Zacieśnianie więzi

W ramach lepszego zapoznania się ze sobą realizujemy comiesięczny projekt losowania osób, do których można napisać op. i dostać dzięki temu +3 pkt. do każdej z umiejętności (+1 pkt. do mocy).
Link do osób, które zostały wylosowane znajduje się tutaj. :)

poniedziałek, 26 czerwca 2017

Od Aoki "Ostatnie Tchnienie młodości" cz.2 (c.d Moone)

Opowiadanie wchodzi w skład sztafety.

Luty 2020 r.
Prowadząc eskadrę szczeniąt czułam się pewnie. Byłam jedną z młodszych osobników, lecz udało mi się zmanipulować nawet najstarszego Winterena, czy fałszywą Torance. Wspinaczka była męcząca, ale cel był ważniejszy niż jutrzejsze zakwasy. Po niedługim czasie Wii i Shen zostali z tyłu. Nawet najmłodsza Navri była od nich wytrzymalsza. Zarządziłam postój, by mogli trochę odpocząć.
- Jestem głodny – zaczął marudzić Shen.
- Też – powiedziała Moone. Spojrzałam na nich zabójczym wzrokiem.
- Chyba nie będziesz ich zmuszać do podróży z pustym żołądkiem – rzekł Winteren. Westchnęłam.
- Nie mogliście zjeść przed wyruszeniem w drogę?
- A mieliśmy jakiś czas wolny? – Do kłótni dołączyła się kochana Torance.
- Mogliście poprosić. – Mój puchaty ogonek znajdował się w górze, a uszy były postawione na sztorc. – Ale teraz już jest za późno.
- I co zrobisz? – Zapytał Shen.
- Kto jest na siłach by polować? – Rozejrzałam się po szczeniętach.
- Ja – powiedziała Navri. Reszta cichła.
- Ktoś jeszcze? – Zapytałam zniecierpliwiona. – Dobra, Moone i Torance będziecie polowały – wybrałam. Bez żadnych słów wyruszyliśmy na „małe” polowanie. Oczywiście, prowadziłam je, a jakże inaczej. Po paru minutach Navri wytropiła zająca. Posłałam ją by go upolowała. Nie minęło za wiele czasu a wszystkie się rozdzieliliśmy. Znalazłam jakieś małe oczko, pełne ryb. Stojąc nad brzegiem zwinnie łapałam wszystkie napotkane żyjątka. Ostatecznie zebrałam ich ponad dwadzieścia. Przez mijający czas trochę zgłodniałam. Złapałam za ogony ofiary i zaniosłam do miejsca w którym czekał Shen i Winteren. Oprócz nich była już tam Navri, z dwoma dosyć tłustymi zającami. Położyłam swoją zdobycz na boku, gdyż wiedziałam że wolą coś sytego, niż nędzne ryby. Po chwili przyszła Tor i Moone, ciągnąc wspólnie małą sarnę. Zaczęłam jeść to co sama upolowałam. Zjadłam cztery piąte tego co upolowałam. Byłam bardzo głodna. Brzuch bolał mnie z przejedzenia. Rozejrzałam się po szczeniakach. Tylko jeszcze Moone dojadała resztki. Z dwudziestu ryb, dwóch tłustych zajęcy i małej sarny zostało tylko cztery ryby, trzy czwarte zająca, połowa sarny i parę kości.
- Jesteście najedzeni? – Zapytałam.
- Taaak… - powiedzieli chórem, oprócz Navri i Moone.
- Jak chcesz możesz zjeść więcej – rzekłam w stronę najmłodszej.
- Nie jestem głodna – orzekła.
- Powinniśmy się ruszyć i iść dalej – zaproponowałam.
- Nie jestem w stanie się podnieść – zaczął marudzić Shen.
- A kto jest w stanie?
- Ja. – Wstała Tor.
- Ja też – oświadczył Wii.
- Oraz ja. – Rzekła i tak już stojąca Navri.
