zrobiłam. Włożyłam ręce do kieszeni, nie odrywając od nich wzroku. Było mi już zimno w dłonie.
- What... you... - wydusiła kobieta, na co ja tylko wzruszyłam ramionami. Wyglądała na naprawdę wściekłą, jednak uznawszy, że nie warto się dalej wykłócać, odeszła. Teraz przynajmniej patrząc na to zdjęcie przypomną sobie brudne spodnie i zmarznięte nogi. Westchnęłam cicho i oparłam się o ścianę.
Powoli zaczynało się wypogadzać. Ulewa zmieniła się w mżawkę, jednak pomimo bluzy z kapturem, nie miałam chęci się jeszcze stamtąd ruszać. Nagle wypatrzyłam dziwnie znajomą sylwetkę. Wyszła z posterunku policji, jednak po jej zachowaniu poznałam, że wcale nie była na żadnym przesłuchaniu, tylko zwyczajnie tam pracowała. Zmarszczyłam brwi. Wyrzucili ją? Nie, wyglądała na zbyt spokojną. Ukucnęła przy przystanku autobusowym i wyciągnęła z kieszeni paczkę papierosów. Kiedy sięgała po zapalniczkę, zwróciłam uwagę na jej oczy. Nie przypominały tych zwyczajnych, ludzkich. Była w nich dzika głębia.
Najciszej jak tylko umiałam, postanowiłam się zbliżyć. Zapach wskazywał na to, że miałam do czynienia z wilkiem. W dodatku z mojej watahy. Poczułam się głupio, że nie umiem jej rozpoznać, jednak postanowiłam tego nie ujawniać. Oparłam się o kant ściany, tak, by znaleźć się jednak pod dachem.
- A zdaje się, że wilki nie mogą palić - skomentowałam.
- Widzisz wyłamuję się ze schematów.
Prychnęłam.
- Żeby co? Nie umrzeć ze starości, jak pozostali, tylko na raka płuc? To żadna imponująca indywidualność.
- To moja sprawa, rozumiesz? Nie możesz się wtrącać w moje życie... - wtedy odwróciła twarz w moją stronę. Uśmiechnęłam się krzywo, wyraźnie ironicznie. Dopiero kiedy zrzuciłam kaptur, jej oczy się rozszerzyły. Poznała mnie.
- Suzanna?
Skinęłam głową. Po chwili jednak uznawszy, że nie ma sensu dziwić się mojej obecności dalej, nieco się rozluźniła się i zaciągnęła ponownie. Kiedy gryzące opary dotarły do mojego nosa, zakasłałam i pomachałam przed twarzą ręką.
- Wiesz, że palacze bierni są bardziej narażeni, niż czynni? - zapytałam.
- W takim razie odejdź.
- Chcę ci tylko to uświadomić - Nagle przypomniało mi się, skąd kojarzyłam jej krwistoczerwone oczy. Była tą koleżanką starej wyroczni. - Kai nie byłby zadowolony.
Znieruchomiała na ułamek sekundy, po czym prychnęła z pogardą. Zaciągnęła się ponownie. Wyglądało na to, że nic sobie z tego nie robi i robić nie zamierza.
- No nic, widzę, że cię to nie ruszy. W porządku. Nie mogę ci zabraniać takich rzeczy. To rzeczywiście twoje życie i szkodzisz samej sobie. Tylko proszę, nie rób tego w pobliżu pozostałych wilków, dobrze?
Mruknęła coś niezrozumiale. Nagle zobaczyłam, że kobieta wraz z jej papuzim towarzyszem wracali. Uśmiechnęłam się z do nich chytrze. Ona mnie jednak całkowicie zignorowała, robiąc długie kroki, a fotograf dalej kicał ponad kałużami z parasolką. Później z rękami skrzyżowanymi na piersi obserwowałam, jak wsiadają do czarnego samochodu. Początkowo sądziłam, że w środku jest jakiś szofer lub to Papuga będzie kierować, jednak kobieta widocznie zdecydowała się sama tym zająć. Grzecznie usiadł wraz z aparatem na tylnym siedzeniu. Odjechali.
- Kto to był? - zapytała cicho palaczka.
- Nie mam pojęcia, ale zrobili mi zdjęcie - mruknęłam z niezadowoleniem, przypominając sobie tamtą sytuację - Kompletnie nie da się z nimi dogadać. Mówią coś w jakimś innym języku z dziwnym akcentem. Przyjechali do Polski, a po polsku mówić nie umieją...
- Może po angielsku? To język między narodowy.
Zrobiło mi się gorąco. Międzynarodowy? To oznaczało, że każdy musiał go znać. Niestety ja miałam okazję porozumiewać się tylko po polsku i podjąć próbę kilku, nieco starszych rodzajów magicznej mowy, jednak szło mi to fatalnie. Kompletnie nie miałam do tego głowy.
- Tak? - wydusiłam z siebie. Zaśmiała się ironicznie, najwyraźniej rozumiejąc, co tutaj zaszło. Nie skomentowała tego jednak w żaden sposób. Oj no, każdemu zdarzają się błędy...
- Zróbmy wymianę - zaproponowałam po chwili, akurat wtedy, kiedy zduszała niedopałka butem.
- Jaką?
- Ty nikomu nie powiesz o mojej wtopie, a ja nie powiem Kai'emu o tym, że palisz.
- A miałaś zamiar to zrobić?
- Cóż, to już zostawię dla siebie - powiedziałam nieco nieprzyjemnym tonem. Zamyśliła się, po czym z zrezygnowaniem oznajmiła:
- Niech ci będzie - zrobiła pauzę - Ale obiecujesz?
Zaśmiałam się.
- Akurat słowa to ja zawsze dotrzymuję.
Trochę jej ulżyło. Wstała na równe nogi.
- Pracujesz tu? - Kiedy skinęła głową, zapytałam: - Masz przerwę?
- Coś w tym rodzaju... Jestem zwolniona z reszty godzin z dzisiaj.
Pokiwałam w zamyśleniu głową. Dobrze, że przynajmniej ktoś martwił się o utrzymanie domu w Mieście. Swoją drogą ciekawe, czy ktokolwiek go odwiedzał.
- Przestało padać. Wracasz do watahy? Możemy iść razem - zaproponowałam, choć raczej wolałam przebywać sama. Odrobina towarzystwa od czasu do czasu chyba jeszcze nikomu nie zaszkodziła.

