Zacieśnianie więzi

W ramach lepszego zapoznania się ze sobą realizujemy comiesięczny projekt losowania osób, do których można napisać op. i dostać dzięki temu +3 pkt. do każdej z umiejętności (+1 pkt. do mocy).
Link do osób, które zostały wylosowane znajduje się tutaj. :)

niedziela, 26 sierpnia 2018

Od Asgrima "Echa przeszłości" cz. 1

(Tori w op. nie wymawia "sz", ani "cz". Jeśli uda jej się to wypowiedzieć, będzie to błąd :D)

Wrzesień 2018r.
Wilczyca odsunęła się w sposób bardzo stanowczy.
- Wystarczy – zarządziła.
Pisnąłem zdezorientowany. Vif zawsze kończyła karmienie o wiele zbyt wcześnie. Według niej i innych karmicielek czas ten był odpowiedni względem mojej płci i wieku, ale jak na mój gust wszyscy dostawaliśmy zdecydowanie zbyt mało mleka. Zamiast tego kazali nam jeść zwykłe mięso, a ono nie było aż tak smaczne. Chociaż jakbym miał się zastanowić, to gryzienie go za każdym razem było przyjemniejsze...
Słysząc mój pisk, samica zmrużyła oczy.
- Nie piszcz tak. Jesteś już dużym wilkiem – powiedziała, odwracając się. Już miała odejść, gdy coś się jej przypomniało – Kiedy będziesz iść na zajęcia, zajdź do drugiej jaskini szczeniaków. Torance rozpocznie dziś naukę, a ty jej pomożesz.
- To... To-ręce? - powtórzyłem po niej, marszcząc brwi – Dziwne imię.
- Torance – poprawiła mnie samica, a ja kiwnąłem szybko łbem i powtórzyłem po niej. Gdy udało mi się wypowiedzieć imię nieznanej mi samicy, byłem z siebie bardzo dumny – Dobrze. Będziesz pamiętać?
- Aha.
Vif wyglądała jakby chciała coś jeszcze powiedzieć, ale zamiast tego pokręciło krótko łbem i poszła w swoją stronę. Obstawiałem, że miała zamiar odprawić jakieś obrzędy, o których ostatnio zaczęliśmy się uczyć. Jak każdy dorosły była kapłanką – dość niską stanowiskiem, ale jednak była tutaj, więc musiała być dość potężna.
Choć nie skończyłem jeszcze roku, to zdążyłem zauważyć, że wszyscy tutaj byli uzdolnieni magicznie. Starsze szczeniaki mówiły, że słabych wywalano, ale nikt im nie wierzył. Za bardzo lubili nas straszyć, żebyśmy mieli im uwierzyć w takiej sprawie.
Rozejrzałem się po jaskini. Była ona wypełniona różnymi, zapewne nudnymi książkami i walającymi się wszędzie kartkami. Pod jedną ze ścian dostrzegłem torbę, należącą do Skjalf. Widocznie dzisiaj nie miała żadnych zajęć z pisania, czytania i innych tego typu mało interesujących rzeczy.
Uśmiechnąłem się na wspomnienie wysokiej wilczycy o jasnej, wpadającej lekko w błękit sierści i złotych oczach. Skjalf była najstarsza z naszej jaskini, bo już pełnoletnia. Uczyła się jak zostać pełnoprawną kapłanką oraz dorosłą, jednak nie uzyskała jeszcze tytułu kapłanki. Najpierw musiała nauczyć zmieniać się w człowieka, tę dziwną, dwunożną istotę.
Nie wiedziałem, czy chodziło o młody wiek, czy coś całkiem innego, ale samica nie była jak reszta dorosłych. Dało się z nią porozmawiać, pożartować, wszystko. Owszem, kiedy mówiła do mnie i do reszty młodszych od niej szczeniaków, jej głos był zmęczony, ale brakowało w nim tego poczucia wyższości. Była zwykłą wilczycą o ładnej sierści i jeszcze ładniejszych oczach. W sumie cała była ładna...
- H... Hej – moje rozmyślania przerwało czyjeś dyszenie. Podniosłem trochę zamroczony wzrok na szczeniaka, który przed chwilą wpadł do jaskini.
