Zacieśnianie więzi

W ramach lepszego zapoznania się ze sobą realizujemy comiesięczny projekt losowania osób, do których można napisać op. i dostać dzięki temu +3 pkt. do każdej z umiejętności (+1 pkt. do mocy).
Link do osób, które zostały wylosowane znajduje się tutaj. :)

wtorek, 7 kwietnia 2015

Od Assassina "Błędne myśli"

Zgubiłem się w lesie, było już ciemno. Zobaczyłem cień. Przestraszyłem się. Serce krzyczało:
- Idź tam! Nic ci nie będzie! To cień, dobra! 
A mózg ostrzegał:
- Nie idź! To niebezpieczne! Nie ufaj mu! 
 I znowu, największy dylemat, który każdy często rozmyśla: "Słuchać Serca czy Mózgu? - Oto jest pytanie." Nie wiedząc co zrobić skuliłem się i czekałem, czekałem ale nic się nie działo. Byłem w tym samym miejscu, ale było cicho, tak cicho że słyszałem swój oddech, bicie serca, myśli. Bezszelestnie szedłem przed siebie. Usłyszałem ciche, ale to bardzo ciche
- Idź dalej. Do wodospadu. - Więc poszedłem za głosem. Stanąłem nad czarnym wodospadem. Było jednocześnie miło i strasznie. Wyszedł jakiś cień. Postanowiłem cofnąć się, ale szedł do mnie, ja się cofałem. Stałem na skraju, już miałem spaść do czarnej wody, ale ktoś mnie złapał za łapę, miałem zamknięte oczy bojąc się otworzyć. Ten kto mnie złapał ostawił mnie na ziemię i powiedział spokojnym głosem:
- Spokojnie, nic ci przy mnie nie będzie.
- Naprawdę?
On Potwierdził i się spytał:
- Może mały, chcesz dołączyć do Watahy Magicznych Wilków?
- No pewnie! A tak w ogóle czemu ty tu jesteś? Na tym ciemnym, mrocznym i opuszczonym wodospadem?
- Eh... Nie zrozumiesz tego jeszcze. -
- A tak ogólnie mam na imię Assassin. A ty?
On na to:
- Ja Eter. Chodź, zaprowadzę cię.
I Poszliśmy.

Uwagi: TYTUŁUJ OP. JAK NALEŻY! 
Każda wypowiedź ma się zaczynać od nowej linii. 
"Wataha Magicznych Wilków" piszemy z wielkich liter, bo to nazwa. 
"Chodź", a "choć" to co innego! "Chodź do mnie, do domu, mam ładną kolekcję porcelany", a "wyszedłem na dwór, choć padało". Widzisz różnicę? ;_;

piątek, 3 kwietnia 2015

Od Jasper'a "Młoda Alfa" cz.1

Poszedłem na spacer w okolicę Watahy Magicznych Wilków. Miałem nadzieje, że zobaczę tą piękną istotę - Kiiyuko. Długo już jej nie widziałem, co tu wiele mówić stęskniłem się za jej zapachem, głosem, tym jak się porusza, za nią całą.
- E ty tam! Co robisz takie maślane oczka?! - wykrzyknął do mojego ucha jeden z wojowników, Ralph.
- Ja maślane oczka! No wiesz...?! - zawołałem (rozmarzonym, wciąż myślałem o Kiiyuko) szeptem.
Basior jednak nie odpowiedział tylko szturchnął mnie w bok i uciekł. Chwilę potem dobiegł mnie jego głos krzyczący:
- Ej słuchajcie! Jasper się zakochał! A w kim? W Asai!
- Ja i Asai?! Ralph ty stary idioto, za jakiego idiotę ty mnie masz?! - pomyślałem. Gdy wypowiadałem imię wadery moim ciałem wstrząsnął dreszcz.
- Ralph! - zawołałem wilka.
- Co kochasiu...? - zapytał trzepocząc oczami.
- Czekaj na swoją śmierć! - krzyknąłem rzucając się na niego.
Po długiej i zaciętej walce pode mną leżało martwe ciało basiora.
- Powiemy wszystko Asai, powiemy wszystko Asai. - zaśpiewała grupa dzieci biegnąc do jaskini wadery.
Nie zamierzam czekać na NIĄ. - pomyślałem uciekając na teren WMW.
Biegłem jak szalony, szukając jednocześnie Kii.
Po dłuższej bieganinie znalazłem ją. Rozmawiała z jakimś basiorem. Zazdrość ukłuła mnie w serce. O czym oni gadali? Nasłuchiwałem zaciekawiony.
- ...stwierdziła ciąże... - usłyszałem jedynie, słowa te powiedział owy basior.
"Ciążą?! Ona będzie mieć dziecko?!" wykrzyczałem w duchu. Nie ujawniałem się jednak, zamiast tego przysłuchiwałem się ich rozmowie.

*** Po paru dniach spędzonych na przyglądaniu się ciężarnej Kiiyuko. ***
- To już chyba ten dzień. Ona urodzi dzisiaj. - pomyślałem pewny siebie.
Dziecko chyba było w zgodzie ze mną, bo zaczęło się zaraz po moim wewnętrznym monologu.
- Rafi to teraz! - wykrzyczała moja sympatia.
- O zaczyna się... - westchnąłem bardzo cicho.

*** Po jakimś czasie... ***

- I po sprawie. - powiedziałem przyglądając się małemu szczeniakowi. - Czas wkroczyć do akcji.
Wyskoczyłem z krzaków, w których się wcześniej ukrywałem.
- No mała! Jakaś ty biedna! Dopiero się urodziłaś, a już masz arcywroga... - westchnąłem teatralnie - Mnie!
I wtedy uciekłem z terenów WMW. Znowu wkraczałem do ponurego świata Watahy Asai. Pobiegłem prosto do jaskini wadery panującej w tej krainie.
- Asai, Asai! Kiiyuko urodził się szczeniak! - zawołałem.
Wtedy nic mnie już nie obchodziło. Ważne jest, by ten szczeniak zdechł, tak samo jak jej ojciec, bo inaczej gdzie będę ja? Roześmiałem się szyderczo i począłem słuchać Asai. Tylko ona może mi pomóc...

Uwagi: brak

Powrót

Przepraszam, że moja nieobecność się opóźniła, ale miałam karę na komputer. Kochani rodzice... ;_;
Wybaczycie? Aha, jeszcze jedno... jeśli więcej niż 10 wilków nie napisze op. w przyszłym tygodniu będę zmuszona zrobić ponownie odświeżenie WMW. Skąd ten pomysł? Stąd, że wiem, że jeśli długo nie ma Admina część przestaje się w ogóle interesować watahą.

piątek, 27 marca 2015

Od Kiiyuko "Szczerze to niezbyt się cieszę..." cz. 1

Znowu siedziałam nad nagrobkiem Michaelka, pomimo tego, że obiecywałam sobie już tego nie robić. Znaczy się nie w ten sposób. Wpatruję się w koślawy napis wyryty na kamiennej płycie już od dobrych kilku godzin. Może i mnie szukają, ale ja i tak chcę spędzić trochę czasu z synem. Co z tego, że mamy wiosnę, a na cmentarzu jest zimno? Jakoś tego nie czułam. Nie teraz. Najwyżej korzenie mnie owiną tak już na wieki, a me ciało porośnie trawą i mchem. Ponownie przed oczami błysnął mi moment, kiedy okazało się, że jest martwy, a następnie jego pogrzeb...
Łeb mój spoczął na łapach, które były teraz umoczone od słonych łez. Dlaczego tak właśnie musi być? Powie mi to ktoś? Już nie miałam nawet siły się ruszyć. Pod moimi oczami pojawiły się od dnia, kiedy on zmarł sine worki, a same białka pewnie wyglądały jak u królika. Często płakałam. Sora wczoraj dowiedziała się o swojej ciąży, a ja co? Ja oczywiście zostanę bezdzietna. Kolejna potężna porcja łez pocisnęła mi się do oczu. Zaniosłam się głośnym szlochem. Dlaczego inni są tak szczęśliwi? Dlaczego ja nie mogę się również radować? No dlaczego?... - myślałam i z tą myślą zamknęłam ślepia.
***
Obudziłam się cała zdrętwiała. Nie miałam pojęcia co się stało. Zamrugałam powiekami, zastanawiając się gdzie jestem i co tu robię. Oszołomienie jednak minęło dość szybko.
- Rafael? - szepnęłam lekko zdezorientowana widząc partnera.
- Uhum... Zasłabłaś.
- Naprawdę? - zachrypiałam. Odchrząknęłam i szybko zerwałam się na łapy. Poczułam lekki skurcz. Pewnie to nic poważnego.
- Lepiej leż...
- Dlaczego?
- Bo inaczej poronisz. Nie można cię na to narażać po pierwszej ciąży. Według teorii Yusuf'a straciłaś naszego Michaela przez zbyt dużą aktywność fizyczną i przemęczenie. Musisz wypoczywać. - wyjaśnił. Co on znowu wygaduje?
- Zaraz... Co? Jak to "poronię"? Przecież nie jestem w ciąży. - zmarszczyłam brwi. Już nic nie rozumiałam.
- Ice przyszła, gdy ją wezwałem. Od razu stwierdziła ciążę, przy badaniu powodu twojej utraty przytomności. - uśmiechnął się blado. Zatkało mnie. Byłam szczerze w głębokim szoku. Posłusznie ułożyłam się ponownie i leżałam tak wpatrując się w Rafaela.
- Czyli, że... znowu mamy szansę na potomstwo? - zapytałam po kilku minutach milczenia.
- Owszem.
- Szczerze to niezbyt się cieszę... - mruknęłam. Rafael również był pełen powagi.
- Dlaczego?
- Przez cały czas mam wrażenie, że ponownie poronię i nici będą ze szczeniaka. Że znowu nie ujrzy światła dziennego. Że nie zobaczy matki ani ojca. Że... - nie dokończyłam, bo Rafael mi przerwał słowami:
- Nawet tak nie myśl. To źle wróży. Trzeba mieć nadzieję, że wszystko pójdzie dobrze.
- Jasne... - mruknęłam. Wciąż jednak nie zmieniałam zdania, ale nie wrażałam tego głośno. Może jednak Rafi miał rację? Może nie powinnam się przejmować? Tak właściwie, to co ma być, to będzie...

<C.D.N.>