Zacieśnianie więzi

W ramach lepszego zapoznania się ze sobą realizujemy comiesięczny projekt losowania osób, do których można napisać op. i dostać dzięki temu +3 pkt. do każdej z umiejętności (+1 pkt. do mocy).
Link do osób, które zostały wylosowane znajduje się tutaj. :)

wtorek, 18 września 2018

Od Torance "Nauczycielka na pół etatu" cz. 2

Kwiecień 2021r.
Przyglądałam się jaskini, w której zaledwie miesiąc temu zamieszkał Asgrim. Był to tak krótki czas, a jednak już na pierwszy rzut oka było widać zmiany. Wąska, praktycznie zarośnięta ścieżka zmieniła się w dobrze wydeptaną dróżkę, którą mój narwany przyjaciel przechodził dziesiątki razy dziennie. Brzydkie chaszcze po bokach zostały mniej-więcej uprzątnięte już dawno temu i teraz wszystko wokół wyglądało znacznie bardziej przyjaźnie.
Uśmiechnęłam się na wspomnienie wysokiej, ludzkiej sylwetki mojego przyjaciela. Odkrył ją stosunkowo wcześnie i twierdził, że dłonie są znacznie bardziej przydatne w takich sprawach jak plewienie, niż łapy i zęby. Niechętnie musiałam mu przyznać rację – szło mu znacznie sprawniej niż mnie.
Zerknęłam na niebieskie, w kilku miejscach zakryte ładnymi, białymi chmurami, niebo. Przyszłam dzisiaj nieco wcześniej i strasznie mi się nudziło. Nie miałam jednak odwagi zajrzeć do przytulnej groty mojego przyjaciela, więc siedziałam nieopodal, rozglądając się wokół.
W końcu usłyszałam kroki. Odwróciłam szybko łeb, by zobaczyć skradającego się Asgrima. A przynajmniej próbującego się skradać.
- Za głośno – skomentowałam, wstając.
Na pysk samca wstąpiło niezadowolenie.
- Nigdy cię nie przestraszę, co? - mruknął.
- Codziennie mnie przerażasz.
Wilk zmarszczył czoło nieco zdezorientowany.
- Co? Jak?
- Myślisz, że widok twojego krzywego pyska jest przyjemny? - zapytałam, marszcząc nos. As nie odpowiedział, tylko przesłał mi groźne spojrzenie. Miałam nadzieję, że go nie obraziłam. Praca w nim w takiej sytuacji nie należała do przyjemnych.
As zbiegł najszybciej jak umiał – a to oznaczało wolno – i próbował się na mnie rzucić. Postanowiłam się nie dać i odsunęłam się, unikając tym samym ataku. Wilk próbował się zatrzymać, jednak potknął się o własne łapy i już po chwili leżał na ziemi.
Zmierzyłam go rozbawionym spojrzeniem, gdy próbował się podnieść.
- Naprawdę myślałeś, że ci się uda? - spytałam, tłumiąc śmiech.
- Ćwiczyłem... - mruknął, wstając. - Gdzie dzisiaj idziemy?
Udałam głębokie zamyślenie i wzruszyłam ramionami. Tak naprawdę miałam wszystko zaplanowane już od dawna i wprost nie mogłam się doczekać, gdy będziemy mogli spróbować to zrealizować.
- Myślałam o Jeziorze.
- O nie... - jęknął basior. - Ale nie zamierzasz mnie znowu utopić, prawda?
Uśmiechnęłam się diabolicznie.
- Jeśli dobrze ci pójdzie...
As wzdrygnął się, jak miałam nadzieję, bardziej na żarty niż naprawdę i uśmiechnął. Nawet w obliczu śmierci ze strony tak niewinnej i małej waderki jak ja nie potrafił powstrzymać entuzjazmu.

