- Rozmawiamy o czymś, o czym nie wiesz, bo cię nie było na treningu!
- Ale ja przyszłam na czas, tylko was nie było!
- Było trzeba być wcześniej, a nie na czas!
- Dobra ja idę, nie będę rozmawiać z takimi, jak wy.
Odwróciłam się i poszłam do kąta. Siedziałam sobie i rozmyślałam o czym
rozmawiają. Nastała noc. Była to pełnia więc wyszłam z jaskini i tak
sobie chodziłam przez całą noc. Następnego dnia podeszłam do tej dziury i
zaczęłam ją obchodzić dookoła. Nic tam ciekawego nie było, więc
poszłam nad rzeczkę i piłam wodę. Byłam głodna, więc poszłam coś
upolować. Upolowałam wiewiórkę. Gdy ją zjadłam, nudziło mi się. Poleciałam do jaskini i zapytałam się czy dzisiaj jest trening z
wojownictwa. Odpowiedział mi basior...
- Chyba tak, ale nie jestem pewny. Jak coś, to zapytaj się kogoś innego.
- Okej, dzięki.
Zostałam ja i jedna osoba. Była nią wadera. Nie znałam jej imienia, więc zapytałam...
- Ej, ty wiesz czy dzisiaj jest trening z wojownictwa?
- Tak, jest.
- Okej, dzięki.
- Nie ma za co.
Nastała ta godzina, kiedy mieliśmy iść na trening. Byli wszyscy. Szliśmy w
parach. Podeszliśmy do tej dziury i mieliśmy wchodzić. Weszła pierwsza
para, potem druga, aż nadeszła kolej na mnie. Trochę się bałam, ale
popchnął mnie jakiś basior. I zauważyłam...
<C.D.N nastąpi>
Uwagi: "Dookoła" piszemy razem. Niektóre zdania są za długie, staraj się pisać krótsze. Zapominasz o przecinkach.
Zacieśnianie więzi
Link do osób, które zostały wylosowane znajduje się tutaj. :)
czwartek, 10 marca 2016
środa, 9 marca 2016
Podsumowanie lutego
Dopsz... mamy już marzec, w którym to pogoda jest nie za ładna. No ale ja nie o pogodzie, wiem na co czekacie. Otóż... luty był raczej... hm... kiepski. Tylko 30 postów. Niektóre watahy mają ich po 100 ileś, a i tak Admini narzekają... ja co prawda zadowalam się tym, co mam, ale kiedy widzę, że mamy ponad 30 wilków, a op. miesięcznie pojawia się mniej niż właśnie tyle, aż po prostu łapię się za głowę. Jeśli mam być szczera, miesiąc mogę uznać za udany dopiero wtedy, kiedy pojawi się ponad 60 postów... miejmy nadzieję, że w marcu będzie ich więcej. "No, ale co ona w ogóle wygaduje" powiecie "przecież ona nie napisała ani jednego op.". I tu się zdziwicie... obecnie pracuję nad nowym blogiem, tym razem nie watahą, lecz również pokroju RPG. Można wtedy jakoś zrozumieć moje nierozgarnięcie... ale ważne jest to, że op. wstawiam. No nie? Op. pisałam w międzyczasie, ale jeśli mam być szczera - zaczęłam, aczkolwiek żadnego nie skończyłam. ;/
Obiecałam walnąć wykład, więc dotrzymam słowa. Wyjątkowo nie o pisaniu op., tylko o... czacie. Tak, to coś nowego. W sensie temat, nie czat. Jakiś czas temu zebrało mi się na wspominki i zostałam porwana w wir przeszłości... doszłam do wniosku, że najpiękniejszym czasem dla tej strony były wakacje 2014 roku. Dlaczego? Bo wtedy ludzie pisali z sercem i można był to wyczuć na kilometr. Op. było więcej, a wszystkie tak samo interesujące. Pół dnia spędzaliśmy na czacie, rozmawialiśmy o praktycznie wszystkim: razem główkowaliśmy nad publikowanymi op., rozwiązywaliśmy problemy, jakie pojawiały się w naszym życiu prywatnym, żartowaliśmy, tworzyliśmy różne niestworzone historie, a między nami pojawiła się wyraźna więź, która trwa do dziś... Ci ludzie są na WMW do teraz. Nigdy później nic takiego nie miało miejsca, nawet w wakacje 2015 r... Ludzie przychodzą i odchodzą, a to nawet na mnie nie robi wrażenia. Ja ich nie znałam, a oni mnie. Gdy zaczęłam dokładniej analizować sytuację, zrozumiałam, że to zależy od... czata. Od miejsca, które ma nam służyć do komunikacji. Przez to przybywa niemyślących dzieci skupionych na ekranie swojego telefonu, kompletnie niezainteresowanych pisaniem, bo rzucili to już dawno, mówiąc sobie, że owe blogi nie mają nic ciekawego do zaoferowania.
