Zacieśnianie więzi

W ramach lepszego zapoznania się ze sobą realizujemy comiesięczny projekt losowania osób, do których można napisać op. i dostać dzięki temu +3 pkt. do każdej z umiejętności (+1 pkt. do mocy).
Link do osób, które zostały wylosowane znajduje się tutaj. :)

środa, 23 sierpnia 2017

Od Lind "Przypadek" cz. 1 (cd. Yuki)


Sierpień 2020
Światem od zarania rządzą żywioły. Jedni mówią, że są tylko cztery podstawowe, jednak kolejni filozofowie dokładają do nich więcej i więcej. Tworzą stwierdzenia o sześciu, ośmiu, dwudziestu i tak dalej rozbijają wszechświat na atomy i każdemu przypisują nieograniczoną moc. Nie da się policzyć wszystkiego, a żadna potęga nie będzie równa innej. Nie dzielą się słabsze, czy mocniejsze, jedynie mniej lub bardziej wyrwane spod kontroli. Mają mniej lub bardziej skumulowaną siłę.
Podniosłam głowę z wygodnych stronic książki i uderzyłam boleśnie o spód stołu. Zamruczałam cicho, zirytowana własnym gapiostwem. Nieźle, znów przesadziłam z czasem przeznaczonym na czytanie. Zasnęłam pod stołem jak szczenię czekające na prezenty świąteczne. 
Przeciągnęłam się i wyczołgałam spod blatu. Która to godzina, że nikogo nie ma w bibliotece? Jedyną osobą tutaj poza mną, był jakiś magiczny kot. Drzemał sobie zwinięty w kłębek, na ogrzanym słońcem krześle. Zewsząd otaczała mnie cisza. Wydobyłam z miejsca mojego noclegu lekturę, która posłużyła mi za poduszkę i odłożyłam na miejsce. Chyba wrócę do niej później. Dość ciekawa, a słowa wrzynają się w mózg, aż utykają w podświadomości, żeby wrócić w snach. Zgarnęłam wiatrem ze stołu pozostałe dwie książki. Jedna traktowała o leśnych stworzeniach, druga zaś o mutantach tworzonych magią. Nie potrafiłam sobie przypomnieć, po co mi były te wydania. W ogóle cokolwiek z nich przeczytałam?
Wyszłam na świeże powietrze zamyślona. Cztery, sześć, osiem... Autor wydania chyba miał rację. Ja sama od małego nie wiem ile tego ma być. 
Skierowałam kroki w stronę Zielonego Lasu. Po słońcu stwierdziłam, że nie zaspałam na wartę, a nawet został mi jeszcze nieduży zapas czasu na polowanie. Miałam szczęście.
Kiedy niebo nad moją głową przysłoniły korony pięknych drzew, zbliżyłam nos do ziemi. Zaczęłam poszukiwać powonieniem śladów zwierząt. Oczekiwałam niecierpliwie na jakiekolwiek sygnały, że mogę zacząć pościg za pysznym mięskiem. 
Dobrze, że nie trwało to długo. Jakieś sto metrów ode mnie, w krzakach, usłyszałam zająca. Przystanął, pewnie zaczął objadać się koniczyną, albo innym zielskiem. Przywołałam moc wiatru i pobiegłam w jego stronę. Dzięki pomocy żywiołu, nie trwało to zbyt długo. Pewnie bez niej, zajęłoby mi to wszystko co najmniej pół godziny. 
Jak miło, że wszystko już jest prawie jak powinno. Właśnie, prawie. 
Westchnęłam w duchu nad wspomnieniami. Nie powinnam chyba już się rozczulać. Nie zmienię przeszłości. Jest jak jest i jest w miarę dobrze. 
Jedynie dzisiejszy zając strasznie żylasty. 
Zawinęłam resztki mięsa w kawałek materiału i schowałam do torby. Postanowiłam, że dokończę to później, na warcie. Dzisiaj miałam wyznaczone miejsce przy Wschodnim Klifie. 
Ruszyłam w kierunku okolic słonych jezior. Po drodze minęłam Wodopój, gdzie odpoczywało kilka wilków. Wszystkich znałam z widzenia. Przez chwilę chciałam zacząć niezobowiązującą rozmowę, ale przypomniałam sobie, że już nie mogę sobie na to pozwolić. Szybko wzięłam kilka łyków orzeźwiającej wody, po czym wybrałam drogę powietrzną, żeby zdążyć na miejsce.
Na Wschodnim Klifie nie spotkałam już nikogo. Nawet sprawdzałam zarośla, czy czasem nie ma tu znowu Scirrona. Niestety znalazłam tylko zgnieciony papier. Niewykluczone, że tamten skrzydlaty-smutnooki już nie chciał kolejnych spotkań ze mną, więc zmienił kryjówkę. Szkoda, polubiłam go, ale raczej bez szczególnej wzajemności. Przysiadłam na jednej ze skał i skierowałam wzrok w dal. Widoki były piękne, jednak cała okolica milczała. Odzywał się tylko ukochany wiatr. 
Wyciągnęłam z torby kawałek mięsa z dzisiejszego zająca i zaczęłam go podgryzać. Nagle przypomniałam sobie, że ktoś mi mówił o ptakach zamieszkujących okolicę Klifu. Przełknęłam ostatni kęs i zagwizdałam głośno. Liczyłam, że jakieś opierzone stworzonko usłyszy i pokaże się. Ostatnio widywałam tylko wrony, kosy i wróble, zupełnie jakby ciekawsze ptaki odleciały wcześniej do ciepłych krajów. Niestety, tutaj nic się nie zjawiło. Czyżby czekała mnie kolejna, nudna warta? Do tego momentu wszystko na to wskazywało. Zaczęłam przeglądać co jeszcze mam w mojej torbie. Było tam mięso, kilka ptasich piór i obłupane drogie kamyki znad Wodospadu oraz cienki dziennik pożyczony z biblioteki. Oczywiście zapomniałam zabrać ze sobą haft. Odłożyłam mój skórzany worek na bok i znów wlepiłam wzrok w doskonale oświetlony, niżej położony teren. Zachciało mi się ziewać. Mogłam jednak wybrać ciekawsze zajęcie na początek, na przykład wojownika. Co z tego, że trzeba wykonywać rozkazy, przynajmniej robisz coś interesującego. Są zbiórki, ćwiczenia itd. Bycie częścią myśliwych też w sumie nie wyglądałoby źle. Jest plan działania, każdy ma funkcje i nikt nie będzie stał bezczynnie. 
Z zamyślenia nad tym, na jakie inne zadania mogłam się zdecydować, wyrwał mnie nieprzyjemny, syczący dźwięk. Zjeżyło mi się futro na karku i poczułam zimny dreszcz przechodzący przez kręgosłup.
Wstałam z miejsca i zaczęłam nerwowo szukać wzrokiem właściciela przerażającego głosu. W oddali, zobaczyłam wijące się głowy wglądające zza skał. Wyglądało to jak siedem wielkich węży, rozglądających się za ofiarą. Hydra, pomyślałam ze zgrozą. Wiedziałam, że nie zdołam pokonać tej bestii sama, ale nie jest to wróg, o którym trzeba donosić Alfie. Te stwory mieszkają tutaj od dawna. Spróbowałam wznieść się w powietrze, jednak moc nie zadziałała. 
Co u licha?! To jeszcze szwankuje?! Nie, błagam, NIE TERAZ! 
Nie zdołałam nawet oderwać się od ziemi. Tymczasem wielki gad zauważył mnie i ruszył w moją stronę. Spróbowałam użyć mocy wiatru na bestii, wciąż nie widać skutków. Spanikowałam i zaczęłam uciekać na piechotę, nic innego mi nie pozostało w zaistniałej sytuacji. Najlepiej by było teraz się ukryć, nie mam szansy w takim wyścigu pośród skał, zwłaszcza, że tędy drogę odetnie mi jezioro. Nikt nie zdoła umknąć hydrze w wodzie. 
Zsunęłam się ostrożnie po skalistym zboczu, uciekając na te kilkanaście sekund z pola widzenia żądnego krwi monstrum. Wcisnęłam się między luźne kamienie i przykryłam szczelinę jednym z leżących obok. Uspokoiłam oddech zaczęłam oglądać przez maleńką przerwę między odłamkami, jak potwór rozgląda się dookoła. Spędziłam tak kilka minut w niepewności, słysząc tylko głośne uderzenia własnego serca. Udało się, nie znalazł mnie, coś niżej przykuło jego uwagę. Usłyszałam jak odchodzi. Nagle moich uszu dobiegły także głosy wilków. Nie wierzę, to ci ze zbiórki.
Akurat biegli brzegiem. Dzisiaj, o tej godzinie. Pospiesznie wydostałam się z ukrycia i skierowałam wzrok na brzeg. Hydra wpadła wprost pomiędzy wojowników, na szczęście ci wiedzieli jak sobie poradzić, zwłaszcza mając przewagę liczebną. 
Zdołali odegnać monstrum, a ja patrzyłam z góry na całe zajście. Zauważyła mnie czarna, chuda, wysoka wadera. Jej jasnozielone oczy błysnęły z daleka. 
 
<Yuki?>

Uwagi: "Słońce" zapisujemy wielką literą tylko gdy mamy na myśli gwiazdę, a nie źródło energii czy coś, po czym orientujemy się o porze dnia. Wodopój i Wodospad to nazwa miejsca.

wtorek, 22 sierpnia 2017

Od Moone "Nie chcę tam już być" cz. 2 (cd. Winteren)

Zima 2020
 Jakiegoś dnia nudziło mi się na tyle, że postanowiłam iść w tereny granic watahy. Wiedziałam, że jest to dość długa droga, ale na szczęście byłam kilka godzin od tamtego obszaru. 
 Nadal doskwierał mi głód, czułam się źle. Nawet bardzo źle.
 Idąc jakąś lekko wydeptaną dróżką, wyczułam zajączka. Poskradałam się w krzaki, wypatrując go. Sam do mnie podszedł, choćby zainteresowany czymś.
 Wyskoczyłam sama od siebie, automatycznie, na szczęście w odpowiednim momencie.
 Wbiłam mu kły w głowę. Coś we mnie się obudziło,  coś co wytwarzało nienawiść, chęć krwi. Zbytnio tym nie umiałam kontrolować.
 Jedynie co dawało o tym znać innym to przecięcie na udzie, z którego wydostawał się różany dymek, tak jak rok wcześniej.
- Nie! Nie chcę ciebie! Nie dziś! - wykrzykiwałam, myśląc, że Sagope mnie usłyszy.
 Popatrzyłam się na zakrwawione zwłoki zająca. Wzięłam je do pyska i przeniosłam do krzaków, by go samotnie zjeść. Później poszłam dalej.
 Podeszłam do jakiegoś drzewa po czym położyłam się obok niego, bo zrobiło mi się słabo. Dawno nie miałam takich objawów.
 Wstałam otrzepując się z białych puszków lecących z drzewa.
- Apsik! - kichnęłam, bo jeden z nich oczywiście musiał wlecieć mi do nosa.
- Na zdrowie! - odpowiedział mi ktoś z naprawdę niedaleka.
 Podeszłam do miejsca, gdzie było źródło odpowiedzi. Był tam jakiś wilk. Podeszłam do niego powoli, by upewnić się, czy to nie jest wróg.
- Witaj, wilczku! Co cię tu sprowadza?
Stanęłam w bezruchu. Nie wiedziałam czy mam odpowiedzieć, podejść. Odważyłam się jednak i zbliżyłam się o kilka kroków. Był to samiec Alfa, nareszcie go zobaczyłam.
- Dzień dobry! - odpowiedziałam.
- Co cię tu sprowadza? Zachciało ci się iść na granicę watahy?
 Prowadziliśmy krótką rozmowę dlatego, że usłyszeliśmy jakieś dźwięki.
- Ktoś ty? - samiec zapytał się od razu, jak zobaczył szczeniaka wychodzącego zza krzaków. 
- Jestem Winteren i poszukuję watahy. - rzekł nieznajomy. 
- A ile ty masz lat? - spytałam jego zaciekawiona.
 Zaczął dziwnie na mnie spoglądać, czułam jego wzrok na jego ciele. Było to dziwne.
- Ponad dwa lata, a dlaczego pytasz? - odpowiedział.
- A nic... - i tak spytałam się tylko dlatego, że mówił wielką powagą, jak dorosły.
Patrzył się ciągle w moje oczy, co to miało oznaczać? Nie wiem.
- Dobrze się czujesz? - ponownie go o coś zapytałam.