- Ciągniecie Ashe i Moone. – Gdyby ich spojrzenie mogło zabić, już dawno byłabym martwa.
- Nie chcę być ciągnięta! – Mo się oburzyła.
- Więc rusz cztery litery – zawarczałam. - Jeżeli mamy jeden bagaż mniej, to ktoś z was niech zabierze sarnę i zająca. – Cisza.
- Ty tak na serio chcesz iść dalej? – Zapytał Wii.
- Nie? – Zaprzeczyłam.
- Więc po co to całe ciągniecie i zabieranie rzeczy? – Skrzywił się.
- Musimy znaleźć jakąś kryjówkę, w której moglibyśmy wypocząć. – Oświadczyłam. – Po odpoczynku zatrzemy wonie i ruszymy w dalszą podróż.
- Dlaczego będziemy musieli ciągnąc zdobycze? – Do rozmowy dołączyła Torance.
- Przecież nie może się zmarnować. – Wyjaśniłam. Shenvedo Ashe wstał. Wszystkie oczy zwróciły się w jego stronę.
- Jednak nie będziecie musieli mnie ciągnąć… - Ledwo co wymamrotał.
- Jeżeli możesz iść do zabierz te cztery ryby i kości. – Wydałam rozkaz. – Wii, zabierz zająca. – Spojrzałam się na Torance i Navri. – Wy będziecie ciągnąć sarnę.
- A co z Moone i tobą?
- Ja jestem wodzem, a Moon zastępcą. – Uniosłam wysoko głowę oraz podniosłam ogon. – My nie możemy wykonywać czarnej roboty.
- Mogę im pomóc – zaczęła bronić się przyjaciółka.
- Zabierz dwie ryby od Shena.
- Aoki, to nie fair. – Zaczął bronić innych Winteren. – Powinnaś też coś zrobić.
- Ale przecież nie ma już nic do roboty. – Zaśmiałam się. Prychnęli.
- No to brać się do pracy. Ja kieruję. – Oświadczyłam.
*Później*
Zobaczyłam małą szramę, po cienkim strumyku.
- Ha! – Popędziłam w jej stronę. – Znaleźliśmy. – Wypięłam dumnie pierś. – Moone, spenetruj ją czy jest tam wystarczająco dużo miejsca by umieścić tutaj d*psko Torance i Shena. – Wspomniane szczeniaki spojrzały na mnie zabójczym wzrokiem.
- A sama nie możesz? – Bronił jej Wii.
- Moone ma chyba własnego Kena. – Zaśmiałam się chamsko. – Ja tu rządzę, więc się nie udzielaj.
- Nie zgodziliśmy się byś nami rządziła. – Zaprzeczyła Tor.
- Ale ja tak mówię. – Zadarłam brodę. – To ja tu jestem najmądrzejsza z was. – Navri prychnęła. Wszyscy patrzeli na mnie z odrazą. – No dalej Moon, idź badać jaskinię. – Z opuszczoną głową, wadera niechętnie weszła do środka. Po paru minutach wybiegła z piskiem.
- Co tak piszczysz? – Skrzywiłam się.
- P-pająk… - Cała się trzęsła.
- O boże… To tylko mały pa… - Z jaskini wypełzł wielki, włochaty, kilkunastu centymetrowy pająk.
- Wii, sprawdź czy jadowity. – Basiorek nie ruszył się z miejsca. Prychnęłam. Niechętnie podeszłam do stworzonka i łapą zmiażdżyłam głowotułów insekta. Moją łapę pokryła klejąca maź. Odwróciłam się i poszłam w stronę Wii. Gdy stałam już naprzeciwko niego powiedziałam:
- Tak trudno było się go pozbyć? – Wytarłam łapę o jego sierść.
- Oszalałaś?! – Zakrzyczał.
- Nie wykonałeś rozkazu. – Uśmiechnęłam się chytrze. Skrzywił się.
- Nie jesteśmy twoimi podwładnymi.
- Owszem, jesteście. A teraz zanieście zdobycze do środka jaskini, a w razie pająków je tylko zgniećcie. – Jak ja kochałam wydawać rozkazy.

< Moone? Wykonaj rozkaz! :’3 >

Uwagi: Brak daty! "Niedługim" piszemy razem. Liczby i cyfry w op. piszemy słownie! Powtórzenia, literówki... Nie "zkrzywiłam", tylko "skrzywiłam".

Od Kai'ego, Aokigahary i Torance "Słodkich snów..." cz. 1

Zapis z rp na czacie prywatnym WMW z dnia 25.06.2017 r. Dla każdego z uczestników przyznane zostaje po 1 SG za op., 0,5 pkt. umiejętności oraz o 0,5 oceny z danego przedmiotu w górę.

 Marzec 2020 r.
Tego dnia było wyjątkowo deszczowo. To właśnie takie warunki pogodowe uniemożliwiły przeprowadzenie lekcji na Szczenięcej Polanie. Z tego też powodu Kai przysiadł w jednej z największych jaskiń, którą Alfy zarezerwowały dla nauczycieli w razie takich właśnie niedogodności atmosferycznych. "Mam nadzieję, że dzieciaki trafią tu bez problemu", pomyślał, wbijając wzrok na trwającą się na dworze nieustannie od wczorajszego wieczoru ulewę. Aokigahara w tym samym czasie dreptała, tak by spadające krople nie popsuły jej tak długo układanej sierści, czyli inaczej mówiąc szła pod drzewami. Tori z kolei szła - żeby nie mówić "biegła" - najszybciej jak umiała. Moczący jej futro deszcz bardzo ją irytował.
- Wolałabym śnieg... - mruknęła cicho z nutką rozmarzenia w głosie. Kiedy dochodziła do jaskini, w której miały odbywać się dzisiejsze lekcje, przyspieszyła jeszcze bardziej. Nie mogła się doczekać momentu, w którym wejdzie do ciepłego i co ważniejsze suchego wnętrza groty. Jej koleżanka w końcu zobaczyła wejście do środka do którego wbiegła, prawie cała mokra od deszczu. Krzyknęła:
- Cień topry!
Tori wbiegła do środka z tak dużym impetem, że wpadła na stojącą już w wejściu Aoki.
- P-przepraszam - powiedziała cicho.
- Ach, dzień dobry, dzień dobry. - Rzekł, zatrzymawszy spojrzenie swych fioletowych ślepi na młodszej, rudowłosej uczennicy. Tym razem nie miał zamiaru karcić za jakiekolwiek spóźnienia, gdyż te były zrozumiałe ze wzgląd na uciążliwy deszcz. Aokigahara spojrzała zabójczym wzrokiem na Torance i prychnęła, odchodząc. Usiadła na miejscu w kącie. W odpowiedzi na spojrzenie zielononiebieskich oczu młodszej samicy, Tori przewróciła wymownie oczami. Następnie skierowała swój wzrok na siedzącego niedaleko nauczyciela
- Dzień dobry panu.
- Poczekamy na pozostałych? Moone ostatnio uskarżała się na kaszel, a chłopcy zaś wspominali o tym, że dzisiejszego dnia będą pomagać w odmulaniu strumienia... Wiecie czy się pojawią na lekcji?
- Moone nie przyjdzie - odparła szybko. Tori zaczęła się otrzepywać się, by pozbyć wody z futra, a kiedy skończyła odpowiedziała nauczycielowi:
- Mówili, że raczej nie przyjdą...
Następnie odeszła od wejścia i usiadła w głębi groty.
- Wii i Shen tacy pomocni - powiedziała Aoki, patrząc na swoje pazurki.
- Jak zawsze. Ich obchodzi coś więcej niż ułożenie swojego futra - broniła samców Torance. Starała się powiedzieć to tak, by uwagę słyszała jedynie ruda samica.
- Wiesz, tobie by się przydała kąpiel - syknęła w odpowiedzi.
- Dzięki, ale chciałabym iść popływać, kiedy przestanie padać. Niemniej co powiesz na wrzucenie ciebie do rzeki?
- Nie, dziękuję, myłam się, w przeciwieństwie do ciebie.
Tori zmrużyła oczy niezadowolona i zerwała się, by pobiec do Aokigahary. Chciała wywołać u niej jakąś emocję. Hm... Zawstydzenie powinno być ok - stwierdziła w myślach. Aokigahara podbiegła trochę do nauczyciela, by uciec od Tor. Kai odchrząknął, zwracając tym samym uwagę uczennic.
- Pomimo tego, że emerytura blisko, słuch mam wciąż doskonały. Natychmiast skończcie swoje kłótnie i zacznijmy lekcję. Inaczej posiedzicie tutaj znacznie dłużej. 
