Zacieśnianie więzi

W ramach lepszego zapoznania się ze sobą realizujemy comiesięczny projekt losowania osób, do których można napisać op. i dostać dzięki temu +3 pkt. do każdej z umiejętności (+1 pkt. do mocy).
Link do osób, które zostały wylosowane znajduje się tutaj. :)

środa, 6 marca 2019

Od Joela "Pomyłka" cz. 5

Sierpień 2022 r.
Yuki ostrożnie weszła do środka. Mieszkanie było pogrążone w ciemności. Dla ludzkich oczu rysowały się tylko kształty mebli i walających się gdzieniegdzie rupieci. Nie było duże. Ot, przeciętne mieszkanko w kamienicy, które prawdopodobnie niegdyś stanowiło tylko fragment jednego piętra dość okazałego budynku będącego własnością zaledwie jednej rodziny. Poziom na którym mieszkałem zostało niegdyś podzielone na dwie kwatery...
Yuki zatrzymała się kilka kroków od wejścia. Patrzyła na lustro wywieszone centralnie przed nią. Patrzyła na samą siebie, może i również kątem oka obserwowała lustrzanego mnie, który w tym czasie za jej plecami zamykał drzwi. Usłyszałem jak wiatr znowu postanowił szaleć na zewnątrz. Objawiło się to znajomym szumem otaczającym mury kamienicy. Dopiero wtedy Yuki się obejrzała, tym razem skupiając swój wzrok na komodzie, na której miałem postawioną porcelanową żabę i jakieś bliżej nieokreślone zgniecione kartki. Może w szale tworzenia je tam kiedyś zostawiłem...?
- To wszystko jest twoje? - zapytała nagle.
- Hm, tak. Z nikim nie dzielę tego mieszkania - odpowiedziałem, pospiesznie kierując się do swojej sypialni. Stojąc w progu zorientowałem się, że nawet nie było aż tak źle. Później powędrowałem do kuchni. Tam wyglądało to nieco gorzej. Zostawiłem kilka kubków i zaschnięty garnek. Syknąłem pod nosem. Dlaczego zawsze jestem tak roztargniony, że zapominam o tak istotnych rzeczach?
- Co robisz? - zapytała kobieta, która najwyraźniej musiała stanąć tuż za mną. Trochę się wystraszyłem, choć z drugiej strony przecież to Yuki. Ona lubiła się skradać i straszyć...
- Ach, nic. Przepraszam za bałagan - mruknąłem, zerkając na nią zawstydzony. Wychyliła się do kuchni i ze spokojem przesunęła wzrokiem po pomieszczeniu.
- Nie jest źle - skomentowała.
- Mhm, powiedzmy - odpowiedziałem, a później wróciłem do swojej sypialni. Zacząłem przeczesywać szuflady jednej z szaf. Tam zawsze chowałem swoje piosenki... Problem w tym, że tego również nigdy nie segregowałem. Wziąłem kilka teczek, zapaliłem światło w pokoju i zacząłem je gorączkowo przeszukiwać. Yuki już zaraz potem się pojawiła i obserwowała mnie z ramionami skrzyżowanymi na piersi.
- Pomóc...?
- Nie. Możesz usiąść. Poradzę sobie - mówiąc to, wskazałem na swoje łóżko. Wzruszyła ramionami i zrobiła to, o co prosiłem.
- Miękkie. Co to jest? - zapytała.
- Łóżko - odparłem, obracając do niej głowę. Lekko podskakiwała, badając miękkość materaca. Zaraz potem się położyła.
- Śpi się na tym?
- Zgadłaś - odrzekłem, wracając do poszukiwań wcześniej wspomnianego utworu - Tylko mi tam nie zaśnij!
- Nie mogę?
- Nie. Nie myłaś się. I... chcesz zostać na noc? - dopytałem ostrożnie. Jakoś tak duża ufność nie pasowała mi do niej. Zdecydowanie w formie ludzkiej zachowywała się jak kompletnie inna osoba... Może coś było w tym kompocie?
- Po co się myć? - zapytała smętnie.
- Żeby być czystym. Ludzie myją się codziennie. Mam łazienkę, wiesz? I prysznic. Wiesz czym jest prysznic?
- Czym?
- Pokażę ci jak skończymy, okej? - Uśmiechnąłem się pod nosem. Jej zagubienie było całkiem... urocze. Chyba by się na mnie obraziła gdybym powiedział to na głos.
- Okej - mruknęła już nieco zaspanym głosem.
- Tylko nie śpij!
- Nie śpię - znowu zamruczała, tym razem turlając się na bok. Zacmokałem z dezaprobatą, dokładnie studiując kolejną kartę papieru. Jakiś pokreślony... Aha, to mój rachunek za prąd sprzed roku. Zrobiłem na nim jakieś notatki. Chyba listę zakupów. Odłożyłem go na inną stertę o nazwie "nie mam pojęcia po co to trzymam, pora to wyrzucić". Wtedy w końcu trafiłem na tekst piosenki, którą napisałem po moim pierwszym spotkaniu z Yuki. Wstałem z triumfalnym uśmiechem i zgarnąłem ze stojaka gitarę. Zrobiłem to tak gwałtownie, że dziewczyna raptownie podniosła się do siadu. Najwyraźniej myślała, że coś się stało. Wyglądała na zaaferowaną.
- Spokojnie. To tylko gitara - oznajmiłem, a następnie pomachałem nieco pomiętą kartką papieru - Znalazłem tekst.
Odchrząknęła, przez moment spojrzała w bok, a później znowu na mnie. Zestresowała się? Zirytowałem ją? A może się zawstydziła? Trudno mi było na to odpowiedzieć.
- To dobrze - odpowiedziała cicho - Możesz grać.
Usiadłem na łóżku nieopodal niej i zabrałem się za strojenie instrumentu, co w ciszy obserwowała. Pomrukiwałem sobie pod nosem poszczególne dźwięki. Nigdy nie zapomnę ich właściwego brzmienia. Nie potrzebowałem żadnego innego punktu odniesienia. Na coś jednak przydały mi się te studia muzyczne.
Dopiero gdy upewniłem się, że wszystko jest w porządku, po raz kolejny musnąłem palcami wszystkie struny i zacząłem grać wedle zanotowanych już wcześniej chwytów. Nie musiałem nawet patrzeć na notatki. Ta melodia wyjątkowo bardzo zapadła mi w pamięć. Może zabrzmi to snobistycznie, ale była ładna. Niedługo potem zacząłem też śpiewać. Lubiłem bawić się barwą głosu i emocjami, więc tak stało się i tym razem. Występowanie przed kimś nigdy mnie nie przerażało. Czułem się w pełni rozluźniony... Może i nawet bardziej, niż gdy jestem sam i gram dla siebie. Łatwiej mi było się wczuć. Brzmiało inaczej niż do tej pory. Rzekłbym, że nawet lepiej, co było dość zaskakujące jak na tak długą przerwę...
Nie wiem jaką minę miała Yuki, gdy grałem i śpiewałem. Przez znaczną część utworu miałem zamknięte oczy. Dzięki temu mogłem całkowicie zająć myśli tym, jak brzmię, jak brzmi moja muzyka... Dopiero gdy zabrzmiały ostatnie dźwięki gitary otworzyłem oczy. Yuki patrzyła z lekkim rumieńcem na twarzy. Przez ten jeden upiorny moment miałem wrażenie, że mnie spoliczkuje, bo z jakiegoś powodu poczuła się urażona. Trochę bałem się odezwać. Ona również milczała.
- Więc... - zapytałem po dłuższej chwili - Jak ci się podoba...?
- Ujdzie. Gdzie jest ta łazienka?
Westchnąłem cicho i odłożyłem na łóżko gitary. Czego ja się właściwie spodziewałem? Kwiecistej mowy na temat cudowności mojego tworu? Yuki nie była od chwalenia. Mogłem się spodziewać, że... chwila, nie skarciła mnie? Znieruchomiałem.
- Nie powiedziałaś, że jest paskudne - skomentowałem, jakby oczekując, żeby się miała zacząć tłumaczyć.
- Gdzie jest łazienka? - dopytała z uporem.
- Ale przyznaj, podobało ci się - powiedziałem, uśmiechając się złośliwie.
- Naprawdę chcesz wymusić ode mnie słowa, że bym to raczej uznała za skrzeczenie duszonej wrony niż śpiew, a grę za jakieś...? Sama nie wiem. Gnój.
Uniosłem brew.
- Gnój? Skończyły ci się riposty?
- Zamknij się i po prostu pokaż mi prysznic. Chcę zobaczyć ten dziwaczny ludzki wynalazek - mruknęła poirytowana i wstała z łóżka. Wywróciłem oczami odrobinę rozbawiony i zaprowadziłem ją do naprawdę małej skromnej łazienki. Tam przynajmniej było czysto. Wskazałem na kabinę w rogu.
- To jest prysznic. To obok to sedes, a w drugim rogu umywalka.
Zmrużyła oczy w konsternacji, dokładnie analizując wzrokiem każdy z poszczególnych obiektów.
- We wszystkim można się myć?
- Nie, nie... Sedes służy do załatwiania się. Możesz spłukać wodę tym przyciskiem - Wskazałem jej spłuczkę i pokazałem jak musi nadusić, aby się udało. Później przeniosłem się do prysznica. Otworzyłem drzwi kabiny, nachyliłem się do środka i zdjąłem wąż z uchwytu. Spróbowałem puścić wodę, ale niestety zawory były zakręcone. Kazałem jej chwilkę poczekać, a gdy wróciłem w końcu się udało. Pokazałem jej orientacyjnie w czym rzecz i co musi zrobić, żeby zakręcić lub odkręcić. Pokazałem jej też żel do mycia ciała, dałem szczoteczkę do zębów, objaśniłem mniej więcej jak się nią posługiwać...
- Nie możemy się po prostu umyć razem? - zapytała marszcząc nos, gdy wróciłem z czystym ręcznikiem dla niej i kolejną, tym razem zupełnie czystą, koszulką oraz spodenkami, które miały jej robić za piżamę. Momentalnie poczułem jak się robię czerwony.
- Pamiętasz naszą rozmowę o tym, że ludzie wstydzą się swojej nagości?
- Ach, tak - stwierdziła nieco zrezygnowana. Znowu spojrzała na prysznic. Nie wyglądała na przekonaną, mimo że jej wiele razy powtarzałem, że to przyjemniejsze niż kąpiel w gorących źródłach Watahy Magicznych Wilków.
- Poradzisz sobie?
- Mhm... - mruknęła, biorąc ode mnie ręcznik - Możesz wyjść.
- Mogę wyjść - powtórzyłem, a następnie wycofałem się z łazienki. Zamknąłem za nią drzwi, po czym wróciłem do sypialni. To wszystko było szalone. Yuki? W moim domu? W dodatku nie aż taka wredna jak na co dzień? Pytała nawet o wspólny prysznic. Objąłem się rękami na tę myśl, wciąż stojąc nad łóżkiem i patrząc dość pustym wzrokiem przed siebie. Dziwne uczucie. Chyba mimowolnie sobie wyobraziłem tę scenę...
Nie chcąc się zastanawiać nad tym dłużej w końcu dorwałem się do jakiejś kartki papieru i do gitary. Znowu wróciła do mojej głowy melodia, którą przyrzekłem sobie zanotować dla potomnych. Pisanie zawsze pomagało mi uporządkować myśli i sprawić, że tekst piosenki brzmiał nieco lepiej, niż jak by to mogło wypaść podczas improwizacji. Rymowanie okno-zalotno nigdy nie było dobrym pomysłem. O ile w ogóle istnieje słowo "zalotno"...

<C.D.N.>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz