Zacieśnianie więzi

W ramach lepszego zapoznania się ze sobą realizujemy comiesięczny projekt losowania osób, do których można napisać op. i dostać dzięki temu +3 pkt. do każdej z umiejętności (+1 pkt. do mocy).
Link do osób, które zostały wylosowane znajduje się tutaj. :)

piątek, 16 października 2015

Od Kirke "Kim jestem?" cz.3 (cd. Vanessa)

Nie wiem ile czasu minęło czasu odkąd rozdzieliłam się z Shayle... Nie patrzę na czas. Ale jeśli się nie mylę minęły około 2-3 dni. Pewnie się zaczęli martwić, czemu mnie tak długo nie ma. Ale ja muszę się dowiedzieć kim jestem. Nie mogę przestać szukać. Często tak mówię... Nagle usłyszałam jakieś szumy. Szumy, które rozumiałam. Odpowiedział mi na moje myśli... chwila... moje myśli?!
- Kto tam? - powiedziałam patrząc wokoło. Szum mi odpowiedział. Czy ja naprawdę zwariowałam? Rozumiałam szumy! Czy to przez to, że jestem tutaj zbyt długo?! Na moje myśli to coś też mi odpowiedziało.
- Kim jesteś?! - warknęłam wściekła. Kto mądry czyta mi w myślach, co?! A ten ktoś mi odpowiedział. Nadal szumem, a ja go rozumiałam.
- A więc... nazywasz się Riven? A po grzyba się pojawiłeś po roku i kim do jasnej cholery jesteś?!- powiedziałam z warkotem. Odpowiedział mi znowu szum. Czemu ja go rozumiem? Czemu teraz się wybudził? I czemu tyle myślę skoro ten bałwan mnie słyszy?! Odpowiedział mi na moje wszystkie pytania.
- Do jasnej czy możesz już iść?! Nie wiem, może... AŁ! - kiedy mówiłam, dostałam od kogoś śnieżką. 
- To ty tak?! Pokaż się!- warknęłam patrząc w stronę rzuconej śnieżki. Wnet pod moimi łapami zaczął się pojawiać napis. Jestem tu, tam, wszędzie przy tobie.
- Ty... jesteś duchem?! - spytałam wystraszona. Odpowiedział mi i opowiedział coś o sobie. 
- Czyli, że się już nie odczepisz? Wspaniale... - powiedziałam zniechęcona podróżą. Znowu rzucił we mnie śnieżką.
- Ej! Możesz prze... - zamilkłam i zobaczyłam zasypane śniegiem bramę. Podeszłam do nich.
- Możesz je odgrodzić? - spytałam. Chwila... czy ja właśnie poprosiłam go o pomoc?! Kirke, ogarnij się! Zobaczyłam, że brama jest odśnieżona. 
- Nawet nie odpowiadaj na moje myśli... - powiedziałam i weszłam do środka. Nagle wszystkie pochodnie zaczęły się zapalać. Na posadce na końcu korytarza stał list. Podbiegłam do niego, gdy nagle Riven mnie zatrzymał.
- Czego znowu?! Tam jest list, ja muszę do tego dojść! - warknęłam. Riven rzucając kamieniem uruchomił zapadnię, na którą bym wpadła, gdyby nie on.
- Dzięki... ale się przyzwyczajaj do takich pochwal - powiedziałam i szłam tym razem ostrożnie. Gdy była jakaś pułapka, pomagał mi ją ominąć. Dotarłam do listu. Był zaadresowany... do mnie? Ale jak? Kto by znał taką nie potrzebną, jak ja? Jestem zwykłym szczeniakiem, za nie długo waderą bez mocy, bez talentu i bez wiedzy o sobie. Po co ktoś adresował do mnie list i zostawiał w takiej wielkiej... świątyni? Mogę chyba tak to nazwać. Oczywiście Riven... "przyjaciel", który się wybudził musiał mi odpowiadać na moje myśli... bo jakby nie inaczej.
- Wiesz Riven... nie wiem czy wiesz, ale potrzebuje prywatności. Więc mógłbyś jaśnie łaskaw chociaż udawać, że nie słyszysz moich myśli? Proszę? - powiedziałam do niego trochę zdenerwowana. Ale trochę do serca wzięłam do jego słowa...  Musisz wytrzymać, wiem, że to trudne, ale w końcu poznasz prawdę. Chwila... prawdę? Czyli, że on zna moją przeszłość?!
- Riven! Czemu ty ukrywasz prze de mną kim jestem co?! - warknęłam. Bo ja nie znam jej tak dużo, byś się dowiedziała tego, co chcesz. 
- Grrr... Dobra niech będzie... - popatrzyłam na list i go otworzyłam po czym zaczęłam czytać.
Witaj
