Zacieśnianie więzi

W ramach lepszego zapoznania się ze sobą realizujemy comiesięczny projekt losowania osób, do których można napisać op. i dostać dzięki temu +3 pkt. do każdej z umiejętności (+1 pkt. do mocy).
Link do osób, które zostały wylosowane znajduje się tutaj. :)

piątek, 22 maja 2015

Festyn? A może i nie?

Cześć wszystkim... Mam ważną wiadomość. Pewnie i tak nikt tego nie przeczyta (prócz kilku osób, w tym Des, As, Nari i kilku nowych wilków), ale i tak chcę to powiedzieć głośno na forum strony. Jak widzicie WMW nam przygasa i to nawet bardzo, i nie wiem, co robić... No ale ja nie o tym. Chodzi tu o festyn. Tak się na niego cieszyłam, miałam tyle niespodzianek dla Was... Tyle że zaczęłam ostatnio wątpić. Mamy 8 op. w miesiącu do tego czasu (już jest 22 dzień!) i to jeszcze od TYLKO 5 osób (bo reszta jakimś cudem milczy... No ci co mają nieobecność to jeszcze, ale reszta? Zapomniała? Mamy przecież aż 39 członków!). Postanowiłam sobie, że festyn odbędzie się, ale pod jednym warunkiem... Na WMW łącznie ma się pojawić do 28 maja (czyli od początku maja licząc) przynajmniej 30 op. Niby to nie dużo, ale dla tych 5 osób (pozostałe 34 z małymi wyjątkami, czyli nieobecnością się lenią), które mają na to tydzień, to niezłe wyzwanie. Może reszta też się weźmie w garść i co nieco napisze? Wiem, że niedługo zakończenie roku szkolnego i trzeba się uczyć, ale chyba usiąść i pisać przez tą godzinkę chyba nie zaszkodzi. Cóż... na zachętę kilka słów o festynie:
Planowałam:
  • by trwał od 29 maja, aż do zmiany Alfy (z Kiiyuko i Rafaela na Suzannę), czyli 30 czerwca,
  • żeby raz na kilka dni pojawiała się jakaś ciekawostka odnośnie WMW,
  • stworzyć na ten czas kilka nowych magicznych i rzadkich przedmiotów,
  • zorganizować nowe tereny działające tylko do tego 30 czerwca,
  • większe ilości zdobywanych pkt. za op.
  • stworzenie kilku nowych, specjalnych przygód i konkursów,
  • by 30 czerwca został zaprezentowany oficjalny, wilczy patron WMW.
Apeluję o przemyślenie sprawy!
Pozdrawiam wszystkich serdecznie,
Alfa Kiiyuko (wkrótce Suzanna)

środa, 20 maja 2015

Od Astrid "Szkoła" cz. 5

Środa, no i z górki - powiedział ktoś kiedyś. Szczerze to uważam podobnie. Środa to dzień na rozwijanie swoich umiejętności i uczenia się nowych. Całkiem ciekawe. Na współpracy z dziećmi często przydają się umiejętności plastyczne, bo maluchy przeważnie lubią coś kleić, wycinać, bazgrolić. Ale nie tutaj. Według dyrektorów przydać nam się może umiejętność gry na flecie, dbania o roślinki itp. Jednym słowem - masakra!
Na korytarzu mijałam się z Seth'em jak obcy ludzie. Sandy i Shelby - jak się okazało podrabiane siostry - zachorowały. Reszty tak dobrze nie znałam. Na przerwach najczęściej biegłam pod moje ulubione drzewo - stary i rozłożysty dąb - żeby poczytać i skrobnąć własne wiersze... Tak było i tym razem, choć może znowu nie było tak podobnie.
Biegnąc wpadłam na wysoką, smukłą blondynę. Dziewczyna miała na imię Olivia Prescot i za bardzo za mną nie przepadałam.
- Naucz się chodzić, ciamajdo! - syknęła Olivia.
- Przepraszam... - mruknęłam.
- Nie wybaczę... Chyba, że padniesz na kolana! - zamyśliła się blondyna.
- Jeszcze czego! Nie ma mowy! Tobie radziłabym uważać pod nogi, bo zaraz ty padniesz. Tylko, że na swoją wytapetowaną mordę! - odparowałam wskazując na jej kozaczki o wysokim obcasie.
- Ostro... - wypaliła przechodząca obok ruda dziewczyna. Natomiast Olivie chyba zatkało. Niestety, ale nie na długo. Zabrała mi "moją książkę" z wierszami i otworzyła w połowie.
- Hej, hej! Słuchajcie co napisała tutaj niebieskowłosa oferma! - zawołała i zaczęła czytać...
Myślałam, że się spalę ze wstydu kiedy skończyła. To było o NIM, Seth'cie i Dolores. Olivia wreszcie oddała mi książkę.
- Słabe te wierszyki, ale jakże słodkie. - wysyczała i odeszła kręcąc tyłkiem na boki...