<Sierra? Ciesz się i raduj, że w końcu ktoś odpisał. Nic specjalnego co prawda... ale przynajmniej masz co pisać.>

środa, 19 kwietnia 2017

Od Navri "Jestem młodsza, ale nie gorsza" cz. 1

Sierpień 2019 r.
Mówią, że jestem za słaba na wzięcie udziału w praktycznych lekcjach. Nawet tata. Dlaczego tak we mnie nie wierzą? Co prawda jeszcze nie miałam okazji do pokazania na co mnie stać, ale to nie jest znak, by mnie na samym początku skreślać. Jestem młodsza, ale nie gorsza. Pokażę im, że jestem w stanie im dorównać. Nawet, jeśli uczą się od jakiegoś czasu i są na wyższym poziomie.
Tata uparł się, by mnie odprowadzić, więc teraz truchtałam tuż obok jego długich nóg pokrytych niebieskim futerkiem, w które tak lubiłam się wtulać, zasypiając. Cały czas miałam powieki przymrużone, gdyż idąc lasem, czego szczerze nie znosiłam, na przemian świeciło słońce i wpadaliśmy w cień. Oczy mnie od takiego zjawiska nieźle bolały. Uniosłam pyszczek w stronę taty. Nawet, jeśli był za czymś w rodzaju mgły, widziałam, że ma pewne obawy co do mojego nauczania. Pewnie nie chciał mnie tam zostawiać.
Niebawem dotarliśmy na miejsce. Na polanie już turlały się szczeniaki, przepychając się i szarpiąc za swoje uszy. Zauważyłam, że był tam również ten nowy, który każe się nazywać Shenem. Niezbyt za nim przepadałam, był zbyt towarzyski. Szczególnie, kiedy próbował mnie zagadywać. Jeszcze nigdy mu nie odpowiedziałam. Właściwie, nawet nie miałam takiego zamiaru. Kiedy tylko szczeniaki mnie dostrzegły, dumnie uniosłam podbródek. Aoki od razu się zerwała z trawy i do mnie podbiegła.
- Navri! Przyszłaś nas odwiedzić?
- Przyszła się uczyć - odpowiedział mój tata. Ruda wadera szybko uniosła łepek na jego pysk. Był znacznie od niej wyższy, więc widziałam, że zadrżała lekko.
- Jest chyba za malutka, proszę pana - odparła trochę ciszej. Tata się tylko uśmiechnął i zwrócił pysk w kierunku obcej mi wadery o nieprzyjemnych, zielonych oczach. Napięłam wszystkie mięśnie, ale nie reagowałam w żaden bardziej widoczny sposób. Czy to nauczycielka? Przypominała mi cień.
Tata do niej podszedł. Pobiegłam za nim, chcąc podsłuchać, o czym rozmawiają.
- Cześć, Yuki. Już wszystko omówiliśmy z Alfami. Navri dołącza do twojej grupy. Postaraj się, aby miała trochę łatwiejsze zadania...
Zmierzyła mnie zielonymi ślepiami. Nie była zbyt zadowolona z takiego zarządzenia.
- Nie będę robić forów komuś, kto i tak twierdził, że jest dość dobry, by się uczyć wcześniej - zakpiła - Sprawa jest prosta. Nie da rady spełniać moich poleceń: nie ma przychodzić, póki nie będzie w odpowiednim wieku. Chyba była taka umowa.
- Alfa nic nie mówiła...
- W takim razie to ja tutaj jestem nauczycielką i to ja wyznaczam zasady, jakimi będę się kierować. Program nauczania stworzyłam sama i nie pozwolę sobie, aby ktokolwiek mi dyktował, co mam robić, a czego nie.
To zamknęło usta mojemu tacie. Nie wyglądał na zachwyconego. Spoglądałam to na niego, to na waderę o imieniu Yuki.
