Zacieśnianie więzi

W ramach lepszego zapoznania się ze sobą realizujemy comiesięczny projekt losowania osób, do których można napisać op. i dostać dzięki temu +3 pkt. do każdej z umiejętności (+1 pkt. do mocy).
Link do osób, które zostały wylosowane znajduje się tutaj. :)

poniedziałek, 25 kwietnia 2016

Od Mizuki "Wiosenne Porządki" cz. 6

Byłam przerażona kiedy odkryłam że to co widziałam ma wpływ na teraźniejszość, pierwszy raz coś co widziałam w moim umyśle odniosło się do rzeczywistości. Jednak po chwili moje przerażenie zniknęło, a w jego miejsce pojawiło się dziwne uczucie radości. Zaczęłam się psychopatycznie śmiać. Sama nie wiedziałam, dlaczego to zrobiłam, jednak szybko się opamiętałam. Wilki które mnie otoczyły chyba się przestraszyły, bo cofnęły się o dobre parę kroków.
- Wsszystko w pporządku? - Wydukał z przerażeniem mój brat
- Jak w najlepszym, tylko dręczy mnie jedna sprawa: możesz mi wyjaśnić co się stało, że wyglądam tak?
- Nie potrafię ci tego wytłumaczyć - burknął
- Zaraz mnie szlak trafi, powiedz mi co się do diabła stało w tej powalonej jaskini! - Wydarłam się na niego, stając na równych łapach
Dopiero w tej chwili zauważyłam, że jestem dużo większa od niego. Mój brat milczał przez parę minut, nie wytrzymałam dłużej tej ciszy. Coś we mnie cały czas wzbudzało agresje.
- No mów!!
Dopiero po chwili zauważyłam, że zamroziłam całą podłogę w jaskini, ściany się zaczęły palić jednak nie normalnym płomieniem, tylko niebieskim. Byłam zaskoczona, nigdy nie miałam takiej umiejętności, a co więcej nad całym moim ciałem pojawiła się czarna osłona, jakby starała się mnie bronić.
- Uspokój się - usłyszałam głos
Głos ten nie należał do żadnego z obecnych tu wilków.
- Co? Gdzie jesteś?
- Nie możesz mnie zobaczyć ale możesz mnie usłyszeć - powiedział bardzo cieniutki głos
Ten głos pochodził z mojej głowy, to było niemożliwe. Czyżby ten głos to była jedna z tych postaci, która weszła w moje ciało? No cudnie... nim zdążyłam się spostrzec grałam w jakąś chorą grę, w której nikt mi nie mógł wytłumaczyć zasad. Uspokoiłam się, wszystko wróciło do normy oprócz mojego wyglądu. Wilki patrzyły na mnie jak na czubka, w sumie to się nie dziwiłam.
- Dobra, a teraz na spokojnie. Co tam się stało? - powtórzyłam pytanie
- Do była część przepowiedni... - powiedział patrząc w podłogę
Nie chciałam mu przerywać, więc postanowiłam wysłuchać, to co ma mi do powiedzenia.
- Według niej pewnego dnia miał zjawić się wilk, który postanowi pozbyć się zła z całej tej krainy. Miał być to potomek jednego z mieszkających tu wilków. W momencie kiedy się pojawił, miał on otrzymać pewnego rodzaju dar od martwych. Dusze, które nie mogą zaznać spokoju miały zostać umieszczone w ciele tego wilka, dzięki czemu on otrzyma ich zdolności. Ma on następnie przegonić stąd demony i złe dusze. Jednak nigdy nie pomyślałbym, że to jesteś ty.
Po jego ostatnich słowach zatkało mnie, pozwoliłam grzywce opaść mi na oczy. Była zła, smutna i załamana jednocześnie.
- Idiota.
-Że co?
- Jesteś idiotą, bracie - Powiedziałam nadal patrząc w podłogę - Jeżeli wierzysz w takie rzeczy, nie mogę cię inaczej nazwać.
- Ale ty nic nie rozumiesz! - Krzyknął
- Ja nic nie rozumiem? Głupi jesteś? Myślisz, że jestem wilkiem, który ma pokonać zło, czyż nie? Głupku, życie to nie jest jakiś film, w którym jedna osoba pokonuje całe zło z całego świata. Zastanów się nad tym co do mnie mówisz. Nie pisnąłeś ani słowa wcześniej, a potem pozwoliłeś jakimś posranym duchom wejść w moje ciało. Nienawidzę cię, rzygam tobą i tym całym miejscem. Jak mogłeś mnie tak potraktować!? Własną siostrę! Zresztą teraz to bez znaczenia, i tak cię nienawidzę - Podniosłam głowę i ostatnie zdanie powiedziałam mu prosto w pysk.
