Zacieśnianie więzi

W ramach lepszego zapoznania się ze sobą realizujemy comiesięczny projekt losowania osób, do których można napisać op. i dostać dzięki temu +3 pkt. do każdej z umiejętności (+1 pkt. do mocy).
Link do osób, które zostały wylosowane znajduje się tutaj. :)

poniedziałek, 16 stycznia 2017

Od Aokigahary "To coś" cz. 4

Sierpień 2018 r.
- A... Mogłabym Pana o coś prosić? - Zapytałam.
- Em... O co?
- Co tu jest napisane? - Wskazałam na miejsce w którym powinna być tabliczka. Ale jej nie było...
- Dobrze się czujesz? - Zapytał trochę zaniepokojony.
- Ale... Ona tu była, przysięgam! - Czułam się głupio - Jak się położyłam to jeszcze ją widziałam!
- Może zaprowadzić cię do szpitala? - Na to słowo się wzdrygnęłam.
- Tylko nie tam! - Dopiero teraz uświadomiłam sobie, że wyszłam na psychicznego wilka... - Przepraszam, ale ja za nic tam nie pójdę... - Wstałam i kłusem odeszłam od osobnika. Było mi gorąco, chociaż że słońce już zachodziło. Nie chciałam spać. Szłam byle gdzie.
- Aoki! - Usłyszałam znajomy głos z tyłu mnie. Odwróciłam się i zobaczyłam Hitam. Przecież... On nie istnieje.
- Coś się stało? - Zapytał widząc moją minę - wyglądasz jakbyś zobaczyła ducha
- To... Ty istniejesz?
- Tak? Co ci się stało? - Czułam się głupio.
- Em... Myślałam, że tylko śniłam... - Popatrzał na mnie jak na idiotkę - Pamiętasz może tą dziwną roślinę na którą wpadłam?
- Jaką roślinę?
- Nie pamiętasz?
- Chyba powinnaś iść do lekarza... Dziwnie się zachowujesz...
- NIE PÓJDĘ TAM!!! - Krzyknęłam. Nagle zobaczyłam waderę mniej więcej w wieku Hitam. Była taka sama jak on.
- Hitam, z kim rozmawiasz? - Zapytała, patrząc na mnie jakby była jakimś bóstwem.
- Em... To koleżanka... - Powiedział trochę speszony.
- Koleżanka? A czy ja zezwoliłam byś spotykał się z nieznajomymi? - Spytała
- Czemu nim tak pomiatasz?! - Jej zachowanie mnie zdenerwowało.
- Nie twoja sprawa! - Powiedziała głośno.
- Zachowuj się jak wilk! - Wyszczerzyłam kły.
- Nie rozkazuj mi, kundlu!
- Jesteś tak denerwująca, jak rzep przylepiony do kity.
- Ale riposta, zabiłaś mnie tym.
- Głupi nie zrozumie - powiedziałam po czym odeszłam od nich. Nie miałam ochoty kłócić się z wredną babą. Poszłam tam gdzie mnie łapy poniosły.
***
Było już dosyć ciemno. Łapy mnie bolały, a jedyne czego chciałam to odpoczynku. Byłam w cichym i spokojnym miejscu. Przede mną widniało przepiękne szkliste jezioro. Wyglądało jak namalowane. W tafli wody odbijał się srebrzysty księżyc. Usiadłam na brzegu i spojrzałam w własne odbicie. Zaczął wiać lekki wiatr. Powieki mi się kleiły więc postanowiłam tutaj zostać. Położyłam się i zamknęłam oczy. Weszłam do krainy snów tak samo szybko jak z niej wyszłam. Obudziło mnie uczucie mokrego podłoża. Podniosłam łeb, a z nim całe ciało. Powinnam wyszukać jakieś suche miejsce... Ale tak mi się nie chce... Rozejrzałam się za jakimś miejscem. W oczy rzuciło mi się małe zagłębienie pod głazem. Powlokłam się i natychmiastowo zasnęłam.

C.D.N

Uwagi: Brak daty. NIE "PISZE", TYLKO "JEST NAPISANE". ...zaprowadzić cię do szpitalu - a może bardziej by pasowało "szpitala"?

czwartek, 12 stycznia 2017

Od Moone "Czarna historia" cz. 7

Jesień 2018
Postanowiłam więc wyruszyć w przygodę, lecz nie byłam na to przygotowana. Przydała by mi się mapa, ale jej nie posiadałam. Dowiedziałam się jednak, że mogę ją sobie zakupić oraz było mnie na nią stać. Poszłam po nią do Alfy. Wracając, pozbierałam sobie jeszcze kilka patyków do zrobienia czego w postaci koszyka. Wymyślałam, jak bym mogła te gałązki posplatać. Nie wychodziły mi do końca równe, ale nadawały się do użytkowania. Przytrzymałam koszyk w pysku i poszłam do lasu pozbierać różne owoce. Nazbierałam tam tylko maliny i jagody oraz listki mięty, które w moim rodzinnym terenie były rzadkością i mój tata szukał je godzinami. Schowałam je i zaczęłam rozmyślać, co bym mogła jeszcze zebrać. Chyba było to już wszystko. Przez kolejną noc widziałam jak objawił mi się tata. Ponownie podarował mi natchnienie mocy. Dodał mi siłę do dalszego działania. Wyruszyłam jeszcze tej nocy. Poszłam najprawdopodobniej ostatni raz w tym roku do Wodopoju. Z daleka widziałam jakiegoś wilka, który wył do srebrzystego księżyca. Gdy ugasiłam pragnienie to słońce powolutku wstawało. Jeszcze ja po dodaniu sił zaczęłam biec na północ. Gdy byłam w połowie drogi do granicy watahy to podśpiewywałam sobie.
„Czas, już czas, wyruszyć, spojrzeć przygodom w oczy,
Latać, biegać, zwiedzać, jutrzejszy, kolejny raz
poznam przygód smak, już nie,
nie zapomnę nigdy was...”
Kolejnego wieczora przekroczyłam terytorium Watahy Magicznych Wilków. Westchnęłam, popatrzyłam się na pobliskie drzewa. Nie wyglądały one strasznie, jak mówił mój brat. Były wręcz piękne. Przeszłam jeszcze chyba kilometr i ułożyłam się do snu, gdyż byłam zmęczona. Obudziłam się dość wcześnie przez śpiew ptaków, które siedziały sobie na drzewach. Były one w stadzie. Byłam ciekawa, czy odlecą one gdzieś gdzie jest cieplej, czy zostają na zimę. Rok temu, niedawno przed dołączeniem widziałam, jak trzy stada leciały sobie do ciepłych krajów. Przypomniało mi się, że będę miała już rok. Od razu wróciły mi się wspomnienia z dawnych lat, jak bawiłam się z rodzicami i braciszkami. Ach! Co to były za czasy! Ale teraz od ich śmierci już nie jest mi tak wesoło. Szłam dalej, na razie mijałam tylko jakieś lasy. Minęły dopiero dwa dni, zanim wyszłam z ogromnego zalesionego terenu. Było to jednak bardzo przykre co zobaczyłam. Zaraz po wyjściu z zieleni znajdował się krater powstały z powodu powstania nowego demona. Znajdowały się w nim szczątki mojej rodziny. Stałam przez chwilę jak wryta. Przyglądałam się i wyobrażałam sobie jak to wyglądało. Różne myśli przebiegały mi przez głowę. Poczułam ciarki na plecach. Coś za mną przebiegło. Zamknęłam oczy…
* * *
- G-gdzie j-ja-a jestem-m? - wymamrotałam osowiała.
Nikt nie odpowiadał. Wstałam obolała. Byłam w ciemnym miejscu, może jaskini, może nory. Poczułam powiew zimnego wiatru. Skuliłam się. Nawet posiadając moc widzenia w ciemności – nic nie mogłam zobaczyć. Po chwili ktoś za mną stanął. Próbowałam zachować zimną krew. Uniosłam głowę lekko spoglądając w tył. Cisza otaczała to miejsce. Nagle zauważyłam oczy, były mi one dobrze znane, pełne zła. Postać przeszła obok mnie, głaskając mnie po skrzydłach swoją nienawiścią. Tak jak myślałam. Sagope. Uśmiechnął się szeroko. Zaczął wyć i wszystkie ciemności rozświetliły się ognistym płomieniem.
- Oto nasze królestwo… Moja droga, Moone… - wypowiedział to zimno.
W ogromnym miejscu mieściło się podziemne zamczysko, które najprawdopodobniej należało do mojego dziadka. Który chciał je ze mną dzielić. 
- Nasze? Przecież ja nie jestem… - przerwał mi Sagope.
- … ale będziesz demonem, obdarzać innych złem i nienawiścią, być ważnym, najważniejszym! - dokańczając wykrzyczał ostatnie słowo.
Bałam się tego trochę, przecież to morderca mojej rodziny… Ale jednak czułam że coś mamy w sobie podobnego… - demona...
 
Uwagi: W tytule wciąż brakuje jednego słowa... Wszystkie "ochy" i "achy" zapisujemy przez "ch". Od razu wróciły mi się wspomnienia z dawnych lat, jak bawiłam się z rodzicami i braciszkami. - skoro to były "dawne lata", to w jakim wieku jest Moone? Przecież ona nawet roku nie ma! "Byłam w ciemnym miejscu, może jaskini, może nory." - szyk zdania... Nie "te miejsce", tylko "TO miejsce"! Skoro zobaczyła "ognisty płomień", to jak wygląda "nieognisty płomień"? Masło maślane.

poniedziałek, 9 stycznia 2017

Od Shiryu "Czyżby zapomniany?" Cz. 3

 Jesień 2018 r.
Przyglądając się mapie coraz bardziej sobie uświadamiałem sobie moje znalezisko. Nie zauważyłem że coś drepcze i pomrukuje. Usłyszałem znajomy głos. Była to Izrael. Ewidentnie nie była zadowolona z mojego zniknięcia.
- Cieszę się że mości księciu nic się nie stało - wysyczała Zirael
Tak upewniłem się że to była ona. Trudno nie było jej rozpoznać
- Zirael! - odparłem - Co ty tu robisz?
- To chyba ja powinnam o to zapytać - kipiała ze złości - Od kiedy należy się od watahy, nie znika się bez słowa. Powiedziałeś komuś? Miałeś zamiar ogólnie wrócić.
Byłem trochę zmieszany. Nie wiedziałem czy się cieszyć czy nie. W końcu widzę kogoś znajomego ale znajomo wkurzonego. Odwróciłem wzrok w mapę i nagle mnie olśniło.
- Dlaczego tu przyszedłeś? - powiedziała już milej i przede wszystkim ciszej
- Znalazłem mapę i postanowiłem tu przyjść. Nie uwierzysz co odkryłem
- Zaraz mi powiesz tylko się napije - Podeszła do niebezpiecznego jeziora - i już miała się napić
- Cholera! - Odciągnąłem waderę szybko od jeziora - Czy ty zdajesz sobie sprawę że mogłaś stracić pamięć przez swoją nie uwagę!
Trochę się zlękła ale po chwili zapytała już pewniej - Ale o co ci właściwie chodzi? Jezioro jak jezioro. Raczej się nie utopie.
- To jezioro zapomnienia - Napijesz się z niego ba nawet lekko zamoczysz tracisz pamięć o dotychczasowym życiu! - Byłem przestraszony i Wściekły na waderę -
- Przepraszam, nie wiedziałam - Kontynuowała dalej - To co odkryłeś geniuszu - powiedziała to jakby z kapką ironii
- Tak na tą wodę nie ma lekarstwa chyba - Zawahałem się
- Chyba że.. - Waderę ewidentnie to zaciekawiło
- Chyba mam  na to odtrutkę - Dodałem  po chwili - Ale nie sprawdzałem tego. Wiem że dawna Alfa miała wypadek z udziałem tego niebezpiecznego jeziora.
- Shiriyu, czy ta woda może wywołać halucynacje po powąchaniu jej - Zapytała zaniepokojona
- Raczej nie a co - Bąknąłem
- Bo widzę jakiegoś wilka chyba wilka na drugim krańcu jeziora - Powiedziała ściszonym głosem
- Ja też to widzę ponownie wiesz co mi się zdaje czy on tu biegnie - Powiedziałem
- Chyba ci cię nie zdaję - Wilk był coraz bliżej nas -
- Biegiem! - Wykrzyczałem do Zirael -
Wilk nie był nastawiony pokojowo. W czasie biegu warczał jak bestia z piekieł. Gdy bestia była już daleko za nami chyba już nas nie widziała. Zwolniliśmy i dalej rozmawialiśmy o antidotum w fazie wczesnej alfy. Nie zauważyliśmy że idziemy po liściach. Na dodatek była mgła. Wpadłem do jakiejś głębokiej dziury. Nie czułem dna złapałem się jeszcze krawędzi dziury. Po chwili nie mogłem już wytrzymać. Puściłem się. Leciałem i leciałem. Wylądowałem na miękkim mchu. Był on co dziwne fioletowy. Po chwili wskoczyła też Zirael.
- Gdzie my jesteśmy? - powiedziała
- Chyba jesteśmy
<Gdzie znaleźli się wilki?>

Uwagi: Brak daty. Czy ty w ogóle bierzesz pod uwagę te uwagi (masło maślane, wiem)? Nagle Zirael zmieniła się w Izrael! Ponadto źle napisałaś już nawet tytuł. Poprawiłam wyłącznie błędy ortograficzne i Spacje, bo już nawet nie mam siły myśleć, co chciałaś przekazać pisząc niektóre zdania. Nie "drepta", tylko "drepcze"."Jezioro Zapomnienia" to nazwa miejsca! Po co te myślniki na końcu akapitów?
Było mówione, że na wodę z Jeziora Zapomnienia NIE MA ODTRUTKI i NIGDY NIE BĘDZIE, więc niech tak lepiej już pozostanie. Nie ułatwiajmy życia na siłę postaciom, co?
Nie mam pojęcia, do kogo miało być skierowane to op., bo dopisek na końcu nie ma sensu.

niedziela, 8 stycznia 2017

Od Sarah “Ach, te dzieci” cz. 1 (cd. chętny)

Jesień 2018
Po krótkiej pogoni skoczyłam, wbijając pazury w ciało mojej ofiary — był nią nikt inny, jak zając, którego upatrzyłam sobie na dzisiejsze śniadanie. Położyłam się na trawie i rozpoczęłam posiłek. Zostawiłam resztki na ziemi. Podniosłam się i postanowiłam czegoś się napić. Potruchtałam w stronę Wodopoju. Było tam kilka wilków, więc przywitałam się i zanurzyłam pysk w wodzie. Pijąc ją wpadłam na pomysł, żeby pójść do Mrocznego Lasu. Wtedy także przypomniałam sobie, o zdarzeniu mającym miejsce dosyć dawno, właśnie tam. Mając cichą nadzieję na spotkanie Drakena, ruszyłam w tamtym kierunku. No tak, Draken. Jedna z nielicznych osób, na których mogłam polegać, mój najlepszy przyjaciel... Czy mogłam dalej go tak nazywać? Po ucieczce nie widziałam go parę lat, a nasze ostatnie spotkanie trwało nie więcej niż parę minut. I znowu nastąpiła paromiesięczna przerwa. Wtedy nie wydawał być się innym, nadal był tym samym, słodkim basiorem, w którym się zakochałam. Ale kto wie, czy jest nim nadal?
W myślach skarciłam samą siebie. Skoro nie zmienił się kilka lat, to jaką różnicę zrobiłyby mu te miesiące? Zaczynałam myśleć, że nieco przesadzam. W pewnym momencie zatrzymałam się na chwilę. Coś usłyszałam, a ten odgłos dochodził z tyłu. Odwróciłam się w tamtym kierunku, ale po chwili uznałam, że to nic takiego, bo nawet, jeśli ktoś mnie śledził, mogę uciec. Albo w ostateczności spróbować go powalić. Przeszłam jeszcze kilka metrów i ponownie wstrzymałam wędrówkę. Czułam czyjeś spojrzenie na sobie. Rozejrzałam się dookoła. Ostrożnie weszłam między drzewa i usiadłam, znikając w ich cieniu. Chciałam dostrzec osobę, która postawiła sobie na celu podążanie za mną, a poczekanie, aż wyjdzie ze swojej kryjówki wydawało się być najlepszym pomysłem. Odczekałam niespełna minutę, i spostrzegłam, że na dróżkę między drzewami wychodzi szczeniak. Ach, te dzieci. Mentalnie poczułam ulgę, że nie jest to nikt obcy, lub co gorsza, człowiek. Uśmiechnęłam się do siebie i wyszłam z cienia, a szczenię aż podskoczyło w miejscu, gdy nagle mnie zobaczyło.

<chętny?>

Uwagi: Spróbuj może pisać trochę dłuższe op. "Mroczny Las" to nazwa miejsca! Wszystkie "ochy" i "achy" zapisujemy przez "ch".