- Dzieci! W szeregu zbiórka! - ryknęła nagle samica. Na jej polecenie zbiegły się wszystkie szczeniaki i ustawiły w równej linii, jeden obok drugiego. Wiedziałam, że tacie podejście Yuki się to nie podoba, jednak posłał mi taki uśmiech, jakby mówił, że wszystko będzie dobrze. Popchnął mnie delikatnie nosem w kierunku pozostałych, więc niechętnie poczłapałam do rówieśników. Chyba pierwszy raz na tak długo odłączę się od taty, w dodatku po to, by się uczyć. Przeszedł mnie dreszcz podniecenia. Ja jeszcze pokażę tej całej Yuki, że wcale nie jestem taką łamagą, na jaką wyglądam. Tata zniknął za drzewami.
- Wspaniale - syknęła pod nosem, widząc, że jednak nie uciekłam. Posłałam jej beznamiętne spojrzenie. - Od dziś mamy nową koleżankę na zajęciach. Jest nią... - urwała, wyraźnie nie pamiętając mojego imienia. Nie zdążyłam sama odpowiedzieć, bo robiłam to zawsze z opóźnieniem, przez wciąż niewypracowany aparat mowy. Wyręczyły mnie szczeniaki:
- Navri!
Wyglądały na zadowolone z mojej obecności. Ciekawe, dlaczego. Czy praca w większej grupie nie czasem jest trudniejsza? Poza tym chyba przyszliśmy tutaj się uczyć, a nie rozmawiać. To nie spotkanie towarzyskie, tylko ciężka praca. Chciałam coś wynieść z tego na przyszłość.
- Dziś będziemy polować na ryby.
- Znowu? - jęknęły szczeniaki. Tylko Shen wyglądał na całkowicie nieobecnego. Całą swoją uwagę skupiał na mnie, sądząc, że tego nie widzę. Od samego początku wbijał w nas natrętne spojrzenie. Chciał czegoś, ale nie miałam pojęcia, czego.
- Już opracowaliśmy pułapki, więc możecie spróbować je wykorzystać. Ten, kto złowi najwięcej ryb, wygrywa.
- Co takiego? - dopytała Moone.
- Brak lania - syknęła. Szczeniaki się skuliły, ale kiedy nauczycielka ruszyła z polany w głąb lasu, wszystkie posłusznie za nią podążyły.
- Będziemy padnięci, a mamy jeszcze później lekcję magii... Kai będzie się znowu denerwował, że wyglądamy jak żywe trupy - mówiła półgłosem Moone do Shena. Ten tylko potakiwał. Zmarszczyłam nos. Trochę racji jednak mieli. Zanosiło się na to, że ja również będę miała w przyszłości taki problem, szczególnie, że wychodziło na to, że nie mamy zbyt wiele przerwy między kolejnymi zajęciami.
- A ja idę do domu! - wtrąciła Aoki, jednak starsze szczeniaki zmierzyły ją wzrokiem. Uśmiechnęła się tylko triumfalnie, zupełnie jakby miała powód do radości. Niebawem sama będzie narzekać, a Moone i Shen będą się śmiać, bo już ukończą szkołę. Cały czas mrużyłam oczy i wlokłam się za pozostałymi. Im dłużej szliśmy, tym mniej chęci do nauki miałam. Nigdy nie potrzebowałam się jakoś bardzo wysilać fizycznie, a taki start nie zanosił się dobrze. Miałam nadzieję, że jezioro lub staw będą w słońcu. Jeśli jednak padnie na cień... już po mnie.
- Razi cię słońce, że tak mrużysz ślepka? - zagadała Moone. Nie odpowiedziałam. - Bo słyszałam, że w Mieście ludzie chodzą z takimi przyciemnianymi szkiełkami na oczach, żeby ich nie raziło. Nazywają to okularami przeciwsłonecznymi. Możesz kogoś poprosić, aby ci kupił, albo co...
