Zacieśnianie więzi

W ramach lepszego zapoznania się ze sobą realizujemy comiesięczny projekt losowania osób, do których można napisać op. i dostać dzięki temu +3 pkt. do każdej z umiejętności (+1 pkt. do mocy).
Link do osób, które zostały wylosowane znajduje się tutaj. :)

czwartek, 14 czerwca 2018

Od Navri "Jestem młodsza, ale nie gorsza" cz. 11

 Styczeń 2020
Obudziłam się rano. Nie wiedziałam dokładnie, czy tego kolejnego dnia, czy może aż tydzień później. Nie czułam jednak szczególnego głodu, więc domyśliłam się, że mój pobyt w szpitalu - gdyż tak sprecyzowałam swoje położenie na podstawie ostrego aromatu ziół - nie trwał nazbyt długo. Panowała cisza tak dotkliwa, że aż buczało mi w uszach. Przewróciłam się na drugi bok, a wtedy przez moją głowę przeszła fala bólu, a także uświadomiłam sobie, że musiałam być usmarowana w tym miejscu jakimś zielskiem. Stęknęłam cicho. Nie podobała mi się cała ta sytuacja.
Dopiero po chwili zaczęłam sobie przypominać co tak właściwie się stało. Atak demonicznego zwierzęcia, próba obrony, uderzenie w głowę... Wszystko nabierało sensu. Musiałam zostać ranna. Czułam również szczypanie w łapach oraz w okolicy brzucha, musiałam się zadrapać przy upadku. Tam również byłam posmarowana jakąś maścią chłodzącą. Nie mogłam jednak doprecyzować co to mogło być, bo jeszcze nie miałam ani jednej lekcji warzenia eliksirów. Sama myśl o tym, że czegoś nie wiem była dla mnie frustrująca.
- Navri! - usłyszałam radosny okrzyk taty. Skuliłam się nieco. Musiała mnie dopaść migrena.
- Ciii... - syknęłam. Chyba zrozumiał przekaz, bo przestał biec i podszedł do mnie już spokojniej. Nie krzyczał, więc, ku mojemu wewnętrznemu uradowaniu, nie ranił moich uszu.
- Jak się czujesz? Boli cię coś? Jest już ci lepiej? Co dokładnie się stało?
Machnęłam łapą na znak, by zamilkł.
- Innym razem.
- Innym razem dowiem się jak się czujesz? - zapytał z lekką pretensją w głosie. Westchnęłam.
- Głowa. Boli mnie.
Tacie wyrwało się ciche "och".
- W sumie to logiczne, bo upadłaś na głowę. Jak to dobrze, że prócz guza nic ci nie jest. Mogłaś się potrzaskać, albo coś... Płakałem, wiesz? Bałem się, że się nie obudzisz. Leżałaś tu jeden cały dzień, kompletnie nieprzytomna. Nie ruszałaś się. No, jedynie oddychałaś. Mówiłem już, że się bałem? Śniło mi się, że się już nie budzisz. Płakałem, aż za dużo. Dostałem jeden dzień wolnego od obowiązków w watasze, bo Alfy zauważyły mój stan. Nie chcę już więcej tego przeżywać - Mówił szybko. Dalej słuchałam go tylko jednym uchem, bo zwyczajnie się powtarzał. Na końcu mówił już przez łzy. Kiedy już skończył, przytulił się do mnie, uważając, by nie zrobić mi większej krzywdy.
Właściwie było to całkiem urocze. Nie czułam takiego stresu z powodu całej sytuacji podobnego jak tata, ale kiedy mnie otulił swoim niebieskim futrem, poczułam się jakby lepiej. Zamknęłam oczy i pozwoliłam myślom się uwolnić.