W odpowiedzi pokiwał głową. Wciąż się na mnie patrzył, jedynie raz zwrócił wzrok w inną stronę.
 Alfa porozmawiał sobie jeszcze z nim w temacie dołączenia, po czym poszedł gdzieś, a ja musiałam zostać z najprawdopodobniej nowym członkiem watahy. 
- Ładnie tu macie. - rzekł, po czym nastąpiła cisza.
- Tu to jeszcze nic, mamy więcej ciekawych miejsc, ale do niektórych nie wolno wchodzić.
 Pokiwał głową. Zaproponowałam mu przechadzkę po watasze. Jedyna rzecz, która mi w nim przeszkadzała, to jego ciągły wzrok na mnie. Reszty jeszcze nie zauważyłam.
 Powiedziałam mu, że obowiązkiem szczeniaka jest chodzenie do szkoły. Nie był zbyt zaskoczony.
- Kiedyś, także chodziłem do niej. Możesz podać mi nazwy przedmiotów jakie są w tej szkole? - wypowiedział to Wii.
- Jest lekcja polowania, sztuki walki, logika, obrona, wilcza historia, magia, eliksiry i jakieś jeszcze. - odpowiedziałam po czym skręciłam w jakąś stronę i odbiegłam.
 Tak szczerze nie chciało mi się z nim chodzić, nawet gdy doskwierała mi nuda. Odbiegłam w krzaki, ale on musiał za mną pobiec. Pomyślał chyba, że chcę się z nim pobawić. Nie miałam tego na myśli!
 Biegłam jak najszybciej i naokoło krzewów robiąc jakieś zygzaki czy coś. Po chwili wzbiłam się w powietrze, bo zauważyłam dziurę wśród koron drzew.
 Spojrzałam w dół i zauważyłam spoglądającego na mnie basiora. Zrobiło mi się jednak go żal. Mimo, że nie znałam jego pochodzenia, to wydawało mi się, że miał niezbyt miłe wspomnienia. Dlatego wylądowałam obok niego.
- A tak w ogóle skąd pochodzisz? - spytałam zaciekawiona.
- Z odległego lądu, gdzie panuje wietrznie zima i nie ma tylu roślin. Ale za to mamy piękne budowle. Najpiękniejszą budowlą jest pałac mojego ojca. Reszta była mniej interesująca, bo mieszkali tam poddani.
- No dobra. Ale powiesz mi co to są budynki i czy to jest takie królestwo?
- Jest to mniej więcej królestwo, bo Alfa ma swój wielki dom, a reszta wilków to poddani. A budynek to coś w rodzaju jaskini, ale jaskinie występują zazwyczaj w skałach, a budynek można sobie samemu stworzyć, gdzie się chce.
 Jak on tak opowiadał to słuchałam go z zaciekawieniem i rozmyślałam, czy przypadkiem nie jest on z rodziny Alf innej watahy.
- Chciałabyś usłyszeć jeszcze moje przeżycia? 
Stałam zamyślona przez chwilkę po czym przytaknęłam i położyłam się, a on usiadł. 
 Opowiadał o sobie, a ja tylko słuchałam, a pod koniec historyjki Aoki wyskoczyła zza drzew. 
- Hej! Co tam? - wykrzyknęła po czym spojrzała na niebieskiego wilka. - A kto to?
- To nowy. - rzekłam. - Dobra, to ja już idę, bo zbliża się noc, pa!
 Po czym poszłam i zostawiłam ich samych.

