Zacieśnianie więzi

W ramach lepszego zapoznania się ze sobą realizujemy comiesięczny projekt losowania osób, do których można napisać op. i dostać dzięki temu +3 pkt. do każdej z umiejętności (+1 pkt. do mocy).
Link do osób, które zostały wylosowane znajduje się tutaj. :)

wtorek, 22 sierpnia 2017

Od Moone "Nie chcę tam już być" cz. 2 (cd. Winteren)

Zima 2020
 Jakiegoś dnia nudziło mi się na tyle, że postanowiłam iść w tereny granic watahy. Wiedziałam, że jest to dość długa droga, ale na szczęście byłam kilka godzin od tamtego obszaru. 
 Nadal doskwierał mi głód, czułam się źle. Nawet bardzo źle.
 Idąc jakąś lekko wydeptaną dróżką, wyczułam zajączka. Poskradałam się w krzaki, wypatrując go. Sam do mnie podszedł, choćby zainteresowany czymś.
 Wyskoczyłam sama od siebie, automatycznie, na szczęście w odpowiednim momencie.
 Wbiłam mu kły w głowę. Coś we mnie się obudziło,  coś co wytwarzało nienawiść, chęć krwi. Zbytnio tym nie umiałam kontrolować.
 Jedynie co dawało o tym znać innym to przecięcie na udzie, z którego wydostawał się różany dymek, tak jak rok wcześniej.
- Nie! Nie chcę ciebie! Nie dziś! - wykrzykiwałam, myśląc, że Sagope mnie usłyszy.
 Popatrzyłam się na zakrwawione zwłoki zająca. Wzięłam je do pyska i przeniosłam do krzaków, by go samotnie zjeść. Później poszłam dalej.
 Podeszłam do jakiegoś drzewa po czym położyłam się obok niego, bo zrobiło mi się słabo. Dawno nie miałam takich objawów.
 Wstałam otrzepując się z białych puszków lecących z drzewa.
- Apsik! - kichnęłam, bo jeden z nich oczywiście musiał wlecieć mi do nosa.
- Na zdrowie! - odpowiedział mi ktoś z naprawdę niedaleka.
 Podeszłam do miejsca, gdzie było źródło odpowiedzi. Był tam jakiś wilk. Podeszłam do niego powoli, by upewnić się, czy to nie jest wróg.
- Witaj, wilczku! Co cię tu sprowadza?
Stanęłam w bezruchu. Nie wiedziałam czy mam odpowiedzieć, podejść. Odważyłam się jednak i zbliżyłam się o kilka kroków. Był to samiec Alfa, nareszcie go zobaczyłam.
- Dzień dobry! - odpowiedziałam.
- Co cię tu sprowadza? Zachciało ci się iść na granicę watahy?
 Prowadziliśmy krótką rozmowę dlatego, że usłyszeliśmy jakieś dźwięki.
- Ktoś ty? - samiec zapytał się od razu, jak zobaczył szczeniaka wychodzącego zza krzaków. 
- Jestem Winteren i poszukuję watahy. - rzekł nieznajomy. 
- A ile ty masz lat? - spytałam jego zaciekawiona.
 Zaczął dziwnie na mnie spoglądać, czułam jego wzrok na jego ciele. Było to dziwne.
- Ponad dwa lata, a dlaczego pytasz? - odpowiedział.
- A nic... - i tak spytałam się tylko dlatego, że mówił wielką powagą, jak dorosły.
Patrzył się ciągle w moje oczy, co to miało oznaczać? Nie wiem.
- Dobrze się czujesz? - ponownie go o coś zapytałam.
W odpowiedzi pokiwał głową. Wciąż się na mnie patrzył, jedynie raz zwrócił wzrok w inną stronę.
 Alfa porozmawiał sobie jeszcze z nim w temacie dołączenia, po czym poszedł gdzieś, a ja musiałam zostać z najprawdopodobniej nowym członkiem watahy. 
- Ładnie tu macie. - rzekł, po czym nastąpiła cisza.
- Tu to jeszcze nic, mamy więcej ciekawych miejsc, ale do niektórych nie wolno wchodzić.
 Pokiwał głową. Zaproponowałam mu przechadzkę po watasze. Jedyna rzecz, która mi w nim przeszkadzała, to jego ciągły wzrok na mnie. Reszty jeszcze nie zauważyłam.
 Powiedziałam mu, że obowiązkiem szczeniaka jest chodzenie do szkoły. Nie był zbyt zaskoczony.
- Kiedyś, także chodziłem do niej. Możesz podać mi nazwy przedmiotów jakie są w tej szkole? - wypowiedział to Wii.
- Jest lekcja polowania, sztuki walki, logika, obrona, wilcza historia, magia, eliksiry i jakieś jeszcze. - odpowiedziałam po czym skręciłam w jakąś stronę i odbiegłam.
 Tak szczerze nie chciało mi się z nim chodzić, nawet gdy doskwierała mi nuda. Odbiegłam w krzaki, ale on musiał za mną pobiec. Pomyślał chyba, że chcę się z nim pobawić. Nie miałam tego na myśli!
 Biegłam jak najszybciej i naokoło krzewów robiąc jakieś zygzaki czy coś. Po chwili wzbiłam się w powietrze, bo zauważyłam dziurę wśród koron drzew.
 Spojrzałam w dół i zauważyłam spoglądającego na mnie basiora. Zrobiło mi się jednak go żal. Mimo, że nie znałam jego pochodzenia, to wydawało mi się, że miał niezbyt miłe wspomnienia. Dlatego wylądowałam obok niego.
- A tak w ogóle skąd pochodzisz? - spytałam zaciekawiona.
- Z odległego lądu, gdzie panuje wietrznie zima i nie ma tylu roślin. Ale za to mamy piękne budowle. Najpiękniejszą budowlą jest pałac mojego ojca. Reszta była mniej interesująca, bo mieszkali tam poddani.
- No dobra. Ale powiesz mi co to są budynki i czy to jest takie królestwo?
- Jest to mniej więcej królestwo, bo Alfa ma swój wielki dom, a reszta wilków to poddani. A budynek to coś w rodzaju jaskini, ale jaskinie występują zazwyczaj w skałach, a budynek można sobie samemu stworzyć, gdzie się chce.
 Jak on tak opowiadał to słuchałam go z zaciekawieniem i rozmyślałam, czy przypadkiem nie jest on z rodziny Alf innej watahy.
- Chciałabyś usłyszeć jeszcze moje przeżycia? 
Stałam zamyślona przez chwilkę po czym przytaknęłam i położyłam się, a on usiadł. 
 Opowiadał o sobie, a ja tylko słuchałam, a pod koniec historyjki Aoki wyskoczyła zza drzew. 
- Hej! Co tam? - wykrzyknęła po czym spojrzała na niebieskiego wilka. - A kto to?
- To nowy. - rzekłam. - Dobra, to ja już idę, bo zbliża się noc, pa!
 Po czym poszłam i zostawiłam ich samych.