Luty 2020
Dopiero po miesiącu wypuścili mnie ze szpitala. Przez ten czas okazjonalnie odwiedzali mnie nauczyciele, ale znacznie częstszym bywalcem był tata. Zdecydował, że kiedy tylko odzyskałam jakąś trzeźwość umysłu, powinien nauczyć mnie prawidłowej wymowy. Wciąż miałam z tym problem, a jako, że wówczas nie miałam jak uciec przed jego zadaniami, musiałam próbować. I próbować. Składać zdania, mówić trudne wyrazy... Początkowo strasznie mi się plątał język, więc tata nakazywał nim poruszać w dziwny sposób, prychać, parskać... Idiotyczne, doprawdy, jednakże nie mogłam mu odmówić, bo podobno było to pomocne. Chwila ośmieszenia podczas bycia sam na sam z tatą miała przyczynić się do uniknięcia kompromitujących pomyłek językowych przy innych.
Ostatecznie podobno szło mi lepiej, jednak wciąż nie sądziłam, abym zrobiła jakiś wielki postęp. Nadal nie czułam się szczególnie dobrze odzywając się, ale podobno moje wypowiedzi miały lepszy "skład". Tata tłumaczył, że przez to ma na myśli sens zdania: wcześniej mówiłam hasłami, a teraz umiem pełne zdania. Jeśli ktoś jeszcze zwróci na to uwagę, to może mu uwierzę - pomyślałam, przechodząc przez próg jaskini szpitalnej.
- To co? Gdzie idziesz? Przejść się? Jest dzisiaj całkiem ładna pogoda. Świeci słońce - mówił pogodnie tata.
- Na lekcje - odparłam hardo i zaczęłam iść w obranym przez siebie kierunku.
- Już? - Sapnął - Ledwo co wyszłaś ze szpitala i już chcesz iść do szkoły...? Powiedz mi jeszcze, że na lekcje logiki.
- Masz rację, teraz odbędzie się chyba lekcja logiki.
Wydał z siebie westchnienie dezaprobaty.
- Cieszę się, że jesteś tak pilną uczennicą, ale mogłabyś czasem się trochę rozluźnić... Jesteś młoda, nie masz zbyt wiele obowiązków, możesz się bawić. Korzystaj z młodości póki możesz, dobrze ci radzę. Później pojawia się pierwsze zakochanie, może i kolejne, później szczeniaki, dołóż do tego pracę... Można łatwo zapomnieć o istnieniu czegoś takiego jak czas wolny.
- Nie przeszkadza mi to - Odparłam tylko. Tata nie wyglądał na usatysfakcjonowanego.
- Później będziesz żałować.
Nie odpowiedziałam, więc szliśmy w milczeniu. Dopiero na Wrzosowej Łące życzył mi miłego dnia i skręcił w prawo, żeby udać się w punkt, gdzie akurat miał pełnić dyżur.
Kiedy szłam na miejsce, musiałam wysilać umysł, żeby nie pomylić drogi. Ostatecznie udało mi się dotrzeć na niewiele przed ustalonym czasem, czyli później, niż zwykłam pojawiać się na lekcjach. Tym razem brakowało jedynie Shena. Aoki, Winteren oraz Moone spojrzeli na mnie bez większego zainteresowania, za to Torance zareagowała bardziej emocjonalnie i poinformowała mnie, że od kiedy mnie nie ma, Shen przestał chodzić do szkoły i powinnyśmy go odwiedzić po lekcjach. Kiedy obejrzałam się za siebie, dostrzegłam jeszcze jedną, jasną wilczycę gdzieniegdzie zabarwioną na czerwono. Spojrzałam pytająco na koleżankę.
- To Sakura - Wyjaśniła Torance - Dołączyła do nas niedawno. Trochę się z nią zakumplowałam.
Pokiwałam głową na znak zrozumienia. Sakura uśmiechnęła się ciepło i podeszła bliżej.
- Ty jesteś Navri?
- Tak - Odpowiedziałam, skupiając wzrok na przybyłej właśnie Suzannie.
- Dzisiaj zajmiemy się konfliktami w grupie. Spróbujemy zastanowić się nad problemem zaistniałym w waszym gronie - stwierdziła bez większych ceregieli. Wszyscy niemalże zgodnie westchnęli, jednak pod jej mrożącym krew w żyłach spojrzeniem nie protestowali. - Zauważyłam, że macie między sobą jakiś konflikt. Najwyższa pora, by ustalić, co się wydarzyło i jak to opanować.
- Nic się nie wydarzyło, tylko Torance jest przeklętą zdrajczynią - syknęła Aoki.
- I to jest właśnie to, o czym mówię - odparła Suzanna - Nie macie się kłócić, tylko na spokojnie, merytorycznie sobie wytłumaczyć, w czym problem.
- Ja nie mam z nikim problemu, jedynie wolę towarzystwo Aoki i Moone - wtrącił Wii, na co Suzanna odpowiedziała skinieniem głowy. Ja również byłam w stanie uwierzyć w jego słowa.
- Aoki i Moone są niemiłe - wtrąciła Sakura.
- Możesz to uzasadnić? - dopytała Suzanna.
- Jak im coś nie pasuje, to się strasznie złoszczą... - odpowiedziała cichutko. Patrzyła na swoje łapy.
- To bardzo zła cecha - Suzanna przeniosła wzrok na Moone i Aoki, skupiając się jednak bardziej na tej drugiej. Coś mi się zdawało, że doskonale wiedziała, że to ona jest dowódcą grupy. Właściwie, nie było to jakoś szczególnie trudne do odgadnięcia. - Jednak da się ją stłumić. Wystarczy więcej tolerancji, wyrozumiałości dla inności. Mniej nerwów każdemu będzie służyć.
- Zdrajców nie powinno się pochwalać - upierała się dalej Aoki.