Powoli wyszłam z jaskini zostawiając za sobą zszokowanego brata i tych idiotów, którzy nawet się nie odezwali.
- Zaczekaj! - Wykrzyknął mój brat, biegnąc w moim kierunku
- Zostaw mnie! - wydarłam się
Uderzyłam łapą o ziemie i nagle pojawiły się trzy czarne duchy wilków, broniły mnie.
Poszłam dalej, a mój brat zaczął walczyć z duchami. Silne bestie z tych duchów. Pobiegłam przez las, zatrzymałam się dopiero w miejscu, w którym byłam pewna, że nikt mnie nie znajdzie. Postanowiłam spróbować przywołać te duchy jeszcze raz. Jak postanowiłam tak zrobiłam, jednak pojawił się tylko jeden. Byłam śpiąca, więc wydałam mu telepatycznie polecenie, by nikomu nie pozwolił się do mnie zbliżyć, kiedy będę spać. Duch, a może raczej cień? Pokłonił się delikatnie na przednich łapach i usłyszałam w myślach:
- Yes, my lady!
Padłam jak zabita, nawet nie pamiętam kiedy usnęłam. Kolejne głosy w mojej głowie dyskutowały o jakiś ważnych rzeczach, jednak nie rozumiałam ani słowa. Nagle do dźwięku doszedł obraz, były to te ludzkopodobne istoty. Kiedy jedna z nich spojrzała w moją stronę, zobaczyłam jakieś wspomnienia. Należały one najpewniej do tej istoty. Był w nim biały zamek z trzema wysokimi wieżami, wokół płynęła rzeka. Ciche i spokojne wspomnienie zmieniło się w ułamku sekundy na okropne i pełne krwi. Cały las i zamek stały w ogniu. Przez pole biegli uzbrojeni wojskowi z miotaczami ognia. Zwierzęta i magiczne stworzenia uciekały jednak każde z nich ginęło stając w płomieniu. Ciągłe wybuchy bomb były okropne. Ziemia się trzęsła, las stał w ogniu, w koło słychać było wrzaski i błagania o litość przerywane co chwile strzałem i ciszą. Cisza ta była jeszcze gorsza od samych wrzasków, zwiastowała ona bowiem śmierć istoty. Obróciłam się za siebie i spostrzegłam ogromne skupisko demonów. Jednak sama wyglądałam jak jeden z nich. To krwawe spojrzenie, ciemne futro, ostre kły i ogromne pazury były przerażające.
- Czas na małą zabawę! - Krzyknął jeden z nich
Wszyscy zaczęli się śmiać i w mgnieniu oka każdy znalazł się przy ludziach. Ludzie bronili się z całych sił, jednak nie dało powstrzymać się ich potęgi. Ludzie byli rozrywani na strzępy, demony odgryzały im głowy, ręce i nogi. Krwawa walka trwała całą noc. Kiedy słońce wstało, moim oczom ukazał się widok potworny. Setki ciał leżało w kałużach krwi. Demony zebrały się razem i ogłosiły zwycięstwo. Nagle przed demonami pojawiła się ta postać, którą cały czas widzę.
- Dziękujemy wam za pomoc, a teraz zgodnie z obietnicą znikajcie stąd!- powiedziała.
- Ani nam się śni, podoba nam się tu - Zaśmiał się przywódca - Czy wam się to podoba czy nie, zostaniemy tu!
- A co z naszym paktem? - zapytała zdenerwowana
- Nie wiesz, że jesteśmy demonami? Dla nas takie rzeczy znaczenia nie mają! - Krzyknął, po czym rzucił się na nią z pazurami i pozbawił ją życia. Demony nie zaprzestały na ludziach, wybijali wszystko na swojej drodze. Zajęli zamek i tam się osiedlili. Tak zakończyło się wspomnienie.
- Teraz już wiesz co się stało, dlatego prosimy Cię, pomóż nam - powiedziała postać kłaniając się przede mną
Zaraz po niej wszystkie tak zrobiły. Istoty były strasznie irytujące, miałam dość już tego snu, dosyć tego świata. Dlaczego te stworzenia zwabiły akurat mnie? Dlaczego musiałam biec za tymi jeleniami i iść przez tą pustynie lodową? W obecnej chwili miałam tak dużo pytań a żadnej odpowiedzi. A istoty, które znajdowały się obok mnie zdawały się nigdy nie dać mi spokoju, dopóki im nie pomogę. Postanowiłam się zgodzić, choć najpewniej i tak nie wiele zdziałam.

