Zacieśnianie więzi

W ramach lepszego zapoznania się ze sobą realizujemy comiesięczny projekt losowania osób, do których można napisać op. i dostać dzięki temu +3 pkt. do każdej z umiejętności (+1 pkt. do mocy).
Link do osób, które zostały wylosowane znajduje się tutaj. :)

środa, 25 lipca 2018

Podsumowanie maja i czerwca

Oto i jest jedno z najbardziej spóźnionych podsumowań w dziejach WMW. Możecie mi poklaskać. Zrobiłam je mimo, że minęło dużo czasu minęło od początku lipca dlatego, by Wam nie uniemożliwiać zgarnięcia dodatkowego bonusu za stanowiska, czy też przywileju automatycznego wpisania przeze mnie usprawiedliwienia za niepisanie w lipcu.
Tym razem jednak nie będę się jakoś bardzo rozpisywać, gdyż za kilka dni (mam nadzieję) pojawi się kolejne podsumowanie, gdzie postaram się bardziej rozpisać. Mogę jednak powiedzieć, że wynik z przynajmniej czerwca jest naprawdę ładny i chciałabym specjalnie wyszczególnić za dokonania osoby... A zresztą możecie zobaczyć w rozpisce "kto ile napisał" poniżej dokładne wyniki. Zalecałabym specjalne podziękowania dla właścicieli tych wilków. Kilka innych osób (w tym ja... wybaczcie!) z kolei powinno dostać porządnego kopa w tyłek za to obijanie się. Szczególnie, że połowę z nich widuję na czatach na co dzień i widzę, że nic nie robicie. Nie będzie tak dobrze! Skoro ja mam zamiar wziąć się w garść, to Wy też powinnyście.
Do zobaczenia w kolejnym podsumowaniu!
Pozdrawiam, Suzanna/Hitam/Kai/Joel

Zapraszam na moje trzy inne blogi:
(o ile oczywiście ktoś ma sporo czasu i będzie nadal aktywny i tu, i tam)
Cyberpunk: Jeden z moich najnowszych i za razem aktywny blog w klimacie cyberpunk. Ma dość aktywną fabułę, gdyż prowadzę ją niemal nieustannie, więc sądzę, że jest to dość ciekawe jeśli chodzi o strony tego typu. Każda nowa osoba odgrywa bardzo ważną rolę w akcji. PILNIE POSZUKIWANI NOWI CZŁONKOWIE!
Klany Kotów Magicznego Kryształu: Cztery kocie klany w klimatach książek Erin Hunter pt. "Wojownicy". Niezwykle klimatyczne miejsce. Blog nie całkiem mój, bo jestem tam wyłącznie moderatorem oraz przywódcą Klanu Deszczu. POSZUKIWANI CHĘTNI DO DOŁĄCZENIA!
Wataha Purpurowej Róży: Choć blog jeszcze nie jest ukończony, poszukujemy chętnych do dołączenia. Może to zmotywuje nas do kończenia tej strony, która swoją drogą prezentuje się dość obiecująco. Blog powiązany fabularnie z WMW. POSZUKIWANI CHĘTNI DO DOŁĄCZENIA!

Ponadto zapraszam do korzystania z zapoznania oraz innych przygód. Przypominam również o konkursach.

*****************************
Leniwe Alfy:
Suzanna: 0
Hitam: 0
---------------------------------------------
Gaja: 8 (+2 = 10)
Lind: 7 (+1 = 8) <-- Beta
Navri: 3 (+2 = 5)
Bona Caeli: 2 (+1 = 3) <--- Gamma
Torance: 1 (+2 = 3) <--- Delta
Joel Treunis: 1 (+2 = 3)
Magnus Arvid Eriksen: 1 (+2 = 3)

Aokigahara: 0 (+3 = 3)
Asgrim: 2
Dante: 1 (+0 = 1)
Stella: 0 (+1 = 1)
Leah: 0 (+0 = 0)
Karou: 0 (+0 = 0)
Manahane: 0 (+0 = 0)
Yuki: 0 (+0 = 0)
Kai: 0 (+0 = 0)
Aurelliah: 0 (+0 = 0)
Sohara: 0 (+0 = 0)
Za zostanie Betą dostaje się 15 SG i 40 pkt., Gammą 10 SG i 30 pkt., a Deltą 5 SG i 20 pkt.