Jeśli to czytasz, znaczy że dostałaś wiadomość. Pewnie się teraz zastanawiasz, kim była wadera znajdująca się na zdjęciu, prawda? Ta wadera jest... a raczej była twoją matką zanim cień nią zawładnął. Tutaj nie będzie napisane kim jesteś i kim byli twoi rodzice. Ani twoja przeszłość. Dopiero teraz się zaczyna twoja podróż, Kirke. Musisz teraz odnaleźć nie tylko siebie, ale i to kim jest twój towarzysz i jak liczysz się dla świata.
Przyjaciel K.
Tak ja zwariowałam. Albo to sen z którego się wybudzę. Ten ktoś zamiast mi powiedzieć wprost kim jestem piszę mi, że dopiero zaczynam swoją podróż. Do czego?! Do prawdy?! Aż tak muszę się poświęcać, co?! Oczywiście... musisz mi odpowiadać, prawda Riven?! Musisz po prostu musisz!
- Dobra Riven już cicho! - warknęłam. Odwróciłam kartkę z listem. Tam też było coś napisane: Tam gdzie wody nie ma, tam gdzie góry nie dosięgają. Kolejna podpowiedź siedzi na największej z nich. Oczywiście zagadki... jak ja je kocham... 
- A ty Riven nawet nie odpowiadaj... - powiedziałam i poszłam w stronę zerwanego mostu. I teraz problem. Jak przejść przez urwany most? Nie umiem latać ani tak dobrze skakać. Nagle zobaczyłam po drugiej stronie jakiegoś wilka. Czerwono-czarny patrzący na mnie. Natychmiast przeskoczył bez problemu w moją stronę i mnie złapał jedną łapą.
- Czego tu szukasz, smarkulo?! - spytał z złowieszczym uśmieszkiem. Zaczęłam puszczać zły, gdy Riven nagle go odepchnął, a ja mogłam uciec. Niestety basior natychmiast ruszył za mną w pościg i mnie przygwoździł do ściany.
- Czego uciekasz? - spytał patrząc na mnie groźnie. 
- J...ja szukałam tu czegoś... - powiedziałam wystraszona.
- Bidulka nie może polecieć na drugą stronę, co? Heh... wiesz, pomogę ci jak mi podasz jeden powód bym Cię nie zabił... - powiedział, patrząc na mnie. Natychmiast wyciągnął pazury i podrapał mnie w brzuch tak, że zostały mi ślady i zaczęła lecieć krew. Basior uśmiechnął się chytrze, a ja... nie reagowałam. Czułam ból, ale go nie okazywałam po sobie... czyżby to był mój... talent? Czy ja naprawdę odkryłam swój talent?! 
- Jeśli mnie wypuścisz... to nie naskarżę swoim, że mnie zaatakowałeś - powiedziałam patrząc na niego. 
- A jeśli ci powiem, że to mi nic nie da? - powiedział i powoli ściskał łapię którą mnie trzymał za szyję. 
- To wtedy zaintryguje Riven... - powiedziałam. Riven natychmiast odepchnął go, puszczając mnie.
- Dobra... ale jeśli wydasz komuś, że Cię zaatakowałem... możesz się pożegnać ze swoim nędznym życiem smarkulo... - powiedział i wziął mnie za kark i pobiegł w stronę wąwozu. Natychmiast zamknęłam oczy. Gdy przeskoczył przez niego to mnie puścił. Kiedy otworzyłam oczy nie było go. Moja rana cały czas krwawiła. Ledwo wstałam. Krew kapała na ziemię, a moja sierść robiła się na brzuchu czerwona. Od razu poszłam w stronę watahy.
*****
Im bliżej byłam watahy, tym bardziej widziałam niewyraźnie przez utratę krwi. Szłam, kołysząc się. Cały czas czułam obecność mojego... ducha? Jeśli mogę tak to ująć. Ciągle był przy mnie. Kiedy zobaczyłam jakiegoś wilka słyszałam bicie swojego serca i zaczęłam dyszeć. Nic nie widziałam, wszystko było rozmazane.
- Kirke! - krzyknęła jakaś wadera, biegnąc w moją stronę. Nie przyglądnęłam się jej... dalej film się urwał. Ledwo żywa co jakiś czas usłyszałam jakieś głosy.
- Do le---rza już! - słyszałam wszystko nie wyraźnie. Ale chyba to była Alfa. 
- Za--- opa--- ---ko! - tylko to pamiętam, mówiła chyba Kiiyuko. Po czym obudziłam się w jakiejś jaskini z opatrzoną raną. Koło mnie leżała jakaś czarna wadera z skrzydłami jak u nietoperza. Nie miałam sił by wstać, więc postanowiłam nie wstawać, lecz położyć się tak bym mogła popatrzeć na nią.

