Zacieśnianie więzi

W ramach lepszego zapoznania się ze sobą realizujemy comiesięczny projekt losowania osób, do których można napisać op. i dostać dzięki temu +3 pkt. do każdej z umiejętności (+1 pkt. do mocy).
Link do osób, które zostały wylosowane znajduje się tutaj. :)

poniedziałek, 26 czerwca 2017

Od Kai'ego, Aokigahary i Torance "Słodkich snów..." cz. 1

Zapis z rp na czacie prywatnym WMW z dnia 25.06.2017 r. Dla każdego z uczestników przyznane zostaje po 1 SG za op., 0,5 pkt. umiejętności oraz o 0,5 oceny z danego przedmiotu w górę.

 Marzec 2020 r.
Tego dnia było wyjątkowo deszczowo. To właśnie takie warunki pogodowe uniemożliwiły przeprowadzenie lekcji na Szczenięcej Polanie. Z tego też powodu Kai przysiadł w jednej z największych jaskiń, którą Alfy zarezerwowały dla nauczycieli w razie takich właśnie niedogodności atmosferycznych. "Mam nadzieję, że dzieciaki trafią tu bez problemu", pomyślał, wbijając wzrok na trwającą się na dworze nieustannie od wczorajszego wieczoru ulewę. Aokigahara w tym samym czasie dreptała, tak by spadające krople nie popsuły jej tak długo układanej sierści, czyli inaczej mówiąc szła pod drzewami. Tori z kolei szła - żeby nie mówić "biegła" - najszybciej jak umiała. Moczący jej futro deszcz bardzo ją irytował.
- Wolałabym śnieg... - mruknęła cicho z nutką rozmarzenia w głosie. Kiedy dochodziła do jaskini, w której miały odbywać się dzisiejsze lekcje, przyspieszyła jeszcze bardziej. Nie mogła się doczekać momentu, w którym wejdzie do ciepłego i co ważniejsze suchego wnętrza groty. Jej koleżanka w końcu zobaczyła wejście do środka do którego wbiegła, prawie cała mokra od deszczu. Krzyknęła:
- Cień topry!
Tori wbiegła do środka z tak dużym impetem, że wpadła na stojącą już w wejściu Aoki.
- P-przepraszam - powiedziała cicho.
- Ach, dzień dobry, dzień dobry. - Rzekł, zatrzymawszy spojrzenie swych fioletowych ślepi na młodszej, rudowłosej uczennicy. Tym razem nie miał zamiaru karcić za jakiekolwiek spóźnienia, gdyż te były zrozumiałe ze wzgląd na uciążliwy deszcz. Aokigahara spojrzała zabójczym wzrokiem na Torance i prychnęła, odchodząc. Usiadła na miejscu w kącie. W odpowiedzi na spojrzenie zielononiebieskich oczu młodszej samicy, Tori przewróciła wymownie oczami. Następnie skierowała swój wzrok na siedzącego niedaleko nauczyciela
- Dzień dobry panu.
- Poczekamy na pozostałych? Moone ostatnio uskarżała się na kaszel, a chłopcy zaś wspominali o tym, że dzisiejszego dnia będą pomagać w odmulaniu strumienia... Wiecie czy się pojawią na lekcji?
- Moone nie przyjdzie - odparła szybko. Tori zaczęła się otrzepywać się, by pozbyć wody z futra, a kiedy skończyła odpowiedziała nauczycielowi:
- Mówili, że raczej nie przyjdą...
Następnie odeszła od wejścia i usiadła w głębi groty.
- Wii i Shen tacy pomocni - powiedziała Aoki, patrząc na swoje pazurki.
- Jak zawsze. Ich obchodzi coś więcej niż ułożenie swojego futra - broniła samców Torance. Starała się powiedzieć to tak, by uwagę słyszała jedynie ruda samica.
- Wiesz, tobie by się przydała kąpiel - syknęła w odpowiedzi.
- Dzięki, ale chciałabym iść popływać, kiedy przestanie padać. Niemniej co powiesz na wrzucenie ciebie do rzeki?
- Nie, dziękuję, myłam się, w przeciwieństwie do ciebie.
Tori zmrużyła oczy niezadowolona i zerwała się, by pobiec do Aokigahary. Chciała wywołać u niej jakąś emocję. Hm... Zawstydzenie powinno być ok - stwierdziła w myślach. Aokigahara podbiegła trochę do nauczyciela, by uciec od Tor. Kai odchrząknął, zwracając tym samym uwagę uczennic.
- Pomimo tego, że emerytura blisko, słuch mam wciąż doskonały. Natychmiast skończcie swoje kłótnie i zacznijmy lekcję. Inaczej posiedzicie tutaj znacznie dłużej. 