<nie dawaj mi do dokańczania Wii bo długo poczekasz xD>
 
Uwagi: "Choćby" piszemy przez "ć". "Nareszcie" piszemy przez "sz". "W ogóle" i "po czym" piszemy osobno.

poniedziałek, 21 sierpnia 2017

Podsumowanie lipca

Okej, oto bardzo opóźnione podsumowanie. Jestem średnio ogarnięta w tym, co wydarzyło się w lipcu (heheh, nie pamiętam już). Generalnie cieszę się, że mimo mojej nieobecności udało się dociągnąć do całkiem niezłego wyniku w postaci 33 op. Szkoda tylko, że na dobrą sprawę do tego dociągnęło raptem kilka osób, przez co pozostałe leniwce mają teraz zagrożenia. W końcu, hej, zwróćcie uwagę na tabelkę! Inaczej znowu będzie nas mało na początku września. :(
Mam wielką nadzieję, że Ci, którzy byli wówczas aktywni zachowają tempo, a pozostali się ockną i zaczną pisać.
Aha, i przepraszam za wszelakie błędy i nieścisłości - jeśli komuś np. nie zaliczyłam lipcowego treningu, należy do mnie napisać i podać dowód, a to naprawię. Przez ten cały chaos nie miałam wszystkiego pod kontrolą. W sumie wciąż nie mam, bo męczę się przy komputerze stacjonarnym i nie mogę pisać op. [*]
To chyba tyle. Krótko, bo zbliża się kolejne podsumowanie i nie ma co na siłę przedłużać.
Dobrze wykorzystajcie te kilka ostatnich dni wakacji!

Aktualnie: 33/225 (cel osiągnięty w 15%)
Łącznie: 107/617 (wszystkie cele osiągnięte w 17%)
Docelowa liczba op. na sierpień: 337
88 op. = wymiana bannera
103 op. = aktualizacja 2 zakładek
◀ 118 op. = wykonanie 3 ilustracji
◀ 133 op. = aktualizacja 2 zakładek
◀ 146 op. = wymiana magicznymi przedmiotami z innymi blogami (CK/BK, WPR, WCW, WNS)
◀ 160 op. = wykonanie 3 ilustracji
◀ 172 op. = aktualizacja 3 zakładek
◀ 189 op. = wykonanie 3 ilustracji
◀ 205 op. = aktualizacja 2 zakładek
◀ 220 op. = zmiana menu
Co miesiąc ilość wymaganych op. do zmian wzrasta o 10% (tak, żebym się nie napracowała zbytnio).
Co muszę już zrobić za Waszą aktywność?: wprowadzić fabułę, dodać nową playlistę, wymienić nagłówki, wymiana bannera, aktualizacja 2 zakładek

Zapraszam na moje cztery (właściwie prawie pięć) inne blogi:
(o ile oczywiście ktoś ma sporo czasu i będzie nadal aktywny i tu, i tam)
Sposób na szkołę każdego dnia: Blog opowiada o codziennym życiu zwyczajnych, polskich uczniów szkoły podstawowej i gimnazjum. Jeśli ktoś chce odpocząć od siekanki japońskich animu&mango czarodziejek, magicznych wilczków, czy idealnych biszi boiów i kałai dziewczynek, jest to idealna odskocznia. PILNIE POSZUKIWANI NOWI CZŁONKOWIE!
Czarne Królestwo: To same uniwersum, co Wataha Magicznych Wilków, jednak w innym klimacie, bardziej zbliżonym do średniowiecza (uściślając: można to uznać za mieszankę wszystkich epok). Królestwo to dopiero budująca się kraina, którą możesz wspomóc swoją postacią. Wszyscy członkowie są wyjątkowo ze sobą zżyci. Uroki mniejszych blogów. PILNIE POSZUKIWANI NOWI CZŁONKOWIE!
Klany Kotów Magicznego Kryształu: Cztery kocie klany w klimatach książek Erin Hunter pt. "Wojownicy". Niezwykle klimatyczne miejsce. Blog nie całkiem mój, bo jestem tam wyłącznie moderatorem oraz przywódcą Klanu Deszczu. PILNIE POSZUKIWANI NOWI CZŁONKOWIE!
Wataha Purpurowej Róży: Choć blog jeszcze nie jest ukończony, poszukujemy chętnych do dołączenia. Może to zmotywuje nas do kończenia tej strony, która swoją drogą prezentuje się dość obiecująco. Blog powiązany fabularnie z WMW. POSZUKIWANI CHĘTNI DO DOŁĄCZENIA!
Sekrety Magii: Tu akurat nie można dołączyć. Są tam moje opowiadania. Jeśli ktoś chce się bliżej zaznajomić z moją twórczością poprzez czytanie mojej ukochanej opowieści, którą plotę już od dzieciaka, to serdecznie zapraszam. Czekam również na komentarze z Waszymi opiniami na temat tej historii.

Ponadto zapraszam do korzystania z zapoznania oraz innych przygód czy sztafety. Przypominam również o konkursach.

Wilki, które brały czynny udział w pełnionym stanowisku:
RADA ŻYWIOŁÓW
Obecni na zebraniu: -
Kto napisał op.: -

POLOWANIA
Rano: -
Popołudnie: Leah (+5 SG)
Wieczór: -
Musiałam łącznie dodać ok. 200 pkt. pożywienia. Tak trzymać!