Tori zatrzymała się gwałtownie i odwróciła pysk w stronę nauczyciela. Tchórz, pomyślała o swojej byłej przyjaciółce. Aoki się zaśmiała z satysfakcją, na co druga warknęła cicho.
- Wróćcie na swoje miejsca, o waszym zachowaniu porozmawiamy po lekcji - oznajmił nieco ostrzejszym tonem głosu.
Aokigahara wróciła na swoje miejsce, siadając zawinęła swój ogon o przednie łapy, ustawiła uszy na sztorc, a jej wzrok stał się poważniejszy. Torance z kolei na uwagę nauczyciela skuliła się lekko i posłusznie wróciła na swoje miejsce. Skierowała jednocześnie zaciekawione jak i wyczekujące spojrzenie ku Kai'emu. Ciekawe co będziemy robić..?, myślała. Aoki wyglądała na zniecierpliwioną. Basior przeszedł się po klasie, stając na końcu przy ścianie, gdzie zwykł ustawiać materiały potrzebne do przeprowadzenia zajęć. Był to swoisty schowek - wszędzie walały się różnego rodzaju fiolki, słoiki z bliżej nieokreśloną zawartością czy saszetki z aromatycznymi lub nieco mniej ziołami. Przyniósł tu jakiś czas temu nawet kilka ksiąg, w które od czasu do czasu zerkał, by upewnić się o prawidłowej kolejności wrzucania poszczególnych składników.
- Dziś zajmiemy się wykonywaniem leku na bezsenność. Skuteczność jego działania jest zależna od tego, komu się je podaje. Ze względu na to przed zaczęciem regularnego stosowania należy wziąć kilka kropel próbnych. Ich ilość będzie wskazówką, ile łyków należy wziąć, by paść z łap i ostatecznie usnąć. - Obrócił się ku klasie. Obie uczennice patrzyły na niego z maksymalnym skupieniem. - Jedni po jednym łyku czują lekkie zmęczenie, inni natychmiast usypiają. Jedni po dwóch mogą zapaść w śpiączkę, dla innych z kolei jest to pewność, iż obudzą się jeszcze przed świtem. Przez tę różnorodność może być to wręcz niebezpieczne. Wystarczy odrobina nierozwagi i możecie się już nigdy nie otworzyć oczu.
Mogłabym napoić tym Tor, pomyślała jedna z wader. Kai słysząc bardzo wyraźnie każdą myśl swoich uczennic, rzucił ostrzegawcze spojrzenie ku Aoki. Ta się nieco speszyła. Wiedziała już od dłuższego czasu o zdolnościach Kai'ego, o których dość regularnie zapominała.
- Choć składniki są powszechnie dostępne, ich zdobycie nie jest możliwe o każdej porze roku, a ich ilość do wytworzenia choćby fiolki wywaru jest znaczna, więc jest to roztwór stężony.
- A jakie to składniki?
- Melisa, rumianek, głóg, wrzos, kwiaty akacji oraz liście niebieskiego agrestu, dokładnie w takiej kolejności ilościowej.
- A ile potrzeba sztuk owych składników? - dociekliwie pyta się Aoki.
- Jest to zależne od docelowej ilości wywaru, jednak dwa liście melisy, koszyczek rumianku, pół owocu głogu, szczypta kwiatów wrzosu, dwa kwiaty akacji oraz ćwierć liścia niebieskiego agrestu wystarcza na jedynie na wcześniej wspomnianą fiolkę. Do listy składników dodajmy oczywiście gorącą wodę.
- Będziemy dziś ją robić?
Tori przysłuchiwała się rozmowie Kai'ego i Aoki starając się zrozumieć chociażby połowę z tego o czym była mowa. I w tym momencie czuję się jak idiotka, uświadomiła sobie w myślach.
- Tak, oczywiście. - Ponownie wyjrzał na zewnątrz. Deszcz ani śmiał ustać. - Chciałem również udać się z wami na poszukiwania składników, lecz jak widać będziemy zmuszeni korzystać z suszonych. Na szczęście na pierwszych lekcjach eliksirów już poznawaliśmy wcześniej wspomniane zioła, a jako, że należą do podstawy, nie powinny sprawiać najmniejszych problemów. Jeżeli ktoś jednak nie wie wciąż, gdzie można je dokładnie znaleźć, prosiłbym o powiedzenie mi o tym po lekcji.
