Zacieśnianie więzi

W ramach lepszego zapoznania się ze sobą realizujemy comiesięczny projekt losowania osób, do których można napisać op. i dostać dzięki temu +3 pkt. do każdej z umiejętności (+1 pkt. do mocy).
Link do osób, które zostały wylosowane znajduje się tutaj. :)

niedziela, 18 grudnia 2016

Moone "Czarna historia" cz. 6

Czerwiec 2018
Któregoś ranka obudziłam się dość wcześnie. Pewnie dlatego, że w lato słońce szybciej wstaje. Wyszłam na zewnątrz i rozciągnęłam się. Ptaki pięknie śpiewały, co dla mnie zapowiadały piękny dzień. Z Aoki czasami się widujemy, bo poznała jakiegoś innego wilka i chciała sobie też z nim pogadać. Ok, przecierz nie tylko ja dla niej istnieje. Poszłam nad wodopój, chciało mi się bardzo pić. Gdy już tam byłam to dowiedziałam się, że do WMW przychodzą wilki z innej watahy. Powoli piłam sobie wodę, czasami ptaki podlatywały żeby też się napoić. Niektóre były kolorowe, a niektóre szare lub czarne. Nagle jeden z nich usiadł na mojej głowie. Widziałam go w odbiciu w wodzie. Dziobał moją grzywkę. Cicho się śmiałam, żeby go nie spłoszyć. Nagle zbliżył łepek do mojego ucha. Zaczął coś do mnie mówić. Mówił niewyraźnie.
- Moone, córciu... - nagle przemówił tak, że zrozumiałam co mówi. - To ja, twój tata.
Byłam zaskoczona tym, że rozumiem mowę ptaków, ale stworzenie mówiło dalej:
- Może pamiętasz, jak ujawniłem swój znaczek na księżycu? To ja dałem tobie umiejętność pobierania mocy z księżyca.
Nagle przestał mówić i zszedł ze mnie. Spuścił łepek i dodał, że to miał mi dać na pierwsze urodziny, ale potrzebuję tego szybciej. Wzruszyłam się. Rozmawiałam jeszcze chwilkę z duszą taty w ciele ptaka, a inne wilki patrzyły się dziwnie na mnie. Pewnie sobie pomyślały, że jestem na tyle dziwna, że rozmawiam z ptakami, z którymi nie idzie rozmawiać. W końcu musiałam się pożegnać i tato-ptak odleciał. Ucieszyłam się z jego wizyty. Gdyby nie posiadał takiej umiejętności, nawet gdy umarł, to byśmy się nie spotkali do końca mojego życia. Ale najbardziej brakowało mi mamy. Ona nie mogła tak zrobić, co było dla mnie okropne. Jednak zachowując zimną krew, poszłam do wodospadu. Na miejscu zanurzyłam się w wodzie. Nie było takiego gorąca, żeby siedzieć tam przez cały dzień, ale ja bardzo lubię siedzieć w wodzie. Tak się przyjemnie ułożyłam, że aż usnęłam. W śnie byłam na polanie, gdzie bawiły się wszystkie szczeniaki z watahy, a wśród nich źrebięta jednorożców i pegazów. Skrzydlate szczenię miało swojego pegaza, a wilczek bez skrzydeł posiadał jednorożca. Ja miałam skrzydlatego jednorożca, alicorna. Wyglądał jak ja, tylko w wersji konia. Szedł za mną krok w krok. Byłam też w kanonie, gdzie wszystko było czarno-szare. Mieszkał tam smok, także podobny do mnie. I on też się do mnie przyłączył, po drodze spotkałam feniksa, który również wyglądał jak ja. Na końcówce snu poszliśmy w stronę miejsca, gdzie stykały się dwa światy. Stamtąd zaś wyszedł człowiek, o beżowej skórze lecz posiadający grzywkę i oczy co ja. Oczy zaczęły mi się świecić, i wszystkie postacie złączyły się, powstałam wtedy ja i obudziłam się. Gdy wyszłam z wody to zaczęłam się trząść. Spoglądał na mnie jakiś wilk i spytał się, czy wszystko dobrze. Przytaknęłam, otrzepałam się i szłam w stronę schronienia, bo był już wieczór. Najwyraźniej przespałam całe dwa dni i noc. Dlatego przy szesnastu stopniach trzęsłam się jak bym w minus dwadzieścia stopni wyszła z wody. Wchodząc do lasu, zerwałam sobie jakiś owoc z krzaczka i zjadłam go. Najprawdopodobniej był jadalny. W kolejnych dniach szłam na lekcje, nic ciekawego mi się nie przytrafiało. Którejś nocy spałam sobie w lesie, z dala od innych członków watahy. Chciałam pobyć sama. Patrzyłam się na norkę królików, które w nocy wychodziły sobie. Moja sierść jest czarna, więc wtapiałam się w tło. Jedynym rozpoznawalnym znakiem była świecąca się różowa sierść. Najwyraźniej nie zwracały na to uwagi. Nie spałam całą noc. Siedziałam w bezruchu przez cały dzień. Chciałam udawać jakiś teren, żeby znaleźć sposób na samodzielne polowanie. Gdy nie będzie stworzonka na zewnątrz to ułożę się do skoku. Po dwóch dniach zdecydowałam się, że gdy wszystkie króliki wejdą do norki to wskoczę tam, szybko zakopię dziurę i upoluję. Czekałam trzy godziny, nagle wskoczyłam tam, bardzo szybko próbowałam zatkać dziurę, żeby żaden z nich się nie wydostał. Wszystko przeszło pomyślnie. Jak zaczęłam mordować te króliki, to przypomniał mi się Sagope. Z króliczą krwią na łapach i pyszczku zamarłam w bezruchu. Popatrzyłam się na moje ofiary. Wzięłam jednego z nich i wlokłam za sobą. Chciałam podarować jednego Alfie. W końcu znalazłam jej jaskinię. Pilnował jej jakiś wilk. Nie pozwolił mi do niej wejść, więc poprosiłam, żeby jej to przekazać. Wróciłam do "miejsca zbrodni" i nocowałam tam wśród martwych. Budziłam się w nocy. W końcu o około godziny szóstej wyszłam na zewnątrz. Niedaleko zauważyłam mój cień, który miał czerwone oczy i któremu uśmiechał się pysk. Wystraszona wleciałam do nory. Po chwili jednak ponownie wyszłam. Poszłam na polanę, żeby pobawić się z innymi wilkami. Nie spotkałam tam nikogo, więc położyłam się na trawie i nuciłam sobie piosenkę:
" Oh world, why are you doing,
   taking my family and happiness on earth.
   But maybe you can win in this cruel life ... "
Wąchałam sobie kwiatki, skakałam, rozglądałam się czy nie ma jakiegoś szczeniaka. Niestety nie. Więc biegałam sobie sama naokoło polanki. Do głowy przyszedł mi genialny pomysł: wyruszę w przygodę życia!

Uwagi: "Przecież" piszemy przez "ż"! Nie "dziubał", tylko "dziobał". "Zwruszyłam się" - co? Nie chodziło raczej o "wzruszyłam się"? "Również" piszemy przez "ż". "Stamtąd" piszemy razem i przez "s". Nie "rozglądywałam", tylko "rozglądałam". Literówki (np. pożożyłam, zozpoznawalnym, szcsenię), powtórzenia... Często używasz niewłaściwych określeń na dane rzeczy, przez co zdanie/cała wypowiedź brzmi nieco dziwnie. "...szłam w stronę schronienia, bo był już wieczór. Najwyraźniej przespałam całe dwa dni i noc." - skąd ona wie, że przespała DWA dni, a nie jeden? Poza tym wyobraziłam sobie, jak by wyglądało jej futro i skóra (bo załóżmy, że pyska nie zanurzała, dlatego się nie utopiła) po takim czasie pod wodą... fuj. "Dlatego przy szesnastu stopniach" - mam pytanie, czy Twój wilk ma termometr wmontowany w mózg? Nawet w kilku miejscach pisałam, że większość dorosłych wilków nawet nie umie liczyć i czytać, a co dopiero szczeniaki! No ale dlaczego by nie, Moone śpiewa nam jeszcze po angielsku... Naucz się podziału opowiadania na akapity. Naprawdę źle wygląda taka kolumna tekstu.

wtorek, 13 grudnia 2016

Od Aokigahary "To coś" cz. 1

Ilość wilków w tej watasze mnie cieszyła. W mojej drugiej watasze wilków jest zaledwie parędzieści. Coś około trzydziestu. Tutaj co chwilę widzę same nowe pyski. Większość wilków było dorosłych, ale to mnie nie zniechęciło do szukania kogoś, z kim mogłabym się pobawić. Idąc przez piękny zielony las, w oddali zobaczyłam małą, czarną sylwetkę. Zapewne jakiś szczeniak z tej watahy. Podbiegłam do niego, radośnie merdając ogonkiem. Był to mały basiorek, był cały czarny, nie licząc białych przebarwień na łapach, pyszczku i brzuchu.
- Cześć, chcesz się pobawić? - zaproponowałam. Szczeniak rozejrzał się, jakby czegoś się obawiał.
- Chętnie - uśmiechnął się - Jestem Hitam
- Aoki - ze szczęścia wyszczerzyłam kiełki, bo w końcu znalazłam kogoś do zabawy. Po chwili bawiliśmy się w najlepsze, turlając się po trawie. Nasza zabawa trwała tak długo, aż nie przerwał jej dziwny odgłos. Obejrzeliśmy się, za źródłem tego dźwięku. Naszym oczom ukazała się dziwna, fioletowa roślina, która nie miała żadnych kwiatów czy liści. Roślina była umieszczona w rowie. Jej gałęzie były jak u wierzby - gładkie i proste. Można było je policzyć na palcach dwóch łap. Pień był nienaturalnie gruby, w porównaniu do jej odrośli. Tym co wydawało ten dziwny dźwięk, to była dziwna, czarno-fioletowa kula. Wydawała karmazynową poświatę. Podeszłam do tego bliżej.
- Moim zdaniem to niebezpieczne - ostrzegł Hitam. Poślizgnęłam się na kamieniu i wpadłam w roślinę, której odgłosy stały się głośniejsze i straszniejsze. Nic nie widziałam, oprócz rażącego białego światła. Szumy i piski zakłóciły krzyki szczeniaka. Zimne powietrze ogarnęło moje szczenięce ciałko. Zaczęłam piszczeć. Po chwili wszystko ustało. W miejscu gdzie była ta roślina, był teraz około dwudziestocentymetrowy krater.

Obudziłam się, w swojej rodzinnej jaskini. Był środek nocy. Leżałam tak dopóki nie zdałam sobie sprawy, że coś na mnie patrzy. Było to coś podobnego do wilka, ale miało też w sobie coś z jelenia i orła. Po dłuższej chwili to uciekło. Podniosłam się i zaczęłam zmierzać w stronę łoża rodziców. Weszłam do niego, ale rodzicieli nie było. Odwróciłam się, ale zamiast wrócić do siebie stałam. Czułam czyiś oddech na karku. Odwróciłam się. Nic. Gdy już chciałam wracać, dosłownie wpadłam na coś. Rozmawiałam z tym, ale nic z tej rozmowy nie pamiętam. Było tak duże jak dorosły Jeleń. Jego nogi były długie, wilcze. Orli ogon wydawał się być najpiękniejszą częścią jego ciała. Jego głowę zdobiły jelenie rogi. W jego sierści, gdzie nie gdzie, było widać szare pióra. Nie czułam strachu, polubiłam go.
Ze snu wyrwał mnie huk. Rozejrzałam się, w poszukiwaniu czegoś co mogło tak huknąć. Był środek nocy, więc niczego nie dojrzałam. Próbując zasnąć, zamknęłam ślepia i zaczęłam o czymś myśleć, byleby zasnąć. Bezsenność dała górę. Mlasnęłam językiem, uświadamiając sobie że jestem spragniona. Fakt, taki mały szczeniak jak ja nie powinien o tej porze sam wychodzić na zewnątrz, ale nie chce leżeć i się pocić w tej ciasnej jaskini. Zmierzając do wodopoju zaciągałam się zimnym, nocnym powietrzem. Gdy już dotarłam, niedaleko jeziorka zobaczyłam grupkę wilków. Rozumiem, jeden czy dwa, ale od razu sześć? Zbliżyłam się do wodopoju, tak by nie zobaczyli mnie, i zaczęłam chłeptać orzeźwiającą, chłodną wodę. Spojrzałam na nich. Była to gromada czterech basiorów i dwóch wader. Nie zdawało mi się bym widziała ich kiedykolwiek na tej watasze, ale możliwe jest że się mylę.

