Głowa mnie bolała tak, jakbym obudziła się po niezłych batetach. No cóż,
tego, co się działo, nie można było nazwać "baletami", bo byłoby to
kłamstwo z mojej strony. Dźwignęłam się powoli na łapy i zamglonym
wzrokiem spojrzałam na walczące wilki. W jednym z nich rozpoznałam
Debiru, ale ten drugi... Kim on jest? Zajrzałam w jego myśli...
Wściekłość, żal... pojawiające się moje imię...
W tej chwili mój umysł przeszył jakby strzał. Oświeciło mnie, że tym
drugim wilkiem jest Eter... On... walczy z wilkiem Śmierci? Kręciło mi
się w głowie. Nie mogę tak stać bezczynnie i patrzeć na krew mego...
przyjaciela...? Nie... to coś więcej.
- Dziecię zesłane do Otchłani, przybądź tu, gotowe na moje rozkazy.
Zaklęcie nie zadziałało. Co on mi zrobił?
- Córeczko... słyszysz mnie...? Lithium... - ten głos rozpoznałabym wszędzie... mama...?
- Mamo...? Gdzie jesteś!? - zapytałam półgłosem.
- Przypomnij sobie moją opowieść... O Rei...
Wszystko zaczęłam powoli rozumieć. Ta opowieść miała być o mnie! Wszystko uzyskało sens, a wtedy ruszyłam do ataku...
- Zabiję cię tak, jak zabiłeś moją matkę!
Wilk był zdezorientowany, gdy wbiłam kły w jego kark. Krew była tak samo
czarna, jak jego sierść, jak jego serce. To jest pewne, że ja i Eter
sami sobie nie damy rady.
- Eter, powstrzymam go przez chwilę! Biegnij po innych! Raz! - wykrzyczałam.
<Eter? Zrób to o co Cię dama prosi XD>
Uwagi: brak
Zacieśnianie więzi
Link do osób, które zostały wylosowane znajduje się tutaj. :)
środa, 3 czerwca 2015
piątek, 29 maja 2015
2-lecie watahy
Tak, nieco spóźniona informacja. 29 maja 2015 roku WMW skończyło 2 lata. Przez ten czas przez nasz skromny próg przeszło ok. 200 wilków... Dużo? Powiedzmy. Zależy jak dla kogo.
A więc festyn czas rozpocząć! odwołać.
Prosiłam o 30 opowiadań z maja, a pojawiło się zaledwie 11. Bardzo mi przykro, ale na festyn poczekacie sobie jeszcze rok. Nie miejcie do mnie pretensji, gdyż to nie moja wina... Nie spełniliście mojej prośby, więc możecie mieć pretensje tylko i wyłącznie do siebie. Z ciekawostek powiem, że rok temu też miał się odbyć festyn, ale ostatecznie został odwołany, gdyż tylko 3 osoby na bodajże 60 pisało op. na ten temat. Reszta nawet się tym nie zainteresowała, stąd też się wzięły moje obawy odnośnie tego roku, które mogli zaobserwować już wcześniej co niektórzy członkowie watahy.
Zaczęłam rysować specjalnego arta z tej właśnie okazji na WMW, lecz z nawały pracy (i ciągłych wyjazdów) pojawi się on nieco później, a mianowicie dopiero za kilka dni. Cierpliwie oczekujcie na niego. Będzie w tym poście.
<miejsce na obrazek>
środa, 27 maja 2015
Od Nari "Spotkanie" cz.1 (cd. Astrid)
Siedziałam sama w jaskini. Mówiąc sama mam na myśli, że Kai gdzieś
wyszedł i męczyła mnie samotność. Po kilku minutach miałam dość tego
bezczynnego siedzenia i wyszłam z jaskini. Szłam sobie po terenach
watahy. Było dość zimno, ale to mi nie przeszkadzało. Uwielbiałam
jesień, tak jak każdą porę roku. Pod łapami miałam dywan z kolorowych
liści. Były żółte, pomarańczowe i czerwone. Siedziałam wokół ich, a gdy
zobaczyłam całą stertę liści to nie mogłam się oprzeć i wskoczyłam w
nie. Uśmiechnęłam się sama do siebie, przypomniało mi się to jak byłam
małym szczeniakiem. Rozglądałam się powoli, aby być pewna, że nikt mnie
nie zauważył. Jak już się upewniłam, że nikogo nie ma, zaczęłam
rozrzucać liście i tańczyć wokół nich. Kiedy już straciłam siły i byłam
zmęczona, wyjęłam z włosów moje kolorowe dodatki, które nieco nie pasowały. Zostawiłam tylko jeden, którego barwa bardzo mi się podobała.
