Zacieśnianie więzi

W ramach lepszego zapoznania się ze sobą realizujemy comiesięczny projekt losowania osób, do których można napisać op. i dostać dzięki temu +3 pkt. do każdej z umiejętności (+1 pkt. do mocy).
Link do osób, które zostały wylosowane znajduje się tutaj. :)

piątek, 2 grudnia 2016

Od Zirael "Nowonarodzona" cz. 5 (c.d. Miniru)

Kwiecień 2018 r.
Nie mogłam zrozumieć zachowania Miniru. Skąd to przerażenie? Czyżby miała czego się bać? Wadera zachowywała się moim zdaniem co najmniej dziwnie, jednak nie mogłam zaprzeczyć, że ją hmm... Polubiłam? Nie chciałam wyciągać pochopnych wniosków ani zbyt szybko nazywać ją przyjaciółką, ale jednocześnie miałam nadzieję, że kiedyś będziemy blisko. Odganiając te bezwartościowe myśli od siebie weszłam do jaskini Alfy. Pierwszy raz w życiu poczułam zdenerwowanie. Z nie wiadomo skąd urosła mi gula w gardle, z trudem przełykałam ślinę. No cóż - czyżby zaczęło mi na czymś zależeć?
Alfa siedziała spokojnie z tyłu jaskini. Trwała w absolutnym bezruchu, przez chwilę zaczęłam się zastanawiać czy przypadkiem nie zasnęła. Kiedy miałam już się powoli wycofać, wadera powitała mnie miłym, lecz stanowczym głosem. Wytłumaczyłam jej szybko cel mojej wizyty i czekałam niecierpliwie na odpowiedź. Suzanna jednak zadała mi najpierw parę pytań, głównie na temat mojej przeszłości. Skrzywiłam się nieco, ale odpowiedziałam na wszystkie wyczerpująco. Najbardziej niezwykłe i jednocześnie przerażające w waderze było to, że nie okazywała żadnych uczuć. Zadawała pytania i słuchała odpowiedzi, jednak jej twarz nie wyrażała żadnych emocji. Do ostatniej sekundy nie wiedziałam jak wypadłam, aż w końcu Alfa zgodziła się, i zostałam na okresie próbnym. Nie potrafiłam ukryć radości i ekscytacji, wyszłam z uśmieszkiem na ustach, lekko podrygując. Pomyślałam, że chyba dobrze mi poszło, ale szybko skarciłam się w myślach za ten nieuzasadniony wniosek. Nie musi pokazywać mi co o mnie myśli, w końcu sama zauważyłam, że potrafi maskować emocje. Teraz musiałam tylko odnaleźć jaskinię Miniru i wyciągnąć z niej jakieś informacje.
Nie poszłam jednak do niej od razu - potrzebowałam chwili samotności. Nie patrzyłam też do końca gdzie idę. Moją głowę przepełniały dziwne myśli. Myślałam o Shiryu, którego spotkałam w szpitalu, o Alfie, od której prawdopodobnie nigdy się nie do wiem co o mnie myśli, o Miniru, która ewidentnie coś w sobie skrywała. Chciałabym, aby zaufała mi na tyle, żeby mogła mi o tym powiedzieć. Chciałam jej pomóc, nawet nie dlatego że ona pomogła mi. Po prostu wzbudzała moje współczucie. Ona nie chciała, żeby ktoś wiedział o jej problemach. Przynajmniej tak mi się wydawało.
Wędrując tam i z powrotem niczym Hobbit, natrafiłam na jakieś jezioro. Po długim spacerze poczułam się nieco spragniona, więc podeszłam bliżej, żeby się napić. Woda była mętna, nie widać było niczego co znajdowało się pod powierzchnią wody. Wyglądało na całkiem normalne, gdyby nie to, że właśnie wynurzał się z niego dwumetrowy potwór, strasząc swą bogato uzębioną paszczą. Strach mnie sparaliżował - łapy przywarły mi do zimnej ziemi. Wytrzeszczyłam oczy, próbując zmusić się do ruchu. Trwałam tak sekundy, które wydawały się wiecznością. Wreszcie oderwałam łapy od podłoża, obróciłam się niezgrabnie i rzuciłam się biegiem na śmierć i życie. Serce waliło mi jak młotem, oddech miałam szybki i nieregularny. Biegłam prawie na oślep, cudem omijając drzewa na mojej drodze. Jednak biegłam tak szybko, że kiedy zauważyłam przede mną zawalone drzewo nie było czasu się zatrzymać, skręcić nawet nie zdążyłam pomyśleć o przeskoczeniu ogromnego pnia, kiedy z impetem się z nim zderzyłam. Wstałam po - jak mi się wydawało - chwili, jednak w rzeczywistości musiało minąć trochę czasu, gdyż było zdecydowanie ciemniej. Było mi niedobrze, miałam zawroty głowy i całą drogę do jaskiń myślałam, że zwymiotuje. Co jakiś czas plątały mi się łapy i lądowałam na twardej ziemi. Leciała mi krew z nosa, ale ignorowałam to. Po drodze się obmyłam w lodowatej wodzie, która przynajmniej mnie odrobinę orzeźwiła. Zmyłam również lecącą ciurkiem krew. Kiedy dotarłam do jaskiń było już późno, a ja nie czułam się na siłach, żeby iść do Miniru. Położyłam się, ówcześnie tworząc iluzję ogniska obok mnie. Zażenowana swoją słabością, zamknęłam oczy. Miałam nadzieję, że Miniru zrozumie, dlaczego do niej nie poszłam. Miałam straszne wyrzuty sumienia. Po krótkiej chwili te i inne myśli odpłynęły, a ja zasnęłam.

