Zacieśnianie więzi

W ramach lepszego zapoznania się ze sobą realizujemy comiesięczny projekt losowania osób, do których można napisać op. i dostać dzięki temu +3 pkt. do każdej z umiejętności (+1 pkt. do mocy).
Link do osób, które zostały wylosowane znajduje się tutaj. :)

poniedziałek, 31 grudnia 2018

Od Joela "Pomyłka" cz. 3

Sierpień 2022 r.
Potrząsałem jej prawą łapą, a ona obserwowała to w konsternacji.
- I tak się witacie?
- Tak. Głównie mężczyzna z mężczyzną, bo z kobietą raczej nie wypada, no ale zasada jest dokładnie taka - objaśniłem.
- Idiotyczne - podsumowała. Wzruszyłem ramionami, przestając poruszać jej łapą.
- Trochę.
Czekałem, aż ją zabierze, ale o dziwo tego nie robiła. Tylko dalej wpatrywała się w moją ludzką dłoń i swoją wilczą łapę. W półmroku była już ledwo widoczna. Siedzieliśmy już tak od kilku godzin, a jedynym źródłem światła zostawała wypalająca się już powoli świeca. Yuki okazała się być bardzo zainteresowana moimi opowieściami z Miasta. Zadawała sporo pytań. Przedstawiłem jej również nieco większy kawałek swojego życia prywatnego. Trochę o moich kumplach z ekipy, przy okazji powspominałem stare dobre czasy... Zacząłem nawet za nimi tęsknić.
Yuki zamknęła oczy, co od razu zobaczyłem. Nim jednak zapytałem, co robi, ta zaczęła lśnić bladożółtą poświatą, a ja odczuwałem nagły wzrost temperatury jej ciała. Obserwowałem to wybałuszając oczy, jednak nie zabrałem ręki. Nagle światło się wzmogło na tyle, że aż musiałem zmrużyć oczy. Kiedy poczułem, że ustało, zamrugałem, przyzwyczajając się do ponownego półmroku.
To co zobaczyłem sprawiło, że nieźle mnie zamurowało.
Przede mną już nie stał żaden psowaty, lecz piękna dziewczyna o gładkiej, jasnej cerze. W tym świetle niemal ją odbijała. Miała intensywnie zielone, dzikie oczy i bardzo długie rzęsy. Czarne włosy układały się kaskadami na jej ramionach i spływały aż na plecy, a z przodu... Odwróciłem głowę. Oglądanie jej naprowadziło mnie na nagie piersi... Ten widok mnie nieźle speszył. Poczułem się jak jakiś podglądacz. W zasadzie jedyne co miała na sobie to Medalion Nieśmiertelności...
- Przepraszam... - wymamrotałem. Wtedy też musiała to zobaczyć, bo zaczęła panikować. Wówczas wstałem i skoczyłem w kierunku narożnika mojej jaskini. Rzuciłem jej jakiś koc, który przytaszczyłem tu dobre kilka miesięcy temu, by nie marznąć zimą. Od razu się nim owinęła, starając się zasłonić ciało. Chyba zrozumiała, że dla ludzi nagość była krępująca...
- Um... Chyba mi się udało - podsumowała, chowając się aż po nos w kocu. Dopiero wtedy ostrożnie na nią zerknąłem. Była zawinięta jak w kokon. Trochę mi ulżyło... Choć nie zmieniało to faktu, że miałem w jaskini nagą kobietę.
- Tak, udało ci się... I nawet umiesz się posługiwać rękami - zaśmiałem się cicho. Czułem jak na moją twarz wstępuje rumieniec. Holender. Miałem nadzieję, że w tym świetle nie zobaczy go za dobrze.
- Czy obecność kobiet bez ubrań zawstydza mężczyzn? - Zapytała w końcu. Uśmiechnąłem się idiotycznie i skinąłem głową. - A jeśli ty byś się rozebrał, też powinnam się wstydzić?
- W sumie też... Jak doskonale wiadomo ludzie chodzą w ubraniach, więc musi być tego jakiś głębszy sens...
- Zastanawiałam się, czy się wstydzicie, czy jest wam po prostu zimno, ale... chyba chodzi o jedno i drugie - mruknęła, ukrywając się jeszcze bardziej - Strasznie mi zimno.
Zaproponowałbym, że ją przytulę, by ją ogrzać, ale chyba nie wypadało. No i nadal była dla mnie dość nieprzewidywalna. Z drugiej strony... Zdawała się być nieco pokorniejsza i spokojniejsza w tym wcieleniu. Taka... niewinna.
- Chcesz się zmienić znowu w wilka? - zapytałem ostrożnie.
- Nie... Cieszę się, że jestem człowiekiem. Później może mi się to już nie udać... - mówiąc to, wystawiła rękę poza koc i spojrzała na swoją dłoń. Powoli poruszyła palcami, co obserwowała w niemym zachwycie. Ja skupiłem się na jej twarzy. Nigdy nie dostrzegałem piękna zwierząt, nie w taki sposób. Podobali mi się ludzie, nie wilki. Inaczej bym się czuł jak zoofil. Ale... Yuki była naprawdę ładna. Piękna. Taka... inna. W życiu bym się nawet nie zastanawiał jak by wyglądała w formie ludzkiej. Teraz przypominała dwudziestolatkę. Młodziutka...