Zamiast kwiatu we włosach mam mały liść. Nie wiedziałam co później
robić, a nie chciałam się nudzić. Cierpliwie czekałam aż ktoś przyjdzie.
Zauważyłam waderę o ładnej białej sierści. Jeśli się nie mylę była to
Astrid. Przez chwilę patrzyłam na nią. Może bym ją lepiej poznała? Może
byśmy się zaprzyjaźniły? Ruszyłam w jej stronę. Naprawdę byłam ucieszona
jej widokiem.
- Witaj Astrid - przywitałam się trochę niepewnie.
- Cześć - odparła.
Spojrzałam na niebo. Było bardzo pochmurno. Nie było widać wcale słońca.
- Dzisiaj jest bardzo pochmurnie - powiedziałam sama do siebie.
As uśmiechnęła się i też spojrzała na niebo. Pomyślałam chwilę o czym z nią porozmawiać. Po kilku sekundach odezwałam się:
- Cieszę się, że cię tutaj spotkałam.
- Czemu? - zapytała.
- Nie lubię być sama.
- To tak jak ja - powiedziała.
<Astrid? Sorki, że takie nudne. Nie wiedziałam co napisać xd>
Uwagi: brak
- Witaj Astrid - przywitałam się trochę niepewnie.
- Cześć - odparła.
Spojrzałam na niebo. Było bardzo pochmurno. Nie było widać wcale słońca.
- Dzisiaj jest bardzo pochmurnie - powiedziałam sama do siebie.
As uśmiechnęła się i też spojrzała na niebo. Pomyślałam chwilę o czym z nią porozmawiać. Po kilku sekundach odezwałam się:
- Cieszę się, że cię tutaj spotkałam.
- Czemu? - zapytała.
- Nie lubię być sama.
- To tak jak ja - powiedziała.
<Astrid? Sorki, że takie nudne. Nie wiedziałam co napisać xd>
Uwagi: brak
Od Astrid "Szkoła..." cz. 6
Piątek to dzień praktyk, tak długo przeze mnie wyczekiwany. W mieście
było jedno przedszkole współpracujące z naszą uczelnią, w którym było 5
grup. 6 osób idzie natomiast do podstawówki. Mi trafiła się druga
klasa, Seth'owi trzecia, niestety w tej samej szkole. Olivia - pierwsza w
drugiej podstawówce. Sandy i Shelby przejęły przedszkole.
Uradowana ruszyłam ku podstawówce. Seth - Bogu dzięki! - szedł jakieś 15 metrów za mną. Po krótkiej wędrowce weszłam do szkoły prosto z dzwonkiem. Byłam pod podziwem dzieci, które nic sobie z niego nie robiły, pobiegły tylko do klas. Ja sama już się przyzwyczaiłam do tego dźwięku.
Powoli weszłam do pokoju nauczycielskiego. Niektórzy zmierzyli mnie wzrokiem, jednak niziutka staruszka uśmiechnęła się na mój widok - jako jedyna to zrobiła.
- Dzień dobry... - powiedziałam niepewnie.
- Cześć Astrid. - powiedziała staruszka - Jestem Matylda Pyłek, miło mi cię poznać. Idziesz do mnie na praktyki.
Kiwnęłam głową i skierowałam się do drzwi, by wyjść i ruszyć za nią do klasy.
Przywitał mnie widok jakiejś 30 dzieciaków. No to się wrobiłam...
<C.D.N>
Uwagi: literówki i brak polskich znaków
Uradowana ruszyłam ku podstawówce. Seth - Bogu dzięki! - szedł jakieś 15 metrów za mną. Po krótkiej wędrowce weszłam do szkoły prosto z dzwonkiem. Byłam pod podziwem dzieci, które nic sobie z niego nie robiły, pobiegły tylko do klas. Ja sama już się przyzwyczaiłam do tego dźwięku.
Powoli weszłam do pokoju nauczycielskiego. Niektórzy zmierzyli mnie wzrokiem, jednak niziutka staruszka uśmiechnęła się na mój widok - jako jedyna to zrobiła.
- Dzień dobry... - powiedziałam niepewnie.
- Cześć Astrid. - powiedziała staruszka - Jestem Matylda Pyłek, miło mi cię poznać. Idziesz do mnie na praktyki.
Kiwnęłam głową i skierowałam się do drzwi, by wyjść i ruszyć za nią do klasy.
Przywitał mnie widok jakiejś 30 dzieciaków. No to się wrobiłam...
<C.D.N>
Uwagi: literówki i brak polskich znaków
Subskrybuj:
Posty (Atom)