Zacieśnianie więzi

W ramach lepszego zapoznania się ze sobą realizujemy comiesięczny projekt losowania osób, do których można napisać op. i dostać dzięki temu +3 pkt. do każdej z umiejętności (+1 pkt. do mocy).
Link do osób, które zostały wylosowane znajduje się tutaj. :)

czwartek, 6 grudnia 2018

Mikołajki

A oto i nadeszły Mikołajki - wspaniały przedsmak zbliżających się świąt. Mam szczerą nadzieję, że odnaleźliście w nogach swoich łóżek, pod poduszką czy też w specjalnych skarpetach to, co sobie wymarzyliście. A jeśli nie, to nic straconego - przed nami jeszcze Boże Narodzenie! 
Tak naprawdę to nie wiem, czego powinnam Wam życzyć. O prezentach mówiłam, to może w takim razie szczęścia, spełnienia marzeń i weny? Sama nie wiem... Może po prostu bawcie się dobrze w ten zakręcony, mikołajkowy dzień? ^-^

(zdjęcie pochodzi ze strony pexels.com)

Ktoś poznał po stylu pisania, że nie pisze tego nasza administratorka? Jeśli tak, to mogę dać ciasteczko. Takie dobre, z czekoladą. 
Hej, ale bez paniki, proszę! Nie pozbyłam się w żaden brutalny sposób naszej kochanej Av, naprawdę. Zostałam jedynie mianowana moderatorką, z czego bardzo się cieszę. WMW jest moją ukochaną watahą i jestem zaszczycona, że mogę jakoś pomóc.
Och, właśnie. Wypadałoby się też przyznać, kim w ogóle jestem... W takim razie z tej strony Thor - właścicielka Torance i Asgrima. Począwszy od dzisiaj, jeśli macie jakieś opowiadania, to możecie wysyłać je również do mnie. Postaram się dodawać je najszybciej jak się da, obiecuję!
Hw: Tina017
Adres e-mail: ulicznyksiadztomek@gmail.com