Po drodze minęliśmy stanowiska, w których można było zdobyć karty. Musiałam przyznać, że nie ciągnęło mnie do nich. Wystarczająco dużo miałam z nimi zabawy podczas wymiany na nagrody oraz tłumaczenie mniej ogarniętym wilkom, że jedna karta z kolekcji nie upoważnia do odebrania przedmiotu, ani że nie mogą u mnie wymienić jakiejś na dowolną, inną. Niby tak oczywiste, ale szybko okazało się, że kilka osób nie ogarniało takich rzeczy... Na moje nieszczęście.
- Próbowałaś już? - spytał w pewnym momencie samiec.
- Czego? - zmrużyłam oczy, nie do końca rozumiejąc pytania.
- Konkurencji, no a czego?
- Ach... Nie i chyba nie spróbuję. Jakoś nie mam ochoty. A ty?
- Nie, ale chcę. Szkoda, że ty nie zamierzasz. Słyszałem o istnieniu jakichś dwuosobowych. Moglibyśmy spróbować.
Zastanowiłam się nad słowami Asa. Choć nie miałam zbytniej ochoty uganiać się za kartami to perspektywa rywalizacji lub właśnie współpracy z moim przyjacielem była całkiem ciekawa.
- Spoko – uśmiechnęłam się – Jak się dowiesz czegoś więcej, to możesz powiedzieć. Raz mogę spróbować.
Staruszek posłał mi podejrzliwe spojrzenie spod przymrożonych oczu.
- Kim jesteś? - spytał, lekko przyspieszając. Bez trudu go dogoniłam. Pomimo tego, że miał znacznie dłuższe łapy, to ja byłam szybsza. Ogólnie miałam znacznie lepszą kondycję. Gdziekolwiek się wychował, nie ćwiczył zbyt wiele.
- Tori, twoja przyjaciółka. Chyba nie wróciła ci amnezja, co? - spytałam, uderzając go ogonem.
- Nie... - zamyślił się, starając się powstrzymać uśmiech, wykwitający na jego pysk – Nie możesz być jednak moją Tori. Za szybko się zgodziłaś na coś takiego.
- Twoją? - uniosłam brwi. Starałam się, by mój głos nie zdradzał zawstydzenia, które mnie uderzyło, gdy basior wypowiedział to słowo. Reszta wypowiedzi trochę mi umknęła.
- Oczywiście. Przecież wiem, jak mnie kochasz.
- Coś ci się pomyliło, skarbie – uśmiechnęłam się, jednak nie mogłam się zmusić by posłać mu tak pasujące do sytuacji pobłażliwe spojrzenie. Zamiast tego dalej zawstydzona odwróciłam wzrok. Chociaż tyle, że mój głos nie wydawał się spłoszony i mogłam normalnie mówić. Dzięki ci, Losie.
Wilk w odpowiedzi prychnął. Czułam na sobie jego rozbawione spojrzenie, jednak wolałam tego nie komentować.
Między nami zapadło milczenie, które trwało nieprzerwanie do chwili, kiedy to stanęliśmy nad taflą ciemnej wody. Bez słowa usiedliśmy przed jeziorem, a ja skierowałam wzrok w dół, obserwując nasze nieco zniekształcone odbicia.
As siedział obok i wpatrywał się w gdzieś w drugi brzeg jeziora. Nie musiałam widzieć jego szaroniebieskich, przypominających mi swoim wyglądem burzowe chmury, oczy, by wiedzieć, że pobłyskują.
Nie potrzebowałam również magii, by wyczuć, że wilk rozmyśla o swoim dawnym życiu. Mówił, że wspomnienia powoli do niego wracają, że pamięta jak się poznaliśmy ten pierwszy raz, jeszcze jako szczeniaki dopiero wkraczające w szkolne życie. Uśmiechnęłam się delikatnie na wspomnienie rozbawionego spojrzenia i nieco nostalgicznego tonu, kiedy mi o tym opowiadał. Żałowałam, że nic z tego nie pamiętałam. W przeciwieństwie do tego, co spotkało mojego przyjaciela, wymazanie moich wspomnień było bardzo dokładne i pomimo upływu wielu lat, wróciło tylko kilka niewyraźnych obrazów, parę głosów i scenek, często całkiem wyrwanych z kontekstu.
Frustrowało mnie to. Miałam tyle pytań, zwłaszcza teraz, odkąd ten idiota przyszedł w towarzystwie Hitama na mój patrol. Czułam, że to wszystko, nasza utrata pamięci jest jakoś powiązana, że zrobiły nam to te same osoby. A na dodatek ten zachrypnięty głos, o którym wspominał Asgrim... Miałam bardzo dziwne przeczucie, że jego właścicielka jest ważna i mogłaby nam całkiem wiele powiedzieć. Dopóki jednak As nie przypomni sobie wystarczająco wiele nie mieliśmy szans na poznanie odpowiedzi na te wszystkie zagadki i tajemnice.