SZPITAL
Kto napisał op.: -

WOJSKO I PATROL
Kto napisał op.: Leah (+3 do szybkości, wytrzymałości, siły i skoków), Manahane (+3 do szybkości, wytrzymałości, siły i skoków), Lind (+5 SG)

ROZRYWKOWE I INNE
Kto napisał op.:

SZKOŁA
Kto napisał op. (z nauczycieli): -

PRACA W MIEŚCIE
Kto napisał op.: -

*****************************
Leniwe Alfy:
Suzanna: 1 (+0 = 1)
---------------------------------------------
Leah: 8 (+5 = 13)   <-- Beta
Lind: 6  <--- Gamma
Nergal: 3 (+1 = 4) <--- Delta
Kai: 1 (+2,5 = 3,5)
Torance: 0 (+3,5 = 3,5) 
Winteren: 2 (+1 = 3)  
Sakura Bloodfire: 1 (+2 = 3)
Aokigahara: 0 (+2,5 = 2,5)
Manahane: 2
Karou: 2
Navri: 1 (+1 = 2)
Moone: 1 (+1 = 2)
Desperado: 1
Scirron: 1
Aurelliah:  1 (+0 = 1) 
Shenvedő Ashe: 1 (+0 = 1)
Yuki: 0 (+1 = 1)
Allive: 0 (+1 = 1) 
Sohara: 0 (+0 = 0)
Dante: 0 (+0 = 0)
Zirael: 0 (+0 = 0)
Shiryu: 0 (+0 = 0)
Sierra: 0 (+0 = 0)
Za zostanie Betą dostaje się 15 SG i 40 pkt., Gammą 10 SG i 30 pkt., a Deltą 5 SG i 20 pkt.

Okres próbny ukończyli:
Aurelliah: 1 (3)
Sakura Bloodfire: 1 (3) (masz czas do 27.07 na napisanie 3 op. - wtedy zostaniesz automatycznie przydzielona do watahy)
Winteren: 2 (3) (masz czas do 27.07 na napisanie 2 op. - wtedy zostaniesz automatycznie przydzielona do watahy)
Allive: 0 (1)
Leah: 8 (13)
Nergal: 3 (4)
**********
Manahane: 2
Karou: 2
Desperado: 1
Scirron: 1
Lind: 6

Skreślone są te, które nie przeszły. Wilki, które napisały poniżej 4 op. i są dość długo na watasze zostają wyrzucone, a te mające powyżej 4 op. są już pełnoprawnymi członkami. Zaznaczone na fioletowo mają drugą szansę.
Tak, ilość napisanych op. podczas okresu próbnego też ma znaczenie! 

Dodaję po 6 pkt. umiejętności i 3 pkt. mocy każdemu wilkowi (jak to zawsze czynię po podsumowaniu) za kolejny miesiąc członkostwa. 

Od Leah "Chmury" cz. 1 (C.D. Manahane)