<C.D.N.>


Uwagi: Brak.

Loteria do 19.06

Loteria będzie się odbywać regularnie co 5 dni (wtedy również pojawią się wyniki z poprzedniego losowania), a losy można zakupić zwyczajnie informując mnie o tym. Nie istnieje limit, ile kto może ich zakupić, jednak ograniczająca może być dostępna ilość.
Startowo jest to 6 małych, 4 średnie i 2 duże, jednak kolejne można odblokować pisząc opowiadania na festyn. Nie ważne kto, grunt, byleby ktoś. 1 op. = +3 małe, +2 średnie i +1 duży do zakupu możliwego dla każdego z członków stada.
Nie ma pustych losów, a wygrać można naprawdę wiele rzeczy: nie tylko SG, towarzyszów, punkty doświadczenia, pożywienia czy magiczne przedmioty, ale także całkowicie nowe obiekty, których nie można normalnie zdobyć. Zawartość losów przewyższa koszt losu.
Nie musicie się martwić o oszustwo z mojej strony, bo numerki przeznaczane wszystkim postaciom losuję, a listę nagród stworzyłam już wcześniej. Co prawda wyniki znam prędzej, ale oczywiste jest, że nie zdradzę - ot, tajemnica zawodowa.

Wyniki poprzedniej loterii

Aokigahara
1x duży los: hydra, samiec
1x średni los: 3x srebrna karta: Świat Mroku, Smok, Alfa
2x mały los: jajko boa, wykluje się za miesiąc, samica; 4x brązowa karta: Sarny, Góry, Niebieski Agrest, Złoty Pył

Yuki
 2x średni los: Proszek Omylności; 3x srebrna karta: Ogień, Beta, Smok
3x mały los: 4x brązowa karta: Zające, Zielony Las, Róża Hery, Błękitny Napój; 50 SG; Berło natury (zabytek z czasu wojny z WCN)

Lind
1x duży los: 2x złota karta: Suzanna i Fermitate, Shadow

Joel
1x średni los: Medalion Wizji
1x mały los: Eliksir Poziomu

Karou
1x duży los: wycieczka do Nevramlanu wraz z pokryciem wszystkich kosztów (miesiąc)
1x średni los: Medalion Śmierci

Torance
2x mały los: 10 pkt. doświadczenia; Berło Eteru (zabytek z czasu wojny z WCN)

Aktualne losowanie
Małe losy (10 SG)
Numerek 16: Joel
Numerek 19: wolny
Numerek 20: wolny
Numerek 21: Sohara

Średnie losy (25 SG)
Numerek 12: Dante
Numerek 13: Joel
Numerek 14: wolny

Duże losy (50 SG)