Usłyszałam ciche chrząknięcie. Podniosłam łeb i obróciłam się w stronę mojego przyjaciela, który musiał już jakiś czas temu wyrwać z rozmyślań. Pokręciłam gwałtownie pyskiem, wracając do rzeczywistości.
- Ehm... Ten... - ponownie odchrząknął. - Co robimy?
- Polujemy na ryby – odpowiedziałam i bez zastanowienia wskoczyłam do wody. Starałam się zrobić jak najmniejszy rozprysk, ale cichy okrzyk Staruszka oznaczał, że niekoniecznie mi się to udało.
Po chwili dotarła do mnie pewna oczywistość: woda była zimna. No tak, wiosna dopiero się rozpoczęła i zwykłe źródła nie zdążyły się choć odrobinę ocieplić. Zawsze o tym zapominałam, zwłaszcza, że mieliśmy do dyspozycji gorące źródła Wodospadu.
Wymusiłam uśmiech i zanurkowałam, żeby szybciej przyzwyczaić się do niekoniecznie przyjemnej temperatury. Mój przyjaciel wziął to chyba za zachętę typu: Chodź! Jest tutaj prawie jak przy Wodospadzie!
Wielki, cynamonowy wilk wskoczył do Jeziora, a z jego pyska wyrwał się okrzyk, gdy zderzył się z zimną wodą. Wynurzyłam się i obserwowałam z rozbawieniem jak przebiera łapami.
- Mogłaś powiedzieć, że to nie jest ciepłe! - zawołał, gdy tylko mnie dostrzegł.
W odpowiedzi jedynie wzruszyłam ramionami i podpłynęłam do miejsca, w którym mogłam normalnie stać. Wilk nie przestając marudzić, podążył za mną.
- Nie ruszaj się – poleciłam, gdy znalazłam się w miejscu, gdzie woda sięgała mi połowy łap. As stanął tak, żeby być na podobnej głębokości w stosunku do jego wzrostu.
Oboje zamarliśmy i już po chwili ryby zaczęły nas ignorować, podpływając coraz bliżej. Gdy któraś z nich smagnęła moją łapę, ledwo powstrzymałam się przed drgnięciem. Wiedziałam jednak, że musiałam jeszcze chwilę poczekać.
Raz... Dwa... Trzy!
Wykonałam szybki ruch łapą i jeszcze szybciej zanurzyłam pysk. Już po chwili trzymałam bezskutecznie miotającą się średniej wielkości rybę. Zacisnęłam szczęki, pozbawiając ją tym samym życia i wyszłam na ląd. Zostawiłam moją zdobycz przy brzegu, na kępce niedawno wyrośniętej trawy.
- Teraz ty – spojrzałam na mojego przyjaciela, który przyglądał mi się z lekko otwartym pyskiem.
- C-co? Ale jak?
Westchnęłam i spojrzałam ku niebu. Z prawej strony zaczęły nadchodzić szarawe chmury, zapewne zwiastujące deszcz.
- Musisz poczekać, aż ryby zaczną cię ignorować. Żeby tak się stało nie możesz nawet drgnąć, ani się odezwać. Gdy poczują się wystarczająco bezpiecznie zanurzasz pysk i je łapiesz. Nie umiem tego wytłumaczyć. To trzeba wyćwiczyć – wyjaśniłam.
- Mhm.. „To trzeba wyćwiczyć”... - powtórzył, krzywiąc się. Basior zdecydowanie nie lubił ćwiczyć takich rzeczy.
Otrzepałam się i usiadłam przy brzegu. Widząc, że nie mam zamiaru nic dodać czy też choćby zareagować na jego słowa, samiec westchnął dramatycznie. Następnie skierował wzrok w wodę i zamarł.
Po kilku chwilach zwierzątka podpłynęły do niego. Basior zareagował jak zwykle nieco zbyt impulsywnie i niemal od razu się na nie rzucił. Może by to zadziałało, gdyby nie to, że nie był wystarczająco szybki i zwinny, więc ryby mu uciekły.
Na dźwięk zębów uderzających o zęby, skrzywiłam się.
As wynurzył pysk i wypluł wodę.
- Odczekaj chwilę, zanim zaatakujesz – poradziłam, nie ruszając się z miejsca. Wilk przewrócił oczami, jednak przy najbliższej okazji skorzystał z mojej rady.
Nie dostrzegałam żadnych błędów w jego taktyce. Po prostu brakowało mu wprawy, a do tego potrzebował ćwiczeń. Stwierdziłam, że nie ma sensu, żebym ciągle go obserwowała – nie był szczeniakiem. Sam bardzo dobrze sobie poradzi.
Oddaliłam się kawałek dalej i również weszłam do wody. Postanowiłam również coś upolować dla watahy. Zawsze przyda się trochę świeżego mięsa.