Maj 2020 r.
Stoję w bliżej nieokreślonym miejscu. Otacza mnie gęsta mgła. Dostrzegam zarysy jaskini, z których wychylają się wilki. Patrzą na mnie spode łba, niektóre podchodzą, szczerząc kły. Cofam się, ale powarkiwania dobiegają z każdej strony. Zaczynam biec na oślep, co chwila zderzając się z wilkami. Rozpoczęły pogoń.
Nagle wszystko się ucisza. Nagonka znika, a mgła wydaje się już tak gęsta, że można by kroić ją nożem. Nieprzenikniona cisza zdaje się wrzeszczeć w niebogłosy. Powoli ruszam na drżących łapach, w losową stronę. Zatrzymałam się, a obraz zamazał się i zaczął jakby drżeć. Słyszę dziwny dźwięk, stający się coraz głośniejszy. Zza zakrętu wyskakuje czarna postać. Ruszyła w moją stronę. Próbuję uciekać, ale nie jestem w stanie. Nagle znika... I pojawia się tuż przede mną.
Zerwałam się z posłania. Mój oddech był bardzo przyspieszony. Od dawna nie miewałam koszmarów, więc ten wyjątkowo mnie przeraził. Zmieniłam się w człowieka. Dotknęłam dłońmi czoła. Było rozpalone. Chyba mam gorączkę.
Wstałam. Zakręciło mi się w głowie. Dalej w ludzkiej postaci, ruszyłam nad Wodospad. Docierając na miejsce, znowu poczułam zawroty głowy i… wpadłam do wody. Wynurzyłam się dopiero po chwili. Ciepły strumień był bardzo przyjemny, gdy pływałam w nim jako człowiek. Wyczołgałam się na brzeg i zmieniłam się w wilka. Przez kilka minut czyściłam sierść, a muszę przyznać, że ostatnio tego nie robiłam.
Powoli szłam na zbiórkę. Ciągle kręciło mi się w głowie. Dzisiaj ponownie odbywała się na Wrzosowej Łące. Gorąco było nie do zniesienia.
Ciężko dysząc, dołączyłam do reszty. Patrzyli na mnie jak na wariatkę (z trzema wyjątkami), ale niezbyt się tym przejmowałam. Stanęłam obok Manahane.
- Możemy zaczynać. – powiedziała Alfa. – W szeregu zbiórka!
Wykonaliśmy rozkaz.
- Dzisiaj rozpoczniemy trening szybkościowy i wytrzymałościowy. Na początek będziecie biec przez Zielony Las, w stronę Rzeki Przyjaźni. Jak dotrzecie do Plaży, wrócicie tu. Bez żadnego skracania drogi!
Zeszła nam z drogi.
- Gotowi? Start! – Yuko i Kai wystrzelili na prowadzenie. Reszta została z tyłu. Biegłam z Maną na samym końcu, ciągle odczuwając ból głowy. Mimo to biegłam łeb w łeb z szarą waderą.
- Cześć. – Rzuciłam w biegu.
- Hej. – Odparła, przyspieszając.
Dalej biegłyśmy już bez słów. Otaczała nas szmaragdowozielona aura, odbijanego przez liście światła. Do moich uszu dobiegały odgłosy Lasu, w tym dziwny ryk. Lekko zaniepokojona, wybiegłam zza zasłony drzew, wpadając na małą, upstrzoną żółtymi i fioletowymi kwiatkami, polankę. Zatrzymałam się, wpatrując się w niesamowity widok i wyłapując wspaniałe zapachy.
- Leah! Coś się stało? - usłyszałam, że Mana zawraca. Chwile jeszcze patrzyłam na kwiaty.
- Tak... Trochę się zapatrzyłam.- Nieco stropiona podbiegłam do przyjaciółki.
Dobiegłyśmy do Rzeki Przyjaźni.
- Potem ci coś tu pokaże. - mruknęłam do Hane. - Parę miesięcy temu to odkryłam.
W biegu obserwowałam fale i małe wiry. Woda lśniła w promieniach wschodzącego słońca. Uśmiechęłam się w duchu.
Nieco zdyszane, dotarłyśmy do plaży. Przystanęłam nad wodą zbierając siły. Bieg był długi i wyczerpujący, przynajmniej dla mnie. Mana dała znak do biegu. Wzięłam głęboki wdech i pobiegłam za nią.