Tori zatrzymała się gwałtownie i odwróciła pysk w stronę nauczyciela. Tchórz, pomyślała o swojej byłej przyjaciółce. Aoki się zaśmiała z satysfakcją, na co druga warknęła cicho.
- Wróćcie na swoje miejsca, o waszym zachowaniu porozmawiamy po lekcji - oznajmił nieco ostrzejszym tonem głosu.
Aokigahara wróciła na swoje miejsce, siadając zawinęła swój ogon o przednie łapy, ustawiła uszy na sztorc, a jej wzrok stał się poważniejszy. Torance z kolei na uwagę nauczyciela skuliła się lekko i posłusznie wróciła na swoje miejsce. Skierowała jednocześnie zaciekawione jak i wyczekujące spojrzenie ku Kai'emu. Ciekawe co będziemy robić..?, myślała. Aoki wyglądała na zniecierpliwioną. Basior przeszedł się po klasie, stając na końcu przy ścianie, gdzie zwykł ustawiać materiały potrzebne do przeprowadzenia zajęć. Był to swoisty schowek - wszędzie walały się różnego rodzaju fiolki, słoiki z bliżej nieokreśloną zawartością czy saszetki z aromatycznymi lub nieco mniej ziołami. Przyniósł tu jakiś czas temu nawet kilka ksiąg, w które od czasu do czasu zerkał, by upewnić się o prawidłowej kolejności wrzucania poszczególnych składników.
- Dziś zajmiemy się wykonywaniem leku na bezsenność. Skuteczność jego działania jest zależna od tego, komu się je podaje. Ze względu na to przed zaczęciem regularnego stosowania należy wziąć kilka kropel próbnych. Ich ilość będzie wskazówką, ile łyków należy wziąć, by paść z łap i ostatecznie usnąć. - Obrócił się ku klasie. Obie uczennice patrzyły na niego z maksymalnym skupieniem. - Jedni po jednym łyku czują lekkie zmęczenie, inni natychmiast usypiają. Jedni po dwóch mogą zapaść w śpiączkę, dla innych z kolei jest to pewność, iż obudzą się jeszcze przed świtem. Przez tę różnorodność może być to wręcz niebezpieczne. Wystarczy odrobina nierozwagi i możecie się już nigdy nie otworzyć oczu.
Mogłabym napoić tym Tor, pomyślała jedna z wader. Kai słysząc bardzo wyraźnie każdą myśl swoich uczennic, rzucił ostrzegawcze spojrzenie ku Aoki. Ta się nieco speszyła. Wiedziała już od dłuższego czasu o zdolnościach Kai'ego, o których dość regularnie zapominała.
- Choć składniki są powszechnie dostępne, ich zdobycie nie jest możliwe o każdej porze roku, a ich ilość do wytworzenia choćby fiolki wywaru jest znaczna, więc jest to roztwór stężony.
- A jakie to składniki?
- Melisa, rumianek, głóg, wrzos, kwiaty akacji oraz liście niebieskiego agrestu, dokładnie w takiej kolejności ilościowej.
- A ile potrzeba sztuk owych składników? - dociekliwie pyta się Aoki.
- Jest to zależne od docelowej ilości wywaru, jednak dwa liście melisy, koszyczek rumianku, pół owocu głogu, szczypta kwiatów wrzosu, dwa kwiaty akacji oraz ćwierć liścia niebieskiego agrestu wystarcza na jedynie na wcześniej wspomnianą fiolkę. Do listy składników dodajmy oczywiście gorącą wodę.
- Będziemy dziś ją robić?
Tori przysłuchiwała się rozmowie Kai'ego i Aoki starając się zrozumieć chociażby połowę z tego o czym była mowa. I w tym momencie czuję się jak idiotka, uświadomiła sobie w myślach.
- Tak, oczywiście. - Ponownie wyjrzał na zewnątrz. Deszcz ani śmiał ustać. - Chciałem również udać się z wami na poszukiwania składników, lecz jak widać będziemy zmuszeni korzystać z suszonych. Na szczęście na pierwszych lekcjach eliksirów już poznawaliśmy wcześniej wspomniane zioła, a jako, że należą do podstawy, nie powinny sprawiać najmniejszych problemów. Jeżeli ktoś jednak nie wie wciąż, gdzie można je dokładnie znaleźć, prosiłbym o powiedzenie mi o tym po lekcji.