Numerek 7: Navri

środa, 13 czerwca 2018

Od Gai "W poszukiwaniu schronienia" cz. 7

marzec 2021
Gdy w końcu dotarłam, słońce zaczynało już powoli wschodzić. Wędrówka trwała naprawdę długo i moje zmęczone od ciągłego biegu łapy zaczynały odmawiać posłuszeństwa. W końcu wycieńczona położyłam się za maskującym mnie krzakiem. "To chyba domy ludzi... W takim razie, na pewno trafiłam do miasta" pomyślałam. Gdy odpoczęłam chwilę, stwierdziłam, że nie było tu po co iść i już miałam zawrócić, gdy nagle... Usłyszałam rozpaczliwe szczekanie, piski i wycie. Te wszystkie odgłosy zaprowadziły mnie pod wielki, szary i dziwnie pachnący budynek. Przez moment myślałam, żeby uciekać, ale ciekawość zwyciężyła z przestrachem i spróbowałam otworzyć drzwi. Trochę logicznego myślenia... Trochę skakania... I udało się! Z triumfem weszłam do środka i skierowałam się ku dziwnym odgłosom.
Gdy czułam, że są tuż przede mną, Natknęłam się na... Kolejne drzwi! Wydałam z siebie dziwny dźwięk, przypominający szczeknięcie i zabrałam się do pracy. Gdy weszłam, aż podkuliłam ogon ze strachu... Wszędzie były równo poustawiane klatki ze smutnymi, szczęśliwymi, a nawet agresywnymi psami. Pomyślałam, że... Uwolnię choć parę psów. Lecz to zadanie nie było takie łatwe, jak się wydawało. Szarpałam, gryzłam, ale na nic to się zdawało i coraz bardzie traciłam nadzieję, że to kiedykolwiek się uda... Poddałam się. Bolały mnie zęby, łapy i wszystko to, czym próbowałam zniszczyć kratkę. Wtedy właśnie wszystkie psy z klatek zaczęły szaleńczo szczekać, a drzwi po przeciwnej stronie pomieszczenia otworzyły się na oścież. Pisnęłam rozpaczliwie. To człowiek! To on zamyka te wszystkie biedne psy w klatkach!
Niewiele myśląc zerwałam się ku otwartym jeszcze drzwiom, nie zważając na człowieka w nich stojących. "Byle by daleko od tego okropnego miejsca! Już nigdy nie zaufam ludziom! Czemu oni są tacy źli?!" pomyślałam z przestrachem i złością za razem biegnąc rozpaczliwie w drodze powrotnej do watahy. 
Mijałam wiele budynków i zdziwionych twarz przechodniów na mój widok. Nie zwracałam na to uwagi. Gdy ulica dobiegła końca poczułam się pewniej, ale została przede mną długa droga. Zmęczona przeżyciami zatrzymałam się przy pobliskim jeziorku i zaczęłam pić. W tej chwili przypomniałam sobie, że jestem bardzo głodna. Niestety, ale nigdzie nie było widać czegoś, co nadawałoby się do zjedzenia, więc z pustym brzuchem ruszyłam w dalszą drogę. Gdy naprawdę czułam, że wataha jest blisko, zapadł zmrok. "Pewnie się o mnie martwią" pomyślałam i zawyłam, przypominając sobie o mojej mocy. Bardzo się cieszyłam z jej względu cieszyłam. No... Z reszta, jak każdy inny magiczny wilk, który właśnie odkrył swoją pierwszą moc, nawet tą najprostszą!
Po kilku minutach widziałam już obrzeża watahy. Zastanawiałam się tylko, czy... Puścić się biegiem na Bonę, czy raczej pobiec do nory, w której spędziłam poprzednią noc... Zdecydowałam się, na to drugie. Chciałam się jakoś odwdzięczyć Soharze, Aoki i Navri, która może i nie mówiła dobrze i dużo, ale nadal była jedną z nas. "Była magicznym wilkiem i miała takie same prawa, jak my wszyscy w Watasze Magicznych Wilków. To właśnie, jest w niej najpiękniejsze: wszyscy jesteśmy tu równi." pomyślałam i przyspieszyłam biegu.
Gdy byłam przed norą zawahałam się, lecz jednak weszłam. Wszyscy spali. No cóż... Położyłam się i ja.