- Na dzisiaj to tyle, ale jutro już nie będzie tak łatwo. - Powiedziała Alfa. - Spotkamy się również tutaj. Możecie się rozejść.
Z westchnieniem ulgi skierowałam się w stronę jaskiń. Razem z Manahane poszłam na śniadanie.
***
- Po prawej! Szybko, szybko! - Krzyknął Dante. Trwało właśnie polowanie na górskie kozice. Byłam bardzo podekscytowana.
Skoczyłam w podanym przez Dannego kierunku. Zwierzę było bardzo szybkie i zwinne, w pojedynkę nie miałabym żadnych szans. Normalny sposób polowania diabli wzięli, kozica nas zwęszyła. Zauważyłam, że stworzenie wskoczyło na półkę skalną, tym samym przedłużając sobie drogę. Droga, którą wybrała prowadziła naokoło. Bez namysłu skoczyłam w stronę zakrętu, za którym, jak przypuszczałam, była dolinka, na którą wypadała ścieżka. Wpadłam jednak na ścianę. Bez namysłu wspięłam się po stromych występach. Wkrótce potem, zeskoczyłam na skarpę, po drugiej stronie.
Dokładnie siedem sekund potem z małego wzniesienia, zgrabnie zeskoczyła kozica. Instynktownie zagrodziłam jej drogę. Zdezorientowane zwierzę odskoczyło w tył, tym samym wpadając prosto w łapy Yuki. Prędko się z nią rozprawiła.
- Już tak późno? - mruknęłam do siebie, patrząc na chylące się ku zachodowi słońce. Całe popołudnie zmarnowane na tego zwierzaka?
Yuki tylko mruknęła pod nosem coś, co zabrzmiało jak przekleństwo i przeteleportowała się z kozicą do watahy. Dante poszedł w kierunku wcześniej upolowanych trzech saren. Z westchnieniem podążyłam w tym samym kierunku.
***
Siedząc w swojej jaskini zmagałam się z bólem głowy. Chcąc o nim zapomnieć, sięgnęłam po niedawno wypożyczony słownik. Przez następne trzy godziny, powtarzałam niektóre słowa, tworząc nic nie znaczące zdania, co chwila orientując się, że pomyliłam czas przeszły z teraźniejszym czy zapomniałam, jak brzmi odpowiednia forma czasownika. Mimo to, końcowy efekt bardzo mnie zadowolił.
Odłożyłam książkę na miejsce, coś jednak nie pozwalało mi ustawić jej tak, by nie wypadła. Odsunęłam inne tomy i zaczęłam szukać wzrokiem blokady. Dziwne... Co tam robi nóż?
Wzięłam narzędzie i przyjrzałam mu się bliżej, zastanawiając się, co tu robi. Wtedy sobie sobie przypomniałam. Upuściłam ostrze. Nie, nie... Tylko nie to...
- Do diabła z tym wszystkim! - Uderzyłam broń łapą, tak, że odleciała na drugi koniec jaskini. - Dlaczego musiało go to spotkać?! Dlaczego nie ja? Ktokolwiek inny! Tylko nie on! Dlaczego?!
Znowu dziura w pamięci. Wszędzie leżały porozrzucane książki. Siedziałam w środku tego bajzlu, patrząc matowym wzrokiem w przestrzeń. Po kilku minutach wstałam. Usłyszałam przyspieszony oddech. Spojrzałam w tamtą stronę. W wejściu stała Manahane. Wiatr na zewnątrz był bardzo silny jak na standardy tej strefy klimatycznej. Czy to ja go wywołałam?
Zbierało się na burze. Zagrzmiało. Spojrzałam smutno w oczy przyjaciółki.

<Manahane? Ten ON to Arsus jakby co xD>

Uwagi: "Zderzają" piszemy przez "rz".