Aoki spojrzała ukradkiem na Torance. Musiała najwyraźniej stwierdzić, że nauczyciel dodał ostatnie zdanie dlatego, że musiał coś wyczytać z jej głowy - ona za to rozumiała wszystko doskonale. Tori spuściła wzrok na swoje łapy wzdychając cicho. Jak zawsze, pomyślała z żalem.
- Nie chciałbym również wszystkiego podtykać wam pod nos, więc waszym pierwszym zadaniem będzie odnalezienie suszków wcześniej wymienionych przeze mnie składników. - Mówiąc to, skierował głowę ku swojej kolekcji, przy której prowadził wykład na początku lekcji.
Tylko nie to, myślała dalej Tori. Aoki widząc jej przerażenie, uśmiechnęła się.
- Nie poddajcie się na samym starcie. Wiele z nich możecie poznać choćby po zapachu.
Na te słowa Tori poczuła, że wraca do niej nadzieja.
- Będziemy miały wybrać same, czy jedna część a druga drugą? - zapytała druga z uczennic.
- Postarajcie się odnaleźć co trzeba na spółkę. - Usiadł na drugim końcu jaskini. - W razie takiej potrzeby, pomagajcie sobie nawzajem.
- Biorę wrzosy! - zawołała Tori i podbiegła do strasznego miejsca jakim było składowisko różnych rzeczy. Jej koleżanka zrobiła po chwili to samo i niemal po chwili poczuła piękny zapach rumianku. Chwyciła w pysk kwiatki, po czym odniosła na bok.
- Mam rumianek - oznajmiła i zaczęła szukać owoc głogu.
Starsza z nich stała chwilę i rozglądała się za wrzosami. Były schowane z boku, tak jakby chowały się przed nastoletnią wilczycą. Druga radziła sobie znacznie sprawniej. Dostrzegła wysuszone czerwone, małe kuleczki, które zapewne były owocami głogu. I je pochwyciła w pysk i odstawiła na bok.
- Mam głóg!
Tymczasem Tori szerokim uśmiechem na pysku zbliżyła się do saszetki wypełnionej wrzosami, zabrała go i ruszyła do miejsca, w którym spoczywał już rumianek i odstawiła suszone wrzosy.
- Wrzosy są!
Aokigahara wypatrując agrestu, mruczała:
- Dlaczego musi być "niebieski agrest", chociaż nie jest niebieski?!
Tori wróciła do bałaganu rzeczy, jaki znajdował się po drugiej stronie jaskini.
- Niebieski agrest w rzeczy samej nie jest niebieski, acz lekko fioletowawy - przypomniał Kai.
Aoki zabrała się za akacje. Wyszukując kwiaty, natrafiła na liście melisy, bardzo podobne do mięty, jednak różniące się zapachem. Odłożyła je na bok, tam gdzie były wrzosy i inne składniki. Było sześć składników, trzy już wyszukałam więc resztę niech znajdzie Torance, stwierdziła w myślach. Odsunęła się na bok i patrzała jak to Torance nie rozróżnia roślin. W tym czasie szukała liści agrestu.
- Gdzie to jest? - mruknęła. Kai odczytując jej zamiar, postanowił podpowiedzieć:
- Są one bladozielone, a ich żyłki błękitne. Końcówki z kolei mają barwę bordową.
W końcu znalazła po prawej stronie "schowka" miejsce, gdzie składowane były liście.
- Dziękuję panu.
- Proszę pana! - powiedziała oburzona Aokigahara. Tori wciąż szukała odpowiedniej rośliny. Przyglądała się uważnie każdemu z rodzajów liści, dopóki nie znalazła odpowiednich.
- Są! - zawołała zadowolona. Kai uśmiechnął się życzliwie ku Aoki, wręcz niewinnie.
- Wolałbym, aby nie pomyliła tego z jadowitą cherubinową strzałką.
Westchnęła cicho, patrząc jak koleżanka znosi odnaleziony składnik na utworzoną stertę. Wykorzystując wolną okazję, podeszła do nauczyciela.
- Czy mogłabym na chwilę wyjść za potrzebą? - zapytała ściszonym tonem, tak by Tor nie usłyszała.
- Mogłabyś, ale uważaj na deszcz. Nie chciałbym, byś się rozchorowała.
Torance odwróciła się i wróciła do utworzonej przez nią i Aoki kupki składników. Bardziej Aoki... pomyślała ze smutkiem.
- Dziękuję - odparła Aoki i pospiesznie wyszła z jaskini. Dlaczego mam wrażenie, że chce się zerwać?, główkowała uczennica, która została w środku. Chociaż to eliksiry. Nie zrobiłaby tego.