Wciąż milczałam. U mnie problem był odwrotny, a rozwiązanie nie było tak proste, jak jej się wydawało. Co jeśli bolała mnie ciemność, a nie jasność? Czy są szkiełka, które rozjaśniają widok? Naświetlają oko? Chyba nie.
Zatrzymaliśmy się przy stawie. Na szczęście nad nim nie było żadnych gałęzi, więc było dość jasno, bym dostrzegła, że w wodzie pluskały się dziesiątki rybek o błyszczących, kolorowych łuskach. Jeszcze nigdy nie polowałam. Przełknęłam ślinę.
- Gotowi, do startu... Start! - krzyknęła nauczycielka do wilków, które już się ustawiły na odpowiednich stanowiskach. Ja jako, że się zamyśliłam, stałam zbyt daleko. Moone i Aoki sprawnie maczały łapki i pyszczki we wodzie, starając się wyłowić którąś z rybek, a Shen widocznie wpadł na inny pomysł. Dosłownie w momencie startu skoczył do wody. Z wrażenia aż podbiegłam, żeby zobaczyć, co kombinował. Jednak umiał pływać i nurkował. To jednak raczej rozpraszało rybki, lecz zdawał się tego nie dostrzegać. Od razu było widać, że albo nie uczęszczał na lekcje, albo nie uważał. Taka strategia nie należała do najlepszych.
- No dalej, Navri! Do roboty! - poganiała Yuki. Ogarnęła mnie lekka irytacja. Nie miałam pojęcia, jak się za to zabrać, a miałam łowić. Nie wiedziałam nawet, czy w razie poślizgu i wpadnięcia do wody bym się nie utopiła. Zerknęłam raz jeszcze na koleżanki i zdecydowałam robić to samo, co one. Jednak moja łapka była za krótka, by sięgnąć chociażby tafli z wyższego brzegu, więc przeniosłam się na nieco niżej usytuowany punkt. Tam jednak nie pływały ryby. Miałam ochotę powiedzieć coś niemiłego w kierunku Shena, który skuteczne je odganiał, ale dałam sobie spokój. I tak by nie usłyszał.
Moone wyłowiła najwięcej rybek. Aoki zabrała się za robienie prostej konstrukcji z gałązek, która musiała być tą pułapką, o której wspominała Yuki. Shen właśnie wyrzucił pierwszą złowioną rybę na brzeg. Ja dalej stałam, nie bardzo wiedząc, co ze sobą zrobić.
- Łowić, łowić!
Zdecydowałam się w końcu wejść do wody, zupełnie jak basiorek. Tata mi kiedyś wspominał, że każdy psowaty umie pływać od urodzenia i okazało się to być prawdą. Na całe szczęście. Próbowałam nurkować, jednak wychodziło mi to naprawdę kiepsko. Pływałam w kółko jak głupia, będąc nieprzyjemnie morką. Było mi zimno. Podążyłam na płyciznę, by tam się otrząsnąć z lodowatej wody, jednak kiedy tylko to zrobiłam, poczułam na plecach przyjemne ciepło. Zaczęłam się opalać. Patrząc, jak cała reszta grupy zawzięcie łowi, poczułam, że coś mnie połaskotało w łapę. Były to... rybki. Uznając moje łapy za jakieś kłody, pogryzały futerko. Miałam ochotę odskoczyć i uciec od dziwnego łaskotania, ale uznałam to za moją jedyną szansę. Szybko zanurzyłam pyszczek i zacisnęłam szczęki. Udało mi się pochwycić za jednym razem dwie małe rybki. Jako, że wbijałam w nie tępe jeszcze zęby, nie poczułam krwi, tylko dziwne chrzęszczenie. Chyba połamałam im ości.
Pomimo tego, że udało mi się upolować najmniej, byłam najbardziej zadowolona ze swojego dokonania, choć nie okazywałam tego przed nikim, prócz taty, który przyszedł niedługo po zakończeniu zajęć.