czwartek, 17 sierpnia 2017

Od Lind "Jedno ze wspomnień" cz. 1

Kwiecień 2018
Chociaż był kwiecień, ziemię na zewnątrz wciąż przykrywał śnieg. Ilekroć został podtopiony przez ciepłe promienie słoneczne, wieczorny chłód, nasilający się całą noc, zamrażał go z powrotem. 
Siedziałam niedaleko kominka, zajęta rysowaniem. Na obrazku byłam ja, Babcia, nasz dom i ogród, niestety z niebieską trawą. Rysik zielonej kredki złamał się, jak kończyłam liście na drzewie. Zwykle w takim momencie prosiłam Babcie o naostrzenie mojego narzędzia pracy, jednak tym razem nie chciałam odrywać mojej opiekunki od robótki. Dziergała z uśmiechem, widocznie dobrze szlo. Po co zawracać jej głowę? Jako, że uważałam siebie za bardzo zaradną, poradziłam sobie z problemem sama. 
Jak skończyłam swoje arcydzieło, zaczęłam składać inna kartkę, jeszcze nieużywana, w samolot. Znaczy, to miał być samolot, jednak wyszedł krzywy trójkąt. Jak ci starsi to robią? Zaczęłam obracać w łapach moje "origami", kiedy Babcia zapytała:
- Już skończyłaś obrazek?
- Tak! - wykrzyknęłam i zerwałam się z miejsca, żeby pokazać jej moją kreacje. Starsza wilczyca przyjrzała się ilustracji.
- To ty i ja, prawda Lind?
- Tak! A tu jest domek - zapiszczałam zadowolona, pokazując łapką kwadrat z trójkątem na górze.
- Hm... - skupiła ponownie wzrok na rysunku. - Pływamy sobie? - zdziwiłam się słysząc te słowa.
- Nie! To trawa, Babciu- odparłam nieco zażenowana. Babciu, nie odróżniasz trawy od wody? Kolor wystarczy żeby cię zmylić?
Kiedy tak narzekałam w myślach na reakcje starszej wadery, ta zauważyła stan zielonej kredki. Zrozumiała co się stało i zaśmiała cicho.
- Jak zwykle nie chciałaś mnie zaczepiać? Lind, przecież nie będę zła na ciebie za to, że potrzebujesz pomocy - kręciła głową z pobłażaniem.
Tymczasem ja odłożyłam rysunek na ziemie i spuściłam smętnie wzrok. Nie wiedziałam jak jej to wyjaśnić, jak opisać moje nastawienie do takich błahych sytuacji.
Babcia wzięła zieloną kredkę i już chciała się zabrać za naostrzenie rysika, kiedy ktoś zastukał do drzwi. Odłożywszy pomalowany na zielono kawałek drewna, poszła do wyjścia mrucząc coś w stylu "Nareszcie". Odruchowo pobiegłam za moja opiekunką. Ledwo wychylając główkę zza niej, patrzyłam jak wpuszcza do środka dwa wilki - dużego i mniejszego. Większy miał szarobrązowe futro z kilkoma granatowymi pręgami. Jego podopieczny był prawie cały szary i wyglądał jakby cały świat nudził go na śmierć.
- Już się zastanawiałam co was mogło zatrzymać - powiedziała Babcia, przytulając dorosłego basiora.
- Przeszła nawałnica, ciociu - odparł tamten. - Musieliśmy przeczekać te parę godzin.
- Oczywiście, rozumiem. Z naturą nie ma żartów - zaznaczyła Babcia i zwróciła uwagę na mniejszego wilka. - Freeze, jak ty wyrosłeś - uściskała też tego na oko półtorarocznego basiorka. Nie wyglądał na zadowolonego z fizycznego kontaktu. Zrobił dziwna minę, ale nie protestował głośno. Odetchnął dyskretnie z ulgą, kiedy został wypuszczony z objęć.
- Kto tam się za tobą chowa, ciociu? - zapytał starszy wilk, spoglądając w moja stronę. Schowałam się i skuliłam jeszcze bardziej.
- To moja mała Lind, o której ci pisałam. Chodź, pokaz się mojemu siostrzeńcowi - zachęciła mnie Babcia.
Niepewnie wyślizgnęłam się zza niej i stanęłam przed dziwnym-dużym-siostrzeńcem i tym-nazwanym-Freezem. Większy oczywiście oczarowany, pogłaskał mnie po czuprynie. Zachwycał się jaka to ja nie jestem słodka i duża i biała itd.
Na moje szczęście Babcia zauważyła, że delikatnie mówiąc, trochę boje się jej siostrzeńca. Zaproponowała więc żeby Freeze poszedł ze mną do pokoju i poczytał mi coś. Chociaż ten szarawy wyglądał na nudziarza, taka perspektywa bardzo mnie ucieszyła. Babcia czyta mi tylko wieczorami, zresztą i tak nie zawsze ma na to siłę. Co prawda sama umiem trochę, ale chyba to jeszcze trochę za mało, żeby sprawnie śledzić samodzielnie np. historie księcia Virana.