Tak nawiązując... Wiecie dlaczego powstały tak naprawdę watahy? I po co? Moje mniemanie o tym wygląda następująco - jesteśmy ludźmi, którzy fascynują się wilkami, fantastyką i literaturą. Blog nie tylko uczy pisania i rozwija wyobraźnię, ale i również pozwala zapoznać nas z ludźmi z podobnymi zainteresowaniami. To właśnie po to powstały te blogi.
Jednak niektóre watahy umierają i sądzę, że to właśnie przez brak przywiązania... brak czegoś, co by tam ludzi trzymało. Mimo świetnej fabuły nie ma się tam przyjaciół, których się zna jak siebie samego, a nawet może i lepiej.
To jak? Wrócą stare dobre czasy i nasze całodniowe siedzenie na czacie? Kto jest chętny? Ja siedzę kilka godzin dziennie, a wy? c:
WIELE WILKÓW GŁODUJE! APELUJĘ ZA RÓWNO DO CZŁONKÓW, A TAKŻE DO ZESPOŁU POLOWAŃ! WEŹCIE SIĘ W GARŚĆ, BO WASZE POSTACIE UMRĄ Z GŁODU!
Obiecałam walnąć wykład, więc dotrzymam słowa. Wyjątkowo nie o pisaniu op., tylko o... czacie. Tak, to coś nowego. W sensie temat, nie czat. Jakiś czas temu zebrało mi się na wspominki i zostałam porwana w wir przeszłości... doszłam do wniosku, że najpiękniejszym czasem dla tej strony były wakacje 2014 roku. Dlaczego? Bo wtedy ludzie pisali z sercem i można był to wyczuć na kilometr. Op. było więcej, a wszystkie tak samo interesujące. Pół dnia spędzaliśmy na czacie, rozmawialiśmy o praktycznie wszystkim: razem główkowaliśmy nad publikowanymi op., rozwiązywaliśmy problemy, jakie pojawiały się w naszym życiu prywatnym, żartowaliśmy, tworzyliśmy różne niestworzone historie, a między nami pojawiła się wyraźna więź, która trwa do dziś... Ci ludzie są na WMW do teraz. Nigdy później nic takiego nie miało miejsca, nawet w wakacje 2015 r... Ludzie przychodzą i odchodzą, a to nawet na mnie nie robi wrażenia. Ja ich nie znałam, a oni mnie. Gdy zaczęłam dokładniej analizować sytuację, zrozumiałam, że to zależy od... czata. Od miejsca, które ma nam służyć do komunikacji. Przez to przybywa niemyślących dzieci skupionych na ekranie swojego telefonu, kompletnie niezainteresowanych pisaniem, bo rzucili to już dawno, mówiąc sobie, że owe blogi nie mają nic ciekawego do zaoferowania.
Tak nawiązując... Wiecie dlaczego powstały tak naprawdę watahy? I po co? Moje mniemanie o tym wygląda następująco - jesteśmy ludźmi, którzy fascynują się wilkami, fantastyką i literaturą. Blog nie tylko uczy pisania i rozwija wyobraźnię, ale i również pozwala zapoznać nas z ludźmi z podobnymi zainteresowaniami. To właśnie po to powstały te blogi.
Jednak niektóre watahy umierają i sądzę, że to właśnie przez brak przywiązania... brak czegoś, co by tam ludzi trzymało. Mimo świetnej fabuły nie ma się tam przyjaciół, których się zna jak siebie samego, a nawet może i lepiej.
To jak? Wrócą stare dobre czasy i nasze całodniowe siedzenie na czacie? Kto jest chętny? Ja siedzę kilka godzin dziennie, a wy? c:
WIELE WILKÓW GŁODUJE! APELUJĘ ZA RÓWNO DO CZŁONKÓW, A TAKŻE DO ZESPOŁU POLOWAŃ! WEŹCIE SIĘ W GARŚĆ, BO WASZE POSTACIE UMRĄ Z GŁODU!
Wilki, które brały czynny udział w pełnionym stanowisku:
RADA ŻYWIOŁÓW
Obecni na zebraniu:
Były dwa zebrania... lecz tylko na jednym ktokolwiek się pojawił - była to jedna osoba, właścicielka Tsume, Toboe i Yusufa. Te trzy wilki otrzymują bonus w postaci 10 SG. Wstyd! Być w Radzie i lekceważyć obowiązki!
Kto napisał op.: -
POLOWANIA
Rano (+5 SG): Shira
Popołudnie: -
Wieczór: -
SZPITAL
Kto napisał op.: -
WOJSKO I PATROL
Kto napisał op.: -
ROZRYWKOWE I INNE
Kto napisał op.: -
SZKOŁA
Kto napisał op. (z nauczycieli): -
*****************************
Wykaz op.:
Leniwe Alfy:
Kiiyuko: 0
Suzanna: 0
-------------------------
- Yuki: 4 <-- Beta
- Kirke: 2 <--- Gamma
- Mizuki: 2 <--- Delta
- Shira: 2
- Epona: 2
- Sarah: 2
- Pyrox: 2
- Tosiek: 2
- Sierra: 1
- Zone: 1
- Astrid: 1
- Valka: 1
- Shayle: 1
- Desari: 1
- Dante: 1
- Sohara: 1
- Nicolas: 1
- Onurix: 0
- Mentis: 0
- Kai: 0
- Kazuma: 0
- Tsume: 0
- Lithium: 0
- Toboe: 0
- Karou: 0
- Elizabeth: 0
- Yui: 0
- Yusuf: 0
- Vanessa: 0
Za zostanie Betą dostaje się 15 SG i 40 pkt., Gammą 10 SG i 30 pkt., a Deltą 5 SG i 20 pkt.
Okres próbny ukończyli:
Mentis: 0 (2)
Sierra: 1 (5)
Shira: 2 (7)
Sarah: 2 (4)
Karou: 0 (1) (ma nieobecność)
Onurix: 0 (2)
Epona: 2 (3) (masz czas do 13.03 na napisanie 2 op. - jeśli dasz radę, dostaniesz się do watahy)
Nicolas: 1 (2) (masz czas do 13.03 na napisanie 3 op. - jeśli dasz radę, dostaniesz się do watahy)
Zone: 1 (4) (masz czas do 13.03 na napisanie 3 op. - jeśli dasz radę, dostaniesz się do watahy)
Elizabeth: 0 (1)
-----
Pyrox: 2 (2)
Tosiek: 2 (2)
Skreślone są te, które nie przeszły.
