Zacieśnianie więzi

W ramach lepszego zapoznania się ze sobą realizujemy comiesięczny projekt losowania osób, do których można napisać op. i dostać dzięki temu +3 pkt. do każdej z umiejętności (+1 pkt. do mocy).
Link do osób, które zostały wylosowane znajduje się tutaj. :)

piątek, 23 czerwca 2017

Od Torance "Ostatnie tchnienie młodości" cz. 1

Opowiadanie wchodzi w skład sztafety.

Luty 2020 r.
Niebiesko-zielone oczy błyszczały w gniewie. Miałam ochotę się skulić i przyznać jej rację, powiedzieć cokolwiek, byle tylko na mnie nie naskoczyła, jak to miała ostatnio w zwyczaju. „Nie tym razem” - pomyślałam. Rozumiałam wszystko, naprawdę wszystko. „Księżniczkowatość”, wieczne zdenerwowanie i brak szacunku dla innych. Zawsze wystarczało nie słuchać połowy o czym mówi. Zawsze, nie licząc dzisiejszego dnia. Moja metoda mnie zawiodła...
Dlaczego ty się z nią w ogóle zadajesz? Wybacz, Tori, ale naprawdę tego nie rozumiem. Ta wadera to tyran.”
- Wiem – westchnęłam. Oczywiście jak zawsze kiedy rozmawiałam z Asem, było to wszystko tylko w myślach – Mówiłam ci już to tyle razy: Boję się, że gdyby nie „przyjaźń” z nią wszystko wróciłoby do stanu pierwotnego. Nie chcę powtórki z rozrywki.
Och, mała.... Rozumiem, że się boisz, ale nie możesz dać sobą pomiatać. Gdybym tutaj był, dałbym jej w pysk.”
Roześmiałam się. Nigdy nawet mi przez myśl nie przeszło, że mogłabym tak zaprzyjaźnić się z osobą, której nawet nie widziałam. Co prawda, często miałam dość tego, że ktoś prawie cały czas siedzi w mojej głowie i czyta moje myśli, ale po... Czterech? Czterech miesiącach zdążyłam się przyzwyczaić do wszechobecnego głosu w swoim mózgu.
- Nie wątpię, As - spoważniałam – Tyle, że ciebie tutaj nie ma.
Spotkamy się. Niedługo. Obiecuję ci to, Lisico.”
- Trzymam za słowo – powiedziałam i „wróciłam” do prawdziwego świata. Ów powrót nie był ani trochę przyjemny.
Aoki stała przede mną i patrzyła na mnie z góry. Niestety, choć sama nie była specjalnie wysoka, zdecydowanie górowała nade mną wzrostem. Gdyby spojrzenie wilczycy mogło zabijać już od paru minut leżałabym pozbawiona życia na zamarzniętej ziemi.
- Powtórz to. - zażądała. Te dwa słowa ociekały taką złością, jak jeszcze nigdy. Samica nie mogła znieść myśli, że ktoś może jej się przeciwstawić.
Chociaż miałam ochotę się skulić i wycofać, to tego nie zrobiłam. Zamiast tego przewróciłam demonstracyjnie oczami.
- Nie, Aoki. Nie opuszczę zajęć z magii, tylko dlatego, że boisz się zobaczyć z naszym nauczycielem – starałam się nadać swojemu głosu stanowczość. Miałam dość bycia na każde jej zawołanie. Bycia posłuszną, grzeczną i nie mającą własnego zdania Tori. W końcu ile można?
Samica wypuściła powoli powietrze z płuc. Jej pysk wyrażał czystą furię. Taką, jak przy każdej rozmowie z Shenem. Czyżbym mu dorównała?
- Nie powiedziałaś tego – wysyczała.
Aoki zwróciła głowę w stronę przyglądającej się całej scenie Moone. Czarna wadera nie brała udziału w kłótni. Zawsze milcząca, posłuszna i spokojna. Sypała dobrymi radami jak z kapelusza. Czasem miałam wrażenie, że była w tej watasze tylko po to, by uspokajać szalejącą Aokigaharę. Skrzydła złożyła na ciele. Jej spojrzenie wędrowało ze mnie na Aoki i z powrotem. Złapałam z nią kontakt wzrokowy. „Odpuść. Wiesz, że nie warto.” Tu się mylisz, Moone. Warto.
- A ty? Idziesz czy zostajesz z tą pokraką?
Czarna skierowała wzrok w dół, jakby jej pazury były w tej chwili najciekawszą rzeczą na świecie.
- Idę – mruknęła tak cicho, że gdyby nie to, że stałam tuż obok niej, nie usłyszałabym odpowiedzi. Aoki triumfowała. Nie musiałam mieć mocy polegającej na czytaniu w myślach by wiedzieć co myśli. „Ha! Oto jedyna prawdziwa przyjaciółka. Dalej nie mogę uwierzyć w to, co zrobiła Torance, ale sprawię, że tego pożałuje.”. Nie znałam bardziej mściwej osoby.
Samice wstały i otrzepały się. Zaraz pójdą. Będę miała czas, by ochłonąć przed lekcją.
- Baw się dobrze ze swoim kochasiem. - wysyczała Aokigahara, kiedy mnie mijała. Zmarszczyłam brwi ze zdziwienia. O co mogło jej tym razem chodzić? Albo raczej o kogo.
- Co masz na myśli? - zapytałam. Na pysku wilczycy pojawił się szeroki uśmiech.
- Nie udawaj. Myślisz, że nie widzę, że zaskakująco często rozmawiasz się z tym staruchem po lekcjach? Tego, że wpatrujesz się w niego jak w obrazek?
Zamurowało mnie. Totalnie mnie zamurowało. Jak ona...? Zacisnęłam szczęki ze złości.
- Nie martw się, Aoki. Piłeczki Kai'ego są tylko i wyłącznie twoje. - powiedziałam i zerwałam się z miejsca, by uciec. Co za dużo to niezdrowo.
Biegłam prosto na Szczenięcą Polankę. Prędkość, którą teraz osiągałam bez trudu, dawała mi zazwyczaj poczucie wolności - teraz koiła emocje.
Jeszcze nigdy nie pokłóciłam się o nic tak bardzo jak dzisiaj z Aoki. Pomimo tego, że samica mnie denerwowała już od jakiegoś czasu, czułam żal do samej siebie. Jeszcze te durne teksty, żenada. Nie powinnam tak się zachowywać, ale nie miałam zamiaru poświęcać swojej edukacji, bo Aoki ma taki kaprys.
Dobrze zrobiłaś. Nie przejmuj się nią, Tori.” - powiedział cicho As. Podziękowałam mu za to. Jak bardzo cieszyłam się, że go miałam.