Nawet nie wiem dlaczego równie delikatnie dotknąłem jej dłoni. Złączyłem nasze opuszki palców, co też obserwowałem w milczącym podziwie. Zerknęła na mnie, ale jakby tego nie dostrzegałem. W jednej chwili poczułem, jak cała moja wena powraca. Miałem ochotę śpiewać i grać o miłości dwóch cieni w świetle świec... Czułem się, czułem się... jakby Yuki była moją muzą. Już napisałem przecież coś pod jej natchnieniem. Wyszło naprawdę dobrze. Teraz też brzmiało to niesamowicie... Lepiej niż większość moich pozostałych utworów. Przymknąłem oczy, układając sobie melodię w głowie, słowa...
- Wiesz, ostatecznie nie pokazałem ci piosenki, którą napisałem o tobie... A teraz mam pomysł na kolejną... - powiedziałem cicho.
- Możesz mi pokazać teraz - odparła nieśmiało.
- Brakuje mi mojej gitary. Bez niej nie będzie brzmieć tak dobrze... - rzekłem odrobinę zasępiony.
- Nie masz jej ze sobą?
- Nie - Powoli odsunąłem dłoń, ale ona znowu ją chwyciła. Splotła nasze palce razem. Trochę mnie to zdziwiło, ale wolałem nie komentować.
- To po nią pójdziemy. Już nawet przestało padać. Jest w Mieście, czyż nie?
- Tak... W moim mieszkaniu - Zaśmiałem się nerwowo. Uniosła brwi w lekkim zaskoczeniu.
- Masz swoje mieszkanie?
- Mam... Jeszcze nim dołączyłem do watahy to je miałem. Słyszałem, że wykupiliście jakieś własne, ale nawet nigdy tam nie byłem... - Podrapałem się po karku. - I chyba masz kolejny argument za tym, że jednak nie jestem takim nieudacznikiem jak ci się wydawało. Utrzymanie mieszkania to jednak praca, praca i jeszcze raz praca...
- Nie musisz już mi tego udowadniać, Joel - stwierdziła, czujnie mnie obserwując. Trochę się zawstydziłem.
- Jasne... - Mój wzrok znowu powędrował w stronę koca, którym była wciąż szczelnie owinięta. - Dam ci coś do ubrania, dobrze?
Pokiwała głową. Wstałem z ziemi i powędrowałem do skalnej półki, na której miałem ułożone kilka ubrań. Na drugiej, dominującej niestety stercie leżały brudne. Znaczyło to dla mnie tyle, że nie miałem zbyt wielkiego wyboru... Zacząłem przeszukiwać pierwszą z nadzieją znalezienia czegoś odpowiedniego dla Yuki.
Ostatecznie padło na jakiś T-shirt ze spranym nadrukiem z tropikalną plażą, dresowe spodnie, szarą bluzę z kapturem i... kalosze. Najbardziej krępujące było dla mnie wybranie bielizny. Na stanik nie miała co liczyć, ale zamiast majtek podarowałem jej najmniejsze bokserki jakie posiadałem... Jak nie będą pasować to będzie zmuszona iść bez. Skarpetki zostały mi tylko dziurawe, co skwitowała przechyleniem głowy.
- Przepraszam, po prostu zabieram tutaj najbardziej znoszone rzeczy jakie mam... - wytłumaczyłem. Następnie wręczyłem jej rzeczy i odwróciłem się plecami do niej. - Nie będę podglądać, przysięgam.
Czułem na sobie jej wzrok. Dla większej pewności zasłoniłem sobie oczy i tak czekałem. Słyszałem jak ściąga i odkłada koc, po czym przebiera ubrania, a na końcu stara się założyć.
Potrzebowała dobrych kilku minut do uporania się z całym zestawem. Wtedy się przemieściła, prawdopodobnie do lustra, okręciła i dopiero wówczas odchrząknęła oraz powiedziała:
- Jestem gotowa.
Odsłoniłem oczy, a później się do niej obróciłem. Koszulka była za duża nawet na mnie, więc na niej tym bardziej wisiała... Choć nie tak bardzo, jak przewidywałem. Spodnie pasowały perfekcyjnie, nie licząc nadmiaru materiału wciśniętego do kaloszy. Bluzę miała założoną nieco krzywo. Wstałem i ją poprawiłem.
- No, chyba może być - Uśmiechnąłem się. Włożyła ręce do kieszeni i odwróciła wzrok.
- To idziemy?
- Idziemy - Skinąłem głową i skierowałem się do wyjścia. Rozejrzałem się i doszedłem do wniosku, że nawet nie jest tak źle. Ta dziwna woda wsiąkała zaskakująco szybko...
- Możemy ruszać.

<C.D.N.>

sobota, 29 grudnia 2018

Od Joela "Pomyłka" cz. 2

Sierpień 2022 r.
- Zmiany w człowieka? - powtórzyłem zdumiony - Wiesz, raczej marny ze mnie nauczyciel... Nie lepiej jakbyś poszła do Kai'ego? On bardziej się zna na takich rzeczach. Chyba nawet uczy magii...
- Sam mówiłeś, że tutaj utknęliśmy. Chcę się czymś zająć - stwierdziła uparcie. Westchnąłem cicho. To nie jest tak proste jak się jej wydaje...
- Jestem trochę innej rasy niż ty. Ty jesteś magicznym wilkiem, ja jestem wilkołakiem-magiem. Zmieniam się w wilka, a nie odwrotnie. Przechodzi mi to trochę łatwiej... I chyba nie ma pewności, czy w ogóle możesz. Podobno nie każdy potrafi - próbowałem się bronić. Patrzyła na mnie znudzona.
- I tak nie mamy co robić. Chcę wiedzieć jak to jest mieć palce. Jak nie wyjdzie to trudno.
Patrzyłem na nią nie wiedząc co zrobić. Powinienem już jej wydać jakieś polecenie, czy coś? Nie, chyba nie... Zamiast tego sięgnąłem po jakiś ręcznik i zacząłem wycierać jej futro.
- Co ty wyprawiasz? - zapytała, starając się odsunąć. Ja jednak ponownie się przybliżałem, byleby nie zdołała się ode mnie uwolnić.
- Czyszczę cię. Inaczej możesz się pochorować.
W odpowiedzi warknęła, ale ostatecznie się uspokoiła i dała wytrzeć. Z satysfakcją odłożyłem ręcznik, układając na jednej ze skalnych półek tak, by mógł wyschnąć i nie zśmierdnąć.
- Więc - Zacząłem, kładąc dłonie na swoich kolanach - Musisz myśleć o tym, że rośniesz. Zamykanie oczu i bardzo duże skupienie pomaga na początku. Może też trochę zaboleć, ale to normalne, w końcu rozciągają ci się kości i skóra. Z czasem jest to coraz mniej bolesne, aż na końcu odczuwa się jako zwyczajne łaskotanie. Można to wtedy zrobić ot tak - Pstryknąłem palcami - Nawet nie musisz się skupić. Wystarczy pomyśleć "o, chcę się zmienić w człowieka" i gotowe.
Obserwowała mnie z przechyloną głową. Ze zmierzwionym, sterczącym futrem wyglądała jeszcze zabawniej, ale starałem się nie śmiać. Źle by to odebrała. W najgorszym wypadku pożegnałbym się z życiem.
- Czyli dla ciebie to proste?
- Bardzo - potwierdziłem. Zmrużyła oczy, jakby mi nie wierzyła. Zacząłem mieć poczucie, że próbowała tego już wiele razy, ale nigdy jej nie wyszło. Była zła, że mnie przechodziło to z taką łatwością. Chyba miała nadzieję na jakieś bardziej skomplikowane procedury.
- I... to tyle? - dopytała.
- Tyle. Nie stać mnie na dokładniejsze opisy czy wskazówki, bo ich nie znam. Tak jak mówiłem: u magicznych wilków może to wyglądać inaczej. U mnie przebiega to tak i nic ciekawszego ci nie wymyślę. Nie wspominając już o tym, że na początku moje ciało wymuszało na mnie przemianę. Nie mogłem jej powstrzymać, więc by uniknąć spontanicznych przemian musiałem nauczyć się ją kontrolować i ostatecznie realizować tę minimalną ilość godzin, którą musiałem spędzać jako wilk.
- Kiedy to było? - dopytywała. Oho, czyżby moja historia ją zainteresowała? Kolejne zdziwienie tego dnia. Może nie była tak zła, jak mi się dotychczas wydawało?
- Gdy byłem w szkole średniej. Trochę pogorszyły mi się oceny, ale jako, że chciałem się dostać na studia, byłem zmuszony dawać sobie większy wycisk. Miałem mniej czasu, więc to był moment, kiedy musiałem przestać być takim śmierdzącym leniem, jakim byłem do tej pory. Poważnie, umiałem leżeć pół dnia na kanapie i oglądać telewizję.
- Telewizję...? - powtórzyła ostrożnie.
- Telewizor to takie pudełko, w którym wyświetlają się obrazy. Są to filmy, czyli zapis obrazu z jakichś historii, w których grają aktorzy. Jak teatr, ale z efektami specjalnymi i takie tam... Fikcyjne, zupełnie tak jak książki, których również czasem robią ekranizacje.
Zamerdała ogonem, a raczej pozamiatała nim ziemię.
- Chciałabym zobaczyć telewizję.
W jej głosie pobrzmiewała dziecięca wręcz ciekawość. Zacząłem się obawiać, że w tym kompocie był Eliksir Wieku. Na mnie nie podziałał, bo i tak mam mentalność dziecka... Mimowolnie zerknąłem na swoje ciało, ale wyglądało dokładnie tak jak wcześniej. Nawet patrząc w popękane lustro, które kiedyś zawiesiłem na ścianie nie dostrzegłem choćby minimalnej zmiany.
- Wszystko w porządku? - zapytała.
- Tak, tak... - mruknąłem. Wtedy uświadomiłem sobie coś jeszcze. - Yuki, czy ty się o mnie martwisz?
Speszona postąpiła kilka kroków do tyłu. Skrzywiła się i powiedziała z obrzydzeniem:
- Skąd w ogóle ten pomysł?
Uśmiechnąłem się nieco wrednie. A może zamieniliśmy się charakterami? Nie, to idiotyczne. Choć nie ukrywam, że cała ta sytuacja nieco mnie bawiła.
- Yuki się martwi, Yuki się martwi - nuciłem. Prychnęła poirytowana.
- Jeszcze słowo, a rozdrapię ci tę śliczną buźkę.
- Śliczną? - powtórzyłem. Wtedy wrzasnęła wściekle i się na mnie rzuciła. Coś mi jednak podpowiadało, by nie bać się tak jak za pierwszym razem. I słusznie. Choć wiedziałem, że jest ode mnie silniejsza, to bez większego problemu zdołałem się bronić. Jej kłapanie zębami trochę mnie rozbawiło. Gdy ją "odepchnąłem" (a raczej sama odskoczyła), wyglądała na szczerze rozbawioną.
- Oj, Yuki, Yuki... Jak tak można bić swojego nauczyciela? - zapytałem, podnosząc się z ziemi.
- Skoro na to zasługuje, to chyba trzeba.
- Wyobrażasz sobie żeby twoi uczniowie atakowali cię przy każdym słowie, które im się nie spodoba?
- Ja przynajmniej mam jakiś autorytet u nich, w przeciwieństwie do ciebie - oznajmiła dumnie.
- Uuu... Czyli sugerujesz, że nie masz do mnie szacunku? - zadałem pytanie z udawanym zamiarem obrażenia się.
- Nie posiadasz żadnych cech godnych podziwu, więc... nie.
- Na pewno żadnych?
- Na pewno.
- Jesteś absolutnie przekonana? - droczyłem się.
- Jestem absolutnie przekonana.
- Skończyłem szkołę z dość wysokimi wynikami, jestem po studiach, występowałem wraz z własną kapelą, wygraliśmy kilka konkursów, piszę własne piosenki, naprawiłem Park...
- Czekaj, co?
Spojrzałem na nią z pytaniem w oczach.
- Naprawiłeś Park? - dopytała z niedowierzaniem w głosie - Ty?
- Ja i Magnus, jeśli miałbym uściślać... - dopowiedziałem skromnie - A co, widziałaś?
Zawstydzona pokiwała głową. Nie powiedziała nic więcej, więc sam postanowiłem wymusić od niej jakieś miłe słowa:
- Podobało ci się?
Uparcie milczała, co oznaczało tylko jedno: nie chciała się przyznać i nie chciała mnie chwalić. Uśmiechnąłem się z satysfakcją.
- Czyli jednak jest coś, za co mogę uzyskać u ciebie szacunek... i wychodzi na to, że nie wiedziałaś o moich wszystkich poczynaniach. Wiesz, że ludzka szkoła nie trwa niespełna dwóch lat jak u was, tylko dwanaście? A studia dodatkowe trzy. Wyobrażasz sobie ile to męczarni? Ułatwię ci robotę: dużo. Naprawdę dużo. Dodaj do tego prace domowe, sprawdziany, kartkówki i odpytywanie. Wszystko jest oceniane nie na oko i wedle ogólnych postępów, tylko właśnie według tych cząstkowych osiągnięć. Tak naprawdę możesz gówno wiedzieć, ale jak wykujesz dziesiątki definicji na blachę to masz w garści wszystko. Nie wystarczy siedzieć na lekcjach i grzecznie uważać. Trzeba ślęczeć później nad książkami i zakuwać regułki. Koszmar, naprawdę. Każdy kto ukończył ludzką szkołę powinien dostać jakiś order.
- Teraz to już zmyślasz.
- Nie, mówię serio. Świat ludzki jest trochę bardziej skomplikowany od wilczego. Jak chcesz to mogę ci opowiedzieć więcej... Na szczęście nie jest też tak ponury, jak teraz opisałem. Jest tam wiele rzeczy, których tutaj nie ma. Naprawdę cudownych rzeczy.
Po chwili namysłu skinęła głową. Uśmiechnąłem się. Zabawne, że zaczęło się od prośby o nauczenie zmiany w człowieka...