<Vanessa? Tak dokończę twoje cd ;)> 

Uwagi: Jest sobie brama, stoi na samym środku wśród śniegu, nie wiadomo na czyje podwórze prowadzi, nie ma mowy o żadnym płocie ogradzającym działkę... A tu nagle okazuje się, że brama to wejście do jakiejś... jaskini? Jeśli jeszcze się nie domyśliłaś, o co mi chodzi - twoje opisy są zbyt ubogie.

czwartek, 15 października 2015

Od Nightmare Moon "Nie jest to czas życia przeszłością, tylko przyszłością" cz. 1 (cd. chętna wadera)

Ciemna i zimna noc. Taka jaką lubię. Stąpając po ziemi, pokrytej śniegiem, czułam przyjemny chłód pod łapami. Cały czas szukałam miejsca gdzie zostanę na dłużej, miejsca gdzie poczuje się jak w domu. Dom... Te słowo odbijało się echem w mojej głowie. Kiedyś byłam małą i szczęśliwą waderką mieszkającą wraz ze swoją rodziną złożonej z dwójki rodziców i trzech braci. Pewnego, zwyczajnego dnia, goniłam zająca, chcąc go upolować i zanieść do domu jako pierwszą zdobycz. Ścigałam go aż przekroczył granice watah. Nie zauważyłam że minęłam Drzewo Rady, gdzie umownie była granica watah. W końcu odpuściłam i gdy chciałam wrócić do domu zatrzymał mnie pewien wilk. To był Bruno - syn Alfy i znany morderca.
- Czego tu chcesz? - zasyczał basior.
Ja skuliłam się i odpowiedziałam:
- Już... sobie... pójdę... - wyszeptałam piskliwym głosikiem.
- Jeszcze zobaczymy... -zaśmiał się diabelsko. Wykorzystałam chwile nieuwagi Bruna i biegłam ile sił w łapach. Po drodze zauważyłam wilki które kierowały się w stronę jej watahy. Przy Drzewie spotkałam swoich rodziców wraz z Alfą.
- Gdzie ty byłaś?! - pytał ojciec.
- Co się stało? - spytała delikatnie matka.
- Zając... Bruno... Inni... - sapałam cichutko.
- O nie... - rzekł cicho Alfa i zawył. Po kilku minutach przybyły wszystkie wilki.
- Zabierzcie szczeniaki i ukryjcie je. - rozkazał przywódca. Ja jednak z poczuciem winy poszłam w inną stronę... By wymierzyć sobie karę. Kiedy wróciłam na pole bitwy, chcąc przeprosić rodzinę i Alfę, widziałam to co było moimi najgorszymi koszmarami... Wszędzie ciała... Krew... Echa krzyków... W końcu odnalazłam swoją rodzinę. Mama imieniem Andromeda leżała na plecach, w kałuży krwi. Łapę miała na sercu, gdzie była ogromna dziura.
Tata, który nazywał się Orion, miał wszędzie rany. Największa była na brzuchu. Najpierw zaszlochałam, później zawyłam z łzami w oczach.
Przez wiele dni w moim sercu gościła żałoba. W końcu otrząsnęłam się ze wspomnień. Nie jest to czas życia przeszłością, tylko przyszłością. Nagle cichy szelest obudził w niej czujność.
- Pokaż się! - wykrzyczała, szykując się do ataku jeśli to wróg.
Wreszcie z ukrycia wyszła...