Aoki spojrzała ukradkiem na Torance. Musiała najwyraźniej stwierdzić, że nauczyciel dodał ostatnie zdanie dlatego, że musiał coś wyczytać z jej głowy - ona za to rozumiała wszystko doskonale. Tori spuściła wzrok na swoje łapy wzdychając cicho. Jak zawsze, pomyślała z żalem.
- Nie chciałbym również wszystkiego podtykać wam pod nos, więc waszym pierwszym zadaniem będzie odnalezienie suszków wcześniej wymienionych przeze mnie składników. - Mówiąc to, skierował głowę ku swojej kolekcji, przy której prowadził wykład na początku lekcji.
Tylko nie to, myślała dalej Tori. Aoki widząc jej przerażenie, uśmiechnęła się.
- Nie poddajcie się na samym starcie. Wiele z nich możecie poznać choćby po zapachu.
Na te słowa Tori poczuła, że wraca do niej nadzieja.
- Będziemy miały wybrać same, czy jedna część a druga drugą? - zapytała druga z uczennic.
- Postarajcie się odnaleźć co trzeba na spółkę. - Usiadł na drugim końcu jaskini. - W razie takiej potrzeby, pomagajcie sobie nawzajem.
- Biorę wrzosy! - zawołała Tori i podbiegła do strasznego miejsca jakim było składowisko różnych rzeczy. Jej koleżanka zrobiła po chwili to samo i niemal po chwili poczuła piękny zapach rumianku. Chwyciła w pysk kwiatki, po czym odniosła na bok.
- Mam rumianek - oznajmiła i zaczęła szukać owoc głogu.
Starsza z nich stała chwilę i rozglądała się za wrzosami. Były schowane z boku, tak jakby chowały się przed nastoletnią wilczycą. Druga radziła sobie znacznie sprawniej. Dostrzegła wysuszone czerwone, małe kuleczki, które zapewne były owocami głogu. I je pochwyciła w pysk i odstawiła na bok.
- Mam głóg!
Tymczasem Tori szerokim uśmiechem na pysku zbliżyła się do saszetki wypełnionej wrzosami, zabrała go i ruszyła do miejsca, w którym spoczywał już rumianek i odstawiła suszone wrzosy.
- Wrzosy są!
Aokigahara wypatrując agrestu, mruczała:
- Dlaczego musi być "niebieski agrest", chociaż nie jest niebieski?!
Tori wróciła do bałaganu rzeczy, jaki znajdował się po drugiej stronie jaskini.
- Niebieski agrest w rzeczy samej nie jest niebieski, acz lekko fioletowawy - przypomniał Kai.
Aoki zabrała się za akacje. Wyszukując kwiaty, natrafiła na liście melisy, bardzo podobne do mięty, jednak różniące się zapachem. Odłożyła je na bok, tam gdzie były wrzosy i inne składniki. Było sześć składników, trzy już wyszukałam więc resztę niech znajdzie Torance, stwierdziła w myślach. Odsunęła się na bok i patrzała jak to Torance nie rozróżnia roślin. W tym czasie szukała liści agrestu.
- Gdzie to jest? - mruknęła. Kai odczytując jej zamiar, postanowił podpowiedzieć:
- Są one bladozielone, a ich żyłki błękitne. Końcówki z kolei mają barwę bordową.
W końcu znalazła po prawej stronie "schowka" miejsce, gdzie składowane były liście.
- Dziękuję panu.
- Proszę pana! - powiedziała oburzona Aokigahara. Tori wciąż szukała odpowiedniej rośliny. Przyglądała się uważnie każdemu z rodzajów liści, dopóki nie znalazła odpowiednich.
- Są! - zawołała zadowolona. Kai uśmiechnął się życzliwie ku Aoki, wręcz niewinnie.
- Wolałbym, aby nie pomyliła tego z jadowitą cherubinową strzałką.
Westchnęła cicho, patrząc jak koleżanka znosi odnaleziony składnik na utworzoną stertę. Wykorzystując wolną okazję, podeszła do nauczyciela.
- Czy mogłabym na chwilę wyjść za potrzebą? - zapytała ściszonym tonem, tak by Tor nie usłyszała.
- Mogłabyś, ale uważaj na deszcz. Nie chciałbym, byś się rozchorowała.
Torance odwróciła się i wróciła do utworzonej przez nią i Aoki kupki składników. Bardziej Aoki... pomyślała ze smutkiem.
- Dziękuję - odparła Aoki i pospiesznie wyszła z jaskini. Dlaczego mam wrażenie, że chce się zerwać?, główkowała uczennica, która została w środku. Chociaż to eliksiry. Nie zrobiłaby tego.