<nie dawaj mi do dokańczania Wii bo długo poczekasz xD>
 
Uwagi: "Choćby" piszemy przez "ć". "Nareszcie" piszemy przez "sz". "W ogóle" i "po czym" piszemy osobno.

poniedziałek, 21 sierpnia 2017

Podsumowanie lipca

Okej, oto bardzo opóźnione podsumowanie. Jestem średnio ogarnięta w tym, co wydarzyło się w lipcu (heheh, nie pamiętam już). Generalnie cieszę się, że mimo mojej nieobecności udało się dociągnąć do całkiem niezłego wyniku w postaci 33 op. Szkoda tylko, że na dobrą sprawę do tego dociągnęło raptem kilka osób, przez co pozostałe leniwce mają teraz zagrożenia. W końcu, hej, zwróćcie uwagę na tabelkę! Inaczej znowu będzie nas mało na początku września. :(
Mam wielką nadzieję, że Ci, którzy byli wówczas aktywni zachowają tempo, a pozostali się ockną i zaczną pisać.
Aha, i przepraszam za wszelakie błędy i nieścisłości - jeśli komuś np. nie zaliczyłam lipcowego treningu, należy do mnie napisać i podać dowód, a to naprawię. Przez ten cały chaos nie miałam wszystkiego pod kontrolą. W sumie wciąż nie mam, bo męczę się przy komputerze stacjonarnym i nie mogę pisać op. [*]
To chyba tyle. Krótko, bo zbliża się kolejne podsumowanie i nie ma co na siłę przedłużać.
Dobrze wykorzystajcie te kilka ostatnich dni wakacji!

Aktualnie: 33/225 (cel osiągnięty w 15%)
Łącznie: 107/617 (wszystkie cele osiągnięte w 17%)
Docelowa liczba op. na sierpień: 337
◀ 88 op. = wymiana bannera
◀ 103 op. = aktualizacja 2 zakładek
◀ 118 op. = wykonanie 3 ilustracji
◀ 133 op. = aktualizacja 2 zakładek
◀ 146 op. = wymiana magicznymi przedmiotami z innymi blogami (CK/BK, WPR, WCW, WNS)
◀ 160 op. = wykonanie 3 ilustracji
◀ 172 op. = aktualizacja 3 zakładek
◀ 189 op. = wykonanie 3 ilustracji
◀ 205 op. = aktualizacja 2 zakładek
◀ 220 op. = zmiana menu
Co miesiąc ilość wymaganych op. do zmian wzrasta o 10% (tak, żebym się nie napracowała zbytnio).
Co muszę już zrobić za Waszą aktywność?: wprowadzić fabułę, dodać nową playlistę, wymienić nagłówki, wymiana bannera, aktualizacja 2 zakładek

Zapraszam na moje cztery (właściwie prawie pięć) inne blogi:
(o ile oczywiście ktoś ma sporo czasu i będzie nadal aktywny i tu, i tam)
Sposób na szkołę każdego dnia: Blog opowiada o codziennym życiu zwyczajnych, polskich uczniów szkoły podstawowej i gimnazjum. Jeśli ktoś chce odpocząć od siekanki japońskich animu&mango czarodziejek, magicznych wilczków, czy idealnych biszi boiów i kałai dziewczynek, jest to idealna odskocznia. PILNIE POSZUKIWANI NOWI CZŁONKOWIE!
Czarne Królestwo: To same uniwersum, co Wataha Magicznych Wilków, jednak w innym klimacie, bardziej zbliżonym do średniowiecza (uściślając: można to uznać za mieszankę wszystkich epok). Królestwo to dopiero budująca się kraina, którą możesz wspomóc swoją postacią. Wszyscy członkowie są wyjątkowo ze sobą zżyci. Uroki mniejszych blogów. PILNIE POSZUKIWANI NOWI CZŁONKOWIE!
Klany Kotów Magicznego Kryształu: Cztery kocie klany w klimatach książek Erin Hunter pt. "Wojownicy". Niezwykle klimatyczne miejsce. Blog nie całkiem mój, bo jestem tam wyłącznie moderatorem oraz przywódcą Klanu Deszczu. PILNIE POSZUKIWANI NOWI CZŁONKOWIE!
Wataha Purpurowej Róży: Choć blog jeszcze nie jest ukończony, poszukujemy chętnych do dołączenia. Może to zmotywuje nas do kończenia tej strony, która swoją drogą prezentuje się dość obiecująco. Blog powiązany fabularnie z WMW. POSZUKIWANI CHĘTNI DO DOŁĄCZENIA!
Sekrety Magii: Tu akurat nie można dołączyć. Są tam moje opowiadania. Jeśli ktoś chce się bliżej zaznajomić z moją twórczością poprzez czytanie mojej ukochanej opowieści, którą plotę już od dzieciaka, to serdecznie zapraszam. Czekam również na komentarze z Waszymi opiniami na temat tej historii.

Ponadto zapraszam do korzystania z zapoznania oraz innych przygód czy sztafety. Przypominam również o konkursach.

Wilki, które brały czynny udział w pełnionym stanowisku:
RADA ŻYWIOŁÓW
Obecni na zebraniu: -
Kto napisał op.: -

POLOWANIA
Rano: -
Popołudnie: Leah (+5 SG)
Wieczór: -
Musiałam łącznie dodać ok. 200 pkt. pożywienia. Tak trzymać!

SZPITAL
Kto napisał op.: -

WOJSKO I PATROL
Kto napisał op.: Leah (+3 do szybkości, wytrzymałości, siły i skoków), Manahane (+3 do szybkości, wytrzymałości, siły i skoków), Lind (+5 SG)

ROZRYWKOWE I INNE
Kto napisał op.: - 

SZKOŁA
Kto napisał op. (z nauczycieli): -

PRACA W MIEŚCIE
Kto napisał op.: -

*****************************
Leniwe Alfy:
Suzanna: 1 (+0 = 1)
---------------------------------------------
Leah: 8 (+5 = 13)   <-- Beta
Lind: 6  <--- Gamma
Nergal: 3 (+1 = 4) <--- Delta
Kai: 1 (+2,5 = 3,5)
Torance: 0 (+3,5 = 3,5) 
Winteren: 2 (+1 = 3)  
Sakura Bloodfire: 1 (+2 = 3)
Aokigahara: 0 (+2,5 = 2,5)
Manahane: 2
Karou: 2
Navri: 1 (+1 = 2)
Moone: 1 (+1 = 2)
Desperado: 1
Scirron: 1
Aurelliah:  1 (+0 = 1) 
Shenvedő Ashe: 1 (+0 = 1)
Yuki: 0 (+1 = 1)
Allive: 0 (+1 = 1) 
Sohara: 0 (+0 = 0)
Dante: 0 (+0 = 0)
Zirael: 0 (+0 = 0)
Shiryu: 0 (+0 = 0)
Sierra: 0 (+0 = 0)
Za zostanie Betą dostaje się 15 SG i 40 pkt., Gammą 10 SG i 30 pkt., a Deltą 5 SG i 20 pkt.

Okres próbny ukończyli:
Aurelliah: 1 (3)
Sakura Bloodfire: 1 (3) (masz czas do 27.07 na napisanie 3 op. - wtedy zostaniesz automatycznie przydzielona do watahy)
Winteren: 2 (3) (masz czas do 27.07 na napisanie 2 op. - wtedy zostaniesz automatycznie przydzielona do watahy)
Allive: 0 (1)
Leah: 8 (13)
Nergal: 3 (4)
**********
Manahane: 2
Karou: 2
Desperado: 1
Scirron: 1
Lind: 6

Skreślone są te, które nie przeszły. Wilki, które napisały poniżej 4 op. i są dość długo na watasze zostają wyrzucone, a te mające powyżej 4 op. są już pełnoprawnymi członkami. Zaznaczone na fioletowo mają drugą szansę.
Tak, ilość napisanych op. podczas okresu próbnego też ma znaczenie! 

Dodaję po 6 pkt. umiejętności i 3 pkt. mocy każdemu wilkowi (jak to zawsze czynię po podsumowaniu) za kolejny miesiąc członkostwa. 

Od Leah "Chmury" cz. 1 (C.D. Manahane)

Maj 2020 r.
Stoję w bliżej nieokreślonym miejscu. Otacza mnie gęsta mgła. Dostrzegam zarysy jaskini, z których wychylają się wilki. Patrzą na mnie spode łba, niektóre podchodzą, szczerząc kły. Cofam się, ale powarkiwania dobiegają z każdej strony. Zaczynam biec na oślep, co chwila zderzając się z wilkami. Rozpoczęły pogoń.
Nagle wszystko się ucisza. Nagonka znika, a mgła wydaje się już tak gęsta, że można by kroić ją nożem. Nieprzenikniona cisza zdaje się wrzeszczeć w niebogłosy. Powoli ruszam na drżących łapach, w losową stronę. Zatrzymałam się, a obraz zamazał się i zaczął jakby drżeć. Słyszę dziwny dźwięk, stający się coraz głośniejszy. Zza zakrętu wyskakuje czarna postać. Ruszyła w moją stronę. Próbuję uciekać, ale nie jestem w stanie. Nagle znika... I pojawia się tuż przede mną.
Zerwałam się z posłania. Mój oddech był bardzo przyspieszony. Od dawna nie miewałam koszmarów, więc ten wyjątkowo mnie przeraził. Zmieniłam się w człowieka. Dotknęłam dłońmi czoła. Było rozpalone. Chyba mam gorączkę.
Wstałam. Zakręciło mi się w głowie. Dalej w ludzkiej postaci, ruszyłam nad Wodospad. Docierając na miejsce, znowu poczułam zawroty głowy i… wpadłam do wody. Wynurzyłam się dopiero po chwili. Ciepły strumień był bardzo przyjemny, gdy pływałam w nim jako człowiek. Wyczołgałam się na brzeg i zmieniłam się w wilka. Przez kilka minut czyściłam sierść, a muszę przyznać, że ostatnio tego nie robiłam.
Powoli szłam na zbiórkę. Ciągle kręciło mi się w głowie. Dzisiaj ponownie odbywała się na Wrzosowej Łące. Gorąco było nie do zniesienia.
Ciężko dysząc, dołączyłam do reszty. Patrzyli na mnie jak na wariatkę (z trzema wyjątkami), ale niezbyt się tym przejmowałam. Stanęłam obok Manahane.
- Możemy zaczynać. – powiedziała Alfa. – W szeregu zbiórka!
Wykonaliśmy rozkaz.
- Dzisiaj rozpoczniemy trening szybkościowy i wytrzymałościowy. Na początek będziecie biec przez Zielony Las, w stronę Rzeki Przyjaźni. Jak dotrzecie do Plaży, wrócicie tu. Bez żadnego skracania drogi!
Zeszła nam z drogi.
- Gotowi? Start! – Yuko i Kai wystrzelili na prowadzenie. Reszta została z tyłu. Biegłam z Maną na samym końcu, ciągle odczuwając ból głowy. Mimo to biegłam łeb w łeb z szarą waderą.
- Cześć. – Rzuciłam w biegu.
- Hej. – Odparła, przyspieszając.
Dalej biegłyśmy już bez słów. Otaczała nas szmaragdowozielona aura, odbijanego przez liście światła. Do moich uszu dobiegały odgłosy Lasu, w tym dziwny ryk. Lekko zaniepokojona, wybiegłam zza zasłony drzew, wpadając na małą, upstrzoną żółtymi i fioletowymi kwiatkami, polankę. Zatrzymałam się, wpatrując się w niesamowity widok i wyłapując wspaniałe zapachy.
- Leah! Coś się stało? - usłyszałam, że Mana zawraca. Chwile jeszcze patrzyłam na kwiaty.
- Tak... Trochę się zapatrzyłam.- Nieco stropiona podbiegłam do przyjaciółki.
Dobiegłyśmy do Rzeki Przyjaźni.
- Potem ci coś tu pokaże. - mruknęłam do Hane. - Parę miesięcy temu to odkryłam.
W biegu obserwowałam fale i małe wiry. Woda lśniła w promieniach wschodzącego słońca. Uśmiechęłam się w duchu.
Nieco zdyszane, dotarłyśmy do plaży. Przystanęłam nad wodą zbierając siły. Bieg był długi i wyczerpujący, przynajmniej dla mnie. Mana dała znak do biegu. Wzięłam głęboki wdech i pobiegłam za nią.