<Miniru?>

Uwagi: brak.

czwartek, 1 grudnia 2016

Od Dante "Co do..." cz. 3 (c.d. Kazuma)

 Najprawdopodobniej lato 2017 r.
Patrząc na nieruchome ciało wilka, którego zdefiniowaliśmy jako Kazumę, wciąż nie mogłem uwierzyć w to, co spotkało nas jeszcze kilka godzin temu. Cały czas byłem odrobinę nerwowy, bo nikt nie wiedział, co robić, ani co się stało. Nie mieliśmy żadnej pomocy medycznej. Pod drugą ze
ścian obszernej jaskini leżała również nieprzytomna Astrid. Znaleźliśmy ją omdlałą w Magicznym Ogrodzie z licznymi zadrapaniami. U jej boku leżała torba wypełniona truskawkami, która zdawała się być w nienagannym stanie. Nikt nie wiedział, co było powodem tak dziwnego zajścia.
Pierwszej wadery, która była w dużo gorszym stanie, nie widziano od kilku dobrych miesięcy. Część wilków od dawna podejrzewało u niej wystąpienie jakiejś groźnej choroby, jednakże patrząc na wrak, który z niej pozostał, teraz była pewność. Żaden z nas nie był w stanie stwierdzić, co jej dolega. Nawet sama Kiiyuko przybiegła kilka godzin temu do szpitala, żeby zobaczyć, co się stało. Alfie z kolei twierdziła, że widziała już wcześniej Astrid, która z jakiegoś powodu spała pod jednym z drzew w Zielonym Lesie.
Aktualnie byłem jedyną osobą, która postanowiła zostać na straży i czuwać, czy któraś z nich się nie ocknie. O ile stanem Kazumy byłem zwyczajnie zaintrygowany, tak bardziej przejmowałem się zdrowiem Astrid. Nawet, jeśli wiedziałem, że nic złego jej się nie dzieje, i tak myśl, że mogła zapaść w nieodwracalną śpiączkę bardzo raniła moją duszę. O ile jakoś mogłem zrozumieć to, że od jakiegoś czasu mnie unikała, gdyż zawsze mogła mieć chęć na odrobinę spokoju, tak nie zdzierżyłbym tego, jeśli by mnie opuściła już na zawsze.
Przechadzałem się po jaskini spowitej w mroku, nie mając pojęcia, co ze sobą zrobić. W końcu, aby czymś zająć ręce, zdecydowałem się odszukać lampy naftowej, którą widziałem kiedyś na stole medycznym Astrid. Po omacku sprawdzałem każdy przedmiot stojący na półkach, aż nie wymacałem zimnego przedmiotu, który ewidentnie wykonano ze szkła i metalu. Wiedziałem, gdzie moja przyjaciółka zawsze odkładała zapałki, więc nie miałem większego problemu z odnalezieniem ich. Kiedy zapaliłem jedną z nich, nagle zrobiło się jasno. Zamrugałem oczami, a następnie zapaliłem zaczerniony knocik wewnątrz lampy i zamknąłem małe drzwiczki. Odszedłem od skalnego stolika i usiadłem po turecku na środku jaskini. Przed sobą ustawiłem lampę, która rzucała bladą poświatę na pysk za równo Kazumy, jak i Astrid. Ja oparłem łokieć na kolanie, a dłoń o policzek i spoglądałem to na jedną, to na drugą z nich. Odczuwałem potrzebę siedzenia tutaj tak długo, aż się nie ockną, nawet jeśli to by trwało wieczność, a ja przez to zmuszony byłbym do przyjęcia nauk medyka.
Przymknąłem oczy i patrzyłem na moją otwartą, ludzką dłoń, która była przysunięta do lampy naftowej na tyle, że czułem jej delikatne ciepło. Miałem tyle pytań do Astird. Dlaczego mnie unikała? Ma mnie dosyć? Czy uważa, że powinienem się zmienić? Nienawidzi mnie? I co jej się stało? Bardzo bolało? Jak się teraz czuje? Czy mogę przy niej zostać już do końca życia?
Szybko pozbyłem się ostatniego pytania z mojej głowy. Brzmiało naprawdę głupio. Sam nie wiedziałem, dlaczego tak właściwie to mi przeszło przez myśl. Lekko zawstydzony skierowałem wzrok w kierunku gwiazd migoczących na nocnym niebie. Część z nich widziałem z tego miejsca jaskini. Patrzyłem na nie jak zaklęty, jednocześnie lekko stukając palcami po swojej bosej stopie.