Okres próbny ukończyli:
Magnus: 1 (3) (masz czas do 10.08 na napisanie 2 op.!)
Gaja: 8 (10)
**********
Asgrim: 2

Skreślone są te, które nie przeszły. Wilki, które napisały poniżej 4 op. i są dość długo na watasze zostają wyrzucone, a te mające powyżej 4 op. są już pełnoprawnymi członkami. Zaznaczone na fioletowo mają drugą szansę.
Tak, ilość napisanych op. podczas okresu próbnego też ma znaczenie! 

Dodaję po 6 pkt. umiejętności i 3 pkt. mocy każdemu wilkowi (jak to zawsze czynię po podsumowaniu) za kolejny miesiąc członkostwa. 

wtorek, 24 lipca 2018

Loteria do 03.08

Loteria będzie się odbywać regularnie co 5 dni (wtedy również pojawią się wyniki z poprzedniego losowania), a losy można zakupić zwyczajnie informując mnie o tym. Nie istnieje limit, ile kto może ich zakupić, jednak ograniczająca może być dostępna ilość.
Startowo jest to 6 małych, 4 średnie i 2 duże, jednak kolejne można odblokować pisząc opowiadania na festyn. Nie ważne kto, grunt, byleby ktoś. 1 op. = +3 małe, +2 średnie i +1 duży do zakupu możliwego dla każdego z członków stada.
Nie ma pustych losów, a wygrać można naprawdę wiele rzeczy: nie tylko SG, towarzyszów, punkty doświadczenia, pożywienia czy magiczne przedmioty, ale także całkowicie nowe obiekty, których nie można normalnie zdobyć. Zawartość losów przewyższa koszt losu.
Nie musicie się martwić o oszustwo z mojej strony, bo numerki przeznaczane wszystkim postaciom losuję, a listę nagród stworzyłam już wcześniej. Co prawda wyniki znam prędzej, ale oczywiste jest, że nie zdradzę - ot, tajemnica zawodowa.

Wyniki poprzedniej loterii
Magnus
1x mały los: 20 pkt. pożywienia

Joel
1x średni los: koń z Sho, samica

Aktualne losowanie
Małe losy (10 SG)
Numerek 19: wolny
Numerek 22: wolny
Numerek 23: wolny
Numerek 26: wolny
Numerek 28: wolny
Numerek 29: wolny
Numerek 32: wolny
Numerek 33: wolny
Numerek 34: Joel
Numerek 35: wolny
Numerek 36: wolny
Numerek 37: wolny
Numerek 38: wolny
Numerek 39: wolny
Numerek 40: wolny
Numerek 41: wolny
Numerek 42: wolny

Średnie losy (25 SG)
Numerek 14: wolny
Numerek 17: wolny
Numerek 20: wolny
Numerek 21: wolny
Numerek 23: Joel
Numerek 24: wolny
Numerek 25: wolny
Numerek 26: wolny
Numerek 27: wolny
Numerek 28: wolny

Duże losy (50 SG)
Numerek 11: Joel
Numerek 12: wolny
Numerek 13: wolny
Numerek 14: wolny