Uwagi: Pamiętaj o akapitach! Zaczynaj je ilekroć pojawia się nowy temat, jakby nowa myśl. Źle się czyta ściany tekstu. "Niewiele" piszemy razem. Końcówka nie ma sensu - choćby dlatego, że Navri urodziła się w WMW, jest magicznym wilkiem, no i... jest waderą. "Wataha Magicznych Wilków" piszemy wielkimi literami.

Od Asgrima "Utracone Wspomnienia" cz. 2 (Cd. Torance)

marzec 2021r
Po jakimś czasie, który ciągnął się w nieskończoność, dotarliśmy pod sporą jaskinię. Słońce, które zdążyło wzejść i wyłonić zza chmur, oświetlało teraz ziemię. Nie miałem jednak zbyt wiele czasu na cieszenie się pogodą, bo szary basior popchnął mnie w stronę jaskini.
- Dzień dobry – odezwał się, wchodząc za mną. Wykrzywiłem pysk w krzywym uśmiechu. Słowo daję, pan perfekcyjny i małomówny zaczynał mnie powoli irytować...
- Dzień dobry – odpowiedział kobiecy głos z głębi jaskini. Skierowałem wzrok w stronę, z której się wydobył i zobaczyłem dość ładną waderę. Choć niska i słabo zbudowana, samica miała w sobie to coś, coś przez co budziła autorytet. Miedzianobrązowa sierść przypominała mi swoim wyglądem puszek, w którym skrywają się pisklęta lub małe kotki. Wadera miała beżowy pas ciągnący się między innymi przez pierś. Musiałem przyznać, była ładna, ale coś w jej wyglądzie budziło we mnie niepokój. Odpowiedź uzyskałem, gdy wilczyca skierowała na mnie spojrzenie niesamowicie ciemnych oczu i ledwo powstrzymałem się żeby nie skulić się pod tym spojrzeniem. Ta wadera, choć drobna z budowy, mogła być bardzo niebezpieczna i prawdopodobnie była.
- Dzień dobry – przywitałem się patrząc prosto w oczy wilczycy. Chciałbym powiedzieć, że byłem przy tym bardzo szarmancki i niesamowity, ale prawda była taka, że mało co, a mój głos by zadrżał.
Alfa powoli skinęła głową przyglądając mi spod zmarszczonych brwi. Następnie – ku mojej uldze – zwróciła wzrok w stronę pana jestem-bardzo-poważny-i-poważnie-traktuję-swoje-obowiązki. Ten stał niewzruszony.
- Magnus, tak? - spytała basiora na co ten skinął głową – Kto to jest?
- Nie mam pojęcia. Byłem na patrolu w Górach i napotkałem się na niego, kiedy spał. Utrzymuje, że stracił pamięć i nie wie kim jest, oraz dziwny głos kazał mu iść w stronę naszej watahy w poszukiwaniu Tori.
Wadera znowu skinęła głową i przeniosła wzrok z powrotem na mnie.
- Dobra robota, Magnus. Wróć do swoich obowiązków.
Ciemnoszary wilk lekko się ukłonił i wyszedł z jaskini. Ledwo powstrzymałem parsknięcie na ten widok. Alfa zauważając moje hamowane rozbawienie, zmroziła mnie spojrzeniem.
- Opowiedz, co pamiętasz.
- Em... No to obudził mnie taki głos kobiecy, muszę przyznać, że taki przyjemny nawet, ale jego moc, o wilki. Kazał mi się kierować na południe, a ja musiałem to zrobić, więc ruszyłem. Poza tym jakoś tak wyszło, że dowiedziałem się, że nic nie pamiętam, zaczynając od tego gdzie byłem, przez własne imię jak i brzmienie własnego głosu. No i ruszyłem na poszukiwania tej całej Tori, bo chyba tylko ona zdoła mi pomóc z tą amnezją czy co to tam jest, brakiem pamięci, no. I jakoś tak się po drodze okazało, że mistrzem polowania to ja nie jestem, także dlatego tak wyglądam. Pierwszego dnia wyglądałem naprawdę w porządku, możesz mi, pani Alfo, wierzyć. No i po kilku dniach wędrówki, nie wiem po ilu, obudził mnie ten cały Magnus i przyprowadził tutaj – ledwo powstrzymałem się przed dodaniem na końcu „ta-dam”.
Wilczyca przyglądała mi się z niechęcią, kiedy opowiadałem. Nie wierzyła mi?
- Prawdziwy z ciebie mistrz opowieści.
- Wiem – wyszczerzyłem zęby w uśmiechu, na co ta przewróciła oczami i westchnęła.
- Skąd mam wiedzieć, że nie kłamiesz? Może powinnam od razu przegonić cię z terenów mojej watahy, jak myślisz?