- Książki, które zaczęłyśmy są na biurku. W środku znajdziesz zakładki - dodała Babcia na odchodnym.
Pobiegłam do mojego pokoiku. Freeze dołączył do mnie dopiero po chwili. Zauważyłam, że podczas chodzenia szura łapami i przygląda się wszystkiemu, jakby był w muzeum. Wskoczyłam na łóżko i czekałam, aż łaskawie wybierze książkę do czytania.
Wilk w końcu przejechał wzrokiem po pierwszym tytule i przewrócił parę stron.
- Co to jest? Kronika? - mruknął jakby do siebie.
- Król Orrin jest fajny - powiedziałam z nadzieją, ze weźmie ten rękopis. Niestety, zawiodłam się. Odsunął go na bok. Nie wiem, za cicho powiedziałam?
- Czyta się to jak podręcznik do historii. Nie macie czegoś normalnego dla szczeniąt? - szepnął, ziewając szeroko i popatrzył na kolejne tytuły. Czy jemu..? - Co jest twoje ulubione? - poprosił o podpowiedź, sprawiając, że zapomniałam o tym, co właśnie zauważyłam...
- Opowieści z Królestwa Spadających Gwiazd! - zapiszczałam radośnie.
- Brzmi lepiej - odparł.
Drgnęłam i zastygłam na chwilę w miejscu. Nie wydawało mi się. Jak mówił, z pyska poleciały mu kłęby pary. Powstrzymałam się od komentarza i czekałam aż zacznie czytać. Usiadł na krześle przy łóżku i otworzył książkę. Z bliska dostrzegłam ze na jego futrze tu pozostały płatki śniegu. Nie stopniały, chociaż w domu jest ciepło. Bez namysłu dotknęłam jego boku. Był lodowaty.
- Ale bajer - ucieszyłam się.
- Nie rusz - uciekł razem z krzesłem na bezpieczną odległość od łóżka. - Jeszcze ci przymarznie ta puszysta łapka. Zamruczałam niezadowolona.
- Czytaj - nakazałam.
Już bez słowa (jedynie z dziwnym spojrzeniem) odnalazł zakładkę i zaczął czytać.
- "Książę powróciwszy do zamku..." - zaczął takim beznamiętnym tonem, aż pomyślałam, że za chwilę zasnę. Na szczęście z czasem zmienił głos. Chyba jego też zafascynowały opisy krain, odwiedzanych przez księcia Virana.
Szczerze? Chyba wczuł się lepiej niż babcia. Zabawnie udawał głos księcia. Położyłam się na brzuchu i słuchałam, wciągnięta w historię jak rzadko kiedy. Fajnie się słucha czegoś, o czym wiesz, że to wszystko prawda. Jak dorosnę, będę jak książę Viran, myślałam. Albo nawet lepsza, bo nie będę się bać węży. 
Czas szybko mijał, w końcu czytanie przerwał tatuś Freeza, czyli siostrzeniec Babci. Wpadł do pokoju bez uprzedzenia i ogłosił:
- Za piętnaście minut obiad, maluchy! - Freeze aż podskoczył, wyrwany z transu lektury.
- Ugh, dobrze, tato - mruknął, powracając do beznamiętnego tonu głosu. Widać było, że chce spławić rodzica. Udało się. Starszy z uśmiechem na pysku zostawił nas w spokoju.
Freeze odłożył książkę i spojrzał na mnie. Schyliłam się pod łóżko i wyjęłam stamtąd kawałek papieru.
- Umiesz składać samoloty? - zapytałam szarego.
- Naturalnie - odpowiedział.
- Nauczysz mnie? - poprosiłam wyciągając w jego stronę kartkę.
- Pewnie - odparł i wziął ode mnie świstek. Zauważyłam, że kiedy mówi do mnie, nie mówi już jak nudziarz.
Freeze pochylił się nad skrawkiem papieru i pokazał mi krok po kroku co i jak. Później rozłożył arkusz, żeby było widać, gdzie są zgięcia. Wydobyłam spod łóżka nową kartkę dla siebie, żeby spróbować.
Wyszło. Nie tak, jak oczekiwałam, bo nie był idealny, a jedno skrzydło krzywe, ale przynajmniej wyglądał jak samolot. Mojej szczenięcej radości brakło granic. Freeze patrzył na mnie, chyba dzieląc moją satysfakcję.
- Piąteczka? - wyciągnęłam łapę.
- Piąteczka - przybił.

Uwagi: Nieprawidłowo zapisana część op. Zapominasz o ogonkach przy "ę" na końcu niektórych wyrazów. "Półtorarocznego" piszemy razem.