poniedziałek, 23 lipca 2018

Od Navri "Jestem młodsza, ale nie gorsza" cz. 16

Maj 2020 r.
Po lekcjach poszłyśmy w Góry, by tam upolować najbardziej tłustą kozicę, jaką tylko znajdziemy. Sakura jak się okazało miała najlepszy węch, a jako, że już na lekcjach polowania zdołała poznać zapach każdej z jadalnych zwierząt zamieszkujących nasze tereny, postanowiła robić nam za przewodnika. Poruszałyśmy się cicho, niemal bezszelestnie, a kiedy któraś z nas wydawała zbyt głośne dźwięki, natychmiast dawałam o tym znać. Mój słuch był zdecydowanie najlepszy.
Ostatecznie trafiłyśmy na nie za duże stadko. Sakura nie wyglądała na przekonaną o słuszności mojego pozornie szalonego planu, ale nie mogła mieć pojęcia o tym, że tak naprawdę moje zdolności, w tym polowania, były lepsze niż by się mogło zdawać.
- To którą bierzemy? - zapytała cicho Torance. Wskazałam ruchem głowy największą kozicę, która pasła się nieopodal jeszcze nie zdatnych do jedzenia jagód, idealnie tyłem do nas. Koleżanki cicho się do niej zbliżyły, najbardziej jak tylko mogły. Ja byłam już wystarczająco blisko i jednocześnie w strategicznym punkcie, więc nie ruszyłam się z miejsca.
Pierwsza wyruszyła Sakura, która jako, że była z nas najsłabsza, miała jedynie ją nastraszyć. Kolejna rzuciła się Torance, a na końcu ja. Swoją pracę wykonałam w rekordowym tempie. Nim się obejrzały już była martwa. Ze spokojem usiadłam na ziemi. Musiałam być brudna od krwi. Torance i Sakura zbliżyły się do mnie z rozdziawionymi w zdumieniu pyskami. Pokręciłam tylko głową, dając znak, by o nic nie pytały.
- Idę się umyć. Idźcie już z tym do jaskiń. Spotkamy się po drodze.
Jak postanowiłam, tak zrobiłam. Ruszyły niepewnie w swoim kierunku, a ja w swoim. Wymyłam się w nie za dużym górskim stawie. Woda była zimna, ale za to widoki piękne... Czułam się jakbym pływała w chmurach. Niewiele brakowało, a bym się zasiedziała o chwilę zbyt długo. Kiedy opłukałam krew, wyszłam, otrzepałam się i pogalopowałam do koleżanek. Nie zdążyły zajść za daleko, miały problem z przeniesieniem prezentu. Z moją pomocą poszło to znacznie sprawniej.
Ostatecznie dotarłyśmy na miejsce. Byłyśmy w porę. Shen już czekał odrobinę zniecierpliwiony przy wejściu, a widząc kozicę jego oczy zrobiły się okrągłe jak spodki. Kiedy ją położyłyśmy przed nim i odśpiewałyśmy piosenkę urodzinową, której nauczyła nas wczoraj Torance, wciąż wyglądał na zdumionego.
- D-dziękuję - wymamrotał, a po chwili wahania wciągnął kozicę do środka. Musiał być pod wrażeniem.
Okazało się, że jaskinia była wystrojona, a Sohara siedziała w najodleglejszym kącie, tuż obok pokaźnego naczynia wypełnionego wodą, zapewne zabarwioną sokiem jakichś owoców. Było przygotowane również kilka upolowanych myszek, które zostały nabite na patyk, pewnie byśmy mogły je podpiec na ognisku, do tego jakieś prowizoryczne zabawki...
- I jak się podoba? - zapytał podekscytowany Shen.
- Wygląda super! - pochwaliła Torance.
- Kto ostatni przy piniacie, ten zgniłe jajo! - wrzasnęła Sakura.
Oczywiście tym zgniłym jajem byłam ja, bo w przeciwieństwie do pozostałych nie miałam chęci by biec jak oszalała.
***
Ostatecznie dzień spędziłyśmy całkiem miło. Bawiłam się zaskakująco dobrze, mimo, że wymyślone przez Shena i opiekunkę szczeniąt zabawy były skierowane raczej dla osób młodszych. Nigdy mnie to nie bawiło, ale z osobami, które lubiłam, było to jakieś... ciekawsze. Rzucaliśmy do celu, tańczyłyśmy w rytm (o ile jakikolwiek tam istniał) gwizdania Shena, wspominaliśmy pojedyncze głupoty, które nam się przytrafiły w ostatnim czasie, jedliśmy, piliśmy... Na końcu było ognisko przyrządzone przez jakiegoś wilka ognia, prawdopodobnie z Watahy Czarnego Kruka. Nie znałam go nawet z widzenia.
Gdy tak patrzyliśmy na ogień, Sakura przysnęła. Torance musiała ją budzić, by nie przypaliła sobie grzywki. Shen za to usiadł blisko mnie, w dodatku tak bardzo, że dotykaliśmy się ramionami. Nie przeszkadzało mi to. Oparłam się o niego głową. Zrobiło mi się jakoś ciepło na duchu. Aż dziwne, że początkowo nawet nie chciałam przychodzić na to całe przyjęcie, chcąc się w ten czas szkolić razem z tatą.