Drgnąłem przestraszony. Czułem jak moje oczy otwierają się szerzej. Ogon zadrżał nerwowo.
- Sam się wyniosę, ale błagam o pomoc. Niech mi Alfa powie, jest tutaj wadera o imieniu Tori? Jeśli tak, to mógłbym ją zobaczyć? Ona może za mną poświadczyć. Albo ktokolwiek czytający w myślach, jeśli to ci nie wystarczy, Alfo.
W moim głosie bez trudu można było usłyszeć strach i prośbę. Brzmiałem jak przestraszony szczeniak błagający o litość. I w sumie tak też się czułem.
Spojrzałem wprost w te nieruchome, ciemne oczy. Ignorując strach wpatrywałem się w nie czekając na odpowiedź. Przez mój umysł przepływało wiele myśli. Zaczynając od tak przyziemnych jak uroda wilczycy, przez strach i respekt w stosunku do niej, po błaganie o pomoc. Błagam, niech mnie od razu nie przegania.
- Powiedzmy, że ci wierzę. Owszem, należy do tej watahy wadera, do której zwracają się podobnie – w jej głosie wyczułem lekkie zawahanie. Czyżby miała problem w zapamiętywaniu imion?
- Mógłbym ją zobaczyć?
Samica skinęła głową.
- Powinna być właśnie na patrolu. Mój partner – drgnąłem zaskoczony. Przecież wyglądała tak młodo, a już miała partnera? Może spotkała miłość swojego życia bardzo wcześnie? Jednak jej beznamiętny ton jakoś nie pasował mi do tej wizji – powinien niedługo tędy przechodzić. Zaprowadzi cię.
Skinąłem na znak, że rozumiem i uśmiechnąłem się szeroko.
- Co mam robić w tym czasie?
- Siedzieć i postarać się mnie zanadto nie irytować. Mam nadzieję, że to zadanie cię nie przerośnie.
Odwróciłem pysk i przewróciłem oczami. Oczywiście, że mnie nie przerośnie. Jestem bardzo, ale to bardzo cierpliwy!
Wadera tymczasem wróciła do swoich zajęć. Początkowo się jej przyglądałem, ale szybko okazało się, że nawet uroda wilczycy nie jest wystarczającym powodem, by patrzeć tak długo jak siedzi pochylona nad jakąś książką w niemal całkowitym bezruchu. Moje pytanie co takiego czyta, skwitowała jedynie spojrzeniem o prostym przekazie. „Nie twoja sprawa”.
Skierowałem, więc wzrok na swoje łapy i starając się powstrzymać chęć uderzania nimi o ziemię, siedziałem nudząc się przeokrutnie. Na Eydis, kiedy przyjdzie ta druga Alfa?
Chwila... Eydis?! Kim była Eydis? - niemal wykrzyczałem. Dosłownie w ostatniej chwili się powstrzymałem i skończyło się na cichym, nieartykułowanym odgłosie. Alfa słysząc go, zmroziła mnie spojrzeniem.
- W gardle mi zaschło – usprawiedliwiłem się w pierwszy sposób jaki przyszedł mi do głowy. Wadera burknęła coś cicho i wróciła do lektury.
Wracając... Czułem, że Eydis to był ktoś ważny w moim życiu. Ktoś komu należy się szacunek. Postać mityczna. Bogini. Musiałem być jej wyznawcą, nie ma innej opcji.
Czułem jak wypełnia mnie szczęście. Przypomniałem sobie coś! Dzięki ci, Eydis! Dziękuję ci, pani za to! Miałem ochotę odtańczyć taniec szczęścia, ale to chyba nie spodobałoby się siedzącej niedaleko waderze. A wolałbym jej bardziej nie podpadać.
- Magnus jest na patrolu – moje przemyślenia przerwał czyiś męski głos. W progu jaskini stał czarny basior. Jego żółto-pomarańczowe oczy badawczo lustrowały jaskinię, a przy tym i moją sylwetkę.
- Wiem – wadera podniosła wzrok znad książki i spojrzała na, jak przypuszczałem, swojego partnera – Znalazł tego wilka.
- Kim jest?
- Utrzymuje, że nie pamięta. Prosi również, by go zaprowadzić do Torance. Z tego co pamiętam, wadera ma teraz patrol. Zaprowadź go do niej. Zobaczymy, czy ta kojarzy tego osobnika.
- Halo, ja tutaj jestem – mruknąłem cicho, tak by para Alf mnie nie usłyszała.
Basior skinął głową. Następnie skierował wzrok na mnie i pokazał gestem łapy, że mam podążyć za nim. Zerwałem się z miejsca jak oparzony i podbiegłem truchtem do wilka, który czekał na mnie z lekkim uśmiechem na pysku. Totalnie inne przywitanie niż w wypadku jego partnerki.
- Rzeczywiście nic nie pamiętasz? - spytał samiec, kiedy oddaliliśmy się od jaskini Alf.
- Niestety. Totalna pustka... No może kilka pajęczyn się znajdzie – uśmiechnąłem się krzywo – A tak serio, to obudziłem się z wymazaną pamięcią w jakimś lesie. Jakiś głos kazał mi iść w stronę tej watahy i odnaleźć niejaką Tori. No to poszedłem, bo co miałem innego zrobić? Potem znalazł mnie pan idealny, znaczy się, Magnus. Nawet sobie nie wyobrażasz jakie to straszne uczucie, kiedy budzisz się i nie wiesz nic. Gdzie jesteś, kim jesteś. Nie pamiętasz nawet własnego głosu.
Czułem, że mój głos, w którymś momencie zaczął drżeć, jednak nie przejąłem się tym zbytnio. Opowiadałem tę historię już trzeci raz, a dopiero teraz dotarło do mnie, co opowiadam. Wcześniej trzymałem to wszystko na dystans, ale w tym samcu było coś takiego, że mu ufałem. Może to dlatego, że jako jedyny z wilków, które spotkałem po utracie pamięci nie zdawał traktować mnie z góry, traktował mnie po prostu normalnie.
- Rozumiem... Sądzisz, że Torance jest osobą, której szukasz?
- Mam nadzieję.
Przez chwilę szliśmy w ciszy. Każdy z nas zatopiony we własnych myślach, takich, które nie były raczej przeznaczone dla tego drugiego. Co jakiś czas mijaliśmy jakieś wilki, które zajmowały się swoimi sprawami, jednak gdy Alfa ich mijał, zawsze chociaż skinęły głową. Na mnie spoglądali z obojętnością lub zaciekawieniem. Odpowiadałem im uśmiechem i zaciekawionym spojrzeniem. Już na pierwszy rzut oka było widać, że coś się szykuje. Niektóre wilki biegały w różne strony nosząc w pyskach jakieś przedmioty. Ciekawe, ciekawe...
- Alfo? - zapytałem przerywając ciszę.
Zaskoczony basior skierował na mnie wzrok.
- Możesz mi mówić po imieniu.
- Spoko, tylko jest taki mały problem... Jak masz na imię?
- Nie powiedziałem ci? - zapytał zdziwiony. Pokręciłem głową. - Przepraszam. Jestem Hitam.
- Dobra... W takim razie, Hitam, co się tutaj dzieje?
- Co masz na myśli? - zmarszczył brwi.
- Widać, że coś organizujecie, że coś się dzieje.
- Ach, to. Owszem, organizujemy festyn. Różne konkurencje, loterie, sklepiki, restauracja czy bar - takie sprawy. Myślę, że idzie nam nieźle i niedługo rozpocznie się on oficjalnie – wyjaśnił czarny basior.
Skinąłem głową.
- To zdecydowanie ciekawe przedsięwzięcie.
- Tak, raczej tak...
Znowu pogrążyliśmy się w ciszy. Tym razem jeszcze baczniej przyglądałem się poczynaniom wilków z watahy. Festyn to naprawdę coś, a widząc zaangażowanie członków wyjdzie świetnie. Fajnie byłoby zobaczyć go, kiedy będzie w pełni... czynny? Niestety, ale wątpię, że mógłbym tutaj zostać. Chociaż gdyby ta Tori była moją Tori, to czemu nie?
- Hitam? - basior skierował wzrok na mnie. Miałem nadzieję, że nie zdążyłem go już zirytować. - Mógłbym dołączyć do twojej watahy?
W oczach wilka pojawił się jakiś blask, którego nie wiedziałem jak zinterpretować. Następnie samiec zmarszczył brwi i zaczął zastanawiać się nad odpowiedzią.
- Ale najpierw muszę odnaleźć Tori – zaznaczyłem. - No wiesz... Chciałbym najpierw poznać chociaż własne imię.
- Jasne. Myślę, że nie ma problemu. W Watasze Magicznego Kruka przyjmujemy nowych najpierw na okres próbny, więc jeśli chcesz, mógłbyś spróbować.
- Dzięki. Bardzo chcę – uśmiechnąłem się szeroko. Czyżbym miał znaleźć dom? - Tylko jest mały problem... Nie umiem zbytnio polować.
Hitam starał się nie okazać zdziwienia, ale widziałem, że był zaskoczony. Nie spodziewał się tego, a ja nie spodziewałem się po sobie, że mu to od razu powiem. Nie lubiłem przyznawać się do słabości, ale z dwojga złego wolałem powiedzieć to jemu niż pewnej ładnej wilczycy o przerażających oczach. A im szybciej, tym lepiej, nie?
- Nie martw się. Nauczysz się.
- Oby...

W końcu niemal wpadliśmy na małą wilczycę. Pierwsze co zauważyłem, to długie rude futro i niesamowicie drobna sylwetka – wadera sięgała mi do szyi. Na śnieżnobiałej piersi wadery odznaczał się czarny krawat z sierści. Musiałem przyznać, że chociaż nie powalała wzrostem, samica była nawet ładna. Kiedy ją zobaczyłem, poczułem jak coś skręca mnie w żołądku, a po głowie zaczęło chodzić wrażenie deja vu.
- Dzień dobry, Hitam – powiedziała kiwając w stronę samca głową. - Nic nowego się nie wydarzyło.
Basior w odpowiedzi skinął głową. Następnie zerknął na mnie. Wilczyca skierowała wzrok na mnie i otworzyła szeroko oczy. Jej pysk lekko się otworzył. Ja natomiast stałem zamurowany patrząc w lodowoniebieskie oczy wadery czując jak moje serce podchodzi do gardła i bije coraz szybciej.
- As? Co ty tutaj robisz? - zapytała moja przyjaciółka.

<Torance?>

Uwagi: "Słońce, które zdążyło wzejść i wyłonić z chmur, za którymi się wcześniej kryło, oświetlało teraz ziemie." - to zdanie wygląda na bardzo niezdarne i są aż trzy błędy - nie "z", a bardziej "zza", "ziemię", a nie "ziemie", oraz powtórzenie "który". By tego uniknąć, mogłabyś wyciąć po prostu "za którymi się wcześniej kryło". "Góry" w WMW to nazwa miejsca, więc pisze się ją wielką literą. Pogubiłaś kilka przecinków.