<Ktoś?>

Uwagi: Literówki... Masz problemy z wyrazami kończącymi się polskim znakiem "ę" (karę, Alfę, stronę itd.). Popatrz, jak zapisane są myślniki przy wypowiedziach w innych op. i zacznij je stawiać z właśnie tymi odstępami. Skoro wcześniej pisałaś o "tajemniczej postaci" jako o samicy, to dlaczego ostatnie zdanie mówi o tym, że to była ona lub on? Tak trochę się pogubiłam...

wtorek, 13 października 2015

Od Yuki "Próba Mroku" cz.3 (cd. Kazuma)



Siedziałam przykuta do ściany przez kilkanaście minut. Chciałam się przeteleportować, nici. Próbowałam się zbliżyć do kluczyka. Łańcuch był zbyt krótki. Kobieta stała z uśmiechem zwycięstwa. Zdenerwowałam się i warknęłam. Jeszcze bardziej się uśmiechnęła. Poczułam się bezradna. Nagle poczułam odór pleśni. „No przecież” pomyślałam i próbowałam kopnąć w podłogę, żeby się załamała i słoiczek się przekulał i mogłabym się uwolnić, lecz nici. Jej uśmiech trochę zmalał, lecz i tak bił w oczy. Zauważyłam, że ściany, do których jestem przykuta są stare i spleśniałe. Kręciłam się i próbowałam rozwalić ścianę. Za jednym szarpnięciem prawej łapy, a raczej ręki, ściana zaskrzypiała. Za dziesiątym razem pękła. Zrobiłam tak samo z lewą ręką i byłam w połowie wolna. Wstałam i szarpałam nogami, łańcuch się oderwał i byłam wolna. Podeszłam do słoiczka otworzyłam go i zabrałam zawartość i się uwolniłam. Twarz kobiety zmieniła się na zaskoczoną. Uśmiechnęłam się ironicznie.
- I co… zdałam? - Zapytałam się
- Nie - Uśmiechnęła się - To była dopiero rozgrzewka
- Co jeszcze mam zrobić?
- Przynieś mi szmaragdowy medalion - zrobiłam wielkie oczy
- A gdzie się go znajduję? - zapytałam się
- To już twój problem - powiedziała – a, i masz 23 godziny.