<C.D.N> 

Uwagi: Przy wyrazie "umiejętności" używamy "ę". "Rozłożysty" piszemy przez "ż". Literówkiiii...

niedziela, 17 maja 2015

Od Astrid "Szkoła..." cz. 4

Wtorek, dzień drugi... Ehh... Jak mi się nie chce... Nie pamiętam nawet co jest dzisiaj, jakie są zajęcia.
Z jaskini wyszłam ze zmrużonymi oczami. Psychicznie umierałam... Ruszyłam ku miastu i szkole. Wpadałam na ludzi. Wszyscy patrzyli na mnie dziwacznie. Wyglądałam prawdopodobnie jak zombie. W końcu, gdzieś koło szkoły wpadłam na coś. Nikt nie pomyślał o tym, by mi pomóc czy coś.

***

- Astrid, co ty robisz?! Chodnik nie wydaje mi się do spania! - zawołał ktoś. Znałam ten głos. Chciałam ujrzeć jego właściciela. Długo walczyłam z powiekami, by się otworzyły. Wreszcie to zrobiły... Po czym znowu zamknęły. Czułam w sobie coś złego. Te uczucie... Potem zgubiłam mój rozum i ciało. Zostały one zastąpione Dolores. Tamta, zabrała mi umysł.

***

- Aa... Astrid?! Czym ty jesteś?! - zawołał przerażony chłopak, którego nie znałam. Pewnie przyjaciel Astrid...
- Jestem Dolores, tej idiotki już tu nie ma... - mruknęłam wstając z kamienia. Podeszłam do chłopaka. - A ty to...?
- Seth. - przedstawił się - Czym ty jesteś?
- Biorąc pod uwagę twoje zachowanie - tym samym co ty. Lub podobnym. Nie jesteś człowiekiem. - stwierdziłam.
- Zmiennokształtny. - przyznał.
- Magiczny Wilk. - uśmiechnęłam się podchodząc do niego. Zanim się obejrzał przytykałam już swoje usta do jego. Podczas tego zachowania, zaczęłam zmieniać się z powrotem w As. Ugh...

***

Otworzyłam oczy zagubiona. Przede mną stał Seth całujący mnie. Albo to raczej ja to robiłam. Odepchnęłam go.
- O co chodzi? - spytał rozmarzony.
- Co to miało być?!
- To była Dolores... - westchnął. Przeklęłam ją w duchu... i uciekłam na lekcje. Nie mogłam się doczekać ich końca. Były nudne, jak diabli. Takie tam bzdety, jak postępować z dziećmi, nakłaniać je do nauki. Seth cały czas na mnie patrzał. Nie miałam czasu, by pogadać z Sandy i Shelby. Nie miałam zresztą siły, by je o to spytać. Gdy zadzwonił wreszcie dzwonek uciekłam jak najszybciej z sali, szkoły i miasta.
- Dolores, jak ty mogłaś mi to zrobić? Przecież wiesz, że ja się nim nie interesuje. Wolę innego... - mruknęłam do ukrytej we mnie wadery.

<C.D.N.> 


Uwagi: "Zmrużyć" pisze się przez "u". "Przeklęłam" pisze się przez "lę".

piątek, 15 maja 2015

Od Jaldabolda "Co to za miejsce..."

Wkroczyłem na nieznane mi tereny. Spojrzałem w rozgałęzione korony drzew. Światło przedzierało się smugami, nawet niewidoczne przez pożółkłe liście. Nic dziwnego, była dosyć ciężka pora roku. Wstrząsnął mną dreszcz gdy zaszumiały liście. Nie było najcieplej, a długa podróż była wystarczająco męcząca. Teraz, muszę brodzić w lekkich kałużach po kostki, oczekując cudu. Czuje że jestem tutaj na "terenie zajętym". Od dawna nie mogłem pozbawić się wrażenia, że czyjeś oczy śledzą każdy mój krok. Lecz to pewnie zmęczenie, paranoja albo te przeklęte duchy. Przekląłem pod nosem kiedy znowu się potknąłem. Nie no, nie dam rady iść przed siebie bez snu. Kij z pożywieniem, jestem wytrzymalszy niż myślałem, ale kolejna noc z marszu wykończy mnie całkowicie. Porozglądałem się za kilkusekundowym miejscem na odpoczynek. Wreszcie znalazłem pewien wygodny korzeń i mogłem pozwolić sobie choćby na wyprostowanie łap. Oparłem się plecami o drzewo i podziwiając kolorowy krajobraz, zbierałem siły na dalszą podróż. Właściwie to nie wiem czemu podróżuje. Moja wcześniejsza wataha rozpadła się, teraz łażę po świecie. Nie wiem czy chce być ponownie w grupie, ale ta samotność przyprawia mnie o koszmary nocne. Brakuje mi przyjaciół, znajomych czy nawet szarych wilków.
- Ugh, to nie czas na wspominki. - Westchnąłem zamykając oczy. Wspomnienia o domu nie są najlepszą rzeczą na utrzymaniu się przy życiu. Kiedy to nagle usłyszałem ciche warczenie zza sobą.
Wczepiłem się w drewno jak mokry kociak przed ponowną kąpielą. Natychmiast poczułem przypływ adrenaliny.
- Dobra Jal. Bez paniki. - Otworzyłem oczy szeroko i wziąłem głęboki wdech. Wypuściłem powietrze z płuc z głębokim świstem, odwróciłem się, zrobiłem jeden krok zza drzewo i nagle stanąłem w oko w oko z wilkiem.
- Em.. Cześć? - Uśmiechnąłem się, jednak od razu wylądowałem na ziemi.
Wilk popchnął mnie na ziemie i łapami przytrzymywał, jeszcze nie zgniłe liście zatańczyły na wietrze.
- Kim jesteś? - Zawarczał nad mną, nisko pochylając łeb przy moim pysku.
- Jal... Jaldabold. Możesz ze mnie zejść? Proszę, dziękuję? - Zmarszczyłem brwi i zmierzyłem go wzrokiem. Nie chcę walki, ale nie będę od razu się poddawał. Odepchnąłem jego łapy z swoich ramion i wstałem z błota. Spojrzałem na swoje oblepione futro. - Dzięki. - Mruknąłem i strząsnąłem z łap chodź odrobinę brudu. Tego mi było potrzeba, dawki cholernego, mokrego błota w jesienną porę roku.
- To tereny Watahy Magicznych Wilków. Czego szukasz?- Gospodarz terenów podszedł blisko do mnie, przysięgam że widziałem w jego paszczy jego ostatnie śniadanie. Spojrzałem mu w oczy jednak, cofnąłem się o krok. Odkaszlnąłem i z szarmanckim uśmiechem, pomimo bólu nóg odpowiedziałem.
- Podróżowałem. Postanowiłem odpocząć, jednak nie chciałem naruszać żadnego prywatnego terytorium. - Mówiłem prawdę,wyraźnie akcentując każde słowo jednak powoli je artykułując. Walka to ostatnia rzecz jaką bym w stanie mógł znieść. A tym bardziej z najedzonym, wypoczętym, wyrosłym basiorem.
- Sam? Kto podróżuje sam? Przyznaj się, jesteś tu szpiegiem.
- Hola hola! - Podniosłem łapy w obronnym geście. - Szpiegiem?! Oszalałeś? Nie mam watahy, rozpadła się. - Teraz to i mi trudno było powstrzymać spokojny ton. Ja szpieg? To już nie można przechodzić przez las tak?!
Na szczęście cała ta wrzawa zaalarmowała innego wilka. Wilczycę. Kiedy spokojnym krokiem przybliżyła się, drugi wilk skłonił głowę. Odwróciłem się do niej, potem spojrzałem ponownie na basiora i znowu na waderę. To była chyba ważna osoba jeżeli taki cwaniak jej się kłania. Wilczyca zmierzyła go wzorkiem. Widać było w jej oku błysk energii lecz również i wyrozumiałości.
- Dobrze słyszałam? Nie masz watahy? - Odezwała się patrząc prosto w moje oczy.
Kiwnąłem powoli głową. Nie wiedziałem jak mam się stosować. Ta cała sytuacja i tak wydawała się bardzo dziwna.
- No to już masz. - Uśmiechnęła się.
Podniosłem brwi z zdumienia. Nie wiedziałem co odpowiedzieć. To się stało dosyć szybko. Usłyszałem nawet jak temu drugiemu opada szczęka na ziemie.
Wilczyca patrzyła na mnie z uśmiechem. To pewnie musiał być zabawny widok.
Chciałem już podziękować, odpowiedzieć, ale wilczyca, chyba Alfa złapała mnie za ramię i poklepała.
- Chodź, pokażę ci tereny.
I musiałem posłusznie pójść za nią, przywyknąć że mam dom.

 Uwagi: literówkiii