Zacieśnianie więzi

W ramach lepszego zapoznania się ze sobą realizujemy comiesięczny projekt losowania osób, do których można napisać op. i dostać dzięki temu +3 pkt. do każdej z umiejętności (+1 pkt. do mocy).
Link do osób, które zostały wylosowane znajduje się tutaj. :)

sobota, 21 listopada 2015

Od Tsume "Historia lubi się powtarzać" cz. 1

Dostałem pilne wezwanie od swoich przyjaciół. Tak, tak mam ich. Hannzev, Sasha, Isaac, Calvin i Nisha koniecznie chcieli mnie, teraz, w naszej "bazie" z powodów mi nie wiadomych. Nie jestem pewny czy chcą zrobić wieczorek poetycki... Ale raczej nie. Działo się coś niedobrego, bardzo niedobrego, miałem to cholerne przeczucie. Powiadomili mnie tylko o spotkaniu z wielką niecierpliwością. Ogólnie nie miałem wyjścia. Sisi podkreśliła głośno i wyraźnie, że MAM BYĆ. Jeszcze by mnie odwiedziła i zrobiłaby z mojego zadka jesień średniowiecza.
Zmierzałem na północny wschód. Wcale nie chciałem powiedzieć zachodni wschód, wcale. Podążałem już trzy noce i dwa dni, a przede mną nadal kawał drogi. Nogi już odmawiały mi posłuszeństwa i potrafiłem się potknąć o powietrze lub o nie same, jednak nie mogłem się zatrzymać i odpocząć. Czemu nie mogłem? Po prostu nie i koniec.
**dwie i pół doby wcześniej**
Skończyłem posiłek i zarzuciłem przez szyje saszetkę, którą na zamówienie otrzymałem od kwarcowej. Rzekomo na mojego psa. Przypominała trochę płowe kamizelki kuloodpornej dla czworonoga. Sora smętnie patrzyła mi w oczy, mimo to wziąłem ją w objęcia. Nic nie uczyła.
- Wrócę do ciebie - wyszeptałem jej do ucha i ucałowałem w czoło.
Fakt ostatnio między nami bardzo się psuło. Nie dogadywaliśmy się, nie podzielaliśmy swojego zdania oraz często się kłóciliśmy, ale nie przestałem jej przez to kochać. Każde małżeństwo ma wzloty i upadki. Niechętnie wypuściłem ją z objęć i ruszyłem w podróż. Zamieniłem postać w wilczą i pobiegłem.
****
Zmierzałem do schronu os strony pola siłowego dla Hanza, jego dziwna postać roznosi chaos na przestrzeni kilkuset kilometrów kwadratowych. Kiedy przybierał postać tego swojego demonicznego jaszczura, wielkiego jaszczura, bardzo wielkiego jaszczura i bardzo niebezpiecznego jaszczura. Nagle odbiłem się od czegoś, co się okazało rzekomym polem siłowym. Dłuższy moment dochodziłem do siebie, bo głowa mnie rozbolała, a gwiazdy tańczyły z księżycem tango. Zanim się spostrzegłem na pole rzuciła się ciemna postać z świecącymi na niebiesko elementami ciała, wyszczerzając szklane kły oraz zaczął neonowoniebieskim językiem lizać zaporę, od której ja pewnie bym poleciał w dal, przez elektrofale, które wytwarza. Zapatrzyłem się w jego puste oczy, chcące tylko zabijać.
- O to chodzi? – zapytałem, czającą się w mroku waderę.
- Cały czas się zmienia. Zachowanie mu wariuje. Calvin już wziął próbki jego krwi i próbuje określić co mu dolega – powiedziała Sasha.
- Długo to trwa?
- Odkąd cię powiadomiliśmy. Chodź.
Ruszyła przodem, a Hanzo podążał za nami nie odrywając pyska od zapory. Starałem się nie zwracać na to uwagi, jednak nie dało się.
- Ogólnie Wielki, patrz co znaleźliśmy – rzuciła przez ramię promieniujący jasnym światłem naszyjnik.
Wryło mnie i patrzyłem się w moją przepustkę do pełnego pakietu mocy z podziwem i tęsknotą. Uśmiechnąłem się lekko i ostrożnie założyłem moją zgubę na szyje, tam gdzie jej miejsce. Od razu poczułem zmianę duchową i fizyczną. Echo świtała zostało wyrzucone od mojej postaci po otchłań kosmosu. Niech wszyscy wiedzą, że wrócił stary Tsume. Tsume z lat młodzieńczych. Sasha tylko z uradowaniem i znajomym o niej spokojem przypatrywała mi się. Cieszyłem się jak dziecko, od ponad dwóch lat! O jak mi tego brakowało. Wesoły wkroczyłem do budynki i przechodząc przez próg, przy okazji zmieniając postać na ludzką. Chciałem pogadać z resztą, lecz Sasha nakazała mi iść spać, po tak długiej podróży. Była jak moja drugą siostra... Właśnie, druga… Znowu ogarnęła mnie melancholia, a mina mi zrzedła. W takim stanie zasnąłem w swoim pokoju, przykryty kołdrą po uszy.
Kiedy się obudziłem było około południa, zaspany ubrałem się i zszedłem na parter. Powitały mnie znajome twarze, Hanz również był w jadalni. Siedział skulony w fotelu, patrząc mętnie podkrążonymi oczyma w tafle czarnej kawy. Cal i Sisi krzątali się po kuchni robiąc jakieś porządne śniadanie. Isaac rozłożył na blacie stertę kartek.
- To jest toksyczność twojej krwi, skład chemiczny toksyn i inne dodatkowe badania – wskazywał każdą kartę pojedynczo, w między czasie Calvin usłyszawszy, że SA wyniki badań wyszedł z kuchni, wycierając dłonie całe w mące o fartuch. Oparł się o stół nad Hanzem i Isaaciem, podpierając drugą dłoń na biodrze. W ciszy studiował każdą kartkę z dokładnością.
- Testy na toksyczność twojej krwi są zadziwiająco ujemne, a nawet są w bardzo dobrym stanie, chociaż niepokoi mnie ta podwyższona ilość czerwonych krwinek, ale może mieć to związek z podwyższoną adrenaliną – stwierdził Cal.
- Umiem czytać, wiesz? – skwitował to brunet.
Calvin z rezygnacją westchnął i znowu uciekł do kuchni. Ja za to słuchałem ich dialogu, siorbiąc gorącą kawę opierawszy się o ścianę. Nagle całe moje ciało przeszył ból, kubek wypadł mi i rozbił się w mnóstwo kawałków, w które ja osunąłem się, raniąc się. W mojej głowie pojawił się obraz Sory potrąconej przez samochód, a następnie jak pustym wzrokiem patrzy w jeden punkt. Rozpacz mnie sparaliżowała, nie obchodziło mnie to czy krwawcie oraz czy mnie bolą dłonie. Wszyscy rzucili się do mnie i mnie przenieśli na kanapę. Nie byłem świadomy co się ze mną dzieje. Byłem pusty. Popadłem w melancholie, która trwała coś około tygodnia, dopiero po tym czasie zacząłem myśleć i normalnie funkcjonować. HISTORIA LUBI SIĘ POWTARZAĆ...