<C.D.N.>

czwartek, 27 grudnia 2018

Od Torance "Zaczytani bez pamięci" cz. 1 (Cd. Asgrim)

Maj 2021r.
Był już wieczór, gdy w końcu znalazłam czas na czytanie jednej z książek, które wypożyczyłam już kilka dobrych tygodni temu. Ostatnimi czasy moje dni wypełniały tylko patrole i polowania – zarówno te w grupach, jak i z Asem. Owszem, uwielbiałam to robić, ale czasem miałam dość wracania wieczorami, prawie słaniając się na łapach. Brakowało mi spokojnego popołudnia spędzonego na czytaniu – mojej małej pasji zrodzonej, gdy byłam jeszcze szczeniakiem. Chyba więc nikogo nie zdziwiło, że gdy tylko dowiedziałam się o zmianie patrolu mojego przyjaciela, byłam wniebowzięta. Brak Asa oznaczał idealny spokój, dzień bez jego czasem aż zbyt energicznej paplaniny.
Wzięłam w zęby starą powieść, która według Daire'a zawierała nadal aktualną prawdę o miłości. Dodatkowo była ona napisana przez jakiegoś elfa, więc spodziewałam się naprawdę niesamowitej historii, bo akurat ta nacja potrafiła stworzyć interesujący świat i cudowne wątki romantyczne, które chyba najbardziej mnie interesowały w powieściach.
Uśmiechnęłam się delikatnie na wspomnienie krzywych spojrzeń mojej byłej opiekunki, gdy zauważała kolejny romans w naszej jaskini. Yuki zdecydowanie nie była zwolenniczką tego typu powieści, ba! Uważała je za całkiem głupie i niepotrzebne. Zapewne szybciej zobaczyłabym ją czytającą książeczkę dla małych dzieci, niż coś, co opowiada przede wszystkim o miłości.
Wspominając moje prywatne lekcje z Yuko, usiadłam przed własną jaskinią w miejscu, które gwarantowało mi oświetlenie nawet na kilka następnych godzin. Powoli podważyłam pazurem okładkę i uważając, by nie porwać żadnej ze stron – nasz bibliotekarz chyba urwałby mi za to głowę – otworzyłam książkę w miejscu, w którym była wypisana dedykacja. Co ciekawe, ktoś zapisał ją ręcznie, zielonkawym tuszem. Wpatrywałam się przez chwilę w odchylone nieco w prawo i ozdobne litery, zanim zdążyłam rozszyfrować tekst.
- „Dla mojej kochanej siostry, Yngvi” - przeczytałam na głos, trochę niepewna czy udało mi się odpowiednio odcyfrowałam ostatnie słowo – Yngvi... Jeśli jest to imię, to brzmi naprawdę ładnie.
Do mojej głowy nagle uderzyła pewna głupia myśl, którą bardzo szybko od siebie odepchnęłam. Była ona najprawdopodobniej niemożliwa, więc nie chciałam się nad nią rozwodzić.
- Lepiej po prostu zabierz się do czytania, Tor – mruknęłam pod nosem, przewracając stronę.
Już po chwili zapomniałam o imieniu, tej niedorzecznej myśli, całym otaczającym mnie świecie. Mój umysł zaczęła zaprzątać całkiem inna, znacznie ciekawsza historia, ukryta w szeregu lekko rozmazanych liter wypisanych równo na brzoskwiniowych kartach książki.

Główna bohaterka, Ailla miała właśnie iść na spotkanie ze swoim ukochanym, gdy czyiś krzyk skutecznie mnie rozproszył.
- Hej, Młoda! Co robisz?
Zirytowana podniosłam wzrok znad książki i spojrzałam w stronę, z której nadbiegał właśnie mój ukochany przyjaciel, który zawsze musi się do mnie przypałętać i przerywać mi czytanie w najlepszych momentach. Co prawda to był pierwszy raz, gdy to zrobił, ale biorąc pod uwagę, że wcześniej nieszczególnie miał okazję, by to w ogóle zacząć czytać..
- Czytam – burknęłam, unosząc wymownie wzrok w stronę nieba, które powoli przybierało nocne barwy. Nawet nie zdawałam sobie sprawy, jak ciemno się zrobiło, tak bardzo wciągnęła mnie historia przedstawiona w powieści.
As zignorował mój mało przyjazny ton i z zapałem rozsiadł się tuż obok mnie.
- Umiesz czytać?
- Nie. Tak naprawdę to tylko sobie oglądam literki. Co ty tu w ogóle robisz? Nie powinieneś być u siebie?
- Mogłabyś chociaż udawać, że cieszysz się, że mnie widzisz – powiedział nadal niezrażony basior. Gdy nie zareagowałam na to w żaden sposób, westchnął i kontynuował swoje przepytanie – Co to za książka?
- Fajna – mruknęłam na tyle cicho, by samiec nie usłyszał - „Zakochani bez pamięci”. Nie patrz tak na mnie, jest znacznie lepsze, niż myślisz.
- Taa... - powiedział bez cienia przekonania w głosie - Nie wiedziałem, że czytasz rzeczy... tego typu. Nie wiedziałem w ogóle, że umiesz czytać.
W odpowiedzi przewróciłam oczami.
- Jak widzisz idzie mi całkiem nieźle i szłoby tak dalej, gdybyś mi nie przerwał w najciekawszym momencie.
As tylko się uśmiechnął i przysunął się jeszcze bliżej mnie, by spojrzeć na stronę, którą właśnie czytałam. Obserwowałam w ciszy jak przygląda się czarnym literom. Choć nie widziałam jego oczu, bo skutecznie zasłaniała je opadająca w dół grzywka, mogłabym przysiąc, że widnieje w nich czyste skupienie.
- I jak? - spytałam już znacznie mniej zirytowana. - Podoba ci się?
Wilk oderwał wzrok od strony, jednak nie spojrzał jak zwykle w moje oczy, a na własne łapy.
- Nie wiem.
- Nie wiesz? - powtórzyłam, unosząc brwi. Nie rozumiałam, co miał na myśli.
- Nie wiem – potwierdził samiec, co wywołało u mnie niezadowolone prychnięcie – Nie umiem tego przeczytać.
- No już nie przesadzaj, że to taki dziwny język. Owszem, w książkach napisanych przez elfy można znaleźć kilka dziwnych zwrotów, ale większość jest zrozumiała nawet dla szczeniaka.
As nie zareagował w żaden sposób na moje słowa, a jedynie nadal uparcie wpatrywał się we własne łapy, którymi delikatnie przebierał.
- Coś nie tak? - spytałam, tak naprawdę znając odpowiedź na to pytanie.
Wilk odpowiedział dopiero po kilku chwilach, podczas których wpatrywałam się w niego z lekkim zaniepokojeniem. Wyczuwałam zawstydzenie, ale nie rozumiałam jego pochodzenia.
- Ja... Nie pamiętam...
- Czego? - zmrużyłam oczy, nadal nie rozumiejąc, o co chodziło.
Basior podniósł na mnie błyszczące oczy. Brakowało w nich zwyczajowej radości, a gdy przyjrzałam im się dokładniej, dostrzegłam zbierające się wokół nich łzy.
- Myślałem, że mi się udało. W końcu pamiętam już prawie całe nasze dzieciństwo, wszystkie najważniejsze momenty. Wiem, jak wyglądały nasze lekcje, ale... Ale nie umiem tego przeczytać. Cholera, Tori, jak to w ogóle możliwe? Znam te wszystkie litery, ale nie umiem przypasować im znaczenia, odpowiedniego dźwięku, jednocześnie czując... - przerwał na moment. Wyraźnie słyszałam w jego głosie emocje, które nim wstrząsały – To jest ten ból. Coś próbuje się wyrwać, przypomnieć o sobie, ale mu nie wychodzi. To jakby próbowało rozerwać mój umysł, by się uwolnić, ale nie do końca. Nie umiem tego wyjaśnić, ale... To to samo uczucie, co ogarnęło mnie, gdy zobaczyłem cię po raz pierwszy... Znaczy nie po raz pierwszy-pierwszy, tylko pierwszy po stracie pamięci.
Pokiwałam głową ze zrozumieniem, przypominając sobie dzień, w którym moim życie wywróciło się góry nogami. Jeśli mnie pamięć nie zwodziła, to pod wpływem powracającego wspomnienia zemdlałam. Tak, to zdecydowanie nie należało do przyjemnych rzeczy…
Wilk nie powiedział nic więcej. Zamiast tego wpatrywał się tępym wzrokiem w książkę. Chciałam móc go pocieszyć, sprawić, żeby na jego pysk ponownie wkroczył ten głupkowaty uśmiech, ale całkowicie nie wiedziałam, co powinnam zrobić.
Po dłuższej chwili, postanowiłam przerwać tę zdecydowanie przykrą ciszę:
- Może chciałbyś, żebym cię nauczyła? Może nie jestem taką dobrą nauczycielką jak Yuko, ale… Nie zaszkodzi spróbować, prawda? A i tobie mogłoby przypomnieć się coś więcej.
As powoli podniósł na mnie wzrok, a łzy którymi otoczone były jego oczy, przestały płynąć.