Pozdrawiam cieplutko!
Thor

niedziela, 2 grudnia 2018

Od Asgrima "Echa przeszłości" cz. 5

Początek marca 2019r.
Tego dnia walczyłem na spojrzenia z moją nauczycielką. Vestar twierdziła, że odwracanie wzroku jest pierwszą oznaką słabości, która może zmotywować mojego przeciwnika do nasilenia ataku. Poza tym miał to być dobry sposób na skupienie się na aurze wilka bez tracenia go z oczu. W tym musiałem przyznać jej rację – kiedy ćwiczyłem z Tori, wilczyca wykorzystywała to, że musiałem zamknąć oczy i mnie popychała, co skutecznie przywracało mnie do rzeczywistości. Gdy opowiedziałem o tym Vestar, jej pysk wykrzywił się w lekkim uśmiechu, który szybko zniknął. Powiedziała wtedy, że Tori powinna nauczyć się magicznej obrony. Było to jednak o tyle trudne, że samica nadal nie odkryła żadnej umiejętności... Znaczy jasne, była ode mnie znacznie szybsza i zwinniejsza, poruszała się ciszej, ale... Nie potrafiła nawet wyczuć aury, co było przecież najprostszą rzeczą.
Przyglądałem się jasnoniebieskim, przywodzącym na myśl lód oczom wilczycy. Miałem wrażenie, że widziałem wcześniej identyczne, ale nie potrafiłem wskazać czyje dokładnie. W Zakonie było dużo niebieskookich... Próbowałem przywołać w głowie wygląd wszystkich znanych mi wilków, ale nadal nie byłem pewien. Nie miałem pamięci do takich rzeczy...
- Nie rozpraszaj się. - powiedziała wadera, a ja zdałem sobie sprawę, że trochę odpłynąłem myślami. Na powrót skupiłem się na oczach Vestar i próbowałem nie drżeć, gdy ta posyłała mi swoje najgroźniejsze i najbardziej lodowate spojrzenia. Nie było to proste zadanie.
Po dłuższym czasie pysk kapłanki rozświetlił uśmiech.
- Bardzo dobrze, As. Teraz przejdziemy do... - urwała głos, a ja poczułem czyjąś obecność w swoim umyśle. Poczułem jak zaczyna wypełniać mnie panika. Nienawidziłem, gdy atakowała mnie znienacka... 
- Idź sobie! - krzyk sam wyrwał mi się z gardła.
Czułem, jak przerażenie formułuje kule w moim brzuchu, a sierść staje dęba. Próbowałem pozbyć się wilczycy ze swojego umysłu, wyszukiwałem najdziwniejsze obrazy, atakowałem ją czym popadnie, ale to nie zdawało robić na niej żadnego wrażenia. Była zbyt silna.
Wiedziałem, że to ona każe mi się bać, co jeszcze bardziej potęgowało moje przerażenie. A może to był kolejny niewypowiedziany rozkaz? Wszystko zaczynało mi się mieszać i czułem, że jeśli to się zaraz nie skończy, to moje szaleńczo bijące serce wypadnie z piersi.
Zdesperowany położyłem się na plecach, popiskując cicho. W rzeczywistości miałem ochotę wyć i błagać, by samica zaprzestała, ale wątpiłem, bym mógł cokolwiek powiedzieć.
Dopiero po kilku chwilach, przerażenie zaczęło znikać. Jednak nadal czułem, że samica nie opuściła mojego umysłu. Tylko tym razem nakazywała mi się uspokoić, co moje skołatane ciało przyjęło z wielką ulgą. 
Gdy moje serce już całkiem się uspokoiło, wilczyca opuściła mój umysł i stanęła nade mną. Jej spojrzenie było - jak zwykle - chłodne.
- Musisz nauczyć się bronić w każdej chwili. Twój przeciwnik nie powie ci, w którym momencie zaatakuje. - powiedziała - To na tyle. Możesz wracać do siebie.
Pospiesznie wstałem i otrzepałem się z ziemi, której drobinki z pewnością zdążyły przyczepić się do mojego futra. Następnie podniosłem łeb i spojrzałem prosto w oczy wilczycy.
- Po co właściwie się tego uczymy? Nie mam być kapłanem?
Vestar tylko się uśmiechnęła.
- Liczę, że będziesz najlepszy ze wszystkich. Silniejszy nawet od Wielkiego Mistrza. Nie zawiedź mnie.
- Ale... - zacząłem, jednak wilczyca już się odwróciła i zaczęła iść w stronę jaskiń kapłanów. Obserwowałem jej wysoką sylwetkę i poruszającą się na wietrze brunatną sierść. W chwili gdy sam chciałem odejść, samica się odwróciła.
- Przykro mi, As.
- Czemu? - spytałem, marszcząc brwi. 
Vestar albo nie słyszała mojego pytania, albo postanowiła nie odpowiadać. W pierwszej chwili chciałem za nią pobiec, ale ta - jakby czytając mi w myślach – przyspieszyła. Wiedziałem, że nie mam z nią szans, więc westchnąłem i postanowiłem skierować swoje kroki w stronę jaskini Tori, by ta mogła na mnie poćwiczyć. Po zajęciach z Vestar byłem zawsze wyczerpany, więc nie obroniłbym się automatycznie przed jej ewentualnym wejściem.
Gdy szedłem w odpowiednią stronę, moje myśli zaprzątały słowa mojej mentorki. Nie wiedziałem o co mogło chodzić i bardzo mnie to ciekawiło. Z drugiej strony miałem przeczucia, że cokolwiek to było, nie spodoba mi się.
- Muszę o tym pogadać z moją małą Lisicą – mruknąłem.
Kilka chwil później dostrzegłem jaskinię, jednak coś było nie tak. Zwykle przed wejściem siedziała moja przyjaciółka i wyczekiwała mnie z niecierpliwością, co całkiem mi schlebiało. Może zagadała się z Edel – najmłodszą uczennicą z naszej grupy i przy tym współlokatorką Tor?
Trochę zdziwiony, wlazłem do środka, krzycząc coś na powitanie. Odpowiedziało mi kilka szczeniaków, jednak nie usłyszałem wśród nich głosu mojej przyjaciółki. Już całkiem zmartwiony rozejrzałem się, a gdy nie dostrzegłem jej charakterystycznego rudego futerka, moje serce zamarło.
- Cześć, As!
Spojrzałem w dół i rozpoznałem piaskową sierść Edel, która wpatrywała się we mnie jasnoniebieskimi oczami. W mojej głowie niemal od razu pojawił się obraz lodowych tęczówek Vestar, jednak szybko zdałem sobie sprawę, że te należące do młodszej wilczycy przypominają raczej letnie niebo.
- Cześć, E. Widziałaś może Tori?
Samica widząc moją zmartwioną minę, uśmiechnęła się. No tak, zawsze zapominałem, że odkąd tylko zacząłem przychodzić tutaj regularnie, młodsza wilczyca wzięła sobie za cel doprowadzić do tego, bym ja i Tor zostali parą. Nasłuchała się o wielkiej miłości Mistrza i nie mogła zrozumieć, że w Zakonie związki nie istnieją, a my nigdy byśmy nawet nie chcieli być razem. Byliśmy przyjaciółmi i tak było dobrze.
- Dopiero przyszłam, więc nie. Czekaj... - Edel odwróciła się do jednego z najmłodszych szczeniaków w jaskini – Fin! Wiesz może gdzie jest Tori?
Szary wilczek odwrócił łeb w naszą stronę, co wykorzystał jego kolega, z którym się wcześniej siłował i rzucił się na basiorka. Fin szybko na niego warknął, na co ten wycofał się z podkulonym ogonem. Uśmiechnąłem się lekko na ten widok.
- Wielki Mistrz.
- Co? - zmarszczyła brwi Edel.
- Wielki Mistrz? - powtórzyłem, czując, jak robi mi się zimno.
Fin zerknął w stronę swojego kolegi, upewniając się, że ten nie zamierza go na razie zaatakować.
- Poszła z nim – powiedział i zaskakującą szybkością odwrócił się, by skoczyć na drugiego szczeniaka.
Wymieniłem z Edel zmartwione spojrzenia.
- Jak myślisz, co od niej chciał?
- Nie wiem... - westchnąłem, starając się udawać spokój. - Może chciał porozmawiać z nią o jej postępach?
- Znaczy się ich braku? - upewniła się Edel, jednak gdy zgromiłem ją wzrokiem, zreflektowała się. - Przepraszam. Już się tak nie denerwuj...
W odpowiedzi tylko przewróciłem oczami. Ta wilczyca była czasem niemożliwa.
- Mam złe przeczucia – mruknąłem, kładąc się na ziemi. Nie miałem zamiaru się stąd ruszać, dopóki nie wróci moja przyjaciółka. Za bardzo się martwiłem...
Edel nie podzielała moich obaw i zaczęła prosić mnie o ćwiczenia. Początkowo byłem nastawiony dość sceptycznie i dopiero argument, jakoby miało to być dobrym sposobem na zabicie czasu w oczekiwaniu na Tor, mnie przekonał.
Zadowolona z siebie wilczyca usiadła naprzeciw mnie i zacisnęła powieki. Obserwowałem ze znudzeniem jak stara się ze wszystkich sił dojrzeć moją fioletową aurę. A może nawet próbowała sformułować własną energię i mnie zaatakować? Nie miałem pojęcia i nieszczególnie mnie to obchodziło. Moje myśli zaprzątała właśnie całkiem inna wadera.

