Zacieśnianie więzi

W ramach lepszego zapoznania się ze sobą realizujemy comiesięczny projekt losowania osób, do których można napisać op. i dostać dzięki temu +3 pkt. do każdej z umiejętności (+1 pkt. do mocy).
Link do osób, które zostały wylosowane znajduje się tutaj. :)

sobota, 8 kwietnia 2017

Od Dante "(Bez)celowa bitwa" cz. 2 (cd. Kai)

Jesień 2018 r.
Minęło już kilka miesięcy od ostatniej rundy. Zdążyłem pozbyć się wszystkich poparzeń zadanych przez Mizuki i wrócić do pełni sił. Niemalże zapomniałem o tych całych zawodach, póki nie odwiedziła mojej jaskini sama Alfa. Początkowo sądziłem, że chodzi o to, że omyłkowo zapomniałem o jakimś ważnym spotkaniu z nią lub stało się coś złego podczas mojej przerwy na służbie, jednak ona z pełną powagą malującą się na jej drobnym pysku, oznajmiła:
- Bitwa o zwycięstwo. Za trzy dni. Zbiórka w samo południe pod Pomarańczowym Drzewem.
Krótko i na temat. Zostawiła mnie oniemiałego w jaskini. Dopiero po chwili zrozumiałem, o co jej mogło chodzić, jednak całe to podniecenie walką sprzed kilku miesięcy zwyczajnie wyparowało. Teraz zostały tylko nerwy. W końcu z miesiąca na miesiąc stawałem się coraz słabszy i co za tym idzie moja forma również ulegała pogorszeniu. Właśnie z taką świadomością te trzy dni spędziłem na różnorakich treningach, nie wiedząc, co zgotuje dla mnie los, czy też może zarządzenie Alf. Szczególnie, że już nawet nie pamiętałem, kto przeszedł do kolejnej rundy. Kogokolwiek nie pytałem, albo spoglądali na mnie nic nie rozumiejącymi pyskami, albo wzruszali ramionami, albo posyłali mi kpiące uśmieszki.
- Haro, a ty wiesz może, kto przeszedł do drugiej rundy? - zapytałem któregoś razu swoją siostrę.
- To ty nie wiesz? - odezwała się z powagą, nie przerywając podrzucania kością nad pyskiem i łapania go delikatnie między zęby.
- No właśnie nie bardzo.
- W takim razie trzeba było bardziej uważać na wynikach - odparła takim tonem, jakby to była największa na świecie oczywistość. Warknąłem cicho, po czym wyszedłem z jaskini. Nic tu po mnie.
I tak mi niczego nie powiedzieli i tak. Muszę się przygotować nawet na najgorsze scenariusze. Podczas treningów próbowałem chyba wszystkiego. Biegałem wzdłuż i wszerz terenów, stawiałem się na wszystkich możliwych zbiórkach, skakałem po skałach, wybierałem się trudnymi szlakami w Górach, ćwiczyłem zwinność i sztuki walki oraz obrony z innymi, dużo polowałem... Bardzo chciałem zająć jakieś przyzwoite miejsce. To byłaby dla mnie chyba najlepsza nagroda. Zwyższenie poczucia własnej wartości.
Drugiego dnia po południu, czując dość duży głód spowodowany zaniedbaniem wilków dyżurujących przy polowaniach, postanowiłem upolować coś samodzielnie. Skryłem się w krzakach i zaatakowałem samotną, podstarzałą sarnę. Okazało się jednak, nie zdołam jej zjeść sam, więc początkowo chcąc ją zanieść dla pozostałych, przyszło mi do głowy udanie się na nieco większe łowy. W końcu podział takiego świstku mięsa nie byłby sprawiedliwy nawet mimo moich największych chęci. Dodatkowo mieliśmy jesień, więc zrobienie zapasów było jak najbardziej wskazane.