<C.D.N.>

niedziela, 25 czerwca 2017

Od Sakury "Niby lekcja polowania" cz. 1 (c.d Chętny)

Luty 2020 r.
Obudziłam się. Było bardzo wcześnie rano. Dziś miała być moa pierwsza lekcja polowania. Bardzo się cieszyłam, ale zarówno smuciłam. Będę musiała zabić niewinne żyjątko. Dziś mój wieeelki dzień. Wstałam i wyszłam z jaskini. Poszłam w stronę w której powinna być Wodospad. Gdy byłam przy Wodospadzie wskoczyłam do zimnej wody. Dawała ukojenie moim myślom. Zaczęłam się myć w Wodospadzie i usuwać poty i inne śluzy i wydzieliny z ciała. Chciałam być najczystszą i najpiękniejszą waderką w tej watasze by zaimponować Shenowi. Jego muskularne łapki. Mięciutkie skrzydełka. Piękny, biały uśmiech. Jedwabista biała grzywka. Zielone, głębokie oczy. Mięciutka i jedwabista sierść. On jest taki słodki, przystojny, bez wad, tak ładnie się śmieje, ma taki szeroki uśmiech, wszystko wie, jest CUDOWNY! Jakbym chciała go. Bardzo go chce. Mocno.
Gdy byłam już umyta wyszłam z Wodospadu. Otrzepałam się z wody i poszłam na miejsce lekcji polowania. Zwykle przychodziłam jako ostatnia, a tutaj nikogo nie było. Dosłownie nikogo. Oprócz nauczycielki.
- Gdzie reszta? – Zapytała, warcząc.
- Ni-nie-niewiem – zająkałam się. – A pani wie?
- Tak, oczywiście że wiem. – powiedziała dziwnym tonem - a teraz zmykaj. Odwołane lekcje.
- Proszę panią, ale ja chcę się uczyć! – Krzyknęłam.
- Ale jesteś za słaba – warknęła. Zaczęłam płakać.
- A płacz se, płacz – Nauczycielka odeszła. Tak bardzo chciałam spotkać się ze Shenem! Płakałam, wracając do jaskini. Tak bardzo chciałam go spotkać!
Idąc tak napotkałam… Duże skupisko dziur. Skrzywiłam się i odeszłam o parę kroków. Prawie bym tam wpadła! Przeszły mnie ciarki na samą myśl, że mogłabym być w dziurze. Nagle z niej wypełzł wielki, długi, gruby wąż. Otworzyłam szerzej oczy. Skuliłam ogonek. Moje tęczówki oraz źrenice zapewne były wielkości ziarna grochu. Nie powinnam się ruszać, inaczej zaatakuje.
- A ty co? – Zapytał jakiś głos. O mało nie drgnęłam.

<Chętny?>


Uwagi: Brak daty! Literówki, niestaranność... Kiedy chcesz podkreślić to, że postać przedłuża którąś samogłoskę, nie pisz ich nie wiadomo ile, bo powiedzmy 3 wystarczą (czyli zamiast wieeeeeeeeeeeeelki starczy wieeelki), bo to trochę zaburza estetykę tekstu. Powtórzenia! "Wodospad" to nazwa miejsca, więc należy ją zapisywać wielką literą. Co do opisu kąpieli - lepiej nie przesadzać ze szczegółami, szczególnie że z wydzielin mogłabyś mieć na myśli wyłącznie ślinę (popluła się przez sen?), gdyż mamy do czynienia ze szczeniakiem. Poza tym wilki się nie pocą. Nie "zainponować", tylko "zaimponować". "Gdybybyłam juć"? Nie chodziło czasem o "Gdy byłam już"? Zapomniałaś o kilkunastu przecinkach. Po wykrzykniku nie ma potrzeby stawiania kropki... "Praie bym tam wpadłam!." - to zdanie nie ma za grosz sensu. "Tenczówki" piszemy przez "ę"... A poza tym zmniejszają się wyłącznie źrenice.

sobota, 24 czerwca 2017

Od Leah ''Przygoda mojego życia''