Kilkanaście ryb upolowanych później usłyszałam głośny okrzyk radości. Zwróciłam pysk w stronę miejsca, z którego się wydobywał i dostrzegłam jak ociekający wodą, brązowy wilk odprawia dzikie tańce z sporą rybą w pysku. Uśmiechnęłam się na ten widok. Nareszcie...

C.D.N.

Uwagi: Brak.

sobota, 15 września 2018

Od Cess „Pierwsze łowy”

Luty 2022
Jako, że w stadzie jestem od dłuższego czasu, powinnam robić coś w kierunku, aby przydać się watasze. Rozleniwiłam się strasznie, a przecież moja łapa jest już w pełni zdrowa. Żadne „bóle” prawdziwe, czy nie, nie są usprawiedliwieniem tego, że nic mi się nie chce robić. Trzeba spiąć zadek i ruszyć do przodu. Wczorajszego popołudnia byłam u Alfy spytać się co mogę zrobić. Ta zaskoczona moją obecnością i lekko wkurzona tym, że żerowałam tylko na nich i nic, ale to nic od siebie nie dawałam, odparła gorzko, że jest kilka wolnych stanowisk. Najbardziej pasowało mi stanowisko zabijającego podczas polowań. Ruszyć mieliśmy już z samego rana. Poczułam dreszcz na plecach, na samą myśl, że mamy polować w takim zimnie i wśród egipskich ciemności. Grupa poranna nie była dla mnie odpowiednia. Jestem typem wilka, który lubi dobrze pospać. Nie chciałam jednak narazić się jeszcze bardziej, więc przytaknęłam lekko łbem i wróciłam do swojej jaskini.
Ranek był dla mnie koszmarem. Starałam się nie zaspać na swoje pierwsze polowanie. Ruszyłam w stronę wrzosowej łąki. Było strasznie zimno, a także bardzo ciemno jak na tę godzinę. Nie wiedziałam jeszcze z kim będę polować. Co prawda Alfa wspominała mi o jakiejś Yuki i Torance, ale za Chiny nie wiem kim one są i jak wyglądają. Na polanie widziałam zarysy dwóch sylwetek należących do owych wader. Podeszłam niepewnym krokiem bliżej nich i wysiliłam się na lekki uśmiech.
- Jestem Torance! - powiedziała jedna z nich i uśmiechnęła się do mnie, zanim zdążyłam cokolwiek powiedzieć, ona zaczęła mówić dalej. - A ty Cess zapewne! Miło cię poznać! Gotowa na polowanie? - kiwnęłam lekko łbem dając znak, że tak. Spojrzałam na drugą waderę, która obojętnym tonem rzekła:
- Yuki. A teraz chodźmy. - ruszyła truchtem w stronę lasu, a tak przynajmniej mi się wydawało, ponieważ widziałam tylko zarysy drzew.
Podczas drogi trzymałam się lekko z tyłu, i wypatrywałam, czy nigdzie nie ma żadnego zwierzęcia. Mój ogon ciągnął się po ziemi, a ja miałam nadzieję, że to nie spłoszy potencjalnego śniadania. Nagle wadery zatrzymały się, a ja uczyniłam to samo. W oddali znajdowała się mała sarna ledwo przebudzona ze swojego snu. Torance ruszyła jako pierwsza. Zatoczyła koło wokół ledwo przytomnej sarny, która nie wiedząc co się dzieje, zaczęła uciekać w losowym kierunku. Wadera jednak była szybsza i skutecznie zagradzała jej drogę. Następnie Yuki zaczęła atakować i ranić bezbronną sarenkę, która powoli traciła siły. Teraz miałam wkroczyć ja, miałam wykonać ostatni cios. Podbiegłam więc do rzucającej się zwierzyny. Starałam się na nią wskoczyć lub przewrócić. Bezskutecznie niestety. Podbiegłam do niej z drugiej strony, napierając przednimi łapami o jej grzbiet i wygryzłam się w jej szyję. Moje ostre zęby wbiły się głęboko w skórę sarny sprawiając, że zaczęła się bardzo mocno wykrwawiać, a po chwili padła na ziemię. Odsunęłam się kilka kroków od ofiary nie wiedząc zbytnio co teraz robimy.
- Brawo, masz mocną szczękę. - powiedziała Yuki, biorąc na grzbiet upolowaną zwierzynę. - Jak na pierwszy raz dobrze ci poszło. Teraz wracajmy. - zaczęła iść w stronę, z której przyszliśmy. Ja jednak zamiast od razu wrócić z nimi, poszłam nad wodospad pozbyć się krwi z pyska. Dawno nie czułam smaku świeżej krwi, lecz wolę nie być nią umazana. Robiło się coraz jaśniej.
Wracając do jaskini natknęłam się na Torance. Poznałam ją po charakterystycznym głosie. Uśmiechnęłam się do niej, a ona spojrzała na mnie podejrzliwie. Zmierzyła mnie całą wzrokiem i się nie odezwała.
- Polowania odbywają się codziennie tak? - spytałam, starając się nawiązać jakąś rozmowę.
- Cess? - zdziwiła się przybierając już normalny wyraz pyska. - Jejku, nie poznałam cię. W sumie może to przez to, że wcześniej było ciemno. - zaśmiała się cicho. - A i tak, polowania są zazwyczaj codziennie.
- Dzięki. - powiedziałam i ruszyłam w stronę swojej „nory”, aby odespać trochę. Zmęczyłam się tym polowaniem.