Sierra: 1 (5)
Shira: 2 (7)
Sarah: 2 (4)
Karou: 0 (1) (ma nieobecność)
Epona: 2 (3) (masz czas do 13.03 na napisanie 2 op. - jeśli dasz radę, dostaniesz się do watahy)
Nicolas: 1 (2) (masz czas do 13.03 na napisanie 3 op. - jeśli dasz radę, dostaniesz się do watahy)
Zone: 1 (4) (masz czas do 13.03 na napisanie 3 op. - jeśli dasz radę, dostaniesz się do watahy)
-----
Pyrox: 2 (2)
Tosiek: 2 (2)
Skreślone są te, które nie przeszły.
Wilki,
które napisały poniżej 3 op. i są dość długo na watasze zostają
wyrzucone, a te mające powyżej 4 op. są już pełnoprawnymi członkami.
Zaznaczone na fioletowo mają drugą szansę.
Tak, ilość napisanych op. podczas okresu próbnego też ma znaczenie!
wtorek, 8 marca 2016
Od Sarah "Odkrycie" cz.1 (cd. Kirke)
Obudziłam się dość głodna. Już kilka razy nie stawiłam się na porannym
polowaniu, ale to nic. Chyba. Dzisiaj zamierzałam nadrobić zaległości,
więc leniwie wstałam i udałam się do Zielonego Lasu. Po drodze złapałam i
zjadłam królika, by nie polować "na głodniaka".
Doszłam na miejsce. Ekipa, a raczej kilka wilków, siedziało za krzakiem. Spojrzeli na mnie, a Tsume dał mi znak, żebym podeszła.
- Słuchajcie mnie uważnie. - zaczął nasz dowódca, gdy koło nich usiadłam. - Dzisiaj polowanie będzie nieco dłuższe. Najpierw musimy znaleźć i ubić jelenia, a potem idziemy nad Wodopój i łowimy ryby. Proste? Proste. No to do dzieła.
Szybko odszukaliśmy ładne stadko, a w nim rosłego jelenia z dość dużym porożem. Któryś z nas nastąpił na gałązkę, która cicho trzasnęła. To wystarczyło, by zwierzęta się spłoszyły, a nasza ofiara odłączyła się od stada. Pff... a ja myślałam, że to sarny są głupie. Mnie, oraz Soharze przypada funkcja goniących, więc ruszyłyśmy za nim. Był dość szybki, ale nie tak jak my. Biegnąc, starałyśmy się zapędzić jelenia do reszty. Udało się.
Kilka minut potem, ze zwierzęcia zostały same szczątki. Łowienie ryb też zakończyło się sukcesem, razem policzyliśmy ponad dziewięćdziesiąt ryb. Przy posiłku większość z grupy porannej rozmawiała ze sobą, ale ja jadłam w ciszy. Strasznie bolała mnie głowa, chciało mi się wymiotować. Tego drugiego, na szczęście, nie zrobiłam.
Wróciłam do jaskini i położyłam się. Niedługo potem usnęłam.
Niewyraźnie widzę polanę. Na niej człowiek. Dziewczyna. Ma długie włosy, szczupła i wysoka. Rozmawia z wilkiem. Waderą. To Kiiyuko. A może Suzanna? Chyba tak. Wilczyca jest zdziwiona. Dziewczyna spanikowana. Alfa uspokaja ją. Bez skutku.
Znowu byłam głodna, mimo że wcześniej jadłam. Nie mogąc się powstrzymać przed silnym uczuciem pustki w żołądku, wyszłam z jaskini i potruchtałam w stronę lasu.
Szybko dotarłam na miejsce. Słońce powoli zachodziło, a moje futro zaczęło powoli stawać się coraz ciemniejsze, a moje pasy i inne fiołkowe plamy na ciele lekko świeciły. Nie chcąc się zdradzić przed zwierzyną, ukryłam się w cieniu i zniknęłam. W milczeniu wyczekiwałam jakiegokolwiek zwierzęcia.