<C.D.N.>

niedziela, 25 czerwca 2017

Od Sakury "Niby lekcja polowania" cz. 1 (c.d Chętny)

Luty 2020 r.
Obudziłam się. Było bardzo wcześnie rano. Dziś miała być moa pierwsza lekcja polowania. Bardzo się cieszyłam, ale zarówno smuciłam. Będę musiała zabić niewinne żyjątko. Dziś mój wieeelki dzień. Wstałam i wyszłam z jaskini. Poszłam w stronę w której powinna być Wodospad. Gdy byłam przy Wodospadzie wskoczyłam do zimnej wody. Dawała ukojenie moim myślom. Zaczęłam się myć w Wodospadzie i usuwać poty i inne śluzy i wydzieliny z ciała. Chciałam być najczystszą i najpiękniejszą waderką w tej watasze by zaimponować Shenowi. Jego muskularne łapki. Mięciutkie skrzydełka. Piękny, biały uśmiech. Jedwabista biała grzywka. Zielone, głębokie oczy. Mięciutka i jedwabista sierść. On jest taki słodki, przystojny, bez wad, tak ładnie się śmieje, ma taki szeroki uśmiech, wszystko wie, jest CUDOWNY! Jakbym chciała go. Bardzo go chce. Mocno.
Gdy byłam już umyta wyszłam z Wodospadu. Otrzepałam się z wody i poszłam na miejsce lekcji polowania. Zwykle przychodziłam jako ostatnia, a tutaj nikogo nie było. Dosłownie nikogo. Oprócz nauczycielki.
- Gdzie reszta? – Zapytała, warcząc.
- Ni-nie-niewiem – zająkałam się. – A pani wie?
- Tak, oczywiście że wiem. – powiedziała dziwnym tonem - a teraz zmykaj. Odwołane lekcje.
- Proszę panią, ale ja chcę się uczyć! – Krzyknęłam.
- Ale jesteś za słaba – warknęła. Zaczęłam płakać.
- A płacz se, płacz – Nauczycielka odeszła. Tak bardzo chciałam spotkać się ze Shenem! Płakałam, wracając do jaskini. Tak bardzo chciałam go spotkać!
Idąc tak napotkałam… Duże skupisko dziur. Skrzywiłam się i odeszłam o parę kroków. Prawie bym tam wpadła! Przeszły mnie ciarki na samą myśl, że mogłabym być w dziurze. Nagle z niej wypełzł wielki, długi, gruby wąż. Otworzyłam szerzej oczy. Skuliłam ogonek. Moje tęczówki oraz źrenice zapewne były wielkości ziarna grochu. Nie powinnam się ruszać, inaczej zaatakuje.
- A ty co? – Zapytał jakiś głos. O mało nie drgnęłam.