Nim słońce zaszło, miałem już w mojej skrytce w Zielonym Lesie trzy martwe sarny, jednego jelenia, pół tuzina zająców i trzy razy tyle ryb. Byłem naprawdę nieźle zmachany, ledwo trzymałem się na łapach. Jednak byłem ze swojego dokonania niezwykle dumny. Na dobre zakończenie dnia zmieniając się w ludzką formę, rozpaliłem ognisko i zjadłem dwie rybki. Resztę udało mi się dotaszczyć do spiżarni stada. Była już wtedy północ, więc kiedy tylko przekroczyłem próg jaskini, po prostu padłem.
Obudziłem się kolejnego poranka. W pierwszej chwili sądząc, że przegapiłem szczytowanie słońca, wybiegłem jak porażony prądem z jaskini, jednak złoty okrąg wciąż był zbyt nisko, jak na południe. Niebo było nieźle zachmurzone burymi, jesiennymi chmurami. Zadrżałem lekko i chcąc przeprowadzić rozgrzewkę, udałem się na bieg po terenach watahy. Mięśnie po wczorajszym wysiłku wciąż były dość drętwe, ale nie mogłem przecież w ten sposób zawalić sprawy. Nie wolno było mi przecież wyjść z formy przez taką bzdurę.
Kiedy tylko nastało południe, skierowałem się do miejsca zbiórki, którym, o ile dobrze zapamiętałem, było Pomarańczowe Drzewo. Jednak nie przybyłem jako pierwszy. Siedział tam już nie kto inny, jak tylko moja siostra. Miała zamknięte ślepia, a pysk spuszczony, ukryty za zasłoną brązowych włosów. Pomimo tejże "kryjówki" widziałem jej smętność. Ostrożnie podszedłem bliżej, starając się nie wydzielać zbyt wiele hałasu.
- Nie skradaj się, debilu. Wiem, że tu jesteś - wychrypiała.
Westchnąłem i już swobodniejszym krokiem się do niej zbliżyłem.
- Ty też?
- Jak widać - odparła, otwierając oczy i podnosząc na mnie wzrok turkusowych ślepi, lśniących niczym wypolerowane do perfekcji odłamki barwionego szkła.
- Mam nadzieję, że nie padnie na ciebie - zaśmiałem się - Nie chcę ci spuścić łomotu.
- Ty? Prędzej ja bym to zrobiła.
Już miałem coś odpowiedzieć, kiedy wyczułem woń innego wilka. Wilka, którego dobrze znałem. Odwróciłem się w jego kierunku.
- Oj, dzieci, dzieci - skomentował szaro-czerwony basior. Na jego szyi dzwonił srebrny nieśmiertelnik. Wyglądał jednak na rozbawionego.
- Dzień do... Cześć - poprawiłem się.
- Już miałem ci wytknąć, że jesteś zbyt oficjalny - odparł, siadając tuż obok mnie - Czyli co? Razem czekamy, aż nasza spóźnialska Alfa łaskawie przybędzie?
- Mhm - mruknęła Haro, obserwując wyłaniającą się zza krzaków ciemną, chuderlawą waderę. Jej oczy nie wyglądały zbyt przyjaźnie bez względu na to, czy tylko rozmawialiśmy, czy się kłóciliśmy. Właśnie dlatego zwykłem jej unikać. Podobno miała na imię Yuki i uczyła szczeniaki. Trochę im z tego powodu współczułem. Moje wizje na jej temat opierały się chyba wyłącznie na torturach i znęcaniu się. Z drugiej jednak strony na to Suzanna akurat by w życiu nie pozwoliła.
- Idzie - syknęła Haro. Stanęliśmy w równym rządku, widząc zbliżającą się Alfę. Za nią szła drobna grupka wilków, które zadeklarowały robienie jako widownię. Nim zdołałem otworzyć pysk, by powiedzieć cokolwiek, oślepiło nas światło. Nie było ono jednak tak brutalne, jak to wysyłające nas na arenę, więc jak się okazało, po prostu teleportowaliśmy się w dokładnie to samo miejsce, co ostatnio. Do Centrum Podziemnego, a przynajmniej tak je sobie nazwałem. Nikt nie wiedział w ogóle o istnieniu tego miejsca, aż do czasu Bitwy. Właściwie, to Suzanna nic nawet na ten temat nie wyjaśniała, ani tym bardziej tego, jak tu dotrzeć bez jej pomocy lub zaklęcia.
- Spotykamy się na drugiej rundzie "Bitwy o zwycięstwo"! Spośród ośmiu zgłoszonych wytrwało tylko czterech! Kto wygra? To się okaże już niebawem! - Po tych słowach zwróciła się do nas. - Jesteście gotowi do rozpoczęcia starcia?
Nagle wszelakie więzi między nami zniknęły, wszystkie żarciki, powiązania, przyjaźnie. Każdy z nas miał oczy zimne jak lód. Potaknęliśmy. Następny był ten blask i paraliżujący ból, jednakże tym razem byłem już na to bardziej przygotowany, więc pozbierałem się znacznie szybciej.
Kiedy niepewnie rozchyliłem powieki, zobaczyłem... ciemność. No, może nie całkowitą, ale z całą pewnością był to półmrok, do którego po zaklęciu Suzanny ciężko było przywyknąć. Odczytując coraz więcej kształtów, zdołałem się zorientować, że to po raz kolejny coś w rodzaju pustyni. Tu jednak było raczej chłodno, piasek był wprost zimny i lepki. Gdzieniegdzie znajdowały się większe głazy o różnorakich kształtach i gabarytach. Obejrzałem się za siebie, gdyż nigdzie nie widziałem sylwetki wilka, z którym miałbym odbyć walkę, kiedy tuż przede mną spadła różowofioletowa kometa. Siła jej uderzenia odrzuciła mnie o kilka metrów i ogłuszyła. Leżałem tak przez dobrą chwilę, nie mogąc się podnieść, kiedy dostrzegłem kolejny zbliżający się głaz kosmiczny. Wbrew protestom mojego ciała rzuciłem się do ucieczki. Udało mi się zbiec.
Czyli co? Trafiliśmy na jakieś pustkowie z deszczem meteorytów? Zadarłem pysk do góry. Niebo było zasianie niepokojącą ilością gwiazd. Wiele z nich zostawiało na czarnym tle kolorowe smugi, świadczące o tym, że niebawem wylądują na ziemi. Co najgorsze, wszystkie zbliżały się tak prędko, że zaczynały płonąć na srebrzysto. Całe dziesiątki. Wiele z nich spadnie lada moment. Postąpiłem kilka kroków w tył. Musiałem uciekać. Jak postanowiłem, tak też zrobiłem. Biegłem na oślep, aż się za mną kurzyło. Użycie żywiołu ziemi nieco przyspieszało osiąganą przeze mnie prędkość, jednak nie uchroniło całkowicie przed drobniejszymi, płonącymi odłamkami. Srebrny ogień co prawda nie parzył tak bardzo oraz nie rozprzestrzeniał się, jak ten zwyczajny, pomarańczowy, jednakże i tak nie było to zbyt przyjemne doświadczenie.
Moją próbę ratunku skóry przeszkodził nie kto inny, jak jeden z moich autorytetów z dzieciństwa.

<Kai?>

Uwagi: Brak.

piątek, 7 kwietnia 2017

Od Aokigahary "Lekcja Polowania" cz. 2

Maj 2019 r.
- Em... Co? - Zapytałam rozkojarzona.
- Nie zrozumiałaś? - Spojrzała na mnie jak na głupią. - Powtórzyć?
- Yhym - przytaknęłam - ale mów normalnie.
- Ty siedzisz w krzakach, ja zaganiam zająca, kiedy będzie w twoim zasięgu łap, napadnij go i zabij.
- Trzeba było tak od razu - prychnęłam. Zaczęłyśmy tropić ofiarę. Po paru nudnych minutach Moone natrafiła na trop królika. Rozejrzeliśmy się po polanie i ujrzałyśmy szarą kulkę ukrytą wśród zielonych traw. Moon pokazała mi bym się ukryła w krzakach po zupełnie przeciwnej stronie. Nie rozumiałam jej, ale bez sprzeciwu skryłam się w krzewach. Zaburczało mi w brzuchu. Przegryzłam wargę, próbując jakoś odwrócić uwagę od bólu brzucha. Tak mocno ją nadgryzłam, że po chwili poczułam krew. Oczywiście. Przepięknie. Nagle coś we mnie uderzyło. Spadłam na grzbiet i pisnęłam. Nie wiedziałam co się dzieje. Zostałam walnięta w brzuch, co spowodowało ogromne bóle.
- Aoki! - Usłyszałam głos Moone. To coś mnie zostawiło. Otworzyłam oczy. Pierwsze co zobaczyłam to uciekającego zająca.
- Gdzie ty byłaś?! - Zapytała wściekła Moon dysząc.
- Ja... - Zaczęłam. Ujrzałam srogi wzrok nauczycielki.
- Następnym razem nie śpij - powiedziała surowo i dała znać, że mam iść za nią. Z trudem podniosłam się. Obolały brzuch dawał o sobie znać.
Jestem skupiona. Patrzę na ofiarę. Nie mogę się rozkojarzyć. Nie chcę znów zobaczyć tego wzroku... Zając biegnie w moją stronę. Zaraz tu będzie. Nie mogę mu odpuścić. Zaraz będę musiała
zaatakować. Teraz się uda. Czuję to. Jest tak blisko. Odbiłam się od ziemi. Rozszerzyłam szczęki.
Obnażyłam kły. Wbiłam się w jego krtań. Szamotanina. Piski. I nastała ta chwila. Przestał się szarpać. Ja... Ja to zrobiłam. Upolowałam żywe stworzenie. Ja je zabiłam.
- W końcu - powiedziała Moone podchodząc do mnie - to teraz Ty gonisz, ja zabijam? - Zapytała.
- No dobra... - zgodziłam się - a co z nim? - Pokazałam na zdobycz.
- Zakop ją - odpowiedziała bez najmniejszego zainteresowania.
- Ale, ubrudzi się
- Weź nie bądź taka wybredna, lepiej zacznij kopać
- Pod krzakiem? - Zapytałam
- Byle gdzie, pamiętaj tylko gdzie to zakopałaś - przyłożyłam nos do ziemi, szukając miejsca w którym zakopie zdobycz - ja poszukam następnej ofiary - odeszła. Po chwili znalazłam punkt, pod krzewem. Zaczęłam kopać. Nienawidzę ziemi. Po chwili miałam już wykopany dołek. Płytki, ale jakiś. Chwyciłam zdobycz. Poczułam chęć zabrania jej dla siebie. Taki pyszny kąsek. Moone nie zobaczy. Mogę ją zabrać. Nie... Nie mogę. Obejrzałam się. Nauczycielka akurat patrzała na mnie. Jak poparzona wyprostowałam głowę. Włożyłam królika do wgłębienia i go "zakopałam". Kiedy patrzałam jak pod jego futerko wchodziły ciemne grudki ziemi robiło mi się żal. A mogłabym go zjeść. Odwróciłam się i zaczęłam iść w stronę Moone. Najwyraźniej znalazła już zdobycz. Była schowana w krzaku. Podeszłam do niej kłusem.
- Tam - wskazała łapą na biało-czarną kulkę. Opadłam na łapy, wyrównując ciężar ciała. Zaczęłam się zakradać do zająca. Byłam już tak blisko, gdy przed oczyma przemknął mi mały biały kształt. Przestraszyłam się, nie wiedząc co to jest. Chmura kurzu uniosła się w powietrzu. Kiedy opadł zobaczyłam waderę w wieku szczenięcym. W pysku trzymała martwego zająca.
- Ej! - Oburzyłam się. - Ja byłam pierwsza! - Ona tylko prychnęła i poszła w stronę lasu.
- Oddaj to! - Piszczałam jej obok ucha. Tylko się uśmiechnęła.
- No weź! Nie zachowuj się jak idiotka! - Krzyknęłam. W pewnym momencie się położyła i zaczęła jeść na moich oczach zająca.

C.D.N

Uwagi: Przed "że" stawiamy przecinek.

niedziela, 2 kwietnia 2017

Od Aokigahary "Lekcja Polowania" cz.1

 Maj 2019 r.
Patrzyłam na głaz nade mną. Nie był jakiś szczególny. Sinoszary tak jak reszta kamieni. Jego powierzchnia wyglądała na szorstką, twardą. Wszystkie zagięcia były ostre, co nadawały mu "charakteru". Przez jego środek przebiegało parę białych pręg. Gdzie nie gdzie wyróżniały się czarne plamy. Wydawało się że był zlepkiem mniejszych kamyczków. Można było uznać że jest to ciężka skała. Stabilna i masywna. Jak przyroda może wytwarzać każdy kamień z osobna? Westchnęłam. Przewróciłam się na bok i spojrzałam na wyjście jaskini. Przez otwór dostawało się czerwono-pomarańczowa poświata. Dłużej tutaj nie wytrzymam... Usiadłam i zaczęłam wylizywać sierść. Ile byś nie spędził czasu na układaniu futra, i tak piasek oraz małe kamyki dostaną się pod kosmyki. Gdy już byłam ogarnięta, wyszłam z nory. Wilgoć unosiła się w powietrzu i osadzała się na źdźbłach trawy tworząc kropelki wody, rosę. Zabrałam głęboki wdech i rozejrzałam się po polanie.
Zaczęłam iść w stronę wodopoju. Potykałam się o własne nogi. Szłam dosyć wolno, chwiejąc się. Głód dokuczał mi przy najmniejszej czynności. Jakoś dotarłam do wodopoju. Zaczęłam chłeptać wodę. Przynajmniej ona pozwala na chwilę oszukać łaknienie. Odwróciłam się i poszłam na spacer do lasu. Idąc tak zobaczyłam czarną waderę. Nie kojarzyłam jej. Obok niej stała Moone. Rozmawiały o czymś.
- O, Aoki! - Zawołała Moone, zauważając mnie. Popatrzały na mnie. Wzrok nieznajomej mnie przeraził. Czułam jak jej zielone oczy przenikają moją duszę. Wzdrygnęłam się.
- Dołączysz do lekcji? - Krzyknęła. Podeszłam do nich.
- Jakiej lekcji? - Zapytałam trochę przestraszona.
- Lekcji polowania, powinnaś wiedzieć - odezwała się obca, patrząc surowo.
- A jak się Pani nazywa? - Spytałam niepewnie.
- Yuki, jestem Nauczycielem polowań - powiedziała monotonnym, wyraźnie znudzonym głosem. Od razu poczułam niechęć do tego przedmiotu.
- Muszę coś zro... - nie zdążyłam dokończyć.
- Idziesz na lekcje - orzekła.
- Ale... - chciałam się przeciwstawić, ale gdy zobaczyłam jej wzrok zrezygnowałam.
- Chodźcie - odwróciła się, a jej duży i puszysty ogon prawie by mnie nie staranował. Niechętnie poszłam za nauczycielką.

Byliśmy na polanie. Nic szczególnego.
- Aoki, wiesz jak upolować królika? - Zapytała "Yuki".
- Em... Nie... - powiedziałam cicho.
- Głośniej.
- Nie - odezwałam się nieco głośniej.
- Sformułuj całe zdanie - przecież to nie jest lekcja wymowy.
- Nie wiem jak upolować królika - orzekłam, tak głośno że wilki przechodzące się po łące to usłyszały. Zawstydziłam się widząc ich wzroki napełnione pogardą.
- Więc pora się nauczyć - usiadła - Moone, pamiętasz co ci mówiłam na poprzedniej lekcji? - Szczeniak kiwnął głową - Teraz razem z Aoki upolujcie dwie sztuki - W przeciwieństwie do mnie, Moon się ucieszyła. Poszliśmy szukać królików.
- Króliki są szybkie, i mają bardzo czuły słuch - nawijała - podczas polowania na nie trzeba albo zapędzić je w kozi róg, albo dogonić, albo przygotować pułapkę. Pierwsza opcja jest obecnie niewykonalna, ponieważ na łące nie ma żadnych skał i tego typu rzeczy. Druga opcja jest zbyt męcząca, nie zdołamy dogonić królika, pozostaje nam trzecia opcja. Plan jest taki. Ty ukryjesz się w krzakach, a ja zagonię zająca w umówione miejsce, gdzie ty naskoczysz do niego i przegryziesz mu krtań - ledwo co zrozumiałam coś z tego - Ok?

C. D. N

Uwagi: "Nauczycielka" to nie żaden zwrot grzecznościowy lub ważny tytuł, więc powinnaś go zapisywać z małej litery. Uciekło Ci kilka przecinków.

Podsumowanie marca

A już myślałam, że będzie coraz lepiej. Teraz nie wiem, czy się śmiać, czy płakać. Zaledwie pięć opowiadań w miesiącu, każdy wilk napisał do maksymalnie jednego.
Chciałabym, aby to był żart na Prima Aprilis, ale nie jest. Wiedzcie, że jest źle. Bardzo źle.
W związku z tym, że już nie wiem, czy Wam wymyślać jakieś super wymyślne promocje (ktokolwiek by się nimi zainteresował? Tak w razie czego, to zapoznanie wciąż jest aktualne...), po prostu napiszę, że każdy zaproszony przez Ciebie członek, który o tym napisze w wiadomości do mnie (oczywiście liczy się tylko taki, który podesłał zarówno formularz, jak i opowiadanie o dołączeniu) = dodatkowe 10 SG dla Twojego wilka.
Mam nadzieję, że to Was nieco zmotywuje do pomocy w ratowaniu tego bloga.

Aktualnie: 5/45 (cel osiągnięty w 9%)
Łącznie: 20/75 (wszystkie cele osiągnięte w 37%)
Docelowa liczba op. na kwiecień: 67
◀ 30 op. = wprowadzenie fabuły
◀ 40 op. = dodanie nowej playlisty na watasze
◀ 50 op. = wymiana nagłówków
◀ 60 op. = wymiana bannera
◀ 70 op. = aktualizacja 2 zakładek
◀ 80 op. = wykonanie 3 ilustracji
◀ 90 op. = aktualizacja 2 zakładek
◀ 100 op. = wymiana magicznymi przedmiotami z innymi blogami (CK/BK, WPR, WCW, WNS)
◀ 110 op. = wykonanie 3 ilustracji
◀ 120 op. = aktualizacja 3 zakładek
◀ 130 op. = wykonanie 3 ilustracji
◀ 140 op. = aktualizacja 2 zakładek
◀ 150 op. = zmiana menu
Co muszę już zrobić za Waszą aktywność?: na razie nic~

Zapraszam na moje trzy (właściwie prawie cztery) inne blogi:
(o ile ktoś ma sporo czasu i będzie nadal aktywny i tu, i tam)
Sposób na szkołę każdego dnia: Blog opowiada o codziennym życiu zwyczajnych, polskich uczniów szkoły podstawowej i gimnazjum. Jeśli ktoś chce odpocząć od siekanki japońskich animu&mango czarodziejek, magicznych wilczków, czy idealnych biszi boiów i kałai dziewczynek, jest to idealna odskocznia. PILNIE POSZUKIWANI NOWI CZŁONKOWIE!
Czarne Królestwo: To same uniwersum, co Wataha Magicznych Wilków, jednak w innym klimacie, bardziej zbliżonym do średniowiecza. Królestwo to dopiero budująca się kraina, którą możesz wspomóc swoją postacią. Wszyscy członkowie są wyjątkowo ze sobą zżyci. Uroki mniejszych blogów. PILNIE POSZUKIWANI CHĘTNI DO DOŁĄCZENIA!
Sekrety Magii: Tu akurat nie można dołączyć. Są tam moje opowiadania. Jeśli ktoś chce się bliżej zaznajomić z moją twórczością poprzez czytanie mojej ukochanej opowieści, którą plotę już od dzieciaka, to serdecznie zapraszam. Czekam również na komentarze z Waszymi opiniami na temat tej historii.
Aktualnie powstaje jeszcze jeden projekt. Ktoś może już go widział, ktoś może nie... W każdym razie zdradzę tyle, że wracamy na stare śmieci. Zobaczymy, co z tego wyjdzie.

Ponadto zapraszam do korzystania z zapoznania oraz innych przygód. Przypominam również o konkursach.

Wilki, które brały czynny udział w pełnionym stanowisku:
RADA ŻYWIOŁÓW
Obecni na zebraniu: -
Kto napisał op.: -

POLOWANIA
Rano: -
Popołudnie: -
Wieczór: -
Dodatkowo op. o polowaniu dla watahy napisała Zirael, dzięki czemu dla członków należy się łącznie 10 pkt. Jako, że jest nas aktualnie więcej, zostaną one przydzielone dopiero po napisaniu kolejnego op. o polowaniu dla wszystkich.

SZPITAL
Kto napisał op.: -

WOJSKO I PATROL
Kto napisał op.: -

ROZRYWKOWE I INNE
Kto napisał op.: - 

SZKOŁA
Kto napisał op. (z nauczycieli): -

PRACA W MIEŚCIE
Kto napisał op.: -

*****************************
Leniwe Alfy:
Suzanna: 0 (+0 = 0)
---------------------------------------------
Zirael: 0 (+6 = 6) <-- Beta
Sierra: 0 (+3 = 3) <--- Gamma
Shiryu: 1 (+1 = 2) <--- Delta
Kai: 1 (+0 = 1)
Moone: 1 (+0 = 1)
Navri: 1 (+0 = 1)
Sohara: 1 (+0 = 1)
Moondance: 0 (+1 = 1)
Miniru: 0 (+1 = 1)
Dante: 0 (+1 = 1)
Aokigahara: 0 (+0 = 0)
Sarah: 0 (+0 = 0)
Yuki: 0 (+0 = 0)
Serill: 0 (+0 = 0)

Za zostanie Betą dostaje się 15 SG i 40 pkt., Gammą 10 SG i 30 pkt., a Deltą 5 SG i 20 pkt.

Okres próbny ukończyli:
Navri: 1 (1) Masz czas do 16.04 na napisanie 3 op., inaczej będę zmuszona wyrzucić Twojego wilka z watahy!
Moondance: 0 (1)

Skreślone są te, które nie przeszły. Wilki, które napisały poniżej 3 op. i są dość długo na watasze zostają wyrzucone, a te mające powyżej 4 op. są już pełnoprawnymi członkami. Zaznaczone na fioletowo mają drugą szansę.
Tak, ilość napisanych op. podczas okresu próbnego też ma znaczenie! 

Dodaję po 6 pkt. umiejętności i 3 pkt. mocy każdemu wilkowi (jak to zawsze czynię po podsumowaniu) za kolejny miesiąc członkostwa.