Zatrzymałam się przed wejściem na polanę. Z pewnością byłam lekko spóźniona, ale trudno. Wzięłam głęboki wdech, by po chwili wypuścić powietrze.
Truchtem wbiegłam na Szczenięcą Polanę. Wypatrzyłam grupę składającą się z dwóch szczeniaków i nauczyciela, by skierować swoje kroki w ich stronę.
- Przepraszam za spóźnienie - wydyszałam, kiedy znalazłam się już koło nich.
Kai w odpowiedzi skinął głową. Dziwne, ale wyjątkowo nie ochrzanił mnie za spóźnienie się. Może jest chory? Basior patrzył przed siebie nieobecnym wzrokiem. Był całkowicie oderwany od świata.
Wbrew temu co uważała Aoki, nie przyglądałam się dokładnie swojemu nauczycielowi. Zamiast tego podeszłam bliżej pozostałej dwójki szczeniaków. Shen rozmawiał po cichu z tym nowym, Winterenem, jeśli się nie mylę.
- Cześć? - przywitałam się z basiorami. Shen zanim mi odpowiedział przewrócił oczami, jakby witał mnie bardzo niechętnie. Pacnęłam go lekko łapą, na co on tylko się uśmiechnął. Pomimo początkowych spięć, jakimś cudem się z nim zakolegowałam. Basior może był trochę irytujący, a ciągłe gadanie o samicach bywało trochę denerwujące, niemniej fajnie się z nim rozmawiało. Wolałabym zadawać się z nim, a nie z Aoki i Moone.
- Hej – odpowiedział nowy z uśmiechem. - Gdzie...?
- Przepraszam cię – przerwałam mu – Jak masz na imię? Winteren? Przepraszam, ale naprawdę nie potrafię tego zapamiętać.
Basior roześmiał się i pokręcił pyskiem na boki. Podczas tego ruchu niebieska grzywka opadła mu lekko na również niebieskie oczy. Samiec powinien zdobyć medal dla szczeniaka o najdziwniejszym kolorze sierści w watasze. Posiadał niebieskie futro z białymi przebarwieniami i kropkami na grzbiecie. Na prawej przedniej łapie nosił czarną bransoletkę. Jakieś oznaczenie? Jeśli tak to czego?
- Tak, Winteren. Możesz mówić na mnie Wii. - odparł tłumiąc śmiech. Skinęłam głową w odpowiedzi. „Wii” brzmiało ładnie, poza tym było łatwe, więc powinnam zapamiętać. - Wracając: Gdzie Aoki i Moone?
Zachmurzyłam się. Nie chciałam o nich mówić. Może i trochę ochłonęłam, ale i tak...
W tym momencie Kai wyrwał się z dziwacznego letargu, w którym się znalazł. Na dźwięk jego głosu, ponawiającego zadane pytanie podskoczyłam ze strachu.
- Nie przyjdą – odpowiedziałam zgodnie z prawdą. Nie miałam zamiaru ich kryć. Kai westchnął zrezygnowany. On naprawdę się przejmował swoimi uczniami.
- I bardzo dobrze. - mruknął Shen. Uśmiechnęłam się do niego szeroko. No tak, skoro się urwały to ich nie będzie, a to oznacza, że będzie spokój. Dlaczego dopiero teraz to ogarnęłam? Czasem moja inteligencja – a może bardziej jej brak? - mnie zadziwia.
Przeniosłam wzrok na Winterena (zapamiętałam!). Wydawał się z tego powodu trochę smutny. Polubił je? Rozumiem, też dałam się zwieść, ale przyjaźń z nimi – lub bardziej z Aoki, Moone jest w porządku – nie należy do przyjemnych rzeczy.
Moje rozmyślania przerwał głos nauczyciela, który zarządził początek lekcji. Tym razem mieliśmy iść nad Jezioro. Od razu ruszyliśmy w tamtą stronę.
Kiedy tam szliśmy Kai standardowo zapytał nas o nasze postępy w nauce, a niebieskiego samca wypytał o jego zdolności w magicznym zakresie.
Jezioro było położone bardzo blisko naszej polany, więc dostaliśmy się nad nie w zaledwie parę minut. Ledwo doszliśmy, a nauczyciel kazał nam pokazać swoje zdolności, by samemu osądzić co już umiemy.
Na pierwszy ogień poszedł Wii, który lekko dotknął tafli wody. Okolice miejsca, w którym zanurzył łapę, pokryły się lodem. Basior zamknął oczy i wystawił lekko język z pyska. Widać było, że próbuje się skupić. Dosłownie chwilę później na lodzie pojawił się skomplikowany wzór przedstawiający kwiaty.
Otworzyłam pysk ze zdziwienia. Niesamowite...
Wii nie dał mi dużo czasu, by pozbierać się po pokazie, bo szybko złapał rybkę, którą wyciągnął na brzeg. Przyglądałam się zafascynowana jak ta w pewnym momencie cała zamarza. I to nie tak, że stawała się zwyczajną mrożonką, a zamieniała się w lód. Prawdziwy lód.
No, tego to chyba nic nie przebije.
- Wow... - powiedziałam tylko, na co samiec uśmiechnął się szeroko zadowolony z siebie.
- Ładnie – pochwalił go Kai, na co Wii się szeroko uśmiechnął – Tori, teraz twoja kolej. Zademonstruj na Winterenie.
Otworzyłam oczy ze zdziwienia. Dlaczego na kimś kogo tak słabo znam? Nie mogłabym na Shenie? Do niego jestem przecież przyzwyczajona.
Czekałam na ciche słowa „Żartowałem” ze strony nauczyciela, których się nie doczekałam.
- Powodzenia – wyszeptał Shen.
Dawaj mała, powal go!”
Westchnęłam i usiadłam naprzeciw Wii'ego, który patrzył zdezorientowany to na mnie, to na Kai'ego.
- Usiądź, proszę – powiedziałam do basiora. Posłusznie usiadł na zimnej ziemi i patrzył na mnie wyczekująco.
Speszona położyłam łapę na jego łapie. Niestety było to konieczne. Bez dotyku nie byłam w stanie nic zrobić. Dopiero się uczyłam... Wii podniósł brwi ze zdziwienia, ale nic nie powiedział, za co byłam mu wdzięczna.
Skupiłam się na tym jaką emocję chciałam u niego wywołać. Od razu stwierdziłam, że nie wywołam żadnych negatywnych, więc takie jak smutek, gniew czy zawstydzenie odpadały. Przez chwilę myślałam, aż w końcu zdecydowałam się na rozbawienie.
Zacisnęłam oczy najmocniej jak mogłam jednocześnie skupiając się na siedzącej naprzeciwko postaci i emocji, którą chciałam wywołać.
Czułam jak magiczna energia przepływa przez moją łapę na Wii'ego. Jak zawsze uczucie, które próbowałam wywołać lekko na mnie działało, więc miałam ochotę zacząć się śmiać. Powstrzymałam się jednak i na powrót skupiłam na tym, by to Winteren parsknął śmiechem.
W końcu otworzyłam oczy i zabrałam swoją łapę.
„Teraz.” - rozkazałam w myślach.
Niebieski basior roześmiał się w tym momencie głośno, na co uśmiechnęłam się triumfalnie. Udało się. Zadowolona przyglądałam się jak Winteren zwija się ze śmiechu. Kiedy położył się na ziemi, stwierdziłam, że wystarczy. Wstałam i ponownie go dotknęłam. Uspokajanie zawsze było najprostsze, więc nie musiałam się nawet specjalnie się starać.
„Koniec.” - nakazałam.
Wii w ułamku sekundy przestał się śmiać. Spojrzał na moją łapę, którą znowu stykałam z jego łapą. Szybko ją zabrałam i się od niego odsunęłam.
- To byłaś ty? - zapytał Winteren, na co cicho syknęłam niezadowolona. Miałam nadzieję, że tym razem ktoś nie będzie pamiętał, że na niego wpłynęłam. Samiec patrzył wyczekująco, aż raczę odpowiedzieć, więc przytaknęłam. - Nieźle.
Uśmiechnęłam się i podziękowałam. Tak, ja też byłam z siebie dumna. Może mogłabym wpaść samozachwyt, ale wiedziałam, że nie osiągnęłam swojego celu. Winteren pamiętał co się wydarzyło, a nie powinien. Czeka mnie jeszcze dużo pracy...
- Ok, tym razem to moc sprawiła, że się roześmiał, a nie twoja mina jak to było w przypadku Shena. Jest już lepiej, ale musisz ćwiczyć dalej. - stwierdził w końcu Kai. Basior był surowym nauczycielem, którego zadowalała jedynie perfekcja. Dlatego taka uwaga wprawiła mnie w ogromną radość. W końcu niedawno ledwo potrafiłam kogoś uspokoić, a teraz...
- A ja, proszę pana? - zapytał Shen – Dalej nie znam swojego żywiołu.
- To chyba to co zawsze, prawda? - odpowiedział nauczyciel.
~*~
Lekcja magii skończyła się moim zdaniem zdecydowanie za szybko. Uwielbiałam te zajęcia i żałowałam, że odbywają się jedynie dwa razy w tygodniu. Według mnie mogłyby być codziennie.
Teraz mieliśmy godzinę wolną, a potem zajęcia z walki. Te znowu były dla mnie neutralne. W sumie jak większość przedmiotów. Tak naprawdę lubiłam jedynie magię i polowania. Reszta była, bo była. Ach, jeszcze eliksiry. Jak mogłam zapomnieć? Pomimo tego, że te lekcje były z Kai'm to nie potrafiłam ich ogarnąć. To dopiero była czarna magia...
- Może poczujmy w końcu zimę, co? - zaproponował Shen, kiedy błąkaliśmy się po terenach watahy. Mieliśmy dużo czasu do następnej lekcji, więc teraz łaziłam bez celu z Shenem i Winterenem. Na propozycję pokręciłam jedynie ogonem, co miało oznaczać „Nie wiem”. Szczerze mówiąc było mi wszystko jedno.
Wii podniósł brwi nagle zainteresowany. No tak, niebieski był naszym szczenięcym Panem Zimy.
- Dawajcie. Idziemy! - zawołał Shen i skierował swoje długie łapy w odpowiednią stronę. Ja i Wii ruszyliśmy za nim.
Mijaliśmy powoli tereny watahy rozmawiając i żartując. Całkowicie inna atmosfera, niż przy Aoki i Moone, przy których trzeba być tak bardzo poważnym, że... Och, na samą myśl zachciało mi się spać.
Swoją drogą ciekawe gdzie teraz są...? Mam nadzieję...
Nie skończyłam skończyć myśli, kiedy już moje obawy się sprawdziły. Czy naprawdę musieliśmy je spotkać?
Przechodziły koło nas, jakby nas nie zauważyły.
- Cześć – przywitał się Wii. Bogowie, jaki on jest miły dla wszystkich...
- O, hej – odpowiedziała Moone i posłała uśmiech mnie i Wii'emu. Shena w dalszym ciągu nie lubiła i szczerze mówiąc, wątpiłam, że to kiedykolwiek się zmieni.
Aoki całkowicie nas olała. Może to i dobrze?
- Moone, mówię ci. Będzie super. Nasza przygoda życia! - zwróciła się do Moone. Do czego tym razem ją namawiała?
- O co chodzi? - zapytał Wii. Byłam mu wdzięczna za zadanie tego pytania. Był jedyną osobą, która nie miała spiny z rudą samicą.
Wadera zwróciła pysk w naszą stronę, jakby dopiero teraz nas zauważyła. Jej oczy zabłyszczały, że zaczęłam się bać tego co może wymyślić. Miałam ochotę schować się za towarzyszących mi samców, jednak ogromnym wysiłkiem woli się powstrzymałam.
Aoki nachyliła pysk w naszą stronę, jakby chciała nam przekazać największą tajemnicę wszech czasów. Jej oczy błyszczały, a na pysku widniał szeroki uśmiech. Uwielbiała być w centrum zainteresowania.
- Mam dość wszechobecnej nudy. Chcę uciec. - wyszeptała.
Czułam jak dopada mnie natłok różnych emocji. Przechodziły przeze mnie z taką szybkością, że nie byłam w stanie ich nazwać. Najgorszy chyba był szok. Szok, który całkowicie mnie opętał.
Spojrzałam na pyski samców. Wii przeżywał chyba podobne emocje do mnie, nie mógł w to uwierzyć. Natomiast Shenowi rozbłysły oczy. Już wiedziałam, że pomysł mu się spodobał.
- Zrobisz to? Możemy też? - zapytał. Myślałam, że zaraz zacznie skakać z podekscytowania.
Aokigahara udawała, że się zastanawia. Wiedziałam, że się zgodzi. Nie było innej opcji. Zdążyłam ją dobrze poznać.
W końcu (zgodnie z moimi przewidywaniami) skinęła głową. Możemy, ale... Czy chciałam to zrobić? Opuścić mój nowy dom?
W końcu pewna myśl mnie poraziła. Mogłabym zobaczyć się z Asem. Spotkać go. Jeju, byłoby super.
To byłoby trudne. Mogą mi nie pozwolić.” - powiedział As. Próbował przygasić moje zaangażowanie w ten pomysł. Na marne, w tej chwili nic nie mogło wybić mi go z głowy.
Tor, mówię poważnie. Może zdołałbym się wyrwać, ale na góra jedną dobę. Potem zaczną mnie szukać za pomocą magii.”
- To nie tak znowu krótko. A moglibyśmy się w końcu zobaczyć. Chciałabym wiedzieć z kim tak naprawdę rozmawiam od miesięcy. Jak wyglądasz, no wiesz...
Mogę ci powiedzieć jedno: Jestem cholernie przystojny.” - roześmiał się, na co przewróciłam oczami. Głupek.
- I skromny z tego co słyszę. - mruknęłam powstrzymując śmiech.
Zrobimy tak. Pogadam z Vestar. Możliwe, że mi pomoże. Ostatnio u niej nieźle zapunktowałem. Dam ci później znać. Kieruj się na na południe. W stronę gór.” - powiedział i zniknął z mojej głowy. Jeszcze nigdy nie czułam jego braku tak mocno jak w tym momencie. Dobry jest.
Uśmiechnęłam się szeroko i „wróciłam”.
Rówieśnicy wokół mnie dogadywali się w sprawie ucieczki. Moone i Wii nie chcieli się zgodzić, natomiast Shen i Aoki próbowali ich przekonać. Nie wiedzieć czemu, ale miałam wrażenie, że Moone nie zgadza się jedynie na pokaz. Wii'ego nie potrafiłam jak na razie rozgryźć.
- Moone, Wii, proszę. Niedługo będziemy dorośli, a nie przeżyliśmy tutaj tak naprawdę żadnych przygód - zwróciłam się do nich.
- Musimy coś z tym zrobić. A ile będziemy mieć do tego okazji? Za trzy miesiące Winteren będzie dorosły, ja zaledwie miesiąc po nim, a Tori kolejny po mnie. Do lata nie dociągniemy, bo dopadnie nas diabelna dorosłość - mówił Shen.
Jego słowa obudziły we mnie jeszcze większy entuzjazm do tego pomysłu. Tak, to były nasze ostatnie miesiące beztroski. Powinniśmy je dobrze wykorzystać, a co jest lepszego od ucieczki z watahy w nieznane tereny? Chyba nic.
Aoki jedynie pokiwała głową. O wilki, do czego to doszło, że akurat dzisiaj doszło do pojednania pomiędzy mną, Aoki i Shenem?
- N-no dobra. Jak coś to zostałam przez was zaciągnięta siłą - zgodziła się Moone. Ledwo skończyła mówić Shen podniósł łapę w geście zwycięstwa. Udało się.
- Skoro ty, to ja też - powiedział Wii. Ciekawe, że zgodził się dopiero, kiedy i czarna wadera to zrobiła. - Nie chcę zostać sam z Kurą i Navri.
Uśmiechnęłam się do niego szeroko. Co prawda, coś w jego wytłumaczeniu mi nie pasowało, ale postanowiłam się nad tym nie rozwodzić. Przynajmniej teraz.
- Właśnie... Co do Navri. Możemy ją wziąć ze sobą? - zapytał Shen. No, tak. Samiec był w niej szaleńczo zakochany, z czego mała chyba nie zdawała sobie sprawy.
Aoki westchnęła głośno.
- Musimy? - zapytała wyjątkowo rezygnując z kłótni. Ciekawe co brała, że jest taka miła... Chciałabym się dowiedzieć i dawać jej to częściej do spożycia.
Basior w odpowiedzi uśmiechnął się szeroko. Nie musiał nic mówić, bo wszyscy wiedzieliśmy jak brzmi odpowiedź.
- To ja po nią lecę. Spotkamy się... Którędy tak właściwie uciekniemy?
- Przez Góry - nie dałam czasu innym na odpowiedź.
Nikt nie wyraził sprzeciwu, więc Shen zamachał skrzydłami i odleciał szukać swojej ukochanej.
~*~
Stałam w miejscu, gdzie teren zaczynał się mocno podnosić tworząc Góry i rozglądałam się szukając wzrokiem Shena i Navri.
Aoki czyściła swoje pazury. Zdawała się nie interesować tym co dzieje się wokół.
Moone i Wii rozmawiali o czymś tak cicho, że słyszałam jedynie niewiele głośniejsze chichotanie. Czyżby w tym momencie powstawała nowa para w watasze? W takim razie czekam na wybuch zazdrości Aoki...
W końcu zobaczyłam lecącego Shena. Leciał wolniej niż zwykle, co mnie trochę zdziwiło. Coś się stało czy o co chodzi?
Basior wylądował jakieś sto metrów przed nami. Z jego tułowia zsunęła się biała kulka sierści, którą z pewnością była nasza młodsza koleżanka.
Shen z wesołym uśmiechem na pysku ruszył w naszą stronę najwolniej jak potrafił. Próbował równać się z o wiele mniejszą od niego Navri, z czego ta chyba nie była specjalnie zadowolona. No cóż, zdarza się.
- No nareszcie – westchnęła teatralnie Aoki, kiedy para się do nas zbliżyła. Ha! Czyli jednak nie była AŻ tak zainteresowana swoimi pazurkami. - Dłużej się nie dało?
- Trzeba było pozbyć się Dante – uśmiechnął się szeroko Shen. Navri zrobiła niezadowoloną minę. Widocznie nie podobało jej się, jak samiec nazwał jej ojca. Postanowiłam zareagować.
- Shen! Jak ty nazywasz swojego przyszłego teścia?! - powiedziałam udając oburzenie.
Navri na moje słowa przewróciła oczami, a Shen w dalszym ciągu się uśmiechał.
- Idziemy? - zapytała Moone przerywając nam tę wspaniałą rozmowę. Wszyscy przytaknęliśmy.
- Ja prowadzę! - zawołała Aoki i zaczęła wspinać się na szczyt. Z Shenem wymieniliśmy się porozumiewawczymi spojrzeniami. „Jak zawsze” - „To było do przewidzenia”.
Ruszyliśmy za nią.
Chyba ominie was lekcja sztuk walki.” - mruknął As w mojej głowie, na co się uśmiechnęłam.
- Żeby tylko ona... - mruknęłam na głos, tak żeby nikt mnie nie usłyszał. 

Uwagi: Przy zwracaniu się do danej osoby, stawiaj przecinek, np. "Cześć, Alicjo", "Tu się mylisz, Moone". "Nie miałam zamiaru je kryć." - bardziej pasuje "ich".

niedziela, 18 czerwca 2017

Od Torance "Porzucona" cz. 5

Sierpień 2019 r
Zirael pokiwała głową w zamyśleniu. Po wesołej waderze, która mnie znalazła i uwolniła prawie już nie było śladu. W tej chwili koło mnie szła starsza samica o nieobecnym spojrzeniu. Fioletowa sierść przysłaniała jej oczy, które – mogłabym przysiąc! - były w tym momencie na powrót tak zimne, że gdyby mogły zamrażać już dawno wszystko wokół byłoby pokryte szronem, śniegiem lub czymkolwiek innym.
Była całkowicie oddana swoim rozmyślaniom. Ciekawe czego dotyczyły? Miałam ochotę ją o to zapytać, ale nie zdobyłam się na odwagę. Szłyśmy przez las w milczeniu, które bałam się przerwać.
- Zirael...? - zapytałam w końcu. Nie mogłam się powstrzymać, chciałam ją zapytać o tyle rzeczy. Począwszy od tego jak dokładniej funkcjonują watahy, po błahe, takie z typu „daleko jeszcze?”.
Wilczyca potrząsnęłam łbem jakby odganiała natrętną muchę i skierowała wzrok na mnie. Chyba zapomniała o mojej obecności, do czasu, aż się nie odezwałam. Spojrzałam w czarne oczy samicy. Czaiło się w nich nieme pytanie: „Co jest, młoda?”.
Kiedy tylko uzyskałam pozwolenie na zadawanie pytań, te zaczęły się ze mnie wysypywać niczym lawina. Jak funkcjonuje wataha? Na czym to polega? Gdzie będę mieszkać? Co jeśli nie potrafię polować? Są tam wilki zbliżone do mnie wiekiem? Jakie one są? Wataha jest duża? Po co są Bety, Gammy i Delty, skoro są już Alfy? Jaka jest Alfa? Przyjmie mnie? Jest tam ktoś podobny do mnie? Co jeśli się tam nie odnajdę? Co jeśli wszyscy będą do mnie negatywnie nastawieni, bo nie jestem tak jak oni magiczna, ani przynajmniej nie jestem wilkiem?
Zirael spokojnie odpowiadała na moje pytania. Bałam się, że ich nawał zaczął ją irytować, ale nawet jeśli tak było to nie dawała tego po sobie poznać. Byłam jej za to bardzo wdzięczna.
Tsa... Lista rzeczy, za które byłam i jestem wdzięczna idącej obok mnie postaci ciągle się wydłużała, a znałam ją ile? Około godziny? Wow.
Las powoli się rozrzedzał, drzewo już nie rosło tuż przy innym drzewie. Przez powstałe w ten sposób przerwy dostrzegałam w oddali jakąś dziwaczną łąkę. Zaciekawiona ruszyłam biegiem, Zirael na to roześmiała się cicho i z łatwością mnie dogoniła.
Biegłam z pyskiem uniesionym najwyżej w górze jak umiałam, byle dojrzeć coś przez niskie gałęzie ostatnich drzew lasu. Chyba cudem ominęłam wszystkie pułapki, które na mnie czekały ziemi.
W tej chwili, kiedy biegłam wiedziona ciekawością, z szybkością tak dużą jak nigdy czułam, że żyję. To było niesamowite. Rozpierała mnie energia w takim stopniu, że zachciało mi się śmiać. To nie było normalne.
Ale cudowne, prawda?” roześmiał się As. Przytaknęłam. Niesamowite...
W końcu dobiegłam do ostatnich drzew. Przede mną roztaczała się łąka. Wśród zielonych kęp traw rosły fioletowe kwiatki. Widok zaparł mi dech w piersiach. Jeszcze nigdy nie widziałam czegoś takiego. Fioletowa Łąka miała w sobie jakieś piękno, o wiele większe od klombów w parkach, którymi tak zachwycali się ludzie.
Wypuściłam cicho powietrze z płuc i powoli weszłam na łąkę. Nie wiedzieć czemu zaczęłam iść tak, żeby możliwie jak najmniej uszkodzić roślinność. Powoli zbliżałam się do najbliższych fioletowych kwiatków. Kiedy doszłam do nich pochyliłam pysk i zaczęłam im się przyglądać. Sprawiały być złożone z fioletowo-różowych kuleczek. Zbliżyłam do nich nos i powąchałam. Wow.
Czułam na sobie wzrok Zirael, jednak się tym nie przejmowałam. Kiedy stwierdziłam, że już się nawąchałam wstałam i odwróciłam się do wilczycy. Pysk miała rozchylony w szerokim uśmiechu, a oczy lśniły jej ciepłem i wesołością.
- Możemy iść? - zapytała. Skinęłam głową. To miejsce mnie onieśmielało. Czułam się jak w jakiejś... świątyni?
Usłyszałam w swojej głowie podekscytowany szept „Tak, tak, tak...”. Zmrużyłam oczy.
- As? Wszystko dobrze?
Co? Aa... Tak, jasne, że tak” – odpowiedział. Dziwne. Nie wiem jak on wygląda, a jestem pewna, że jego wyraz pyska jest w tej chwili zaskakująco podobny do miny Zirael.
Przechodziłyśmy przez tę łąkę wieki. Krajobraz byłby trochę nudzący, gdyby nie to niesamowite uczucie świętości, które go otaczało. Szłam ostrożnie, powoli, w pełnym skupieniu po fioletowo-zielonym „dywanie”.
~*~
Mijałyśmy powoli jaskinie. Od strony, którą zmierzałyśmy jaskinie zaczynały się wielką grotą. „Wilczym Szpitalem” jak powiadomiła mnie Zirael. Miał on działać tak jak ten ludzki, tyle że za pomocą medycyny naturalnej, a nie takiej jak u ludzi. Wszystko z pewnością jest tutaj skuteczniejsze.
Następne były o wiele mniejsze jaskinie, w których mieszkali członkowie watahy. Widziałam chodzące wokół magiczne wilki. Od różnorodnych kolorów ich sierści kręciło mi się w głowie.
Koło jednej z jaskiń stała niższa od innych wilków postać. Jasna, długa sierść była pokryta czarnymi łatami w szare pręgi. Zielone pręgi pod łobuzerko błyszczącymi oczami tego samego koloru nadawały temu wilkowi zaczepny wygląd. A może sprawiał takie wrażenie przez szeroki uśmiech na pysku? Nie mam pojęcia. Najdziwniejsze były duże skrzydła wyrastające z tułowia.
Szczeniak pochwycił mój wzrok i pomachał w moją stronę. Zdziwiona przystanęłam, zmrużyłam oczy i również odmachałam.
„Co on...? Nie lubię go.” - mruknął As cicho. Po paru sekundach, kiedy zdał sobie sprawę, że powiedział to... na głos w takim przypadku pasuje? Dodał spanikowany: „Yyy... Znaczy... Jest jakiś taki dziwny. Uważaj na niego.”
Nie miałam czasu myśleć o tym długo, bo Zirael się zatrzymała.
- Jesteśmy. - powiedziała i ruszyła ku wejściu do tej dużej jaskini. - Tutaj mieszkają nasze Alfy. Są dwie: Suzanna i Fermitate.
Pod wejściem samica trochę się zawahała, jednak weszła. Szłam tuż za nią. Powitał nas ładny zapach i drobna wadera leżąca na ziemi. Puszysta miedziano-brązowa sierść opadała wokół niej. Rude końcówki grzywki opadały na czoło samicy. Jej oczy były zamknięte, lecz uszy zadrżały na dźwięk towarzyszący naszemu przyjściu. Z postaci wilczycy biło coś takiego, że poczułam się nieswojo. Szybko odwróciłam wzrok.
- P-przepraszam panią... - powiedziałam patrząc na swoje łapy. Zerknęłam w jej stronę i zauważyłam, że ma teraz otwarte oczy, którymi patrzy na mnie wyczekująco.
- J-jestem Torance. P-podobno ma pani watahę. I-iii... Może... Może mogłabym dołączyć? - zebrałam całą swoją odwagę i wydukałam parę tych zdań, które zaważą na moim dalszym życiu.
Alfa patrzyła na mnie ze zmarszczonymi brwiami. Przez parę chwil, które ciągnęły się w nieskończoność, Suzanna się nie odzywała. W końcu przeniosła wzrok na stojącą za mną Zirael.
- Ty ją tutaj przyprowadziłaś? Skąd ona jest i co tutaj robi? - zapytała. W jej głosie czaiła się podejrzliwość. Opuściłam uszy i wycofałam się. Schowałam się za przednimi łapami Zirael.
- Tak. Znalazłam ją przywiązaną do drzewa w Zielonym Lesie. Jest psem, ktoś ją tam zostawił. - odpowiedziała spokojnie samica – Proszę, niech może tutaj zostać. To tylko szczeniak.
Miedziano-brązowa wilczyca spoglądała przez chwilę to na mnie, to na Zirael.
- Zdajesz sobie sprawę, że to wataha dla magicznych wilków? Tak mówi sama nazwa. Ona jest psem. - westchnęła przeciągle – No, ale niech ci będzie. Zostanie, ale dopóki nie znajdzie opiekuna jesteś za nią odpowiedzialna.
Zirael skinęła głową na znak głowy i się pożegnała. Ruszyła ku wyjściu z jaskini.
- D-dziękuję. Do widzenia. - powiedziałam cicho i wybiegłam z groty. Czułam jak wypełnia mnie radość, podekscytowanie i żal po całkowitej stracie dawnego życia.
Ale super! Tor, już niedługo!” zawołał As w mojej głowie. Nie rozumiałam o czym mówi, ale uśmiechnęłam się szeroko. 

Uwagi: Brak.

piątek, 16 czerwca 2017

Od Allive "Ucieczka" cz. 1

Styczeń, 2020
Odwróciłam się za siebie. Nie było śladu po wilkach, które jeszcze przed chwilą chciały mnie za wszelką cenę złapać. Westchnęłam cicho, powoli przymykając oczy. Bez zastanowienia podeszłam do pobliskiego drzewa, po czym bezwładnie położyłam się przy nim. Na szczęście było ono na tyle rozłożyste, że śnieg nie dotarł pod sam konar. Wtuliłam pysk w swój długi ogon, starając się w jakikolwiek sposób pozyskać choćby odrobinę ciepła. Było to na swój sposób nie logiczne - i tak nie czułam łap od kilkunastu minut, więc jakim cudem miałam ogrzać całe swe ciało? Zrezygnowana ponownie przymknęłam oczy. W ułamku kilku minut udało mi się zasnąć...
***
- Gdzie są szczeniaki?! - warknął głos, pochodzący z pokoju obok.
Pisnęłam cicho widząc cień na ścianie. Dwie postury, z czego jedna była mi dobrze znana. Mój ojciec... Mój ukochany tatuś! Co chce od niego tamten drugi? Spojrzałam na braci, którzy wciąż spali. Szybko podeszłam do Kiby, po czym liznęłam go w ucho.
- Zbudź się... - wydukałam, słysząc zza ściany kolejne krzyki.
- Wyjechały kilka tygodni temu do matki - warknął Luke, bo tak się nazywał jeden z mych rodziców.
- Nie oszukuj mnie! - krzyknął wyraźnie zdenerwowany. - Była umowa... Zawarłeś ją przed grobem naszego ojca. Nie waż się kłamać i przyprowadź mi tutaj szczeniaki! - wydarł się swym grubym głosem.
- C-Co się dzieje? - zapytał Kiba, powoli otwierając oczy.
- Tata... No... Sam zobacz! - pisnęłam, wskazując łapką na ścianę.
Nieznajomy uniósł łapę do góry. Wiedziałam, po prostu czułam, że chce zaatakować tatę. Nie miałam pojęcia co zrobić... Wszystko stało się bardzo szybko - wilki zaczęły się gryźć i szarpać. Co mogłam zrobić? Musiałam zainterweniować, lecz co zdziała taka mała wadera jak ja?!
***
Obudziłam się. Nienawidzę koszmarów, które nawiązują do tego samego... Mogłam zrobić cokolwiek, lecz nie zainterweniowałam. W snach będę się o to obwiniać chyba do końca życia. Jeden ruch, zaważyłby na całym moim życiu...
Słońce delikatnie zaszczycało ziemię swymi promieniami. W tą porę roku, zdawało się ono wisieć tylko dla ozdoby... Gęsta mgła, zdawała się ciągnąć bez końca w promieniu kilkuset metrów. Trawę wokół mnie pokryła cienka warstwa szronu... Świetnie... Wzięłam głęboki wdech, po czym leniwie podniosłam się z zimnej ziemi. Rozglądnęłam się - gdzie ja znowu jestem? Czułam charakterystyczną woń wilka. Nie jedną, lecz kilkadziesiąt. Ruszyłam z miejsca za jedną z nich, która zdawała się być praktycznie wszędzie. Zapewne wilk do którego zmierzam mieszka tu od dawna... Nie dużo czasu minęło, zanim woń stała się silniejsza. W końcu, udało mi się dostrzec sylwetkę jakiejś wadery.
- Em... Cześć? - przywitałam się dosyć niepewnie.
Wilczyca zwróciła w moją stronę głowę. Dostrzegłam to. Zbliżyła się w sposób dosyć powolny, lecz każdy jej ruch był wykonywany z gracją. Uśmiechnęłam się delikatnie. Nie przypominała wilka, który ma złe zamiary. Chociaż...
- Co robisz na terenach Watahy Magicznych Wilków? - zapytała, przy tym przechylając pytająco głowę.
- Przepraszam, nie miałam pojęcia, że wkraczam na wasze tereny - powiedziałam cicho z wyraźną skruchą.
Powiem szczerze, że pytanie, które miałam po chwili zadać, nie było w żaden sposób przemyślane. Zrobiłam to gównie pod presją strachu przed wilkami z przeszłości. Mimo wszystko, było to najrozsądniejsze wyjście z tej sytuacji.
- Mogę dołączyć? - od razu wyrwało mi się z ust.