- Czy ty śpisz? - usłyszałem nagle czyiś głos. 
Zerwałem się z miejsca i rozejrzałem nerwowo. Mój wzrok spoczął na sylwetce Edel.
- Co? Nie. Skądże. Ja tylko tak... - zacząłem się tłumaczyć, na co wadera parsknęła śmiechem – Nie śmiej się!
W odpowiedzi usłyszałem kolejny wybuch śmiechu.
- Dzięki, E. Zawsze mnie wspierasz... - burknąłem, zerkając w stronę wyjścia z jaskini. Zaczynało się robić ciemno... - Tori wróciła?
Uśmiech zamarł na pysku wadery, a w jej oczach zalśnił niepokój.
- Nie i zaczyna mnie to martwić. Powinna już dawno wrócić.
Pokiwałem głową ze zrozumieniem, czując jak zaczyna mnie boleć brzuch z nerwów. Ta cała sytuacja była tak dziwna, nienaturalna i inna... Kojarzyła mi się z jakimś koszmarem, który nie chciał się skończyć.
Edel zbliżyła się do mnie i lekko zadarła łeb, by spojrzeć mi prosto w oczy. Z pewnym zaskoczeniem stwierdziłem, że choć młodsza była już znacznie wyższa od mojej przyjaciółki.
- Co masz zamiar zrobić?
Wzruszyłem ramionami i już chciałem oznajmić, że nie mam pojęcia, gdy do głowy wpadł mi pewien nieco ryzykowny pomysł.
- Pójdę tam i zapytam, co się z nią stało.
Edel wytrzeszczyła na mnie oczy.
- Nie mówisz poważnie... - powiedziała, mierząc mnie zdumionym spojrzeniem. Gdy nie zareagowałem, westchnęła – Cholera, As, całkiem oszalałeś. A chyba ja jeszcze bardziej, bo mam zamiar iść z tobą.
Tym razem to na moim pysku wymalował się szok.
- Żartujesz. Nigdzie nie idziesz, Edel.
- Owszem, idę. To też moja przyjaciółka, rozumiesz, As?
W jej oczach pobłyskiwała determinacja, a ja wiedziałem, że nie miałem szans, by wygrać z nią tej kłótni. Jej nieugięta postawa wywołała u mnie pewien rodzaj ulgi. Jakby nie było, obawiałem się iść sam. Poza tym wilczyca miała rację – oboje musieliśmy dowiedzieć się, co działo się z Tor. A żeby uzyskać te informacje trzeba było udać się prosto do jamy lwa – to znaczy jaskini Wielkiego Mistrza.

C.D.N

Uwagi: kilka literówek.

czwartek, 29 listopada 2018

Od Torance "Szczenię" cz. 5

Grudzień 2019r.
Odkąd zamieszkałam z Yuko miałam problemy z odnalezieniem się. Wilczyca miała wiele zajęć i często do jaskini wracała dopiero wieczorem, więc jeśli nie chciałam siedzieć sama w przestronnej grocie nauczycielki, musiałam spędzać dnie poza nią. Niby logiczne, a jednak, gdy pewnego dnia Yuko wyszła na polowanie i zostałam sama, byłam nieźle przerażona. Obawiałam się, że coś zepsuję, pomieszam, narządzę jakichkolwiek szkód i moja opiekunka najpierw boleśnie się na zemści, by potem mnie oddać do Sohary, za którą tęskniłam, ale… Lubiłam uczyć się liczyć z Yuko, odkrywać, że groźna nauczycielka nie jest taka zła, mieć własną opiekunkę. Nie chciałam się z tym rozstawać po zaledwie kilkunastu dniach.
W każdym razie z obawy przed naruszaniem ładu jaskini błąkałam się po terenach watahy. Często też odwiedzałam Soharę oraz Shena, którzy ciągle wypytali mnie, czy Yuki mnie dobrze traktuje. Żadne z nich nie ukrywało, że nie miało do niej wielkiego zaufania. Zwłaszcza Shen suszył mi łeb, że niepotrzebnie się zgadzałam i będę tego jeszcze żałować. Zbywałam jego uwagi uśmiechem, jednak w głębi duszy jego słowa poruszały moją strunę podejrzliwości oraz strachu przed nauczycielką polowań.
- Chciałbym w końcu odkryć swoją moc… - jęknął któregoś wieczoru Ashe.
Odłożyłam na bok wskazane przez nowego przyjaciela liście, które mieliśmy przygotować na najbliższą lekcję z tworzenia eliksirów i przyjrzałam się żałosnej minie basiora.
- Odkryjesz ją – powiedziałam, uśmiechając się.
- Aha. Pewnie będzie jakaś okropna jak na przykład rozmowa z gołębiami.
Zmarszczyłam brwi.
- Gołębiami?
Wilk przytaknął szybko.
- No wiesz… Z tymi okropnymi ptaszyskami, które chyba są wśród ludzi. Powinnaś je znać. – przyjrzał mi się spod zmrużonych oczu.
W odpowiedzi machnęłam łapą z niecierpliwieniem.
- Wiem, co to gołębie. Po prostu rozmowa z tymi ptakami mogłaby być bardzo pouczająca. Mógłbyś się tyle dowiedzieć o świecie ludzi! – mogłabym się założyć, że moje oczy rozbłysły. Choć lepiej było nie mówić tego na głos, to wiele bym dała za możliwość dowiedzenia się, co się działo w Mieście…
- Co mnie obchodzi ich świat? Wolę żyć jako wilk z dala od ludzi, a nie jak jakiś kundel… - burknął niezbyt zadowolony samiec, a ja wstrzymałam powietrze i odruchowo od niego odskoczyłam. Co prawda nasze relacje się poprawiły, ale gdy tylko wspomniał o psach, w mojej głowie odtworzyły się dziesiątki obelg, które słyszałam pod swoim adresem od moich wilczych krewniaków.
Shen dopiero po chwili zdał sobie sprawę z sensu swoich słów i przeprosił. Niemniej nie potrafiłam zmusić się do wykonania kroku w stronę samca. Zauważywszy to, westchnął i zerwał kilka kwiatów jakiejś rośliny. Między nami zaległa cisza.
- Poza tym... Boję się gołębi – powiedział w pewnym momencie basior, a ja zaskoczona zwróciłam pysk w jego stronę.
- Gołębi? Mówisz serio?
Wilk szybko pokiwał głową, by po chwili umknąć w swoją stronę z zawstydzonym uśmiechem na pysku.
Obserwowałam jego znikającą za drzewami Magicznego Ogrodu sylwetkę. Nie biegłam za nim. I tak nie miałam szans – wychowany w dziczy samiec był znacznie szybszy. Zamiast tego zebrałam swoje roślinki i ruszyłam w stronę miejsca, które kusiło mnie odkąd tylko zaczęłam lekcje liczenia z Yuko.

Owszem, słyszałam, że nasza biblioteka jest większa niż może się to wydawać z zewnątrz oraz nadzwyczajnie piękna, ale chyba nic nie mogło przygotować mnie na to, co znalazłam w środku. Regały zdawały się ciągnąć w nieskończoność, a drzewa nieznanego mi gatunku – cóż za nowość! – zachwycały swoim wyglądem. Jedyne, co mi się nie podobało, to nieco zatęchły zapach, ale biorąc pod uwagę, że podobno biblioteka była niezwykle stara, to nie powinnam narzekać.
Rozejrzałam się w poszukiwaniu kogoś, kto mógłby mi pomóc w odnalezieniu czegoś odpowiedniego. Sama nie potrafiłam czytać – ba! Nawet nie znałam żadnych znaków, jeśli nie liczyć tych składających się na moje imię, które widniało na zawieszce przy mojej obroży. W sumie to nawet nie wiedziałam, czy po tylu miesiącach i je potrafiłabym rozpoznać… Wracając; sama nie potrafiłam czytać i na pewno nie zdołałabym odnaleźć się w tym niezwykłym miejscu, a co dopiero znaleźć coś w odpowiednim języku!
Po jakimś czasie dostrzegłam biurko, za którym siedział jakiś wilk. Nie znałam go.
- Dzień dobry! – zawołałam, biegnąc w jego stronę.
Wilk podniósł łeb i zmierzył mnie spojrzeniem od łap po czubek uszu.
- W bibliotece należy zachować ciszę – powiedział, a ja poczułam jak robi mi się wstyd. Co za wtopa… - Dzień dobry.
- Przepraszam… Ja jeszcze nigdy nie… Nie wiedziałam… Naprawdę bardzo przepraszam – mówiłam napędzana wstydem. Wilk słysząc moje tłumaczenia, roześmiał się cicho.
- Nie szkodzi i tak nikogo dzisiaj nie ma. Szukasz czegoś szczególnego?
Podniosłam na niego wzrok.
- Och. No tak. Ma pan tutaj może coś odpowiedniego do nauki czytania?
Bibliotekarz zamyślił się, by po chwili dając mi znak ogonem, że mam podążać za nim, zagłębił się między regały z książkami. Podążałam za nim krok w krok, jednak nie mogłam powstrzymać się przed rozglądaniem się dookoła. Zapach starych ksiąg przestał mi przeszkadzać, nawet stał się w jakiś sposób fascynujący – w końcu jaką niesamowitą wiedzę i jakie interesujące historie muszą mieć w sobie te wszystkie stare książki? Gdybym tylko umiała je jeszcze odczytać…
- Ile masz lat? – odezwał się w pewnym momencie wilk.
- Prawie dwa lata – odparłam nieco zaskoczona pytaniem.
Bibliotekarz zmierzył mnie spojrzeniem bystrych oczu.
- Nie wyglądasz – powiedział tylko i wrócił do przeglądania nowszych książek. Po kilku chwilach wyciągnął zębami jedną z tomiszczy i położył ją przede mną. – Może być odrobinę infantylna, ale to właśnie książki dla dzieci są najlepsze do nauki. Są proste oraz mają duże litery. Gdy już nauczysz się czytać, chętnie pomogę znaleźć ci coś bardziej odpowiedniego do twojego wieku.
- Dobrze. Dziękuję – powiedziałam, chwytając książkę w zęby. Już miałam kierować się do wyjścia, gdy wilk zwrócił się do mnie, ochraniając mnie tym samym przed kolejną fantastyczną wpadką.
- Zanim wyjdziesz, musimy założyć ci kartę.
Powiedziawszy to, wilk wrócił do swojego stanowiska. Następnie zmienił swoją postać na ludzką i wyjął jakąś kartkę oraz coś, co nazywało się chyba krótkopisem.
- Należysz do Watahy Magicznych Wilków, prawda? – spytał, a gdy przytaknęłam, zapisał coś na tej kartce. Obserwowałam ruchy jego ludzkiej dłoni całkowicie zafascynowana. Nie były może tak płynne jak Piotrka, ale wiedząc, że jego prawdziwą formą był wilk… Nie potrafiłam powstrzymać podziwu, że udało mu się nauczyć tak zgrabnie pisać. – Imię?
- Pełne?
Przytaknął, na co westchnęłam. Nie lubiłam swojego pełnego imienia.
- Torance.
Bibliotekarz podniósł na mnie wzrok i westchnął.
- Pewnie nie wiesz, jak to się pisze... – mruknął bardziej do siebie niż do mnie. Nie potrafiłam jednak powstrzymać się przed odpowiedzią.
- Wiem. Jest zapisane tutaj – zrobiłam zeza, wskazując tym samym na moją obrożę.
Człowiek w odpowiedzi się uśmiechnął i kazał mi zbliżyć się do niego, co bezzwłocznie zrobiłam. Po chwili przepisał moje imię i zapytał mnie jeszcze o dokładny wiek oraz czy mam opiekuna. Gdy skończył wypełniać kartę, podniósł książkę, którą położyłam na ziemi niedaleko biurka i zaczął coś jeszcze bazgrać na znajdującej się wewnątrz kartce.
Po jakimś czasie pokazał mi moją kartę oraz wręczył zdobytą książkę. Zanim wyszłam, kazał mi jeszcze obiecać, że oddam ją przed moimi drugimi urodzinami, które przypadały w następnym miesiącu. Złożyłam szczerą przysięgę, która wywołała delikatny uśmiech na pysku bibliotekarza.