- Cześć, Ióan – powiedziałem, gdy rozpoznałem chudą sylwetkę prawie dorosłego wilka – Co się stało?
Basior wykonał jakiś dziwny gest ogonem i rozejrzał się nerwowo.
- Widziałeś gdzieś...?
- Co?
Ióan nie odpowiedział, tylko pochwycił jedną z ksiąg porozrzucanych po jaskini i wziął ją do pyska.
- Dzięki. Zielony się wkurzy, jeśli nie przyniosę mu tego... - wyjaśniał przez zaciśnięte zęby. W pewnej chwili znieruchomiał i dodał nerwowym tonem – teraz. Muszę iść. Cześć!
Samiec należał do najszybszych ze szczeniaków, więc w jednym momencie stał, a w następnym został po nim jedynie opadający pył. Też chciałem być tak szybki...
Wychyliłem nos z jaskini i zerknąłem na słońce. O ile nie pomyliłem się w szybkich obliczeniach, powinienem już wychodzić, jeśli miałem zajść po tą nową... Jak ona miała? Torance, tak? Rany, jakie to było dziwaczne imię. Tak bardzo nie pasowało do imion szczeniaków urodzonych w Zakonie, że chyba nikogo nie zdziwi, że wyobrażałem sobie jej posiadaczkę o wyglądzie podobnie nienormalnym.
Ciekawe, czy ma na przykład kilka łap. A może nie ma ogona? - myślałem, wychodząc z groty.
Przez całą drogę wyobrażałem sobie najdziwniejsze kombinacje różnych stworzeń i wilków. Kilka razy roześmiałem się, a mijający mnie uczniowie i kapłani, patrzyli to z zainteresowaniem, irytacją lub obojętnością. Tak, pod tym względem był to całkiem normalny dzień.
W końcu wlazłem do jaskini niemal identycznej do tej, w której zamieszkiwałem. Znaczy, miały inny kształt, ale bałagan panujący w niej był taki sam, jak w naszej.
O tej porze w grocie było jedynie kilka młodszych ode mnie szczeniaków – takich, co jeszcze były zbyt młode, by rozpocząć naukę. Na ten widok poczułem coś w rodzaju żalu; w naszej jaskini, to ja byłem tym najmłodszym...
- Ceść! - usłyszałem dziewczęcy głosik. Zamrugałem, widząc, jak mała kulka rudej sierści biegnie w moim kierunku i zatrzymuje się na odległość wróbla od moich przednich łap – To ty mnie zaprowadzis na zajęcia?
- C-co? - spytałem jeszcze bardziej zdezorientowany, przyglądając się niewielkiej waderze. Była ona ode mnie o całą głowę niższa i wyglądała na szczeniaka, który niedawno nauczył się dobrze chodzić. W większości miała rudą sierść, jednak od brody po czubek ogona stawała się ona biała. Natomiast na szyi miała czarną obwódkę. Spod rozwichrzonej grzywki spoglądały na mnie jasnoniebieskie, błyszczące oczy.
Wilczyca zastrzygła uszami i uśmiechnęła się.
- Olvyn mówiła, że jakiś uceń mnie zaprowadzi mnie na lekcje. To ty?
- Em... Tak. Chyba... Jak masz na imię? - nie wiedzieć czemu, od słów samicy zakręciło mi się w głowie. Mój mózg pracował na zwolnionych obrotach i przesyłał mi teraz jedynie kilka pytań: To ona? Nie jest zbyt mała? Co się dzieję? Czemu ja?
- Tori.
Słysząc dumę w jej głosie, nie mogłem powstrzymać uśmiechu. No i bądźmy szczerzy, poczułem ulgę, że ta nadpobudliwa samica nie jest tą, której szukałem.
- Fajnie... Ja szukam samicy o imieniu... - zawahałem się, próbując wygrzebać z pamięci imię i nie popełnić błędu – Torance. Możesz ją zawołać?
Jasnoniebieskie oczy wilczycy otworzyły się szerzej. Otworzyła pysk, by po chwili go zamknąć. Gdy tylko to zrobiła, na jej pysk wstąpił wesoły uśmiech.