- Ty… Mówisz poważnie? Serio chce ci się ze mną użerać?
W odpowiedzi wzruszyłam ramionami i uśmiechnęłam się – przynajmniej w teorii – pokrzepiająco.
- Jasne. Jesteśmy przyjaciółmi, prawda?
Basior przytaknął cicho, a na jego pysk wkroczył lekki uśmiech. Następna rzecz jaką zobaczyłam, to jego cynamonowa sierść, która znalazła się tuż przed moimi oczami w chwili, gdy samiec mocno mnie przytulił.
- Dobra, już dobra. Spokojnie – powiedziałam ze śmiechem, próbując wyplątać się z jego objęć. Basior jednak nie pozwolił mi się wymknąć i przytulał mnie jeszcze przez dłuższą chwilę. Gdy w końcu mnie puścił, odchrząknął trochę nerwowo i zapytał z uśmiechem:
- To idziemy do tej całej Biblioteki Zagubionej Duszy?
- Teraz? – uniosłam brwi w niedowierzaniu. Nie mogłam uwierzyć, że samiec tak szybko się pozbierał. Chociaż z drugiej strony to, że będzie chciał jak najszybciej odzyskać swoje umiejętności było dość… przewidywalne. – Jest już późno. Może lepiej, żebyśmy poszli jutro?
As w odpowiedzi zrobił – przynajmniej w jego mniemaniu – słodką minę i powiedział cicho: „Proszę”. Czułam na sobie jego błagalny wzrok i poczułam, jak powoli się łamię.
- Niech ci będzie – westchnęłam, przewracając oczami.
As poderwał się z ziemi i wydał z siebie głośny okrzyk radości. Co za dzieciak… - pomyślałam, uśmiechając się pod nosem.
- Panie przodem – Asgrim wskazał mi łapą, żebym prowadziła. Ciekawiło mnie, skąd ta nagła uprzejmość, ale wiedziałam, że pewnie zasłoni się tym, że przecież zawsze odznacza się wielką kulturą, a ja nie miałam ochoty tego słuchać. Z tego właśnie powodu skinęłam mu głową w niemym podziękowaniu i poprowadziłam go prosto do naszej wspaniałej biblioteki.
W środku przywitał nas przyjemny zapach starych ksiąg. Nie mogłam się powstrzymać przed wzięciem głębokiego wdechu i zaciągnięciem się powietrzem. Kochałam tą woń. 
Zerknęłam na Asa, chcąc zobaczyć jego reakcję na wnętrze Biblioteki Barwnej Duszy. Basior akurat pochylał pysk, przymykając oczy. Zmarszczyłam brwi, próbując zrozumieć, co wyprawiał i już miałam spytać, gdy ciszę przerwało głośne kichnięcie. Samiec wymruczał przeprosiny i rozejrzał się w końcu po pomieszczeniu, w którym się znajdowaliśmy. Obserwowałam w ciszy, jak na jego pysk wstępuje delikatny uśmiech, a oczy błyszczą się w niemym zachwycie.
- Robi wrażenie, co? – spytałam po chwili. As odpowiedział jedynie gwałtownym skinieniem głowy i wrócił do rozglądania się. – Postaraj się nie zgubić, gdy ja pójdę po jakąś książkę, która będzie odpowiednia do nauki.
Dopiero po chwili usłyszałam ciche mruknięcie, które oznajmiło mi, że do basiora dotarło, że coś powiedziałam. Jednak czy zrozumiał, co do niego mówiłam, to była już całkiem inna sprawa.
Westchnęłam i skierowałam się w stronę regału zawierającego książki dla dzieci. By tam się dostać musiałam minąć biurko nieznacznie starszego ode mnie bibliotekarza – Daire był naprawdę miłym basiorem, który zawsze chętnie doradzał mi w kwestii powieści oraz dyskutował o tych przeczytanych, choć oczywiście nie mieliśmy podobnego gustu. Samiec wolał raczej kryminały lub książki grozy, które mnie nieszczególnie interesowały.
Gdy bibliotekarz zapytał mnie o powód mojego przyjścia do biblioteki, westchnęłam i wskazałam ogonem miejsce, w którym zostawiłam Asa.
- Tym razem to ja będę nauczycielką – powiedziałam, przewracając wymownie oczami. Basior roześmiał się cicho.
- To jak rozumiem, książki dla dzieci, tak?
Skinęłam głową.
- Dla mnie do nauki były odpowiednie, choć byłam już prawie dorosła, to i dla niego powinny być dobre. Tym bardziej, że zbyt dojrzały to on nie jest.
Nagle gdzieś z prawej strony dobiegł nas krzyk:
- Słyszałem!
Westchnęłam głośno i wbiłam wzrok w wysoki sufit.
- No właśnie – mruknęłam, co wywołało rozbawione parsknięcie u mojego rozmówcy. – Chyba lepiej już pójdę. Chciałabym wrócić do domu przed świtem.
Daire odpowiedział mi skinieniem głowy i życząc wspaniałej lektury oraz sukcesywnej nauki, wrócił spojrzeniem do książek, z którymi właśnie coś robił. Ja natomiast skierowałam swoje łapy prosto do wysokiego regału. Szybko zdecydowałam się na jedną z tych krótkich opowiastek, które próbowałam czytać na samym początku mojej przygody z książkami. Ta opowiadała o małym wróblu, który po tym jak zobaczył papugę, zapragnął zmienić swoje upierzenie na bardziej kolorowe. Choć dziwna, historia była bardzo urocza.
Z książką w pysku, skierowałam kroki w stronę miejsca, w którym zostawiłam mojego przyjaciela, tak naprawdę wiedząc, że nie ma go w nim już od chwili, w której tylko się odwróciłam. Nie odpowiadało mi jednak szukanie go po całej, dość rozległej bibliotece. Z tego powodu położyłam książkę na ziemi i czekałam w ciszy, aż samiec postanowi się pojawić.
W pewnym momencie usłyszałam głos Asa i zaraz po nim odpowiedź bibliotekarza. Nie byłam w stanie zrozumieć słów, lecz szybko domyśliłam się sensu rozmowy, gdy usłyszałam charakterystycznie głośne kroki mojego przyjaciela.
- Wreszcie – powiedziałam, pochylając się, by złapać książkę w pysk. Jak zawsze zajęło mi to trochę czasu, co tym razem szczególnie mnie irytowało ze względu na rozbawione spojrzenie Asgrima. W końcu całkiem zirytowana wyprostowałam się i zmierzyłam wilka groźnym spojrzeniem. – Myślisz, że to takie proste? Może zobaczymy, jak tobie pójdzie z podniesieniem tej książki, co?
As wyszczerzył zęby w szerokim uśmiechu i wzruszył ramionami.
- Dobra. Zakład, że dam radę zrobić to w krótszym czasie, niż trwały twoje nieudane próby?
Uniosłam brwi do góry, by po chwili skinąć głową. Co mi szkodziło?
Basior uśmiechnął się jeszcze radośniej i kazał mi zacząć liczyć, co postanowiłam zrobić. Gdy tylko powiedziałam: „jeden”, samiec zamknął oczy, a gdy dotarłam do dziewiętnastu przede mną siedział młody mężczyzna o cynamonowych włosach i szaroniebieskich oczach.
Zanim zdążyłam to jakoś skomentować, ten podniósł książeczkę z pomocą swoich dłoni, która wydawała się w nich znacznie mniejsza niż w rzeczywistości.
- Ale… - zaczęłam niepewna, co dokładnie chciałam powiedzieć. Byłam zirytowana i zaskoczona sprytnym pomysłem basiora – To oszustwo.
Na ludzką twarz Asa wstąpił wesoły uśmiech.
- Nie ustaliliśmy sposobu, w jaki miałem ją podnieść – roześmiał się i pochylił w moją stronę, by potargać mnie po głowie. Nadal zszokowana nie zdążyłam cofnąć się na czas i poczułam jego dłoń czule tarmoszącą moją sierść. Było to całkiem przyjemne uczucie, jednak duma nie pozwoliła mi na pozwolenie mu na to zbyt długo, więc po chwili wyrwałam się i nie patrząc w jego stronę, skierowałam kroki w stronę czytelni.
As dogonił mnie zaledwie chwilę później, nadal cicho się śmiejąc.
Dureń – pomyślałam, przewracając oczami.
Czytelnia w Bibliotece Barwnej Duszy była naprawdę cudownym miejscem. Pomimo braku okien, bynajmniej nie było w niej ciemno. Mrok rozświetlały poustawiane na niskich stołach lub półkach z ciemnego drewna latarnie oraz zwykłe świece. Nadawały one pomieszczeniu niepowtarzalny klimat, wręcz idealny do zanurzenia się w świecie wybranej przez czytelnika książki. Poza tym wewnątrz można było odnaleźć kilka starych, lecz nadal bardzo wygodnych foteli i sof z wyświechtanym, szkarłatnym obiciem. To właśnie na jedną z takich sof wskoczyłam i usiadłam, owijając ogon wokół łap.
Jakiś czas później, gdy skończył już podziwiać piękno czytelni, As usiadł tuż obok mnie. Następnie położył książkę na swoich kolanach i skierował na mnie wyczekujące spojrzenie. Dopiero po chwili dotarło do mnie, że powinnam się odezwać. Odchrząknęłam nerwowo i zaczęłam:
- Gdy ja się uczyłam, moja opiekunka rysowała znaki na ziemi, by pomóc mi w zapamiętaniu ich kształtu. Niestety, ja nadal nie nauczyłam się pisać, więc będziemy zmuszeni radzić sobie z pomocą tego, co jest zapisane w tej książce – wskazałam pyskiem na kolorową opowiastkę znajdującą się na nogach basio… mężczyzny – To zacznijmy od…
- Jak nazywa się ta książka?
- „Wróbel Antek i kolorowe piórka” – powiedziałam, nawet nie patrząc na okładkę z grubym wróbelkiem i wypisanym czerwoną czcionką tytułem. Znałam ją aż za dobrze.
Wskazałam na pierwszą literę imienia jednym ze swoich pazurów.
- To jest właśnie litera wielka litera „A”. Ten znaczek – wskazałam na ostatnią literę tytułu – również się tak czyta, jednak jest to mała litera. Używa się jej znacznie częściej od wielkiej, która wykorzystywana jest przy zapisie nazw własnych takich jak imiona lub nazwy jakichś miejsc czy na początku zdania. Zdanie zawsze rozpoczyna się z wielkiej litery i kończy kropką.
As pokiwał w zamyśleniu głową.
- Coś mi się kojarzy… - mruknął.
- Następne jest „ą”, które w zapisie jest bardzo podobne do „a”, tyle że posiada ogonek – dla podkreślenia swoich słów, podniosłam i zamachałam delikatnie ogonem, uderzając nim lekko w dłoń chłopaka – Otwórz książkę i jej poszukaj – poleciłam.
As bezzwłocznie zrobił to, co mu nakazałam. Patrzyłam, jak przygląda się w skupieniu każdej napotkanej literze, aż w końcu zatrzymał się na tej odpowiedniej.
- To ta, prawda?
Skinęłam łbem z uśmiechem, nie mogąc powstrzymać dumy. Choć dziecinny, samiec nie był taki głupi, jak mogło się początkowo zdawać.
Może nie będzie tak źle… – pomyślałam i zaczęłam opisywać samcowi kolejną literę w alfabecie.