CDN

Uwagi: "Porządek" piszemy przez "rz". "Niemożliwe" piszemy razem. Piszesz zbyt długie zdania. "Stąd" piszemy razem, przez "s" i "ą". "Wiesz" a "wież" to dwa kompletnie różne słowa! Wciąż masz problem ze stawianiem przecinków.

Od Onux'a 'Światło w ciemności' cz.1 (cd. Kirke)

Każdy ma czasem takie sny w których nagle tracimy wszystko co udało nam się zdobyć przez całe życie, jednak moje sny nie są tylko snami, po których wilki budzą się z łzami w oczach, moje zamieniają się w rzeczywistość. Jednak ja już do tego przywykłem, każdego dnia otacza mnie mrok i ciemność. Pytanie tylko czy ty dasz radę zatańczyć z ciemnością? Szczerze w to wątpię, ale jeśli myślisz że dasz sobie radę, życzę ci szczerze powodzenia! - Onux

Ciemność, to jedyne co teraz posiadam. Błąkałem się w tym mroku odkąd tylko pamiętam. Od zawsze zadawałem sobie pytanie: Dlaczego ja? Jednak nikt mi nie potrafił odpowiedzieć, ani rzeka ani księżyc.
Pozostało mi tylko się z tym pogodzić. "Hmm, jak łatwo to powiedzieć" - pomyślałem. Błąkałem się bez celu po terenach. Sądząc po temperaturze panowała już noc, jednak dla mnie to już nic nie znaczyło. Nie mogłem zawrócić bo za mną był tylko strach, złość i nienawiść. Wizja przyszłości nie zanosiła się dużo lepiej. Zarówno przede mną jak i za mną było tak samo:
- Mrocznie - powiedziałem na głos
Nie pamiętam, który to już dzień czy noc tak szedłem. Miałem już tego dość, całe moje zmęczenie powaliło mnie na ziemię. Chciałem się poddać, leżeć w śniegu aż do momentu w którym bym zginął, może to właśnie w śmierci znalazł bym spokój.
"Nie, nie mogę tego zrobić!" - powiedziałem w myślach
Jeśli bym się poddał przestałbym być sobą. Nigdy się nie poddałem i teraz też tak było. Ostatnimi siłami podniosłem się. Zacząłem iść dalej. Moja droga nigdy nie była prosta, a życie nigdy nie było dla mnie łaskawe. Podczas gdy normalne szczeniaki bawiły się i śmiały skacząc po drodze pełnej kwiatów, ja szedłem po drodze wysypaną kamieniami w zupełnych ciemnościach i w dodatku całkowicie sam. Z moich myśli wyrwał mnie znowu ten sam smak: ciepłej metalicznej krwi. Zacząłem się nią dławić i kaszleć. Mój kaszel z dnia na dzień stawał się coraz gorszy. Była to wina: odwodnienia, silnego głodu lub tej rany na brzuchu która teraz zaczęła dziwnie pachnieć. Próbowałem wyjąć zębami ciało obce które się tam znajdowało, jednak tylko pogarszałem swój stan. Kula musiała tam zostać, przynajmniej na razie. Kolejne uderzenie bólu. Zwinąłem się aż w pół. Wiele wilków nienawidzi bólu, jednak dla mnie był jak przyjaciel, który mówił mi, że nadal żyję. Zimny powiew wiatru, sprawił że poczułem się jeszcze gorzej. Jednak powiew wiatru przyniósł pewien nowy zapach.
- Niemożliwe! To wilk - powiedziałem radowany
Zacząłem biec w kierunku zapachu, moja rana zaczęła krwawić jeszcze bardziej, ale wtedy nie miało to dla mnie znaczenia. Zapach stał się bardzo wyraźny, zatrzymałem się jakieś trzy metry od jego źródła. Musiałem wyglądać wtedy koszmarnie, jednak to już było bez znaczenia. Zaświecił się pierwszy promień światła w mojej ciemności a jego źródłem był ten wilk.
- Proszę, pomóż mi - wydukałem po czym straciłem przytomność
Pomimo, że straciłem przytomność wszystko słyszałem. Wilk którego poprosiłem o pomoc głośno zawył i po chwili u jego boku stały kolejne trzy wilki.
- Co się stało, Kirke!? - zapytał jeden lekko zdyszany
Dalej już nic nie słyszałem, znów popadłem w mrok, jednak tym razem czułem się szczęśliwy.
"Bardzo zaciekawiła mnie ta Kirke, ciekawe jaką osobą się okaże" myślałem głęboko pogrążony w ciemnościach.

<Kirke? Co będzie dalej?> 

Uwagi: Przecinki~ "Odkąd" piszemy razem, przez "ą" i "d". Myśli nie zapisujemy tak samo jak wypowiedzi!

niedziela, 24 kwietnia 2016

Bianco "Zanim dołączyłam tutaj..."

Urodziłam się w miejscu, gdzie tylko ptaki były i moi rodzice oraz rodzeństwo. Znajdowało się ono w lesie, gdzie ziemia była połączona z piaskiem i drzewa wyrastały z jeziora powstałego z wodospadu. Była obok niego niewielka jaskinia, gdzie mieszkałam. Była w środku trochę nierówna i wilgotna, ale podłoże było okryte liśćmi. Moja siostra, która była ode mnie o dwa lata starsza, ściany udekorowała kwiatkami i liśćmi lilii. Wyglądała pięknie i lubiłam się w niej bawić. Gdy miałam trzy lata to urodziły się bliźniaki i miałam teraz siostrę i dwóch braci. Kilka miesięcy później las stracił zielony kolor, poszarzał. Kłębki dymu wiły się po całym lesie. Ptaki pouciekały. Chciałam to sprawdzić, ale mama się na to nie zgodziła.
- Musimy się na to przygotować. Może być to stworzenie potężniejsze od nas. - powiedział tata.
- Przygotujemy się tak, aby przetrwać. - odparła siostra.
- Ale zajmie nam to bardzo długo, a czasu jest niewiele, bo się tu udusimy! - wykrzyknęłam.
Spojrzeli na mnie i na siebie mówiąc: "Czas to pieniądz!". W ciągu niecałego miesiąca byliśmy przygotowani. Wyruszyliśmy o świcie i zobaczyliśmy stertę drzew powalonych, a wśród nich ogromnego smoka. Gdy chrapał, to z jego nozdrzy wydobywał się czarny dym, który zatruwał las. Braciszkowie nie zwarzając na wielkość smoka, rzucili się na niego. Nie bolało to poczwarę, lecz tylko ją obudzili. Była bardzo zdenerwowana i zaczęła ziać ogniem. Moją siostrę straciłam jako pierwszą, bo nie potrafiła latać. Spłonęła. Smok podniósł się i obracając się zmiótł moich rodziców daleko od miejsca zamieszkania poczwary. Tata, mając skrzydła, przyleciał i używając swojej mocy próbował zamrozić smoka. Ja mu w tym chciałam pomóc, ale to nic nie dało, bo on zaczą płonąć, szybko lód się roztopił i nie miałam żywiołu lodu. Spalił mojego tatę koszmarnym ogniem. Zostałam ja i bracia. Sprowadziłam chmury burzowe, żeby odgonić smoka. Była to bardzo zła decyzja. Podjęłam ją w pośpiechu, a jej skutkiem było zmiażdżenie moich braci i wygonienie smoka. Płakałam przy nich bardzo długo. Nie wybaczę sobie tego do końca życia! Siedziałam smutna w jaskini patrząc się w ciemność nocnego nieba. Rok później pamiętając o rodzinie, chciałam dołączyć do watahy. Znalazłam ją bardzo daleko od miejsca z dzieciństwa. Nazywała się Wataha Magicznych Wilków. Pytając Alfę, prosiłam o dołączenie, a odpowiedź była dla mnie radująca. Byłam szczęśliwa, że dołączyłam do tej watahy, ponieważ brakowało mi rodzeństwa i rodziców. Płakałam za nich wielkimi łzami, a tu nagle się raduje, bo mam kolejną rodzinę. Zwiedzałam piękne tereny, śpiewałam z ptakami, co było moim ulubionym zajęciem. Szłam lasem podobnym do moich dawnych wspomień, widziałam szczeniaki bawiące się w śniegu, zakochanych i radosnych. Wyglądało to pięknie, a ja jedyna na chmurze sobie leżałam. W lesie, o którym wspominałam, biegały sobie stworzonka i dźwięk dawał powiew wiatru świerzy. Stanęłam i rzekłam: "Vita veluti ventos.*". Moje futro, włosy i ogon zaczęły pięknie falować i troszeczkę się świecić, co było przewidziane z powodu mojego żywiołu. Chciałabym tak stać bez końca, ale czas szybko miną i musiałam iść spać do mojej nowej jaskini.

*Vita veluti ventos.  (jęz. łaciński) - Życie jest jak powiew wiatru.

Uwagi: Lepiej pisać "lubiłam", niż "lubiałam". "Świeży" piszemy przez "ż".

Od Rey "Nowa znajomość" cz. 1 (cd. Sohara)

Pewnego ranka gdy się obudziłam pomyślałam, że warto było by poznać kogoś nowego. Poszłam do lasu poszukać jakiejś wadery z którą mogłabym się zaprzyjaźnić. Szłam dobre pół dnia po lesie, ale nie znalazłam nikogo kto by chciał pogadać. Gdy szłam zamyślona nagle wpadłam na jakąś waderę:
- Oj, przepraszam - powiedziałam zawstydzona.
- Nic się nie stało... Jestem Sohara.
- Ja nazywam się Rey... miło mi cię poznać - powiedziałam uśmiechnięta.
- Kiedy dotarłaś do naszej watahy? Jeszcze nigdy cię tu nie widziałam.
- Chyba jakieś trzy, cztery tygodnie temu poznałam Ishi, która mi zaproponowała dołączenie do watahy.
- To fajnie... A jak tu dotarłaś? - zapytała.
- Długa historia, ale Ci ją opowiem...
Zaczęłam jej opowiadać o rodzicach potem o Kle, a na końcu doszłam do siostry i Kerniego. Powiedziałam jej również o tym co mi mówiła siostra.
- Hm... Dużo w życiu przeszłaś - powiedziała po cichu.
- A ty... jak tu się dostałaś? - zapytałam.
- Wolę o tym nie mówić...
- Przepraszam, jak cię uraziłam...
- Nie nic się nie stało - uśmiechnęła się.
- Może pójdziemy na klif? Bardzo fajne miejsce.
- No pewnie chodźmy! Kto będzie tam ostatni, to zgniłe jajo!
- Nie mogę biec... Moja łapa jeszcze nie wyzdrowiała - powiedziałam po cichu.
- Zapomniałam. Chodźmy powoli - uśmiechnęła się.
Już dobrze znałam drogę na klif, więc zaprowadziłam tam Sohare. Gdy doszłyśmy i usiadłyśmy na brzegu urwiska zaczęłyśmy rozmowę:
- Aaa... Masz jakąś moc? - zapytałam.
- Tak, potrafię przenosić się w czasie.
- Naprawdę!? Ja umiem tylko wzniecać ogień.
- To też coś! Cały czas przy sobie masz broń, i to taką której nie trzeba dźwigać - zaśmiała się.
- Heh... W sumie lepsze to niż nic - uśmiechnęłam się.
- Ja umiem też się teleportować.
- Wow, też bym chciała tak umieć. Nie musisz nigdzie chodzić wystarczy, że pomyślisz o tym miejscu i już tam jesteś.
- Jaki piękny zachód słońca... Dawno takiego nie widziałam.
- Piękny, ale zbliża się noc, musimy wracać do watahy.
- Niestety... Musimy już iść, po ciemku nie za dużo widać - zaśmiała się.
- Chodźmy.
Szybkim krokiem wróciłyśmy do jaskini. Po drodze znalazłyśmy krzaki z borówkami. Zjadłyśmy trochę i poszłyśmy dalej.
- To co, widzimy się jutro? - zapytała Sohara.
- No pewnie, a czemu nie.
- To do jutra, pa!
- Do zobaczenia - pożegnałam się i odeszłam.
Weszłam do jaskini położyłam się w swoim ulubionym miejscu i zasnęłam.

<Sohara?>

Uwagi: Liczby i cyfry w op. zapisujemy słownie. "Choć" a "chodź" to nie jedno i to samo. Ze spraw czysto technicznych... Sohara urodziła się w WMW, więc właściwie nie ma czego opowiadać, jak tu się dostała... tym bardziej, że należy do watahy od 5-ciu lat i zna wszystkie tereny.