- Hmm... Nie. A tak w ogóle powinieneś się przedstawić – powiedziała po chwili.
- Czemu? - spytałem, marszcząc brwi. Postanowiłem olać jej upomnienie. Ten mały szczeniak coś sobie ubzdurał z zajęciami, a teraz jeszcze mnie poucza. Dobre sobie.
- Bo to ja! - zawołała, jakby była to najbardziej oczywista rzecz na świecie.
- Nie jesteś zbyt... młoda? - spytałem, stłumiwszy jęknięcie.
Spojrzenie, którym zmierzyła mnie wilczyca mogłoby uchodzić za groźne, gdyby nie jej niezwykle dziecięca aparycja. I tak, mówi to szczeniak, który nie skończył nawet roku.
- Nie. Jestem po prostu niska, a ty jesteś bardzo niedobry.
- Ja?
- Tak! Dalej nie powiedziałeś, jak mas na imię. I zaraz się spóźnię przez ciebie na pierwse zajęcia.
Otworzyłem szerzej oczy ze zdziwienia. No nie! Czemu ta piszcząca kulka musi być bardziej ogarnięta ode mnie?!
- Idziemy cy nie?
- Idziemy – westchnąłem i ruszyłem do wyjścia z jaskini, a po moim łbie kołatała się jedna myśl: Za co?
Nie oddaliliśmy się nawet za bardzo od jaskini, gdy młoda samica przerwała ciszę.
- A więc, panie stywny bez imienia...
- Nie jestem „stywny”! Sztywny tym bardziej nie! – przerwałem jej, parskając z niezadowoleniem. Rany, jaka ona była irytująca...
- Jesteś – stwierdziła z uporem – No więc... Cego się ucymy na lekcjach?
- Różnych rzeczy – odparłem wymijająco. Nie chciało mi się jej wszystkiego tłumaczyć i objaśniać. Nie byłem przecież nauczycielem!
- To znacy jakich? - Młoda widocznie nie miała zamiaru dawać za wygraną. Przykro mi, bo ja także.
- Młoda, ile ty właściwie masz miesięcy? Cztery?
- Chciałbyś! Osiem! - zawołała z oburzeniem. Słysząc jej słowa, nie mogłem powstrzymać się od wybuchu śmiechu.
- Że ty?
- Tak. Mówiłam ci, że tylko wyglądam na młodsą! - w jej głosie pobrzmiewała irytacja i coś innego... Zmierzyłem ją rozbawionym spojrzeniem i dostrzegłem łzy zbierające się w jej oczach.
Idiota – wyzwałem siebie w myślach – Nawet jeśli mówi prawdę, to nadal jest mała. Powinienem być dla niej miły...
- Ejejej! Mała, nie płacz! Oczywiście, że tylko wyglądasz. A ja sam dopiero miesiąc temu rozpocząłem naukę.
- Poważnie? - siorbnęła nosem ruda, a ja pokiwałem gorliwie łbem – Nie wyglądas.
- Wiem, wyglądam na starszego i jestem taki... dojczały? - ostatnie słowo zabrzmiało nieco jak pytanie. Nie byłem pewny, czy dobrze zapamiętałem to słowo.
- Doj-co?
Na pysk Małej wkradł się lekki uśmiech.
W odpowiedzi pokręciłem łbem. W razie pomyłki wolałem się nie pogrążać...
- Nieważne.
- Dobrze... W takim razie chciałam powiedzieć, że wyglądas na młodsego.
Jak zauważyłem, łzy zniknęły i oczy wilczycy na powrót błyszczały z rozbawieniem. Czyżby ona znowu...?
- Ja?!
- Ty – potwierdziła samica. Już chciałem coś powiedzieć, ale ta mnie uprzedziła – To tutaj? O, ale fajnie!
I zamieniła się w szybką kulkę rudej sierści, pędzącą w dół góry, ku małej dolinie, gdzie odbywały się lekcje młodszej grupy. Nawet nie zauważyłem, że znaleźliśmy się już tak blisko niej.
Od dzisiaj to będą bardzo ciekawe zajęcia... - pomyślałem, ruszając za młodszą koleżanką.

C.D.N.

Uwagi: Brak.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz