Zacieśnianie więzi

W ramach lepszego zapoznania się ze sobą realizujemy comiesięczny projekt losowania osób, do których można napisać op. i dostać dzięki temu +3 pkt. do każdej z umiejętności (+1 pkt. do mocy).
Link do osób, które zostały wylosowane znajduje się tutaj. :)

sobota, 19 listopada 2016

Od Zirael "Nowonarodzona" cz. 3 (c.d. Miniru)

Marzec 2018 r.
Nie wiem, jak długo byłam nieprzytomna. Obudziłam się raz, w jaskini nieznanej mi wadery, potem znowu straciłam przytomność. Po ponownym odzyskaniu przytomności próbowałam sobie przypomnieć co się stało po moim zaiste nieudanym polowaniu. M... Minira? Miniro... Miniri... Miniru. Nazywała się Miniru. Była strażniczką czegoś tam i znajdowałyśmy się w watasze. W Watasze Magicznych Wilków z tego, co pamiętam. Potem przyszedł ktoś i tu urwał mi się film. Postanowiłam wstać, jednak po chwili się zachwiałam i upadłam. Bolało, ale to akurat nie było nic nowego. Po jakimś czasie ktoś przyszedł - jak mniemam, był to ten „ktoś” kto po mnie wtedy przyszedł. Astrid. Miniru prosiła, żeby ktoś ją zawołał. Wadera poinformowała mnie o tym, gdzie jestem, ile czasu minęło i w jakich okolicznościach tu trafiłam. Okazało się, że Miniru mnie odnalazła podczas swojego polowania. Później trafiłam tu, czyli do Wilczego Szpitala. Dodała również że byłam dosyć długi czas nieprzytomna, ale już jestem zdrowa. Później poszła zawołana przez kogoś, kto najprawdopodobniej potrzebował jej pomocy. Miałam tylko nadzieję, że ten wilk nie został stratowany przez jelenie jak ja. Zdecydowanie nie polecam.
Wyszłam z postanowieniem odnalezienia Miniru. Była strażniczką, czego mogą strzec strażnicy? Prawdopodobnie wszystkiego, ale i tak zamierzałam ją odszukać. Chciałam jej podziękować i - co było niestety najprawdopodobniej główną przyczyną - myślałam, że po rozmowie z nią będę wiedzieć co robić dalej. Skarciłam się w duchu za moje egoistyczne zachowanie. Oczekiwałam, że mi pomoże? Już to zrobiła. Co zrobię muszę obmyślić sama i nikt mi w tym nie pomoże, ponieważ każdy ma swoje własne problemy i nie ma ochoty zajmować się cudzymi. Tylko czasem zdarza się ktoś taki jak Miniru i ci pomaga.
Szłam tak przez jakiś czas, zastanawiając się czego to ona może strzec, kiedy ją dostrzegłam.
- Cześć - zaczęła pierwsza - cieszę się, że już wyzdrowiałaś.
- Cz-cześć - nie byłam zbytnio przystosowana do powitań - Dziękuje, że mi wtedy pomogłaś. - moje dialogi były dosyć sztywne, ale wadera zdawała się nie zwracać na to uwagi.
- Nie ma sprawy! - Uśmiechnęła się. Właściwie, cały czas wydawała się uśmiechać przez jej blizny przy ustach. Postanowiłam o nie nie pytać - przynajmniej nie teraz - Co zamierzasz teraz robić?
To pytanie mnie oprzytomniło. Zastanawiałam się przez chwilę aż w końcu sama postanowiła mi coś zaproponować.
- Wiesz, jeśli nie masz dokąd wracać to prawdopodobnie możesz do nas dołączyć. - miałam wrażenie, że uśmiechnęła się szerzej.
- Prawdopodobnie?
- Musisz iść do Alfy. Nie sądzę, żeby miała coś przeciwko, ale wolę niczego nie obiecywać.
Wstawanie rano, jedzenie i spanie zrobiło się już po prostu nudne. Dni, które nie różnią się od poprzednich i które nie będą różnić się od kolejnych. I tak okazuje się, że stratowanie przez jelenie to najlepsza rzecz, która mi się kiedykolwiek przydarzyła. Nie chciałam przebywać z dala od innych. Takie życie prowadzi tylko do zapomnienia. A ja nie chciałam zostać zapomniana. Postanowiłam przyjąć propozycję.
- Więc gdzie mogę ją znaleźć? - Tym razem Miniru na pewno się uśmiechnęła.
- Zaprowadzę Cię - powiedziała i już zaczęła zmierzać w stronę gdzie spodziewała się ją zastać.
"Miniru jest prawdopodobnie najbliższym mi wilkiem. Zainteresowała się mną bardziej niż rodzina" pomyślałam. Uśmiechnęłam się - coś nowego po tylu dniach obojętności - a po moim policzku spłynęła łza. Tym razem łza szczęścia. Szybko ją wytarłam i pobiegłam za waderą.

<Miniru?>

Uwagi: "Zaiście"? Prędzej "zaiste". Nie bardzo wiem, po co są te "dziury" w tekście.

środa, 16 listopada 2016

Od Miniru "Nowonarodzona" cz.2 (cd. Zirael)

Marzec 2018
Obudził mnie okropny głód. W brzuchu aż mnie skręcało. W końcu nic nie jadłam od... wczoraj? W sumie tego nie pamiętałam... Jak zwykle... Wyszłam ze swojej jaskini, co nie było dla mnie zbyt przyjemne, ponieważ śnieg nie rozpuścił się do końca. Przeszłam przez las na polanę i wzięłam głęboki wdech. Zachwycałam się pięknym zapachem zbliżającym się rozkwitem wiosny. W oddali ujrzałam stado jeleni. Uznałam, że to dobry wybór na nie troszeczkę zapolować. Uśmiechnęłam się śmiało i popędziłam w ich stronę, zaczęły uciekać. Najpierw ruszył jakiś starszy, a po kilku chwilach reszta.
- Ach... Nie uciekniecie daleko... - miałam dzisiaj jakiś dobry humor. Zatrzymałam się na chwilę, bo w oddali zobaczyłam wilka.
- Czyżbym miała kolejne zwidy? - powiedziałam sama do siebie i nadal wpatrywałam się w waderę. Wyglądała na strasznie osłabioną i przygnębioną. Podeszłam bliżej i ukryłam się za krzakami. Wilczyca zaatakowała starszego jelenia i na swoje nieszczęście nie zauważyła pozostałych. Ruszyła za swoją ofiarą. Zanim się obejrzałam, reszta nadbiegła i ją staranowała. Poraniona uleciała w bok. Zastanawiałam się czy do niej podejść i po chwili to zrobiłam. Zakrwawiona leżała i mówiła coś pod nosem, a po chwili zemdlała. Wzięłam ją na swoje plecy nie zważając na krew. Starałam się jej nie skrzywdzić i zaniosłam ją do swojej jaskini.
  Od dłuższego czasu nie ruszała się lecz, wreszcie zaczęła się wiercić. Wyszłam z jaskini i zaczęłam wołać, by ktoś zawołał Astrid. To środka zebrało się kilka wilków. Powoli wadera otwierała oczy i zapytała:
- Co się stało?
- Witaj - powiedziałam głosem spokojnym - znajdujesz się w Watasze Magicznych Wilków.
- A ty to? - zapytała z niechęcią i odczuwalnym żalem do siebie.
- Jestem Miniru, strażnik terenów. Widziałam twoją wpadkę z jeleniami... - ściszyłam głos. - A twoje imię?
- Zirael...
- Już jestem! Co jest? - do jaskini wpadła Astrid pełna przerażenia.
- Zirael jest ciężko ranna. Stratowały ją jelenie...
- Poważna sprawa... Zabiorę cię do szpitala i zobaczymy, czy kości są całe. Miniru, dobrze, że ją znalazłaś. - powiedziała i wyszła z Zirael na plecach. Naprawdę czuję, że polubię się z nią, ale co ja mogę przeczuwać? Jestem tylko zwykłym wilkiem...
  Niespodziewanie Suzanna zjawiła się u mnie.
- Gdzie jest? - zapytała przyglądając się mi ze zdziwieniem - jak to ona.
- Kto? - odpowiedziałam i zupełnie zapomniałam co się działo przed chwilą.
- Jak to nie wiesz? Przecież słyszałam jak wołałaś Astrid! Kto jest ranny?!
- Wadera, którą zobaczyłam na polanie. Nazywa się Zirael i jest w szpitalu. - powiedziałam, a Alfa wyszła i więcej jej dzisiaj nie zobaczyłam.

<Zirael?>

Uwagi: Staraj się pisać trochę dłuższe op. Na końcu op. również zaznaczaj, do kogo op. jest kierowane. Pisząc o dacie na początku używaj raczej konkretnego miesiąca, a nie pory roku.

poniedziałek, 14 listopada 2016

Od Zirael "Nowonarodzona" cz. 1 (c.d. chętnego)

Marzec 2018 r.
Był to mglisty, zimny poranek. Obudziłam się dość wcześnie i postanowiłam wyjść z nory w poszukiwaniu jedzenia. Nory - pozostałości po lisach, które zdechły z głodu, nie dalej jak miesiąc temu. „Marny ze mnie wilk, skoro nawet jaskini nie mam” - ta myśl przywitała mnie wraz z chłodnym wiatrem uderzającym mnie w twarz. Nie mogłam spostrzec różnic między dzisiejszym a wczorajszym dniem - wszystkie tak samo się zaczynają i tak samo kończą. Właściwie śmierć lisów była ostatnio jedynym urozmaiceniem. Gdyby się zastanowić to trochę mi ich było szkoda. Przetrwały całą praktycznie całą zimę i zdechły pod koniec lutego. „No cóż - nie mam niczego lepszego do roboty oprócz rozmyślania nad marnym żywotem jakiś tam lisów, których nie znałam? Muszę polować i jeść, żeby nie skończyć jak one”. Potruchtałam w bardziej ustronne miejsce, położyłam się i czekałam. Liczyłam na trochę zabawy. Zając śmignął mi przed oczami, ale nie zareagowałam. Nie ma nic ciekawszego? Wstałam i już miałam łapać zająca, kiedy ukazał mi się jeleń. Właściwie nie ukazał tylko biegł panicznie w drugą stronę. Za późno. Rzuciłam się w pogoń. Był dosyć stary i sam, co było dość ciekawe. Zresztą sama jestem jakimś wyrzutkiem - zdecydowanie częściej wilki znajdują się w watahach. Biegłam coraz szybciej wiedząc, że za chwilę stracę go z oczu. Kątem oka zauważyłam, że coś wybiega z boku. Nie miałam czasu się obejrzeć - zostałam zmiażdżona pod kopytami najprawdopodobniej jego kolegów, nadziana na poroże, rzucona dalej. Jelenie zwykle nie atakują - to dopiero jest abstrakcja. Jednak ból przypominał mi, że to rzeczywistość. Jelonek, kochany pogalopował dalej z kolegami, a ja zwijałam się w bólu. Chciałam wrażeń? To je dostałam. Biały puch wokół mnie powoli zamieniał się w szkarłat. Umrę zdeptana przez moją ofiarę. Żałosny ze mnie łowca. Deptana od początku do końca. Bywa. Czułam jednak coś jeszcze oprócz zażenowania - smutek i żal.
- Nie chcę! - zapomniałam już jak brzmiał mój własny głos - Nie chcę umierać! Nie tu, nie teraz, nie w ten sposób! - łzy lały się potokami. Nie próbowałam nawet ich powstrzymywać.
- Zostanę zapomniana... Nikt nawet nie wie, że istniałam. Że tutaj byłam... A ci, co wiedzieli to albo nie żyją, albo mnie nie chcą. Albo nigdy się mną nie interesowali... - wspominałam ciotkę. Jak obiecywała, że w razie gdyby moim rodzicom się coś stało się mną zaopiekuje - WIĘC GDZIE JESTEŚ?! - Plułam krwią. Moje słowa stawały się już tylko niewyraźnym, żałosnym skowytem. Zastanawiałam się nad tym tak naprawdę, nic nigdy dla nikogo nie znaczyłam. Może z wyjątkiem rodziców.
Zobaczyłam waderę. Niewyraźną, dostojną postać. Nie wiem właściwie czy naprawdę ją zobaczyłam, czy było to tylko wyobrażenie spowodowane silną chęcią posiadania teraz kogoś przy sobie. W końcu mój żywioł to iluzja. Mimo to wydawała się taka znajoma...
Wiem, że straciłam przytomność. Obudziłam się z ogromnym bólem głowy. Nie rozpoznawałam miejsca, w którym się znajdowałam. Zamiast polany, wokół mnie wirowały nagie drzewa. Zamknęłam i otworzyłam oczy, chciałam, żeby obraz się uspokoił. Śnieg, na którym leżałam był tak nieskazitelnie biały, że zaczęłam się zastanawiać czy prawdziwy. Nie miałam siły się odwrócić głowy, żeby spojrzeć na moje rany. Znowu zobaczyłam wilka. Wadera? Nie, równie dobrze mógł być to basior, stał za daleko, żebym mogła dokładnie się przyjrzeć. Jeszcze ten wirujący obraz... Poczułam, że znowu odpływam.
- Zawołajcie Astrid. Szybko! - ostatnie co pamiętam to te słowa.
- Chyba się budzi... - otworzyłam powoli oczy.
- Co się stało? - miałam lukę w pamięci. Powoli przypominałam sobie zdarzenia, w moim mniemaniu, wczorajszego dnia.
- Witaj - wilk obok mnie się uśmiechnął - znajdujesz się w Watasze Magicznych Wilków.

< Kto mnie uratował :)?>

Uwagi: brak

sobota, 12 listopada 2016

Od Annabeth "Dołączenie" cz. 1

Marzec 2018 r.
Kolorowe motyle latały dookoła mnie. Było ich tyle, że widziałam tylko tęczę, szybko tańczącą przed moimi oczami, niepozwalającą skupić mi się na detalach. Nie przeszkadzało mi to jednak, gdyż sama nie potrafiłam długo ustać w miejscu. Nawet teraz, obserwując te wspaniałe stworzenia, biegałam i skakałam, próbując złapać chociaż jednego w mój pyszczek. Właśnie brałam rozbieg gdy...
Poczułam zęby mojej mamy na karku. Nie przeszkadzały mi, a wręcz przeciwnie, czułam spokój i komfort, który zapewnić mi może tylko mój rodzic. Zrelaksowałam się i domyślając się, że mama chce jedynie zabrać mnie wycieczkę, powróciłam do snu o pięknych motylkach i zielonych łąkach.
Gdy ponownie się obudziłam, czułam ciepłe promienie słońca ogrzewające moje brązowe futerko. Przewróciłam się leniwie na drugą stronę, nie chcąc jeszcze przyjąć do wiadomości, że moje marzenie senne nie było prawdziwe. Po przypomnieniu sobie o byciu wyniesionym przez moją mamę wstałam i otrzepałam swoje futerko ze śniegu, próbując wybudzić się do końca poprzez szybkie ruchy mojego ciała. Gdy mogłam już spojrzeć na drzewo bez przymykania oczu, postanowiłam, że rozglądanie się za moją rodziną byłoby pewnie dobrym pomysłem. Obracając się w kółeczku, spróbowałam znaleźć coś znajomego, lecz niestety nie udało mi się, ponieważ dookoła mnie widziałam tylko gołe drzewa, oraz zaspy ze śniegu. Zaczęłam iść w losową stronę, poszukując znaku życia. Po przebrnięciu jednego kilometra drogi zaczęłam się męczyć, lecz na całe szczęście zobaczyłam jasną, wysoką (chociaż w porównaniu do mnie wszystko i każdy jest ode mnie wyższy) sylwetkę, chociaż jasnobrązowe cętki na jej grzbiecie sprawiły, że była widoczna pomimo zimnego puchu leżącego na ziemi. Podbiegłam do niej, mając nadzieję, że mi pomoże.
- Dzień dobry - wydyszałam, gdy już do niej dobiegłam - czy może mi pani pomóc?
- Dzień dobry - odpowiedziała - A, w czym mogłabym ci pomóc?
- No bo, zgubiłam się i nie mogę znaleźć swojej mamy.
Usłyszałam ciche „kolejny zgubiony szczeniak”, ale wydawało mi się, że się przesłyszałam.
- To chodź za mną, zabiorę cię do mojej Alfy i zobaczymy czy przyjmie cię do naszej watahy, przynajmniej dopóki nie znajdziemy twojej mamy.
Z tymi słowami ruszyła w kierunku, w którym wcześniej zmierzałam, a ja posłusznie za nią podążałam, często się przy tym potykając.
- Tak w ogóle, to mam na imię Sohara - powiedziała po momencie ciszy - a ciebie jak zwą?
- Nazywam się Annabeth - odpowiedziałam - chociaż każdy nazywa mnie Ani.
Po tych słowach więcej się nie odzywałyśmy. Skakałam dookoła, nie raz wpadając w zimny śnieg, a nieraz próbowałam złapać śnieżynki w pyszczek. Sohara tylko przyglądała mi się z rozbawieniem. Zatrzymałyśmy się po pewnym czasie przed jakimiś jaskiniami.
- To tutaj - powiadomiła mnie - Alfa prawdopodobnie jest w środku.
Weszłyśmy do środka, a Sohara pokierowała mnie do jednej z grot. W środku siedziała brązowa wilczyca. Sohara wytłumaczyła wszystko co wiedziała, a niektóre rzeczy dopowiedziałam ja.
- To mogłabym dołączyć? - zapytałam entuzjastycznym głosem, równocześnie robiąc duże oczka szczeniaczka, próbując wyglądać przekonująco.
- Na razie jesteś na okresie próbnym, a później, jeżeli będziesz się odpowiednio zachowywać, będziesz mogła dołączyć jako członek.
Na te słowa zaczęłam dosłownie tańczyć z radości. Po krótkim pożegnaniu Sohara zaprowadziła mnie do groty, w której będę spała, zapowiadając jutrzejsze oprowadzanie po terenach tej watahy.

C.D.N.

Uwagi: Nie możesz kończyć wypowiedzi (tak samo jak dowolnej innej wypowiedzi) przecinkiem, po czym wtrącać narracji i kończyć wypowiedź. Słowo "Alfa" w WMW zapisujemy z wielkiej litery. "Nieraz" piszemy razem.