<C.D.N.>

Uwagi: Brak.

poniedziałek, 17 kwietnia 2017

Wakacyjna sztafeta (propozycja)

Chciałabym Wam zaproponować pewien projekt, który odbędzie się (prawdopodobnie) w te wakacje. Wiele zależy od Waszej decyzji. Wasze opinie wyrażajcie przez okienka z reakcjami przy poście (niżej o ich znaczeniach) udział w ankiecie oraz komentarzy.
Przejdźmy może do wyjaśnień.
W wielkim skrócie
Chodzi o zrobienie regularnej serii opowiadań na WMW, do którego będzie stały program, zupełnie jak ten telewizyjny. Przykład:
23.07
4:00: seria 1: "Jedenjedenjeden", część 1
8:00: wszystkie inne opowiadania, które mi nadesłano, niezwiązane ze sztafetą
12:00: seria 2: "Dwadwadwa", część 1
16:00: wszystkie inne opowiadania, które mi nadesłano, niezwiązane ze sztafetą
20:00: seria 3: "Trzytrzytrzy", część 1
24:00: wszystkie inne opowiadania, które mi nadesłano, niezwiązane ze sztafetą

24.07
4:00: seria 1: "Jedenjedenjeden", część 2
8:00: wszystkie inne opowiadania, które mi nadesłano, niezwiązane ze sztafetą
12:00: seria 2: "Czteryczterycztery", część 2
16:00: wszystkie inne opowiadania, które mi nadesłano, niezwiązane ze sztafetą
20:00: seria 3: "Trzytrzytrzy", część 2
24:00: wszystkie inne opowiadania, które mi nadesłano, niezwiązane ze sztafetą

Czym są owe "serie/sztafety"?
To coś w rodzaju przygód, jednakże nie są one luźnym pomysłem i mają ustaloną fabułę. Udział może brać w jednym od 3 do 10 postaci. Każdy wilk może brać jednocześnie udział w 5 seriach (zgłoszenie samej chęci wzięcia udziału w wybranej akcji również liczy się jako seria aktywna). Każdy z członków może zaproponować własne pomysły, wraz z fabułą czy wymogami. Wówczas to oni trafiają na stanowisko "organizatora".
Na start chciałabym Wam podsunąć 10 tematów na serie. To, czy się pojawią zależy od Waszej decyzji, czy projekt będzie realizowany.
Planowane są również serie łączone z innymi stadami!

Kim jest organizator?
Jest to osoba, która zdecydowała się panować nad całą sytuacją. W jakim sensie? Otóż musicie się zorganizować sami. Począwszy od kolejki pisania, a skończywszy na porozumiewaniu się przed publikacją. To po prostu taki jakby szef. Nie musi on być przywódcą w opowiadaniu.