- Na dzisiaj to tyle, ale jutro już nie będzie tak łatwo. - Powiedziała Alfa. - Spotkamy się również tutaj. Możecie się rozejść.
Z westchnieniem ulgi skierowałam się w stronę jaskiń. Razem z Manahane poszłam na śniadanie.
***
- Po prawej! Szybko, szybko! - Krzyknął Dante. Trwało właśnie polowanie na górskie kozice. Byłam bardzo podekscytowana.
Skoczyłam w podanym przez Dannego kierunku. Zwierzę było bardzo szybkie i zwinne, w pojedynkę nie miałabym żadnych szans. Normalny sposób polowania diabli wzięli, kozica nas zwęszyła. Zauważyłam, że stworzenie wskoczyło na półkę skalną, tym samym przedłużając sobie drogę. Droga, którą wybrała prowadziła naokoło. Bez namysłu skoczyłam w stronę zakrętu, za którym, jak przypuszczałam, była dolinka, na którą wypadała ścieżka. Wpadłam jednak na ścianę. Bez namysłu wspięłam się po stromych występach. Wkrótce potem, zeskoczyłam na skarpę, po drugiej stronie.
Dokładnie siedem sekund potem z małego wzniesienia, zgrabnie zeskoczyła kozica. Instynktownie zagrodziłam jej drogę. Zdezorientowane zwierzę odskoczyło w tył, tym samym wpadając prosto w łapy Yuki. Prędko się z nią rozprawiła.
- Już tak późno? - mruknęłam do siebie, patrząc na chylące się ku zachodowi słońce. Całe popołudnie zmarnowane na tego zwierzaka?
Yuki tylko mruknęła pod nosem coś, co zabrzmiało jak przekleństwo i przeteleportowała się z kozicą do watahy. Dante poszedł w kierunku wcześniej upolowanych trzech saren. Z westchnieniem podążyłam w tym samym kierunku.
***
Siedząc w swojej jaskini zmagałam się z bólem głowy. Chcąc o nim zapomnieć, sięgnęłam po niedawno wypożyczony słownik. Przez następne trzy godziny, powtarzałam niektóre słowa, tworząc nic nie znaczące zdania, co chwila orientując się, że pomyliłam czas przeszły z teraźniejszym czy zapomniałam, jak brzmi odpowiednia forma czasownika. Mimo to, końcowy efekt bardzo mnie zadowolił.
Odłożyłam książkę na miejsce, coś jednak nie pozwalało mi ustawić jej tak, by nie wypadła. Odsunęłam inne tomy i zaczęłam szukać wzrokiem blokady. Dziwne... Co tam robi nóż?
Wzięłam narzędzie i przyjrzałam mu się bliżej, zastanawiając się, co tu robi. Wtedy sobie sobie przypomniałam. Upuściłam ostrze. Nie, nie... Tylko nie to...
- Do diabła z tym wszystkim! - Uderzyłam broń łapą, tak, że odleciała na drugi koniec jaskini. - Dlaczego musiało go to spotkać?! Dlaczego nie ja? Ktokolwiek inny! Tylko nie on! Dlaczego?!
Znowu dziura w pamięci. Wszędzie leżały porozrzucane książki. Siedziałam w środku tego bajzlu, patrząc matowym wzrokiem w przestrzeń. Po kilku minutach wstałam. Usłyszałam przyspieszony oddech. Spojrzałam w tamtą stronę. W wejściu stała Manahane. Wiatr na zewnątrz był bardzo silny jak na standardy tej strefy klimatycznej. Czy to ja go wywołałam?
Zbierało się na burze. Zagrzmiało. Spojrzałam smutno w oczy przyjaciółki.

<Manahane? Ten ON to Arsus jakby co xD>

Uwagi: "Zderzają" piszemy przez "rz".