Nawet nie wiem kiedy zasnąłem. Kiedy się obudziłem, leżałem z ręką wsuniętą pod głowę, a sam obrócony byłem na bok. Ktoś musiał mnie przykryć nieco przetartym kocem, który od zawsze służył w szpitalu. Nie do końca zorientowany, co się stało i dlaczego urwał mi się film, uniosłem głowę i rozejrzałem się po jaskini. Rytm mojego serca przyspieszył, kiedy dostrzegłem, że jedno z łóżek było puste. As zniknęła. Sprawnie usiadłem i po raz kolejny rozejrzałem się dookoła. W moim sercu zatliła się nadzieja, że jednak może już się wybudziła i... zrobiło mi się ciemno przed oczami. Ktoś zakrył od tyłu je szczupłymi, zimnymi palcami.
- Zgadnij kto to - odezwał się za mną nieco rozbawiony głos.
- As? - zapytałem, delikatnie chwytając jej chude nadgarstki. Zaczęła się śmiać i zabrała ręce. Nie kryjąc szczęścia odwróciłem się za siebie. Miała cienie pod oczami, a jej względna radość miała w sobie coś smutnego. Spoważniałem.
- Co się stało?
- Nic poważnego. Trochę się posprzeczałam z Kazumą - jako, że była człowiekiem, potarła dłonią twarz. Zwracając wzrok w kierunku wciąż nieprzytomnej wadery, znieruchomiała. Zaczęła wyglądać na trochę przerażoną. Posłała mi pytające spojrzenie.
- To ona? - wyszeptała.
- Najprawdopodobniej tak - ja również skierowałem w jej kierunku głowę. Jej oddech zdawał się być jeszcze płytszy, niż dnia poprzedniego. Byłem niemalże pewny, że to jej ostatnie dnie życia.
- Ile czasu byłam nieprzytomna?
- Najprawdopodobniej dobę...
- Jakim cudem zmieniła się przez ten czas aż tak?
- Co przez to rozumiesz? - zapytałem, posyłając jej zdezorientowane spojrzenie.
- Kiedy mnie zaatakowała zdawała się być w pełni sił...
- To niemożliwe. Chyba sama widzisz, że jej organizm jest zbyt osłabiony, by chociażby sprawiać wrażenie dobrze funkcjonującego.
As lekko się zaśmiała.
- Myślałeś kiedyś o karierze lekarza lub chociażby pielęgniarza?
Prychnąłem.
- Chyba żartujesz. Prędzej zrobiłbym komuś krzywdę, niż go uratował.
- Przynajmniej szybciej wyciągasz wnioski, niż ja - mruknęła, siadając obok mnie.
- Popełniając tak wiele głupot w swoim życiu już nauczyłem się rozróżniać, co było błędem i jak się go pozbyć.
- W przeciwieństwie do mnie - powiedziała ledwie słyszalnie. Spojrzałem na nią lekko zmartwiony, ale tego nie skomentowałem.
- To jak? - zaczęła już głośniej - Co ty na to, by się ode mnie co nieco nauczyć? I tak zamierzam zrezygnować i potrzebuję jakiegoś godnego następcy.
Popatrzyłem na nią zaskoczony.
- Przecież już jestem obrońcą Alf i tancerzem... Zapewniam cię, że bliżej mi do wojownika, niż do kogoś, kto cały dzień opatruje rany. Nie mam w ogóle cierpliwości.
- Pozory mylą - oznajmiła melodyjnym głosem - W końcu chyba trochę tutaj siedziałeś.
Nie odpowiedziałem. Nie było sensu się tłumaczyć, bo zabrzmiałoby to jeszcze durniej. "Siedziałem tu wyłącznie ze względu na ciebie", tak właśnie by brzmiała prawda. Dopiero po chwili dotarło do mnie, że jeśli rzeczywiście przystałbym na jej propozycję, mógłbym jakoś wynagrodzić sobie brak Astrid przez ostatni czas.
- Zastanowię się - mruknąłem. As lekko się uśmiechnęła i podkuliła kolana pod brodę.
- Dzięki za opatrzenie ran - powiedziała po chwili - Nie zrobiłeś tego co prawda doskonale, ale lepsze to niż nic. Przynajmniej z tego co się zorientowałam nie wdarło się zakażenie. Brawo.
- Czy to kolejne zasugerowanie tego, jak bardzo chcesz mnie zagarnąć na staż do szpitala?
- Poniekąd - na jej twarzy pojawił się lekki uśmiech, a na policzki wstąpiły nikłe rumieńce - Tylko jednego zadrapania nie zauważyłeś.
- Jakiego? Gdzie?
- Na biuście.
Odruchowo mój wzrok powędrował w kierunku, gdzie kończył się dekolt jej sukienki. Kiedy dostrzegłem, że zabandażowała sobie już ową ranę i uświadomiłem sobie, że patrzę tam, gdzie raczej patrzeć nie powinienem, zawstydzony odwróciłem głowę. W duchu modliłem się o to, by tego nie zauważyła.

Nasze niezbyt mądre rozmowy przerwało ciche warczenie dobiegające z gardła dotychczas nieprzytomnej Kazumy.

<Kazuma?>

Uwagi: brak.

Podsumowanie listopada

Minął kolejny miesiąc i piszę następne podsumowanie. Ależ ten czas leci.
Zauważyliście, że stuknęło nam 200 tys. wyświetleń na watasze? :)
Przechodząc do rzeczy bardziej Was interesujących... Tak. Znowu pojawiło się mniej opowiadań, niż bym tego oczekiwała. Już nawet nie chce mi się strzępić języka, bo chyba tyle Wam wystarczy. Może będzie lepiej w tym miesiącu, bo wracam od grudnia do pisania. Ponadto ze względu na to, że mam niewiele opowiadań do dokończenia, możecie do mnie jakieś kierować. Grunt, to żeby były ciekawe, a nie były kolejnym klepaniem schematu spotkanie -> pójście na spacer -> wspólne zabawy -> zostańmy przyjaciółmi. Chyba znacie mnie wystarczająco, by się zorientować, że wolę iść pod prąd i że kręcą mnie opowiadania z dobrym wątkiem fabularnym. Aha, i wolałabym, aby były długie, albo chociażby średnie pod względem długości. Takie dwudziestolinijkowe bardzo słabo wypadają w porównaniu do moich mających ok. sto pięćdziesiąt i wtedy za równo ja, jak i osoba pisząca tak krótkie teksty czuje się głupio. Chciałabym tego uniknąć. ;)
Także życzę i Wam i sobie powodzenia oraz weny na cały grudzień (szczególnie, że niemalże każdy ma więcej czasu dla siebie ze względu na przerwy świąteczne) i do zobaczenia w kolejnym (mam nadzieję, że dużo milszym) podsumowaniu! W końcu ten ostatni miesiąc każdego roku należał do niemalże równych pod względem aktywności do pór wakacyjnych. Musimy dać z siebie tym razem sto dziesięć, albo i nawet dwieście procent. :)

Jeśli kogoś interesuje, jak przebiegał mój "odwyk", tutaj napisałam krótką relację:
Jakoś wytrwałam ten miesiąc bez pisania. Momentami zwalczałam impuls rzucenia się do klawiatury i zaczęcia kolejnego opowiadania.
Niestety wcale nie czytałam więcej książek. Dopiero jakiegoś kopa dostałam w te ostatnie kilka dni listopada. Sama nie wiem, dlaczego.
Właściwie możecie się spodziewać mniejszej lub większej zmiany w stylu pisania w moim wykonaniu... Sama nie wiem, czy zmienił się na lepsze, czy gorsze. Przyznam, że towarzyszyło mi strasznie dziwne uczucie podczas pisania nawet tego podsumowania. Niestety również chyba nabyłam przyzwyczajenia robienia powtórzeń w tekście, częściej brakuje mi słowa i mam wrażenie, że wszystko "mniej brzmi" oraz że moje słownictwo zubożało. Może mi minie po kilku opowiadaniach.
Zmienił się nie tylko mój styl, ale i najprawdopodobniej charakter czy sposób kreowania czegokolwiek... choć nie jestem co do tego absolutnie pewna, gdyż jak wiecie tak zwana jesienna depresja ma zdolność tymczasowego zmieniania ludzi. Mam nadzieję, że w nią nie zapadliście i trzymacie się całkiem nieźle.
Uwierzcie mi. Dopiero w te ostatnie dni dotarło do mnie, że dużo lepsze od użalania się nad sobą jest ukrycie się pod kocykiem z kubkiem kakao lub herbaty (zielona herbata z owocami... mmm... lub czarna z cytryną lub miodem) oraz z dobrą książką jest dużo lepszym wyjściem. Z uzależnieniem od komputera też trzeba jakoś walczyć, choć nie zawsze jest to łatwe.

PROSZĘ O UZUPEŁNIENIE DZIAŁU "HISTORIA PO DOŁĄCZENIU" W FORMULARZACH WILKÓW! ZA ZROBIENIE TEGO OTRZYMUJECIE PO 5 SG!

Ponadto zapraszam do korzystania z zapoznania oraz innych przygód. Przypominam również o konkursach.

Wilki, które brały czynny udział w pełnionym stanowisku:
RADA ŻYWIOŁÓW
Obecni na zebraniu: -
Kto napisał op.: -

POLOWANIA
Rano: -
Popołudnie: -
Wieczór: -

SZPITAL
Kto napisał op.: -

WOJSKO I PATROL
Kto napisał op.: -

ROZRYWKOWE I INNE
Kto napisał op.:

SZKOŁA
Kto napisał op. (z nauczycieli): -

*****************************
Leniwe Alfy:
Kiiyuko: 0 (+0 = 0)
Suzanna: 1 (+1 = 1)
---------------------------------------------
Yuki: 5 (+3 = 8)  <-- Beta
Miniru: 4 (+0 = 4) <--- Gamma
Zirael: 2
Shiryu: 2 
Moone: 1 (+1 = 2)
Renethrain: 0 (+2 = 2)  <--- Delta
Nirvaren: 1 (+0 = 1)
Aokigahara: 1
Annabeth: 1
Valka: 0 (+1 = 1)
Kirke: 0 (+1 = 1)
Astrid: 0 (+1 = 1)
Sohara: 0 (+1 = 1)
Sarah: 0 (+1 = 1)
Mizuki: 0 (+0 = 0)
Kai: 0 (+0 = 0)
Serill: 0 (+0 = 0)
Kazuma: 0 (+0 = 0)

Za zostanie Betą dostaje się 15 SG i 40 pkt., Gammą 10 SG i 30 pkt., a Deltą 5 SG i 20 pkt.

Okres próbny ukończyli:
Moone: 1 (2) (masz czas do 18.12 na napisanie 4 op., inaczej będę zmuszona wyrzucić Twoją postać!)
***
Zirael: 2
Shiryu: 2
Aokigahara: 1
Annabeth: 1

Skreślone są te, które nie przeszły. Wilki, które napisały poniżej 3 op. i są dość długo na watasze zostają wyrzucone, a te mające powyżej 4 op. są już pełnoprawnymi członkami. Zaznaczone na fioletowo mają drugą szansę.
Tak, ilość napisanych op. podczas okresu próbnego też ma znaczenie! 

Dodaję po 6 pkt. umiejętności i 3 pkt. mocy każdemu wilkowi (jak to zawsze czynię po podsumowaniu) za kolejny miesiąc członkostwa. 

wtorek, 29 listopada 2016

Od Miniru "Pierwsza Pogoń" cz. 2 (C.D. Shiryu)

Kwiecień 2018
  Kolejny miły wieczór. Przeciągnęłam się leniwie i wyszłam z mojej jaskini. Ptaki z dnia na dzień piękniej śpiewały i to dawało mi otuchy. Dzisiaj spokojnie spędziłam dzień. Wszystko to byłoby wspaniałe, gdyby nie głosy w mojej głowie.
- Ech... Może dzisiaj uda mi się odkryć moje moce... - westchnęłam. Odkąd pamiętam mogę tylko przepowiadać przyszłość i to nie zawsze... Dziadek coś mówił o zdolnościach jakie muszę w sobie odkryć. Zaczęłam sobie śpiewać pod nosem i iść w stronę lasu.
  Usiadłam pod wielkim drzewem i zaczęłam... medytować? Tak do końca nie wiedziałam co robić. Nigdy nie odnajdowałam jakoś tajemniczych zdolności i mocy. Nawet nie świadoma tego zaczęłam śpiewać jakąś melodię i nie tą, którą już tak dobrze znam. Poczułam powiew wiatru i przyjemny zapach. Uśmiechnęłam się do siebie.
- Żywioł harmonii... Ależ mi przydatny... - mruknęłam i otworzyłam oczy. Wokół mnie szybowały liście, szyszki i gałązki. Próbowałam je kontrolować lub chociaż zatrzymać... Nie udało się... No tak. Przecież nie mam żywiołu wiatru, więc jak? Usłyszałam szelest zza krzaków. Wznoszące się przedmioty spadły na glebę i przy tym także na mnie. Trochę podrapana wstałam i podeszłam powoli w stronę odgłosów. Patrzyłam tam, ale nic. Jakbym miała noktowizor w oczach byłoby mi łatwiej. Nagle stamtąd wyskoczył czarny jeleń i zaczął uciekać. Zaczęłam biec za nim. Po krótkiej gonitwie ugryzłam go w tylne kopyto. Ku mojemu zaskoczeniu przemienił się w... wilka i spadł na ziemię. Było mi strasznie głupio.
- Przepraszam Cię najmocniej! - mówiłam cały czas do niego, ale mnie nie słyszał bo stracił przytomność. - No super... Kolejnego wilka muszę zaprowadzić do szpitala...
***
 Przyniosłam go do Astrid i  opowiedziałam co zaszło w lesie...
- Czekaj, to chyba Shiryu, niedawno dołączył do nas na okres próbny. - powiedziała, a ja miałam już łzy w oczach.
- To ma bardzo miła niespodziankę... - westchnęłam... Ciekawy początek naszej znajomości - Nie mogę uwierzyć, że dałam się oszukać na taką sztuczkę...
- Spokojnie, Miniru...
  Jak miałam być spokojna? Jeszcze raz spojrzałam na rannego. Zobaczyłam w nim coś czego jeszcze w żadnym wilku nie spostrzegłam... A co jeśli się zauroczyłam? To jest obłęd... Z płaczem napisałam na kartce wiadomość do Shiryu i wybiegłam z płaczem.
***
  Przez kilka dni miałam okropnego doła. Nie chciałam jeść ani pić. Jedyne co chciałam zrobić to zobaczyć Shiryu całego i zdrowego, ale nie miałam odwagi przyjść do szpitala i stanąć przed nim... Zaczęłam płakać. Znowu...
  Aby się trochę rozluźnić poszłam na polanę. Jako, iż padał deszcz, miałam nadzieję, że nikogo nie spotkam. Cała mokra usiadłam na kamieniu i zaczęłam po cichu śpiewać. Po chwili jednak robiłam to u i z ochotą.
  Położyłam się na mokrej trawie i zamknęłam oczy. Chciałam, aby ta chwila trwała wiecznie...
- Miniru? - usłyszałam cichy a zarazem donośny głos, bałam się otworzyć oczy...

<Shiryu?>

Uwagi: Na końcu op. również musisz pisać, do kogo op. jest skierowane. Nie "odnajdowywałam", tylko po prostu "odnajdywałam". Nie "tylnie", tylko "tylne"!