Kiedy pojawią się same tematy?
Kiedy zdecydujemy, czy sztafeta się odbędzie. Jeśli będziecie za, najwcześniej za ok. tydzień, najpóźniej na początku maja.
Przykładowy temat:
Grupa poszukiwawcza
Opis: Grupa wilków udaje się na poszukiwania wyjątkowych roślin. Na końcu zapasy zostaną połączone, podzielone i zostaną wyważone określone wcześniej eliksiry. Ich podział jest również zależny od decyzji wilków.
Fabuła: Nieznana, powstanie w trakcie pisania.
Organizator: (poszukiwany!)
Wymagania: pisanie op. na min. 50 linijek, w którym odnajduje się rośliny
Wymagana ilość wilków: 8
Przewidywana ilość części: 24
Częstotliwość publikacji: codziennie/raz na 3 dni/co tydzień/co 2 tygodnie/co miesiąc
Nagrody: 30 pkt. za op.; końcowo podział uzbieranych roślin i ewentualne wykorzystanie eliksirów na wybranych wilkach
Status: oczekujący/trwający/zakończony

Od kiedy można pisać?
Od momentu zebrania pełnego zespołu. Jeszcze przed rozpoczęciem wakacji możecie tworzyć (ba! jest to wręcz wskazane), wysyłając sobie poszczególne części między sobą na Howrse/przez e-mail oraz do mnie, bym mogła skontrolować, czy wszystko jest w porządku. Która grupa jest najlepiej zorganizowana, ta trafia na początek wakacyjnego grafiku. Wcześniej każda z części nie jest publikowana.

Jak wygląda sam dobór grafiku?
Decyduję, jak będą wyglądać jego proporcje tydzień przed. Czyli np. jeśli dostanę w ostatnim czasie 8 opowiadań zwykłych, a tylko 2 na sztafetę, wówczas wychodzi na to, że 80% będzie tymi właśnie innymi op., a 20% sztafetą. Czyli na dzień 3 op.: 2 normalne, 1 na sztafetę; godziny publikacji to 8:00, 16:00 i 24:00.
To, która sztafeta dostanie akurat swoją kolej zależy od ilości części (a raczej %, w jakiej jest ukończona) oraz ustalonej częstotliwości publikacji. Muszą się wyrobić z wysyłaniem opowiadań jeszcze przed ustalonym dniem publikacji.

Co jeśli jakaś z grup spóźni się z daną częścią?
Wypada z kolejki. Jej miejsce zajmuje inna, jeszcze niepublikowana (lub z zawieszoną publikacją, jeśli również "wypadła"). Może wrócić dopiero, kiedy napisze dość dużo op., by zająć cudze miejsce.

Jak wygląda pisanie serii z innym stadem?
Na tamto stado również wjeżdża coś w rodzaju sztafet. Wówczas również trzeba się zorganizować z chętnymi członkami owej watahy. Oni publikują swoje op. na swoim blogu, my na swoim. Z tym, że jeśli np. część 1, 3, i 6 z kolejki należy do członka WMW, to na końcu cz. 1 jest link do drugiej (tej na tym innym blogu, weźmy na to na CK) oraz na początku trzeciej. Na CK na początku tej drugiej jest link do pierwszej oraz na końcu do trzeciej. Jako, że WMW ma tylko część 3 i 6, a CK 4 i 5, to również pojawią się wszystkie linki przy poprzedniej części (czyli w tym przypadku jest to część trzecia: tam, na jego końcu, pojawi się link do części 4 i 5 oraz na początku szóstej).

Czy mogę stworzyć serię wspólną z moją watahą?
Możesz, ale pod warunkiem że pracujesz sprawnie (czyli jesteś w stanie ogarnąć wszystkie grafiki tak, aby współgrały z WMW) i Twój blog jest aktywny.

Znaczenie reakcji pod tym postem:
  • Zabawne: Pomysł świetny, na pewno wezmę udział!
  • Ciekawe: Niby pomysł dobry, ale nie wiem, czy się powiedzie. Nie wiem, czy się zaangażuję, ale raczej tak.
  • Pouczające: Pomysł w porządku, ale jest nas za mało - wstrzymaj się z realizacją do być może kolejnych wakacji. Nie wiem, czy wezmę udział, ale raczej nie.
  • Głupie: Nie zgadzam się, uważam, że to nie ma sensu. Nie wezmę udziału.
Ponadto możecie napisać komentarz. Możecie ustawić autora jako anonimowego, więc możecie nawet pisać nie posiadając konta.

Mam nadzieję, że nie napisała tego aż tak chaotycznie, jak wydaje mi się, że jest.
Proszę o pomoc w podjęciu decyzji!
Administratorka bloga