*Następnego dnia*
Poprzedniego dnia wróciłyśmy do siebie dość późno, więc na lekcji magii byłyśmy wykończone. Kai skwitował to lekkim uśmiechem. Prawdopodobnie doszły go słuchy o przyjęciu urodzinowym Shena, na którym siedziałyśmy do wieczora. Niewykluczone również, że przekazała mu to moja ciotka czy też nawet tata. W końcu z tego co słyszałam byli niegdyś jego uczniami i mieli całkiem niezły kontakt...
- Możecie leżeć, ale nie uśnijcie, proszę - Zaśmiał się. Odpowiedzieliśmy mu przeciągłym mruknięciem.
Tym razem lekcje odbyć się miały na Szczenięcej Polanie. Pogoda była całkiem dogodna, więc nie przeszkadzało nam szczególnie. Przynajmniej było nam ciepło w grzbiet, bo słońce akurat znajdowało się za nami. Słysząc ciche szuranie trawy, zastrzygłam uchem. Twierdząc po zapachu, to  tylko Kai się przemieszczał. Ta myśl mnie uspokoiła. Ponadto w tej chwili w mojej głowie pojawiła się myśl, że lekcje bez Shena to już nie to samo. Nigdy nie było aż tak spokojnie.
- Nikt z was, prócz Moone, którą dzisiaj zwolniłem z zajęć, nie zna swojej mocy - zaczął Kai - Nie ma jej tutaj dlatego, że miała to być lekcja czysto przeznaczona dla was: dla szczeniąt, które nawet nie wiedzą, w którym kierunku dążyć - zrobił krótką pauzę - Z waszych umysłów wyczytałem, że najsilniejsze moce niemal wszystkich będą mieć efekty kinetyczne.
- Niemal? - powtórzyła Torance.
- Niemal, bo za wyjątkiem ciebie. Powinnaś szukać w innym kierunku. Nie jest to żaden żywioł wody, ognia, powietrza, ziemi, czy innych takich. Zupełnie, jak w moim przypadku: mam żywioł umysłu, czasu, oraz jeszcze jeden, tym razem bardziej kinetyczny, ale nadal nieokreślony.
- Można stwierdzić, czy jaki będzie żywioł podstawowy? I jak pan to zrobił, że dało się określić? - pytała tym razem Aoki.
- Każdy ma wokół swojego umysłu aurę mocy o określonym natężeniu, o odpowiedniej barwie czy odczuciu. Jedne są ciepłe, inne chłodne, jeszcze inne się jakby magnetyzują, a pozostałe zdają się być pod tym względem neutralne. Chodzę już tyle lat po tym świecie, że nabrałem intuicji. Nie da się całkowicie precyzyjnie określić na tej podstawie, szczególnie, kiedy ta moc nie jest jeszcze aktywowana. Mogę jedynie przewidywać. Moce niekinetyczne mają słabszą aurę, lecz zwykle bardziej magnetyczną.
Mam moc kinetyczną... - powtórzyłam w myślach, mocniej zaciskając dotychczas zamknięte powieki. Próbowałam skupić się na próbie wyczucia własnej aury, na podstawie której Kai to określił, ale im dłużej próbowałam, tym bardziej pewna byłam, że nic z tego nie wyjdzie. Słyszałam o przypadkach zdolności wyczytywania tego bez żywiołu umysłu, ale albo ja się do tego nie nadawałam, albo robiłam to źle, albo po prostu miałam póki co za słabą moc.
Otworzyłam ślepia i popatrzyłam na nauczyciela. Akurat dyskutował z Torance na temat jego przewidywań na temat jej przyszłych zdolności. Mówił także, że nie użyje żywiołu czasu, by nie psuć nam, ani też sobie, niespodzianki.