<Chętny?>


Uwagi: Brak daty! Literówki, niestaranność... Kiedy chcesz podkreślić to, że postać przedłuża którąś samogłoskę, nie pisz ich nie wiadomo ile, bo powiedzmy 3 wystarczą (czyli zamiast wieeeeeeeeeeeeelki starczy wieeelki), bo to trochę zaburza estetykę tekstu. Powtórzenia! "Wodospad" to nazwa miejsca, więc należy ją zapisywać wielką literą. Co do opisu kąpieli - lepiej nie przesadzać ze szczegółami, szczególnie że z wydzielin mogłabyś mieć na myśli wyłącznie ślinę (popluła się przez sen?), gdyż mamy do czynienia ze szczeniakiem. Poza tym wilki się nie pocą. Nie "zainponować", tylko "zaimponować". "Gdybybyłam juć"? Nie chodziło czasem o "Gdy byłam już"? Zapomniałaś o kilkunastu przecinkach. Po wykrzykniku nie ma potrzeby stawiania kropki... "Praie bym tam wpadłam!." - to zdanie nie ma za grosz sensu. "Tenczówki" piszemy przez "ę"... A poza tym zmniejszają się wyłącznie źrenice.

sobota, 24 czerwca 2017

Od Leah ''Przygoda mojego życia''

Luty 2020 r.
Otworzyłam oczy. Czułam się o wiele lepiej niż wczoraj. O ile nie spałam kilka dni…
Wstałam i od razu poczułam dziwną różnicę. Choroba bardzo mnie osłabiła, ale że aż tak? Trzęsąc się jak osika wyszłam z jaskini w której zasnęłam jakiś czas temu. Biegłam przez las, rozglądając się. Choroba złapała mnie podczas drogi na południe. No jasne, dawno nic mi nie było. Zagapiłam się. I to był mój błąd. Wpadłam na niedźwiedzia, który od razu zaczął mnie gonić. Dysząc biegłam dalej na południe. O dziwo pogoń mnie wręcz uradowała: coś się wydarzyło! Pędziłam dalej, aż wypadłam na polanę. I to jaką! Była pełna fioletowych wrzosów. Mnóstwo przygód w ciągu jednego dnia. Przystanęłam, ale nagle przypomniałam sobie o zwierzęciu. Z miejsca ruszyłam dalej. Z pół kilometra przebiegłam gdy nagle zaskoczyło mnie jedno: kakofonia niezwykłych zapachów. Na lodowym pustkowiu jedyny ciekawy zapach to mrożonki z renów w tajdze i tundrze drzewa iglaste, trochę zwierząt i wilki. A tutaj… Nie sposób zliczyć. Nie zauważyłam nawet gdy podłoże stało się kamienistą równiną, z lichą trawą co dwa kroki, a dookoła pojawiły się jaskinie. Odwróciłam wzrok by obejrzeć niesamowite sklepienie jednej z nich. Spojrzałam przed siebie i… na coś wpadłam. To coś ważyło może dwa raz tyle co ja, ale i tak to wywróciłam. Rozległ się cichy jęk i uderzyłam o ziemię. To nie coś, tylko KTOŚ. Zakręciło mi się w głowie, ale udało mi się wstać.
- Przepraszam… - powiedziałam próbując wyostrzyć obraz, jednak moje oczy miały nieco inny plan.
- Nic nie szkodzi – prychnął KTOŚ. Nareszcie udało mi się na dobre otworzyć oczy. Przede mną stał basior, a z jaskiń wychodziło coraz więcej wilków. No to się nieźle wpakowałam. To teren jakiejś watahy.
- Kim jesteś? – spytała różowa wadera. Różowa? Na północy to dość rzadko spotykany kolor…
- I co tu właściwie robisz? – spytała stanowczo, acz łagodnie miedzianobrązowa wadera.
- Ja… Jestem Leah. I… uciekałam przed niedźwiedziem i jakoś tu trafiłam… - Trochę się jąkałam, byłam nieco oszołomiona upadkiem.
- Niedźwiedziem? Tu nie ma niedźwiedzi – powiedział poszkodowany przeze mnie basior.
- No to długo uciekałam. - zaczęłam się trochę trząść, bynajmniej nie z zimna. – Gdzie właściwie jestem?
- Jesteś na terenie Watahy Magicznych Wilków. Ominęłaś patrol i jesteś w samym centrum. – pierwszy raz odezwał się szary basior z czerwoną grzywką.
- Ja… ja to… Ja przez przypadek… - teraz jąkałam się już z lekką obawą że mogą mi coś zrobić. Ale zaraz… Stop, stop, stop! Ja nie boje się takich rzeczy! Jeszcze jedno spojrzenie na wilki utwierdziło mnie że jednak trochę się boję. To przez tą chorobę. Jestem ułamkiem samej siebie. Cały trening zarówno umysłowy jak i fizyczny legł w gruzach. Więc muszę zacząć wszystko od nowa… Ale nie zrobię tego włócząc się jak przybłęda po lasach. Potrzebuję watahy… A przede mną stoi wataha. To jest wataha z przepowiedni. Czuję to, a taka okazja może się nie powtórzyć…
Cisza się przedłużała. Czas wziąć sprawy we własne łapy.
- Czy mogę dołączyć? Nie, zaraz… Gdzie jest Alfa?
- Alfa stoi tu – odezwała się brązowa wadera
- Miło poznać. Jestem…
- Leah. Już mówiłaś
***
Zostałam przyjęta. Wilk którego wywróciłam (okazało się że ma na imię Shiryu) oprowadził mnie po terenach watahy, co zajęło cały dzień. Z bogatego zbioru stanowisk wybrałam wojownika i goniącego. Codzienne treningi dobrze zrobią mi na zdrowie, a co do goniącego: lubię polować. I tak o to rozpoczęła się przygoda mojego życia…