Czułam na sobie wzrok mojej opiekunki, jednak starałam się tym nie przejmować i jak gdyby nigdy nic przyglądałam się obrazkom, znajdującym się w książce. Wszystkie były bardzo ładne i kolorowe, jednak najbardziej przypadł mi do gustu ten, na którym kobieta ubrana w różnego rodzaju rośliny zdawała się iść tanecznym krokiem po polanie i sypać kwiaty. Nad nią leciały wielkie ptaki, a w ich dziobach tkwiły przybory, z których pomocą ptaszyska malowały tęczę. Gdy przyglądałam się temu obrazkowi, czułam jakiegoś rodzaju nadzieję i radość, która zdawała się napływać. Kojarzył mi się z wiosennym odrodzeniem, które tak uwielbiałam, więc chyba nic dziwnego, że to właśnie on skradł moje serce.*
Moje rozmyślenia przerwał chłodny głos nauczycielki polowań.
- Umiesz czytać?
Automatycznie poderwałam łeb i spojrzałam w jej stronę. Yuki przyglądała mi się spod zmarszczonych brwi,
- Nie.
Na pysku wilczycy zaigrał uśmiech, który zniknął jeszcze szybciej, niż się pojawił.
- Rozumiem w takim razie, że wypożyczyłaś książkę, żeby pooglądać obrazki?
- Tak właściwie to... - zaczęłam z uśmiechem, wpływającym na mój pysk.
- Zaczynam żałować, że adoptowałam właśnie ciebie – przerwało mi burknięcie. Gdy tylko je usłyszałam, uśmiechnęłam się najweselej, jak umiałam.
- Czyli mnie nauczysz? Proszę, proszę, proszę!
Wadera przewróciła oczami i mrucząc coś, co raczej nie było odpowiednie dla uszu szczeniaka, wskazała łapą miejsce obok siebie. Bez zastanowienia pochwyciłam książkę i podbiegłam do wilczycy. Następnie zostawiłam moją wspaniałą zdobycz tuż przed łapami Yuko i usiadłam tuż obok niej, stykając się z nią bokiem. Nauczycielka zesztywniała pod moim dotykiem, by dopiero po kilku chwilach się rozluźnić i odetchnąć. Nie wiedziałam, czemu tak zareagowała. Przez myśl przebiegło mi, że może się mnie brzydzi, jednak szybko porzuciłam ten pomysł. Gdyby tak było, nigdy by mnie nie przygarnęła.
Obserwowałam, jak samica przebiega wzrokiem litery, by po chwili prychnąć.
- Nie jesteś na takie książki zbyt młoda? - spytała, a ja zmarszczyłam brwi.
- Bibliotekarz powiedział, że to dla dzieci... - powiedziałam niepewna, co miała na myśli moja opiekunka – Mówił, że jak już nauczę się czytać, to pomoże znaleźć coś dla starszych.
Wilczyca uniosła brwi.
- Sama się nauczysz?
- Że jak już moja najwspanialsza opiekunka mnie nauczy – poprawiłam się szybko. - Lepiej?
Yuki mruknęła coś w odpowiedzi i jeszcze raz przyjrzała się kolorowej stronie.
- Spróbuj to przeczytać.
Poczułam, jak ulatnia się ze mnie całe powietrze.
- C-co? Ale ja...
- Spróbuj – powtórzyła opiekunka, a ja nie mogąc powstrzymać nerwowego drżenia, zbliżyłam się do książki i przyglądałam się czarnym szlaczkom, które nic a nic mi nie mówiły.
- Eeee... To tutaj jest taka kobieta i kwiaty, i ptaki, i...
Przerwało mi przepełnione irytacją westchnięcie.
- Wiesz w ogóle co to jest litera?
- Jeden czarny szlaczek – odpowiedziałam bez zastanowienia.
Yuki skinęła głową.
- Czemu on odpowiada?
- Nie wiem...
- Głosce – powiedziała, a gdy dostrzegła, że słowo to nic mi nie powiedziało, westchnęła – Głoska to jest to, co wymawiasz.
Wilczyca odsunęła się i zaczęła rysować pazurem jakiś znak w piasku. Był to tak jakby trójkąt, z tą różnicą, że dwa jego boki wystawały poza jedną z linii. Szybko obok tego znaku pojawił się następny, który rozpoznałam jako jeden z tych, który znajdował się na zawieszce przy mojej obroży.
- To jest litera „a”. Występuje ona w dwóch wariantach. Na początku zdań, imion lub nazw takich jak Zielony Las zapisuje się ją w taki sposób. Takie litery nazywamy „wielkimi” – Yuki wskazała na przedłużony trójkąt, by następnie wskazać na ten drugi znak. - Gdy wyraz jest w środku zdania lub „a” znajduje się w środku czy końcu wyrazu, zapisujemy je „małymi literami”.
Przyglądałam się w literze w najczystszym skupieniu. Tak, jak to było, gdy zaczęłam naukę u wilczycy, starałam się wyryć znak w swojej pamięci.
- Ile ich jest? Tych liter?
- Trzydzieści dwie znajdujące się w alfabecie naszego języka oraz trzy dodatkowe, które można znaleźć w imionach. Są jednak jeszcze dwuznaki oraz...
- O Losie... - mruknęłam, otwierając szeroko oczy ze zdziwienia. Zapowiada się przed nami naprawdę wiele pracy...

Nie omówiłyśmy nawet połowy alfabetu, a mi już pękała głowa. Yuki zauważywszy, że powoli przestaję kontaktować ze światem, zarządziła koniec na dziś i kazała mi iść spać. Próbowałam protestować, jednak wiedziałam, że nawet gdybym patrzyła całkowicie przytomnie, nie miałam szans wygrać z Yuko. Moja opiekunka potrafiła być niesamowicie stanowcza. Udało mi się jednak wywalczyć niechętną obietnicę, że wrócimy do nauki czytania następnego dnia. Było to moim największym sukcesem tego wieczoru.
- Dobranoc – mruknęłam, układając się w kulkę w jednym z kątów jaskini.
- Dobranoc.

C.D.N.

* Opis inspirowany prawdziwym obrazkiem z jednej z książek dla dzieci. Nie pamiętam niestety tytułu, ani zbyt wielu szczegółów. Wiem jedynie, że była to jedna z tych kwadratowych książeczek z krótkimi, często rymowanymi opowiastkami oraz, że ta opowiadała o wiośnie. Była to jedna z moich ulubionych ;)

Uwagi: Zamiast czasownika błędnie użyty imiesłów.