<C.D.N.>

Uwagi: Brak.

niedziela, 22 lipca 2018

Od Torance "Czarne chmury imigrują do nas jak uchodźcy" cz. 5

Listopad 2019r
Czarna wadera odchrząknęła starając zwrócić na siebie uwagę. Suzanna podniosła na nią wzrok.
- Foolishness, mogłabyś jeszcze raz opowiedzieć swoją wersję wydarzeń? - w głosie samicy Alfa pobrzmiewał raczej rozkaz, niż prośba.
Czarna wilczyca wydawała się bardzo podekscytowana tym, że była w centrum zainteresowania i mogła wszystko opowiedzieć. Jej cała postawa wydawała się krzyczeć: „Ha! To najpierw ja wszystko opowiem! To ode mnie wszystko zależy!”.
- Nie wiem od czego zacząć... - powiedziała udając zagubienie. Fermitate słysząc jej słowa posłał jej spojrzenie spod przymrużonych oczu. Wilczyca czym prędzej zreflektowała się i ponownie odchrząknęła. - Znaczy się... Bardzo dobrze wiem. Bardzo, bardzo dobrze.
- Do rzeczy – przerwała jej zniecierpliwiona Suzanna.
- Byłam właśnie na codziennym patrolu, kiedy zauważyłam z daleka sylwetki trzech szczeniaków. Poruszały się wolno, a na grzbiecie jednego z nich coś się znajdowało. Najpierw pomyślałem, że może te bachory w końcu się na coś przydają i upolowały coś dla watahy. Zaciekawiona podeszłam do nich i dostrzegłam, że nieśli kolejnego szczeniaka. Wszyscy byli wymęczeni i brudni. Ich sierść pokrywała zaschnięta krew. Jednak mała wadera, którą nieśli... Ona była w najgorszym stanie. Od razu stwierdziłam, że to do niej należy krew, a jej pozostała trójka nie znalazła się tam przypadkowo. Szli od strony gór, więc przypuszczam, że próbowali zepchnąć wilczycę w przepaść. Prawdopodobnie im się to nie udało – może wysokość była zbyt niewielka niż przypuszczali – i wadera nadal żyła. Nie wiedząc jak mogliby zgonić winę na przypadek, postanowili nie kończyć tego, co zaczęli, a przytargać do watahy. Jak na moje oko tym szczeniakom nie wolno ufać. Wszyscy powinni zostać wygnani bądź zabici za tak haniebny czyn jakim jest próba morderstwa. Mój brat, Fort, z pewnością mógłby się nimi odpowiednio zająć.
Musiałam przyznać, że wilczyca była świetną aktorką. Modelowała głos w taki sposób, żeby pobrzmiewały w nim emocje, które miały dodać dynamizmu jej opowieści. Żeby ta wywarła odpowiedni skutek.
Z każdym jej słowem, czułam jak wypełnia mnie coraz większe przerażenie. Najgorsze było to, że nie kłamała. Mówiła dokładnie to, co myślała. Sytuacja przedstawiona jej oczami brzmiała bardzo prawdopodobnie, bo niby jak inaczej mogło to wyglądać, jeśli nie na próbę morderstwa?
Tymczasem para Alf pokiwała pyskami w zamyśleniu.
- Dziękuję ci, Foolishness. Teraz, jeśli nie masz nic przeciwko, chciałabym porozmawiać ze szczeniakami. Na osobności.
Suzanna bynajmniej nie prosiła waderę o zgodę, jednak ta gorliwie przytaknęła. Nie ruszyła się jednak z miejsca, jakby czekała, że to właśnie samica Alfa wyjdzie z jaskini zamiast niej.
- Możesz wyjść – podpowiedziała Alfa.
- Och, tak. Oczywiście. Już idę. Do widzenia, Fermitate. Do widzenia, Suzanno – pokiwała głową z szacunkiem - moim zdaniem odrobinę przesadnie – i wyszła.
Słyszałam jej oddalające się kroki, jednak to nie one zaprzątały moje myśli. Miałam wrażenie, że z każdą chwilą przybliża się nasz koniec w tej watasze. Zostaniemy zabici przez brata Foolishness lub wygnani na zawsze. Byłam tutaj od bardzo niedawna, zaledwie jedną porę roku, a koniec już się zbliżał szybkimi krokami. Może takimi jak oddalającej się wadery z Watahy Czarnego Kruka?
Fermitate uśmiechnął się pokrzepiająco.
- Moglibyście teraz wy opowiedzieć jak było? - poprosił.
Wymieniłam spojrzenia z resztą szczeniaków. Znałam ich już wystarczająco dobrze, żeby umieć odczytać, co chcą mi przekazać.
Nie dam rady nic powiedzieć – Moone posłała nam zmartwione spojrzenie.
Ja mogłabym... - zaproponowałam.
Nie. Siedź cicho, Torance. To ja jestem z naszej trójki wilkiem oraz basiorem – Shen uśmiechnął się z wyższością.
Co to ma do rzeczy? - nie zrozumiała Moone.
Bardzo wiele. Po prostu siedźcie cicho i postarajcie nie narobić pod siebie ze strachu, dobra? - zapytał samiec.
Pokiwałyśmy pyskami na znak zgody. Shen był z nas najstarszy i w tej chwili najbardziej opanowany. Niby mógłby wówczas zatuszować swoją winę, ale wiedziałam, że tego nie zrobi. Wiele można było powiedzieć o tym basiorze, ale na pewno nie to, że jest kłamcą. Tak, zdecydowanie to on powinien mówić.
Para Alfa udawała, że nie zauważyła naszej rozmowy bez słów. Lepiej dla nas.
Shen odchrząknął i rozpoczął opowieść. Opowiedział Alfom o wepchnięciu mnie, Aoki i Moone do jeziora oraz o krótkiej walce, która się niedługo potem rozpętała. Gdy przeszedł do gonitwy w stronę Gór, poczułam jak moje serce podchodzi do gardła. Na skrzydlatym samcu snuta przez niego samego historia zdawała nie robić wielkiego wrażenia. Jego głos brzmiał pewnie i spokojnie, jednak po uważniejszym wsłuchaniu się, zauważyłam skrzętnie ukrywane przerażenie, co mnie odrobinę pocieszyło. Wszyscy byliśmy równie wystraszeni.
Suzanna i Fermitate słuchali uważnie jak Shen opowiadał, w jaki sposób Aoki spadła z urwiska. Nie trzeba było być specjalnie dobrym w odgadywaniu intonacji, by dostrzec, że w jego głosie pobrzmiewała czysta skrucha, kiedy wspominał to wydarzenie. Nie zatrzymał się jednak i przedstawiał dalszą historię.
Zawahał się dopiero w momencie, w którym miał przedstawić naszą rozmowę z dzisiejszego ranka. Spojrzał wówczas w naszą stronę i kontynuował, kiedy udzieliłyśmy mu milczącej zgody na przedstawienie i tej sytuacji. Musieliśmy powiedzieć wszystko.
W końcu samiec zakończył i wycofał się do mnie oraz Moone. Natomiast przywódcy naszej watahy siedzieli w ciszy. Wpatrywali się w nas przez kilka chwil, jakby zastanawiali się w jaki sposób powinni nas ukarać. Czas wydawał się rozciągać w nieskończoność.
Po chwili wymienili ze sobą spojrzenia. Fermitate skinął głową i na powrót zwrócił pysk w naszą stronę.
- Zachowaliście się bardzo nieodpowiedzialnie – przemówiła Suzanna. - Przez wasze głupie sprzeczki Aokigahara jest ranna. Nie wykluczamy oczywiście i jej winy. Wszyscy poniesiecie konsekwencje. Począwszy od teraz, kiedy ktokolwiek będzie potrzebował pomocy, którą bylibyście w stanie zapewnić, macie obowiązek to zrobić.
Wymieniłam spojrzenia ze szczeniakami. Nie było tak źle.
- Aokigahara dołączy do was, kiedy tylko jej stan się potwierdzi – dodał Fermitate. - Możecie już iść.
Każde z nas podziękowało, skinęło łbem i pożegnawszy się, wyszło z jaskini. Niedaleko groty dostrzegliśmy sylwetkę Foolishness. Gdy ta nas zauważyła, zniknęła w dziwnym obłoku.
- Widzieliście to? - zapytałam lekko skołowana. Mój mózg nie mógł jeszcze przyswoić sobie tego nagłego zniknięcia.
Shen i Moone potaknęli.
- Jak myślicie, czego tutaj chciała? - skrzydlata samica rozejrzała się. W jej głosie pobrzmiewał niepokój.
- Mogę się założyć, że cały czas podsłuchiwała – Shen pokręcił łbem z niedowierzaniem. Słyszałam jak wymruczał coś, co zabrzmiało trochę jak przekleństwo.
Zamilkliśmy. Nie wiedziałam, o czym myśleli pozostali, ale mój umysł zaprzątała jedna myśl. Mogliśmy tutaj zostać. Żywi. Wprost nie mogłam uwierzyć w nasze szczęście.
- Chyba właśnie kończy się magia – usłyszałam głos Moone.
- Już? Tak szybko? - podniosłam łeb całkowicie zaskoczona.
Wadera miała racje. Dochodziło południe, a z nim koniec pierwszej lekcji. Zaraz miała zacząć się przerwa międzylekcyjna, a po niej czekała nas obrona. Następna była logika, więc czekała nas reszta dnia z Alfami. Super.
- Nie wiem jak wy, ja jestem bardzo głodny – oznajmił Shen. - Widzimy się na lekcji, nie?
Basior nie dał nam czasu na odpowiedź, tylko rozłożył skrzydła i odleciał. Wymieniłam spojrzenia z Moone. Czułam jak burczy mi brzuchu. Całkowicie zapomniałam, że nic dzisiaj nie jadłam. Chociaż... Pragnienie, z którego właśnie zdałam sobie sprawę, było znacznie gorsze.
- Ja idę do Wodopoju. Całkiem usycham – stwierdziłam.
- Spoko – skinęła głową Moone. - Ja chyba pójdę się wykąpać. Nie mogę znieść tego zapachu.
Uśmiechnęłam się słysząc jej słowa. Jednak Aoki ma nią znacznie większy wpływ, niż sądziłam. Wilczyca pożegnała się ze mną i podobnie jak przed chwilą Shen, odleciała. Zostałam sama.
Sama powiadasz? - usłyszałam nagle.
Z mojego gardła wydobył się głośny okrzyk przerażenia.
As! Nie strasz mnie tak! - zawołałam w myślach, kiedy uspokoiłam się na tyle, żeby rozpoznać głos.
Och, przepraszam. Coś mnie ominęło?
Tak i to całkiem sporo. Aoki jest ranna, a ja, Shen i Moone jesteśmy od dzisiaj wiernymi pomagierami każdego, kto potrzebuje pomocy – powiedziałam.
Samiec zamyślił się. O nie, to nie skończy się dobrze.
Czyli jeśli będę potrzebował pomocy z... - zaczął. Jego głos brzmiał w taki sposób, że wystraszyłam się kolejnych słów. Cokolwiek wymyślił, nie chciałam tego słuchać.
Nie. Tobie nie pomagamy – przerwałam, na co As jęknął niezadowolony.
Młoda, no ej! Z moim posłaniem jest serio coś nie tak!
Co takiego? - roześmiałam się.
Zimne takie, niewygodne. Może jednak mogłabyś mi pomóc, co?
Nie licz na to.
Pff... Jesteś okrutna – stwierdził dramatycznym tonem. Słysząc to nie mogłam powstrzymać wybuchu śmiechu – I jeszcze się ze mnie naśmiewasz. Co za wadera!
Fajna? - zapytałam niewinnym głosem.
Oczywiście. Jednak mnie i tak nikt nie dorówna – parsknął z rozbawieniem.
Możliwe. Ja na przykład cię przewyższam. I to znacznie.
Chciałabyś – prychnął.
W odpowiedzi przesłałam mu uśmiech i ruszyłam w stronę Wodopoju. Samiec jednak nie dawał się spławić i prosił o opowiedzenie mu całej historii. Na początku nieszczególnie chciałam znowu to roztrząsać, ale w końcu udało mu się mnie przekonać. As słuchał uważnie, jednak nie byłby sobą, gdyby nie komentował niemal wszystkiego.
Nieźle – podsumował, kiedy skończyłam.
Nieźle? - powtórzyłam z niedowierzaniem. Serio tylko to miał mi do powiedzenia?