Uwagi: Narracja czy wypowiedzi to również zdania, więc również i je należy kończyć kropką.

piątek, 23 czerwca 2017

Od Navri "Jestem młodsza, ale nie gorsza" cz. 6

Październik 2019 r.
Minął kolejny miesiąc. Spod przymrużonych oczu patrzyłam na widok rozciągający się przed Wschodnim Klifem. Warto było przyjść tu tak wczesną porą. Uśmiechnęłam się z zadowoleniem.
- I jak ci się podoba? - zapytał tata. Nawet nie musiałam na niego patrzeć, by wiedzieć, że jest uradowany moją pozytywną reakcją.
- Śśświetne - skomentowałam. Westchnął z dumy, przybliżając się do mnie. Szturchnął mnie po przyjacielsku bokiem. Prawdę mówiąc domyślałam się, o co mu chodziło. Mój aparat mowy był coraz sprawniejszy. Zdarzało mi się tylko od czasu do czasu przedłużać niektóre głoski lub pomijać co niektóre litery.
- Jeśli chcesz, możemy przyjść tutaj również jutro.
Skinęłam głową. Wizja przychodzenia tutaj każdego dnia zapowiadała się obiecująco.
- Niestety pojutrze już jestem zajęty...
- Sama - zasugerowałam. Uwielbiałam w tacie to, że rozumiał moje krótkie hasła. Zareagował niezadowolonym mlaśnięciem językiem.
- Nie możesz tu przychodzić bez niczyjej opieki. Jeszcze coś ci się stanie i co wtedy?
- Sohara - podsunęłam.
- Zastanowię się - Westchnął. Wciąż się mimowolnie uśmiechałam z rozmarzeniem. Ten moment był taki błogi.
- Dzisiaj masz pierwszą lekcję obrony z Fermitate. Cieszysz się? - zapytał po kilku dłuższych chwilach milczenia. Skinęłam głową i kilka razy zamachałam ogonem. Rzeczywiście, czułam podekscytowanie na samą myśl o tym, że będzie właściwie moja pierwsza lekcja od dawna, która nie będzie polegać na w dużej mierze siedzeniu. Fakt, trochę się denerwowałam, ale przecież nie powinno być tak źle. Odbywałam coraz więcej lekcji wraz z rówieśnikami. Wciąż wiedziałam, że są ode mnie starsi, ale dziwne uczucie pozostało. Sama nie wiedziałam, czy jestem z tego powodu szczęśliwa, czy wręcz przeciwnie.
- To bardzo dobrze - odpowiedział tata, ponownie wpatrując się w wschodzące słońce. - Wierzę, że pójdzie ci świetnie.
Nieznacznie uniosłam kąciki ust. Tak, ja też miałam taką nadzieję.
Niebawem musieliśmy się już zbierać. Nie czułam większego żalu, bo niebo już powoli uzyskiwało swoją zwykłą barwę, pozbywając się pięknego różu, którym się tak zachwycałam. Wszystko dookoła straciło swój urokliwy pomarańczowy kolor. Tata zadeklarował, że odprowadzi mnie na zajęcia i dopiero później pójdzie na służbę. Taki układ jak najbardziej mi odpowiadał. Nawet jeśli szczeniaki widząc, że nie przychodzę sama rzucały mi dziwne spojrzenia. Prawdopodobnie były zazdrosne.
Tak było i tym razem. Aokigahara ostatnio stała się nieco poważniejsza, ale nie w kierunku, który bym uważała za prawidłowy. Rzuciła mi wręcz pogardliwe spojrzenie i natychmiast wróciła do rozmowy z Moone i Torance. Spuściłam łeb i poczłapałam do Shena.
- Hej - powiedział wesoło na powitanie. Skinęłam tylko nieznacznie głową i kątem oka zarejestrowałam, że tata oddala się już za krzaki. - Będziemy ćwiczyć w parze?
Pytanie to mnie nieco zaskoczyło, choć nie dałam tego po sobie poznać. Czy znaczyło to, że żadne ćwiczenia nie były przeprowadzane w pojedynkę? Jęknęłam w myślach. Wolałam działać sama, ale najwyraźniej nie miałam innego wyjścia. Przystałam na jego propozycję. Wyglądał na uradowanego.
- Cześć, dzieci - oznajmił szary basior, wchodząc na Szczenięcą Polankę. Widziałam go już wiele razy. Chadzał terenami watahy, jednak najczęściej pałętał się w okolicach Jaskini Alf. Był na moje oko całkiem nieźle zbudowany i wcale nie wyglądał na starego. To on musiał nazywać się Fermitate i być partnerem Suzanny. - Dziś skupimy się na przerzutach przez bok.
Jego wzrok zatrzymał się na mnie. Miał oczy koloru podobnego do moich. Równie złote, lecz jego były znacznie bardziej... niezwykłe.
- Jak ci na imię?
- Navri - odparłam bez wahania. Skinął głową z uśmiechem.
- Możesz dzisiaj zająć się odbijaniem tej gumowej piłeczki - Mówiąc to, obrócił się w stronę czerwonego przedmiotu leżącego w trawie. Ponownie na niego spojrzałam, nawet nie mrugnąwszy. Czy on sobie ze mnie żartował? Sądził, że sobie nie poradzę? Miałam ochotę warknąć, ale tego nie zrobiłam. Pokornie, zachowując resztki dumy, potruchtałam ku piłce. Nie spuszczała z oczu reszty szczeniaków. Shen wyglądał na zawiedzionego. Do pary przypadła mu Torance, która wyglądała na skupioną na wszystkim innym, tylko nie na nim. Rzucał mi tęskne spojrzenia, lecz ja akurat schyliłam się ku zabawce. Zamierzałam pokazać temu bucowi, że tak naprawdę stać mnie na więcej.
Poodbijałam ją kilka razy, ale było to niezwykle nużące. Nie lubiłam takich rzeczy. Wolałam znacznie poważniejsze i pożyteczniejsze zajęcia. Fermitate akurat tłumaczył pozostałym, jak należy wykonać daną czynność. Nie słyszałam, o czym mówił, lecz bacznie obserwowałam to, co prezentował innym. Kiedy zauważył, że zastygłam w bezruchu, dał znak, bym kontynuowała rzuty. Z tym, że ja nie chciałam tego robić. Tak bardzo nie chciałam.
Cisnęłam nią o drzewo. Odbiła się z taką siłą, że kawałek kory aż odpadł, a ona sama poleciała daleko za mnie. Moone w ostatniej chwili zdołała zbiec. Szczeniaki, włącznie z nauczycielem, patrzyły na mnie z oczami okrągłymi jak spodki. Zmierzyłam ich spojrzeniem.