C.D.N

Uwagi: Przed imiesłowami przysłówkowymi powinno stawiać się przecinki.

sobota, 31 października 2015

Oficjalne zawieszenie

Tak, tymczasowo zawieszam watahę... Ale nie martwcie się kochani! Ten czas wykorzystam na wprowadzanie różnych zmian, które już wcześniej zapowiedziałam. Nie zrobiłam ich wcześniej, bo niestety, ale wolny czas poświęcałam na wstawianie op. czy wilków... No po prostu nie da się tak, by robić kilka rzeczy na raz. xd
Gdy wrócę, będzie odświeżenie watahy. Coś czuję, że wiele osób nie zadeklaruje swojej dalszej chęci należenia do nas... Cóż. Jakby kto pytał, to tak, czuwam na czacie przez większość czasu. Możecie tam wyrażać swoje zdanie, rozmawiać, ogólnie kontaktować się ze sobą...
A właśnie! Osoby, które naprawdę chcą, abym wstawiała ich op. mogą zakupić sobie Złotą Kartę, Kartę VIP lub Kartę VIP Premium. Czym one są, możecie przeczytać poniżej. Kupuje się je w ten sam sposób, bo magiczne przedmioty. Wprowadziłam je tymczasowo, bo jak wiadomo - nie jestem w stanie robić aż tak wielu rzeczy na raz. W ten sposób będę wstawiać tylko co niektóre op. czy wilki, a nie wszystkie na raz (bo wtedy to byłaby jakaś masakra... Istny nawał roboty...). 

Pozdrawiam i liczę, że mnie nie opuścicie,
Alfa Suzanna (Simka Animka/Ishi)

Złota Karta
Dzięki niej wstawiam formularz Twojego nowego wilka. Nie musisz czekać aż do zakończenia się zmian, tylko automatycznie jego profil pojawia się na stronie.
Cena: 5 SG

Karta VIP
Wstawiam op. Twojego wilka zupełnie tak, jakby wataha wcale nie była zawieszona. Op. nie są poprawiane przeze mnie.
Cena: 10 SG