C.D.N. 

Uwagi: Nadal źle zapisujesz wypowiedzi. Nie "mlasknęłam", a "mlasnęłam".

sobota, 10 grudnia 2016

Od Alexandra "Jak najdalej stąd" #11 (cd. chętny)

Oto jedenasta część op. od wilków spoza CK. Aby dowiedzieć się nieco więcej o nich oraz o powodzie ich ucieczki, możecie również przeczytać serię op. "Nowy dom?" z BK, w której to Alexander oraz Kira poznają się ze sobą i szybko zaprzyjaźniają się, choć nie jest to widoczne na pierwszy rzut oka.
Op. powstaje ze współpracą CK.
 ~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

czwartek, 8 grudnia 2016

Od Moone "Czarna historia" cz. 5

Marzec 2018
Cieszyłam się z nowej jaskini. Była jednak ona zbyt pusta, żebym sobie w niej mieszkała. Postanowiłam pozbierać patyki i coś z nich poukładać, żeby przyozdobić "pustkowie". Będąc już przy drzewku, gdy zaczęłam zbierać patyki duże i małe, zauważyłam, że niedaleko siedzi jakiś szczeniak. Odłożyłam gałązki i podeszłam do niej. Łapą głaskała liście, najwyraźniej jej się nudziło.
- Cześć, jestem Moone. A ty? - zagadałam pierwsza.
Podniosła głowę i swoimi niebieskozielonymi oczami popatrzyła się na mnie z uśmiechem na pysku.
- Ja jestem Aokigahara. Ale mów mi Aoki. - odpowiedziała.
Po jej zachowaniu widać było, że jest ufna do nieznajomych. Jednak nie przejmowałam się tym i zaproponowałam jej pójście do mojej jaskini. Chętnie przyjęła propozycję i razem ze mną podążała do domu. W połowie drogi poczułam ból w zadrapaniu. Pewnie "odezwał się" mój wewnętrzny głos zaatakowany przez Sagope. Pewnie złościł się, że koleguję się z kimś zamiast komuś dokuczać, jak to demony mają. Najpierw dręczą, później pozbywają się ofiary. Kiedy to mnie bolało, to wadera spoglądała na mnie, pytając się mnie, czy mi nic nie jest. Ja zaprzeczałam bo nie chciałam jej ode mnie odpychać. Mogłaby się mnie bać, gdyby dowiedziała się co mnie spotkało. Gdy byłyśmy już na miejscu to spytała się co będziemy robić.
- O nie! Miałam wziąć patyki! - przypomniało mi się.- Może się wrócimy?
- Tak! Przejdziemy się!  - wykrzyknęła.
Zaczęła się robić coraz bardziej gadatliwa. Przy zbieraniu gałązek zaczęła mi opowiadać o swoich dawnych chwilach. Gdy już skończyłyśmy to wróciłyśmy do jaskini. Był już wieczór i Aoki nie chciała iść do domu. Chciała jeszcze mnie lepiej poznać. Nie chciałam jej też wyganiać, ale wiedziałam, że lepiej będzie jak będzie nocować w swojej jaskini. U mnie mogą się dziać dziwne rzeczy. Mogłabym ją do siebie zniechęcić. Więc pożegnałyśmy się i umówiłyśmy na kolejny dzień w miejscu, gdzie się poznałyśmy. Gdy księżyc już wszedł to usnęłam. Nic mi się nie śniło, co było to dla mnie zadowalające. Obudziłam się o północy. Nie chciałam już spać, więc położyłam się bliżej wejścia jaskini. Wydawało mi się, że kratery księżyca przesuwały i coś przedstawiały. Zamknęłam na chwilkę oczy. Poczułam miękki dotyk na mojej ranie. Jak by coś do niej wpływało, co było niemożliwe, gdyż to już nie była otwarta rana lecz widoczna blizna. Spojrzałam na