- Navri, co się stało?
Jeszcze pytasz, głupku? - pomyślałam o wypowiedzi Alfy. Niemalże czułam, że moje oczy płoną złością. Im dłużej tak stał, najwyraźniej wciąż nie wiedząc, w czym problem, czułam narastający gniew. Niby Alfa, a tak mało domyślny. Groźnie stąpając zaczęłam się zbliżać w jego kierunku. Piłka odbiła się w końcu gdzieś nieopodal niego, a ja próbowałam dociec do tego, gdzie się zatrzymała. Gwałtownie się do mnie zbliżył, postępując zaledwie jeden krok w bok. Nie wiem dokładnie, co chciał zrobić, ale podejrzewałam, że zagrodzić mi drogę. To jednak nie było najlepszym pomysłem. Odruchowo wbiłam zęby w jego pierś i bez większego wysiłku przerzuciłam go za siebie. Gruchnął na trawę, a ja pokłusowałam ku piłce. Szczeniaki stały oniemiałe.
Kiedy wracałam na swoje stanowisko w pobliżu drzew, Fermitate już zdołał się podnieść. Po raz kolejny czegoś ode mnie chciał. Tym razem w jego głosie pobrzmiewała nutka czegoś, czego nawet nazwać nie potrafiłam. Podziwu?
- Jak to zrobiłaś?
Wzruszyłam ramionami. Podświadomie czułam, że stać mnie na znacznie więcej, ale skoro nie chciał, bym się wykazała, to nie.
- Ktoś cię tego nauczył?
Przystanęłam. Kto niby? Sohara? - kpiłam w myślach. Nauczenie mnie tego jest w obowiązkach nauczyciela obrony, a nie kogokolwiek innego. Basior odchrząknął i zaproponował nieśmiało:
- Jak chcesz, możesz zaprezentować co jeszcze potrafisz...
- Nie - odparłam bez chwili zastanowienia. Nie miałam zamiaru się ośmieszać przed resztą. Nie wiedziałam, co potrafię, a czego nie.
- W takim razie sądzę, że mogłabyś już jednak dołączyć do reszty grupy. Zobaczymy, jak sobie będziesz dalej radzić...
Teraz się nagle obudził - przeszło mi przez myśl, ale przełamując swoją niechęć do basiora, odwróciłam się na pięcie i odrzucając przeklętą piłkę w krzaki, wróciłam do reszty grupy. Mimowolnie patrzyłam z wyższością na pozostałych. Czy nimi otwarcie gardziłam? Tego nie wiedziałam. Mimo wszystko nie miałam za co ich nienawidzić.
Resztę lekcji spędziłam na słuchaniu i wykonywaniu poleceń Fermitate. Moim partnerem w końcu był Shen, a Torance przypadł nie kto inny, jak sam nauczyciel. Nie wyglądała na zadowoloną z tego powodu, ale nie narzekała. Ponadto, jak to określił basior, wszystkie ćwiczenia wykonywałam perfekcyjnie. Wielokrotnie kazał całej reszcie na mnie spoglądać. Nie mogłam pozbyć się wrażenia, że Aokigahara patrzyła na mnie z serdeczną nienawiścią. Stopniowo zaczynałam czuć do niej dokładnie to samo. Czyżbyśmy miały się już niebawem stać rywalkami? To się już niebawem okaże.

<C.D.N.>

Uwagi: Brak.