Luty 2020 r.
Otworzyłam oczy. Czułam się o wiele lepiej niż wczoraj. O ile nie spałam kilka dni…
Wstałam i od razu poczułam dziwną różnicę. Choroba bardzo mnie osłabiła, ale że aż tak? Trzęsąc się jak osika wyszłam z jaskini w której zasnęłam jakiś czas temu. Biegłam przez las, rozglądając się. Choroba złapała mnie podczas drogi na południe. No jasne, dawno nic mi nie było. Zagapiłam się. I to był mój błąd. Wpadłam na niedźwiedzia, który od razu zaczął mnie gonić. Dysząc biegłam dalej na południe. O dziwo pogoń mnie wręcz uradowała: coś się wydarzyło! Pędziłam dalej, aż wypadłam na polanę. I to jaką! Była pełna fioletowych wrzosów. Mnóstwo przygód w ciągu jednego dnia. Przystanęłam, ale nagle przypomniałam sobie o zwierzęciu. Z miejsca ruszyłam dalej. Z pół kilometra przebiegłam gdy nagle zaskoczyło mnie jedno: kakofonia niezwykłych zapachów. Na lodowym pustkowiu jedyny ciekawy zapach to mrożonki z renów w tajdze i tundrze drzewa iglaste, trochę zwierząt i wilki. A tutaj… Nie sposób zliczyć. Nie zauważyłam nawet gdy podłoże stało się kamienistą równiną, z lichą trawą co dwa kroki, a dookoła pojawiły się jaskinie. Odwróciłam wzrok by obejrzeć niesamowite sklepienie jednej z nich. Spojrzałam przed siebie i… na coś wpadłam. To coś ważyło może dwa raz tyle co ja, ale i tak to wywróciłam. Rozległ się cichy jęk i uderzyłam o ziemię. To nie coś, tylko KTOŚ. Zakręciło mi się w głowie, ale udało mi się wstać.
- Przepraszam… - powiedziałam próbując wyostrzyć obraz, jednak moje oczy miały nieco inny plan.
- Nic nie szkodzi – prychnął KTOŚ. Nareszcie udało mi się na dobre otworzyć oczy. Przede mną stał basior, a z jaskiń wychodziło coraz więcej wilków. No to się nieźle wpakowałam. To teren jakiejś watahy.
- Kim jesteś? – spytała różowa wadera. Różowa? Na północy to dość rzadko spotykany kolor…
- I co tu właściwie robisz? – spytała stanowczo, acz łagodnie miedzianobrązowa wadera.
- Ja… Jestem Leah. I… uciekałam przed niedźwiedziem i jakoś tu trafiłam… - Trochę się jąkałam, byłam nieco oszołomiona upadkiem.
- Niedźwiedziem? Tu nie ma niedźwiedzi – powiedział poszkodowany przeze mnie basior.
- No to długo uciekałam. - zaczęłam się trochę trząść, bynajmniej nie z zimna. – Gdzie właściwie jestem?
- Jesteś na terenie Watahy Magicznych Wilków. Ominęłaś patrol i jesteś w samym centrum. – pierwszy raz odezwał się szary basior z czerwoną grzywką.
- Ja… ja to… Ja przez przypadek… - teraz jąkałam się już z lekką obawą że mogą mi coś zrobić. Ale zaraz… Stop, stop, stop! Ja nie boje się takich rzeczy! Jeszcze jedno spojrzenie na wilki utwierdziło mnie że jednak trochę się boję. To przez tą chorobę. Jestem ułamkiem samej siebie. Cały trening zarówno umysłowy jak i fizyczny legł w gruzach. Więc muszę zacząć wszystko od nowa… Ale nie zrobię tego włócząc się jak przybłęda po lasach. Potrzebuję watahy… A przede mną stoi wataha. To jest wataha z przepowiedni. Czuję to, a taka okazja może się nie powtórzyć…
Cisza się przedłużała. Czas wziąć sprawy we własne łapy.
- Czy mogę dołączyć? Nie, zaraz… Gdzie jest Alfa?
- Alfa stoi tu – odezwała się brązowa wadera
- Miło poznać. Jestem…
- Leah. Już mówiłaś
***
Zostałam przyjęta. Wilk którego wywróciłam (okazało się że ma na imię Shiryu) oprowadził mnie po terenach watahy, co zajęło cały dzień. Z bogatego zbioru stanowisk wybrałam wojownika i goniącego. Codzienne treningi dobrze zrobią mi na zdrowie, a co do goniącego: lubię polować. I tak o to rozpoczęła się przygoda mojego życia…

Uwagi: Narracja czy wypowiedzi to również zdania, więc również i je należy kończyć kropką.