Poszłam szukać tego medalionu. Po chwili chodzenia usłyszałam szelest za sobą. Odwróciłam się, żeby sprawdzić co to było… Odskoczyłam z przerażenia. To coś się na mnie patrzało. Zauważyłam na jego szyi medalion. Podszedł do mnie jak zwierzę. W wersji „człowieka” byłam bezbronna. Zaczął mnie wąchać. Nagle poczułam ból. Wgryzł mi się w nogę. Poczułam, że wlewa mi się coś w nogę. Zaczęłam się szarpać. Przewróciłam się i usłyszałam bieg. Pojawiło się więcej takich istot, lecz bez medalionu. Zaczęły mnie gryźć. Byłam bezbronna, ale walczyłam. Rzucałam się w boki. Nie pozwalałam im ugryźć szyi i twarzy. Usłyszałam dziwny ryk. Istoty rozbiegły się. Ja wstałam jak najszybciej i rzuciłam się na istotę z medalionem. Zaczęła dziwnie ryczeć i się wiercić. Pociągnęłam za łańcuszek. Istota nie miała czym oddychać. Po chwili zmarła. Zabrałam medalion i schowałam go do kieszeni. Odwróciłam się. Odskoczyłam z przerażenia. Stał nade mną czarny smok. Popatrzał na mnie ognistym wzrokiem i przeszedł obok mnie. Zaczął jeść martwe ciało istoty. Nie zwracał na mnie uwagi. Popatrzałam na jego skrzydło. Było widać na nich białe kropki podobne do gwiazd łączące się liniami. Jego ogon jakby kości, był czarny. Miał ostrza ustawione jak pióropusz na grzbiecie. Z jego głowy wystawały rogi. Popatrzałam jak je istotę. Bawił się nią. Nagle przytrzymał jego ciało i wyrwał głowę. Podniósł głowę do góry. Machną skrzydłem i prawie by mnie uderzył. Upadłam na ziemie. Jęknęłam i podniosłam plecy. Nagle smok na mnie popatrzał. Podszedł do mnie i zaczął mnie obwąchiwać. Ostatnim razem, gdy coś mnie wąchało skończyło się to ugryzieniem. Nagle wsunęło głowę pod moją rękę i „rzuciło” swoim ciałem o ziemie. Zamknęło oczy i odetchnęło. Pewnie to dziwnie wyglądało. Czarny smok z głową na kolanach nastolatki. Otworzył oczy i tak jak by chciał mi powiedzieć „Ufasz mi?”
- Tak - odpowiedziałam. Podniosłam rękę i zaczęłam go głaskać. Głaskałam go gdzieś pół godziny, aż nagle przypomniało mi się, że muszę znaleźć medalion w dwadzieścia trzy godziny. Smok się nagle zerwał i podniósł mnie za top. Podrzucił mnie i wylądowałam na jego szyi pomiędzy kolcami. Poczułam jak on wystartował. Leciał tak parę minut aż nagle zobaczyłam chatę tamtej kobiety.


<Kazuma?>


Uwagi: "Nagle poczułam pleśń." - w jakim sensie poczuła? Nie lepiej to jakoś uwzględnić? "Odkluczyć" czy "przekulać" nie są poprawnymi słowami. To pierwsze można zastąpić inaczej, niestety do drugiego nie mogłam znaleźć pasującego synonimu. Jeśli wypowiedź jest pytająca lub gdy postać krzyczy, należy podkreślić to używając właściwego znaku interpunkcyjnego. "Podeszedł"? "Ugryźnięciem"? "Jakby" piszemy razem. "Rzuciło" piszemy przez "rz". Um... Posłańcy Mroku są więksi od typowych smoków. Uznajmy więc, że ten spotkany przez Yuko był jeszcze młody. Posłańcy Mroku z prawdziwego zdarzenia są duzi jak... Hm... W każdym razie, gdyby taka Yuko położyła się na jego głowie, jeszcze miałaby sporo miejsca (czyli logiczne, że gdyby z kolei on położył łeb na jej kolanach nie dość, że by to się nie udało, a jeśli nawet, to połamałby jej kości). Jeden taki smok może mieć do dwustu metrów długości. Tymczasem ten, o którym pisałaś był wyraźnie kilkakrotnie mniejszy.