Karta VIP Premium
Daje te same możliwości co Karta VIP, tyle że owe op. dodatkowo poprawiam.
Cena: 20 SG

wtorek, 20 października 2015

Od Darkosa "Nowy znajomy" cz 1

Całe życie wędrowałem po rozległych polanach wśród zamieci śnieżnych, a moje futro nieustannie targał wiatr. Chcąc zmienić nieco otoczenie, postanowiłem wybrać się w bardziej dogodne miejsce do tymczasowego zamieszkania go. Kiedy jednak wedle swojego postanowienia znalazłem się w innym miejscu i spacerowałem niedaleko małego strumienia, odezwał się do mnie dziwny głos.
- Witaj. Jesteś tu nowy? Wcześniej cię tutaj nie widziałam.
- Tak, niedawno tu przybyłem, ale za dwa dni już idę dalej. - odpowiedziałem.
- A gdzie jest twoja wataha?
- Nie mam watahy, wędruję samotnie. - odpowiedziałem ponownie
Postać ta okazała się żółtą wiewiórką, którą wypatrzyłem w koronie jednego z drzew.
- Witaj wiewióreczko, jak masz na imię? - Odpowiedziałem zaciekawiony.
- Mam na imię Żanet. A ty?
- Jestem Darkos.
- Miło cię poznać, Darkos.
- Mnie też cię miło poznać, Żanet.
Kiedy tak rozmawialiśmy zerwał się silny wiatr. Żanet musiała wrócić do swojego domu w starej sośnie, która rosła niedaleko. Ja wróciłem do strumienia i napiłem się wody. Później zacząłem szukać jedzenia, niestety nic nie upolowałem i musiałem zadowolić się korzonkami.

<C.D.N.>

Uwagi: Wstęp jest dość dziwny. Najpierw zaczynasz od szczegółów (moje futro targał wiatr...), później przechodzisz do konkretów (Jednak pewnej nocy...). Powinno być na odwrót. Niektóre zdania powinnaś podzielić na dwa, często zapominasz o przecinkach, szczególnie w wypowiedziach. "Niedaleko" piszemy razem. Następnym razem postaraj się napisać coś dłuższego.

Od Astrid "Identyczna" cz. 1 (Cd. Vanessa)

Obudził mnie chłód wkradający się do jaskini. Mój Boże, jak zimno! Poczułam, że jestem głodna. Już przyzwyczaiłam się, że nie muszę tak często polować odkąd rzuciłam funkcję goniącej dla lekarki. Nowa praca jest trudniejsza, bardziej wymagająca. Tam po prostu biegałam za ofiarą, zaganiałam ją do pułapki stworzonej przez atakujących, zabijających i Tsu, który dowodził. To była po prostu sielanka. Obecna praca wymagała ode mnie większej zręczności, opanowania i troski. Czułam się nie do końca dobrze, musiałam cały czas grać, udawać kogoś innego niż jestem tak w środku. Musiałam pozbyć się swojej wewnętrznej wariatki, która cały czas się wydurnia i śmieje. Nie mogłam taka być, nigdy. Nigdy, nie pokaże tak naprawdę siebie. Takiej jaką chcę być, ale brakuje mi odwagi.
Spróbowałam wstać, jednak zgrubiałe z zimna łapy nie reagowały. Po dłuższym czasie przeznaczony na wysiłek, by w ogóle się podnieść znalazłam się w pozycji stojącej. Lekko się zataczając ruszyłam ku wyjściu z jaskini. Kiedy z niej wyszłam skrzywiłam się. Było jeszcze zimniej. Lodowaty wiatr mierzwił moją sierść. Włosy, które porastały mój łeb wpadały mi do oczu. Praktycznie na ślepo przechodziłam przez tereny. Prowadzona jedynie przez instynkt w końcu doszłam do Zielonego Lasu. Dzięki drzewom, tutaj tak nie wiało, więc w spokoju mogłam rozejrzeć się wokoło. Zielony Las o tej porze roku nie był zbyt zielony. Nagie drzewa ukazywały dookoła swoje puste, zaśnieżone gałęzie. Na ziemi leżało pełno śniegu. Długo rozglądałam się za jakimś zwierzątkiem, który nadawałby się na śniadanie. W końcu zobaczyłam lichego zająca rozglądającego się dookoła. Przyjrzałam się na niego łapczywie i skoczyłam. Po chwili rozgryzałam kości zwierzaka. Nie był to obfity posiłek, zając był jeszcze mały i strasznie wychudzony dlatego zaczęłam łazić w okolicach lasu za jakąś lepszą zdobyczą. Niestety w lesie pustki. Kiedy zrezygnowana wychodziłam z lasu zobaczyłam ładną sarenkę. Rozejrzałam się czy w pobliżu nie ma kogoś, kto mógłby mi przeszkodzić i rzuciłam się na sarnę. Wtedy zauważyłam przed sobą czarną skrzydlatą waderę. Sarna uciekła.
- Przez ciebie uciekło mi śniadanie! - powiedziała niezadowolona. Zignorowałam to. Ta wadera kogoś mi przypominała, w końcu kiedy zidentyfikowałam jej wygląd zapytałam:
- Patty?
- Jaka Patty? Ja jestem Vanessa. - spojrzała badawczo na mnie wadera.
- Patty to wadera należąca kiedyś do Watahy Magicznych Wilków, wyglądała identycznie jak ty. - wyjaśniłam.
- Wyglądała?
- Tak, poszła w świat i nie wiadomo gdzie teraz jest. - odparłam – Zresztą nie ważne. Miło mi cię poznać, Vanesso. Ja jestem Astrid.

<Vanessa?> 

Uwagi: brak