Kwiecień 2018 r.
Nie mogłam zrozumieć zachowania Miniru. Skąd to przerażenie? Czyżby
miała czego się bać? Wadera zachowywała się moim zdaniem co najmniej
dziwnie, jednak nie mogłam zaprzeczyć, że ją hmm... Polubiłam? Nie
chciałam wyciągać pochopnych wniosków ani zbyt szybko nazywać ją
przyjaciółką, ale jednocześnie miałam nadzieję, że kiedyś będziemy
blisko. Odganiając te bezwartościowe myśli od siebie weszłam do jaskini
Alfy. Pierwszy raz w życiu poczułam zdenerwowanie. Z nie wiadomo skąd
urosła mi gula w gardle, z trudem przełykałam ślinę. No cóż - czyżby
zaczęło mi na czymś zależeć?
Alfa siedziała spokojnie z tyłu jaskini. Trwała w absolutnym bezruchu,
przez chwilę zaczęłam się zastanawiać czy przypadkiem nie zasnęła. Kiedy
miałam już się powoli wycofać, wadera powitała mnie miłym, lecz
stanowczym głosem. Wytłumaczyłam jej szybko cel mojej wizyty i czekałam
niecierpliwie na odpowiedź. Suzanna jednak zadała mi najpierw parę
pytań, głównie na temat mojej przeszłości. Skrzywiłam się nieco, ale
odpowiedziałam na wszystkie wyczerpująco. Najbardziej niezwykłe i
jednocześnie przerażające w waderze było to, że nie okazywała żadnych
uczuć. Zadawała pytania i słuchała odpowiedzi, jednak jej twarz nie
wyrażała żadnych emocji. Do ostatniej sekundy nie wiedziałam jak
wypadłam, aż w końcu Alfa zgodziła się, i zostałam na okresie próbnym.
Nie potrafiłam ukryć radości i ekscytacji, wyszłam z uśmieszkiem na
ustach, lekko podrygując. Pomyślałam, że chyba dobrze mi poszło, ale
szybko skarciłam się w myślach za ten nieuzasadniony wniosek. Nie musi
pokazywać mi co o mnie myśli, w końcu sama zauważyłam, że potrafi
maskować emocje. Teraz musiałam tylko odnaleźć jaskinię Miniru i
wyciągnąć z niej jakieś informacje.
Nie poszłam jednak do niej od razu - potrzebowałam chwili samotności.
Nie patrzyłam też do końca gdzie idę. Moją głowę przepełniały dziwne
myśli. Myślałam o Shiryu, którego spotkałam w szpitalu, o Alfie, od
której prawdopodobnie nigdy się nie do wiem co o mnie myśli, o Miniru,
która ewidentnie coś w sobie skrywała. Chciałabym, aby zaufała mi na
tyle, żeby mogła mi o tym powiedzieć. Chciałam jej pomóc, nawet nie
dlatego że ona pomogła mi. Po prostu wzbudzała moje współczucie. Ona nie
chciała, żeby ktoś wiedział o jej problemach. Przynajmniej tak mi się
wydawało.
Wędrując tam i z powrotem niczym Hobbit, natrafiłam na jakieś jezioro.
Po długim spacerze poczułam się nieco spragniona, więc podeszłam bliżej,
żeby się napić. Woda była mętna, nie widać było niczego co znajdowało
się pod powierzchnią wody. Wyglądało na całkiem normalne, gdyby nie to,
że właśnie wynurzał się z niego dwumetrowy potwór, strasząc swą bogato
uzębioną paszczą. Strach mnie sparaliżował - łapy przywarły mi do zimnej
ziemi. Wytrzeszczyłam oczy, próbując zmusić się do ruchu. Trwałam tak
sekundy, które wydawały się wiecznością. Wreszcie oderwałam łapy od
podłoża, obróciłam się niezgrabnie i rzuciłam się biegiem na śmierć i
życie. Serce waliło mi jak młotem, oddech miałam szybki i nieregularny.
Biegłam prawie na oślep, cudem omijając drzewa na mojej drodze. Jednak
biegłam tak szybko, że kiedy zauważyłam przede mną zawalone drzewo nie
było czasu się zatrzymać, skręcić nawet nie zdążyłam pomyśleć o
przeskoczeniu ogromnego pnia, kiedy z impetem się z nim zderzyłam.
Wstałam po - jak mi się wydawało - chwili, jednak w rzeczywistości
musiało minąć trochę czasu, gdyż było zdecydowanie ciemniej. Było mi
niedobrze, miałam zawroty głowy i całą drogę do jaskiń myślałam, że
zwymiotuje. Co jakiś czas plątały mi się łapy i lądowałam na twardej
ziemi. Leciała mi krew z nosa, ale ignorowałam to. Po drodze się obmyłam
w lodowatej wodzie, która przynajmniej mnie odrobinę orzeźwiła. Zmyłam
również lecącą ciurkiem krew. Kiedy dotarłam do jaskiń było już późno, a
ja nie czułam się na siłach, żeby iść do Miniru. Położyłam się,
ówcześnie tworząc iluzję ogniska obok mnie. Zażenowana swoją słabością,
zamknęłam oczy. Miałam nadzieję, że Miniru zrozumie, dlaczego do niej
nie poszłam. Miałam straszne wyrzuty sumienia. Po krótkiej chwili te i
inne myśli odpłynęły, a ja zasnęłam.
<Miniru?>
Uwagi: brak.