niebo. Kratery przekształciły się w znaczek mojego taty, gwiazdę z jednym, urwanym ramieniem. Jakiś biały dym leciał w moją stronę, przebijały się w nim małe gwiazdeczki. Czułam jak coś do mnie wpływa, jakaś moc. Było to tak miłe uczucie, że po tym całym "przedstawieniu" usnęłam. Obudziłam się wczesnego ranka. Wyszłam z jaskini i  zobaczyłam księżyc, który miał już normalnie ułożone kratery. Po chwili w ogóle go już nie było widać. Poszłam na łąkę. Czekała tam już na mnie zniecierpliwiona Aoki.
- Cześć! Miło mi cię znów widzieć! - przywitałam się.
- Cześć! Cześć! Może pójdziemy do wodopoju, przejdźmy się! - zaproponowała.
- Ok, ale może najpierw zrobimy jakieś ozdoby z patyków?
- Nie, nie! Chodź za mną, później to zrobimy!
- No ok... - odparłam z niechęcią.
Po drodze wypytywała się mnie, jaka jest moja historia. Opowiadałam jej o mnie, czasem popłakiwałam. Gdy zaczęłam mówić jak podrapał mnie dziadek, to zatrzymałam się. Nie wiedziałam, czy opowiedzieć jej o całej prawdzie. Aoki zniecierpliwiona pytała się co dalej. Postanowiłam że ją trochę okłamię. Wymyślałam, że Sagope sobie poszedł, a ja uciekłam do tej watahy, bo był pożar lasu i trafiłam do szpitala, bo potknęłam się o wystające korzenie drzew i skręciłam nogę. Na szczęście uwierzyła we wszystko. Przy wodopoju nikogo nie było, więc żeby nie być taką nudziarą to obejrzałam się dookoła czy nikt inny do nas nie idzie i wskoczyłam do wody, żeby się wypluskać. Aoki przyłączyła się do mnie i razem nurkowałyśmy. Nagle usłyszałyśmy jak ktoś się do nas zbliża. Szybko wyszłyśmy z wody i otrzepałyśmy się. Przecież to nie jest miejsce na kąpanie! Napiłyśmy się wody ze źródełka i poszłyśmy do mojej jaskini. Gdy już tam byłyśmy to każda z nas wzięła sobie po kilka patyków i układałyśmy sobie coś z nich. Nie miałam pomysłu, więc położyłam cztery badyle na kształt kwadratu, ale z wystającymi końcówkami. Pozaginałam je w różne strony i powoli wychodziła mi jakaś składanka. Aokigahara co jakiś czas spoglądała na moją pracę. Z resztą ja na jej też. Układała chyba gwiazdkę albo kokardkę. Miałam długie gałęzie, więc plotłam tak aż mi się skończą. W połowie roboty wadera coś do mnie mówiła, ale ja byłam bardziej skupiona na tym co robiłam. W końcu skończyłam. Trochę łapy mnie bolały, ale było warto. Powstał mi nie do końca równy stożek. Dobrze, że były to giętkie gałęzie, bo by chyba z tego nic nie wyszło. Byłam z tego zadowolona. Aoki zrobiła piękną gwiazdkę, która trochę przypominała płatek śniegu.
- Bardzo ładne! - pochwaliłam ją.
- Naprawdę? Dzięki, ty też fajnie zrobiłaś. - odpowiedziała z uśmiechem.
Powoli słońce zachodziło, jak ten czas leci! Pożegnałyśmy się i poszłyśmy spać w swoich jaskiniach. Tej nocy, nie miałam takiego przypływu energii. Nie wiedziałam, czy to mi się zdawało, czy działo się to tylko przez to, że była pełnia. To zostało dla mnie tajemnicą...

Uwagi: "W ogóle" piszemy osobno. Nie można kogoś "skłamać", tylko "okłamać"... "Przecież" piszemy przez "ż"!