środa, 21 listopada 2018

Od Asgrima "Zamek z duszą" cz. 3

Listopad 2021r. 
Obudziło mnie dzikie wycie. Zerwałem się z miejsca gotowy ochrzanić kogoś, komu zachciało się ćwiczyć swój upiorny śpiew tuż przed moją jaskinią. Dopiero po chwili zdałem sobie sprawę, że nie znajdowałem się we własnej grocie, tylko w tym cholernym zamku, którym tak zachwycałem się wieczorem. Co ja w nim widziałem?!
Następne co usłyszałem to okropny wrzask, na którego dźwięk mimowolnie się skrzywiłem. Moje i tak szybko bijące serce jeszcze bardziej wzmogło swoją pracę. Myśli krzyczały, że coś jest nie tak, że powinienem uciekać. Jednak ciało miało w poważaniu, czy coś mi się stanie. Nie potrafiłem nawet ruszyć ogonem, o łapach nie wspominając.
Nagle coś zajaśniało, a ja odzyskałem możliwość poruszania się. Instynktownie obróciłem łeb w stronę, z której nadbiegło niebieskawe światło. To był błąd. Cholerny błąd. Nie chciałem tego widzieć. Choć z drugiej strony krótkie życie w nieświadomości nie było wcale lepsze.
Obserwowałem jak ze ścian wynurzają się ogromne, pobłyskujące na błękitno zjawy. Jak szczury, które dotychczas leżały na ziemi teraz powstają i idą w moją stronę. Jak z korytarza prowadzącego do schodów nadchodzi szkielet.
Wszystkie postacie otworzyły w jednej chwili swoje straszne gęby, a budynkiem wstrząsnął niemożliwy do zrozumienia, tubalny wrzask. Cegły znajdujące się obok moich łap podskoczyły. Chciałem uciec z krzykiem, znaleźć się jak najdalej stąd. A jednak nie potrafiłem ruszyć się ani o odległość wróbla, a gdy otwierałem pysk, nie wydobywał się z niego żaden odgłos.
W momencie, kiedy nawiedzeni mieszkańcy zamku znaleźli się niebezpiecznie blisko, odzyskałem czucie w łapach. Nie czekałem ani chwili dłużej, zerwałem się z miejsca i pobiegłem tak szybko jak jeszcze nigdy.
Obolałe mięśnie dawały o sobie znać, ale nie zważałem na nie. Musiałem znaleźć wyjście. Szybko.
Niestety, jak na złość, wszystkie ściany wydawały się takie same. Żałowałem, że nie zwróciłem większej uwagi na charakterystyczne rzeczy, które mogły pomóc mi się odnaleźć. Ślizgałem się po pokrytej wodą podłodze, czując tuż za sobą obecność stworzeń wyjętych z opowieści grozy. Nie wiedziałem, czy naprawdę za mną podążały, czy to była jedynie wina mojej wzmaganej strachem wyobraźni. Zresztą, czy to było ważne?
Gdy wbiegłem w kolejny ślepy zaułek, zachciało mi się wyć. Byłem przerażony. Wiedziałem, że moim ciałem wstrząsają dreszcze, ale jedyne co czułem w tamtej chwili to troska o własne życie. Odwróciłem się najszybciej jak umiałem i ruszyłem biegiem w stronę, z której nadszedłem. Musiałem stąd uciec. Po prostu musiałem.
Mrok rozświetliło bladoniebieskie światło, a wraz z nim nadszedł kolejny tubalny wrzask, który wstrząsnął ziemią. Widziałem kątem oka zbliżającą się postać, która zdawała się mieć ludzkie kształty. Czułem na sobie jej groźne spojrzenie. Czego ona ode mnie chciała?!
Do moich nozdrzy dostał się zapach lasu. Idealna, kojąca woń starych, jesiennych i przemoczonych liści, która wskazywała mi drogę do wyjścia niczym najlepszy drogowskaz. Odetchnąłem z ulgą i przyspieszyłem.
Moi przyjaciele nie zostali jednak na długo w tyle. Moja sierść stawała dęba, gdy odczuwałem ich obecność tuż za sobą. Miałem ochotę się poddać, poprosić o szybką śmierć i pewnie bym to zrobił gdyby nie przeczucie, że to już blisko, może za kolejnym zakrętem znajdę wyjście z tej pułapki.
STÓJ.
Nagle głośne słowo uderzyło w mój biedny, zlękniony umysł. A moc jego była tak wielka, nakaz sformułowany tak dosadnie... Musiałem zrobić to, co mi kazał. Jego właściciel był silniejszy i taki wilczek jak ja nie mógł po prostu go zignorować.
- Tak? - spytałem, odwracając się. Moje nogi uginały się z emocji i zmęczenia, ale stałem mężnie. No może pomijając wstrząsające ciałem drżenie.
Następny nakaz nie został sformułowany jasno. Mogło się zdawać, że istota, która go nadała, potrzebowała chwili na nabranie mocy. A może nie był on tak ważny...
W każdym razie, czując całym sobą, co powinienem zrobić, podniosłem łeb i odszukałem wzrokiem górującą nad wszystkim postać. Przyglądałem się jej z uwagą i nie potrafiłem nie dostrzec, jak była piękna.
Była człowiekiem lub przynajmniej istotą o ludzkiej sylwetce. Widziałem jak jej cudownie długie, prawie białe włosy delikatnie powiewały, jakby na przekór silnemu wichrowi, który poruszał moim futrem. Podziwiałem jej idealną twarz w kształcie owalu, przyglądałem się pełnym, ciemnoniebieskim ustom i prostemu noskowi. Jednak tym, co wzbudziło mój najszczerszy zachwyt były prawie czarne oczy, w których lśniła obojętność. Owszem, jej spojrzenie mogło doprowadzić do zamarznięcia pożaru. Owszem, dostrzegałem jej nienawiść względem mnie. Lecz w tym momencie czułem tylko zachwyt nad jej urodą oraz radość, że patrzy tylko na mnie.
Co widzisz?
Na mój pysk wkroczył wręcz błogi uśmiech.
- Czyste piękno...
Kobieta uśmiechnęła się zalotnie, co przyprawiło mnie o palpitacje serca. Na Eydis, jaki ona miała uśmiech... W życiu nie widziałem piękniejszego i pewnie już nigdy nie zobaczę.
Podobam ci się?
Chciałem krzyczeć, że tak. Móc ją dotknąć. Marzyłem, żeby złożyła na moim pysku pocałunek, który tak często widywałem podczas wizyt w mieście.
Niebieska posłała mi buziaka, jakby czytała w moich myślach, co nawet by mnie nie zdziwiło. Odpowiedziałem kolejnym uśmiechem i zacząłem zmieniać swoją postać. Wiedziałem, że moje wilcze ciało jest zbyt plugawe dla tej cudownej kobiety. Musiałem być człowiekiem.
Gdy tylko to zrobiłem, postać obdarzyła mnie cudownym uśmiechem, który zaparł mi dech w piersiach. Przyglądałem się jej niebieskawej twarzy, nie potrafiąc wypuścić powietrza z płuc. Gdy się zbliżyła, poczułem jak klatka piersiowa zaczyna promieniować bólem.
Spójrz na mnie.
Nie potrzebowałem większej zachęty. Nadal nie nabierając powietrza, spojrzałem prosto w czarne oczy kobiety, która unosiła się w powietrzu tuż przede mną. Musiałem tylko pochylić głowę i...
Czerń oczu zdawała się pochłaniać świat. Granatowe usta rozciągały się w zalotnym, lecz przerażającym uśmiechu. Spojrzałem szybko na nie i zemdliło mnie. Ta piękna zjawa miała ostre niczym igły zęby pokryte czymś czerwonym. Gdy tylko zwróciłem wzrok w stronę jej oczu, zrozumiałem, co to było.
Nie ruszaj się.
Z mojego gardła wydobył się wrzask.