No tak. „Nieźle” wydaje się być odpowiednim słowem – powiedział. Po chwili chyba wyczuł moją lekką irytację, bo dodał – Nie zrozum mnie źle, Tori. Po prostu to naprawdę długa historia. Sporo się wydarzyło i sam do końca nie wiem, co powinienem o tym myśleć. Tym bardziej, że to nie ja to wszystko przeżyłem.
Rozumiem – westchnęłam cicho, po czym postanowiłam zmienić temat. - A co ty robiłeś w tym czasie? Próbowałam się z tobą skontaktować, ale poczułam jedynie dziwną blokadę.
As od razu się ożywił.
Czyli ją wyczułaś? Według Vestar była bardzo słaba i nie powstrzymałaby nikogo, kto choć trochę potrafi czytać czyjeś myśli. Jednak dobrze wiedzieć, że jest w stanie zablokować łączę międzyumysłowe.
Zamrugałam zdezorientowana. To było specjalnie?
Basior roześmiał się. Widocznie moje nieogarnięcie go rozbawiło.
Tak! Od jakiegoś czasu uczę się tworzyć blokadę wokół swojego umysłu. Nie idzie mi na razie zbyt dobrze, ale nie jest też najgorzej. Przynajmniej tak mi się wydaje.
Hm... No to gratulacje, czy coś – jak bardzo bym się nie starała, tak na końcu i tak można było usłyszeć nutę pytania.
To pytanie?
Nie.
W tej chwili dostrzegłam, że znajduje się już przy Wodopoju. Widok tego wąskiego wodospadu tak mnie podekscytował, że znalazłam w sobie siłę, żeby do niego podbiec.
To wszystko dzięki mnie. Gdybyś miała iść sama droga by ci się bardzo dłużyła – usłyszałam gdzieś w umyśle. Uśmiechnęłam się w odpowiedzi i zanurzyłam pysk w chłodnej, czystej wodzie. Była taka dobra... Westchnęłam z rozmarzeniem. Zawsze zapominałam, że tutejsza woda była tak pyszna.
Po chwili podniosłam łeb i skierowałam kroki w stronę Szczenięcej Polanki, gdzie jak zwykle miały odbyć się lekcje. Postanowiłam od razu po niej skończyć ogarnianie się, a po logice mogłabym w końcu iść odwiedzić Aoki.
Mogłabym zapytać Moone i Shena czy chcieliby iść ze mną – pomyślałam.
Zniosę, że idziesz odwiedzić Panią Moje-Futerko-Jest-Najważniejsze. Fajnie, że weźmiesz ze sobą Moone – ona jest jeszcze w porządku. Musisz jednak ciągnąć ze sobą tego basiora? - w głosie Asa łatwo można było wyczuć niezadowolenie.
Nie przepadał on za Shenem z powodu, który nie potrafiłam określić. Już pierwszego dnia, kiedy go zobaczyłam, ostrzegał mnie przed nim, czego nie rozumiałam. Owszem, Shen był trochę irytujący, często wredny bez powodu, ale nie aż tak jak przedstawiał to As. W każdym razie był on czasem milszy od Aokigahary. A jednak to Shen, z którym tak rzadko rozmawiałam, był znacznie gorszy od mojej koleżanki – lub przynajmniej zdaniem Asa.
Tak, muszę. Siedzimy w tym wszystkim razem. To ciebie tam nie było, a jakoś zabieram cię ze sobą.
Basior prychnął jeszcze bardziej niezadowolony.
Mogę sobie pójść i cię zablokować, nie ma problemu.
Poczułam jak zaczyna boleć mnie brzuch.
Nie! - zawołałam sama od końca nie wiedząc czemu. Nie chciałam, żeby znowu mnie zostawił. Za bardzo przyzwyczaiłam się jego obecności...
Och, będziesz tęsknić za mną?
Prychnęłam. Chciałbyś.
Czyli mogę sobie iść? - upewnił się basior.
- Jak chcesz – mruknęłam przez przypadek na głos.
Dobra, zostanę. Nie chcę, żebyś się poryczała z tęsknoty.
Tsa... I co jeszcze? - zapytałam uśmiechając się. W gruncie rzeczy cieszyłam się, że ze mną został.

C.D.N.

Uwagi: Brak.