Uwagi: Bynajmniej to nie przynajmniej. Skąd Cess zna Chiny? Cały czas nie piszesz końcówek, np. "ziemię", "szyję" itd..

środa, 12 września 2018

Od Lind "Więcej kart" cz.3

Lipiec 2021
Jak na razie szło nam całkiem nieźle na tym torze przeszkód. Nie licząc przewróconych płotków na początku, ale to była wina Crane'a. Skakał gorzej niż ślepy zając bez nogi. W porę ugryzłam się w język, żeby mu tego nie powiedzieć. Przynajmniej trochę lepiej sobie poradził na skałach i tych drżących deskach. Mieliśmy już za sobą większość trasy. Jeśli mnie wzrok nie myli.
Teraz musimy... przeczołgać się pod zawieszonymi gałęziami. Ugh... Dan nie mógł wymyślić jakiegoś zamiennika? Ten element toru musiał pozostać nienaruszony? Usłyszałam westchnięcie Crane'a. Pewnie też nie był zachwycony wizją jeżdżenia brzuchem po ziemi. Widać zdobycie większej ilości kart nie może być zbyt proste...
Tym razem pokonanie najgorszego etapu nie trwało tak długo, jak ostatnio. Crane był nieco niższy niż As, z którym byłam tu poprzednio. Co za tym idzie, żadne z nas nie musiało aż tak się wyginać. Zaoszczędziłam sobie nieco bólu mięśni.
Wydostaliśmy się spod wiszących konarów i stanęliśmy przed kolejnym znanym mi elementem toru przeszkód: przechylającą się deską. Ostrożnie weszliśmy na kawałek drewna i w miarę spokojnie dotarliśmy do połowy jego długości. Crane wyglądał na zdziwionego, kiedy deska nagle zachybotała się, a jeden jej koniec, dotychczas wsparty na ziemi, powędrował w górę. Zdołaliśmy utrzymać równowagę podczas tej zmiany i ruszyliśmy już pewniejszym krokiem dalej, w stronę opuszczonego zejścia.
Naszym oczom ukazał się ostatni etap trasy: powbijane w ziemię kije. Dan poinformował nas, że sposób, w jaki mamy poruszać się wokół nich uległ zmianie. Wymyślne zawijasy, znane mi z poprzedniej wersji toru przeszkód, zastąpił tradycyjny slalom. I tak powinno być.
Mieściliśmy się między patykami bez problemu, a samo chodzenie ze związanymi łapami po równym gruncie, było miłą odmianą po skakaniu, czy czołganiu się. Mijaliśmy sprawnie kolejne kije raz z lewej, raz z prawej strony. Zanim się obejrzałam, przeszliśmy obok ostatniego i przekroczyliśmy linię mety. Nareszcie!
Kiedy Dan gratulował nam i uwalniał z więzów, znów zastanawiałam się, dlaczego postanowiłam w ogóle powtórzyć tę konkurencję. Pierwszy wniosek był oczywisty: wieloosobowe są bardziej opłacalne. Ta jest najłatwiejszą z tego rodzaju. Chociaż... może powinnam powiedzieć: najszybszą do zakończenia.
Dan wręczył nam po pliku kart. Crane od razu oddał mi swój.
- Masz dość sił na jeszcze jakąś konkurencję? - zapytałam go. - Jest dosyć wcześnie.
- Myślę, że tak - Basior podniósł do góry kąciki ust, lekko odsłaniając zęby. Był to nieco inny typ uśmiechu, niż zwykle, ale nie skupiłam na tym szczególnej uwagi.
- Może skok do Jeziora? - powiedziałam, co pierwsze przyszło mi do głowy.
- Może... - mruknął samiec bez krzty przekonania.
- No to wracamy na Wrzosową Łąkę - oznajmiłam. - Znaleźć Joela.
***
Okrążyliśmy Amfiteatr i jego okolice dookoła. Ani śladu po muzyku, który jeszcze godzinę temu był tutaj. Westchnęłam głośno. Zauważyłam, że As nadal siedział na jednej z ławek, tym razem w towarzystwie Torance. Podeszłam do niego i zapytałam, czy nie wie, gdzie zniknął Jo. Niestety, basior o cynamonowym futrze poinformował mnie, iż nasz kolega z pracy nie zwierzał się mu dokąd idzie. Podziękowałam i wróciłam do Crane'a, który w międzyczasie zdążył zaczepić niejaką Sorrow. Zadał jej podobne pytanie, co ja wcześniej Asgrimowi. Wilczyca odpowiedziała coś w stylu, że nie obchodzi jej, gdzie jest Joel i fakt, że go szukamy. Skończywszy mówić, wypuściła głośno powietrze i poszła w stronę swoich znajomych z watahy.
Już chciałam zaproponować poszukiwania animatora bez wskazówek, jednak Crane postanowił zapytać jeszcze dwójkę aktorów, którzy akurat byli na scenie. Prawdopodobnie ustalali, jak będzie wyglądać ruch sceniczny, czy coś. Brązowy samiec przyszedł pod podest i zaczepił stojącego bliżej Valkoinena.
- Hej, Valk!
- Czego chcesz? - rzucił albinos, odwracając głowę.
- Widziałeś może Joela?
- Nie - Po tej zwięzłej odpowiedzi biały basior spojrzał znów przed siebie.
- Na pewno? - dopytał Crane.
- Tak. Mógłbyś łaskawie sobie już iść?! Jesteśmy bardzo zajęci - oznajmił Valk bardzo niemiłym głosem.
- Dobrze, już dobrze - odpowiedział brązowy basior, swoim tonem-uniknięcia-konfliktu.
Wtem Gaja podbiegła do krańca sceny i zawołała za już odchodzącym wilkiem:
- Proszę pana! Ja wiem, gdzie będzie Joel! Poszedł do Parku!
- O, dziękuję za tę informację - Crane przystanął i spojrzał w stronę młodej aktorki, uśmiechając się.
Dostrzegłam, że w międzyczasie Valk pokiwał łbem z niesmakiem i poszedł dalej w głąb sceny. Oparłam się o jedną z ostatnich ławek i zaczekałam, aż Crane wróci, żeby zakomunikować mi, czego się dowiedział. Ja dzięki swojemu słuchowi znałam już treść rozmowy, ale postanowiłam mu tego teraz nie mówić. Nie jestem pewna, dlaczego.
- Idziemy do Parku. Tam znajdziemy naszego animatora - oznajmił basior, kiedy dotarł do mnie.
- Jasne - ruszyłam razem z nim we właściwym kierunku.
Najpierw musieliśmy przejść przez Zielony Las, mijając po drodze Pomarańczowe Drzewo i Drzewo Wiedzy. Kiedy byliśmy blisko tego drugiego, Crane wspomniał o pewnym epizodzie ze swojej przeszłości, w którym chciał zapytać Drzewo o swoją dawno utraconą rodzinę. Z tego co mówił wynikało, iż przyszedł o niewłaściwej porze. Basior stwierdził, że do dziś pamięta ten błysk z pnia i straszliwy grzmot, który rozrywał bębenki. Jednakże ślad po uderzeniu zobaczył obok siebie. Drzewo chybiło.
- Miałem farta... Ale postanowiłem nie kusić już więcej losu - tak dokończył swoją krótką opowieść, pokazując mi niewielki, już zarośnięty dół przy korzeniach Drzewa. Przyznam, zrobiło to na mnie wrażenie.

<CDN>

Wygrane karty: brązowe: Jelenie, Wojownik, Pielęgniarz, Tęczowe Winogrono; srebrne: Miasto, Świat Mroku; złote: Dante i Astrid.

Uwagi: Brak.

niedziela, 9 września 2018

Od Bony "Nauka wcale nie jest nudna" cz. 3

listopad 2021
Lekko potrząsnęłam głową i zerwałam się na nogi. Przerażona chodziłam po jakimś pomieszczeniu szukając wyjścia. Nagle ktoś stanął mi na drodze. Był to czarny basior, który lekko się uśmiechał.
- Widzę, że królewna się obudziła. A teraz odpowiedz na proste pytanie. Gdzie jest twoja siostra? Jak powiesz, to cię wypuszczę i dam ci uciec.
- Nie! Możesz mnie więzić ile chcesz, ale nie mojej siostry nie wydam! Nigdy w życiu!
- Jesteś pewna? - spytał się spokojnie. Nagle zbliżył się do mnie i podrapał. - A teraz?
- Nie - warknęłam na niego. Tym razem ugryzł mnie. Syknęłam, ale byłam silna. Aż do momentu, gdy nie pojawił się drugi. Spojrzałam na niego i z przerażeniem cofnęłam się.
- Powiesz nam teraz czy mamy cię do tego zmusić? - patrzył na mnie zabójczym wzrokiem.
- Jest gdzieś w lesie. Albo w górach. Nie wiem dokładnie. - spojrzałam smutnym wzrokiem. On się uśmiechnął i dał mi wyjść. Szybko wybiegłam na zewnątrz i uciekłam. Nie gonili mnie. Wzbiłam się w powietrze.
Nie wiedziałam gdzie jestem i jak dostać się na teren watahy. Czyli to będzie długa wędrówka. Wróciłam na ziemię i powoli szłam na zachód. Może jakoś tam dojdę. Idąc śpiewałam. Zaczęło się ściemniać, a ja boje się chodzić w nocy. Znalazłam jakieś drzewo.
Wleciałam na nie i zasnęłam. Miałam dziwny sen o tym, że jestem z moją siostrą i nagle zapada się ziemia, a ona wpada do szczeliny i znika na zawsze. Potem stałam w pokoju pełnym obrazów, które się ruszały, a postacie na nich patrzyły na mnie. Obudziłam się z płaczem. Spadłam z drzewa i się poobijałam. Jęknęłam i poszłam dalej. Mogłam nacieszyć się widokiem wschodzącego słońca.
Dalej zastanawiało mnie czemu oni mi uwierzyli, przecież mogłam ich okłamać. I to właśnie zrobiłam. Byłam strasznie głodna.
- Muszę zakończyć tą sprawę z Balticą... - powiedziałam do siebie - I czego od niej chcieli?
Lekko zmrużyłam oczy widząc znajomą waderę. Podbiegłam do niej i przywitałam się.
- Hej, Leah! - uśmiechnęłam się do wilka. Chwilkę z nią porozmawiałam i poszłyśmy na teren watahy. Od razu poszłam do przytulnej jaskini i padłam ze zmęczenia. Nawet nie wiem, kiedy zasnęłam.

Uwagi: Nieprawidłowo zapisany tytuł!