Poczułem na swoim ciele czyjąś łapę. Niemal od razu zerwałem się na równe nogi. Wyglądało na to, że zemdlałem ze strachu.
- Zostaw mnie! Proszę! - wyskomlałem, czując jak do moich oczu napływają łzy przerażenia. Nie chciałem umierać, tak bardzo nie chciałem. Jak mogłem dać się tak zwieść tej okropnej, pięknej kobiecie?
- As, to tylko ja. Spokojnie. - usłyszałem czyiś głos. Nie był on jednak taki, jak tej kobiety. Słyszałem jej słowa, a nie odczuwałem w umyśle.
- Kto...? - spytałem, podnosząc dłonie i ocierając oczy.
Do moich uszu dotarło ciche westchnięcie. Skierowałem wzrok w stronę, z której nadeszło i mrugając oczami zaczynałem rozpoznawać drobną, wilczą sylwetkę.
- Tori, twoja partnerka. Uspokój się, to był tylko sen.
Słowa samicy sprawiły, że moje serce się uspokoiło, oddech zaczął powoli wracał do normy. Jednak to dotyk długiego, miękkiego futra wywołał na mojej twarzy uśmiech.
- To tylko ty... - powiedziałem i nie zważając na cisnące mi się do oczu łzy ulgi, pochyliłem się i wtuliłem się w rudą sierść wilczycy. Pachniała naszą watahą, lasem, w którym polowała i wrzosami, które kochała.
Po jakimś czasie odsunęła się i mierząc mnie ciepłym spojrzeniem błękitnych oczu, spytała:
- Co ci się śniło?
W odpowiedzi pokręciłem głową. Nie chciałem o tym rozmawiać. Mroczny zamek i koszmarne postacie były przerażające, lecz mógłbym o tym powiedzieć bez obaw. Jednak jeśli moja partnerka dowiedziałaby się o mojej prawie-zdradzie podczas snu... Wtedy chyba wolałbym wrócić do niebieskiej zjawy, może chociaż miałbym jakieś minimalne szanse na przeżycie...

Uwagi: "(...) podniosłem łeb i odszukałem wzrokiem górującej nad wszystkim postaci." - powinno być raczej "podniosłem łeb i odszukałem wzrokiem górującą nad wszystkim postać". Literówki.