<Asgrim?>

Uwagi: Pisze się "tę ciszę", a nie "tą ciszę". Powtórzenia.

Od Joela "Pomyłka" cz. 1

Sierpień 2022 r.
Tego dnia było tak samo wietrznie jak w ostatnich miesiącach. Paskudna ta pogoda, nie ma co... Chciałem iść do Miasta, ale kategorycznie mi tego zabroniono. Z tym, że z dnia na dzień miałem coraz większe poczucie, że nie zdołam się tam już nigdy wybrać i warto jednak zgromadzić sobie jakieś pamiątki... Albo iść tam, do rodziny, i już nigdy nie wrócić do stada. Robiło się niebezpiecznie, a ja jednak wolałbym mieć poczucie, że przeżyję. Wyjeżdżając z dala stąd powinno być lepiej. Nie wierzę, że takie chmury by wisiały nad całym globem...
Prawda była też taka, że aktualnie byłem bezrobotny. Zwolnili mnie w Mieście, a jako, że nie miałem co ze sobą tam zrobić (prócz sporadycznych spacerków do baru na kilka drinków) większość swojego czasu spędzałem w watasze. Czułem, że się trochę staczam. Po co kończyłem studia? By sprzątać w kawiarni, a na końcu rzucić wszystko i zamieszkać w dziczy? Śmieszne. Tu nawet nie miałem swojej gitary. Czy to by oznaczało, że się wypalam? Nie, niemożliwe. Może to tylko chwilowy kryzys twórczy. W końcu dziwne, że taka pogoda mnie nie inspiruje... A może to wina tego, że wolę jednak nieco bardziej spokojne i pozytywne utwory? Aktualny stan był stanowczo zbyt porywisty.
Jak na zawołanie na zewnątrz zaczęło lać. Coraz piękniej. Wychyliłem się z jaskini, ale nie na tyle, by zamoknąć. Zmarszczyłem brwi. Ten deszcz był... inny. Nie zdawał się być szarawy. Był... niebieski. Zerknąłem na kałuże. Osadzało się się coś, co trochę przypominało mi pyłek drzew, ale nie był żółty jak zazwyczaj, tylko właśnie niebieski.
- Dziwne - mruknąłem i usiadłem na ziemi. Wpatrywałem się w to jak zaczarowany. Nie umiałem sobie wytłumaczyć co się właśnie działo i jaki może być powód pojawiania się czegoś takiego. Zerknąłem w kierunku malującego się w oddali Miasta. Już miałem przed oczami szaleństwo ludzi. Dziesiątki specjalistów wypowiadających się na temat dziwnego osadu, przedstawianie profesjonalnych wyników badań i tworzenie nowych kategorii opadów w prognozach pogody... Mieszczan pewnie albo to nie obchodziło, albo zaczynali panikować i uciekać. Mruknąłem z niezadowoleniem. Miałem nadzieję, że przestanie padać, bo naprawdę chciałem zabrać co moje, póki nie zatonie w tej ulewie.
- Nie wychodzić z jaskiń póki nie przestanie padać!! - wrzasnął jakiś wilk z tej drugiej części watahy. Nie znałem go. Westchnąłem cicho. Czyli mamy kolejny zakaz - nie wychodzić póki pada. Świetnie.
***
Ostatnie kilka godzin spędziłem na porządkach. W jaskini uzbierało mi się nieco rupieci, pochodzenia których nawet nie znałem, ale wmówiłem sobie, że ułożenie ich według kolorów powinno sprawić, że można nazwać to porządkiem. Beznadziejne, że nie podpisywali butelek z eliksirami. Tylko na kilku z nich widniał jakiś napis... Najbardziej zastanowiła mnie butelka z różowym płynem. Ktoś mi dał to na przechowanie, czy co? Nie przypominałem sobie żadnego prezentu podobnego do tego. Wyglądało jak kompot. Może to był kompot? Truskawkowy. W zasadzie tak właśnie to wyglądało. Zdjąłem ostrożnie buteleczkę z póki, bo i tak mi nie pasowała do wystroju. Wraz z tym momentem do środka weszła już dobrze mi znana Yuki. Na początku się jej wystraszyłem, bo najwyraźniej złamała zakaz wychodzenia, a ja nie spodziewałem się gości. Nadal padało, a ona wyglądała jak czarno-niebieska kula przemoczonego futra. Patrzyłem na nią z szeroko otwartymi oczami. W pysku nadal trzymałem buteleczkę, co musiało wyglądać jeszcze komiczniej.
- Ukradłeś mój medalion? - warknęła wściekle.
- Szo? Njee... - Powiedziałem, po czym odłożyłem butelkę z sokiem na bok - Nie wiem nawet o jaki medalion chodzi.
Westchnęła z poirytowaniem.
- To już nie wiem gdzie go szukać - mruknęła jakby do siebie.
- Może zgubiłaś go pod jakimiś rupieciami w jaskini...? Ja przed chwilą zrobiłem generalne porządki i kilka rzeczy się znalazło...
Przerwałem, bo wadera dalej patrzyła na mnie tym swoim wściekłym wzrokiem. W dodatku tak, jakbym był głupi. Przełknąłem ślinę.
- Jasne, nie potrzebujesz pomocy... - Rozejrzałem się po jaskini - Może masz ochotę na kompot? Tak na poprawę nastroju.
- Kompot? - powtórzyła nadal agresywnie.
- Wiesz, taki wywar z owoców. Bardzo dobry i słodki.
- Pewnie chcesz mnie otruć.
- Co? Ja? Ależ skądże - Zaśmiałem się cicho - Jeśli mi nie wierzysz to możemy się napić razem. Jeśli to jednak nie kompot, to ucierpimy na tym razem. Jeśli jednak kompot, to wypijemy coś naprawdę dobrego.
- A co jeśli ja nie lubię słodkich rzeczy?
- To doleję ci wody - Mówiąc to, zmieniłem się w człowieka i odszukałem miseczek, które tutaj służyły za szklanki. W wiaderku obok miałem również zapas wody pitnej. Obserwowała mnie niezbyt szczęśliwa. Nawet nie chciała się otrzepać. Musiała być naprawdę zła z powodu medalionu, skoro zgodziła się napić z kimś, kto chyba na ogół ją denerwuje.
Na końcu postawiłem przy niej miseczkę. Nawet w środku pływały truskawki. Tak, to na pewno kompot - pomyślałem z zadowoleniem. Popatrzyła na to bez przekonania i odczekała, aż usiądę po turecku na ziemi, wezmę miseczkę i sam ją przechylę. Obserwowała mnie przez moment.
- Kompot - oznajmiłem, wzruszając ramionami. Wziąłem kolejny łyk. Tak bardzo mi tego brakowało... Zupełnie taki jak u babci.
Dopiero wtedy postanowiła też spróbować. Najwyraźniej również jej zasmakowało, bo zaczęła pić dość łapczywie, a resztki wylizała językiem.
- Widzisz? Wiedziałem, że ci przypadnie do gustu - oznajmiłem z satysfakcją. Podniosła na mnie wzrok, ale czaiło się już w nim mniej gniewu niż do tej pory. Czyżby ten kompot był dla nas symbolem pojednania? Uśmiechnąłem się do niej.
- O, udobruchałem najbardziej obrażalskiego wilka w watasze - zażartowałem. Wywróciła tylko oczami. Dopiero zauważyłem, że nieco unikała mojego wzroku. Zawsze tak było? Być może. Nie zwracałem na to uwagi. Wyciągnąłem do niej rękę, a ona o dziwo się nie odsunęła. Przeczesałem palcami jej grzywkę tak, by nie zasłaniała jej oczu.
- Od razu lepiej. Nie będziesz już ślepa - mówiłem. Znowu zwiesiła głowę. Uniosłem brew. Takie zachowanie trochę do niej nie pasowało.
- Wszystko w porządku?
- Tak, idioto - warknęła. Westchnąłem. Czyli stara dobra Yuki wróciła.
- Mam wrażenie, że tym razem ty utknęłaś w mojej jaskini, a nie ja w twojej. Sytuacja jak przy naszym poznaniu się, tylko że na odwrót... Romantycznie, nie uważasz? - zapytałem z nieco wrednym uśmieszkiem. Prychnęła i zerknęła na dwór. W tej samej chwili trzasnął piorun. Tak głośno, że miałem wrażenie, że zaraz popękają mi bębenki, a cała Góra się zatrzęsła. Yuki pisnęła i przysunęła się do mnie. Odruchowo ją objąłem, mimo że nadal była mokra. Uderzyło tuż przy wejściu do mojej jaskini. Serce biło mi jak oszalałe. Czy to oznacza, że być może ledwo uszliśmy z życiem?
- Nienawidzę piorunów - powiedziała Yuki, siląc się na ton głosu wyrażający złość, ale wyszło dość żałośnie. Naprawdę się bała. Zatroskany ją pogłaskałem. Po raz pierwszy widziałem ją w takim stanie...
- Nic się nie stało... - wyszeptałem. Nieznacznie drżała. Nieustraszona Yuki czegoś się bała. Niemożliwe.
- Czasem nienawidzę bycia wilkiem. Ludzie nie mają tak czułego słuchu - Mówiąc to, obniżyła głowę tak, by móc lepiej ukryć swoje uszy. Kładła je po sobie. Musiały ją boleć.
- W domu miałem takie nauszniki... Trochę wyciszały... Ale teraz ich nie mam - zacząłem, ale ona mi przerwała. Podniosła głowę i popatrzyła na mnie z wyzwaniem w oczach:
- Nauczysz mnie zmiany w człowieka?

<C.D.N.>