Po kilku minutach w zasięgu mojego wzroku pojawiła się sarna. W końcu podeszła bliżej i poczęła skubać trawę. Podbiegłam i skoczyłam na jedzenie. Uprzedziła mnie jednak pewna niebieska wilczyca, która najwyraźniej polowała na to samo zwierzę. Wpadłyśmy na siebie, a sarna rzuciła się do ucieczki. Bez zbędnych kłótni podniosłyśmy się z ziemi i ruszyłyśmy w pogoń. Wkrótce potem dorwałyśmy ją.
- To co, na pół? - zapytała wilczyca.
- Byłoby najlepiej. - odpowiedziałam. Podzieliłyśmy się ofiarą i zaczęłyśmy jeść.
- Wiesz, fajna jesteś. Większość wilków w takiej sytuacji zamiast wstać i dorwać sarnę, zaczęła by się kłócić, czyja to wina. - mimo nieustającego bólu głowy nawiązałam rozmowę. - Jestem Sarah, a ty?
- Jestem Kirke. Wiesz czemu nie zaczęłam się kłócić? Umieram z głodu.
Ja też. - pomyślałam.
- Tak szczerze, to nie do końca się najadłam. Może złapiemy coś jeszcze?
Skinęłam głową. Mój głód zamiast zmaleć, wciąż przybierał na sile. Z Kirke poszłyśmy nad Wodopój.
- Naprawdę? Ryby? - skrzywiła się.
- Tak, a co?
- Łatwiej złapać królika.
- Może i. Ale ja wolę ryby.
Mówiąc to, odwróciłam się do tafli wody. Odczekałam chwilę i gwałtownie zanurzyłam łapę. Wyciągnęłam ją, a ryba którą złapałam, miała moje pazury głęboko wbite między łuski. Rzuciłam ją Kirke i powtórzyłam czynność kilka razy. Parę minut później uzbierałam ich spory stos. Po zaspokojeniu głodu przez moją towarzyszkę, udałyśmy się w drogę powrotną.
- Słyszałaś to? - zapytała. Rzeczywiście, usłyszałam szelest. Spojrzałam na wilczycę. Miała pytający wzrok, pomieszany ze strachem. Odczuwałam to samo, tym bardziej, że głowa rozbolała mnie na tyle, że o mało nie upadłam. Odwróciłam się w kierunku dziwnego szelestu. Kiedy tylko to uczyniłam, Kirke zaczęła wrzeszczeć. Z zawrotną prędkością leciała w moim kierunku kula turkusowej many, a ja nie mogłam się ruszyć. Gdy mnie uderzyła, odrzuciło mnie do tyłu i uderzyłam plecami w drzewo. Zobaczyłam błysk, zaraz potem wszystko ucichło, łącznie z krzyczącą waderą. Przestałam czuć (w końcu) uciążliwy ból głowy i równie męczący głód. Już miałam się cieszyć, ale zdałam sobie sprawę, że nie jestem już czarna, tylko ciemnoszara, a żadna z moich naturalnych fioletowych plam nie świeciła. Blask dawał tylko koniuszek mojego ogona, który nie był fiołkowy, tylko turkusowy. Chciałam ruszyć łapą, ale zdałam sobie sprawę, że jestem sparaliżowana.
- Sarah! Co się z tobą stało?! - rzuciła się do mnie Kirke.
- Idź... po kogoś - wysapałam z trudem.
Pobiegła w kierunku jaskiń watahy, a mnie ogarnęła ciemność.
<Kirke?>
Uwagi: Nie zaczynamy zdania od "mi", tylko "mnie". Liczby i cyfry w op. zapisujemy słownie. "Tym bardziej" piszemy osobno.
Doszłam na miejsce. Ekipa, a raczej kilka wilków, siedziało za krzakiem. Spojrzeli na mnie, a Tsume dał mi znak, żebym podeszła.
- Słuchajcie mnie uważnie. - zaczął nasz dowódca, gdy koło nich usiadłam. - Dzisiaj polowanie będzie nieco dłuższe. Najpierw musimy znaleźć i ubić jelenia, a potem idziemy nad Wodopój i łowimy ryby. Proste? Proste. No to do dzieła.
Szybko odszukaliśmy ładne stadko, a w nim rosłego jelenia z dość dużym porożem. Któryś z nas nastąpił na gałązkę, która cicho trzasnęła. To wystarczyło, by zwierzęta się spłoszyły, a nasza ofiara odłączyła się od stada. Pff... a ja myślałam, że to sarny są głupie. Mnie, oraz Soharze przypada funkcja goniących, więc ruszyłyśmy za nim. Był dość szybki, ale nie tak jak my. Biegnąc, starałyśmy się zapędzić jelenia do reszty. Udało się.
Kilka minut potem, ze zwierzęcia zostały same szczątki. Łowienie ryb też zakończyło się sukcesem, razem policzyliśmy ponad dziewięćdziesiąt ryb. Przy posiłku większość z grupy porannej rozmawiała ze sobą, ale ja jadłam w ciszy. Strasznie bolała mnie głowa, chciało mi się wymiotować. Tego drugiego, na szczęście, nie zrobiłam.
Wróciłam do jaskini i położyłam się. Niedługo potem usnęłam.
Niewyraźnie widzę polanę. Na niej człowiek. Dziewczyna. Ma długie włosy, szczupła i wysoka. Rozmawia z wilkiem. Waderą. To Kiiyuko. A może Suzanna? Chyba tak. Wilczyca jest zdziwiona. Dziewczyna spanikowana. Alfa uspokaja ją. Bez skutku.
Znowu byłam głodna, mimo że wcześniej jadłam. Nie mogąc się powstrzymać przed silnym uczuciem pustki w żołądku, wyszłam z jaskini i potruchtałam w stronę lasu.
Szybko dotarłam na miejsce. Słońce powoli zachodziło, a moje futro zaczęło powoli stawać się coraz ciemniejsze, a moje pasy i inne fiołkowe plamy na ciele lekko świeciły. Nie chcąc się zdradzić przed zwierzyną, ukryłam się w cieniu i zniknęłam. W milczeniu wyczekiwałam jakiegokolwiek zwierzęcia.
Po kilku minutach w zasięgu mojego wzroku pojawiła się sarna. W końcu podeszła bliżej i poczęła skubać trawę. Podbiegłam i skoczyłam na jedzenie. Uprzedziła mnie jednak pewna niebieska wilczyca, która najwyraźniej polowała na to samo zwierzę. Wpadłyśmy na siebie, a sarna rzuciła się do ucieczki. Bez zbędnych kłótni podniosłyśmy się z ziemi i ruszyłyśmy w pogoń. Wkrótce potem dorwałyśmy ją.
- To co, na pół? - zapytała wilczyca.
- Byłoby najlepiej. - odpowiedziałam. Podzieliłyśmy się ofiarą i zaczęłyśmy jeść.
- Wiesz, fajna jesteś. Większość wilków w takiej sytuacji zamiast wstać i dorwać sarnę, zaczęła by się kłócić, czyja to wina. - mimo nieustającego bólu głowy nawiązałam rozmowę. - Jestem Sarah, a ty?
- Jestem Kirke. Wiesz czemu nie zaczęłam się kłócić? Umieram z głodu.
Ja też. - pomyślałam.
- Tak szczerze, to nie do końca się najadłam. Może złapiemy coś jeszcze?
Skinęłam głową. Mój głód zamiast zmaleć, wciąż przybierał na sile. Z Kirke poszłyśmy nad Wodopój.
- Naprawdę? Ryby? - skrzywiła się.
- Tak, a co?
- Łatwiej złapać królika.
- Może i. Ale ja wolę ryby.
Mówiąc to, odwróciłam się do tafli wody. Odczekałam chwilę i gwałtownie zanurzyłam łapę. Wyciągnęłam ją, a ryba którą złapałam, miała moje pazury głęboko wbite między łuski. Rzuciłam ją Kirke i powtórzyłam czynność kilka razy. Parę minut później uzbierałam ich spory stos. Po zaspokojeniu głodu przez moją towarzyszkę, udałyśmy się w drogę powrotną.
- Słyszałaś to? - zapytała. Rzeczywiście, usłyszałam szelest. Spojrzałam na wilczycę. Miała pytający wzrok, pomieszany ze strachem. Odczuwałam to samo, tym bardziej, że głowa rozbolała mnie na tyle, że o mało nie upadłam. Odwróciłam się w kierunku dziwnego szelestu. Kiedy tylko to uczyniłam, Kirke zaczęła wrzeszczeć. Z zawrotną prędkością leciała w moim kierunku kula turkusowej many, a ja nie mogłam się ruszyć. Gdy mnie uderzyła, odrzuciło mnie do tyłu i uderzyłam plecami w drzewo. Zobaczyłam błysk, zaraz potem wszystko ucichło, łącznie z krzyczącą waderą. Przestałam czuć (w końcu) uciążliwy ból głowy i równie męczący głód. Już miałam się cieszyć, ale zdałam sobie sprawę, że nie jestem już czarna, tylko ciemnoszara, a żadna z moich naturalnych fioletowych plam nie świeciła. Blask dawał tylko koniuszek mojego ogona, który nie był fiołkowy, tylko turkusowy. Chciałam ruszyć łapą, ale zdałam sobie sprawę, że jestem sparaliżowana.
- Sarah! Co się z tobą stało?! - rzuciła się do mnie Kirke.
- Idź... po kogoś - wysapałam z trudem.
Pobiegła w kierunku jaskiń watahy, a mnie ogarnęła ciemność.
<Kirke?>
Uwagi: Nie zaczynamy zdania od "mi", tylko "mnie". Liczby i cyfry w op. zapisujemy słownie. "Tym bardziej" piszemy osobno.
poniedziałek, 7 marca 2016
Od Sierry "Niebieskie futro na niebieskim niebie" cz. 1 (cd. Kirke)
Zamachałam łapami rozpaczliwie, ale nie udało mi się uchwycić zadku
jelenia. Ten tylko kopnął mnie złośliwie w pysk i umknął do lasu,
prychając i zostawiając mnie z rozoranym policzkiem (trafił mnie
"krawędzią" kopyta). Tak naprawdę to, że czułam na twarzy spływającą
krew, to był najmniejszy problem. Gorzej, że od paru dni, jeśli nie
tygodni, nic a nic nie jadłam. Bardzo frustrujące, ale prawdziwe -
miałam nadzieję, że choć raz otrzymam jedzenie od zespołu polowań, ale
dostałam tylko jedno, małe śniadanie.
Czerwona ciecz wpłynęła mi do pyska. Zignorowałam ją, chociaż tępy ból zalewał mi całą głowę. Ze złością kopnęłam kamyk, raniąc się w łapę, i ruszyłam dalej. Nie można mnie tak łatwo pozbawić obiadu, szczególnie w Zielonym Lesie.
Szrama na policzku chyba już zaschła, aczkolwiek dalej czułam tępe pulsowanie po uderzeniu jelenia. Czy raczej kopnięciu? To dalej nie miało dla mnie zupełnie żadnego znaczenia, szczególnie, że zwietrzyłam kolejnego rogacza. Nie był to ten sam, co zrobił mi krzywdę, ale tym razem postanowiłam być mądrzejsza i zaatakować moją zdobycz na pomocą noża, którym mogłam rzucić w ofiarę. Zadowolona ze swojego pomysłu, wyjęłam zza pazuchy dwa noże - chyba jeden jeleń to za mało! - i podążyłam za zapachem.
Dotarłam do dużej, trawiastej polany. Tak jak się spodziewałam, pasły się na niej jeleń oraz sarna. "Idealnie!" - pomyślałam i zaczaiłam się za krzakami. Jeleniowate zastrzygły uszami, ale się nie poruszyły, co przyjęłam z ulgą. Z mniejszą ulgą - a raczej z jej brakiem - przyjęłam trzask gałęzi pod moją nogą. Mój obiad się spłoszył i zaczął zmykać z polany, ale tym razem to ja byłam szybsza. Celnie rzuciłam w obie zwierzyny. Padły niemal natychmiast, co zadowoliło mnie (nie uśmiechało mi się za bardzo bieganie za obiadem) w stu procentach. Pozwoliłam mojemu ciału ruszyć ku jedzeniu, ku zapachowi świeżego mięsa.
Posiłek był bardzo sycący, więc po pożywieniu się położyłam się na trawie i po prostu patrzyłam w lekko pochmurne niebo, na którym rozpaczliwie usiłowało się umościć słońce. W tej jakże prostej czynności przeszkodziło mi jakieś niebieskie futro, które pojawiło się nad moją głową.
- O. - zakomunikowało mi i odsunęło się lekko. Dopiero teraz domyśliłam się, że do świeżo krwawiącej rany, kiedy szłam, przylepiło się wiele kolorowych, jesiennych liści...
<Kirke? Odpisz, prooszę :3>
Uwagi: brak
Czerwona ciecz wpłynęła mi do pyska. Zignorowałam ją, chociaż tępy ból zalewał mi całą głowę. Ze złością kopnęłam kamyk, raniąc się w łapę, i ruszyłam dalej. Nie można mnie tak łatwo pozbawić obiadu, szczególnie w Zielonym Lesie.
***
Szrama na policzku chyba już zaschła, aczkolwiek dalej czułam tępe pulsowanie po uderzeniu jelenia. Czy raczej kopnięciu? To dalej nie miało dla mnie zupełnie żadnego znaczenia, szczególnie, że zwietrzyłam kolejnego rogacza. Nie był to ten sam, co zrobił mi krzywdę, ale tym razem postanowiłam być mądrzejsza i zaatakować moją zdobycz na pomocą noża, którym mogłam rzucić w ofiarę. Zadowolona ze swojego pomysłu, wyjęłam zza pazuchy dwa noże - chyba jeden jeleń to za mało! - i podążyłam za zapachem.
Dotarłam do dużej, trawiastej polany. Tak jak się spodziewałam, pasły się na niej jeleń oraz sarna. "Idealnie!" - pomyślałam i zaczaiłam się za krzakami. Jeleniowate zastrzygły uszami, ale się nie poruszyły, co przyjęłam z ulgą. Z mniejszą ulgą - a raczej z jej brakiem - przyjęłam trzask gałęzi pod moją nogą. Mój obiad się spłoszył i zaczął zmykać z polany, ale tym razem to ja byłam szybsza. Celnie rzuciłam w obie zwierzyny. Padły niemal natychmiast, co zadowoliło mnie (nie uśmiechało mi się za bardzo bieganie za obiadem) w stu procentach. Pozwoliłam mojemu ciału ruszyć ku jedzeniu, ku zapachowi świeżego mięsa.
***
Posiłek był bardzo sycący, więc po pożywieniu się położyłam się na trawie i po prostu patrzyłam w lekko pochmurne niebo, na którym rozpaczliwie usiłowało się umościć słońce. W tej jakże prostej czynności przeszkodziło mi jakieś niebieskie futro, które pojawiło się nad moją głową.
- O. - zakomunikowało mi i odsunęło się lekko. Dopiero teraz domyśliłam się, że do świeżo krwawiącej rany, kiedy szłam, przylepiło się wiele kolorowych, jesiennych liści...
<Kirke? Odpisz, prooszę :3>
Uwagi: brak
Subskrybuj:
Posty (Atom)