Zacieśnianie więzi

W ramach lepszego zapoznania się ze sobą realizujemy comiesięczny projekt losowania osób, do których można napisać op. i dostać dzięki temu +3 pkt. do każdej z umiejętności (+1 pkt. do mocy).
Link do osób, które zostały wylosowane znajduje się tutaj. :)

sobota, 3 czerwca 2017

Podsumowanie maja

Welp. WMW skończyło 4 lata. Stara jest już, nie?
Dobra, bo znowu piszę od rzeczy. Właściwie, to wyjątkowo nie wiem o czym tu trajkotać. Dlaczego? Nic się tu konkretnego nie działo. 7 op. to dość mało (ba, nawet bardzo mało), ale z drugiej strony wiem, że maj to miesiąc poprawek. Dlatego nie krzyczę. Za kilka dni wystawianie ocen i powinien być większy luz. Mam również nadzieję, że zaczniecie wtedy regularnie pisać, a nie "na litość co kilka miesięcy". Może sprowadzicie kogoś jeszcze, kto zechce dołączyć? Mamy coraz niższą frekwencję.
Brakuje mi wciąż ludzi do sztafety, dlatego żadna się nie zaczęła. Tak tylko dodam, że do tabelki wlicza się data NAPISANIA opowiadania na sztafetę, a do podsumowania data OPUBLIKOWANIA go, więc jeśli teraz zajmiecie się pisaniem na tę promocję, nie musicie się bać o zagrożenie.

Aktualnie: 7/100 (cel osiągnięty w 7%)
Łącznie: 51/242 (wszystkie cele osiągnięte w 20%)
Docelowa liczba op. na czerwiec: 150
◀ 61 op. = wymiana nagłówków
◀ 73 op. = wymiana bannera
◀ 85 op. = aktualizacja 2 zakładek
◀ 97 op. = wykonanie 3 ilustracji
◀ 110 op. = aktualizacja 2 zakładek
◀ 121 op. = wymiana magicznymi przedmiotami z innymi blogami (CK/BK, WPR, WCW, WNS)
◀ 133 op. = wykonanie 3 ilustracji
◀ 145 op. = aktualizacja 3 zakładek
◀ 156 op. = wykonanie 3 ilustracji
◀ 169 op. = aktualizacja 2 zakładek
◀ 182 op. = zmiana menu
Co miesiąc ilość wymaganych op. do zmian wzrasta o 10% (tak, żebym się nie napracowała zbytnio).
Co muszę już zrobić za Waszą aktywność?: wprowadzić fabułę, dodać nową playlistę

Zapraszam na moje cztery (właściwie prawie pięć) inne blogi:
(o ile oczywiście ktoś ma sporo czasu i będzie nadal aktywny i tu, i tam)
Sposób na szkołę każdego dnia: Blog opowiada o codziennym życiu zwyczajnych, polskich uczniów szkoły podstawowej i gimnazjum. Jeśli ktoś chce odpocząć od siekanki japońskich animu&mango czarodziejek, magicznych wilczków, czy idealnych biszi boiów i kałai dziewczynek, jest to idealna odskocznia. PILNIE POSZUKIWANI NOWI CZŁONKOWIE!
Czarne Królestwo: To same uniwersum, co Wataha Magicznych Wilków, jednak w innym klimacie, bardziej zbliżonym do średniowiecza (uściślając: można to uznać za mieszankę wszystkich epok). Królestwo to dopiero budująca się kraina, którą możesz wspomóc swoją postacią. Wszyscy członkowie są wyjątkowo ze sobą zżyci. Uroki mniejszych blogów. PILNIE POSZUKIWANI NOWI CZŁONKOWIE!
Klany Kotów Magicznego Kryształu: Cztery kocie klany w klimatach książek Erin Hunter pt. "Wojownicy". Niezwykle klimatyczne miejsce. Blog nie całkiem mój, bo jestem tam wyłącznie moderatorem oraz przywódcą Klanu Deszczu. PILNIE POSZUKIWANI NOWI CZŁONKOWIE!
Sekrety Magii: Tu akurat nie można dołączyć. Są tam moje opowiadania. Jeśli ktoś chce się bliżej zaznajomić z moją twórczością poprzez czytanie mojej ukochanej opowieści, którą plotę już od dzieciaka, to serdecznie zapraszam. Czekam również na komentarze z Waszymi opiniami na temat tej historii.
Aktualnie powstaje jeszcze jeden projekt. Ktoś może już go widział, ktoś może nie... W każdym razie zdradzę tyle, że wracamy na stare śmieci. Zobaczymy, co z tego wyjdzie. OTWARCIE PRAWDOPODOBNIE BĘDZIE NA ZAKOŃCZENIE ROKU SZKOLNEGO.

Ponadto zapraszam do korzystania z zapoznania oraz innych przygód czy sztafety. Przypominam również o konkursach.

Wilki, które brały czynny udział w pełnionym stanowisku:
RADA ŻYWIOŁÓW
Obecni na zebraniu: -
Kto napisał op.: -

POLOWANIA
Rano: -
Popołudnie: -
Wieczór: -

SZPITAL
Kto napisał op.: -

WOJSKO I PATROL
Kto napisał op.: -

ROZRYWKOWE I INNE
Kto napisał op.: - 

SZKOŁA
Kto napisał op. (z nauczycieli): -

PRACA W MIEŚCIE
Kto napisał op.: -

*****************************
Leniwe Alfy:
Suzanna: 0 (+1 = 1)
---------------------------------------------
Shenvedő Ashe: 0 (+9 = 9)
Navri: 2 (+4 = 6)
Dante: 1 (+1 = 2) <-- Beta +szczeniak
Zirael: 1 (+1 = 2) <--- Gamma
Torance: 1 (+1 = 2)
Aurelliah: 1 (+1 = 2)
Shiryu: 0 (+2 = 2) <--- Delta
Aokigahara: 0 (+2 = 2)
Sohara: 1 (+1 = 1) 
Kai: 0 (+1 = 1) 
Moone: 0 (+1 = 1)
Yuki: 0 (+1 = 1)
Sierra: 0 (+0 = 0)

Za zostanie Betą dostaje się 15 SG i 40 pkt., Gammą 10 SG i 30 pkt., a Deltą 5 SG i 20 pkt.

Okres próbny ukończyli:
Shenvedo Ashe: 0 (9) (masz czas do 11.06 na napisanie 2 op. - wtedy zostaniesz automatycznie przydzielona do watahy)
************
Torance: 1 (2)
Aurelliah: 1 (2)

Skreślone są te, które nie przeszły. Wilki, które napisały poniżej 4 op. i są dość długo na watasze zostają wyrzucone, a te mające powyżej 4 op. są już pełnoprawnymi członkami. Zaznaczone na fioletowo mają drugą szansę.
Tak, ilość napisanych op. podczas okresu próbnego też ma znaczenie! 

Dodaję po 6 pkt. umiejętności i 3 pkt. mocy każdemu wilkowi (jak to zawsze czynię po podsumowaniu) za kolejny miesiąc członkostwa. 

środa, 31 maja 2017

Czwarte urodziny WMW!

Dziś, 31 maja 2017 roku, Wataha Magicznych Wilków obchodzi już swoje czwarte urodziny! 
Uwierzycie, że ten czas tak szybko zleciał?! Do mnie to wciąż nie całkiem dociera. Tak wiele się zmieniło, choćby przez ten rok... Nawet jeśli aktywność nie należy do najwybitniejszych, to i tak Was wszystkich uwielbiam. Choćby za to, że chciało Wam się tu dołączyć i choćby sporadycznie coś napisać (choć i tak nalegam na pisanie częściej, bo wiadomo - im wyższe statystyki, tym większe szanse na większą ilość zainteresowanych).
Myślałam, co by tu Wam sprezentować... i zdecydowałam się na zniżkę 50% na wszystko w magicznym sklepie, włącznie z towarzyszami oraz zmniejszenie wymaganej ilości linijek op. o zbieraniu rzadkich przedmiotów/wyjątkowych roślin do 25 aż do dnia 7 czerwca!

Już teraz życzę wam wszystkiego najlepszego z okazji Dnia Dziecka!

Pozdrawiam, Administratorka bloga: Simka Animka/Maruda/Avrille/Ishi/Suzanna

środa, 24 maja 2017

Od Navri "Jestem młodsza, ale nie gorsza" cz. 5

Wrzesień 2019 r.
Tata mówił, że już niebawem wrócę pod skrzydła Yuki, która tak lubiła nam się uprzykrzać. I że jeśli coś złego będzie się działo, mam mu natychmiast powiedzieć. Może nasza nauczycielka polowań już taka po prostu była z natury, ale sądząc po reakcji taty, jej zachowanie wcale do normalnych nie należało. Była zagrożeniem dla watahy? Tego nie wiedziałam. Sądziłam jednak, że nie może być aż taka zła. Nawet, jeśli rzekomo wszyscy w moim wieku dzielili wszystko na czarne i białe, dobre i złe... Choć, gdy czasem, wylegując się na nasłonecznionej skale, widziałam mijającą mnie Yuki, która spieszyła na udział w stadnym polowaniu, miałam tę świadomość, że wcale aż tak nie pragnie mojego upadku. Przynajmniej w to chciałam wierzyć. Nawet, jeśli rzuciła mi wściekłe spojrzenia. Chciałam w przyszłości, będąc już dorosłą, stanąć naprzeciwko niej, spojrzeć w oczy i dowiedzieć się, skąd ten gniew i nieco go ugasić, bo jak widać, wcale jej on nie służył.
Wstałam, przeciągnęłam się i zerknęłam na wysokość słońca. Zbliżał się czas na pierwszą wspólną lekcję kreatywności. Pierwszą, na której dowiem się, czy moje uśmiechnięte słoneczko było tak ładne, jak wtedy zapewniał mnie tata.
Tym razem szłam sama, z czego byłam bardzo dumna. Z zadowoleniem unosiłam podbródek, człapiąc umiarkowanym tempem na tak zwaną "łączkę zbiórek". Shen rzucił kiedyś, że to "Bananowy Las", lecz nikt nie wiedział o co mu tak dokładnie chodzi. Ja osobiście uważałam to za całkiem zabawne i zdarzało mi się używać tej nazwy. Basiorek, ilekroć słysząc tę nazwę z mych ust (była to jedna z niewielu rzeczy, którą umiałam powiedzieć wyraźnie), uśmiechał się do mnie krzywo. Chciałam odpowiedzieć tym samym, ale nie zwykłam unosić kącików ust na znak radości w obecności innych. Zamiast tego wpajałam w niego puste spojrzenie, przez co czuł się dość niezręcznie. Właściwie, to nie dziwiłam mu się. Każdy poczułby się w takiej sytuacji niekomfortowo.
 Tym razem i Shen przybył. Na mój widok uśmiechnął się szeroko, lecz jego oczy mówiły: "no, dalej, uśmiechnij się też". Tego jednak się już nie doczekał. Odwróciłam wzrok w kierunku dwóch wader, które już debatowały na jakiś bliżej nieokreślony temat. Zwolniłam kroku, nie chcąc tak szybko do nich się zbliżać. Ostatnimi czasy strasznie się ze sobą zżyły, przez co nie dopuszczały do siebie nikogo innego. Bywało to irytujące, szczególnie, że w takim wypadku zawsze do pary na zajęciach trafiał mi się dużo starszy Shen. W większości umiejętności mnie znacznie przewyższał, co bywało nieco denerwujące. Dodatkowo, był basiorem. Basiory w końcu bywają sprawniejsze fizycznie od wader. Co prawda aktualnie odbywaliśmy wspólnie wyłącznie lekcje logiki, jednak już na podstawie jego próbki umiejętności podczas polowań oceniłam, że to będzie twardy orzech do zgryzienia. Szczególnie, że niebawem wracam do Yuki.
Rozsiadłam się w najbardziej nasłonecznionym miejscu, jak to miałam w zwyczaju i spod przymrużonych powiek obserwowałam świat. Shen przysiadł gdzieś nieopodal. Czułam jego spojrzenie na plecach, jednakże udawałam, że nie jestem tego świadoma.
Nadciągała jesień. Drzewa traciły stopniowo liście, trawa żółkła, a słońce przygrzewało coraz słabiej. Nie wróżyło to dla mnie nic dobrego. Bez odpowiedniego słońca mogłam całkiem tracić ostrość widzenia. Bałam się trochę, że jeśli cały czas świat będzie tak ponury, prędko ta wada mi się utrwali i wcale nie zacznę widzieć dobrze, jak zapewniał tata.
Z moich rozmyślań wyrwał mnie szelest w krzakach. Sądziłam, że to Alfa po prostu wcześniej przybyła na lekcje, jednak jakież było moje zdumienie, gdy moim oczom ukazały się dwie, całkowicie obce sylwetki. Wyższa była różowa wadera, która popychała nosem drobną rudą istotkę w naszym kierunku. Matka i szczeniak? Otworzyłam szerzej oczy ze zdumienia. Jakim cudem był w watasze młody wilk, o którym nie było nam wiadomo? Nie lubowałam się w plotkach, jednak chyba takie rzeczy powinnam wiedzieć. Dyskretnie zerknęłam w kierunku kolejno Moone, Aoki i Shena. Na ich pyszczkach malowało się równie wielkie osłupienie. Bezdźwięcznie odetchnęłam z ulgą.
Ruda, wyjątkowo puszysta waderka nieśmiało się do nas zbliżyła, raz po raz spoglądając na samicę, która ją tutaj doprowadziła. Dopiero po kilku dłuższych chwilach spoglądania to na nią, to na jej opiekunkę, doszłam do wniosku, że tą drugą kojarzyłam z widzenia. Okazjonalnie odbywała pogawędkę z Yuki. Przymrużyłam oczy. Kto w takim razie był jej tatą? W Watasze Magicznych Wilków w końcu było niewiele członków. A może basior z Watahy Czarnego Kruka? Nie, nie było w niej za grosz dzikości, którą emanowały mroczne sylwetki wilków dołączonych do naszego stada.
- Cześć, jestem Tori... - odezwała się cicho nieznajome szczenię. Shen jako pierwszy poderwał się, by ją obwąchać, co mnie w sumie nieszczególnie zdziwiło.
- Oto nowa członkini naszego stada - odezwała się Alfa. Z skrzętnie skrywanym strachem odwróciłam się za siebie. Tak, to z całą pewnością była ona. Nawet nie zauważyłam, kiedy przybyła. Skinęła głową na różową waderę, dając znak, że może się już oddalić. Tak też zrobiła. Zwróciłam oczekujący wzrok na Alfę.
- Mam nadzieję, że się z nią dogadacie - dodała jeszcze przywódczyni, czując się najwidoczniej do tego zobowiązana. Wszyscy wbijaliśmy w Tori zaciekawione spojrzenia.
- Wygląda jak pies! - skomentowała głośno Aoki. Zmarszczyłam brwi. Jak co? - pomyślałam, pierwszy raz słysząc tę nazwę na uszy.
- Dziś będziemy lepić z gliny - zmieniła temat Alfa. - Użyjecie do tego tego samego materiału, który wydobyliście już wcześniej na lekcji wilczej historii.
Szczeniaki pojąwszy w locie, o czym mówi, pognały w kierunku zacienionego miejsca. Rzeczywiście, była tam pulchniejsza ziemia. Prawdopodobnie pod nią ukryli złożysko gliny, aby ta nie wyschła. Powoli poczłapałam tam, gdzie pozostali uczniowie. Nie wiedziałam tylko, dlaczego akurat na lekcji historii mieliby cokolwiek wykopywać. Moją nic nie rozumiejącą minę musiał dostrzec Shen, bo pogodnie mi wyjaśnił, w czym rzecz:
- Ostatnim tematem naszej lekcji wilczej historii były wykopaliska. Szukaliśmy w różnych rejonach watahy miejsc, w których znaleźlibyśmy coś wartościowego. Najlepszą rzeczą, jaką wygrzebała Aoki, był dziwny brązowy krążek. Pan Kai powiedział, że to prastary pierścień pokryty runami!
Po raz kolejny uderzyło mnie to, że tak wiele ciekawych rzeczy mnie omijało. Miałam nadzieję, że i ja odbędę lekcje z wykopalisk. Brzmiało to niezwykle intrygująco.
Nie musiałam nawet palcem kiwnąć, a pozostałe szczeniaki już uporały się z odkopaniem dołu. Zerknęłam z chłodnym zainteresowaniem do środka. Nic imponującego, zwykła dziura. Tylko, że odcień ziemi w pewnym momencie się zmieniał na znacznie jaśniejszy. To właśnie stamtąd wykopywały glinę. Nawet Tori zaczęła wyrażać zainteresowanie tematem zajęć. Ja osobiście przyznam, że nie przepadałam za tworzeniem sztuki, bo mi ona autentycznie nie wychodziła. Nie miałam do tego łapy.
Szczeniaki wykopawszy co chciały, zajęły się sobą. Zostałam sama. Wyglądało na to, że jednak zmuszona będę ubrudzić sobie futerko. Syknęłam z niezadowoleniem i wskoczyłam do dołu. Będąc w środku nie myślałam o tym, czy się wydostanę. Naszło mnie na to dopiero, gdy skończyłam (swoją drogą poszło mi to znacznie szybciej, niż sądziłam). Nie poddając się, wykonałam jednak jeden skok i... udało się. Byłam tym nieźle wstrząśnięta, ale nie chcąc tego ujawniać przed pozostałymi, po prostu pośpiesznie zabrałam się do pracy.

Moje dzieło jest co najmniej szpetne - powiedziałam do siebie w myślach, patrząc tępo na wymyślne figury innych szczeniaków. Czułam olbrzymi wstyd, gdy Alfa przechodziła obok mojej rzeźby. Była niebezpiecznie przechylona i sprawiała wrażenie zniewieściałej. Sama nie wiedziałam, co przedstawia. Początkowo miał to być kapelusz... Inni zrobili wazy, figurki z jaszczurkami, króliczkami czy inne rzeczy, których co prawda określić nie potrafiłam, lecz imponowały mi.
- Mhm... - to jedyny dźwięk, jaki wydała z siebie Alfa, widząc moją pracę. Na końcu usiadła na swoim ulubionym kamieniu i po chwili namysłu oceniła każdą z rzeźb. Moja, o dziwo, została uznana za "dobrą", zupełnie jak ta zrobiona przez Tori. Zerknęłam na nią, jednak zdawała się nie zwrócić na to najmniejszej uwagi. Nie zamierzałam się również wykłócać z nauczycielką. W końcu prośba o gorszy stopień byłaby co najmniej dziwna...

<C.D.N.>

Uwagi: Nie jestem pewna, czy można "słyszeć na uszy".

piątek, 19 maja 2017

Od Aurelliah "Exept for..." cz. 1 (cd. chętny)

Uwaga, Aurelliah nie umie mówić po polsku!
Październik 2019 r.
Jak Biscuit to robił? - zastanawiałam się, stojąc nad na oko dwumetrowym dołem. Do drugiego brzegu dzieliło mnie mniej więcej tyle samo, jednak jakoś nie miałam chęci na poszukiwanie kłody dość długiej, by posłużyła mi za most. W końcu wysłali mnie na przeczesywanie terenów. Skąd o tym wiedziałam? Przywódczyni na mnie nakrzyczała, wskazując skromny tłum różnobarwnych psowatych (wciąż nieco mnie to dotykało - w końcu pomimo lekkiej niechęci do zwierząt od zawsze w moich oczach były one dzikimi i niezależnymi stworzeniami, a nie... nawet nie wiem, jak to nazwać), który dzielił się na pojedyncze postacie, z czego każda podążała w dowolnie przez siebie wybranym kierunku.
Teraz, siedząc tak na rowem, wracałam myślami do swojego życia w USA. Wszystko było czyste, poukładane... a teraz? Brud, wymaganie przesadnego wysiłku fizycznego i przede wszystkim totalny chaos. Nic tu już nie rozumiem. Nie chodzi już nawet o język, którym się posługują, a o panujące tutaj reguły. Właściwie, to chyba nawet nie chcę rozumieć. Zbyt boję się, że to zbyt bardzo namąci mi w głowie.
Najgorsze były jednak posiłki. Znosili truchło jakiejś sarny czy zająca na centralną łąkę, a wszyscy bez namysłu zabierali się do jedzenia. Ja zwykle stałam z boku i patrzyłam na puste spojrzenie Bogu winnemu zwierzęciu, walcząc z mdłościami. Do zjedzenia czegokolwiek przekonałam się dopiero po kilku dniach, kiedy, przymierając głodem, o mało nie straciłam przytomności. Wzięłam zajączka i odciągnęłam z dala od spojrzeń tych wścibskich istot. Tam, używając krzemienia często wykorzystywanego przez pozostałe (prawdopodobnie) wilki, rozpaliłam ognisko i upiekłam mięso. W końcu zdarzało mi się takowe jeść w luksusowych restauracjach... W końcu to prawie to samo, prawda?
Mimo tego, że jakoś powoli zaczynało się układać, czułam olbrzymią niechęć do swojego życia. Jedyne co mnie ratowało, był fakt, że czasem, towarzysząc Herbertowi w treningach sprawnościowych, dostrzegałam pewne, dość intrygujące szczegóły. Niekiedy sam mi o czymś mówił. Na przykład o sztuce przetrwania w trudnych warunkach. Słuchałam jednym uchem, a teraz tego żałuję. Wciąż miałam na łapie poparzenie przy pierwszej, dość nieudolnej próbie wzniecenia ognia. Biscuit, choć na takiego nie wyglądał, posiadał wielką wiedzę w zakresie radzenia sobie w tego typu sytuacjach. Również w samoobronie. Z tego, co udało mi się dowiedzieć, szkolił się pod okiem doktora Kingdoma. Gdyby mi tego nie powiedział, prawdopodobnie nawet bym na to nie wpadła, że miał dość niestandardową pracę po godzinach. Fakt, miał dość imponującą sylwetkę, lecz...
Pokręciłam głową, starając się wyrwać z zasłony wspomnień. Świętej pamięci doktor Kingdom nie jest mi teraz do niczego potrzebny, ani tym bardziej jego zagadkowe życie. Po raz kolejny, mrużąc paskudne, wilcze ślepia, zlustrowałam okolicę. Byłam święcie przekonana, że Biscuit by to przeskoczył. Tak, z całą pewnością by to zrobił. Wziąłby rozbieg, odbił się od tej kłody i bez problemu wykonał jeden długi sus... Miałam tę sytuację przed oczami. Wyglądało dość łatwo, bym spróbowała tego samego.
Cofnęłam się, przygotowałam do startu... I ruszyłam. Kilka metrów i odbiłam się od kłody, jednak musiałam coś źle wymierzyć, bo nie dość, że się pośliznęłam, to jeszcze zahaczyłam łapą. To zadziało się szybko. Huk, szum i plusk świadczący o lądowaniu w błocie. Otwierając ślepia, uświadomiłam sobie to, że wpadłam do rowu i miałam zmiażdżoną jedną kończynę. Rozchodził się po niej niewyobrażalny ból. Mimo woli z mojego gardła wydało się żałosne wycie. Odpowiedziało mi jedynie echo. Byłam sama.
Sapałam z bólu i zdenerwowania, próbując się wydostać, ale nic z tego. Z trudem powstrzymywałam piekące łzy. Cóż za żałosny koniec... - pomyślałam, po czym wpadłam na pomysł, by zamiast ciągnąć za zmiażdżoną łapę, spróbować zepchnąć kłodę. Udało się już po kilku wyjątkowo długich minutach. Drewno się stoczyło, z pluskiem wpadając do głębszego błota. Poczułam, że przez ten czas moje serce biło jak oszalałe. W końcu zwróciłam wzrok ku łapie. Byłam pielęgniarką - przeszło mi przez myśl - powinnam wiedzieć, co zrobić w takich wypadkach. Wzięłam wdech i wydech dla uspokojenia. Tak wiele czasu minęło od mojej ostatniej służby w przychodni...
Czułam, jak do łapy napływa krew. To już był dobry znak. Spróbowałam ją wyprostować... i udało się. Wydałam z siebie głośne westchnienie ulgi. Bolała, jednak nie wyglądała na złamaną ani nawet skręconą. Posiniaczona z całą pewnością, ale to nic poważnego. Powinnam co prawda udać się do lekarza, jednak czułam wstyd zbyt wielki, aby to zrobić. To zwykłe obicie - mówiłam w myślach. Powoli podniosłam się z ziemi, wciąż starając się porozciągać zbolałe mięśnie. Trochę drżały, ale rzeczywiście miałam ją sprawną.
Zerknęłam w górę. Musiałam się wdrapać na ścianę stromego rowu, aby przejść na drugą stronę. Wzdrygnęłam się, patrząc na brudną wodę zalegającą mi pod łapami. Była zimna, brudna i śmierdząca. Gdybym wiedziała, jak to się skończy, wolałabym już poszukać tego mostu.
Wdrapałam się na kłodę i otrzepałam się. Zrobiłam to dość niezgrabnie, gdyż wciąż nie przywykłam do tego życia. Wolałam już nawet nie myśleć o tym, co się stało z projektem mojego filmu. Szlag go pewnie trafił. Co z Biscuitem? Też nie wie, gdzie jestem. Prawdopodobnie jestem właśnie poszukiwana. Może policja zacznie przeszukiwać pobliskie lasy. I co ja wtedy zrobię? Przecież im nie pokażę, że jestem mną, jakkolwiek to dziwnie nie brzmi. Jak miałabym to niby ukazać?
Warknęłam pod nosem, starając się wyzbyć tych czarnych myśli. Powoli zaczęłam się wspinać po podmokłym gruncie. Może nigdy tu nie dotrą, ja jakoś wrócę do dawnej postaci i udam, że nic poważnego się nie stało, a ja chciałam uciec na chwilę od problemów. Przynajmniej taką miałam nadzieję. Z "Astro" mogę się już pożegnać, ale...
Wtedy właśnie stanęłam na szczycie wzniesienia, dostrzegając coś, co wmurowało mnie w ziemię. Nieopodal stał równie fikuśny wilk, jak ja i wbijał we mnie rozbawione spojrzenie. Nie zauważyłam go? Zniżyłam głowę, starając się w ten sposób pokazać nieme powitanie i prędko minąć obserwatora, który możliwe, że widział moją naprawdę żałosną wpadkę. Wtedy jednak się odezwał:
- Hej.
Rozpoznałam ten wyraz. Brzmiał nieco dziwnie, bo akcent i intonacja ciut różniła się od tej doskonale mi znanej. Domyślając się, że jednak moje podejrzenia co do znaczenia owego słowa mogły być słuszne, odparłam:
- Hey.
I pospiesznie go wyminęłam. Nagle jednak usłyszałam niepokojący mnie dźwięk. Sama nie mogłam doprecyzować, cóż to takiego było. Dość cichy, jednakże czułe wilcze ucho wyłapało go w najmniejszym szczególe. Obróciłam się przez ramię, by dostrzec, iż psowaty, który chwilę temu był... no, psowatym, wstawał z klęczków, poruszając ramionami w okrężnych ruchach, widocznie starając się rozluźnić mięśnie. Był człowiekiem. Stuprocentowym człowiekiem. Czułam się tak, jakbym miała zaraz zemdleć. Wilkołaki? Nie, to wszystko jest już totalnie chore. Odwrócił twarz się w moją stronę z uśmiechem malującym się na całkowicie ludzkiej twarzy. Właściwie, to dopiero teraz zorientowałam się, iż była to kobieta. Fakt, moje umiejętności rozróżniania płci kończyły się zwykle niepowodzeniem. Choćby przez to, że nie chciałam każdemu zaglądać pod ogon.
Powiedziała coś, lecz nie miałam zielonego pojęcia, co. Miałam szeroko rozwarte oczy, nie wiedząc jak zareagować. Widząc, że czekała na reakcję, postanowiłam pospiesznie pokiwać głową. Zaśmiała się cicho. Powiedziałam coś nie tak? Czułam się w taki sposób, jakby łapy miały się pode mną zaraz zarwać.
Wtedy stała się kolejna rzecz, której nigdy bym się nie spodziewała. To przyprawiło mnie o kolejny zawrót głowy, tym razem tak silny, że aż się zatoczyłam. Ponad dłonią wilkołaczki (o ile istnieje takie określenie) unosiło się świecące coś, czego w żaden sposób nie mogłam konkretnie nazwać. Przypominało to magiczną moc, dokładnie taką, jaką prezentowano zwykle na wielkim ekranie. 
Miałam już urojenia? Nie, nie sądzę. Zaczęłam uciekać.

<Jakaś chętna? Błagam, niech ktoś odpisze, bo jestem na próbnym, a jakoś nie idzie pisanie tych op. bo nikt nie odpowiada...>