<C.D.N.>

Uwagi: Nie wiem, czy głos może być "gruby".

czwartek, 15 czerwca 2017

Od Kai'ego "Bunty" cz. 2 (cd. Aokigahara)

Styczeń 2020 r.
Tego dnia o mało nie zaspałem na własne zajęcia w szczenięcej szkole. Właściwie nic nowego, bo z tygodnia na tydzień nieprzerwanych poszukiwań odpowiedzi na dręczące mnie pytania spałem coraz krócej. Na wpół przytomny wędrowałem na Szczenięcą Polanę, gdzie byliśmy umówieni ze szczeniakami w dni dość ciepłe i pozbawione opadów, by nie musieć przenosić się do żadnej z jaskiń. W myślach powtarzałem sobie materiał przygotowany wcześniej, który mieliśmy omówić na zajęciach. Skupienie się na tym było dość trudne, bo wciąż mój umysł usilnie próbował walczyć z obcym żywiołem. Nawet bariery ochronne nic nie dawały. Iskry prędzej czy później się przebijały i dalej wysysały życie z istot znajdujących się w odległości kilku metrów.
Szczeniaki już były na miejscu. Żaden z nich się nie przepychał, wszyscy ze spokojem rozmawiali. Byli dość duzi, by wiedzieć, że takie wybryki są co najmniej nie na miejscu. Shenvedo, Winteren... I to tyle.
- Gdzie dziewczyny? - zapytałem, odkładając zgarnięte przez siebie tomiszcze na głaz służący mi za mównicę.
- Pewnie się spóźnią - wymamrotał zniesmaczony Shenvedo. Zabrałem się za otwieranie księgi na właściwej stronie, wciąż zerkając na basiorów. Do dorosłości brakowało im naprawdę niewiele. Cieszyłem się, że Winteren dołączył do watahy. Shenvedo w końcu miał rówieśnika. Wyraźnie nie dogadywał się z samiczkami. Musieli się pokłócić. Nawet bez zaglądania do ich myśli doszedłem do takiego wniosku. Gniewne spojrzenia były u nich na porządku dziennym. Shenvedo i Winteren z kolei myśleli o sobie raczej neutralnie, ale umieli się porozumieć. Tak zwana męska solidarność.
Nie chcąc dłużej ingerować w ich życie prywatne, przebiegłem spojrzeniem po fragmencie, od którego chciałem rozpocząć moją opowieść.
- Chyba nie ma sensu, by na nie czekać. Najwyżej ominie je trochę materiału - oznajmiłem. Szczeniaki już zasiadły na swoich stałych miejscach. Ich pyszczki wyrażały maksymalne skupienie. Wyczuwałem, że ich umysły również są otwarte na nową wiedzę. Doskonale.
- Dzisiejszym tematem lekcji jest Stado Gładkiego Poroża. Czy ktoś pamięta z poprzednich lekcji, jakiej rasy byli jego członkowie?
- Jelenie szlachetne. Ich poroża wykonane były z diamentu - odpowiedział bez chwili namysłu Winteren. Pokiwałem z uznaniem głową. Zdawał się być bardzo inteligentnym chłopakiem.
- I roztaczały aurę - dodał Shen.
- Otóż to. Umiały rozpoznać również cudzy nastrój, przez co były doskonałymi wizjonerami - Przebiegłem spojrzeniem po klasie - Dlatego też ich tradycja wytrwała tak długo. Początki kronik sięgają wiele wieków w tył. Mówi się, że są tak stare, że pamiętają początki istnienia elfów. Pierwszym znanym władcą, który doprowadził do rozkwitu był Herediusz II. Zajął się on polepszaniem stosunków z okolicznymi stadami i opanowywaniem większej wiedzy. Ich tereny się rozrosły dzięki pokojowej polityce - inne watahy dobrowolnie wręcz oddawały im swoje miejsce zamieszkania, by jelenie mogły sprawić, iż będzie się tam żyć znacznie lepiej. Tak się stawało, a Stado Gładkiego Poroża zasłynęło w całej okolicy. Kolejnym ważnym wydarzeniem, legendarnym wręcz było...
Urwałem, widząc zbliżającą się Aoki, Moone i Torance.
- Przepraszamy za spóźnienie! - krzyknęły chórem.
- Spóźnionych odpytuję - oznajmiłem beznamiętnym tonem.
- Proszę pana, ale spóźniliśmy się przez Aoki! - pisnęła Torance. Pospiesznie zerknąłem do jej wspomnień. Wystarczyło kilka rozmazanych wizji, a dostanie się do nich wcale nie było tak trudne choćby dlatego, że były świeże. Wyglądało na to, że nie kłamała. Wizja Moone pokrywała się z tą Torance, więc to mnie jeszcze bardziej upewniło, iż spóźnienie nie było z ich winy.
Nagle doszedł do mnie wciąż dziecięcy, acz znajomy głos. Szumowina. Zwróciłem karcący wzrok ku Aoki.
- Aokigahara, wyrażaj się.
Co ten zgrzybiały staruch bredzi? - ponownie usłyszałem. Czasem zaczynałem żałować, że mam dostęp do cudzych przemyśleń.
- Aoki, powiedziałem coś. Masz opanować swój język, inaczej dostaniesz dużo trudniejsze pytania.
- Proszę pana, ale ona nic nie mówi - skomentował niezbyt zorientowany Winteren.
- Ale myśli - odparłem, nie odrywając spojrzenia od Aokigahary.
Ten staruch mógł w każdym momencie wiedzieć o czym ja myślę. Muszę uciec!
- Nawet o tym nie myśl, nie uciekniesz z moich lekcji.
A więc nasz pan od historii jest jakimś mutantem czytającym w myślach? Może jeszcze demonem? Cóż, to by się zgadzało z jego wiekiem. Nie powiem, nieco mnie to zażenowało. Racja, była jeszcze młoda, a to nie była riposta na poziomie, lecz kreatywność uczniów niekiedy mnie zadziwiała.
- Powiedz mi proszę coś o dziejach Wschodu. Ze szczegółami geograficznymi - powiedziałem spokojnie. To ją chyba nieco zbiło z tropu.
- Nie mam zamiaru - syknęła.
- W takim razie coś prostszego. Chciałbym się dowiedzieć od ciebie czegoś o granicach dziesięciu najbliższych stad i poznać ich mieszkańców.
- A pan sam nie wie? Chyba powinien nauczyciel wiedzieć. Mogę się założyć, że taki staruch jak pan był przy powstaniu Watahy Magicznych Wilków.
- Nie byłem. Znajdowałem się wówczas za granicą - Tu się zaśmiałem. Uszy jej nieznacznie drgnęły. Czułem, że już powoli zaczyna rezygnować. - Bierzesz wszystko zbyt poważnie. Krzywdy ci nie robię i robić nie zamierzam, ale w moim obowiązku leży zdawanie raportów Alfie. Niestety tym razem dowie się, że nie poszło ci najlepiej, a tego chyba nikt by nie chciał.
- G*wno mnie obchodzi pana zdanie oraz Alfy.
Ten tekst przyprawił mnie o przyspieszenie pulsu. Zamknąłem ślepia, po czym wziąłem wdech i wydech. Musiałem się uspokoić. Naprawdę nie chciałem jej robić żadnej krzywdy, ale w takich nerwach po mojej mocy wszystko było możliwe. Jako, że była jeszcze młoda, jedno uderzenie mogłoby ją zabić.
- Aoki, bardzo cię lubię, więc nie rób mi tego, proszę.
- Czego mam nie robić?
Poczułem się jeszcze bardziej skonsternowany. Co miałem jej powiedzieć? Prawdę? Że jestem niebezpieczny? Inny, banalniejszy powód zdawał się być lepszym wyjściem.
- Opuszczać się w nauce, celowo przeszkadzać w lekcji i pyskować. Ma to jakikolwiek cel? Tylko tracimy swój czas. Teraz już usiądź na swoim miejscu i zapomnijmy o całej sprawie - oznajmiłem po dłuższej chwili.
- Nigdy nie zapomnę - syknęła i usiadła na swoim miejscu. Patrzyłem na nią przez dłuższą chwilę, po czym zerknąłem w kierunku, gdzie zasiadali chłopcy.
- Na czym stanąłem?
- Mówił pan o drugim ważnym wydarzeniu rozwijającym Stado Gładkiego Poroża - powiedział z opanowaniem Shenvedo. Skinąłem głową, przypominając sobie. Uśmiechnął się przyjaźnie, widząc moją reakcję.
- Ach, tak... - odparłem, wracając do mojego wykładu.
***
Po lekcjach historii miałem chwilę wytchnienia. Udałem się na spacer, by jakoś uspokoić nerwy. Zdecydowałem, że polowanie będzie idealnym rozluźnieniem. Może w ten sposób pozbędę się swoich nadmiernych pokładów wewnętrznej energii i przestanę się bać, że zrobię coś któremuś ze szczeniaków. Czekała mnie w końcu jeszcze lekcja tworzenia eliksirów. Całe szczęście, że zdecydowałem o temacie zajęć już kilka dni temu i teraz nie musiałem sobie tym zawracać głowy.
 Zamyśliłem się tak, że o mało nie przeciąłem drogi grupce szczeniąt, która musiała mieć akurat lekcje polowania. Wywnioskowałem to na podstawie Yuki, która szła na samym przedzie, mówiącą coś znudzonym głosem. Kiedy już w końcu będę mogła się udać na drzemkę - myślała równie zrzędliwym tonem. Uśmiechnąłem się pod nosem. Wciąż do końca nie wiedziałem, czy ona nie czasem zwyczajnie minęła się z powołaniem. Maluchy na szczęście mnie nie zauważyły. Były zbyt przejęte naśladowaniem Yuki i robieniem za jej plecami głupich min. Czy one naprawdę sądziły, że ona tego nie widzi? Potrząsnąłem głową i skręciłem we własnym kierunku.
Poszukiwanie stada saren było dość zajmujące. Szczególnie ze wzgląd na wszechobecny chłód nie było ich aż tak wiele. Zakradłem się do najstarszej ze sztuk, chwiejnie idącej na rozdygotanych, wychudzonych nogach. Zabicie jej będzie oznaką miłosierdzia. Kiedy się zbliżyła, wykonałem w końcu skok, ale w tym samym momencie zrobiło się jasno. Gdy moje opuszki łap zetknęły się z warstwą zgniłych liści, z zrezygnowaniem zmieszanym ze strachem zauważyłem, że tym razem powaliłem największe stado. Dziesięć sztuk. Zrobiło mi się słabo. Wszystkie wierzgały przez dłuższą chwilę nogami, aż już całkowicie z nich życie nie uleciało. Straciłem apetyt. Chyba powinienem w takim wypadku wszystkie przytaszczyć do spiżarni watahy.
Jak postanowiłem, tak zrobiłem. Stałem tak przez dłuższy czas, patrząc na nieruchome pyski saren. Większość z nich nawet powiek nie zamknęło. Co jest ze mną nie tak? Mam jakieś wewnętrzne zapędy do destrukcji? Dlaczego nie mogę nad tym zapanować? Mogę tym zrujnować watahę. Ponownie zdenerwowany obróciłem się na pięcie i wywędrowałem ze spiżarni.
Nagle doznałem olśnienia. Było już popołudnie. Miałem przecież poprowadzić lekcje tworzenia eliksirów! Popędziłem do swojej jaskini, by zabrać fiolki i niezbędne składniki. Tam jednak zastał mnie niecodzienny widok. Aokigahara, dokładnie ta sama, która jeszcze rano mi pyskowała, teraz bawiła się kauczukiem. Jedyną pamiątką po moich szczeniakach. Szczeniakach. Teraz już pewnie całkiem martwych.
Najpierw chciałem na nią nakrzyczeć i wyrzucić, ale coś mnie przed tym powstrzymało. Finalnie stałem i po prostu patrzyłem, nie mając pojęcia cóż uczynić. Niespodziewanie piłeczka obrała mój kierunek. Odruchowo delikatnie chwyciłem go w zęby, następnie podrzuciłem i odbiłem nosem. Robiłem tak zawsze podczas zabaw ze swoimi pociechami. Aoki rozbawiona popędziła za kauczukiem, wciąż go odbijając. Kiedy zdałem sobie sprawę z tego, co zrobiłem, padłem na ziemię i ukryłem oczy pod łapami. Oddech ponownie zaczął mi ciążyć, a ja walczyłem z mdłościami. Nie, nie chciałem do tego wracać. Już zdążyłem przeboleć. Jednak to znowu wróciło.

<Aoki?>