poniedziałek, 12 października 2015

Od Mizuki "Samotna wadera" cz.3 (cd. Valka)

Gdy wadera usłyszała mój głos, natychmiast rzuciła się do ucieczki, a ja w pewnym momencie straciłam ją z oczu. Powoli godziłam się z myślą, że po raz kolejny udało jej się uciec, lecz gdy tylko zrobiłam jeden krok usłyszałam strzał. Natychmiast zrozumiałam, co się stało i pobiegłam w kierunku odgłosu. W mojej głowie układały się najgorsze scenariusze, które niestety potwierdziły się. Gdy tylko dobiegłam do płotu, ujrzałam Valke leżącą we własnej krwi. Szybkim ruchem przeskoczyłam płot i podbiegłam do wadery,
- Valka! Valka! Nic ci nie jest? - krzyczałam bezmyślnie, było to niemal oczywiste, że jest. Leżała bowiem w ogromnej kałuży krwi.
Użyłam swojej mocy i częściowo zamroziłam jej krew. Po chwili ujrzałam biegnących w naszą stronę ludzi. Wzięłam Valke na grzbiet i przeskoczyłam przez płot. Już miałam zamiar uciekać do watahy, lecz stwierdziłam że to bardzo głupi pomysł, bo ściągnę ludzi do watahy. Używając resztek energii schowałam się za kamień i stworzyłam mojego "lodowego klona" by odwrócił uwagę ludzi. Poczekałam aż wszyscy pobiegli za drugą wersją mnie i powolnym truchtem pobiegłam w stronę watahy. Dobiegłam do Zielonego Lasu i poczułam, że odzyskuje przytomność. Zatrzymałam się i delikatnie położyłam ją na trawie. Wyglądała na zdezorientowaną, więc postanowiłam wytłumaczyć jej co się stało. Moje słowa nie docierały do Valki. Zaczęła się kręcić, było to dla niej bardzo niebezpieczne, bo ponownie mogła otworzyć ranę. Przygwoździłam wilczycę do ziemi i ponownie wyjaśniałam, co miało miejsce raptem pięć minut temu. Gdy wadera usłyszała, że zamroziłam jej krew, niemal natychmiast straciła przytomność. Po chwili podbiegł do nas wezwany chwilę wcześniej prze zemnie zespół medyczny. Natychmiast zabrał ją do wilczego szpitala. Poczułam silne wyrzuty sumienia, gdyż była to moja wina. Pobiegłam do wilczego szpitala. Jednak mimo moich próśb zostałam wyproszona z jaskini. Moja osoba ponoć "przeszkadza im w pracy". Nie chcąc robić scen, wróciłam do swojej jaskini. Z samego rana poszłam w odwiedziny do Valki, jednak już przy samym wejściu zastałam poinformowana, że nie jest to najlepszy wybór, ze względu na charakter wilczycy.
- Muszę z nią porozmawiać, choćby nie wiem co! - powiedziałam, podnosząc ton.
- Jej stan jest naprawdę zły, może przyjdź później.
- Proszę tylko o dziesięć minut.
Wilk popatrzył do wnętrza jaskini i odrzekł:
- Niech będzie, ale jeśli pacjentka sobie tego zażyczy, natychmiast stąd wyjdziesz.
- Dobrze.
Bezgłośnym krokiem weszłam do jaskini. Valka leżała na jednej z półek skalnych ciężko oddychając. Jej bok był w całości zabandażowany i wysmarowany jakąś mazią.
Gdy podeszłam bliżej wadera otworzyła oczy i chyba chciała coś oznajmić, jednak powiedziałam pierwsza:
- Valka... Przepraszam.

<Valka? Wybacz że takie krótkie i nudne, ale nie mam weny> 

Uwagi: Popracuj nad przecinkami. Wypowiedzi i narracja jak normalne zdania wymagają na końcu kropki.